5 kwietnia Żywot świętej Julianny, zakonnicy

(Żyła około roku Pańskiego 1258)

Wyznawam Tobie Ojcze, Panie Nieba i ziemi, żeś te rzeczy zakrył przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je maluczkim” (Mateusz 11,25). Tę dziękczynną modlitwę wzniósł Jezus także za Juliannę, która się urodziła roku 1193 w Retinnes koło Leodium. Rodzice jej byli majętni nie tylko w dobra doczesne, ale i w dobra wieczne.

Mając zaledwie pięć lat Julianna straciła rodziców i została oddana zakonnicom w Kornelibergu na dalsze wychowanie. Już wtedy okazywała nienasyconą żądzę wiedzy i niezwykły zmysł pobożności. W krótkim czasie nauczyła się na pamięć psałterza i czytywała z głębokim pojęciem tak Pismo św. jak i pisma świętych Augustyna i Bernarda. Nie leniła się do żadnej pracy, owszem najniższa praca była jej tym milsza. Pościła bardzo surowo, z wszystkich swych czynności tworzyła niejako bezustanną modlitwę, a największą pociechę miała w Jezusie w Przenajświętszym Sakramencie i w Jego Najświętszej Matce Maryi. Gdy siostry nalegały, aby jadła, i pytały, co lubi, odpowiadała z nadobnym uśmiechem: „Lepszego chciałabym” – przez co chciała wyrazić, że pragnie jak najprędzej przystąpić do Komunii świętej, albowiem spełniły się na niej słowa Pisma świętego: „Którzy Mnie pożywają, głód zawsze czują, a którzy Mnie piją, pragnienie zawsze mają”.

Prośbie jej o przyjęcie do zakonu chętnie uczyniono zadość, a po śmierci przeoryszy obrano ją na tę godność, chociaż tak wysokie stanowisko nie zgadzało się z jej pokorą i dziewiczą skromnością. Dobroć Boska wspomagała ją tutaj w widoczny sposób, albowiem udzieliła jej daru przewidywania przyszłości i spraw dziejących się w oddaleniu, a nawet daru przenikania serc i myśli ludzkich, jak gdyby w nich czytała. Z roztropną miłością macierzyńską kierowała swymi duchownymi siostrami na wąskiej drodze wiodącej do doskonałości, i wielu uciśnionym, chorym i dręczonym przez pokusy dopomagała tak modlitwą, jak radą.

Tymczasem czysta jej dusza dojrzała do wielkiego dzieła, do którego wybrała ją Opatrzność Boska. Już od szesnastego roku życia widywała Julianna w czasie modlitwy cudowne zjawisko, a mianowicie zdawało się jej, że widzi tarczę słoneczną, a na niej ciemną plamę. Widzenia tego nie umiała sobie wytłumaczyć, a że stawało jej natychmiast przed oczami, ilekroć klękała do modlitwy, i mimo najgorliwszych usiłowań nie mogła się go pozbyć, zaczęła je w końcu uważać za pokusę. Dlatego modliła się gorąco i prosiła inne zakonnice o przyczynę, aby Bóg dobrotliwy raczył ją uwolnić od tego, a gdy zjawisko nie znikło, ze łzami prosiła Jezusa, aby jej dał poznać, czy zjawy te mają jakie znaczenia, albo są tylko pokusą.

Wreszcie sam Jezus Chrystus dał jej takie wyjaśnienie: „Księżyc oznacza Kościół katolicki, czarna plama na tarczy wyraża brak uroczystości na cześć Najświętszego Sakramentu, którą to uroczystość należy zaprowadzić pomiędzy wiernymi na całym świecie. Wolą Moją jest, aby zaprowadzono w tym celu szczególnie uroczyste święto, albowiem w Wielki Czwartek wierni więcej są zajęci rozmyślaniem Mojej Męki!” Polecił jej zarazem rozgłosić to po całym świecie. Julianna pokornie wymawiała się swoją niegodnością i słabością, prosząc gorąco, aby Jezus raczył wybrać do tego zadania jakiegoś uczonego i świętego kapłana. Tak było przez dwadzieścia lat, ponieważ jednak widzenie nie znikło, Julianna doniosła w końcu o wszystkim spowiednikowi, prosząc go, aby zawiadomił o tym władzę kościelną. Ów kapłan oznajmił to archidiakonowi Jakóbowi z Troyes, a on nakłonił biskupa Leodium, aby zaprowadził święto Bożego Ciała w swojej diecezji; stało się to w roku 1246. Radość z nowego nabożeństwa wśród prawdziwie pobożnych była bardzo wielka, ale nie miało się obyć i bez burzy. Tysiące oziębłych i obojętnych zaczęły pytać: „Po co znowu nowe święto? Czy nam codzienna Msza święta nie wystarczy? Otóż znowu jedno święto więcej, i to jeszcze święto z poręki marzycielki, z poręki wybujałej fantazji zakonnicy!” Ponieważ piekło nie mogło przeszkodzić zaprowadzeniu tej uroczystości, więc straszliwie mściło się na Juliannie, używszy do tego zarozumiałego i złośliwego kapłana, który wcisnął się w zarząd jej klasztoru. Ponieważ Julianna nie chciała mu powierzyć dokumentu fundacyjnego, przeto ów niegodziwy człowiek oskarżył ją w Leodium o kradzież, a obywateli tak przeciw niej podburzył, że przemocą wtargnęli do klasztoru i sponiewierali siostry. Julianna wprawdzie uciekła, ale ścigano ją z jednego miejsca na drugie, aż wreszcie znalazła schronienie w Fasses. Wkrótce potem ciężko zachorowała; przyjmując tę chorobę z rąk Jezusa z uległością i dziękczynieniem, zakończyła żywot doczesny dnia 5 kwietnia roku 1258 w piątek o tej samej godzinie, o której Zbawiciel zawisł na krzyżu. Jej czysty duch uleciał do Nieba, a grób jej wnet zasłynął licznymi cudami.

Z śmiercią Julianny uroczystość Bożego Ciała nie upadła, lecz przeciwnie wielce się wzmogła. Bóg zrządził, że ów archidiakon Jakób z Troyes wstąpił w roku 1261 na Stolicę Apostolską pod imieniem Urbana IV. Papież ten, pierwszy krzewiciel uroczystości Bożego Ciała, rozgorzał jeszcze większym dla niej zapałem pod wpływem cudu zaszłego w Bolsenie. Pewien pobożny, ale niestałego usposobienia kapłan zaczął pewnego razu podczas Mszy świętej powątpiewać, czy w przemienionej Hostii znajduje się Jezus Chrystus, Pan Nieba i ziemi z Ciałem swym, Bóstwem i człowieczeństwem, gdy wtem podczas Podniesienia zaczęły z Hostii ściekać krople krwi na korporał. Przerażony tym wypadkiem chciał go zataić i złożył korporał, ale krew przesiąkła i wszędzie pozostawiła okrągłe znaki, zupełnie podobne do Hostii. Pobiegł zatem do pobliskiego Orvieto, do papieża Urbana IV, który tam właśnie bawił, i z serdeczną skruchą wyznał zarówno dawniejsze powątpiewania, jak i teraźniejsze przestępstwo. Papież Urban zbadał dokładnie sprawę, przekonał się o prawdziwości cudu, i nie zwłócząc ogłosił w roku 1264 bullę, mocą której nakazał obchodzić uroczystość Bożego Ciała w pierwszy czwartek po uroczystości Trójcy Przenajświętszej.

Bóg zatem wybrał słabą niewiastę, aby przez nią spowodować zaprowadzenie uroczystości Bożego Ciała, a kiedy i to nie pomogło, cudem w Bolsenie stwierdził swą obecność pod postacią Hostii. Dziś nabożeństwo Bożego Ciała należy do najwspanialszych; uroczystość ta odbywa się bardzo solennie na całym świecie.

Nauka moralna

święta Julianna, będąc jeszcze małą sierotką, kochała Jezusa pod postacią chleba i wina. Zapewne i ty, chrześcijaninie, pałasz miłością ku Jezusowi, ale za mało oddajesz Mu szacunku w Przenajświętszym Sakramencie. Po wszystkich kościołach Jezus już od setek i tysięcy lat jest zawsze utajony na ołtarzu. I w naszym parafialnym kościele zawsze jest obecny, a dla kogóż by tu przebywał, jak nie dla wszystkich razem parafian i dla każdego z osobna, więc i dla ciebie? Na cóż tu przebywa? Tylko żeby nas strzegł, pocieszał, uszczęśliwiał, a za to nic więcej nie wymaga, jak wzajemnej od ciebie miłości. Ale czemuż Go zaniedbujesz? Na czym to polega? Zapewne na tym, że wprawdzie wierzysz, iż Chrystus jest utajony w Przenajświętszym Sakramencie jako prawdziwy Bóg i człowiek, ale nie zastanawiasz się nad tym czym On się trudni dzień i noc, całe lata i setki lat? Zajmujesz się gorliwie sprawami krewnych i sąsiadów, ale nie dbasz, co Zbawiciel świata Jezus Chrystus czyni w kościele. A ten Jezus jest twoim bratem, twoim Zbawicielem, twoim najlepszym przyjacielem i sąsiadem.

Cóż czyni Jezus przede wszystkim w Przenajświętszym Sakramencie jako prawdziwy człowiek? Otóż to samo, co czynił owego pamiętnego 25 marca, kiedy nastąpiła tajemnica Jego wcielenia: On się modli! Składa Bogu w Trójcy świętej jedynemu w imieniu wszystkich ludzi najdoskonalszą i najmilszą modlitwę chwały, dziękczynienia, prośby, przyczyny; czyni to w największym upokorzeniu, w postaci Hostii, baranka na zabicie wiedzionego, okrytego ranami na rękach, nogach, boku, głowie; czyni to dla ciebie z tym samym usposobieniem, z jakim rzekł pewnego razu do św. Gertrudy, gdy klęczała przed Jego krzyżem: „Spojrzyj na Mnie! Z szat obrany, wzgardzony, na całym ciele pokaleczony, mając wszystkie członki wywichnięte ze stawów, z miłości ku tobie wisiałem na krzyżu. I nadal jest płomień miłości Mojej tak samo gorący, że gdyby było trzeba, to abyś ty sama jedna wiecznej szczęśliwości dostąpiła, wydałbym się znowu na takie same męki, jakie za cały świat cierpiałem!” W Najświętszym Sakramencie nie poucza cię już słowami, gdyż te możesz czytać w Ewangelii świętej, lecz własnym, żywym przykładem cnót swoich, które możesz i powinieneś naśladować w swoim stanie. Rozważ tylko Jego posłuszeństwo dla godnych i niegodnych kapłanów, dla pobożnych i tych, którzy świętokradzko przyjmują Komunię. Rozważ, jak swej białej sukni niewinności nigdy nie zmienia i ołtarza nigdy nie opuszcza, chyba aby lud błogosławić, łaknących nakarmić, chorych nawiedzić, konającym przybywać z pomocą. Rozważ Jego łagodność, Jego milczenie, Jego skrytość, Jego umartwienie itd. Wszystko to dla ciebie, chrześcijaninie, a ty Go nie miłujesz tak, jak powinieneś!

Co Bóg czyni ustawicznie na ołtarzu jako prawdziwy Bóg? Na to pytanie najjaśniej odpowiada Przenajdroższa Matka Maryja w Magnifikat (Łuk. 1,46-55). Oto jest On nieskończenie bogaty i wszechmocny. On może ci dać wszystko, czego tylko jako dziecko Boga potrzebować lub życzyć sobie będziesz. On jest najmędrszy, a więc wie, co dla ciebie jest najużyteczniejszego, najlepszego, tak że możesz się zupełnie spuścić na Jego mądrość. On jest samą dobrocią i miłosierdziem i chce ci dać dostatki, chce cię prawdziwie i wiecznie uszczęśliwić. Ach, jak dobry Jezus jest zamknięty, dopóki ty nie przyjdziesz, nie wyciągniesz ręki i nie pozwolisz Mu Jego darów nagromadzić w twym sercu!

Miej litość nad Jezusem tak wielce cię miłującym, albowiem jak żydzi nie chcieli uznać Syna Bożego, tak i ciebie by piekło nie minęło. Pan Jezus czeka na ołtarzu, dopóki się kto z wiernych nie zbliży, – ach, jak strasznie musi Go boleć Serce, gdy czeka nadaremnie! Wtedy po długim, próżnym czekaniu woła żałośnie: „Jeruzalem, Jeruzalem, ile razy chciałem zgromadzić syny twoje jak kokosz kurczęta swoje pod skrzydła zgromadza, a nie chciałoś” (Mat. 23,37).

Modlitwa

Boże i Ojcze niebieski, któryś przez Wcielenie Syna Swego i ustawiczny pobyt Jego na naszych ołtarzach chciał nam dać Pośrednika, udziel nam łaski, abyśmy z pośrednictwa tego wiernie korzystali, a potem do Nieba się dostali. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa. Amen.

Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.