29 stycznia. Żywot św. Franciszka Salezjusza, Biskupa i Doktora Kościoła

(żył około roku Pańskiego 1620)

Ilekroć Kościołowi św. zagrażało niebezpieczeństwo, Opatrzność Boża zsyłała mężów, którzy przez osobną łaskę i głęboką naukę stawali się jego podporami. Jednym z takich od Boga powołanych mężów był św. Franciszek, od miejsca swego urodzenia Sales zwany Salezjuszem, dla odróżnienia od świętego Franciszka z Asyżu, Franciszka Ksawerego i innych tegoż imienia.

Święty Franciszek, urodzony 21 sierpnia roku 1587, pochodził z rodu hrabiowskiego. Już jako chłopczyk rokował wielkie nadzieje tak ze względu na nadzwyczajne talenty do nauki, jak i dla swej pobożności. Sam ojciec kierował jego początkową nauką, a matka kierowała sercem chłopczyka. Sama pobożna, umiała zaszczepić prawdziwą pobożność w sercu dziecka. Chcąc w nim obudzić miłość bliźniego, przez jego ręce rozdawała jałmużny, a gdy później uczęszczał do szkół w Paryżu, często go przestrzegała: „Synu mój, wolałabym cię widzieć na marach, aniżeli bym miała się dowiedzieć, żeś Boga grzechem śmiertelnym obraził”.

Franciszek nie zawiódł nadziei matki, gdyż postępował nie tylko w naukach, ale i w pobożności i cnotach. Nosił na ciele włosienicę, a najmilszym jego zajęciem było czytanie i rozważanie Pisma św. oraz pism Ojców Kościoła. Osobnym ślubem czystości poświęcił się na służbę Najświętszej Maryi Panny. Któregoś czasu przyszła nań ciężka pokusa, a mianowicie rozpacz o zbawienie. Zdawało mu się, jakoby Bóg przeznaczył go na potępienie i że wszelkie dobre uczynki nic nie znaczą wobec Pana Boga. Pokusa ta tak ciężko go trapiła, że począł schnąć. Pewnego dnia, wracając ze szkoły, wstąpił do kościoła, ukląkł przed obrazem Bogarodzicy i począł się modlić: „0 Matko Najświętsza, uproś mi łaskę, abym, jeżeli już w piekle mam Boga wiecznie nienawidzić, mógł Jego i Ciebie przynajmniej za życia serdecznie miłować”. Po tej modlitwie ustąpiła pokusa i odtąd przez całe życie już go nigdy nie prześladowała.

Po sześcioletniej nauce w Paryżu udał się Franciszek na dokończenie nauk do Padwy, gdzie uzyskał stopień doktora prawa kanonicznego i świeckiego. Ojciec jego życzył sobie, aby wstąpił do służby państwowej, w której jako uczony i potomek znakomitego rodu byłby mógł dostąpić wysokich dostojeństw. Ale Franciszek innej już służbie postanowił się poświęcić, a mianowicie służbie Bożej. Ze łzami w oczach zezwolił ojciec na to, mówiąc: „Synu, jest to pierwsza boleść, którą mi sprawiasz. Ale kiedy już taka wola Boża, czyń, co się Jemu podoba; bądź szczęśliwy i uszczęśliwiaj drugich”.

Święty Franciszek Salezjusz

Wyświęcony na kapłana i mianowany proboszczem katedralnym w Genewie, stał się Franciszek ulubieńcem swej parafii, tak dla słodkiej wymowy, jak i dla świętobliwego żywota. Był już dość długo na tym urzędzie, gdy od księcia sąsiedniej Sabaudii przyszła do biskupa genewskiego prośba o misjonarzy, którzy by położyli tamę gwałtownemu szerzeniu się herezji Kalwina wśród tamtejszej ludności. Podjął się tej misji św. Franciszek i udawszy się do miasta Chablais pracował z takim zapałem, że w przeciągu dwóch lat nawrócił przeszło 72 tysiące dusz na łono prawdziwego Kościoła. Misja ta była bardzo trudna, bo kalwini bardzo go nienawidzili i utrudniali mu pracę.

Wróciwszy z misji, został Franciszek w roku 1602 mianowany biskupem genewskim i tę godność piastował aż do śmierci. Oddał Bogu ducha w samą uroczystość Młodzianków roku 1622. Papież Klemens VII zaliczył go w roku 1665 w poczet Świętych Pańskich, a Pius IX dnia 19 lipca roku 1877 nadał mu tytuł „Nauczyciela Kościoła”. Święty Franciszek pismami i naukami swymi starł głowę herezji kalwińskiej. Jedną z najlepszych, a znanych jego książek jest „Filotea” czyli „Droga do życia pobożnego”.

Nauka moralna

Jak wiadome są po wszystek świat łzy pokutne św. Marii Magdaleny, zachwycenia świętej Teresy, i ubóstwo świętego Franciszka z Asyżu, tak wszystkiemu światu wiadoma jest cichość św. Franciszka Salezjusza.

Franciszek Salezy miał z natury charakter żywy i popędliwy, był wysokiego urodzenia i posiadał wiele takich przymiotów zewnętrznych, które podobają się światu, a tym samym podniecają pychę; nawet wrodzona tkliwość i dobroć serca stawała mu na przeszkodzie, bo im kto żywiej czuje, tym bywa drażliwszy i tym łatwiej się obraża. Mimo to wszystko dzięki wytrwałej pracy nad sobą zdołał osiągnąć wysoki stopień doskonałości chrześcijańskiej.

Jego bezinteresowność była tak wielka, że żadna pokusa zachwiać jej nie mogła. Przyjął wprawdzie biskupstwo genewskie, ale tylko przez posłuszeństwo. Gdy mu później ofiarowano arcybiskupstwo paryskie, nie przyjął tego urzędu. „Poślubiłem – odrzekł – na zawsze ten kościół genewski, a że to kościół ubogi i opuszczony, podwójną zatem popełniłbym niewierność, gdybym go się wyrzekł a przyjął kościół bogaty i kwitnący”. Podobnie w późniejszym czasie odrzucił bez namysłu ofiarowaną sobie godność kardynalską.

Nigdy nie starał się o względy panów drogą pochlebstwa i ustępstw w rzeczach niezgodnych z sumieniem. Wstrętna mu była ta pozioma usłużność, która tylko uprzejmą być umie, a nie śmie być pożyteczną. Jako prawdziwy sługa Chrystusa nie umiał i nie chciał przymilać się ludziom ze szkodą ich duszy i z uszczerbkiem zbawienia wiecznego. Nigdy nie zważał na względy ludzkie, gdzie chodziło o spełnienie obowiązku. I tak w czasie swojej misji w kalwińskim mieście Thonon, otworzył kościół i zaprowadził na nowo publiczne nabożeństwa katolickie, nie oglądając się bynajmniej na gniewy innowierców, choć władze miejskie prośbą i groźbą chciały temu przeszkodzić.

Wiele miał do zniesienia trudów, przeciwieństw i prześladowań, lecz wszystko to nie zdołało powstrzymać zapału jego apostolskiej gorliwości. W czasie swej kilkuletniej misji w Sabaudii musiał cierpieć niesłychane trudy i znoje, i właśnie tam jak najwierniej sprawdził na sobie obraz dobrego pasterza, który według słów Ewangelii idzie za owcą zgubioną i na ramionach swoich do owczarni ją odnosi. Nie było miejsca tak dzikiego, któregoby się miłość jego ulękła, jeśli wiedział, że znajdzie tam nieszczęśliwego pragnącego pociechy, albo duszę potrzebującą nawrócenia. Przez śniegi i lody bezdrożne drogę sobie otwierał, potoki wezbrane przepływał, na góry niedostępne się wdzierał, aż na koniec po niewypowiedzianych znojach, zebrawszy jaką garstkę wiernych, na gruzach rozwalonych kościołów nauki do nich miewał. Nigdy nie chciał oszczędzać sił swoich i zdrowia, i na wszelkie w tym względzie prośby przyjaciół odpowiadał, że utrudzenie około sprawy Bożej przysparza mu zdrowia, tak jak żniwiarzowi tym weselej na sercu, im większą ma robotę około żniwa swego. Dniami całymi i nocami słuchał spowiedzi, nieraz po kilka razy na dzień kazania miewał, bez ustanku z miejsca na miejsce się przenosił. Słowem, na wszystko wystarczał ale zato sobie nie dawał ani chwili wytchnienia.

Nieraz nieprzyjaciele godzili na życie jego a zawsze godzili na jego sławę. Jedni podawali go za obłudnika, inni za zwodziciela. Pewnego razu przez całe trzy lata pozostawał pod zarzutem zmyślonej nikczemnej potwarzy. Prawda, a w końcu Bóg sam obronił go i dał świadectwo jego niewinności, ale pomyślmy co przez te trzy lata wycierpiał! A przecież w tych ciągłych pracach i przeciwieństwach i prześladowaniach, nie wzruszony zachował spokój i niezachwianą równowagę ducha.

Modlitwa

Boże, któryś dla zbawienia dusz błogosławionego Franciszka, Wyznawcę Twojego i biskupa dla wszystkich wszystkim uczynić raczył, da miłościwie, abyśmy słodyczą miłości Twoje przejęci, według jego napomnień postępując i je go zasługami wsparci, radości wiekuistej dostąpili. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, który króluje w Niebie i na ziemi. Amen.

Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.