22 lutego Żywot świętej Małgorzaty z Kortony, pokutnicy

(Żyła około roku Pańskiego 1260)

Małgorzata urodziła się w roku 1234 w mieście Luwiano we Włoszech. Przydomek „z Kortony” otrzymała dlatego że tam spędziła święty żywot i dotąd w mieście tym cześć wielką odbiera. Rodzice jej, ludzie pobożni i uczciwi, byli biednymi wieśniakami. Gdy Małgorzata miała siedem lat, umarła jej matka. Ojciec ożenił się po raz drugi, z kobietą niskiego charakteru, która źle obchodziła się z Małgorzatą. Biedna dziewczyna zaczęła w końcu stronić od domu i szukać przyjaciół pośród obcych, a że odznaczała się wielką urodą, z biegiem czasu ujrzała się otoczoną licznym gronem zalotników. Spomiędzy wszystkich najwięcej się jej podobał bogaty kupiec z miasta Montepulziano. Widoki, że zostanie panią bogatego domu, skłoniły ją, iż w szesnastym roku życia, zapomniawszy o Bogu i dobrej sławie, opuściła potajemnie dom rodzicielski i przez dziewięć lat żyła z owym kupcem bez błogosławieństwa sakramentalnego.

Człowiek ten, powracając pewnego razu z podróży, został w pobliżu miasta obrabowany i zabity; dla zatarcia śladów mordercy zawlekli trupa w krzaki i przykryli go stosem gałęzi. Małgorzata, zaniepokojona, że kochanek tak długo nie wraca, wyszła naprzeciw niego. Jeszcze daleko nie uszła, gdy wtem z przydrożnych krzaków wypadł pies kupca, przyskoczył do niej, chwycił ją za suknię, a potem wyjąc pobiegł z powrotem w gąszcz. Poszła więc Małgorzata w ślad za nim aż do kupy gałęzi, które pies starał się rozrzucić. Uchyliła gałęzie i – o zgrozo! – ujrzała przed sobą trupa swego kochanka!… Robactwo zagnieździło się już w jego ranach i nieznośna woń ją owionęła. Straszliwy widok przeszył serce Małgorzaty. Przestrach, ból i rozpacz napełniły serce grzesznicy. Bez słowa wpatrywała się w zwłoki zabitego i nagle promień łaski Boskiej oświecił jej duszę. „Oto jak się kończy rozkosz ziemska! – westchnęła. – Małgorzato! przypatrz się ulubionemu, kochaj go teraz, jeśli możesz, kochaj teraz tego zgniłego, cuchnącego trupa, dla którego wzgardziłaś Bogiem i ojcem! Gdzież jest teraz jego dusza, która ciebie, grzesznico, więcej kochała, aniżeli Boga? Czemuż i ja nie pokutuję z nim razem w takim samym ogniu? Najlitościwszy Boże! rozumiem głos łaski Twojej! Ty mi udzielasz czasu do pokuty, z której też nieomieszkam skorzystać”.

Święta Małgorzata

Święta Małgorzata

Natychmiast porozdawała swe klejnoty między ubogich, opuściła miasto, a przybywszy do domu rodzicielskiego, rzuciła się ojcu do nóg, z prośbą o przebaczenie. Ojciec zlitował się nad nią, ale macocha, prawdziwa jędza, dokuczała jej wszelkimi sposobami. Małgorzata znosiła wszystko z wielką cierpliwością, a jej skrucha wzrosła do tego stopnia, że chcąc naprawić zgorszenie, które dała miastu rodzinnemu, obwiązała sobie szyję powrozem i ukląkłszy pewnej niedzieli u drzwi kościelnych, błagała przechodzących o przebaczenie. Macocha omal nie oszalała na ten widok; za jej poduszczeniem ojciec jeszcze tego samego wieczora wygnał Małgorzatę z domu.

Nocowała w ogrodzie, przeżywając straszliwe chwile, gdyż szatan ciągle jej szeptał: „Cóż ci pomogła pokuta? Nic! Czyż ojciec ucieszył się z twej poprawy? Nie! Czyż Niebo wzięło cię pod swą opiekę? Nie! Bóg cię opuścił, a ludzie cię odepchnęli, wydając na śmierć głodową. Lecz tyś jeszcze młoda i piękna, wróć do Montepulziano; znajdziesz tam dosyć zalotników, którzy o tobie radzić będą”. Małgorzata na wszystkie te szatańskie podszepty odpowiadała westchnieniem: „O Jezu, zmiłuj się nade mną!” Wtem usłyszała z góry nader miły głos: „Nie bój się, idź do Kartony i wstąp do III zakonu św. Franciszka, a ja o tobie radzić będę!” Udała się tam niezwłocznie, przyjęła służbę u dwu pobożnych niewiast i ciężką pracą zarabiała na wyżywienie. Wieczorem, po uciążliwym znoju dziennym, biczowała się, a noce spędzała na modlitwie; sypiała krótko i to na gołej podłodze, a ponieważ wciąż jeszcze była bardzo piękna, więc twarz nacierała grubym piaskiem, a włosy sadzami. Nie jadła ani mięsa, ani ryb, tylko nieco chleba i jarzyny. Strzegła pilnie ócz i języka, a przy pracy ustawicznie się modliła, i często z wielką pobożnością rozważała Mękę Pańską.

Po trzech latach dostała szaty zakonne, a zarazem zaczęła doznawać osobliwych łask. Dręcząca ją obawa przed wiecznym potępieniem znikła. Odbyła teraz także spowiedź generalną, do której przygotowywała się przez cały tydzień, a żal jej był tak szczery i głęboki, że krwawe łzy wylewała. Jezus, Maryja i jej Anioł Stróż po kilkakroć się jej ukazywali i pocieszali ją. A i szatan kusił ją nieraz, szepcząc, że już dosyć pokutowała. Aby zwalczyć tę pokusę, udała się za pozwoleniem swego spowiednika do ojczystego miasta Luwiano, poszła w niedzielę do kościoła, a po nabożeństwie, okręciwszy sobie powróz koło szyi, prosiła wszystek lud o przebaczenie za dane zgorszenie. Pewna bogata pani, nazwiskiem Manentessa, tak się tym upokorzeniem wzruszyła, że zbudowała klasztor, do którego wstąpiła wraz z Małgorzatą.

W Kortonie zdziałała Małgorzata dużo dobrego, zajmując się przede wszystkim pielęgnowaniem chorych. Miała także osobliwszy dar przemawiania do serc i sumień ludzkich, wskutek czego przybywali do niej ludzie wszystkich stanów, z bliska i z daleka, aby zasięgnąć jej rady. Nie obyło się jednakże i bez przykrości, gdyż wielu ludzi, nawet spomiędzy tych, którym dobrze czyniła, mówiło, że jej świątobliwość i pokora są tylko udawaniem. Obmowy te sprawiały jej wielką przykrość, jednakże nie szemrała, lecz w pokorze modliła się o pocieszenie do ukrzyżowanego Jezusa. Ufność ta została nagrodzona, gdyż Bóg ją pocieszył. Wreszcie po dwudziestu czterech latach życia pokutniczego objawił jej Zbawiciel dzień zgonu. Ostatnia jej choroba była nader bolesna, ale jej dusza nie zachwiała się ani na chwilę. Umarła dnia 22 lutego 1297 roku. Jej grób wkrótce zasłynął cudami, a kiedy go w 400 lat później otworzono, znaleziono ciało nienaruszone i świeże. Papież Leon X zezwolił w roku 1518 na jej cześć publiczną w Kortonie, a papież Benedykt XIII zaliczył ją w roku 1728 w poczet Świętych Pańskich.

Nauka moralna

Żywot świętej Małgorzaty z Kortony zawiera głęboką naukę. Święta Małgorzata była zrazu wielką grzesznicą, ale nawróciła się stanowczo, pokutowała i bez ustanku opłakiwała swoje dawne grzechy. Myśmy może nie tak nisko upadli, jednakże wielokrotnie obraziliśmy Boga grzechami, – a gdzie jest nasza poprawa, żal i pokuta? Małgorzata usłuchała natychmiast głosu łaski, rozważywszy z przestrachem, co jej duszę w wieczności oczekuje. Do nas odzywa się już dawno głos łaski Bożej, ale my go usłuchać nie chcemy i pozostajemy ludźmi zatwardziałego serca; słyszymy głos sumienia naszego, ale o niego nie dbamy; myśl o wieczności nas nie wzrusza, i pozostajemy nadal w grzechach, oziębli i leniwi. Małgorzata zeszła z drogi występku i nigdy już na nią nie weszła mimo pokus, jakimi ją szatan nagabywał. My ledwie i się nawrócimy, wracamy znowu do życia występnego, a może nawet pierwszej pokusie oprzeć się nie umiemy. Małgorzata codziennie dziękowała Bogu, że jej nie pozwolił umrzeć w grzechu, my zaś ociągamy się z podziękowaniem Panu, że nas dotąd zachował od piekła, na które tyle razy zasłużyliśmy.

Modlitwa

Boże, który nie pragniesz śmierci grzesznika, lecz chcesz, aby się nawrócił i żył; daj miłościwie, abyśmy z krępujących nas występków wyswobodzeni, czystym sercem służyć Ci mogli, jak święta Małgorzata łaską Twoją z więzów grzechowych wyrwana, pobożnie Ci służyła. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa. Amen.

Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.