Jezus miłością kapłana

I. Jezus miłością kapłana

Kocham wszystkich ludzi miłością tkliwą. Umarłem za wszystkich z niewypowiedzianem pragnieniem ich zbawienia. Byłbym gotów umrzeć jeszcze za każdego z nich osobno, gdyby ten dowód miłości zdołał zmiękczyć ich serce.
Ale ciebie, kapłanie i synu mój, miłuję ponad innych i chcę, abyś o tem wiedział i byś mię nawzajem kochał goręcej niż zwykli wierni.
Nie nazywam cię swym sługą; nazywam cię swym przyjacielem, bo tobie powierzyłem wszystkie me tajemnice.
Jakąż zadałbyś mi boleść, gdybyś mi okazywał chłód, albo niewolniczą bojaźń!
Wyczerpałem wszystkie środki, będące w mej mocy, aby ci okazać czystą miłość, jaką żywię ku tobie. A czy przez to pozyskałem całkowite twe zaufanie?

Wybrałem cię od wieków. Oddzieliłem cię od reszty ludzi. Przypuściłem cię do uczestnictwa w swem kapłaństwie, przyodziałem cię w swą moc, ozdobiłem cię wszystkiemi swojemi cnotami, powierzyłem ci swą cześć, oddałem ci straż nad swemi owieczkami, odkupionemi ceną mej krwi, powierzyłem ci zadanie zaludniania nieba.
I cóż jeszcze więcej mógłbym uczynić dla swej winnicy wybranej?
Czyż po tem wszystkiem nie mam prawa domagać się dla siebie całkowitej miłości twego serca?
A czy nie obiecałeś w dzień naszego przymierza, że mię obierzesz za cząstkę swego dziedzictwa?
Jakżeż bolesnem byłoby to dla mnie, gdybyś świętą miłość naszą zbeszcześcił, zwracając swe serce, wbrew mojemu prawu, ku nicości.
Twe serce kapłańskie ma być ogrodem zamkniętym, źródłem zapieczętowanem, Świętem świętych, gdzie tylko ja, kapłan przedwieczny, mam prawo wstępu.

Kocham swych kapłanów. Nagromadziłem na ich głowie węgle żarzące, aby mi nie mogli odmówić swej miłości.
Idę przez świat, jak żebrak ubogi, pukam do wszystkich drzwi, prosząc jak o jałmużnę o odrobinę miłości. Ale z większą usilnością pukam do drzwi swych ukochanych kapłanów. Jakżeby mogli odmówić swemu ukochanemu Jezusowi swego gorącego przywiązania?
Znużony często długością drogi, siadam przy drodze, jak niegdyś przy studni Jakóbowej, w nadziei, że ujrzę wśród przechodniów jakąś duszę spragnioną, abym mógł jej zaofiarować wodę swej łaski, tryskającą aż na żywot wieczny.
I jakież szczęście dla mnie, jeśli spotkam któregoś z mych kapłanów, pragnącego zaczerpnąć Miłości u źródła mego Boskiego Serca.

Pragnę miłości ludzi i przyszedłem szukać tej miłości na ziemi.
W niebie otaczają mię aniołowie i święci, kochają mię miłością czystą i bez domieszki. Ale tu na ziemi ołtarze moje otaczają zastępy kapłanów; oni mogliby mię kochać miłością wolną i samorzutną. Mogliby mi pomagać w wyszukiwaniu dusz stworzonych na mój obraz, gotowych poświęcić wszystko, aby mi sprawić radość.
Jakiż pociąg czuję ku tej ziemi, gdzie tyle kochałem i cierpiałem!
Synu mój, pomóż mi urabiać dusze oddane mi bez zastrzeżeń. Powiedz im, że jeśli ufać będą mej dobroci, oddam się im na zawsze, tysiąc razy, z miłością i troskliwością tak delikatną, o jakiej nawet nie marzą.

Grzesznicy znieważają straszliwie mego Ojca. Odczuwałem z powodu tych zniewag ból niewypowiedziany, gdyż jestem jego Synem jednorodzonym i kocham go nieskończenie.
Przez cały dzień wznoszą się ku memu Ojcu ukochanemu niezliczone bluźnierstwa, niesprawiedliwości i bezeceństwa, których nawet nazwać nie można.
A przecież nie uczynił ludziom nic złego. Świadczył tylko dobrodziejstwa.
Gzy rozumiesz, jak pragnę przywrócić cześć temu Ojcu niebieskiemu, przez zniszczenie grzechu, wynagrodzenie Mu przez sprowadzenie do Jego stóp zbuntowanych dzieci?
Gzy rozumiesz już cierpliwość i miłosierdzie, jakie okazuję grzesznikom, mimo ich częstych upadków ?
A ty, Kapłanie mój, nie chciałbyś mi dopomóc w pocieszaniu Ojca mojego niebieskiego?

Grzesznicy nawróceni są moją zdobyczą i chlubą mą przed Ojcem. Są moją rozkoszą, kiedy po tylu niewdzięcznościach, poczynają nareszcie pojmować miłość moją i przyjmują chętnie dobrodziejstwa moje i łaski.
Kapłanie mój, pomóż mi ich nawrócić. Powiedz im, że żaden grzech, choćby nie wiedzieć jak potworny, nie może powstrzymać mej dobroci, jeśli tylko grzesznik żałuje i wyznaje swe winy.
Powiedz im, że choćby ich dusza była obarczona grzechami bez liczby i stała się czerwona jak szkarłat, w jednej chwili przywrócę jej śnieżną biel najczystszej wełny, byle tylko mieli serce skruszone i upokorzone.
Kocham ludzi. Beze mnie nie zaznają ani pokoju ani szczęścia; beze mnie gotują sobie wieczną zgubę.
Ach! jakżebym pragnął zagarnąć ich w sieci mej miłości, aby ich uchronić od piekła!
A jakiż to zawód dla mnie, kiedy mimo mych wysiłków, wymykają się z mych rąk i usuwają się z pod działania mej łaski, aby się rzucić dobrowolnie w przepaść.
Ach, synu mój, z jakąż gorliwością wspomagałbyś mię w mej pracy, gdybyś pojął, co to jest dusza, stworzona na mój obraz i co to jest piekło wieczne!

Głoś wszędzie miłość mą ku duszom. Przypominaj bezustanku wiernym dobroć moją, moje współczucie dla grzeszników i niewyczerpane miłosierdzie mej Matki dla wszystkich ludzi. Powtarzaj im, że całe niebo się cieszy, gdy choć jeden syn marnotrawny wraca do stóp moich.
Lecz, synu mój, przyrzeknij mi, że mię sam będziesz więcej kochał niż inni. Jakżesz mógłbym ci powierzyć z sercem spokojnem to, co mam najdroższego na święcie, me ukochane owieczki, gdybym nie wiedział, że całkowicie do mnie należysz?
Powtarzaj mi często z Apostołem Piotrem: Tak Panie, miłuję cię; ty wiesz, że cię miłuję.

ORĘDZIE JEZUSA DO SWEGO KAPŁANA (MYŚLI REKOLEKCYJNE)
wydawnictwo oo. Redemptorystów Tuchów
IMPRIMATUR Wilno, dnia 28 października 1935 L569/35

To Orędzie Jezusa do swego kapłana poświęca autor Gwidonowi de Fontgalland, zmarłemu w r. 1925 w dwunastym roku życia.
Ów chłopczyk marzył o tem, by zostać kapłanem, lecz Jezus mu rzekł: „Będziesz moim aniołem”.

=> ORĘDZIE JEZUSA DO SWEGO KAPŁANA


Komentarze są zamknięte.