20 lutego Żywot świętego Nicefora, Męczennika

(Żył około roku Pańskiego 280)

Zbawiciel świata głosił taką naukę przeciwko gniewowi: „Słyszeliście, iż powiedziane było starym! Nie będziesz zabijał: a kto by zabił, będzie winien sądu. A Ja wam powiadam, iż każdy, który się gniewa na brata swego, będzie winien sądu” (Mat. 5,21. 22). Apostoł Jakub pisze w swym liście (2,13): „Sąd bez miłosierdzia temu, który miłosierdzia nie czyni”. Żywot świętego Nicefora w zupełności potwierdza te słowa.

W drugiej połowie trzeciego wieku żył w mieście Antiochii człowiek bez wysokiej nauki i znaczenia, imieniem Nicefor. Zaprzyjaźnił on się z pewnym kapłanem, imieniem Saprycjusz, tak dalece, że się kochali jak dwaj bracia. Ludzie, patrząc na taką miłość, mawiali, że ich jedna matka zrodzić musiała. Chrześcijanie cieszyli się z tego, gdyż był to piękny, naśladowania godny przykład.

Ale piekło zgrzyta na miłość, drży przed potęgą jedności w Chrystusie, dlatego wszędzie, gdzie taka święta jedność panuje, sieje niezgodę, rozdwojenie i tym samym zgorszenie. Z nieznanych powodów zawrzała między Niceforem a kapłanem Saprycjuszem śmiertelna nienawiść. Nicefor, wspomniawszy na słowa Zbawiciela, upokorzył się i na wszelki sposób starał się o pojednanie. Pierwszym jego krokiem było że prosił krewnych Saprycjusza o pośrednictwo, nie chcąc osobiście przed nim stanąć, aby go już to widokiem swej osoby, już to nierozważnym słowem zamiast przejednać, jeszcze więcej nie rozdrażnić. Niestety, Saprycjusz ani słuchać nie chciał o pojednaniu. Nicefor zasmucił się, ale nie przestał przez znajomych i przyjaciół prosić Saprycjusza o przebaczenie. Wszystko jednak na próżno. Wtedy pomodliwszy się poszedł osobiście do niego, a padłszy mu do nóg zaklinał go na sprawiedliwość Boga i miłosierdzie Jezusa, lecz nie zdołał skruszyć zatwardziałego serca Saprycjusza.

Tym czasem nadszedł od cesarza Waleriana rozkaz prześladowania chrześcijan. Saprycjusza pojmano jako jednego z pierwszych. Gdy go prowadzono przed sędziego, wyznał otwarcie i z wesołą twarzą, że jest chrześcijaninem i nigdy fałszywym bogom kłaniać się nie będzie. „Jak się nazywasz?” – zapytał starosta. „Saprycjusz!” „Co za urząd piastujesz?” „Jestem chrześcijaninem. To zapewne wystarczy”. „0, i bardzo wystarcza – odrzekł na to szyderczo starosta – ale czym jesteś pomiędzy chrześcijanami?” „Jestem kapłanem” — odpowiedział Saprycjusz. „Wiesz – rzekł wtedy starosta – że nasz najjaśniejszy cesarz rozkazał, aby wszyscy chrześcijanie pokłonili się naszym bogom; w przeciwnym razie będą wzięci na męki, a nawet na śmierć skazani”. Słowa te nie przeraziły Saprycjusza, odrzekł bowiem z godnością: „Dla nas chrześcijan jest Jezus Chrystus najwyższym panem, królem i cesarzem. Obyście i wy bałwochwalcy, którzy kłaniacie się nie Bogu żywemu, ale drzewu lub kamieniowi, wnet przyszli do poznania prawdy i rzucili niecne bałwochwalstwo!” Za te słowa wzięto go natychmiast na tortury. Mężnie znosił kapłan okropne męczarnie i wołał na sędziego: „Ciało jest w twej mocy, ale duszy mojej nic uczynić nie możesz. Jezus tylko, mój Odkupiciel, ma moc nad nią!” Rozgniewany sędzia skazał go na śmierć przez ścięcie mieczem. Saprycjusz z radością wysłuchał tego wyroku i z rozpromienioną twarzą ruszył w drogę na miejsce stracenia.

Nicefor, znajdujący się pomiędzy widzami, sądząc, że ta chwila będzie najdogodniejszą, przecisnął się więc naprzód, padł na kolana i zawołał: „Szczęśliwy męczenniku Chrystusa, przepuść mi, jam zgrzeszył przeciw tobie!”, Saprycjusz odwrócił się jednak od niego i poszedł dalej z oprawcami. Nicefor podniósł się, pobiegł naprzód boczną ścieżką i znowu na kolanach zastąpił mu drogę, wołając ze łzami w oczach: „Zaklinam cię na twe chwalebne wyznanie Chrystusa, zmiłuj się i przepuść mi!” Saprycjusz ani nie spojrzał na niego, a oprawcy rzekli ze śmiechem: „Nierozumny! Co ty go prosisz o przebaczenie, kiedy on za godzinę umrze i nie będzie ci mógł szkodzić!” Na samym miejscu stracenia po raz trzeci błagał Nicefor Saprycjusza – ale i tym razem prosił na próżno.

Święty Nicefor

Święty Nicefor

Wtedy Bóg okazał swą karzącą sprawiedliwość i odjął nieprzebłaganemu kapłanowi łaskę korony męczeńskiej. Gdy bowiem oprawcy kazali mu uklęknąć, aby odebrał cios śmiertelny, począł się trząść i zawołał: „Stójcie, pokłonię się bogom!” Gdy Nicefor usłyszał te straszliwe słowa, zawołał nań ze łzami: „O bracie, nie czyń tego, abyś się zaparł Jezusa, twego Zbawiciela! nie odrzucaj korony męczeńskiej, na którą przez twe odważne wyznanie i męki zasłużyłeś!” Ale było już za późno, gdyż Saprycjusz tak był stałym w swym bluźnierstwie, jak przedtem w wyznaniu Chrystusa. Nicefor, przejęty świętym zapałem, w celu publicznego zadosyćuczynienia za zelżywość wyrządzoną Chrystusowi zawołał: „Jam także chrześcijanin, wierzę i wyznaję, że Jezus Chrystus, którego ten wyznał, a teraz się zaparł, jest jedynym prawdziwym Bogiem, Panem Nieba i ziemi. Straćcie mnie zamiast jego!” Ponieważ oprawcy bez rozkazu sędziego nie mogli tego uczynić, przeto jeden z żołnierzy udał się do starosty cesarskiego z oznajmieniem, co zaszło. „Saprycjusz chce bogom się pokłonić – rzekł – ale jest tam Nicefor, który głośno wyznaje Chrystusa”. „Niech się zaraz bogom pokłoni! – krzyknął starosta – a gdy tego nie uczyni, niech umrze tą śmiercią, jaką miał umrzeć Saprycjusz”. Nicefor odmówił spełnienia rozkazu starosty, został zatem bezzwłocznie ścięty w roku 258 czy też 259. W ten sposób otrzymał potrójną koronę: męczeńską, pokory i pojednania.

Nauka moralna

Czego nas uczy opisane zdarzenie? Przede wszystkim poznajemy z niego, jak głęboko nienawiść może się zakorzenić w sercu, jeśli zgoda zaraz nie nastąpi. Im dłużej czeka się z pojednaniem, tym trudniej podać rękę do zgody i tym bardziej serce staje się zatwardziałym na głos miłości. Dlatego też Pismo święte napomina nas, aby słońce nie zachodziło nad zagniewanymi głowami naszymi i abyśmy natychmiast byli gotowi do pojednania. Dalej poznajemy, jak brzydkim i karygodnym jest grzech zawziętości. Zbawiciel uczy nas przez przykłady, że nieprzyjaciół trzeba kochać. Nakazuje On przebaczać tym, którzy nas obrażają; sam przebaczył najstraszliwsze zelżywości i codziennie nam przebacza, gdy ze skruszonym sercem udajemy się do Niego z prośbą zawartą w Modlitwie Pańskiej: „I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”. Jak to brzydko, jeśli mimo tego nie przebaczymy i pozostajemy nieprzejednanymi! A jednak zawziętość taką napotykamy u wielu chrześcijan, nawet u takich, którzy innym obowiązkom chrześcijańskim starają się zadość czynić i chcą żyć pobożnie i cnotliwie. Zawziętość Saprycjusza niechaj nam będzie ostrzegającym przykładem, a szlachetny czyn Nicefora w staraniu się o pojednanie niech nas zachęca do naśladowania. „Jeśli nie odpuścicie ludziom, ani Ojciec wasz nie odpuści wam grzechów waszych” (Mat. 6,15).

Modlitwa

O Panie i Boże mój, uznaję, iż brzydka i karygodna jest zawziętość. Chcę przeto wszystkim z całego serca odpuścić, którzy mnie obrazili. Chcę zapomnieć wszelkie urazy, czy są wielkie czy małe, i w moich myślach, mowach i uczynkach pokazać, że miłuję nie tylko moich przyjaciół, ale i nieprzyjaciół. Proszę Cię tylko o pomoc, abym takie uczynki, które dla natury ludzkiej są trudne, mógł z radością wypełniać. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, który króluje w Niebie i na ziemi po wszystkie wieki wieków. Amen.

Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.