14 grudnia Żywot świętej Marii Franciszki od Pięciu Ran

(Żyła około roku Pańskiego 1791)

Urodziła się Maria Franciszka w święto Bożego Narodzenia w Neapolu w roku i 1715. Ojciec jej, Franciszek Galio, był człowiekiem porywczym i skąpym, matka natomiast była łagodna, pobożna i uprzejma. Dziecię nie miało jeszcze lat czterech a już pragnęło modlić się, słuchać opowiadań o Panu Jezusie i o Królestwie niebieskim, jako też dzień i noc klęczało przed obrazem Ukrzyżowanego. W szóstym roku życia biczowała się do krwi i tęskniła za przystąpieniem do sakramentu Ciała i Krwi Pańskiej. Gdy liczyła szesnasty rok życia, majętny i zacnego rodu młodzieniec począł się starać o jej rękę. Galio przyobiecał mu ją, nie pytając córki o zdanie, Maria jednak oświadczyła, że serce już oddała Boskiemu Oblubieńcowi i myśli wstąpić do III zakonu św. Franciszka, po czym padła do nóg ojcu i prosiła go o błogosławieństwo. Zawiedziony w swych nadziejach Galio wpadł w straszny gniew. Rzucił Franciszkę na ziemię, ochłostał namoczonym powrozem, a potem wtrącił ją do ciemnej komory i głodził przez dłuższy czas, ale Maria znosiła wszystko cierpliwie, a swój smutek ofiarowała Jezusowi.

Nareszcie udobruchał się ojciec wskutek próśb córki i jej spowiednika i pozwolił jej przywdziać habit tercjarski według ściślejszej reguły Alkantarzystów, wraz z imieniem „Marii Franciszki od Pięciu Ran Chrystusowych”. Ponieważ zakonnice te nie miały własnego domu i klauzury, Franciszka mogła się nadal trudnić w swym mieszkaniu wyrabianiem wstążek. Chociaż dużo czasu spędzała na modlitwie, zarabiała o wiele więcej od swych sióstr, gdy jednak wskutek choroby zaczęła mniej zarabiać, ojciec zaczął się z nią znowu surowo obchodzić a w końcu przyszło do tego, że ją zupełnie wygnał. Maria modlitwą, postem i dziełami pokuty wzmacniała się w cierpliwości, czciła ojca i wspierała go według możności z otrzymanych jałmużn. Przyjęła ją teraz do siebie pewna pani, która jej zastępowała matkę przy bierzmowaniu, ale i tu czekało ją cierpienie, bo gdy jej mąż zaprowadził zmiany w zarządzie domu, pani sądziła, że stało się to z namowy Franciszki i zaczęła biedną dziewczynę szkalować i lżyć, a w końcu oskarżyła ją przed arcybiskupem. Śledztwo sądu duchownego, który ją uwolnił od wszelkiej winy, było dla niej tym przykrzejsze, że równocześnie Pan Bóg nawiedził ją niezwykłą oschłością ducha; mimo to wytrwała w modlitwie i pokucie. Pan Jezus obdarzył ją także łaską pięciu ran; kapłan Paschalis Ritti zeznał pod przysięgą: „Nie tylko oglądałem te rany na jej rękach i dotykałem ich, ale wkładałem w nie palce i przekonałem się, że przechodziły przez całe dłonie”. Później pokryły się te rany cieniutką błona, i były tylko wtedy widoczne, kiedy trzymała rękę pod światło. Z tymi nadzwyczajnymi łaskami spadały jednak na nią nowe upokorzenia i cierpienia. Były to bolesne choroby, które ją omal o śmierć nie przyprawiły, oraz obmowy i potwarze, wskutek których wytoczono jej proces. Trwał on lat osiem, ale ostateczny wyrok wykazał całkowitą jej niewinność.

Miłość ku Bogu okazywała Franciszka szczególnie w miłości bliźniego, miała bowiem wielkie miłosierdzie dla dusz zmarłych, jako też gorąco miłowała chorych i ubogich. Wskutek gorących modłów do Pana Jezusa i Matki Bożej otrzymywała często znaczne kwoty, które obracała na wspieranie nędzarzy. Najchętniej pielęgnowała i opatrywała chorych na trąd i inne zaraźliwe choroby.

Bogata w zasługi, spokojnie spoglądała na zbliżający się koniec swego żywota, chociaż ostatnia jej choroba była nader ciężka i bolesna. Gdy przyjęła ostatnie sakramenta święte, wpadłszy w zachwycenie, ujrzała w duchu wielki wspaniały krzyż. „Co za piękny krucyfiks! – wolała. – Najsłodszy Oblubieńcze, czyń ze mną, co chcesz. O Jezu, o miłości moja!”, po czym ogarnął ją strach śmiertelny, połączony z okrutnymi boleściami.

Gdy nazajutrz rano ponownie przyjęła świętą Komunię, jej oblicze rozjaśniła niebiańska radość, a z jej piersi wydobył się okrzyk: „Patrzcie, idzie Maryja, droga Matka moja!” Kapłan udzielił jej ostatniego odpuszczenia, a chcąc się przekonać, czy jeszcze żyje, podał jej krucyfiks, mówiąc: „Mario Franciszko, ucałuj jeszcze raz stopy Zbawiciela, który za nas umarł na krzyżu!” Natychmiast uniosła na pół martwą głowę, przycisnęła zimne usta do stóp Chrystusowych i oddała Bogu ducha dnia 6 października 1791 roku. Z powodu licznych cudów papież Grzegorz XVI w roku 1843 zaliczył ją do Błogosławionych, a Pius IX w roku 1867 do Świętych Pańskich.

Nauka moralna

Jak wielka była miłość Franciszki do Chrystusa utajonego w Sakramencie Ołtarza, na to mamy mnóstwo świadectw sądownie stwierdzonych.

Maria Felice, jej przyjaciółka i nieodstępna niemal towarzyszka, takie o niej daje świadectwo: „Gdy wchodziłyśmy do jakiego kościoła, a ja nie wiedziałam, gdzie spoczywa Najświętszy Sakrament (we Włoszech bowiem rzadko mieści się święte Cyborium w wielkim ołtarzu), jeśli przypadkiem nie paliła się wieczna lampa ani nie było innego znaku, Franciszka, choćby było jak najwięcej kaplic i bocznych ołtarzy, zawsze bez omyłki trafiała do ołtarza, w którym znajdowało się Ciało Pańskie, i w tak gorącej zatapiała się modlitwie, że traciła przytomność. Jeśli się gdzie odbywało czterdziestogodzinne nabożeństwo, tam od rana do późnego wieczora i ostatniego błogosławieństwa bez przerwy klęczała, nie biorąc nic do ust. Co dzień odwiedzała po kilka razy Przenajświętszy Sakrament. Jeśli tego nie mogła uczynić dla choroby lub innych przeszkód, wtedy obrócona w stronę któregokolwiek kościoła w duchu odprawiała te odwiedziny. Często ja i inni byliśmy świadkami, jak z twarzą rozpłomienioną unosiła się w powietrzu. Nierzadko też widywano ją w porze nocnej, jak ze wzniesionymi ramionami zawisnąwszy w powietrzu, wzdychała zwrócona do kościoła: „Oblubieńcze mój, wesele mej duszy, życie i duszo moja! Czemuż nie mam serc wszystkich ludzi, aby Cię chwalić i wysławiać? Czemuż me serce nie jest płonącym ogniskiem miłości tak ogromnym jak świat cały, aby Cię godnie miłować?!”

W nagrodę za tę miłość dał jej Pan Jezus łaskę, że od czasu pierwszej Komunii aż do śmierci prawie co dzień mogła przystępować do Stołu Pańskiego, mimo ciężkich i częstych obłożnych chorób. Cud ten poświadczył ks. Bianchi, któremu Pius IX w roku 1857 nadał zaszczytną nazwę „Czcigodny”. Kapłan ten był przez lat czterdzieści przewodnikiem jej duszy i na kilkakrotne zapytania złożył następujące zeznanie:

„Czasem znikała mi na chwilę ta część Hostii świętej, którą przy słowach {{Pax Domini}} wpuszczałem w kielich; później dowiedziałem się, że anioł przynosił ją chorej Marii do łoża boleści. Zdarzyło się także, że po Podniesieniu znikał mi nagle kielich z ołtarza, a niewidoma ręka znów go po krótkiej chwili przede mną stawiała”.

Modlitwa

Jezu Chryste, Panie nasz! któryś świętą Marię Franciszkę, dziewicę, między innymi darami uczynił przedziwną we wzgardzie świata, spraw miłościwie, prosimy, abyśmy za jej pośrednictwem wzgardziwszy wszystkim, co ziemskie, o Niebo tylko się starali. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa. Amen.

Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.


Komentarze są zamknięte.