Spowiedź Kapłana

III. Spowiedź Kapłana

Znam słabość ludzką. Człowiek podobny jest do listka zeschłego, który strąca najmniejszy powiew pokus. Podobny jest do kwiatu polnego, który rośnie przez czas jakiś, a potem więdnie i umiera. Podobny jest do cienia znikomego, który nigdy nie zostaje w tym samym stanie.
Człowiek urodzony z niewiasty żyje czas krótki, a życie jego napełnione jest nędzą. Jakżesz mógłby być w oczach moich czysty, kiedy jest tylko prochem?
Ale ja nie gardzę dziełem rąk swoich. Jeśli grzesznik upokorzy się przede mną i uzna swą nędzę, przyjmę go, przytulę, jak przygarnia ojciec swe dziecię odnalezione.

W miłosierdziu swem przyciągnąłem cię ku sobie, przygotowałem ci kąpiel ze swej własnej Krwi.
Jeśli ustanowiłem Sakrament Pokuty, to uczyniłem to przedewszystkiem dla mych Kapłanów, aby mogli zawsze przystępować do Ołtarza czyści i nieskalani.
Lecz, Synu mój, ty, który uczysz innych, nie zaniechaj pouczyć najpierw siebie samego. Im wyżej wyniesiony jesteś w godności, tern cięższe twe obowiązki.
Przed spowiedzią zbadaj w mej obecności swe sumienie, odnośnie do swego urzędu duszpasterskiego.
Dobry pasterz obchodzi się ze swemi owieczkami ze słodyczą, cierpliwością i bezinteresownością rozdziela swym wiernym obficie pokarm zdrowej nauki, rozgrzesza niestrudzenie grzeszników szuka owiec zbłąkanych, odwiedza, pociesza i krzepi chorych.
Czy pracujesz gorliwie nad rozszerzeniem mego królestwa, nad ugruntowaniem go przedewszystkiem w głębi swej duszy?
Czy starasz, się sprawować godnie święte Tajemnice i przyciągać mych wiernych do Ołtarza, na którym dla nich mieszkam?

Brat, wspomagany przez brata, podobny jest do miasta obwarowanego. Tym bratem jest spowiednik, przed którym często a regularnie będziesz wyznawał swe winy.
Niechże będzie dla ciebie wiernym przyjacielem, któryby cię upominał i dźwigał. Jeśliś znalazł tego przyjaciela, nie porzucaj go, gdyż skarb znalazłeś.
Bądź szczery względem niego, odkrywaj przed nim tajniki swej duszy i swe najskrytsze słabości; inaczej byłby ślepcem, prowadzącym ślepego: nie mógłby cię powstrzymać od upadku w rów.
Zbliżaj się do trybunału mego miłosierdzia z pokorą i ufnością. Wzbudź w swej duszy żal doskonały za swe upadki dawne i teraźniejsze, rozważając bezmiar miłości mej ku tobie, srogość mąk, jakie podjąłem, aby odpokutować za twe winy i ogrom zniewagi, zadanej przez ciebie Bogu, Dobru najwyższemu.
Przyrzeknij na przyszłość wierność i oddal od siebie okazje do grzechu.
Nikt nie będzie mógł powiedzieć, że któryś z mych braci, choćby najbiedniejszy i najbardziej grzeszny, podniósł ku mnie ręce błagalne, a był odepchnięty.

Moje Boskie Serce jest nieskończenie dobre. Zapomina całkowicie o krzywdach mu zadanych, byle dusza żałowała i oskarżała się szczerze.
Nie poprzestaję na zakryciu grzechów swem miłosierdziem. Nie! Gładzę je, aby Sprawiedliwość Boża nie mogła ich już znaleźć.
Jak Wschód oddalony jest od Zachodu, tak wspomnienie grzechów zgładzonych przez żal prawdziwy dalekie jest od mej pamięci.
Kapłanie mój, czy wierzysz niezachwianie w mą dobroć? Dlaczego po upadku z wahaniem zbliżasz się do swego Odkupiciela?
Jestem Bogiem miłosierdzia. Zawrotna liczba grzechów ludzkich nie może wyczerpać nieskończoności mej dobroci.
Jak lód topnieje za dotknięciem słońca, tak winy twe bywają zgładzone za dotknięciem mego miłosierdzia?
Jedna tylko rzecz tamuje potok mego miłosierdzia i nie dozwala mu zalać duszy grzesznika, mianowicie jego upór w złem i w nieufności ku Mnie.
Przebaczyłem Samarytance, Zacheuszowi, Magdalenie, Piotrowi, chciałem nawet przebaczyć Judaszowi, ale on aż do końca odpychał mą miłość.
Wczytuj się w Ewangelję. Jeśli znajdziesz w niej choć jedno słowo twarde, skierowane choćby do jednego grzesznika szczerze skruszonego, przyjdź do mnie z wyrzutami.
Lecz nie! Przeszedłem ziemię czyniąc dobrze, uzdrawiając wszelką chorobę i wszelką niemoc, Nie zgniotłem trzciny nadłamanej, ani nie zgasiłem lnu kurzącego się jeszcze. Nie przyzywałem piorunów niebieskich na tych, co nie chcieli mię przyjąć.
Mówiłem tylko grzesznikom: Idźcie, a nie grzeszcie więcej, wiara wasza was zbawiła.

Otaczam miłością swą wszystkich grzeszników i nie odstrasza mię nigdy szkarada zniewag, jakie mi w twarz rzucają.
Stoję u drzwi ich mieszkania z pokorą, słodyczą i cierpliwością; narażam się na pośmiewisko przechodniów i czekam w nadziei, że mi kiedyś otworzą i przyjmą swego Zbawiciela.
A jeśli mię odpychać będą do końca, przyślę im przecież w ostatniej chwili swą Matkę. A ona stanie u ich wezgłowia, jak niegdyś u stóp szubienicy łotra pokutującego i będzie się starała jeszcze w tej chwili zmiękczyć twarde ich serca, a jeśli posłuchają, dam im wieczne rozkosze mego nieba.
Człowiek cielesny nie pojmuje tych rzeczy, nie umie zmierzyć wysokości, głębokości i szerokości mej Miłości. Ale ja umarłem za każdą duszę i podjąłem w chwili Męki mojej najokrutniejsze cierpienia za swych Kapłanów.
Jeśli me Serce jest dobre i cierpliwe dla wszystkich ludzi, to dla ciebie, mój synu, przepełnione jest miłosierdziem i tkliwą miłością.
Niechże przyjdą do mnie wszyscy, obciążeni brzemieniem swych grzechów, a ja im ulżę.

ORĘDZIE JEZUSA DO SWEGO KAPŁANA (MYŚLI REKOLEKCYJNE)
wydawnictwo oo. Redemptorystów Tuchów
IMPRIMATUR Wilno, dnia 28 października 1935 L569/35

To Orędzie Jezusa do swego kapłana poświęca autor Gwidonowi de Fontgalland, zmarłemu w r. 1925 w dwunastym roku życia.
Ów chłopczyk marzył o tem, by zostać kapłanem, lecz Jezus mu rzekł: „Będziesz moim aniołem”.

=> ORĘDZIE JEZUSA DO SWEGO KAPŁANA


Komentarze są zamknięte.