3 listopada Żywot świętego Malachiasza, arcybiskupa armachańskiego

(żył około roku Pańskiego 1148)

Święty Malachiasz zawsze litował się nad duszami w czyśćcu zostającymi i niczego więcej nie pragnął, jak umrzeć w Dzień Zaduszny, a to z tego powodu, ze w dniu tym odprawiają się liczne Msze za dusze zmarłych. Dziecięce swe lata przeżył on pod okiem pobożnych i bogobojnych rodziców. św. Bernard, jego biograf, pisze, że Duch św. przemieszkiwał w jego sercu, kierował krokami jego i nauczył go pamiętać o wszechobecności boga, pościć i miłować samotność. Jako chłopiec nie lubił dzielić zabaw dziecięcych i przenosił nad nie naukę, w której wielkie czynił postępy. W nabożeństwie unikał wszelkiego popisywania się, a modlitwie i pokucie oddawał się w ukryciu. Bywało, że gdy w kościele ogarnęła go żarliwość pobożności, chronił się w kącik, aby go nikt nie widział; a gdy szedł z rówieśnikami na przechadzkę, przystawał nieco i pozostawał umyślnie w tyle, aby się pogrążyć w pobożnym rozmyślaniu. Tak doszedł lat młodzieńczych, a zarazem nastała chwila, w której musiał się zastanowić, czy chce należeć do świata, czy do Boga. Malachiasz postanowił umrzeć dla świata.

W pobliżu katedry armachańskiej żył w ciasnej celce św. pustelnik Imariusz. Do niego poszedł Malachiasz, aby słuchać jego nauk i dowiedzieć się, czego potrzeba do życia świątobliwego. Wyszydzany przez znajomych i przyjaciół, którzy nie mogli pojąć, jak młodzieniec tak znakomitego rodu może wzgardzić życiem światowym, ale Malachiasz nie zachwiał się w postanowieniu i nie dbał o ich zdanie. Lepsi podziwiali jego stałość a nawet przyłączyli się do niego, aby pójść za jego przykładem. Tym sposobem zebrała się gromadka pobożnych młodzieńców, których wzorem był Malachiasz, chociaż sam uważał się za najniższego w tym gronie. Arcybiskup armachański Celsus upodobał go sobie i w porozumieniu z Imariuszem postanowił go wyświęcić na księdza. Jako diakon szedł w ślady świętego Wawrzyńca, pełnił czyny miłosierdzia i grzebał umarłych. Nie podobało się to jego siostrze, ale Malachiasz nie dbał o jej nagany i czynił to, co uważał za dobre.

Święty Malachiasz

Odebrawszy święcenia kapłańskie, został pomocnikiem arcybiskupa. Na tym urzędzie zdziałał wiele dobrego, usunął wiele zgorszeń i nadużyć, wykorzenił zabobony, przywrócił karność kościelną i przyzwyczaił lud do częstego przystępowania do sakramentów świętych. Odżyła na nowo wiara, ocknęło się życie kościelne, a ziarno Ewangelii świętej wydawało bujne owoce. Szczerze i gorąco przywiązany do Kościoła katolickiego, Jego obrzędów, przepisów i ustaw, chciał się gruntowniej obeznać z Jego urządzeniem i instytucjami, więc za zezwoleniem arcybiskupa udał się do Lismoru, aby uzupełnić swoje studia pod kierownictwem tamtejszego biskupa Malchusa i zasięgnąć jego rady. Wkrótce potem wrócił znowu do Armachu.

Tym czasem umarła siostra jego. Gdy zapomniał odbyć za nią zwykłe trzydzieści Mszy żałobnych, ukazała mu się w nocy zgłodniała, stojąca pod drzwiami kościelnymi. Malachiasz domyślił się, jakiego jej dusza łaknie pokarmu i niezwłocznie odprawił za nią Mszę świętą. Zmarła ukazała mu się teraz w progu świątyni w szacie żałobnej, ale nie śmiała wejść, a gdy ponowił Ofiarę świętą pojawiła się w ubraniu na pół białym, ale nie zbliżyła się do ołtarza. Dopiero po usilnych i gorących modłach Malachiasza podczas następnych egzekwii (nabożeństwo za umarłych), ukazała się w bieli, wolna od zmazy, z rozpromienionym radością obliczem.

Gorąco ucieszyło Malachiasza wstąpienie jego wuja do klasztoru w Banchorze. Gmach Klasztorny był tylko ruiną, a zakonnicy żyli w rozproszeniu. Malachiasz odbudował klasztor, odzyskał stracone dobra i zapełnił cele mnichami, których było wraz z jego wujem jedenastu. Licząc lat 30 został biskupem konereckim, lecz przyjął tę godność z niechęcią, tylko wskutek usilnej namowy Celsusa i Imariusza. Diecezjanie konereccy wiedli życie dzikich zwierząt, a pogrążeni w zdrożnościach i nieprawościach byli tylko z imienia chrześcijanami. Nowy biskup zamienił te wilki na łagodne baranki: odwiedzał ich, nauczał, błagał ze łzami o poprawę, modlił się całymi nocami o ich nawrócenie i znosił cierpliwie opór i zniewagi dopóty, póki przy pomocy gorliwych kapłanów nie udało się mu pozyskać ten lud dla Boga. Niezadługo zachorował Celsus i wszystko zapowiadało bliską jego śmierć. W diecezji jego panowały wówczas wielkie nadużycia, rodzina Celsusa uważała bowiem stolicę arcybiskupią za swą własność i obsadzała ją od dwóchset lat ludźmi swego rodu. Przyszło nawet do tego, że żonaci zarządzali archidiecezją i pobierali jej dochody. Umierający Celsus chciał usunąć zgorszenie i zamianował swym następcą Malachiasza. Ten przyjął godność dopiero wtedy, gdy mu Bóg cudownym widzeniem objawił, że żąda tego. Obejmując zarząd archidiecezji, zastrzegł sobie Malachiasz, że po skasowaniu nadużyć i zaprowadzeniu ładu i kościelnej karności, będzie mu wolno wrócić na dawniejsze miejsce. W Armachu doznawał od famili Celsusa największych przykrości. Niektórzy jej członkowie sprzysięgli się nawet na jego życie, i byliby się dopuścili na nim zabójstwa, gdyby Bóg nie był w czasie burzy spuścił gromu na herszta spisku i trzech jego towarzyszy. Nazajutrz upokorzył się przed Malachiaszem krewny Celsusa i sprawca niecnego zamachu na jego życie, oddał mu księgę Ewangelii św. Patrycego, którą sobie bezprawnie przywłaszczył, i laskę, którą nazywano laską Pana Jezusa.

Zaprowadziwszy ład i porządek, wrócił Malachiasz do swej dawniejszej diecezji, którą jako zbyt obszerną podzielił na dwie części, po czym wybrał się w drogę do Rzymu, aby u progów apostolskich uzyskać zatwierdzenie tego podziału.

Przejeżdżając przez Francję, zabawił kilka dni u św. Bernarda w klasztorze Clairvaux. Zakonne życie tak bardzo przypadło mu do smaku, że gorąco zapragnął przyjąć habit i nie wracać do Irlandii, ale papież Innocenty II zamianował go swym legatem i kazał mu wracać na miejsce. W powrocie wstąpił znowu do klasztoru Clairvaux i pozostawił w nim czterech towarzyszy z nakazem, ażeby przywdziali habit i wyświęciwszy się założyli podobny klasztor w Irlandii.

Wracającego witali Irlandczycy z uniesieniem. Błagali go o błogosławieństwo i oddawali mu cześć jakby Świętemu, ale Malachiasz nie spoczął ani na chwilę i zwołał kilka synodów, na których stanęły uchwały nader zbawienne, a które wprowadzone w życie przyniosły obfite owoce. Przykład świętego biskupa podziałał na duchowieństwo i lud. Święty Bernard pisze, że od chwili przyjęcia święceń aż do zgonu nie miał nic własnego, ani sług, ani służebnic, ani domu. Jadał byle co, odwiedzał pieszo parafie, ciągle prawił kazania, dbał o ład i porządek, a zawsze był wesół, uprzejmy i łagodny. Bóg też czynił przez niego niezliczone cuda.

Krótko przed śmiercią pojechał do Francji, aby się rozmówić w sprawach diecezji z bawiącym tam podówczas papieżem Eugeniuszem III, który tym czasem jednak już był wyjechał. Malachiasz, będąc już w tych stronach, nie mógł sobie odmówić, aby nie zboczyć do Clairvaux i uściskać świętego Bernarda. Po kilku dniach zachorował i umarł w Dzień Zaduszny, czego od najdawniejszych lat serdecznie pragnął, tj. w dzień 2 listopada roku Pańskiego 1148. Pochowano go w kaplicy Matki Boskiej; przy jego pogrzebie odzyskał zdrowie młodzieniec, mający ramię sparaliżowane, gdy się dotknął ciała Świętego. Papież Klemens IV zaliczył Malachiasza w poczet Świętych Pańskich i wyznaczył obchód jego pamiątki na 3 listopada.

Nauka moralna

Nie odkładajmy ostatniego namaszczenia Olejem św., lecz w razie ciężkiej niemocy sposóbmy się wcześnie na drogę wieczności, gdyż

1) sakrament ten pomnaża łaskę uświęcającą;

2) wyjednywa nam odpuszczenie grzechów powszednich, a nawet śmiertelnych, z których chory lub umierający nie mógł lub zapomniał się wyspowiadać;

3) umarza i niweczy pozostałości grzechów już przebaczonych, przez co rozumiemy np. pewną skłonność do złego, stronienie od dobrego, ociężałość we wznoszeniu myśli do Boga, niepokój sumienia i wszystkie inne niedoskonałości i utrapienia, które pozostają w duszy i wtedy, gdy się z plam grzechowych oczyściła;

4) pociesza i krzepi duszę chorego, dodaje mu siły do cierpliwego znoszenia bólów, oparcia się pokusom szatańskim i uwalnia go od obawy śmierci;

5) niejednokrotnie przywraca choremu zdrowie, jeżeli to wyzdrowienie z dopuszczenia Boga ma wyjść choremu na korzyść.

Nie odkładajmy przeto namaszczenia Olejem świętym aż do ostatniej chwili, jeśli dbamy o własne dobro, zdrowie ciała i duszy, jako też zbawienie duszy!

Modlitwa

Boże, któryś na prośbę świętego Malachiasza, Wyznawcy i biskupa Twojego, cudownym wskrzeszeniem umarłej dał jej czas przyjąć ostatnie Sakramenta święte, spraw miłościwie, abyśmy również przez jego zasługi i pośrednictwo w godzinie śmierci naszej godnie je przyjąć mogli. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa. Amen.

Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.


Komentarze są zamknięte.