• Archiwum kategorii Doskonały przykład
  • Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r

    Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r – nie będą się pojawiać codziennie, ale jest stała zakładka u góry. Wystarczy kliknąć i wszystko pod ręką co potrzeba odnośnie potrzeby studiowania świętobliwych poprzedników.

    Odnośnik => Żywoty Świętych Pańskich 1910r


  • 31 grudnia. Żywot świętego Sylwestra, papieża

    (żył około roku Pańskiego 335)

    Możnaby to uważać za szczególne zrządzenie Opatrzności Boskiej, iż Kościół katolicki w ostatnim dniu roku cywilnego obchodzi pamiątkę świątobliwego papieża, który w pamiętnej epoce dziejów świata zasiadał na tronie namiestników Chrystusowych. W czasie kiedy święty Sylwester zajął stolicę świętego Piotra, odniósł nareszcie Kościół po trzechsetletniej walce świetny triumf nad pogaństwem i przeniósł nabożeństwo, odbywające się dotychczas tylko po kryjomu po katakumbach i prywatnych mieszkaniach, do wspaniałych katedr i majestatycznych kościołów.

    Święty Sylwester

    O życiu świętego Sylwestra skąpe i niepewne podaje historia wiadomości, chociaż godzi się przypuścić, że był duszą wszystkich wielkich ważnych wydarzeń, podnoszących i utwierdzających powagę Kościoła katolickiego. Według świadectwa uczonych badaczy Sylwester urodził się w Rzymie z rodziców powszechnie szanowanych i oddany został na wychowanie pobożnemu kapłanowi Cyrynowi. Jego zdolności umysłowe i zalety serca były tak wielkie, że Kościół ochoczo przyjął go w swą służbę. Święceń kapłańskich udzielił mu papież Marcelin zanim Dioklecjan nakazał dziesiąte, najkrwawsze prześladowanie chrześcijan. W tych groźnych czasach na włos nie zboczył z drogi obowiązku; nie lękając się śmierci, odwiedzał i udzielał chrześcijanom będącym w więzieniach ostatniej pociechy; nadto według możności wspomagał i ratował cierpiących za wiarę i zjednał sobie tak powszechną miłość i zaufanie, że po śmierci papieża Melchiadesa duchowieństwo wraz z ludem jednogłośnie wybrało go papieżem; stało się to w roku 314.

    Dwa lata przedtem cesarz Konstantyn wydał słynny edykt mediolański, mocą którego pozwolił na swobodne wyznawanie religii chrześcijańskiej, mimo to jednak papież Sylwester niedługo cieszył się w swych rządach spokojem, gdyż wkrótce potem dwie potężne herezje wszczęły zacięty bój z Kościołem. Pierwszą był tak zwany donatyzm, drugą, daleko groźniejszą, bo podważającą podstawy wiary, arianizm. Twórca tej herezji, Ariusz, kapłan z Aleksandrii, głosił, że Syn Boży nie jest prawdziwym Bogiem, współistotnym Ojcu, lecz tylko pierwszym, najdawniejszym stworzeniem Bożym. Nauka ta została potępiona, a dla ostatecznego załatwienia sprawy papież i cesarz zwołali sobór wszystkich biskupów świata katolickiego. Pierwszy ten sobór odbył się w mieście bityńskim Nicei w maju roku 325, a zjechało się nań 318 biskupów i wielu znamienitych teologów katolickich. Podeszły wiekiem papież nie mógł sam zjechać na sobór, lecz wysłał nań dwóch kapłanów, którzy wraz z biskupem hiszpańskiej diecezji Kordoby przewodniczyli obradom, których owocem w sprawie Drugiej Osoby Bożej było ułożenie symbolu wiary w słowach: „Wierzymy w jednego Pana naszego Jezusa Chrystusa, jednorodzonego Syna Bożego, który jest od wieków prawdziwym Bogiem z prawdziwego Boga, niestworzonym i współistotnym z Ojcem”. Uchwały tego soboru zatwierdził św. Sylwester w przytomności 272 biskupów.

    Przy pomocy cesarza zbudował Sylwester nad grobem świętego Piotra wspaniały kościół watykański, wsparty na 80 marmurowych kolumnach. Przez 1.100 lat zbierały się w tym przybytku Pańskim miliony pielgrzymów, aby oddać hołd księciu, apostołów, aż wreszcie na jego miejscu stanęła teraźniejsza bazylika świętego Piotra.

    Święty Sylwester rządził Kościołem dwadzieścia dwa lata. Zmarł 31 grudnia roku 335, w tym też dniu Kościół katolicki obchodzi jego pamiątkę.

    Nauka moralna

    Z ostatnim dniem roku stanęliśmy jakoby pod wieczór roku. Prawowierny chrześcijanin, który wie, jaką wartość ma każdy dzień życia, zwykł co wieczór zabierać się do pobożnej modlitwy wieczornej. I dzisiaj w wielu miejscach panuje ten piękny zwyczaj, iż w wieczór św. Sylwestra zbierają się prawowierni chrześcijanie w domu Bożym, ażeby odprawić wspólnie katolickie modły. Jeżeli możesz, to nie zaniedbuj tej ostatniej w roku służby Bożej, a jeżeli nie możesz, to odpraw w domu ze swoimi wspólne nabożeństwo. Dobra wieczorna modlitwa składa się z czterech części, przez które składamy Bogu czworaka ofiarę wieczorną.

    1) Ofiara dziękczynna. Rok składa się z przeszło 31 milionów sekund. Rozważmy, ze Bóg co najmniej taką samą liczbę wyświadczył nam dobrodziejstw w roku, już przez to samo, że utrzymał nas od sekundy do sekundy przy życiu. Nie mógł nam tego nikt inny uczynić, jak tylko sam Bóg. Policzmy i to jeszcze, co nam Bóg wyświadczył dobrego co do duszy i ciała, co do darów nadprzyrodzonych i dobrodziejstw, a sami będziemy musieli przyznać, że są one niepoliczone. Za to winniśmy wedle wszelkiej słuszności i prawa być Bogu gorąco wdzięczni. „Jest słuszne, sprawiedliwe i zbawienne, że Ci składamy wszędzie i zawsze dzięki” – mówi Kościół święty podczas Prefacji. A więc złóż Bogu w słowach z całego serca podziękowanie!

    2) Ofiara błagalna. Czy śmiemy powiedzieć, żeśmy nie obrazili Boga w roku zeszłym choć jednym grzechem powszednim? Czy nasza modlitwa, nasza miłość bliźniego, słowa nasze, myśli, skłonności, uczynki i wszystkie zamiary były tak bez nagany, że oko Boże nie dostrzega w nich żadnego grzechu? Chociażbyśmy tylko raz dziennie dopuścili się grzechu powszedniego, byłoby 365 grzechów. A może słusznie boimy się, że liczba ich jest większa, a między nimi i ciężkie się znajdują! A cóż jest grzechem? Lepiej by było dla nas, iżbyśmy byli umarli, jak żebyśmy mieli Boga obrazić choć raz na dzień grzechem powszednim. Czyż to jest wdzięczność za tę całą miłość, jaką nam Bóg przez rok cały okazywał? Jakże by to było, gdybyśmy w tej jeszcze nocy mieli umrzeć? „Straszliwie jest wpaść w ręce Boga żywego”. – Ale zważmy, chociażbyśmy przed Bogiem i największymi byli grzesznikami, możemy to jednak sprawić, że dziś jeszcze wieczór zostaniemy uwolnieni od winy, że Bóg nam wszystko odpuści i że pojednani z Nim przejdziemy w rok nowy. Zróbmy tylko szczery akt doskonałego żalu z postanowieniem wyspowiadania się z naszych grzechów jak najwcześniej – a w tej samej chwili jesteśmy z Bogiem pojednani, zmazane są nasze winy. Bóg patrzy znów z góry na nas z upodobaniem. „Ofiara Bogu duch strapiony, serca skruszonego i uniżonego, Boże: nie wzgardzisz” (Ps. 50,19).

    5) Ofiara poświęcająca. Bóg zamierza darować nam znów jeden rok życia. Cóż z nim poczniemy? Bóg daje nam go na to, ażebyśmy Mu służyli w wiernym przestrzeganiu jego przykazań; wynagradza nam sowicie Każdą naszą dobrą mysi, Każde dobre słowo i uczynek. Możemy więc zgromadzić sobie wielki skarb w nowym roku, ale możemy wbrew woli Bożej spędzie rok ten w służbie grzechu i zgromadzić winy i kary na czas całej wieczności! O jakże byśmy pragnęli w godzinę śmierci i na Sądzie Bożym spędzie inaczej ten nowy rok! Poweźmijmy więc dziś w obliczu Boga postanowienie, ze spędzimy go tak, żebyśmy się Bogu podobali, zęby ten nowy rok przyniósł nam obfite błogosławieństwo jego, i poświęćmy siebie, życie i czyny nasze całkiem służcie Boga. „Nie chciałeś ofiary i obiaty, całopalenia, i za grzech nie upodobały Ci się; tedym rzekł: oto idę, abym czynił, Boże, wolę Twoją” (Żyd. 10,5. 6. 7).

    4) Ofiara błagalna. Jesteśmy zupełnie skazani na pomoc Boga. Jesteśmy w niebezpieczeństwie wpadnięcia dziś jeszcze w grzechy, w których możemy umrzeć; o własnych siłach nie zdołamy uniknąć grzechu w roku nowym. Nadto grożą duszom naszym i życiu naszemu, jako też otrzymanym darom, ze wszech stron niebezpieczeństwa. Potrzebujemy sami wszechmocy Bożej, ażeby ona przy życiu nas utrzymała. On jest naszym Ojcem, a my Jego dziećmi. Dlatego poweźmijmy ufność do Jego miłości, do Jego mocy i mądrości i przedłóżmy Mu po dziecięcemu nasze prośby; błagajmy Go o błogosławieństwo wieczorne przy końcu dnia i roku.

    Modlitwa

    Spraw łaskawie, prosimy, Wszechmogący Boże, aby czcigodna uroczystość św. Sylwestra, Wyznawcy Twojego i Najwyższego Pasterza, przydała nam wzrostu w pobożności i zbawienie raczyła wyjednać. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, który króluje w Niebie i na ziemi. Amen.

    Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.


  • 30 grudnia Żywot świętego Zygmunta, króla i Męczennika

    (żył około roku Pańskiego 515)

    Święty Zygmunt był synem Gundobada, króla Burgundii, po którym odziedziczył tron w roku 516. Gundobad był zwolennikiem herezji Ariusza, natomiast Zygmunt już w rok po jego śmierci przyjął katolicyzm i zwołał synod biskupów katolickich swego państwa, który stanowczo wystąpił przeciw arianizmowi.

    Owdowiawszy, wkrótce po koronacji poślubił Zygmunt jedną z swych poddanek, Todegardę. Nowa królowa powzięła wkrótce gwałtowną nienawiść do syna Zygmunta z pierwszego małżeństwa, Sygeryka, i zaczęła go oczerniać przed ojcem, jakoby zamierzał mu odebrać koronę. Zygmunt nieroztropnie uwierzył tym niecnym oskarżeniom i skazał Sygeryka na śmierć. Tak to i Święci nawet, jeśli dopuszczą do siebie zgubne wpływy i nie uciekną się przed nimi do Boga, prosząc go o pomoc do oparcia się pokusie, upadają, jak tego dowód mamy i na królu Dawidzie, o którego ciężkim grzechu, chociaż przedtem był wielce świątobliwym, wspomina Pismo święte. Lecz Święci, jeśli upadają, wnet się podnoszą i wierniej odtąd z łaską Bożą współdziałając, pilniej się strzegąc i mniej sobie ufając, tym lepiej i gorliwiej służą Bogu, a powodowani gorącą skruchą za grzech popełniony, mażą go najostrzejszą pokutą i w miłości Boga jeszcze większy postęp czynią. Tak było z Dawidem, i tak ze św. Zygmuntem, bo gdy po niedługim czasie niewinność Sygeryka wyszła na jaw, nieszczęśliwy król zamknął się jakiś czas w ufundowanym dawniej przez siebie klasztorze w Agaune, by ostrą pokutą zmazać swą nieroztropność, łatwowierność i surowość. Przejęty żalem wołał do Boga, aby go karał na tej ziemi, a oszczędził mu cierpień w życiu przyszłym. Prośba ta została wysłuchana. Książęta francuscy, synowie króla Klodoweusza, wypowiedzieli Zygmuntowi wojnę, pod pozorem jakoby niesłusznie przywłaszczył sobie dobra ich matki a swojej krewnej św. Klotyldy. Zygmunt wyruszył w pole, ale został pokonany, nie tyle wskutek przewagi nieprzyjaciół, ile na skutek buntu, który podnieśli przeciw niemu jego ariańscy poddani, oburzeni na niego za gorliwe popieranie katolicyzmu. Wzięty do niewoli, został uwięziony wraz z żoną i dziećmi w Orleanie, a kiedy wkrótce potem brat jego Gondemar wyruszył na czele znacznych sił, aby go uwolnić, Klodomir, wódz Franków, kazał go wrzucić wraz z całą rodziną do studni w miejscowości Peravy – Sainte – Colombe pod Coulmiers. Stało się to w roku 524.

    Świątobliwość jego żywota, gorliwa działalność na rzecz katolicyzmu w Burgundii oraz liczne cuda, które się działy na miejscu, gdzie złożono jego zwłoki, sprawiły, że zaczęto go czcić jako Świętego i Męczennika. W późniejszych wiekach został święty Zygmunt zaliczony do patronów Polski. Czaszka jego została w wiekach średnich przewieziona do katedry płockiej, gdzie znajduje się dotychczas, umieszczona w wspaniałym relikwiarzu darowanym przez króla Kazimierza Wielkiego.

    Nauka moralna

    Dwie wielce zbawienne z żywota św. Zygmunta zaczerpnąć powinniśmy nauki. Jedna, że człowiek nigdy na siebie liczyć nie może, gdyż i najświątobliwsi, jeśli nie uciekają się o pomoc do Boga, ciężko upadają; druga, że i po najcięższych upadkach, szczerze za nie pokutując, można się stać wielce miłym Bogu.

    Chrzest wody obmywa niemowlęta, chrzest krwi Męczenników, a chrzest serca pokutników. Pokuta jest chrztem, który gładzi wszystkie grzechy; – chrzest wody raz tylko się przyjmuje; chrzest pokuty może być często powtarzany. Cóż to za pociecha dla nędznych grzeszników! Jakżeśmy godni kary, jeśli źle używamy tak wielkiej łaski, jeżeli lekarstwo staje się dla nas szkodliwym. Wpadamy często w grzechy, to wielkie nieszczęście; ale rozpaczać nie wolno – jeśli mamy prawdziwą skruchę, pokuta zgładzi grzechy nasze. Nie ma tak ciężkiego grzechu, którego by pokuta nie zgładziła. Czy dlatego mamy być złymi, że Bóg jest dobrym? Miłosierdzie Jego jest nieskończone, ale obok miłosierdzia jest sprawiedliwość. Lękajmy się, ale nie rozpaczajmy, dopóki bowiem żyjemy, możemy się zbawić. Nigdy pokuta nie jest spóźniona, jeśli jest szczera i prawdziwa. Pan Bóg nakazuje nam darować wszystkie krzywdy, jakie nam wyrządzono, a wzamian za to daruje nam winy nasze. Rozkazuje nam darować wszystkim nieprzyjaciołom z serca, bez obłudy, zakazuje nam się mścić, a wtedy zapomni i On grzechy nasze, za które pokutowaliśmy. Nie karze dwa razy popełnionej winy. Gdybyśmy umarli, gdzie byśmy byli teraz? Dziękujmy Mu przez całe życie i mówmy z Dawidem: Duszo moja, błogosław Pana i nie zapominaj o dobrodziejstwach Jego, błogosław Pana i wszelkie stworzenie niech wielbi Imię Jego. On odpuszcza grzechy twoje, On leczy wszystkie słabości twoje.

    Modlitwa

    Boże, któryś świętego Zygmunta, króla, zaszczycić raczył podwójną koroną, to jest doczesną i wieczną wraz z palmą męczeńską, a zwłoki jego w głębokiej studni będące ku czci wiernych przez objawienie wydobyłeś, daj, pokornie prosimy, abyśmy wielbiąc jego zasługi, jegoż pośrednictwem od wszelkich przeciwności osłonieni byli. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, który króluje w Niebie i na ziemi, po wszystkie wieki wieków. Amen.

    Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.


  • 29 grudnia Żywot świętego Tomasza Becketa, arcybiskupa

    (Żył około roku Pańskiego 1171)

    Święty Tomasz, syn Gilberta Beketa, przyszedł na świat roku Pańskiego 1117 w dzień św. Tomasza apostoła, jego też imię otrzymał na chrzcie św. Nauki teologiczne pobierał w Londynie, Oksfordzie i Paryżu, a prawo studiował w Bolonii we Włoszech. Arcybiskup kantuaryjski Teobald, poznawszy jego wszechstronne wykształcenie i cnotliwe serce, powołał go do swej rady i mianował archidiakonem, a wkrótce potem król Henryk II wyniósł go do godności kanclerza państwa, tusząc sobie, że przy jego pomocy przeprowadzi zamierzone reformy państwowe i znajdzie w nim pomocnika w walce z Kościołem. Tomasz istotnie spełniał obowiązki kanclerza z największą wiernością, nigdy jednak nie naruszył zasadniczych praw Kościoła. Mimo to król po śmierci arcybiskupa Teobalda w roku 1162 postanowił wynieść na osieroconą katedrę Tomasza i wymógł jego wybór na kapitule. Sam Tomasz, gdy mu się Henryk zwierzył ze swych zamiarów względem niego, rzekł otwarcie: „Nie czyń tego, najjaśniejszy panie! Jeśli mnie zrobisz biskupem, pierwszym moim obowiązkiem będzie bronić praw Kościoła!” – ale król nie zważał na to.

    Przyjąwszy święcenia, Tomasz natychmiast zmienił swój sposób życia. Przede wszystkim złożył kanclerstwo, żeby się móc poświęcić wyłącznie obowiązkom pasterskim, a nadto wyrzekł się wszelkiej wystawności, zaczął wieść życie umartwione, pokutne i bogomyślne, zajął się nauką Pisma świętego i najtroskliwszym zarządem powierzonej mu owczarni, przy czym nie tylko w duchownych potrzebach niósł wiernym ratunek, ale i w doczesnych, bo swoje ogromne dochody obracał na miłosierne uczynki i dobro Kościoła.

    Tym czasem król, chcąc przywieść do skutku swoje zamiary względem duchowieństwa, wezwał wszystkich biskupów swojego państwa na walną naradę, pod pozorem, że jest ona konieczna dla polepszenia zarządu Kościoła w Anglii. Tomasz, nie posądzając króla o złe zamiary względem religii, przyrzekł mu, że chętnie go poprze, ale gdy król zażądał podpisania aktu naruszającego swobody Kościoła, stanął na czele biskupów, którzy się temu stanowczo oparli, i oświadczył, że nawet za cenę życia nie uczyni zadość żądaniom króla.

    Obrażony tym król nie tylko odjął mu swoje łaski, lecz zaczął go prześladować, oskarżył go bowiem o zdradę i różne nadużycia jeszcze z czasów jego kanclerstwa, a gdy Tomasz uciekł na dwór przebywającego wówczas we Francji papieża, skonfiskował mu dobra arcybiskupie i wypędził z kraju jego stronników.

    Pobyt Tomasza we Francji trwał lat sześć. Król Henryk chciał wymóc na Stolicy Apostolskiej złożenie prymasa z urzędu, ale bezskutecznie, a potem dzięki pośrednictwu papieża zgodził się na powrót prymasa do kraju. Stanowczość, z jaką Tomasz zaraz po powrocie do kraju wystąpił przeciw biskupom lekceważącym swe obowiązki i posłusznym woli króla ze szkodą praw kościelnych, jako też przeciw łupieżcom dóbr kościelnych, ściągnęła nań ich nienawiść i dała im pozór do nowych skarg na niego. Donieśli oni Henrykowi, który przebywał podówczas w Normandii, że Tomasz zbyt władczo w kraju występuje i naraża na szwank jego powagę. Rozdrażniony król zawołał w gniewie: „Czyż nie znajdzie się wśród moich dworzan nikt, kto by mnie uwolnił od tego kłótliwego kapłana?” Podchwycili ten nieszczęśliwy okrzyk czterej panowie z otoczenia króla: Reginald Fitz-Urse, Wilhelm de Trący, Hugo Morville i Ryszard Brito, i sądząc, że trafią w myśl monarchy, pośpieszyli do Kanterbury i zamordowali arcybiskupa w czasie nieszporów przy ołtarzu w katedrze, dnia 29 grudnia roku 1170.

    Święty Tomasz

    Męczeńska śmierć arcybiskupa Tomasza Beketa wywołała ogromne oburzenie w całym chrześcijaństwie. Lękając się klątwy, król Henryk pośpieszył się usprawiedliwić przed legatami papieskimi, że stało się to bez jego wiedzy i cofnął zarządzenia wymierzone przeciw Kościołowi, a gdy Tomasz w roku 1173 został ogłoszony Świętym, odbył pielgrzymkę pokutną do słynącego już cudami jego grobu.

    Nauka moralna

    Świat katolicki czci św. Tomasza za to, że był troskliwym pasterzem swych owieczek i nieustraszonym obrońcą wiary, sławi go wskutek obelg, jakie miotali na niego wrogowie Kościoła, a miłuje go z powodu nienawiści, jakiej doznawał od tych, którzy płaszczyli się przed majestatem możnowładztwa świeckiego i nie mogli pojąć, dlaczego Tomasz nie ugnie się przed jego przemocą. Wyraz „swoboda Kościoła” niemile brzmi w uszach niejednego, który widzi w tym sprzysiężenie władzy duchownej i próbę buntu. Mimo to każdy katolik przyzna słuszność św. Tomaszowi, że stanął w obronie praw duchowieństwa. Jeden z poprzedników św. Tomasza na stolicy kantuaryjskiej, św. Anzelm, mawiał, iż „nic nie jest milsze Bogu, jak swoboda Jego Kościoła św.”, a papież Pius VIII wypowiedział dnia 30 czerwca 1830 co następuje: „Z woli i rozporządzenia Boskiego Kościół jest narzeczoną niewinnego Baranka Jezusa Chrystusa i dlatego jest wolny i nie ulega władzy świeckiej”.

    Rozważmy:

    1) W czym służy Kościołowi Chrystusowemu prawo domagania się niezależności od władzy świeckiej?

    a) W głoszeniu Ewangelii świętej i nauki zbawienia. Pan Jezus bowiem zlecił Kościołowi, aby ją krzewił pomiędzy wszystkimi narodami bez względu na wiek, płeć, narodowość i zawisłość od tego lub owego rządu.

    b) W administracji sakramentów św., których szafarstwo jest niezbędne dla wszystkich w celu ich usprawiedliwienia i uświęcenia, a szafarzami mogą być tylko prawnie ustanowieni i przez władzę duchowną do tego upoważnieni kapłani;

    c) W urządzaniu nabożeństwa i karności chrześcijańskiej. Pan Jezus powiedział: „Nauczcie wiernych zachowywać wszystko, co wam powiedziałem”. Do tego należy wykonywanie rad ewangelicznych w murach klasztornych i poza obrębem klasztorów.

    d) W wyborze i wyznaczaniu duchowieństwa różnych godności i stopni, utrzymywaniu zakładów i instytucji duchownych, zarządzie dóbr i własności ofiarowanej im w darze od wiernych.

    2) Jak Kościół broni swych swobód? Nie przemocą, ani za pomocą broni. Nie knuje spisków, nie wdaje się w sprzysiężenia, nie chwyta się intryg. Do tych, którzy go chcą ujarzmiać, przemawia słowami Tertuliana: „Poznaj mnie, patrz, kim jestem. Ani cię chcę przestraszyć, anim tchórzem podszyty. Daleki jestem od grozy, gdyż wszelka niegodziwość jest mi wstrętna; bo jaźni nie znam, gdyż oswojony jestem z myślą śmierci”. „Ubodzy, wdowy i sieroty – mówi św. Ambroży – są obrońcami, przyboczną strażą i siłą zbrojną biskupów”. Sławny biskup Bossuet powiada: „Kościół nie może uczynić kroku naprzód bez wylania krwi swych dzieci; aby zapewnić swe prawa, musi ponieść ofiarę krwi swojej. Sam Chrystus okupił go swą Krwią Przenajświętszą i wolą Jego jest, aby i Kościół tą drogą okupił łaski, jakich od Niego doznaje. Jak wiara, tak i swoboda Kościoła winna mieć swych Męczenników. Walczmy więc za Kościół bronią modlitwy”.

    Modlitwa

    Boże, za którego Kościół święty Tomasz, biskup, od miecza bezbożników poległ, spraw łaskawie, prosimy, aby wszyscy wzywający jego pośrednictwa, otrzymali próśb swoich pożądany skutek. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa. Amen.

    Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.


  • 28 grudnia Uroczystość świętych Młodzianków

    (Żyli około roku Pańskiego 1)

    Kolebka Dzieciątka Jezus otoczona jest i dzisiaj gronem maluczkich dziatek, przyodzianych w białe szaty. Trzymając w rączętach zielone gałązki palmowe, śpiewają chwałę Panu, gdyż śmierć ich była prawdziwym męczeństwem. Kościół święty uczcił je piękną nazwą „kwiatków męczeńskich”, nazwą tak odpowiednią ich niewinności i zaraniu życia. „Któż by się poważył wątpić o tym – pyta święty Bernard – że te dziatki zdobi korona męczeńska?” Kto śmie pytać o ich zasługi? Zapytajcie raczej Heroda, jaka to zbrodnia na nie ściągnęła karę śmierci? Czyż dobroć Chrystusa ma być niższa od okrucieństwa Heroda? Bezbożnemu temu tyranowi wolno było pozabijać dziatki niewinne, a Chrystusowi nie miało być wolno ozdobić wieńcem Męczenników skroni niewiniątek, które za Niego śmierć poniosły? Wszakże usta niemowląt, o Boże, miały głosić chwałę Twoją. I jaką chwałę? Aniołowie śpiewali: „Chwała Bogu na wysokości, a pokój na ziemi ludziom dobrej woli!” Jest to niewątpliwie wzniosła chwała, ale uzupełni się ona dopiero wtedy, gdy Ten co ma przyjść kiedyś, powie: „Pozwólcie przyjść do Mnie maluczkim, gdyż ich jest Królestwo niebieskie!” Pokój ludziom, nawet tym, którzy jeszcze nie mają własnej woli, jest to bowiem tajemnicą miłosierdzia Bożego. Bóg raczył dla tych niewinnych ofiar uczynić to, co czyni co dzień przez sakrament chrztu świętego.

    Pod przewodem gwiazdy przybyli Mędrcy ze Wschodu do Jerozolimy, aby oddać pokłon nowonarodzonemu Królowi żydowskiemu. Obłudny i podstępny Herod rzekł do nich: „Idźcie do Betlejem, a wywiadujcie się pilnie o Dzieciątku, gdy zaś znajdziecie, oznajmijcie mi, abym i ja pokłonił się Jemu”. Pojawienie się Mędrców z licznym orszakiem, ich opowiadania o gwieździe nowego Króla, wieść o dziwnych wypadkach w Betlejem, wywołały w niezadowolonym ludzie jerozolimskim niepokój i trwogę.

    Rzeź niemowlątek

    Herod na próżno czekał na powrót Mędrców, bo ci przestrzeżeni we śnie, aby nie wracali do Heroda, inną drogą puścili się w strony rodzinne. Gdy Herod zawiódł się w swych oczekiwaniach, wpadł na szatański pomysł, który go okrył wieczną hańbą nawet u pogan, a mianowicie kazał w Betlejem i w całej okolicy wymordować wszystkich chłopców do dwóch lat życia. Okrutni siepacze, przywykli do rozlewu krwi, wydzierali płaczące dziatki z rąk biadających matek i mordowali bez litości. Straszny to był widok! Rozpacz rodziców wołała do Nieba o pomstę na dzikiego okrutnika, który zhańbił godność króla.

    W straszliwy sposób ziściła się przepowiednia Jeremiasza proroka: „Głos na wysokości słyszany jest: narzekania płaczu i żałości, Rachel płaczącej synów swoich, a nie chcących przyjąć pocieszenia nad nimi, że ich nie masz”. Rachel była matką Józefa egipskiego i Beniamina, i jest u tego proroka przedstawicielką całego narodu żydowskiego.

    Na próżno jednak wyciągał Herod zbrodnicze ręce po Baranka Bożego, gdyż Dzieciątko Jezus spoczywało bezpiecznie na łonie Najświętszej Matki. Anioł Pański ukazał się we śnie Józefowi i rzekł mu: „Weźmij Dzieciątko i Matkę Jego i uciekaj do Egiptu, albowiem Herod szuka Dzieciątka, aby Je zabić”. Troskliwy opiekun wstał natychmiast, uszedł w nocy i w obcej ziemi znalazł bezpieczne schronienie. Tym okrucieństwem dopełnił Herod miary swoich zbrodni. Rozlana krew niemowlątek wołała o pomstę do Nieba. Bóg sprawiedliwy wysłuchał wołania; koniec zbrodniarza był straszny. Okropna choroba, która jak piekielny ogień paliła jego wnętrzności, zapowiadała mu rychły koniec. Nienasycony głód i nieugaszone pragnienie zwiększało jego męki. Im więcej jadł i pił, tym piekielniejsze czuł bóle. Nogi mu opuchły, skóra popękała, obrzydliwe robactwo toczyło jego ciało, a wstrętne wrzody zarażały powietrze. Okropniej dokuczały mu wyrzuty sumienia. Krwawe widma małżonki Marianny, dwóch synów i bliskich krewnych, których krew przelał w przystępie szaleństwa i podejrzeń, nie odstępowały go ani na chwilę, toteż z krzykiem zrywał się i bezwładny padał na łoże. Pochlebcy opuścili go, najwierniejsi zwolennicy stronili od niego, a syn Antypater knuł spiski na jego życie. Leżał tedy jak nędzny Łazarz, opuszczony i znienawidzony przez wszystkich, żywy obraz potępienia. Pasując się ze śmiercią, kazał wymordować najprzedniejsze rodziny żydowskie, aby ze swą śmiercią okryć żałobą cały kraj. Rozkazu tego nie wykonano, a gdy skonał, nikt po nim nie zapłakał; tylko klątwy i złorzeczenia towarzyszyły mu do grobu.

    Nauka moralna

    Święty Paweł mówi: „Przeznaczono człowiekowi kiedyś umrzeć”. Dzień, godzinę i rodzaj śmierci oznacza mądrość Boża. Dobrze czyni ten, kto się poddaje tej konieczności i należycie przysposobiony czeka na rozkaz Pana i Stworzyciela swego. Dzisiejsza uroczystość nastręcza nam sposobność, abyśmy ze względu na nadchodzący koniec roku zwrócili uwagę na nierówną śmierć niewinnych dziatek i ich zabójcy, srogiego Heroda.

    1) Niewinne niemowlęta umarły śmiercią gwałtowną; cierpienia ich były wielkie ale krótkie. Pożegnały się z życiem, którego znaczenia nie znały, rozstały się z światem, jego uciechami i rozkoszami, które były im obce; przeniosły się do wieczności, gdzie im dobroć Jezusa, za którego śmierć poniosły, zgotowała szczęście nieskończone. Podobna jest śmierć sprawiedliwego, gdyż jest on synem Bożym i wejdzie, jak owi maluczcy, do Królestwa niebieskiego. Sprawiedliwy łatwo się rozstaje z życiem ziemskim, wierzy bowiem wraz z świętym Jakubem, który w swym liście powszechnym w rozdziale 4, wierszu 15, mówi jak następuje: „Bo i czymże jest życie wasze? Parą jest, która pokazuje się na chwilę, a potem znika”. Sprawiedliwy łatwo się rozstaje z dobrami doczesnymi, gdyż wie i bez Salomona, że wszystko przemija oprócz miłości i służby Bogu; a życzenia swe zastosowuje do nauki ewangelicznej: „Błogosławieni ubodzy duchem, albowiem ich jest Królestwo niebieskie” (Mat. 5,3). Nadzieje i pragnienia jego skierowane są ku wiekuistym radościom, jakie nam Pan Jezus przyrzekł i które nam obfitością swych zasług poręczył. Pozostańmy przeto dziećmi Boga, a śmiertelne strachy i boleści zamienią się nam na wiekuistą radość.

    2) Herod umarł wśród niewypowiedzianych udręczeń i rozpaczy. Niewypowiedziany był jego strach wobec otwierających się wrót wieczności, pozbawionej wszelkiej pociechy. Drżał na myśl utraty życia, które tak gorąco umiłował i które dotychczas chroniło go od kary wiekuistej, jaka czeka ostatecznie każdego zbrodniarza; drżał na myśl o utracie dóbr doczesnych, władzy i godności królewskiej, która dotychczas głuszyła w nim głos sumienia a teraz miała zwiększyć jego kaźń i hańbę w wieczności; drżał nadto na samą myśl sądu, widział bowiem – jak mówi św. Augustyn – nad sobą groźnego Sędziego, który go musiał potępić, po prawicy popełnione grzechy i żądające odwetu dusze pomordowanych, a po lewicy tłuszczę złych duchów, kuszących się wykonać na nim wyrok. Podobna jest śmierć każdego grzesznika, gdyż jest on wrogiem Boga i w wieczności też zajmie miejsce pomiędzy wrogami Boga. Śmierć grzesznika jest podobna do śmierci Heroda, zarówno czy na nią patrzeć będzie ze stanowiska świata, z którym musi się rozstać, czy też ze stanowiska religii, która w odwet musi go porzucić; z obu bowiem stron dochodzi go głos Pisma świętego: „Ze zguby twej śmiać się będę i szydzić będę z ciebie”. Nadto znikąd nie dojdzie go słowo pociechy i nikt go nie poratuje; jedynie tylko pokuta i to wczesna ocalić może grzesznika od tego niebezpieczeństwa.

    Modlitwa

    O Boże, którego chwałę w dniu dzisiejszym wyznali niewinni Męczennicy nie słowy, ale śmiercią, wyniszcz w nas łaskawie wszelkie nieczyste żądze, abyśmy ową wiarę, którą nasz język wyznaje, także czynami okazali. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, który króluje w Niebie i na ziemi. Amen.

    Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.


  • 27 grudnia Żywot świętego Jana, apostoła i Ewangelisty

    (żył około roku Pańskiego 104)

    LEKCJA (z księgi Ekklezjastyk rozdz. 15, wiersz 1-6)

    Kto się Boga boi będzie czynił dobrze, a kto się trzyma sprawiedliwości, osiągnie ją, i zabieży mu drogę jako czcigodna matka, i jako żona panną pojęta przyjmie go. Nakarmi go chlebem żywota i zrozumienia, a wodą mądrości zbawiennej napoi go, i umocni się w nim, i nie pochyli się; i zatrzyma go, i nie zawstydzi się, i wywyższy go u bliźnich jego; i napełni go duchem mądrości i zrozumienia, i szatą chwały przyodzieje go. Skarb wesela i radości zgromadzi nad nim, i imienia wiecznego dziedzicem go uczyni.

    EWANGELIA (u św. Jana, rozdz. 1, w. 19-24)

    Wonczas rzekł Pan Jezus Piotrowi: Pójdź za Mną. A Piotr obróciwszy się, ujrzał za sobą tego ucznia, którego miłował Jezus, który też przy wieczerzy położył się był na piersiach Jego i zapytał: Panie, kto jest, co Cię wyda? Tego tedy ujrzawszy, rzekł Piotr Jezusowi: Panie, a ten co? Odpowiedział mu Jezus: Jeśli chcę, żeby on tak został aż przyjdę, co tobie do tego ? ty pójdź za Mną. Rozeszła się tedy ta wieść między braćmi, że uczeń ten nie umrze. Lecz Jezus nie rzekł: Nie umrze, ale: Jeśli chcę, żeby on tak został aż przyjdę, co tobie do tego? Ten jest uczeń, który świadczy o tym i to napisał: a wiemy, że prawdziwe jest świadectwo jego.

    * * *

    Święty Jan, apostoł, syn Zebedeusza rybaka, urodził się w Betsaidzie w ziemi galilejskiej. Był bratem św. Jakuba starszego i trudnił się rybołówstwem aż do dwudziestego piątego roku życia. Wychowany bogobojnie, tęsknił z wszystkimi pobożnymi żydami do pojawienia się Mesjasza.

    Gdy go doszła wiadomość, że nad Jordanem ukazał się mąż nawołujący do pokuty, którego lud uważa za obiecanego Mesjasza, pobiegł w to miejsce i ujrzał św. Jana Chrzciciela, poprzednika Zbawiciela, nie długo jednak przy nim pozostał. Pewnego dnia naprawiał w swej łódce sieci wraz z bratem Jakubem, gdy przyszedł Pan Jezus i wezwał obu, aby się przyłączyli do Niego. Jan usłuchał wezwania Zbawiciela i został Jego uczniem i apostołem. Jego też najwięcej Chrystus umiłował z powodu anielskiej czystości i serdecznego przywiązania, jakie swemu Mistrzowi okazywał. Dlatego w Ewangelii słusznie sam się nazywa ulubionym uczniem Jezusa i powtarza tę nazwę nie z dumy, ale wdzięczności i miłości ku swemu Boskiemu Panu. „Rzadka jego czystość – pisze święty Augustyn – czyniła go godnym tej miłości; obrał bowiem stan bezżenny i wytrwał w nim do końca życia”. „Wszystkie inne zalety – mówi święty Hieronim – jakimi go Bóg obdarzył, były nagrodą jego czystości; tę cnotę jego cenił Pan Jezus tak wysoko, że wisząc na krzyżu polecił mu swoją Matkę. Dziewiczą matkę oddał pod opiekę dziewiczego ucznia. Któż by wątpił jeszcze, że w oczach Pana Jezusa miało dziewictwo wysoką wartość? O czystości wyrzekł pamiętne słowa, że żywi się ona wśród lilii. Kto zachował czystość serca, będzie miał przyjaciela w Królu niebieskim”.

    Miłość Zbawiciela cudownie podziałała na św. Jana, uczyniła go bowiem powiernikiem Jego świętych tajemnic. On był z Piotrem i Jakubem świadkiem Jego przemienienia na górze Tabor, on widział Jego śmiertelne dreszcze na Górze Oliwnej.

    Wśród ostatniej wieczerzy spoczęła jego głowa na piersi Jezusowej, jego uwiadomił Pan o zdradzie Judasza, on to stojąc pod krzyżem brał serdeczny udział w męce i śmierci Zbawiciela. Wtedy to uczynił Pan Jezus ulubionego ucznia spadkobiercą miłości, którą przejęte było Boskie Jego Serce ku ukochanej Matce, gdyż jego wyznaczył na Jej opiekuna i obrońcę. Czyż mógł mu dać Zbawiciel dowód większej miłości? On to był pierworodnym synem pomiędzy dziatkami Najświętszej Matki, a tymi dziatkami my jesteśmy. Jeśli bowiem Pan Jezus nazwał nas swymi braćmi, to tym samym polecił nas swej Matce.

    Mimo głębokiego strapienia pozostał św. Jan wraz z Maryją i Magdaleną u stóp krzyża. Widział konanie Pana Jezusa, widział bok Jego włócznią przebity, widział tryskającą z rany krew i wodę. Zdjął z krzyża święte ciało i złożył je na łonie Matki Boleściwej. Był przy złożeniu Go w grobie, a serce jego spoczęło w mogile Zbawiciela, do którego przylgnęło całą siłą miłości. Nie dziw przeto, że gdy mu święte niewiasty oświadczyły, że widziały Pana Jezusa, natychmiast pobiegł z Piotrem do Jego grobu i pierwszy stanął nad mogiłą.

    Święty Jan, apostoł i Ewangelista

    W kilka dni potem stał z innymi uczniami nad jeziorem Tyberias. Jezus ukazał się nad brzegiem, a Jan Go natychmiast poznał i powiedział o tym św. Piotrowi. Potem spożywali razem ryby, które Piotr przyrządził. Po skromnej uczcie pytał Pan Jezus Piotra o szczerość jego przywiązania, zdał w jego ręce zarząd Kościoła i przepowiedział mu śmierć męczeńską. Jan był przy tym i słuchał. Piotr, który kochał św. Jana i chciał poznać przyszłe losy swego przyjaciela, zapytał Zbawiciela: „Panie, co się stanie z nim?” Aby go ukarać za ciekawość, odpowiedział Pan Jezus: „Jeśli wolą Moją jest, aby pozostał, póki nie przyjdę, cóż cię to obchodzi?” Chciał przez to powiedzieć: „Cóż cię obchodzi, jeśli bym przedłużył jego życie, dopóki nie wrócę, aby go do siebie powołać?”

    Gdy po Wniebowstąpieniu Pańskim święty Piotr i święty Jan poszli do świątyni, uzdrowili w Imię Jezusa przy drzwiach chromego, który ich prosił o jałmużnę i obwieścili ludowi Chrystusa Pana. Uwięziono ich za to i stawiono przed wysoką radą, która ich jednak poleciła wypuścić z więzienia, nakazawszy im surowo, aby Imienia Jezus już więcej nie głosili. Żądanie to odrzucili z oburzeniem, mówiąc, że należy więcej słuchać Boga aniżeli ludzi, i jak dawniej opowiadali Ewangelię świętą. Gdy ich ponownie wtrącono do więzienia, wyswobodził ich anioł, i skoro tylko świtać poczęło święci mężowie ponownie nauczali w świątyni. Skazani na biczowanie cieszyli się, że cierpią dla Chrystusa i nie przestali wielbić Jego Imienia.

    Wkrótce potem wysłało ich kolegium apostolskie do Samarii, gdzie się była utworzyła mała parafia z chrześcijan już ochrzczonych, ale jeszcze nie bierzmowanych. Apostołowie udzielili im sakramentu bierzmowania i wrócili do Jerozolimy. Po kilkuletnim pobycie w tym mieście zwiedził Jan kilka krajów, aby im zanieść radosną wieść o przybyciu Chrystusa. Matka Boska była przy nim. Czcił Ją i wielkim otaczał szacunkiem, a gdy się przeniósł do Efezu, gdzie założył swoją stolicę biskupią, zabrał ją z sobą. Gdy Maryja przeczuła, że niezadługo umrze, przeniósł się z Nią do Jerozolimy i stał przy Jej łożu śmiertelnym. Nieutulony był jego smutek, gdy przyszła chwila rozstania z ukochaną Matką. Pocieszał się jedynie nadzieją, że Ją kiedyś ujrzy w chwale niebieskiej obok Syna, a Najświętsza Maryja Panna zapewniła go, że i w Niebie o Nim nie zapomni. Potem wrócił do Efezu, aby mieć na oku swoją trzódkę, tudzież szerzyć i utwierdzać wszędzie Królestwo Boże. Przede wszystkim starał się o dzielnych biskupów i kapłanów, których od czasu do czasu odwiedzał, aby ich przyzwyczaić do czujności i zachęcić do gorliwego pełnienia obowiązków swego świętego urzędu. Chrystus Pan przepowiedział, że i w Jego świętym Kościele powstaną zgorszenia, co się też stało. Już za czasów apostolskich znaleźli się między żydowskimi chrześcijanami kacerze, jak np. Ebion i Ceryntus, zaprzeczający, że Pan Jezus jest Chrystusem i Synem Bożym. W parafiach nad którymi pieczę miał święty Jan, znaleźli się zwolennicy tych odszczepieńców. Jan przestrzegał przed nimi swe owieczki i polecał im, aby unikali wszelkiej styczności z tymi kacerzami, bo chociaż każdego człowieka miłował, milsza mu była prawda, która jest fundamentem wszelkiej miłości.

    Aby dać świadectwo prawdzie i zbić zarzuty kacerskie, na żądanie wiernych spisał święty Jan Ewangelię. Nim pochwycił pióro, nakazał powszechny post i modły i rozpoczął swe dzieło od słów: „Na początku było Słowo (tj. Syn Boży), a Słowo było u Boga, a Bóg był Słowem”. Spisując Ewangelię świętą był starcem, liczącym lat 85. Treść jego pisma jest tak wzniosła – mówi jeden z Ojców Kościoła – że duch ludzki ogarnąć jej nie zdoła. Dlatego też na obrazach i posągach widzimy orła u jego boku.

    Oprócz Ewangelii napisał trzy listy, w których zachęca do miłości Boga i bliźniego. Serce jego przepełnione było miłością, a życie nieprzerwanym pasmem aktów miłości. Z miłości zaś dla Chrystusa i zbawienia dusz gotów był wszystko znieść. Gdy wybuchło po raz drugi prześladowanie chrześcijan, niczego nie pominął, aby zachęcić parafie i gminy do wytrwałości w wierze. Namiestnik Azji kazał go pojmać i odstawić do Rzymu, gdzie go wrzucono w kocioł napełniony wrzącym olejem, Pan Bóg ocalił go jednak tak cudownie, że wyszedł bez szwanku. Wrzący olej zamienił się dla niego na orzeźwiającą łaźnię, z której wyszedł silniejszy niż przedtem. Poganie przypisywali jego ocalenie czarom, a cesarz Domicjan wygnał go na wyspę Patmos, gdzie spisał swe objawienie. Po śmierci cesarza wrócił do Efezu i objął zarząd gmin chrześcijańskich, które zwiedzał po kolei, nie lękając się trudów i mozołów.

    Klemens z Aleksandrii opowiada, że św. apostoł wizytował kościoły Azji Mniejszej, aby usunąć różne nadużycia i osadzić przy nich nowych duszpasterzy. Gdy w pewnym miasteczku niedaleko od Efezu przemawiał do ludu, spostrzegł pomiędzy słuchaczami niechrzczonego młodzieńca. Przedstawiwszy go biskupowi, rzekł: „Polecam twej troskliwości tego młodzieńca wobec Jezusa Chrystusa i zebranej gminy”. Biskup zajął się tym wyrostkiem, uczył go zasad wiary, ochrzcił i wybierzmował, ale po jakimś czasie zapomniał o nim, a nowy chrześcijanin dostał się w towarzystwo lekkomyślnej młodzieży i zapomniał, czego się nauczył. Towarzysze jego rzucili się w końcu na rozbój, a ów młodzieniec został ich hersztem. Po niejakim czasie wrócił Jan i spotkawszy biskupa rzekł do niego: „Oddaj mi, com ci powierzył wobec Chrystusa i gminy!” Biskup westchnął i rozpłakawszy się, rzekł: „Nieborak już umarł”. „Jak to? – zapytał Jan – jaką śmiercią?” „Umarł dla Boga – odparł biskup – został bowiem w pobliskich górach łotrem i rozbójnikiem”. Usłyszawszy to Jan zapłakał gorzko i zawołał: „Jakiemuż opiekunowi poleciłem duszę brata swego?” po czym spiesznie ruszył w góry. Rozbójnicy pojmali go i zaprowadzili do swego herszta, ale ten, ujrzawszy Jana, uciekł.

    Aczkolwiek Jan był bezsilnym starcem, pobiegł za nim, wołając: „Synu, czemu stronisz od ojca swego? Nie lękaj się niczego! Nie trać nadziei, bo odpowiem za ciebie przed Chrystusem, a jeśli tego potrzeba, umrę za ciebie tak jak Chrystus za nas umarł i oddam swą duszę za ciebie. Stój, proszę cię, gdyż mnie Bóg posyła za tobą!” Młodzian przystanął, rzucił broń i z rzewnym płaczem prosił o przebaczenie, a Jan obiecał mu wybłagać u Boga przebaczenie win, sprowadził go do gminy i rozstał się z nim dopiero wtedy, kiedy go pojednał z Bogiem.

    Na koniec nadeszła chwila, w której Pan Jezus miał zabrać do siebie najukochańszego ze swoich uczniów. Święty Jan przebywał wówczas w Efezie, a liczył już przeszło sto lat. Wziąwszy pewnego razu z sobą kilku duchownych, poszedł z nimi na jedną z gór okolicznych, a stanąwszy u jej szczytu, kazał tam sobie grób wykopać. Gdy go ukończyli, wrzucił do niego płaszcz swój, po czym pożegnawszy się wstąpił do niego, mówiąc: „Bądźże ze mną, Panie Jezu Chryste!” Do uczniów zaś odezwał się: „Pokój wam bracia” i kazał im odejść. Gdy to uczynili i odeszli nieco, obejrzawszy się, ujrzeli grób jego światłością niebieską otoczony. Stało się to w dnia 27 grudnia roku 104 od Narodzenia Pana Jezusa.

    Nauka moralna

    Gdy święty Jan był bardzo stary, tak że go uczniowie do kościoła na ręku nosić musieli, nie mógł już kazać i odzywał się tylko w te słowa: „Synaczkowie, miłujcie się wzajemnie!” Sprzykrzyły się one w końcu uczniom, zapytali go zatem: „Mistrzu, czemu zawsze jedno mówisz?” A on odpowiedział: „Jest to rozkazanie Pańskie. Kto je wypełnia, może mieć na tym dosyć”.

    W dniu dzisiejszym podaje Kościół wiernym poświęcone wino, a kapłan mówi: „Pij miłość Jana w Imię Ojca, Syna i Ducha świętego. Amen”. Dzieje się to na pamiątkę gorliwości świętego apostoła, który dla nawrócenia pewnego bałwochwalcy wypił puchar napełniony zatrutym winem, przeżegnawszy je poprzednio.

    Modlitwa

    Oświeć łaskawie, Panie Jezu Chryste, Twój Kościół święty, aby naukami św. Jana apostoła i Ewangelisty oświecony, przyjść mógł do dóbr wiecznych. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, który króluje w Niebie i na ziemi, po wszystkie wieki wieków. Amen.

    Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.


  • 26 grudnia. Żywot świętego Szczepana, Męczennika

    (Żył około roku Pańskiego 33)

    LEKCJA (z Dz. Apost. rozdz. 6, wiersz 8-10 i rozdz. 7, w. 54-59)

    W onych dniach Szczepan pełen łaski i mocy, czynił wielkie cuda i znaki pomiędzy ludem. I zaczęli rozprawiać ze Szczepanem niektórzy z synagog, które zowią Libertynów i Cyrenejczyków i Aleksandryjczyków i tych, którzy byli z Cylicji i Azji. Ale nie mogli oprzeć się mądrości i duchowi, który (zeń) mówił. – A gdy tego słuchali, gniew szarpał im serca i zgrzytali nań zębami. A będąc pełen Ducha świętego, wpatrzywszy się w Niebo, ujrzał chwałę Bożą i Jezusa stojącego po prawicy Bożej. I rzekł: Oto widzę Niebiosa otwarte, a Syna człowieczego stojącego po prawicy Bożej. A krzyknąwszy głosem wielkim, zatkali sobie uszy i rzucili się nań wszyscy razem. A wyrzuciwszy go z miasta, kamienowali, a świadkowie złożyli szaty swe u nóg młodzieńca, którego zwano Szawłem. A gdy go kamienowali, Szczepan modlił się, mówiąc: Panie Jezu! przyjmij ducha mojego. A klęknąwszy na kolana, zawołał głosem wielkim, mówiąc: Panie! nie poczytaj im tego za grzech! A to rzekłszy, zasnął w Panu.

    EWANGELIA (Mat. rozdz. 23, w. 34-39)

    Wonczas mówił Jezus rzeszom żydowskim i przełożonym kapłańskim: Dlatego oto Ja posyłam do was proroków i mędrców i Doktorów, a wy jednych z nich zabijecie i ukrzyżujecie, innych ubiczujecie w bóżnicach waszych; i będziecie prześladować od miasta do miasta, aby przyszła na was wszystka krew sprawiedliwa, która rozlana była na ziemi, od krwi Abla sprawiedliwego, aż do krwi Zachariasza, syna Barachiaszowego, któregoście zabili między kościołem i ołtarzem. Zaprawdę powiadam wam: Przyjdzie to wszystko na ten naród. Jeruzalem, Jeruzalem! które zabijasz proroków i kamienujesz, tych, którzy do ciebie są posłani: ile razy chciałem zgromadzić dzieci twoje, jako kokosz kurczęta swoje pod skrzydła zgromadza, a nie chciałoś? Oto wam zostanie dom wasz pusty. Albowiem powiadam wam: Nie ujrzycie Mnie odtąd, aż rzeczecie: Błogosławiony, który idzie w imię Pańskie!

    * * *

    Święty Szczepan był członkiem pierwszej gminy chrześcijańskiej w Jerozolimie i odznaczał się żywą wiarą, potężną wymową i żarliwą miłością Chrystusa. Gdy przeto chodziło o oddzielenie pieczy ubogich od urzędu apostolskiego i złożenie jej w inne ręce, na niego padła większość głosów, a apostołowie wyświęcili go na diakona przez kładzenie rąk i modlitwy. Do obowiązków jego urzędu należało zbieranie u wiernych dobrowolnych datków i jałmużn, z których opędzano koszty nabożeństwa, utrzymanie sług kościelnych i wspieranie ubogich. Oprócz tego pracował jako głosiciel słowa Bożego i był tak szczęśliwy w nawracaniu żydów, a nawet ich kapłanów, że wyznawcy Starego Zakonu bali się, aby nie przyszło do zamknięcia synagogi żydowskiej. Bóg obdarzył go taką siłą działania cudów, że prosty lud szedł za nim na oślep. Wszystko lgnęło do niego, toteż żydzi jerozolimscy nie widzieli innej rady, jak tylko zwołać najzacieklejszych i najuczeńszych rabinów z Rzymu, Afryki i Azji, którym polecili, aby starali się pobić Szczepana w dyspucie, uczeni ci ponieśli jednak najzupełniejszą porażkę, gdyż nie mogli mu sprostać ani w nauce, ani w wymowie.

    Święty Szczepan

    Zawstydzeni i rozjątrzeni przeciwnicy Szczepana postanowili chwycić się podstępu i gwałtu, oczernili przeto Szczepana i postawili fałszywych świadków, którzy zeznali, że bluźnił przeciw Mojżeszowi i Panu Bogu. Wskutek tej skargi wezwano go przed Wysoką Radę i zapytano, co może powiedzieć na swoją obronę. Szczepan stanął wobec oskarżycieli i sędziów z wyrazem takiej niewinności na twarzy, że wszyscy mniemali, iż stanął przed nimi anioł, a w swej obronie, którą nam podaje święty Łukasz, zbił zwycięsko wszystkie punkty skargi. Wobec zarzutu bluźnierstwa przeciw Bogu wysławiał Jego majestat i miłosierdzie okazywane ludowi wybranemu. Gdy mu zarzucano, że szydził z Mojżesza, mówił z taką czcią o jego urodzeniu, ocaleniu, wychowaniu i powołaniu na wyswobodziciela Izraelitów z niewoli egipskiej i o jego darach proroczych, że zarzut ten okazał się płonnym, a gdy go obwiniano, że na mocy nauki Chrystusa krzewi wzgardę prawa i dąży do zmiany ustaw Mojżeszowych, w krótkim poglądzie na dzieje narodu żydowskiego dowiódł, że Stary Zakon uzupełnił się dopiero w nauce Chrystusa.

    Obronę, przeciw której nikt nie powstał, zakończył oskarżeniem swych przeciwników: „Zaślepieni i uporni, szczycicie się z obrzezania, a serce i uszy macie nieobrzezane; zawsze opór stawiacie Duchowi świętemu, podobnie jak przodkowie wasi. Ci prześladowali i zabijali proroków, którzy zapowiadali przyjście Chrystusa, a wy Go zamordowaliście, gdy przyszedł. Otrzymaliście prawa za łaską Boga świętego, ale nie zachowaliście ich”.

    Wrogowie jego nie mogli znieść tej klęski, a gdy Szczepan wzniósłszy oczy ku niebu, ujrzał majestat Boga i Jezusa po prawicy Jego, i zawołał: „Oto widzę Niebo otwarte i Syna człowieczego po prawicy Boga!” rzucili się na niego jak wściekli, wygnali go z miasta i ukamienowali. Szczepan wzniósł oczy i ręce do nieba i modlił się: ,”Panie Jezu, przyjmij ducha mego!”, a zawoławszy: „Panie, nie poczytaj im tego za grzech!” zasnął w Panu.

    Tak skończył pierwszy Męczennik i mężny obrońca Boskości Dzieciątka niebieskiego, które jest przedmiotem czci całego świata chrześcijańskiego, w siedem miesięcy po Wniebowstąpieniu Pańskim. Pobożni ludzie pogrzebali go i zebrali kamienie zroszone jego krwią, aby je troskliwie zachować. Jeden z nich pokazują po dziś dzień w Rzymie w kościele św. Sebastiana, drugi u świętego Wawrzyńca. Relikwie jego odnaleziono, jak mówi święty Augustyn, w roku 415 w Konstantynopolu, a w roku 557 przeniesiono je do Rzymu.

    Nauka moralna

    Kościół nazywa świętego Szczepana „arcymęczennikiem” i oddaje mu wielką cześć, gdyż on przed apostołami dał świadectwo boskości Jezusa Chrystusa i wiary Jego; on pierwszy poniósł śmierć za Chrystusa, on wreszcie rozpoczyna długi szereg bojowników walczących za chrześcijaństwo.

    1) Pan Jezus, Syn Boga, przyjął naturę ludzką, aby ludzi pouczać i zbawić. Głosząc swe Boskie nauki, stwierdzał ich Boskość swymi czynami. Po swej ofiarnej śmierci wzniósł się do Nieba, gdzie zasiada po prawicy Ojca. Aby i ci, którzy Pana Jezusa ani widzieli, ani słyszeli, przyjęli Jego naukę, potrzeba nowego świadectwa, a świadectwo to dają Męczennicy święci; dają je oni nie samym tylko słowem, ale i ofiarą własnego życia. Oni tworzą niejako dalszy ciąg posłannictwa Chrystusowego. Podwaliną i fundamentem Kościoła katolickiego jest słowo i krew przenajświętsza Jezusa Chrystusa, ale podporę jego w czasach burzliwych, trwałość po wszystkie czasy, rękojmię zwycięstwa i pokonania wszelkich przeszkód stanowi krew Męczenników, która łączy się z krwią Boskiego Mistrza w jedną wspólną ofiarę. Kościołowi nie brakło nigdy ani Męczenników ani cudów: Męczennicy i cuda zawsze poświadczać będą Boski początek Kościoła i Boskie Jego posłannictwo. Cześć przeto i wdzięczność należy się Męczennikom świętym za to, z czego się już wywiązali i z czego się jeszcze po dziś dzień wywiązują.

    2) Męczennicy we wszystkim są podobni do Króla i Pana swego, i to nadaje im piętno wiarogodnych świadków. Pan Jezus powiedział, że są podobni do owiec, znajdujących się w otoczeniu wilków, i że sami zubożeli, aby wszystkich wzbogacić. Tchnący nienawiścią świat znęca się nad nimi, oni są słabi i bezbronni, ale w tej nierównej walce zwycięstwo ich jest tym chwalebniejsze. Ponoszą śmierć jakby byli bluźniercami, ale ani zniewagi, ani okrucieństwo śmierci nie zdoła ich przerazić, ani wycisnąć skargi z ich ust: mając Chrystusa w sercu są przez to silniejsi od nieprzyjaciół. Święty Paweł mówi: „Chrystus ukrzyżowany jest siłą Boga i mądrością Boga” Tępieni, a jednak zdobywający świat Męczennicy są najwymowniejszym świadectwem, że Chrystus, którego wyznają, jest rzeczywiście siłą i mądrością Boga. Ostatnia ich modlitwa jest na wzór Mistrza Boskiego modlitwą do Boga za katów i oprawców, aby im winę przebaczył. Kościół katolicki czci ich i pozwala im brać udział w triumfie Boga-Człowieka. Umieszcza ich święte kości w kamieniu ołtarzowym i błaga ich przy ofierze Mszy świętej, aby się wstawiali do Boga za braci jeszcze cierpiących i walczących na tym padole ziemskim.

    Modlitwa.

    Dozwól nam Panie, za tym podążyć, którego czcimy, ażebyśmy także naszych nieprzyjaciół nauczyli się kochać, ponieważ święcimy dzisiaj urodziny tego, który nawet za swych nieprzyjaciół potrafił się modlić. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa. Amen.

    Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.


  • 25 grudnia . Uroczystość Bożego Narodzenia

    (Odtąd zaczyna się rachuba ery chrześcijańskiej)

    Podczas pierwszej Mszy świętej

    LEKCJA (z listu św. Pawła do Tytusa rozdz. 2, wiersz 11-15)

    Najmilsi! okazała się bowiem wszystkim ludziom łaska Boga, Zbawiciela naszego, nauczająca nas, byśmy wyrzekłszy się niezbożności i świeckich pożądliwości, trzeźwo i sprawiedliwie i pobożnie żyli na tym świecie, oczekując błogosławionej nadziei i przyjścia chwały wielkiego Boga i Zbawiciela naszego Jezusa Chrystusa, który dał samego siebie za nas, aby nas wykupić od wszelkiej nieprawości i żeby oczyścić sobie lud na własność, zamiłowany w uczynkach dobrych. To mów i napominaj w Chrystusie Jezusie, Panu naszym.

    EWANGELIA (u św. Łuk. rozdz. 2, w. 1-14)

    Wonczas wyszedł dekret od cesarza Augusta, aby spisano cały świat. Ten pierwszy spis dokonany został przez starostę syryjskiego Cyryna. I szli wszyscy, aby się dać zapisać, każdy do miasta swego. Poszedł też i Józef z Galilei, z miasta Nazaret, do judzkiej ziemi, do miasta Dawidowego, które zowią Betlejem, dlatego, że był z domu i pokolenia Dawidowego, aby dać się zapisać z Maryją, poślubioną sobie małżonką, brzemienną. I stało się, gdy tam byli, wypełniły się dni, aby porodziła. I porodziła Syna swego pierworodnego, a uwinęła Go w pieluszki, i położyła Go w żłobie, bo nie było im miejsca w gospodzie. A byli w tej krainie pasterze czuwający i trzymający nocną straż przy trzodzie swojej. A oto anioł Pański stanął przy nich, a jasność Boża zewsząd ich oświeciła; i zlękli się bo jaźnią wielką. I rzekł im anioł: Nie bójcie się, bo oto opowiadam wam wesele wielkie, które będzie wszystkiemu ludowi, bo się wam dziś narodził Zbawiciel, który jest Chrystus Pan, w mieście Dawidowym. A ten wam znak: Znajdziecie niemowlątko uwinione w pieluszki i położone w żłobie. A natychmiast było z aniołem mnóstwo wojska niebieskiego, wielbiąc Boga i mówiąc: Chwała na wysokości Bogu, a na ziemi pokój ludziom dobrej woli.

    * * *

    Podczas drugiej Mszy świętej

    LEKCJA (z listu św. Pawła do Tytusa rozdz. 3, wiersz 4-7)

    Najmilsi! gdy okazała się dobrotliwość i ludzkość Zbawiciela naszego Boga, nie z uczynków sprawiedliwości, jakieśmy czynili, ale wedle miłosierdzia swego zbawił on nas przez omycie odrodzenia i odnowienia w Duchu św., którego wylał na nas obficie przez Jezusa Chrystusa, Zbawiciela naszego, abyśmy usprawiedliwieni łaską Jego, byli w nadziei dziedzicami żywota wiecznego.

    EWANGELIA (u św. Łuk. rozdz. 2, w. 15-20)

    Wonczas pasterze mówili jeden do drugiego: Pójdźmy aż do Betlejem, a oglądajmy to słowo, które się stało, które nam Pan objawił. I przyszli z pośpiechem i znaleźli Maryję i Józefa i niemowlątko położone w żłobie. A ujrzawszy, poznali słowo, które im było powiedziane o tym Dzieciątku. A wszyscy, którzy słyszeli, dziwili się temu i co do nich pasterze mówili. Lecz Maryja wszystkie te słowa zachowywała, rozważając w sercu swoim. I wrócili się pasterze, wysławiając i chwaląc Boga za wszystko, co słyszeli i widzieli, jak im było powiedziane.

    * * *

    Podczas trzeciej Mszy świętej

    LEKCJA (z listu św. Pawła apostoła do żydów rozdz. 1, wiersz 1-12)

    Po rozlicznych i przeróżnych sposobach, jakimi niegdyś Bóg do ojców przez proroków, na koniec tymi czasy przemówił do nas przez Syna, którego ustanowił dziedzicem wszystkich rzeczy, przez którego uczynił i światy. On będąc jasnością chwały i odbiciem istoty Jego utrzymuje wszystko słowem mowy swojej, a dokonawszy oczyszczenia grzechów, usiadł po prawicy majestatu na wysokościach, tym wyższy od aniołów, im osobliwsze nad nich imię odziedziczył. Bo do któregoż z aniołów kiedy powiedział : Synem Moim jesteś, ja Ciebie dzisiaj zrodziłem? I gdzie indziej: Ja będę Mu Ojcem, a On będzie Mi Synem ? I kiedy znowu wprowadza pierworodnego na okrąg ziemi, mówi: A niech Mu się pokłonią wszyscy aniołowie Boży. A o aniołach powiada: Który z aniołów swoich czyni wichry, a ze sług swoich płomień ognia. Do Syna zaś: Stolica Twoja, Boże, na wiek wieku, berło Królestwa Twego berłem prawości. Umiłowałeś sprawiedliwość, a nienawidziłeś nieprawości, dlatego też pomazał Cię, Boże, Bóg Twój, olejkiem radości nad uczestników Twoich. I: Ty, Panie, na początku ugruntowałeś ziemię, a dziełem rąk Twoich są Niebiosa. One poginą, a Ty trwać będziesz, a wszystkie jako szata zwiotczeją. A jako płaszcz zwiniesz je, i odmienia się, ale Ty tym samym zostajesz, i lata Twoje nie ustaną.

    EWANGELIA (u św. Jana rozdz. 1, w. 1-14)

    Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, a Bogiem było Słowo. To było na początku u Boga. Wszystko przez nie się stało; a bez Niego nic się nie stało, co się stało. W Nim był żywot, a żywot był światłością ludzi. A światłość w ciemnościach świeci, a ciemności jej nie ogarnęły. Był człowiek posłany od Boga, któremu imię było Jan. Ten przyszedł na świadectwo, aby dać świadectwo o światłości, aby wszyscy uwierzyli przezeń. Nie był on światłością; ale miał świadectwo dać o światłości. Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka na ten świat przychodzącego. Na świecie był, a świat uczyniony jest przezeń, a świat Go nie poznał. Przyszedł do swej własności, a swoi Go nie przyjęli. A wszystkim, którzy Go przyjęli, dał moc, aby się stali synami Bożymi, tym, którzy wierzą w Imię Jego, którzy nie ze krwi, ani z woli ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili. A Słowo Ciałem się stało i mieszkało między nami, pełne łaski i prawdy (i widzieliśmy chwałę Jego, chwałę jako jednorodzonego od Ojca).

    * * *

    Klątwa, jaką w raju rzucił Bóg sprawiedliwy na Adama i potomstwo jego, ciążyła na rodzaju ludzkim cztery tysiące lat, ale łagodziła ją obietnica, że pojawi się kiedyś Zbawiciel i Oswobodziciel, który ją zdejmie z potomków pierwszych rodziców. Po długim oczekiwaniu, gdy ludzkość doświadczyła zgubnych skutków grzechu Adamowego i nie mogła wyleczyć bolesnych ran, jakie sama sobie zadała swoją złością i nieprawością, spełniła się nareszcie przepowiednia Boska. Rozwarły się Niebiosa i zstąpił wiekuisty Syn z łona odwiecznego Boga na strapioną ziemię i siłą Ducha świętego poczęty został przez Najświętszą Dziewicę. Tylko Maryja, Błogosławiona między niewiastami, która nosiła Zbawiciela pod swym sercem, tylko święty Józef, któremu anioł to zwiastował, tylko pobożny Zachariasz z Elżbietą, którym się Najświętsza Maryja Panna po swym nawiedzeniu zwierzyła, znali radosną i świętą tajemnicę, że Boski Zbawiciel stał się człowiekiem. Ale w dawnych świętych księgach żydowskich już dawno było napisane, że przyjdzie Mesjasz, czyli Chrystus, Pomazaniec Boży, gdy już nie będzie zasiadał na tronie Dawidowym żaden król z pokolenia Judy, i nie tajne było, że Betlejem będzie miejscem Jego przyjścia na świat. Nawet poganie przewidywali ową tajemnicę i mówili o Panu, który będzie rodem z ziemi judzkiej.

    Narodzenie Dzieciątka Jezus

    Już mijał czas Maryi Panny, gdy August cesarz rzymski, któremu podlegał kraj judzki, nakazał, aby spisano poddanych w jego obszernym państwie. Spis ten przedsięwzięto również w Judei i obliczono ludność według pokoleń i rodzin. Maryja i Józef byli w prostej linii potomkami króla Dawida i dlatego musieli się udać do Betlejem, skąd pochodził królewski ród Dawida. Było to rzeczywiste zrządzenie woli Boskiej, a narzędziem tej woli był daleko mieszkający władca państwa rzymskiego. Z jego to nakazu i rozporządzenia poszła Najświętsza Dziewica do miasteczka, które już od dawna prorocy oznaczyli jako kolebkę Zbawiciela. Podróż przypadła w porę niedogodną, gdyż zbliżała się zima, a droga była daleka. Święty Józef niczego nie zaniedbał, co tylko mogło się przyczynić do złagodzenia trudów podróży. Maryja Panna znosiła je z poddaniem się Bogu, gdyż i ta przeprawa była skutkiem woli Bożej. Z tęskną radością wyglądała chwili, w której będzie Jej wolno ujrzeć oblicze Dzieciątka Bożego i piastować Zbawiciela na swym ręku. Pogrążona w modlitwie i pobożnym rozmyślaniu, nie czuła niepogody ani trudów drogi. Nareszcie po pięciu dniach stanęła wraz z Józefem u celu podróży.

    W Betlejem, małym miasteczku, liczącym zaledwie tysiąc mieszkańców, wszystkie domy i gospody zajęte były przez podróżnych. Już słońce było zaszło i zapadał zmrok wieczorny, gdy Józef zakołatał do drzwi swych znajomych, ale nikt mu nie odpowiedział. Udał się gdzie indziej, ale wszędzie odmówiono mu gościny, nikt bowiem nie chciał przyjąć niewiasty brzemiennej, aby się nie narażać na niewygody. Strapiony pobiegł do publicznej gospody, ale i tam było wszystko przepełnione i napróżno szukał miejsca, gdzie by się Maryja mogła przytulić. Spełniło się przeto już teraz, co pisał Jan na początku swej Ewangelii: „Przyszedł Pan do własności swej, ale swoi nie przyjęli Go”. Już zapadła była noc, a jeszcze święte stadło nie miało przytułku. Józef byłby poprzestał na najciaśniejszym kąciku, ale gdzie miał podziać Matkę Bożą? Nagle przypomniał mu się leżący na pół w ruinach gród Dawidowy poza miastem, gdzie w skale wykuta była stajenka. Tam poszli, a choć w stajence był wół i osioł, zostali na nocleg. Był też już czas najwyższy, aby Panna święta miała jakie takie miejsce do wypoczynku, a gdy nadeszła północ, w świętym zachwycie bez bólu porodziła Boskie Dzieciątko.

    Któż opisze zachwyt Maryi, gdy ujrzała Stwórcę świata, który z miłości ku nam stał się małą Dzieciną i którego w żłobie złożyła! Święty Bonawentura woła: „Królowo Niebios, władczyni świata, poufnico tajemnic Chrystusowych, powiedz nam, jakie Cię wtedy uczucia przejmowały pod wrażeniem tych świętych tajemnic! Co czułaś Najświętsza Dziewico, gdy patrzyłaś na dziecię, któreś piastowała na ręku, a któremu Niebo i ziemia były podwładne! Co myślałaś, gdy karmiłaś dziewiczym mlekiem Tego, który karmi aniołów i żywi wszystkie stworzenia, lub gdy słyszałaś płacz i kwilenie Jego, gdy widziałaś drżące z zimna ciało Tego, który dzierży w swym ręku błyskawice i gromy! Cóż się dziać musiało w Twej duszy, gdy pomyślałaś, jak Cię Pan uczcił i wywyższył, przeznaczając Cię spomiędzy wszystkich niewiast na rodzicielkę Boga i Królową Niebios!” Święty Bernard powiada, że i święty Józef wziął nowonarodzone dzieciątko na ręce i obsypywał je pieszczotami. Aniołowie zstąpili z Nieba, aby oddać powinny hołd Bogu i Panu swemu i pieniem uczcić chwałę Jego. Niektórzy z nich unieśli się w sfery powietrzne ponad cichą dolinę, na której biedni pastuszkowie strzegli trzód swoich. Jeden z nich spuścił się na ziemię, a stanąwszy przed pasterzami, którzy ulękli się światłości, bijącej z oblicza tych niebian, tak się odezwał: „Nie bójcie się, bo oto opowiadam wam wesele wielkie, które będzie wszystkiemu ludowi, bo się wam dziś narodził Zbawiciel, który jest Chrystus Pan, w mieście Dawidowym. A ten wam znak: znajdziecie niemowlątko uwinione w pieluszki i położone w żłobie. A natychmiast było z Aniołem mnóstwo wojska niebieskiego, wielbiąc Boga i mówiąc: Chwała na wysokości Bogu, a na ziemi pokój ludziom dobrej woli” (Łukasz 2,10-14).

    Wolą Boga było, aby Syna Jego, choć się narodził w ukryciu i najpośledniejszym miejscu, ludzie zaraz poznali i natychmiast oddali Mu należny hołd. Kimże byli ci szczęśliwi, którzy pierwsi mieli szczęście widzieć święte Dzieciątko i uwielbić oczekiwanego Zbawiciela? Nie królowie, nie książęta i mędrcowie świata, nie bogacze i magnaci, lecz nieznani, biedni, skromni, ale pobożni prostaczkowie, pokorni jak Ten, którego przyszli uczcić. Byli to pastuszkowie bogaci nie w doczesne mienie, lecz w cnoty; ci dostąpili szczęścia oglądania Zbawcy świata. Gdy aniołowie znikli, a pasterze ochłonęli ze zdumienia, tak się odezwali do siebie: „Idźmy do Betlejem i oglądajmy, co nam powiedziano i co nam Pan obwieścił”.

    I jak najspieszniej pobiegli oglądać Słowo, które się stało Ciałem, i ujrzeli Maryję i Józefa i Dziecię złożone w żłobie, a ujrzawszy Je, padli na kolana i oddali Mu cześć Boską. Wiara powiedziała im, że biedne dziecię w pieluszkach jest Tym, którego tronem jest Niebo, a podnóżkiem ziemia. Nie obyło się zapewne bez tego, aby Mu nie mieli złożyć darów, ale najpiękniejszym darem było ich poczciwe serce, gdyż innego daru przecież nie żąda Pan Jezus. Nasyciwszy się widokiem Boskiego Dzieciątka, wrócili do trzód swoich i sławili Boga ponad wszystko, co dotychczas widzieli i słyszeli. Udzielali tej wielkiej wiadomości każdemu, a wszyscy dziwili się nowinom, które z ich ust słyszeli.

    Nauka moralna

    Nieograniczona i nieskończona miłość Boga do ludzi tłumaczy nam tę niepojętą tajemnicę, czemu Bóg Syn stał się człowiekiem i czemu się tak poniżył, iż przybrał postać słabiutkiego niemowlęcia, którego mieszkaniem była stajenka, kolebką żłóbek, posłaniem garść słomy, a ubiorem kilka lichych pieluszek. Dzieło zbawienia rozpoczyna Pan Jezus już od chwili przyjścia na świat, aby w nas wyniszczyć i wytępić trzy najgłówniejsze zarody złego, tj. chciwości, pożądliwości cielesnej i pychy.

    1) Chciwość czyli nieumiarkowana żądza bogactw jest pierwszym wrogiem chrześcijanina. Doczesne mienie, pieniądze i majątek powierzył nam Bóg tylko na to, abyśmy wspierali niedostatek cierpiących. Tym czasem u wielu jest gromadzenie bogactw jedynym celem życia. Chciwość i skąpstwo opanowały ich serca, pieniądz jest ich Bogiem, przed którym biją pokłony, któremu składają w ofierze honor, spokój, a nawet duszę. Jakże zawstydza tę chciwość i nienasyconą żądzę bogactw Dzieciątko Jezus leżące w ubogim żłobie! Syn Boży chciał się narodzić w jak najdotkliwszym ubóstwie, aby potępić ziemskie przepychy i zbytki. Dzieciątko Jezus pociągnie nas kiedyś do odpowiedzialności, jeśli odmówimy nędzarzowi wsparcia lub jałmużny. Jeśli zaś jesteśmy biedni, nie szemrajmy, lecz pomnijmy na to, że bogactwa są dla wielu zachętą do złego i pokusą mogącą przyprawić ich o utratę zbawienia.

    2) Drugim wrogiem chrześcijanina są pożądliwości ciała, czyli nieposkromiona i niepohamowana skłonność czynienia zadość żądzom cielesnym. Puszczanie cugli tej ohydnej namiętności jest wielkim grzechem, gdyż zacieramy w sobie samochcąc obraz i podobieństwo Boga i zniżamy się do rzędu nierozumnych zwierząt. Pan Jezus zaraz od pierwszej chwili pojawienia się na tym świecie wystawiony jest na cierpienia. Któż może patrzeć na ubóstwo i niedostatek Dzieciątka Jezus i prowadzić życie zniewieściałe? Trudno się zaiste dostać do Nieba inaczej, jak na drodze pokuty, umartwienia i zrzeczenia się zbytecznych wygód. Droga, jaką szedł Pan Jezus, nie była usłana różami, lecz głogiem i cierniem, natomiast świat idzie drogą uciech i rozkoszy, – któż tedy ma słuszność za sobą, Chrystus czy świat? Czyż Chrystus, który jest prawdą wiekuistą, może się mylić? Sama myśl o tym byłaby bluźnierstwem. Nie dostanie się więc do Nieba ten, kto żyje w zbytkach, zniewieściałości, rozpuście i zmysłowych rozkoszach. Trzymajmy przeto na wodzy żądze nasze, przytłumiajmy złe skłonności i nie bądźmy niewolnikami ciała.

    3) Trzecim wrogiem naszym jest pycha, główne źródło naszych grzechów i najniebezpieczniejsza choroba naszej duszy. Pycha kryje się nie tylko pod płaszczem książęcym, ale i pod żebraczymi łachmanami; znajdziesz ją nie tylko w pałacu, ale i w chacie, nie tylko pod rewerendą, ale i pod mniszym habitem. Pycha jest początkiem obłudy, samochwalstwa, pogardy bliźniego, gniewu i zemsty. Dla wykorzenienia tego grzechu przywdziewa Pan świata szatę pokory i skromności i dobrowolnie się poniża, zamieszkując w stajni, a biedni i wzgardzeni pastuszkowie przychodzą Mu oddać hołd Boski. Pan Jezus przyjmuje honory od trzech prostaczków, aby upokorzyć naszą pychę, albowiem Zbawiciel tylko pokornym przyobiecał Królestwo niebieskie.

    Syn Boży wzgardził przepychem i zaszczytami ziemskimi. Uczmy się od Niego pokory, bez której nigdy nie wejdziemy do Królestwa niebieskiego. Rzućmy się do nóg Dzieciątka Jezus i mówmy: „Przyjdź, Jezu! Usuń wszystkie zgorszenia z Królestwa Twego, którym jest dusza moja, i panuj w niej samowładnie. Chciwość, pycha, zazdrość i wiele innych namiętności opanowały duszę moją, a każda chce sobie jej część przywłaszczyć. Daj mi tę łaskę, ażebym im stawił opór, gdyż do Ciebie tylko pragnę należeć. Rozprosz mych nieprzyjaciół i sam jeden panuj we mnie, bo Ty jesteś mym Królem i Bogiem”.

    W dniu Narodzenia Pańskiego odprawia każdy kapłan trzy Msze święte na pamiątkę troistego Narodzenia Syna Bożego, tj. wiekuistego narodzenia z łona Ojca, narodzenia z żywota Najświętszej Dziewicy i narodzenia w naszym sercu przez wiarę i miłość.

    Pierwsza Msza święta – o północy – oznacza Narodzenie Pana Jezusa co do ciała,

    druga – o brzasku dziennym – Narodzenie Chrystusa w sercach sprawiedliwych,

    trzecią – o jasnym dniu – odprawia się na pamiątkę Jego Narodzenia w łonie Ojca przedwiecznego.

    Kto może, niech pozostanie w kościele na wszystkich trzech Mszach świętych, niech wielbi razem z aniołami Syna Bożego w łonie Ojca, z pasterzami Dzieciątko w żłobie, i niech przysposobi żalem za grzechy swoje serce na mieszkanie i przybytek nowonarodzonego Chrystusa.

    Modlitwa

    Wszechmogący i wieczny Boże, spraw miłościwie, pokornie błagamy, abyśmy oświeceni nowym światłem wcielonego odwiecznego słowa Twojego, tak żyli i postępowali, aby w czynach naszych jaśniało to, co przez wiarę rozum nasz oświeca. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, który króluje w Niebie i na ziemi. Amen.

    Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.


  • 24 grudnia Żywot Adama i Ewy, pierwszych rodziców

    Nie bez celu i głębszej myśli poświęcił Kościół przeddzień Narodzenia Pańskiego pamięci rodziców rodzaju ludzkiego. Adam i Ewa zgrzeszyli, Chrystus usunął grzech ze świata, Adam jest praojcem skażonego rodu ludzkiego, Chrystus, drugi Adam, jest praojcem oczyszczonego i uświęconego krwią Jego rodzaju ludzkiego. Adam i Ewa zawarli nam swym grzechem wrota niebieskie, Chrystus otworzył je na oścież.

    Mojżesz tak nam opowiada historię pierwszych ludzi:

    Gdy Bóg stworzył niebo i ziemię, rzekł: „Utwórzmy teraz człowieka na obraz i podobieństwo nasze, który będzie panem ryb w morzu, ptactwa w powietrzu i zwierząt i całej ziemi i wszystkiego, co tylko pełza i rusza się po ziemi”. Gdy Bóg stworzył świat, rzekł: „Stań się” i stało się wszystko. Lecz gdy tworzył człowieka, zastanawiał się, jak ma ukształcić arcydzieło stworzenia. I utworzył postać człowieka, Adama. Postać ta była martwa, brakło jej bowiem duszy. Bóg tchnął w to martwe ciało nieśmiertelnego ducha; ciało się ożywiło, wstało i zaczęło się ruszać. Powstał przeto pierwszy człowiek stworzony na obraz i podobieństwo Boga.

    Bóg jest w trzech osobach, dusza nasza ma trzy władze, pamięć, wolę i władzę poznawczą. Bóg jest czystym duchem, dusza nasza także jest czystym duchem. Bóg jest wiekuisty, dusza nasza nieśmiertelną. Bóg jest wolny, wolną jest i dusza nasza. Bóg jest najdoskonalszą istotą, człowiek najdoskonalszym stworzeniem. Bóg jest niezawisły, człowiek tylko od Boga zależny. Bóg jest panem nieba i ziemi, człowiek królem tego, co go otacza.

    Stworzywszy człowieka, zawiódł go Bóg do raju, rozkosznego ogrodu pełnego kwiatów i owoców, zroszonego czterema rzekami. Gdy Adam był pogrążony we śnie, wyjął Bóg żebro z ciała jego i stworzył Ewę. Ocknąwszy się ze snu, rzekł Adam: „Oto kość z kości, ciało z ciała mego. Człowiek opuści ojca i matkę i pojmie żonę i będzie ich dwoje w jednym ciele”. Bóg rzekł do nich: „Roście i mnóżcie się”. Tymi słowy ustanowił spółkę małżeńską i uczynił Adama i Ewę ojcami rodzaju ludzkiego. Adam i Ewa żyli szczęśliwie w raju. Lekko im było uprawiać ogród, sił im nie ubywało, gdyż byli nieśmiertelni. Bóg obchodził się z nimi jak z dziećmi. Nie znali smutku, boleści i obawy. Ale przyszedł na nich czas próby, w którym mieli dać dowód swej wierności, która stanowiła ich węzeł z Bogiem. W raju były dwa drzewa, z których jedno było drzewem żywota, drugie drzewem poznania dobrego i złego. Pewnego razu rzekł Bóg do Adama: „Wolno ci jeść owoc z każdego drzewa, byle by nie z drzewa poznania złego i dobrego; gdyż skoro skosztujesz owoców jego, umrzesz”.

    Adam i Ewa

    Ewa nie mogła się oprzeć chęci obejrzenia tego drzewa, a szatan postanowił skorzystać z jej ciekawości, aby pierwszą parę ludzi i całe ich potomstwo przyprawić o zgubę. Ukryty pod postacią węża zapytał Ewę z udaną litością: „Dlaczego Bóg zakazał wam kosztować owocu z wszystkich drzew?” „Wolno nam jeść – odpowiedziała Ewa – owoce z każdego drzewa, ale zakazał nam Pan Bóg spożyć owoc z tego jednego drzewa, abyśmy nie pomarli”.

    „Nie pomrzecie – odrzekł szatan – wiadomo bowiem Bogu, że w dniu, w którym skosztujecie owocu, otworzą się oczy wasze i będziecie jak Bóg i rozeznacie złe i dobre”. Wyciągnęła niewiasta rękę, zerwała owoc, skosztowała i podała go mężowi, który także go skosztował. Tak powstał pierwszy grzech, szatan zaśmiał się szyderczo, aniołowie posmutnieli. Gdyby Adam i Ewa nie byli słuchali podszeptów chytrego węża, nie byliby zgrzeszyli. Pycha, zarozumiałość, lekkomyślność przywiodła ich do upadku.

    Zaledwie przestąpili zakaz, otworzyły się im oczy. Dotychczas byli nadzy, przyodziani w szatę niewinności, ale po utracie niewinności zawstydzili się nagości, uwili sobie tedy z liścia figowego okrycie i przywdziali je. Przejęci strachem, dręczeni wyrzutami sumienia, nie wiedząc co począć, ukryli się oboje przed obliczem wszechwiedzącego Boga w gąszczu krzewów ogrodowych. Wtem usłyszeli głos Pana: „Adamie, gdzie jesteś” Adam odezwał się drżący i przerażony: „Słyszałem głos Twój, o Panie, i przeląkłem się, a ponieważ jestem nagi, ukryłem się”. Na to rzekł Bóg: „Któż ci powiedział, że jesteś nagi; obnażył cię grzech Twój, żeś jadł owoc z drzewa zakazanego”. „Niewiasta – rzekł Adam – którą mi przydałeś, zachęciła mnie do skosztowania go”. I rzekł Pan do Ewy: „Czemuś to uczyniła?” „Wąż – odparła – skusił mnie do tego”. Grzesznicy chcieli się uniewinnić, ale któż może złudzić wszechwiedzącego Boga? Bóg zwrócił się do węża i rzekł: „Iżeś to uczynił, przeklętyś jest między wszystkimi bydlęty i zwierzętami polnymi; na piersiach swoich czołgać się będziesz, a ziemię jeść będziesz po wszystkie dni żywota twego. Położę nieprzyjaźń między tobą, a między niewiastą; ona zetrze głowę twoją, a ty czyhać będziesz na piętę jej”.

    Przekląwszy czarta nie przeklął Bóg Adama i Ewy, ani im nie zagroził wiecznym potępieniem, lecz naznaczył im doczesną karę i pokutę na ziemi; niewieście, która miała bez bólu rodzić i bez frasunku dzieci wychowywać, przepowiedział ciężkie porody, kłopoty około wychowania dzieci i uległość mężowi, ziemię zaś, która miała dobrowolnie rodzić, przeklął o tyle, że odtąd miała plon wydawać tylko wskutek ciężkiej i znojnej pracy Adama i potomków jego. Oprócz tego dopuścił Pan Bóg na ludzi różne słabości, choroby i śmierć, a ciało ich miało się obrócić w proch, z którego powstało. W końcu wygnał Bóg pierwszych rodziców z raju, w którym zgrzeszyli. Wyszli tedy z rozkosznej ustroni w świat, w którym stworzenia i żywioły były ich wrogami. Wejścia do raju strzegł odtąd cherubin z mieczem płomienistym, aby Adam nie sięgnął po owoc z drzewa żywota i zjadłszy go nie żył wiecznie, gdyż odtąd i on i potomkowie jego mieli być śmiertelnymi.

    Śmierć nie rychło ich zaskoczyła. Adam żył jeszcze lat 930, a Ewa także doczekała późnego wieku. Bóg pozwolił im żyć tak długo, aby odpokutowali winę swoją. Pokuta ich była tak szczera, że w imię zasług obiecanego Zbawiciela odzyskali łaskę Bożą i dostąpili zbawienia. Adam pochowany został na górze Kalwarii, gdzie w 4000 lat potem stał krzyż Pański. Chrystus zgładził grzech Adama i potomków jego. Bóg rzekł był do Adama: „Prochem jesteś i w proch się obrócisz!”, Chrystus zaś powiedział: „Wstań, który śpisz i wyjdź z grobu swego” (Efez. 5, 14).

    Nauka moralna

    Adam i Ewa zgładzili pokutą swą winę, ale grzech ich i skutki jego przeszły na całą ludzkość. Każdy człowiek przychodzący na świat dźwiga na sobie brzemię grzechu Adamowego. Pismo święte wypowiada to wyraźnymi słowami: „Któż jest wolny od skazy? Nikt, nawet dziecię, liczące dopiero dzień życia” (Job. 14,4). Prorok królewski Dawid mówi w psalmie przepełnionym żalem: „Narodziłem się w nieprawości i w grzechach poczęła mnie matka moja” (Ps. 50). Św. Paweł apostoł (Rzym 5,12. 18. 19) pisze: „Jak przez jednego człowieka grzech wszedł na ten świat, a przez grzech śmierć, i tak śmierć przeszła na wszystkich ludzi, ponieważ wszyscy (w Adamie) zgrzeszyli… jak przez grzech jednego spadło potępienie na wszystkich ludzi, tak skutkiem sprawiedliwości jednego (tj. Chrystusa) spłynie na wszystkich usprawiedliwienie. Jak bowiem przez nieposłuszeństwo jednego człowieka stało się grzesznymi wielu, tak wskutek posłuszeństwa jednego wielu stanie się sprawiedliwymi”.

    Słowa Pisma świętego, że wszyscy ludzie zgrzeszyli w Adamie i stali się spadkobiercami jego grzechu a wskutek tego i kary śmierci, stwierdzają podania najdawniejszych narodów, a oprócz tego i nasze własne doświadczenie. Skądże bowiem pochodzi ta dziwna mieszanina dobrych i złych skłonności, prawdy i błędu, cnót i zdrożności, jaką w sobie widzimy od lat dziecinnych? Skąd ta ustawiczna walka pomiędzy złym a dobrym? Wszakże Bóg wszystko stworzył jak najlepiej, a więc i człowieka uczynił dobrym! Grzech zepsuł człowieka i strącił go z wysokości, ale sprawiedliwy i miłosierny Bóg ulitował się nad podupadłym rodzajem ludzkim. Zesłał Zbawiciela, jednorodzonego Syna swego, którego przyjście zapowiedział już pierwszym rodzicom naszym. Ten Zbawiciel, Jezus Chrystus, stał się człowiekiem i odpokutował swą męczeńską śmiercią na krzyżu grzechy nasze, zwyciężył śmierć, uchylił wyrok potępiający. Wszyscy, którzy w Starym Zakonie uwierzyli w obiecanego Zbawiciela i przestrzegali przykazań Boskich, pozyskali zbawienie; wszyscy, którzy po przyjściu Zbawiciela uwierzyli w Niego, przyjęli chrzest święty, zachowywali przykazania i korzystali z sakramentów świętych, ocaleli i dostąpili szczęścia wiekuistego. Pan nasz i Zbawiciel jest oswobodzicielem naszym. Cieszmy się więc, chrześcijanie, w dniu dzisiejszym jako w przededniu Narodzenia Pańskiego i dziękujmy Bogu za Jego niezmierną i niewysłowioną łaskę i dobroć, że nam raczył zesłać Syna swego, aby nas zbawił i odkupił.

    Modlitwa

    Boże, Stwórco i Odkupicielu, wejrzyj miłościwie na nędzę naszą, upadkiem pierwszych rodziców spowodowaną, a łaską Twoją wspierając nas zawsze, zbaw tych, których z miłości stworzyć i krwią własną odkupić raczyłeś. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa. Amen.

    Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.


  • 23 grudnia Żywot świętego Serwulusa, żebraka

    (żył około roku Pańskiego 510)

    W czasach, gdy święty papież Grzegorz Wielki zasiadał na tronie świętego Piotra, żył w Rzymie żebrak imieniem Serwulus, o którym ten święty namiestnik Chrystusa tak mówi w jednym z swoich kazań:

    Przy bramie, prowadzącej do kościoła św. Klemensa, leżał zwykle człowiek zwany Serwulusem, którego wielu z was podobnie jak ja znało. Ubogi był on w dobra doczesne, ale bogaty w zasługi. Długa i bolesna choroba dokuczała mu srodze, od dzieciństwa bowiem aż do ostatnich lat życia był sparaliżowany. Nigdy nie mógł stanąć o własnej sile na nogach, nigdy podnieść się na łożu, ani usiąść, ani sięgnąć ręką do ust, ani przewrócić się z boku na bok. Staranie o nim ciążyło na matce i na bracie, którzy go co dzień nosili do kruchty kościoła, gdzie otrzymywał skromne dary miłosierdzia chrześcijańskiego. Z tych jałmużn utrzymywał matkę i wielu obcych pielgrzymów, którzy daremnie kołatali u drzwi bogaczy o przyjęcie. Chociaż czytać nie umiał, kupił sobie Pismo św. i pokornie prosił każdego, kto go odwiedził, aby mu przeczytał któryś rozdział. W ten sposób doszedł do dokładnej znajomości ksiąg świętych i objawień Boskich. Nikt z jego ust nigdy nie słyszał jęku lub skargi, choćby mu dokuczały. Zadowolony z rozporządzeń Bożych, chwalił miłosierdzie Pana i opiewał cześć Jego w hymnach i pobożnych pieniach tak w nocy jak i we dnie.

    Gdy się zbliżał czas, w którym jego wielka i wytrwała cierpliwość miała otrzymać zasłużoną nagrodę, a bóle jego z organów zewnętrznych przeniosły się na szlachetniejsze wewnętrzne, prosił biednych pielgrzymów, których gościnnie przyjmował w swej biednej chacie, aby z nim śpiewali psalmy, dopóki jego dusza nie opuści ciała. Wśród śpiewu zatrzymał się nagle i zawołał: „Milczcie, czy nie słyszycie pień pochwalnych, których odgłos dochodzi z Nieba?” I słuchał, jak gdyby chciał cielesnym uchem złowić to co brzmiało w jego duszy, i zasnął. Jego izdebka napełniła się w tej samej chwili tak miłym zapachem, że wszyscy obecni dziwnie czuli się nim pokrzepieni i doszli do przekonania, że dusza Serwulusa dostała się w krainy niebieskie.

    Święty Serwulus

    Uważcie, jak piękną śmiercią zeszedł z tego świata Serwulus, który tutaj tak chętnie i radośnie znosił próbę doświadczeń; zastanówcie się nad tym, mili bracia. Jakże się wytłumaczymy kiedyś przed surowym sądem Boga, my, którzy posiadamy i mienie doczesne i zdrowe ręce, a mimo to tak ospali jesteśmy w czynieniu dobrego, – wobec tego biednego paralityka, który nie mógł ruszyć ni ręką, ni nogą, a jednak tak wiernie spełniał przykazania Boże? Cóż rzekniemy, gdy kiedyś zobaczymy tego świętego Serwulusa, którego dozgonna choroba nie powstrzymała od czynienia dobrze? Niechaj nam ten krótki rys jego żywota służy za naukę, że dokuczliwości choroby, cierpliwie znoszone z miłości do Pana Jezusa, który odpokutował grzechy nasze na krzyżu, wystarczają, aby nam w Jego oczach zapewnić świątobliwość.

    Nauka moralna

    Ubogi chrześcijański jest szczęśliwy pod względem ciała o tyle, że spokojnie pożywa chleb codzienny, który mu daje Ojciec Niebieski. Wolny jest od trosk i niepokojów, jakie trapią bogacza; jedną tylko ma troskę, tj. aby miłował Boga i pełnił przykazania Jego, jedną tylko obawę, aby nie popadł w grzech, jedno tylko pragnienie, aby się rychło dostał do żywota wiecznego. Poza tym nie potrzebuje się obawiać niegodziwców i złodziei, nieurodzajów, gradobicia, wojen, bo Wszechmocny będzie o nim pamiętał; nie potrzebuje się procesować i wodzić po sądach o działy, długi, spadki, bo sam Pan Bóg jest jego chlebodawcą, nie może się lękać nawet samej śmierci, bo ta ani mu zaszkodzić, ani nic odebrać nie może, a przeciwnie przeniesie go z tego padołu płaczu do nadziemskiego raju i krainy wybranych. Wystarcza mu jego ubogie mieszkanie, bo może w nim i pracować i wypocząć. Czyż bogacz ma więcej? Wystarcza mu odzież, gdyż pokrywa jego nagość i broni go od zmian powietrza. Bogacz nie jest szczęśliwszy od niego pod tym względem. Krzepi się kawałkiem chleba, bo głód jest najlepszym kucharzem, a bogaczowi nieraz najwymyślniejsze potrawy nie smakują. Pod względem cielesnym żywot ubogiego można przeto nazwać szczęśliwym. – Równie szczęśliwy jest ubogi i pod względem duszy. Święty Paweł, najlepszy i najwiarogodniejszy sędzia w tych sprawach, mówi (Rzym 14): „Królestwo Boże (w duszy) nie jest pokarm, ni napój, lecz sprawiedliwość, spokój i wesele w Duchu świętym”. Tej radości używa ubogi, o ile się czuje w swym ubóstwie zbliżonym do Jezusa Chrystusa, Pana Nieba i ziemi, i powiedzieć może z świętym Hieronimem: „Dość jest bogaty, kto jest ubogi z Chrystusem”. W porównaniu z takim ubogim godzi się nazwać nędzarzem bogacza, który mając pod dostatkiem zdrowia i dóbr doczesnych, wewnątrz czuje niezadowolenie, niepokój, gorycz, częstokroć związane z posiadaniem obszernego majątku. Nie przywiązujmy się przeto zbytecznie do mienia doczesnego, ani zbyt się o nie nie ubiegajmy. Darzy nas ono tylko pozornym, złudnym szczęściem. Ileż to razy bywa ono pokusą i zachętą do grzechu, gdy tym czasem cierpienia, bieda, niedostatek, wiodą nas do Boga i uczą szukać szczęścia tam, gdzie je rzeczywiście znaleźć można, to jest w pełnieniu Jego przykazań i stosowaniu się do Jego świętej woli.

    Modlitwa

    Boże, któryś świętego Serwulusa drogą ubóstwa i cierpień zawiódł do zbawienia wiekuistego, prosimy Cię pokornie, racz sprawić, abyśmy także cierpliwością i zdaniem się na Twoją świętą wolę stali się godnymi tego samego szczęścia. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, który króluje w Niebie i na ziemi, po wszystkie wieki wieków. Amen.

    Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.


  • 22 grudnia Żywot świętej Anastazji, Męczenniczki

    (Żyła około roku Pańskiego 305)

    Anastazja była córką znakomitego rzymianina Pretekstata, poganina, i matki chrześcijanki, która ją zaznajomiła z prawdami wiary świętej i wszczepiła w nią szczerą pobożność. Zanim dziewczę doszło do lat panieńskich, odumarła ją matka, ale Anastazja już była utwierdzona w miłości Boga, skromności, pokorze i miłosierdziu względem nieszczęśliwych. Cnoty te rozkwitły w niej w całej pełni pod kierownictwem świątobliwego kapłana Chryzogona, który był jej nauczycielem.

    Ojciec zmusił ją, aby wbrew swej woli oddała rękę Publiuszowi, młodzieńcowi znakomitego rodu, ale poganinowi. Małżeństwo to było dla niej źródłem niewypowiedzianych goryczy i srogich udręczeń, gdyż Publiusz był człowiekiem pozbawionym serca, oddanym całkowicie zmysłowym uciechom. Łagodność, dobroć i pobożność żony nie tylko nie budowała go, ale była mu wprost wstrętna. Anastazja znosiła utrapienia i dokuczliwości z niemą cierpliwością, szukając pociechy w modlitwie i dobroczynności, do czego dużo sposobności dawało jej nakazane przez Dioklecjana prześladowanie chrześcijan. Anastazja rozporządzała wielkim majątkiem, więc przebrana w ubogie szaty chodziła potajemnie w towarzystwie jednego sługi do więzień, przekupywała dozorców i straże i krzepiła biednych więźniów nie tylko pokarmem i napojem, ale i duchowną pociechą i zachętą do wytrwałości.

    Publiusz wiedział o tym, a chcąc jej dokuczyć, łajał ją za to i szydził z niej, a nawet jak mógł przeszkadzał jej w pełnieniu tych chrześcijańskich uczynków, Anastazja nie traciła zimnej krwi, zawsze była spokojna, łagodna i uprzejma i nigdy nie unosiła się niecierpliwością. Publiusz, nie mogąc pojąć jej szlachetności, kazał ją uwięzić w domu i traktować jak niewolnicę. Około tego czasu pojmano także Chryzogona i osadzono w ciemnym lochu. Któż opisze męki i cierpienia Anastazji, które jej sprawiało nie tyle okrutne postępowanie męża, ile niemożność niesienia pomocy chrześcijanom a szczególniej drogiemu swemu nauczycielowi Chryzogonowi! Bez ustanku błagała Niebiosa o wolność, aż wreszcie Bóg wysłuchał jej modlitwy.

    Święta Anastazja

    Publiusz udał się do Persji jako poseł cesarski. Przed odjazdem obostrzył jeszcze niewolę małżonki, ale w drodze umarł, zostawiając Anastazji ogromny majątek. Świątobliwa wdowa użyła go na ulżenie nędzy prześladowanych chrześcijan. Ponieważ Chryzogona wywieziono do Akwilei, gdzie nad wyznawcami Chrystusa w straszny sposób się znęcano, Anastazja przeniosła się do tego miasta, aby znaleźć obszerniejsze pole dla swej dobroczynnej działalności. Po rychłej śmierci Chryzogona udała się do Ilirii, aby nieść pomoc tamtejszym chrześcijanom, zaciekle prześladowanym przez namiestnika Florusa. Po niedługim czasie szpiedzy dowiedzieli się, że jest chrześcijanką i donieśli o tym Florusowi. Ten zapytał ją o pochodzenie i stosunki rodzinne, a dowiedziawszy się, że była żoną Publiusza, starał się ją namówić, aby porzuciła chrześcijaństwo; gdy zaś nic nie mógł wskórać, wydał ją w ręce cesarza. Dioklecjan, w którym chciwość górowała nad okrucieństwem i który miłował pieniądze więcej aniżeli bogów, zaczął ją badać, jak wielki jest jej majątek. Anastazja odpowiedziała: „Gdybym miała jeszcze cokolwiek grosza, nie wydałabym się z tym, lecz wspierałabym pokryjomu moich współwyznawców. Majątek mój wyczerpał się niestety; już nie mogę czynić dobrodziejstw i udzielać jałmużn, mam bowiem tylko jeszcze to liche życie, które gorąco pragnę złożyć Bogu w ofierze, aby mieć udział w doczesnych cierpieniach mych braci w Chrystusie, z którymi dotychczas dzieliłam swe mienie”. Dioklecjan nie mógł pojąć takiej szlachetności i bezinteresowności, odesłał zatem Anastazję Florusowi. Ten nie szczędził obietnic ani surowych pogróżek, aby ją nakłonić do wyrzeczenia się wiary, a w końcu dał jej trzy dni do namysłu. „Po co trzy dni? – zawołała Anastazja. – Postąp ze mną tak, jakby te trzy dni już minęły, gdyż postanowienie moje jest niezachwiane. Do waszych bogów czuję wstręt. Wielbię tylko Chrystusa Pana i gotowani za moją wiarę oddać życie”. Rozwścieczony tymi słowami Florus skazał ją na męki, a w końcu na śmierć na stosie. Wyrok wykonano dnia 25 grudnia roku 305.

    Nauka moralna

    Święta Anastazja słusznie może uchodzić za wzór chrześcijańskiej małżonki. W domu męża żyła skromnie i w zaciszu, stroniąc od marnego blichtru i złudnych rozkoszy tego świata; żyła tak, jak niewiasta, „która boi się Pana”. Bojaźń Boża jest nade wszystko potrzebna białogłowie, gdyż:

    1) Niemałe są strapienia w małżeństwie. Pominąwszy różne zmartwienia, kłopoty gospodarskie, troskę o dzieci, nieprzyjemności i zatargi ze służbą, choroby, wypadki śmierci, widzimy, że małżeństwo jest rodzajem jarzma, poddaństwa i wyrzeczenia się osobistej wolności; jest ono oddaniem się osobie, której usposobienie, humor, skłonności są zmienne, której słabości, charakter i ułomności wtedy dopiero poznajemy, gdy już nie możemy cofnąć uroczyście danego słowa. Od poddaństwa tego nie podobna się uwolnić bez ciężkiego grzechu wobec Boga i wielkiego zgorszenia bliźnich. Cóż za nieopisana męka żyć wespół z osobą, której przywyknienia, zwyczaje, sposób myślenia są dla nas ustawicznym kamieniem obrazy; z osobą, od której tylko jedna śmierć może nas uwolnić? Zaiste, aby to znieść cierpliwie, potrzeba nadzwyczajnej cnoty i nadprzyrodzonej bojaźni Bożej.

    2) Niemniejsze są i niebezpieczeństwa stanu małżeńskiego. Jeśli biedna żona w cierpieniach swych nie znajduje w mężu pociechy ni podpory, czyż jej nie będzie szukać poza domem, jeśli jej nie powstrzyma bojaźń Boża? Miłość i przywiązanie żony do męża nigdy nie powinny w jej sercu stłumić miłości Boga. Niechaj nigdy nie zapomina słów świętych: „Winniśmy więcej słuchać Boga niż ludzi”. Zachodzą okoliczności, kiedy żona powinna stawić opór, np. gdy mąż żąda, aby brała udział w jego namiętnościach i bezprawiach; w takich wypadkach nigdy jej nie wolno zapomnieć o swych religijnych obowiązkach. Od takich niebezpieczeństw ocalić ją może tylko bojaźń Boża, którą zaleca apostoł św. Paweł, mówiąc: „Tym, którzy się boją Boga, wszystko wiedzie się jak najlepiej”.

    Modlitwa

    Boże i Panie mój, spraw miłościwie, aby przykład Twych Świętych coraz więcej nas zachęcał do naśladowania. Na cóż by się nam bowiem zdało, gdybyśmy cnotę jedynie podziwiali, a nie starali się jej naśladować. Ażebyśmy więc zdołali wejść na tę drogę, racz nas, Boże, pokrzepić i utwierdzić łaską Twoją świętą. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa. Amen.

    Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.


  • 21 grudnia Żywot świętego Tomasza, apostoła

    (żył około roku Pańskiego 75)

    Słusznie i sprawiedliwie obchodzi Kościół pamięć św. Tomasza w jednym z dni poprzedzających narodzenie Zbawiciela; on bowiem ma obudzić w wiernych nadzieję pojawienia się Boga na ziemi, który zawitał do nas bez rozgłosu i okazałości. Tomasz jest jednym z tych apostołów, który zachował ostrożność, zanim się poddał prawdom wiary, ale poznawszy je dokładnie, przejął się nimi całkowicie. Długo błąkał się w pomroce niedowiarstwa, zanim doznał łaski wiary; słuszna przeto, aby nieutwierdzonym w wierze przyszedł z pomocą i bronił ich od pokus powątpiewania i zbytecznego polegania na rozumie. Tomasz, z grecka zwany Didymus (bliźniak), jak się zdaje był biednym rybakiem z Galilei i przyjęty został przez Pana Jezusa do grona 12 wybrańców. Według świadectwa św. Ewangelistów był chciwym nauki, pojętnym uczniem Boskiego Mistrza i szczerze pragnął poznać prawdę.

    Gdy zaproszono Jezusa do Łazarza i doniesiono Mu: „Panie, ten, którego miłujesz, jest chory”, a Zbawiciel odezwał się do apostołów: „Idźmy do Judei”, ci radzili Mu, aby tego nie czynił, gdyż żydzi chcieli Go krótko przedtem ukamieniować. Tomasz był przeciwnego zdania i odezwał się w te słowa: „Tak, idźmy z Nim i umierajmy z Nim razem”. Przy Ostatniej Wieczerzy mówił Jezus o swym powrocie do Ojca niebieskiego, o wielu mieszkaniach w domu jego i o swym zamiarze: „Idę przygotować wam miejsce. A gdy tam stanę i miejsce wam przysposobię, wrócę i zabiorę was z sobą, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem. Dokąd zaś idę, wiecie i droga wam jest znana”. Tomasz rzekł wtedy do Niego: „Panie, nie wiemy dokąd idziesz, a jakże byśmy mieli znać drogę?” Pan Jezus rzekł: „Ja jestem drogą, prawdą i żywotem. Nikt nie przyjdzie do Ojca, jak tylko przeze Mnie”. – Chociaż Tomasz oświadczył, że jest gotów ponieść śmierć z Panem Jezusem, pojmanie i ukrzyżowanie Mistrza tak go zmieszało, zniechęciło i przeraziło, że nie chciał uwierzyć w Jego zmartwychwstanie, jakkolwiek inni apostołowie zaręczali Mu, że widzieli Pana żywego na własne oczy. Tomasz nie wątpił tyle ich rzetelności, ile bystrości ich zmysłów i sądził, że nie przekonali się o rzeczywistości zjawiska, lecz ulegli złudzeniu. Dlatego też oświadczył: „Dopóki oglądać nie będę blizn na rękach Jego, nie dotknę ich palcami i nie włożę ręki w ranę boku Jego, nie uwierzę”. W tydzień potem spełnił Pan Jezus życzenie Tomasza i rzekł do niego w obecności innych apostołów: „Włóż rękę w rany Moje, oglądaj ręce Moje i włóż rękę w bok Mój, a nie bądź niewiernym, ale wiernym”. I uwierzył Tomasz, znikły jego powątpiewania wobec rzeczywistości, promień łaski przeniknął na wskroś jego duszę, zaczem zawołał z pokorą, wiarą i miłością: „Pan i Bóg mój!” Nie były to czcze słowa porywu pobożności, lecz piętno i znamię całego jego życia późniejszego. Pan Jezus rzekł do niego: „Uwierzyłeś Tomaszu, ponieważ Mnie widziałeś; błogosławieni, co nie widzieli, a uwierzyli”. Ojcowie święci mówią, że niedowiarstwo św. Tomasza ukrzepiło dziwnie naszą wiarę w zmartwychwstanie Pana Jezusa. Wielki papież św. Grzegorz powiada: „Że Tomasz z początku nie uwierzył i Pan Jezus kazał mu dotknąć swych blizn, nie było to przypadkiem, lecz zrządzeniem Boskim. Powątpiewający zwolennik Chrystusowy dotknął się ran swego Mistrza i zagoił tym samym rany naszej niewiary. Niedowiarstwo Tomasza więcej nam pożytku przyniosło, aniżeli wiara innych apostołów; uwierzywszy bowiem wskutek dotykania ran Pańskich, odjął nam wszelką wątpliwość i utwierdził nas w wierze”.

    Święty Tomasz, apostoł

    Święty Augustyn mówi: „Tomasz, który był mężem świątobliwym, wiernym i sprawiedliwym, postawił to żądanie nie dlatego, iżby powątpiewał, lecz aby usunąć wszelkie podejrzenia łatwowierności. Dla niego wystarczał sam widok Tego, którego znał; dla nas było koniecznością, aby dotknął Tego, którego oczy jego oglądały; celem jego bowiem było, aby nikt nie mógł tego powiedzieć, że uległ złudzeniu wzroku”. W słowach zaś Pana Jezusa: „Błogosławieni, co nie widzieli, a uwierzyli”, zawarta jest niebiańska dla nas pociecha. Święty Grzegorz bowiem mówi, że słowa te odnoszą się do nas. Wiara nasza w Jezusa jedna nam wobec Boga zasługi i zapewni nam szczęście wiekuiste, jeśli będzie żywa i niezachwiana.

    Odtąd ustały wszelkie wątpliwości Tomasza. Jedynym jego życzeniem było pozyskać dla Zbawiciela jak najwięcej dusz. Gdy apostołowie rozeszli się po świecie aby głosić słowo Boże, Tomasz udał się do Partów, którzy podówczas dzierżyli królestwo perskie, i do innych narodów wschodnich. Najnowsze badania nie wykluczają prawdopodobieństwa, że dotarł do Indii i Japonii i że tam położył w ofierze życie za Chrystusa.

    W żywocie św. Franciszka Ksawerego, który w Japonii ochrzcił tyle pogan, czytamy, że Święty ten zwiedził także grób świętego Tomasza w mieście Melapor, zwanym dziś St. Thomas. W pobliżu tego miasta jest wzgórze, a w nim pieczara. Do tej pieczary schronił się podobno święty apostoł w czasie prześladowania. Przy otworze pieczary widać krzyż w skale wykuty, a u stóp krzyża wytryska zdrój krynicznej wody, mającej tak cudowne własności, że większa część chorych, używająca tej wody, odzyskuje utracone siły. Z tego wzgórza prowadzi droga na większą górę, która się wielce nadaje do życia pustelniczego i odosobnionego. Tu się podobno chronił święty Tomasz wespół z uczniami, aby się oddawać modlitwie. Tu także oszczep zaciekłego kapłana pogańskiego położył koniec jego życiu.

    Gdy Portugalczycy zdobyli Melapor, znaleźli na górze gruzy kamiennej kaplicy. Aby uczcić pamięć św. apostoła, chcieli ją odbudować. Dokopawszy się do fundamentu, wydobyli białą płytę marmurową z wyrobionym na niej krzyżem. Wokoło był wyryty napis, że Jezus urodzony z Maryi jest od wieków Bogiem, że dwunastu apostołów głosiło naukę Jego, że jeden z nich przybył z kijem pielgrzymim do Melaporu i wystawił tam kościół. Napis ten zawierał także imię „Tomasz” i nazywał tego męża świętym i pobożnym pokutnikiem, który siłą swej wymowy pozyskał dla wiary królów Koromandelu, Pandi i Malabaru oraz ich poddanych. Ponieważ na tej płycie widać było ślady krwi, domyślano się, że święty Tomasz obok tej kaplicy śmierć poniósł. Po ukończeniu kaplicy umieszczono tę płytę w ołtarzu, a gdy przy nim odbywała się po raz pierwszy ofiara Mszy świętej, krzyż w oczach wszystkich pokrył się krwawym potem. Działo się to przez kilka lat z kolei w tym samym dniu, w którym obchodzono pamiątkę śmierci męczeńskiej św. Tomasza.

    Nauka moralna

    Jeśli święty Tomasz zwątpił i został za to przez Pana Jezusa łagodnie złajany, nie godzi się nam powątpiewać bez wpadnięcia w grzech przeciw wierze. Kto bowiem z umysłu i dobrowolnie powątpiewa, czy prawda przez Boga objawiona, a przez Kościół do wierzenia podana zasługuje na wiarę, ten przypuszcza, że Bóg i Kościół Jego, filar i fundament prawdy, może się mylić, coby rzeczywiście zakrawało na grzech ciężki. Od takich powątpiewań odróżnić należy wątpliwości mimowolne, nawiedzające niekiedy dusze najpobożniejsze; takie wątpliwości uważać należy za pokusy i nagabywania szatańskie. Jeśli nas dręczą bez winy i przeciw woli naszej, niech nas to nie trwoży, gdyż ustąpią wobec gorącej modlitwy i szczerego aktu wiary.

    Modlitwa

    Dozwól nam, o Panie, prosimy Cię, obchodzić radośnie uroczystość Twego świętego apostoła Tomasza, ażebyśmy wsparci zostali jego przyczyną i z należytym oddaniem naśladowali wiarę Jego. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa. Amen.

    Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.


  • 20 grudnia Żywot św. Wiktorii i Anatolii, dziewic i Męczenniczek

    (Żyły około roku Pańskiego 253)

    Święta Wiktoria, której imię w łacińskim języku znaczy „Zwycięstwo” i która słusznie je nosiła, gdyż poniósłszy śmierć za wiarę, odniosła świetny triumf nad nieprzyjaciółmi Chrystusa, była rodem z Tivoli, jednego z najdawniejszych miast włoskich, położonego w pobliżu Rzymu. Przyszła na świat w początkach trzeciego wieku, z rodziców znamienitych rodem i majątkiem, a jeszcze bardziej cnotami chrześcijańskimi. Gdy Wiktoria dorosła, postanowili wydać ją za mąż, za jednego z najznakomitszych panów rzymskich, Eugeniusza, młodzieńca szlachetnego, ale poganina. Wiktoria zrazu, bardzo się zdziwiła, że rodzice przeznaczają jej na małżonka człowieka wychowanego i żyjącego w bałwochwalstwie, ale ci przekonani byli, że go łatwo nawróci i będzie z nim najszczęśliwsza. Wiktoria uległa woli rodziców, tym bardziej, że Eugeniusz bardzo się jej podobał i sama żywiła nadzieję, że duszę jego pozyska Chrystusowi.

    Kiedy Wiktoria była już zaręczona z Eugeniuszem, jeden z panów rzymskich, imieniem Tytus Aureliusz, także poganin, zaczął się starać o rękę jej przyjaciółki Anatolii. Rodzice Anatolii byli mu bardzo przychylni, ona jednak ani słyszeć o zamęściu nie chciała, i złożyła ślub dozgonnej czystości. Widząc, że sam nie zdoła złamać jej stanowczego oporu, udał się Tytus do Wiktorii i prosił ją o wstawiennictwo. Wiktoria chętnie się tego podjęła, a nawet zapewniła go, że skłoni Aurelię do zawarcia z nim ślubów małżeńskich, i poczym poszła do niej i po serdecznym przywitaniu wręcz przystąpiła do rzeczy, mówiąc: „Wiesz o tym, moja droga, że równie jak ty, mam szczęście być chrześcijanką, że więc nie mogę dawać ci rady, które by były przeciwne dobru twojej duszy. Dowiedziałam się, że opierasz się woli rodziców, którzy chcą cię wydać za Tytusa Aureliusza. Dlaczegoż nie miałabyś ich usłuchać, tak jak ja uczyniłam, przyrzekając rękę Eugeniuszowi? Powinnaś być przekonaną, że sam Pan Bóg objawia ci swą wolę przez rozkaz tych, którzy nam Jego na ziemi zastępują. Niedobrze czynisz, sprzeciwiając się w tym ojcu i matce. Pan Bóg przecież nie potępia małżeństwa i ty i ja możemy się w tym stanie uświątobliwić, i nawet sądzę, że Pan Bóg powołuje nas do tego związku na większą chwałę swoją. Wprawdzie Eugeniusz i Tytus Aureliusz są poganami, lecz czyż nie dlatego właśnie przeznaczyła ich Opatrzność Boska nam za małżonków, abyśmy ich przywiodły do prawdziwej wiary? Obaj są szlachetnego usposobienia i mają tyle rozumu, że nietrudno nam będzie przekonać ich o wyższości naszej religii nad pogańską. Pomyśl, jak wielkiej doznamy pociechy, gdy tak piękne dusze pozyskamy naszemu Bogu! Co do mnie, wierz mi, że dlatego głównie zgodziłam się na poślubienie Eugeniusza, że mam nadzieję uczynić z niego doskonałego chrześcijanina. Zrób i ty podobną intencję, wychodząc za Tytusa, a wyrwiemy szatanowi te dwie tak zacne i znakomite dusze!” – Anatolia wysłuchała spokojnie przemowy swojej przyjaciółki, a gdy skończyła, tak się do niej odezwała: „Moja droga Wiktorio, bądź pewna, że i ty i ja możemy nierównie świetniejsze zawrzeć związki, niż te, które byśmy zawarły z tymi dwoma młodzieńcami. Przyznaję wraz z tobą, że stan małżeński jest świętym stanem, lecz zgodzisz się przecież ze mną, że doskonalszy jest stan świętego dziewictwa. Dusze, które trwają w tej cnocie za łaska Bożą, stanowią w Niebie nieodstępny orszak Baranka Bożego, za którym, jak nas uczy Pismo Boże, ślad w ślad postępują, jako Jego wybrane oblubienice. Pan Bóg nie potępia małżeństwa, to prawda, lecz nierównie więcej chwali dziewictwo, Eugeniusz chce cię pojąć za małżonkę, lecz wierz mi, bo ja cię znam dobrze, że Pan Jezus gorąco pragnie, abyś się stała Jego oblubienicą. Wybieraj więc i zastanów się, komu masz dać pierwszeństwo. Co do mnie, nie waham się wcale: nikt inny prócz Jezusa nie będzie moim oblubieńcem. Ponieważ mówimy otwarcie, a nigdy nic przed tobą nie ukrywałam, więc i teraz zwierzę ci się ze wszystkiego. Gdy się dowiedziałam, że Tytus Aureliusz prosił rodziców o moją rękę, nierada temu pobiegłam do mojej kapliczki i tam długo się modliłam. Pan Bóg natchnął mnie, abym zrobiła ślub dozgonnej czystości. Tegoż dnia, aby Panu Bogu podziękować za tę łaskę, sprzedałam wszystkie moje kosztowności i klejnoty, po czym rozdałam pieniądze ubogim. Nocy następnej miałam widzenie. Stanął przede mną przecudnej postaci młodzieniec, światłością niebieska jaśniejący; na głowie miał złota koronę, a odziany był w szatę purpurową. Po chwili rzekł do mnie: „Gdyby ludzie znali wartość i piękność dziewictwa, gdyby pojąć mogli, jakie ta cnota niebieska zjednywa nagrody, każdy oddałby wszystko co posiada, aby nabyć tę najdroższa perłę, a wszystko za nią poświęciwszy, widziałby, że prawie za nic ją otrzymał’. Wzruszona tym widzeniem i tymi słowy, padłam na kolana i ze łzami prosiłam Pana Jezusa, aby jeśli to On stoi przede mną, raczył mnie jeszcze pouczyć. Wtedy tak znowu do mnie przemówił: „Dziewictwo jest jakby królewską purpurą, wynoszącą tych, którzy są w nią przyodziani, i umieszczającą ich obok tronu Baranka w Niebie. Dziewictwo jest najkosztowniejszym klejnotem, niemającym ceny; jest to skarb nad skarbami, którym Pan Bóg obdarza największych swoich ulubieńców. Zły duch przeto, odwieczny złodziej, dokłada wszelkich starań, aby wydrzeć ten skarb temu, kto go posiada. Pan Bóg uprzywilejował cię w sposób szczególny, obdarzając cię tą cnotą, dochowaj jej więc jak najstaranniej. Jest to kwiat najmilszy oczom Boskim, ale może zwiędnąć za lada silniejszym powiewem wiatru; strzeż go więc pilnie od wszelkiej szkody, tym bardziej, że go posiadasz w wysokim stopniu”.

    Wiktoria słuchała tego z wytężoną uwagą i widać było, że słowa te trafiały jej do serca, a potem i szczególna łaska Boska w nie wstąpiła. Gdy Aurelia skończyła, Wiktoria rzuciła się jej na szyję i dziękując jej w najżywszych wyrazach, że jej otwarła oczy, rzekła: „Nie ty jedna, droga Anatolio, będziesz uczestniczką nagród tej świętej cnoty, której wartość tak dokładnie mi wykazałaś. Nie wątpię, że Pan Jezus chce, abym i ja była Jego oblubienicą, toteż i ja robię ślub zachowania czystości. Poznaję teraz dobrze, że łudząc się nadzieją nawrócenia Eugeniusza, uległam szatańskiej pokusie, gdyż przecież wiemy to, iż wiele kobiet wychodzi za pogan, a nie tylko ich nie nawracają, ale często własną duszę narażają na zgubę wieczną. Droga przyjaciółko, niech to jeszcze ściślej połączy nasze serca i módlmy się nawzajem jedna za drugą, abyśmy się nie sprzeniewierzyły Boskiemu naszemu Oblubieńcowi, choćby nam za to przyszło życie położyć!” Wróciwszy do domu, za przykładem Anatolii tegoż jeszcze dnia sprzedała wszystkie swoje bogate stroje, perły, kosztowne pierścienie i inne ozdoby, a pieniądze za to otrzymane rozdała ubogim.

    Eugeniusz i Tytus Aureliusz wnet się dowiedzieli o postanowieniu świątobliwych dziewic, nie mogąc tego jednak pojąć, podwoili starania, aby ich śluby małżeńskie z Wiktorią i Anatolią przyśpieszone zostały, a gdy dziewice okazały się przeciwne temu, udali się do cesarza. Zrazu nie odważyli się oskarżyć je jako chrześcijanki, tylko uzyskali od cesarza Decjusza upoważnienie, aby mogli użyć wszelkich możliwych środków, by je zmusić do zamęścia.

    Anatolią zawieziona została do dóbr Aurelego koło Ankony. Tam długie i ciężkie znosiła męczarnie, wsławiła się wielu cudami, pod których wpływem nawróciła się wielka liczba pogan, aż wreszcie oskarżono ją przed cesarzem jako chrześcijankę. Cesarz rozkazał wielkorządcy Faustynowi, aby ją zmusił do oddania czci bożkom, a gdyby tego nie uczyniła, żeby ją ukarał śmiercią. Tak się też stało. Św. Anatolią umarła pod mieczem dnia 9 czerwca roku Pańskiego 253, w którym to dniu Kościół obchodzi jej pamiątkę. Wkrótce później także święta Wiktoria dostąpiła tego szczęścia. Zamknięta w wiejskim zamku Eugeniusza w okolicach Rzymu doznawała tam najrozmaitszych cierpień i mąk, nic jednak jej stałości zachwiać nie zdołało. Gdy Eugeniusz przekonał się, że żadnymi środkami nie potrafi jej zmusić aby została jego żoną, w chwili wielkiego uniesienia i on także oskarżył ją u władz pogańskich jako chrześcijankę. Sędzia dał jej do wyboru albo śmierć ponieść, albo wyrzec się Chrystusa. Święta odrzekła, że jest gotowa na śmierć, którą też jej wnet zadali. Ugodzona przez kata w samo serce, pozyskała koronę niebieską. Męczeństwo jej nastąpiło tegoż samego roku co i jej przyjaciółki świętej Anatolii, to jest w roku 253, dnia 23 grudnia.

    Nauka moralna

    Święta Wiktoria mówiła, iż wiele dziewic, wychodząc za pogan ze złudną nadzieją nawrócenia ich, nie tylko swoich małżonków nie nawracało, ale i własną duszę na wielkie narażały niebezpieczeństwo. Słusznie i mądrze przeto postąpiły obie dziewice, że zaniechały zawarcia takiego związku małżeńskiego, a tym samym zachowały świetną cnotę czystości. Pan Bóg bowiem duszom czystym okazuje szczególniejszą przyjaźń i czyni je powiernicami tajemnic swoich. Wielkimi łaskami obdarzył np. Pan Jezus św. Piotra dla jego gorliwości, lecz tylko Janowi, który czystość swą zachował aż do śmierci, pozwolił spocząć na swoim łonie i sercu. Mają przywileje inni Święci Pańscy, ale nikt za Barankiem wszędzie chodzić nie może, tylko same panny, którym jako swoim oblubienicom powierza tajemnice Królestwa niebieskiego. Czystość jest to skarb drogi, dla którego czyste dziewice św. Wiktoria i Anatolia nie lękały się przelać krew męczeńską, wiedziały bowiem, że utrata jego jest niepowetowana. Utraciwszy łaskę Bożą, można ją odzyskać, lecz utracone panieństwo już nie powróci. Czemuż zatem, wiedząc o tym, nieoceniony ten skarb – czystość – wystawiamy na niebezpieczeństwo?!

    Modlitwa

    Boże, któryś świętą Wiktorię i Anatolię zarazem cnotą dziewictwa i koroną męczeńską za wiarę przyozdobić raczył, spraw pokornie przez ich zasługi, prosimy, abyśmy w czystości duszy i niezachwianej wierze wytrwale Ci służąc, wraz z nimi chwalili Cię na wieki w Niebie. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa. Amen.

    Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.


  • 19 grudnia Żywot świętego Tymoteusza i Maury, Męczenników

    (żyli około roku Pańskiego 304)

    Święty Tymoteusz przyszedł na świat w Perapie, niewielkim miasteczku w Tebaidzie. Biskup miejscowy, widząc w min od lat najmłodszych wzorową pobożność, skłonił go do przyjęcia niższych święceń. Ponieważ według praw Kościoła, ci którzy mają tylko niższe święcenia, mogą się żenić, więc Tymoteusz pojął w małżeństwo młodą chrześcijankę imieniem Maura, zacną dziewicę, lecz ozięble służącą Panu Bogu.

    W trzy tygodnie po ich ślubie wszczęło się w Tebaidzie prześladowanie wiernych. Przybyły do Perapy wielkorządca cesarski Arian kazał wyszukiwać wyznawców Chrystusowych i jako jeden z pierwszych został uwięziony Tymoteusz. Wielkorządca, wezwawszy go przed siebie, spytał jakiego jest wyznania i z jakiego pochodzi stanu. „Jestem chrześcijaninem – odpowiedział Tymoteusz – i pełnię przy kościele tutejszym urząd lektora, który mi wyznacza czytanie ksiąg świętych przed ludem”. – „Czy znasz – zapytał znowu Arian – wyroki cesarskie, wymierzające kary na tych, którzy nie oddają czci naszym bożkom?” – „Znam je – odpowiedział Święty – i wiem, że kto by tego uczynić nie chciał, ulegnie śmierci i ciężkim mękom, ale gotów jestem na wszystko, byle Boga mojego nie odstąpić”. – „A czy widzisz – zawołał wielkorządca – narzędzia męczeńskie, które się tu znajdują? Gdy cię wezmą na tortury, zapewne przestaniesz tak zuchwale odpowiadać!” – „Widzę te barbarzyńskie narzędzia — odpowiedział Tymoteusz – ale czy ty widzisz aniołów Boga wszechmogącego, którzy mnie otaczają, aby mi wśród męczarni dodać męstwa?” Za tę odpowiedź kazał mu tyran włożyć w uszy żelazne, do czerwoności rozpalone pręty, wskutek czego oczy zaszły mu krwią i zaniewidział, ale mimo strasznego bólu głośno dziękował Bogu za łaskę męczeństwa i odmawiał psalmy. Wielkorządca kazał go teraz powiesić za nogi, z kamieniem u szyi i z kneblem w ustach, aby nie mógł mówić, a gdy i przez tak barbarzyńską katuszę nie wymógł na nim oddania czci bożkom, posłał po jego żonę, przekonany, że za jej pośrednictwem łatwiej go do tego przywiedzie. Maura, która była słabej jeszcze wiary, a namiętnie kochała męża, usłuchała namowy wielkorządcy i udawszy się do więzienia, rzuciła się Tymoteuszowi do nóg, prosząc go i zaklinając na miłość, jaką miał dla niej, aby dla uratowania życia pozornie oddał cześć bożkom. Tymoteusz odsunął się od niej, a gdy mimo to nie przestała nalegać, rzekł do niej z wielką powagą, chociaż bardzo rozrzewniony: „Mauro, czy słyszę słowa chrześcijanki czy poganki? Cóż się z tobą stało? Gdzie się podziała wiara święta, w której cię wychowano? Zamiast żebyś mnie zachęcała do zniesienia dla Chrystusa cierpień chwilowych, po których czeka mnie wieczne szczęście, ty ośmielasz się namawiać mnie, abym za cenę krótkiego życia skazał się na wieczne męki? Czyż na to mnie miłujesz, abyś mnie zgubiła, i na to stałaś się moją małżonką, aby mnie kusić? Jesteś chrześcijanką tak jak ja chrześcijaninem, bądź więc podobnie wierna Chrystusowi!”

    Pod wpływem tych słów i łaski Bożej w sercu Maury zaszła głęboka zmiana. „Przebacz mi – zawołała – mężu najdroższy, przebacz mi moją bezbożność, nikczemność i małoduszność! Już nie tylko nie nakłaniam cię, abyś wielkorządcy słuchał dla uwolnienia się od mąk, które cię jeszcze czekają, lecz owszem proszę cię i błagam, nie odstępuj Chrystusa, chociażby cię w kawałki poszarpano. Oświadczam ci zarazem, iż sama za najszczęśliwszą bym się poczytała, gdybym mogła odpokutować mój upadek śmiercią za wiarę, i wraz z tobą pozyskać koronę męczeńską. Co więc mam czynić, aby tego dostąpić?” – „Droga Mauro! – odpowiedział jej na to uradowany Tymoteusz – pociecha, jaką mi sprawiasz tym co mówisz, zatarła w mojej pamięci wszystko, co wycierpiałem. Dziękujmy Bogu za łaskę, którą nas obdarza, i trwajmy stale w Jego wyznaniu. Nie ma czasu do stracenia. Idź do wielkorządcy i oświadcz mu, że nie tylko nie chcesz mnie przywodzić do oddania czci bożkom, lecz sama jesteś gotowa ponieść największe męki dla Chrystusa”. To przeraziło Maurę: „Nie śmiem żywić nadziei – rzekła do męża – abym się na to zdobyła. Może lepiej zaczekać, aż mnie powołają?”, lecz Tymoteusz przypomniał jej, że nie na siebie samą ale na łaskę Chrystusa liczyć powinna, pomodlił się z nią, pobłogosławił ją, a Maura, poszedłszy do wielkorządcy, wręcz mu oświadczyła, że żałuje tego, co za jego radą uczyniła, ponieważ także jest chrześcijanką i gotowa ponieść śmierć i męki za wiarę.

    Zdziwiony tym Arian przypisywał według zwyczaju pogan tę nagłą zmianę w Maurze czarnoksięskiej sztuce Tymoteusza, a chcąc ją od śmierci zachować, rzekł do niej: „Widać, że mąż twój jest czarnoksiężnikiem. Posłuchaj więc mojej rady i pozostaw go w jego szalonym uporze; jego już nic nie opamięta, musi śmierć ponieść, ciebie natomiast, jeśli oddasz cześć naszym bogom, wydam za mąż za jednego z wodzów wojsk cesarskich, z którym będziesz żyła szczęśliwie i będziesz jedną z pierwszych pań tego kraju”. Maura odpowiedziała mu na to z oburzeniem, że jeśli jej męża zamordują, to nie będzie miała innego oblubieńca jak Chrystusa, w którego Królestwie niebieskim ma nadzieję niedługo połączyć się ze swoim ukochanym Tymoteuszem. Arian wpadł w wściekłość i kazał jej odciąć palce, ale Maura dziękowała Bogu, żywiąc nadzieję, że przez tę mękę odpokutuje lekkomyślność, jakiej się dopuszczała, gdy rąk używała do przystrajania swojego ciała. Następnie kazał ją Arian wrzucić w kocioł wrzącej wody, lecz Święta, jakby najmniejszego nie czuła bólu, prosiła Pana Boga, aby ten ukrop obmył jej duszę z wszelkich skaz grzechu, i wyszła z kotła żywa i zdrowa. Wielkorządca, uderzony tym cudem, chciał świętą Maurę po tej katuszy odprawić do domu, lecz inni urzędnicy ostrzegli go, że tym sposobem złamałby swój obowiązek i rozzuchwaliłby chrześcijan. Zaniepokojony Arian, chcąc się oczyścić w ich oczach, kazał lać na świętą Męczenniczkę wrzącą siarkę ze smołą. Barbarzyństwo to zgrozą przejęło nawet pogan, lecz Maura szydziła z tej katuszy, jakby jej wcale nie czuła. Wtedy Arian wydał wyrok, aby oboje świętych małżonków rozpięto na krzyżu i pozostawiono na nim aż skonają, chyba żeby zgodzili się na oddanie czci bożkom.

    Rozpięci na krzyżach, wisieli na nich przez kilka dni, a w ciągu tej strasznej męki razem się modlili i dodawali sobie siły. Na koniec poleciwszy się Panu Bogu, prawie w jednej chwili oddali w Jego ręce ducha. Ponieśli śmierć męczeńską dnia 18 grudnia około roku Pańskiego 304. W późniejszych czasach zbudowano w Konstantynopolu na przedmieściu Pera wspaniały kościół pod ich wezwaniem, z czego wnosić można, że tam ich ciała zostały przeniesione.

    Nauka moralna

    Czy namawiając męża do porzucenia oporu, nie dopuściła się Maura ciężkiego grzechu? Jej chęci były wprawdzie dobre, gdyż pragnęła ocalić Tymoteusza, ale pozory często mylą. Ten, kto drugiego namawia do grzechu, albo mu daje dobrowolnie i umyślnie do niego sposobność, dopuszcza się zgorszenia. Dopuściła się go Maura, boć przecież jako chrześcijanka powinna była wiedzieć, że nie godzi się jej zabijać męża na duszy, by go ocalić cieleśnie; powinna była wiedzieć, że większa miłość należy się Bogu niż mężowi.

    Święci Tymoteusz i Maura

    1) Zgorszenie jest wielkim grzechem. Poświadcza to sam Pan Jezus u świętego Marka, mówiąc: „Biada zgorszycielowi! Kto jednego z tych małych, co we Mnie uwierzyli, zgorszy, temu lepiej by było przywiązać kamień młyński do szyi i wrzucić go w morze”. Gorszyciela nazywa Pan Jezus wprost szatanem. Przebaczył Piotrowi, gdy Go się wyparł, ale uniósł się gniewem przeciw niemu, gdy Go Piotr chciał odwieść od pójścia na mękę do Jerozolimy. Słusznie złajał go gromkimi słowy: „Odstąp ode Mnie, szatanie, gorszysz Mnie!” Jeśli Pan Jezus nazywa szatanem ulubionego Piotra, który z miłości i przywiązania pragnął Go uchronić od śmierci krzyżowej, jakże nazwać takiego, który umyślnie do złego namawia? Każdy gorszyciel, każdy podżegacz do złego, jest rzeczywiście wrogiem i przeciwnikiem Boga, gdyż stara się przyprawić o wiekuistą zgubę dusze, którym Bóg przelewem swej krwi przenajświętszej chciał zapewnić wieczne szczęście i zbawienie. Często jest on nawet gorszy od szatana, bo swą złość stara się okryć płaszczykiem cnoty i uczciwości.

    2) Iluż mamy gorszycieli i jak częste jest zgorszenie! Iluż mamy takich, którzy plugawymi i bezwstydnymi słowy, bluźnierstwami i bezbożnością starają się szerzyć zgorszenie? Okazują oni swoje moralne zepsucie ubiorem, szerzą książki polecające rozpustę i wszeteczeństwo, wieszają po ścianach obrazy wywołujące rumieniec wstydu na licach i otwierają swe domy pijakom, szulerom, bezbożnikom i szydercom z wiary i religii. Zgorszenie sieją przełożeni, którzy zamykają oczy na nadużycia podwładnych, zgorszenie sieją rodzice ślepi na wady i zdrożności dzieci, nauczyciele zbyt pobłażający uczniom. Jak mało mamy naśladowców Tymoteusza, a jak wielu naśladowców Maury, która przynajmniej swym dalszym postępowaniem i męczeńską śmiercią powetowała wyrządzone zło!

    Modlitwa

    Boże, któryś świętych Tymoteusza i Maurę, Męczenników Twoich, wzajemnym przykładem wytrwałości w wierze świętej utwierdzić raczył, spraw łaskawie, prosimy, abyśmy jedni drugich i słowem i przykładem do cnoty zachęcając, za ich pośrednictwem wszyscy razem w Niebie chwalili Cię na wieki. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa. Amen.

    Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.


  • 18 grudnia Żywot świętego Wunibalda, opata

    (Żył około roku Pańskiego 760)

    W roku 722, po śmierci króla angielskiego Ryszarda w mieście Luce we Włoszech, synowie jego Wunibald i Wilibald puścili się w drogę do Rzymu, pomodlili się u grobu świętych apostołów, a potem rozstali się. Wilibald wybrał się do Jerozolimy do Grobu Chrystusa Pana, a Wunibald pozostał w Rzymie, gdyż już od dawna czuł w sobie niepowstrzymany pociąg do stanu duchownego. Przyjąwszy niższe święcenia postanowił wrócić do Anglii, gdzie pobożna matka i siostra Walburga powitały go z wielką radością. Mimo to niedługo między nimi zabawił; zatęskniwszy bowiem za Rzymem, postanowił wrócić do tego miasta Męczenników Pańskich, aby w murach klasztornych wieść życie zakonne. Towarzyszyło mu w tej podróży kilku znajomych i krewnych. Gdy już niejaki czas kosztował słodyczy samotności klasztornej, przybył niespodzianie do Rzymu wuj jego, Bonifacy, i wezwał go, aby mu towarzyszył do Niemiec i wziął udział w nawracaniu pogan. Posłuszny Wunibald udał się do Turyngii, a wyświęcony na księdza zawiadywał siedmiu nowo utworzonymi parafiami.

    Już kilka lat pracował w winnicy Pańskiej, gdy go doszła wieść, że brat jego Wilibald został biskupem eichstadzkim. Przeniósłszy się do jego diecezji, zamieszkał w puszczy heidenheimskiej, pełnej dzikich zwierząt. Towarzyszyło mu tam kilku mężów zamiłowanych w samotności i gorliwych w szerzeniu światła Ewangelii. Ściąwszy kilkaset drzew, wystawili sobie kościół i chatki. Tak powstał klasztor, a nauki zakonników tak podziałały na okolicznych mieszkańców, że wyrzekli się bałwochwalczych przesądów. Pierwszym opatem klasztoru heidenheimskiego został Wunibald.

    Po śmierci matki sprowadził św. Wunibald swą siostrę Walburgę do siebie. Święta dziewica przybyła w orszaku trzydziestu towarzyszek, po czym udała się do Wilibalda, który wtedy bawił w Turyngii. Przybywszy do niego, zwierzyła mu się, iż wraz z towarzyszkami pragnie poświęcić się służbie Bożej w klasztornym odosobnieniu. Wunibald wystawił jej klasztor, który wkrótce stał się błogosławieństwem dla całej okolicy, ale gdy Święty osiadł w Heidenheimie, Walburga przeniosła się za nim do tej miejscowości, aby i tam zbudować schronienie dla dziewic, które by chciały porzucić świat i oddać się wyłącznie służbie Bożej. Trzeba wiedzieć, że klasztory były wówczas jedynymi krzewicielami oświaty, szerzycielami wiary, przybytkami nauk i sztuk, a nadto przytułkami niewinności i cnoty. Stamtąd wychodzili głosiciele Ewangelii, a przykład i żywe słowo mnichów wydobywały biednych pogan z pęt bałwochwalstwa i błota niemoralności. Mnisi trzebili lasy, uprawiali rolę, pod ich gościnnym dachem znajdował wędrowiec przytułek i pożywienie, grzesznik pociechę i pojednanie z Bogiem. Bez klasztorów nie mógłby był ówczesny Kościół rozwinąć tak błogiej działalności, gdyż zakonnicy byli najdzielniejszymi jego pracownikami. Wunibald wraz z Walburga wyświadczał owym krajom przez zakładanie klasztorów niesłychane dobrodziejstwa. Nie odstraszały go od tej zbożnej pracy żadne niebezpieczeństwa. Jedna z zakonnic, która skreśliła jego żywot, pisze o nim: „Ani groźby złych, ani obłudne słowa pochlebców nie zdołały go sprowadzić z prostej drogi. Niezachwiany w wierze, śmiało wyrzucał niewiernym niedorzeczność bałwochwalstwa. Był wszystkim dla wszystkich, litościwym dla uciśnionych, miłosiernym dla ubogich, łagodnym dla posłusznych. Miłością zjednywał sobie serca, bo tylko ten, kto miłuje, znajdzie chętne ucho i chętne serce”.

    Liczne podróże po Bawarii podkopały wreszcie zdrowie Wunibalda i przyprawiły go o wiele różnych chorób, które znosił z podziwu godną cierpliwością. Chociaż słaby, puścił się pod koniec roku 760 do Fuldy, aby się tam pokrzepić rozmową ze św. Bonifacym i jego bracią. Tam trzy tygodnie przeleżał na łożu w ciężkich cierpieniach, ale w końcu przyszedł do siebie na tyle, że mógł wrócić do domu. Przed śmiercią odwiedził go brat Wilibald i spędził z nim cały dzień na modlitwie i budujących rozmowach.

    Nazajutrz zebrał Wunibald wszystkich braci zakonnych i upominając ich, wzniósł oczy ku Niebu, mówiąc: „W ręce Twoje, Panie, oddaję ducha mego”, po czym zasnął w Bogu dnia 18 grudnia 760 roku, licząc lat 60.

    Nauka moralna

    Wunibald, potomek rodu królewskiego, umarł jako biedny mnich. Wzgardziwszy bowiem znikomą ziemską koroną, zamienił ją na wiekuistą, mającą wartość nieprzemijającą.

    Przypatrzmy się bliżej, czym jest świat, a wzgardzimy nim, bo nie warto zbytnio się do niego przywiązywać. Świat lekceważył i nienawidził Chrystusa, więc jakże można starać się o jego względy. Pan Jezus uczył słowem i przykładem, jak mamy unikać pochwał świata, gdy mówił: „Strzeżcie się, abyście dobrych uczynków waszych nie czynili dla pochwał ludzkich; niech nie wie lewa. ręka o jałmużnie, której udziela prawa. Jeżeli się modlimy, wnijdźmy do mieszkania i niech tylko sam Pan Bóg będzie świadkiem naszej modlitwy. Życie umartwione niech tak będzie ukryte, aby go ludzie z wycieńczonej twarzy nie poznawali”. Gdy spostrzegł w swych uczniach pewne zadowolenie, że ich ludzie uwielbiają z powodu cudów i kazań, zganił tę radość i powiedział, że w tym więcej potrzeba się bać niż cieszyć, i że taka próżność, która aniołów strąciła z Nieba, mogłaby i ich także wtrącić w to nieszczęście. „Świat poczytuje za wielkich tych, którzy drugimi rządzą; ale pomiędzy wami inaczej jest, bo większymi będą ci, którzy zajmują najniższe miejsca”. Wykazał Pan Jezus uczniom, że nie powinni pragnąć wielkości świata, ale chronić się przed nią. Pan Jezus uczył gardzić próżnością świata, gdy powiedział o sobie, że nie szuka własnej chwały, ale chwały Ojca niebieskiego. Jeżeli Jezus Chrystus chwałę swoją, jako człowiek, za nic poczytuje, to cóż mówić o chwale i wielkości wszystkich ludzi? Poniósł Zbawiciel śmierć sromotną wobec ludzi, – narodził się ubogi w stajence, Boskie swe cnoty i talenty przez lat trzydzieści krył w ubogim domku, a spełniając Boskie swe posłannictwo na świecie, przybrał sobie dwunastu prostych mężów, nie mających wziętości u ludzi, a nadto rzadko przebywał w wielkich miastach, częściej pośród prostactwa.

    „Duch Pański nade mną, dlatego mię pomazał, abym opowiadał Ewangelię ubogim” (Łuk. 4,18). Gdy cuda czynił, nakazywał, aby nikomu o tym nie mówiono, a gdy Go ogłaszali królem, uciekał przed tą chwałą. Chrystus był godny wszelkiej chwały, gdyż ona duszy Jego zaszkodzić nie mogła, ale czynił to dla naszego przykładu, jak mamy gardzić tym wszystkim, co jest ze świata, a duszy naszej łatwo szkodzi.

    Modlitwa

    Boże, udziel nam za przyczyną świętego Wunibalda tej łaski, abyśmy czas tej naszej pielgrzymki ziemskiej świątobliwie spędzili i mogli się dostać do przybytku wiekuistego szczęścia, gdzie sławić będziemy Twą dobroć i miłosierdzie, po wszystkie wieki wieków. Amen.

    Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.