9 września Żywot świętego Korbiniana, biskupa

(Żył około roku Pańskiego 730)

Święty Korbinian, pierwszy biskup diecezji monachijsko-freizingskiej, urodził się w roku 668 w Chartres. Już jako dziecko okazywał szczególny pociąg do modlitwy i rzeczy Boskich. Gdy utracił matkę, sprzedał wszystką ojcowiznę, osiadł jako pustelnik przy kapliczce świętego Germana i oddawał się przez lat czternaście pokucie i umartwieniom. Kilku bogobojnych mężów przyłączyło się doń i wiodło z nim życie zakonne według reguły św. Benedykta. Sława jego świątobliwości sprowadzała do niego wielu, dla szukania pociechy, zasięgania rady i polecania się jego modłom. Ustawiczne przeszkody, jakich doznawał w ulubionej samotności, napełniły go obawą o własne zbawienie i skłoniły do opuszczenia pustelni i podróży do Rzymu, gdzie za pozwoleniem papieża spędził jakiś czas na modlitwie u grobu świętego Piotra.

Poznawszy dokładnie serce i zdolności Korbiniana, nakazał mu papież Konstanty oddać się ściślejszej służbie Boskiej i w tym celu udzielił mu święceń kapłańskich i biskupich.

Święty Korbinian

Z pokornym poddaniem się woli Namiestnika Chrystusowego wrócił Korbinian do Francji, gdzie znalazł obszerne pole pracy, gdyż lud tamtejszy zdziczał w nieustannych wojnach domowych. Zbrojny mieczem słowa Bożego śmiało wystąpił przeciw występkom i zbrodniom. Jego ognista wymowa wywierała skuteczny wpływ tak na duchowieństwo, jak i świeckich, toteż wkrótce zyskał wielką sławę. Pokorny biskup głęboko nad tym ubolewał, aż wreszcie schronił się z kilku uczniami do klasztoru pod miastem Chartres, ale i tam go wyśledzono. Po jakimś czasie przybywało do niego znowu tyle ludzi, że nie wiedząc co począć, po siedmiu latach podjął drugą podróż do Rzymu, aby prosić papieża, by mu pozwolił złożyć godność biskupią i zerwać zupełnie stosunki ze światem.

Drogę obrał przez Szwabię i Bawarię, gdzie nawrócił wielkie mnóstwo bałwochwalców i znalazł przychylne przyjęcie u dworu księcia Teodora w Ratysbonie i jego syna Grimoalda we Freizingu. Obaj pragnęli gorąco zatrzymać go u siebie. Papież Grzegorz II przyjął go łaskawie, ale nie uwzględnił jego prośby i kazał mu wracać do Bawarii w celu krzewienia tam wiary świętej. Korbinian usłuchał i natychmiast puścił się w drogę. Stanąwszy we Freizingu, oświadczył zaraz księciu: „Noga moja nie postoi w twym domu, jeśli nie odeślesz z domu wdowy brata twego, z którą żyjesz w zakażanym małżeństwie, gdyż napisane jest: „Nie wolno ci brać żony brata twego” (Mat. 6,18). Grimoald usłuchał i odesłał bratową, która odtąd zapałała zawziętą nienawiścią przeciw biskupowi.

Teraz przyjął Korbinian gościnę u księcia i rozpoczął pracę około krzewienia i ustalania wiary świętej i życia chrześcijańskiego w jego ziemiach. Błogie owoce działalności skłoniły go do obrania sobie siedziby we Freizingu i przebudowania kaplicy zamkowej na katedrę, po czym przy pomocy szczodrobliwego księcia zakupił włości na uposażenie biskupstwa, a na zachód od Freizingu wystawił na górze Tetmon kościół na cześć świętego Stefana. Do tego kościoła chodził co noc strudzony dzienną pracą, aby z zakonnikami odmawiać w chórze modlitwy i w świętym rozpamiętywaniu krzepić się do pracy apostolskiej. Później zbudował przy katedrze klasztor i kościół na cześć świętego Benedykta.

W jakiś czas potem musiał uchodzić, bo owa wdowa czyhała na jego zgubę. Grimoald, dowiedziawszy się o jego wyjeździe, błagał go, by spiesznie wracał. Biskup odpowiedział, że Eliasz prorok musiał uchodzić przed zawziętością Jezabeli. Tym czasem Frankowie wtargnęli do kraju, Grimoald poległ, a owa nieprawna żona jego, imieniem Piltruda, dostała się w ręce Karola Młota, który ją wygnał do Włoch, gdzie nędznie życie zakończyła. Nowy książę Hegbert wyprawił posłów do Korbiniana i skłonił go do powrotu. Rządził Korbinian diecezją jeszcze kilka lat z jak najpomyślniejszym skutkiem. Gdy się zbliżyła przepowiedziana mu od Boga chwilą zgonu, prosił króla Luitpranda, aby zwłoki jego pochował w kościele świętego Walentego. W dzień śmierci przywdział jeszcze raz ornat biskupi i odprawił Mszę świętą. Przyjąwszy ostatnie Olejem świętym namaszczenie, zasnął spokojnie, w roku 730. Pochowano go w katedrze, a po czterdziestu latach sprowadzono ciało jego znów do Freizingu, gdzie zasłynęło licznymi cudami.

Nauka moralna

Głównym celem trosk i starań Korbiniana było zbawienie duszy, szukał przeto samotności, a unikał zaszczytów i sławy. Czy nie powinniśmy go naśladować?

1) I nam chodzi niezawodnie o to, abyśmy posiedli szczęście niezmienne, prawdziwe, wiecznotrwałe, gdyż szczęście chwilowe, przemijające, podlegające zmianom, nie zadowala serc naszych. Czy takim szczęściem zdoła nas świat obdarzyć? Niejeden pragnie majątku i pieniędzy, gdyż można za nie nabyć odzieży, żywności, tytułów, zmysłowych rozkoszy. Ale wszystko to marne i znikome; jedynym prawdziwym, wiekuistym szczęściem jest żywot wieczny i zbawienie. Tego nie można nabyć za pieniądze, nawet za wszystkie skarby świata. Cóż nam może dać Pan Bóg? Oto może nam dać samego siebie. On chce być nagrodą i wiekuistą własnością naszą. W tym życiu ziemskim daje On nam chleb powszedni, ale jest to rzecz mniejszej wagi. Ważniejszą sprawą jest to, że Pan Bóg daje nam swego Syna, Zbawiciela naszego, poza którym nie ma zbawienia, a daje Go nam przez Matkę naszą, Kościół jedyny, prawdziwy, katolicki i Apostolski, który nigdy nie łudzi i nie zawodzi jak rzeczy ziemskie.

2) Komuż tedy powierzymy ziszczenie naszych najgorętszych pragnień, Bogu czy światu? Bóg nam zostawił wolny wybór, dał nam życie, obdarzył nas zdolnościami, a choć zachował sobie prawo życia i śmierci naszej, to jednak zostawił nam jak najzupełniejszą swobodę co do wyboru między Nim a światem. Bóg jest miłością, dlatego nie żąda od nas służby przymusowej, lecz służby dobrowolnej, tak jak Mu służy dziewięć chórów anielskich. Nam służy wolny wybór między Niebem a piekłem, zbawieniem a potępieniem. Jak niesłychanie ważny jest ten wybór! Sumienie mówi nam, że za ten wybór odpowiemy kiedyś przed Sądem Bożym, przed którym z pewnością kiedyś staniemy, tak jak pewna jest śmierć nasza. Dzisiaj tylko przysługuje nam prawo oświadczenia się, czy wybierzemy Boga, czy świat; dzień jutrzejszy jest już niepewny, bo śmierć nas niespodzianie zaskoczyć może. Pracujmy przeto, walczmy, cierpmy z Panem Jezusem, po Nim się spodziewajmy nagrody, pomni na słowa Jego: „Nagroda wasza w Niebie wielka będzie”.

Modlitwa

Boże i Panie mój, któryś nam dał w św. Korbinianie wzór niestrudzonej pracy i troski o zbawienie, racz i nas natchnąć tym samym duchem, naucz nas gardzić ziemskimi dobrami, a cenić nade wszystko wiekuiste, jakimi cieszą się wszyscy, którzy zachowują przykazania Twe i idą w ślady Syna Twego a Zbawiciela naszego. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, który króluje w Niebie i na ziemi. Amen.

Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.


Komentarze są zamknięte.