• Archiwa Tagów święty
  • 3 stycznia Żywot świętej Genowefy, Dziewicy

    Wysłany dnia: przez D.S.M.

    (żyła około roku Pańskiego 512)

    Jak patronem stolicy Hiszpanii obrano zwykłego oracza, św. Izydora, tak losy stolicy Francji powierzono prostej wiejskiej dziewczynie, św. Genowefie. Przyszła ona na świat roku 421 we wsi Nanterre i była córką zamożnych wieśniaków. Matka jej, wielka czcicielka Maryi Panny, umiała wybornie wpoić w córeczkę zapał do modlitwy i pożytecznej pracy.

    Genowefa liczyła siedem lat, kiedy święci biskupi German i Lupus w przejeździe do Anglii zanocowali w Nanterre. Lud wszystek cisnął się gromadnie, aby uzyskać błogosławieństwo świętych mężów. German ujrzał znajdującą się w tłumie Genowefę, a natchniony Duchem świętym, kazał dziewczątku bliżej przystąpić i rzekł do rodziców: „Szczęśliwi jesteście, że takie dziecię macie. Wychowajcie je starannie, gdyż Bóg będzie miał z niego chwałę, a ludzie zbudowanie”. Pobłogosławiwszy ją, dał małej Genowefce miedziany medalik i kazał jej nosić go zawsze na szyi, zakazując zarazem noszenia naszyjników i pierścieni. „Noś to na pamiątkę, żeś Bogu poświęcona”. Genowefa, uważając się odtąd za oblubienicę Chrystusa, zdwoiła gorliwość w modlitwie. Gdy miała lat piętnaście, odumarli ją rodzice, udała się tedy do Paryża i zamieszkała u matki chrzestnej, zacnej i bogobojnej matrony. Po złożeniu ślubów wiecznego dziewictwa otrzymała z rąk biskupa paryskiego suknię zakonną i wiodła odtąd nadzwyczaj ostry żywot. Aż do 50 roku życia jadała tylko dwa razy na tydzień, i to zaledwie kawałek jęczmiennego chleba i nieco fasoli, a piła tylko czystą wodę. Po 50 roku na rozkaz biskupa zaczęła używać również nieco ryb i mleka. Z soboty na niedzielę całą noc czuwała, aby się godnie do Komunii św. przysposobić. Od uroczystości Trzech Króli aż do Wielkiego Czwartku całkiem się odosobniała, przepędzając czas na modlitwie i pokucie za zelżywości wyrządzone Bogu w czasie zapustnym, dla uproszenia Boga o zachowanie niewinności młodzieńców i dziewic i na wybłaganie u Niego łaski, aby wszyscy katolicy w czasie Wielkanocnym godnie się wyspowiadali i Komunię świętą przyjęli. Pobożność jej była tak wielka, że ilekroć wzniosła oczy ku Niebu, zawsze zalewała się gorącymi łzami. Często również wpadała w zachwycenie. Przenikała wtedy tajemnice sumień ludzkich i nakłaniała grzeszników niepokonaną wymową do pokuty i poprawy życia.

    Jak wszystkich Świętych, tak i ją nie minęły prześladowania. Oszczercze języki nazwały ją obłudnicą, oszustką i czarownicą; przypisywano jej także rozmaite inne występki, a wzburzony motłoch groził jej nawet śmiercią. Genowefa wszystko znosiła z cierpliwością i wylewając łzy modliła się za swych zaślepionych nieprzyjaciół, a swoje losy składała w ręce Boga, który ją też uwielbił dwoma wspaniałymi cudami. W roku 451 wtargnął do Francji Atylla król Hunów, nazywany biczem Bożym. Niszcząc wszystko ogniem i mieczem zwrócił on swój pochód na Paryż. Przerażeni mieszkańcy chcieli opuścić miasto i wydać je na łup barbarzyńskiej dziczy, lecz oparła się temu Genowefa niby owa Judyta w Starym Zakonie, przepowiadając, że jeśli będą się modlić i pościć, nieprzyjaciel nie zbliży się do miasta; w każdym zaś razie zniszczy i splądruje okolicę, do której zamierzają się schronić. Niewiasty zaraz zgromadziły się około niej i rozpoczęły post i modlitwę, natomiast mężczyźni zaczęli się burzyć i grozić jej śmiercią, twierdząc, że chce ich zdradzić i wydać pod miecz barbarzyńców. Byliby też może popełnili morderstwo, gdyby nie był przybył archidiakon z kościoła św. Germana, któremu udało się uspokoić motłoch.

    Tymczasem Attyla zmienił nagle kierunek pochodu i udał się tam, dokąd chcieli uciekać Paryżanie, a zrównawszy całą okolicę z ziemią, ludność w pień wyciął i ruszył dalej, nie tknąwszy stolicy. Ten niespodziewany obrót rzeczy tak wpłynął na umysły Paryżan, że odtąd widzieli w Genowefie Duchem Pańskim natchnioną prorokinię i zbawczynię tysięcy ludzi.

    Święta Genowefa

    Po niejakim czasie Klodoweusz, król Franków, obiegł Paryż, wskutek czego powstał straszliwy głód, od którego ludzie padali jak muchy. Genowefa, przejęta głęboką litością, przebiegała całą Francję, od wsi do wsi, od miasta do miasta, zbierając jałmużny, i w krótkim czasie przysłała do Paryża jedenaście żywnością napełnionych okrętów; prócz tego wyjednała u Klodoweusza życie i wolność dla wielkiej liczby jeńców. Odtąd cześć dla wysokich cnót Genowefy i szczególnych łask, którymi jaśniała, stała się powszechną i niczym już zachwianą być nie mogła. Królowie i książęta wielce ją poważali, a biskupi i kapłani polecali się jej modlitwom. Gdziekolwiek przybyła, całe wsi i miasta wychodziły naprzeciw niej. Nie opuściła też żadnej sposobności, aby nie występować przeciw złym obyczajom i uciskaniu biednych, przy czym nadmienić wypada, iż napomnienia jej nie były bez skutku.

    Przeżywszy lat osiemdziesiąt dziewięć, zasnęła w Panu 3 stycznia roku 512 i pochowana została w grobowcu pierwszego króla francuskiego Klodoweusza. Grób jej zajaśniał wkrótce cudownym światłem, wskutek czego zbudowano nad nim wspaniały kościół. I cały Paryż miał jeszcze doznać cudu swej patronki. W roku 1130 wybuchło morowe powietrze, które zwano „świętym ogniem”, ponieważ chorzy czuli we wnętrznościach palenie, jakby od ognia. W przerażeniu uciekli się Paryżanie do swej patronki, wzięli jej święte kości i w procesji oprowadzili je po mieście. Gdy procesja wróciła do kościoła, a relikwie święte stanęły w progu, nagle wszyscy chorzy ozdrowieli, z wyjątkiem trzech, którzy niezawodnie mało mieli ufności.

    Za czasów tak zwanej wielkiej rewolucji francuskiej zbezczeszczono kościół świętej Genowefy. Cesarz Napoleon III odrestaurował go i oddał katolikom; dziś jest to jedna z najpiękniejszych świątyń w tym wielkim mieście.

    Nauka moralna

    Skoro serce czyje zapłonie miłością ku Bogu, wtenczas czuje też silny pociąg nakłaniania i innych do życia cnotliwego, aby i ci stali się uczestnikami owoców bogobojnego życia. Tak czyniła święta Genowefa, tak też nam czynić wypada. Jeśli skłonności tej nie odczuwamy, jest to najlepszym dowodem, że za mało miłujemy Boga i za mało mamy umiłowania cnoty. Nic też dziwnego, że nie możemy w bliźnim wzbudzić uczucia miłości, której sami nie posiadamy. Jakże bowiem moglibyśmy nakłonić kogo do pobożności, jeśli mu dajemy gorszący przykład oziębłości i złych nałogów? Ogień tylko zapala, a nie lód lub zimne żelazo. Starajmy się więc przede wszystkim, aby nasze własne serca rozpaliły się ogniem miłości Boga, i abyśmy zawsze postępowali drogami cnoty, a wtenczas będziemy mogli słowem i przykładem także w bliźnich naszych rozbudzić płomień, który ogrzewa nasze serca. „W szczęściu sprawiedliwych będzie się radowało miasto – mówi Pismo św., – a ustami niezbożnych wywróci się” (Przyp. 11, 10-11).

    Modlitwa

    Panie, racz nam dać za przyczyną świętej Genowefy, abyśmy za jej przykładem postępując w miłości Boga, tym samym stali się zdolnymi do naprowadzenia bliźnich naszych na drogę cnoty i pobożności. Udziel nam też wszystkim łaski Twojej, abyśmy się stali uczestnikami szczęśliwości, którą przyobiecałeś naśladowcom wybranych swoich. Amen.

    Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.


  • 2 stycznia Żywot świętego Makarego pustelnika

    Wysłany dnia: przez D.S.M.

    (Żył około roku Pańskiego 394)

    Urodził się ten Święty w Aleksandrii z bogobojnych rodziców, którzy od samego dziecięctwa przyzwyczajali go do pobożności i pracy. Doszedłszy lat trzydziestu wyrzekł się uciech światowych i udał się na odludną puszczę około Tebaidy, gdzie wówczas mieszkało wielu pustelników pod kierownictwem św. Antoniego. Przebywał tu 28 lat na ćwiczeniu się we wszystkich cnotach i takie robił w nich postępy, że stał się ulubieńcem przełożonego pustelników. Zapragnąwszy potem jeszcze ostrzejszego życia pokutniczego, udał się w okolicę dolnego Egiptu, na puszczę zwaną „pustynią chatek”, ponieważ mieszkało tam mnóstwo pustelników, a każdy w osobnej, chatce. Pustelnicy ci nie widywali się wzajemnie, z wyjątkiem soboty i niedzieli, kiedy gromadzili się na wspólne nabożeństwo. Jeśli którego brakowało, wiedziano, że chory – i wtedy spieszono mu z pomocą. Spędzali czas na gorliwej modlitwie, a oprócz tego trudnili się ręczną robotą, wyplatając kosze; pieniądze, które za nie dostawali, rozdawali między ubogich. Umartwienia ich, jak i cały sposób życia były niesłychanie ostre. Jadali tylko jarzyny i pili czystą wodę. Makary wkrótce wszystkich w tym przewyższył, albowiem całe jego życie można było nazwać nieustannym postem i czuwaniem. W tej samej pustyni, w Tabenna, znajdował się klasztor słynący z niezrównanych w umartwieniu zakonników. Makary zapragnął poznać ich sposób życia a przy tym nauczyć się od nich jeszcze większej gorliwości w służbie Bożej. Przebrawszy się w świeckie odzienie udał się do klasztoru i nie poznany został doń przyjęty, niedługo jednak przewyższył w umartwieniu i uczynkach pokutnych wszystkich braci zakonnych, ku wielkiemu ich zdziwieniu, a radości ówczesnego przełożonego Pachomiusza, który wreszcie poznał go z natchnienia Bożego. Od tego czasu zakonnicy ci przestali się chwalić, że nikt im dorównać nie potrafi. Następnie wrócił Makary na pustynię. Sława jego cnót daleko się rozniosła, wskutek czego zgromadziło się około niego wielu uczniów, których w osobnym domku uczył służby Bożej. Aby jego święta działalność zyskała większe znaczenie, wyświęcił go patriarcha aleksandryjski na kapłana. Jak piękne owoce wydawała jego nauka, dowodem następujące zdarzenie: Pewnego razu darowano Makaremu wielkie, piękne winogrono. Makary zaniósł je jednemu z chorych braci, aby mu sprawić uciechę. Chory znowu posłał je sąsiadowi, – sąsiad zaś, chcąc się umartwić, nie tknął owocu, ale posłał go najbliższemu bratu. Ten uczynił tak samo, – w ten sposób winogrono chodziło od chaty do chaty, aż dostało się na powrót w ręce Makarego. Wzruszony do łez tym objawem braterskiej miłości, złożył winogrono na ołtarzu, mówiąc: „Miłość braterska i zaparcie się siebie jest najpiękniejszą ofiarą, jaką Bogu złożyć można”.

    W miarę pomnażania się w cnotach i doskonałości musiał też wiele walczyć z pokusami. Zły duch począł go trapić myślami, aby powrócił do świata i udał się do Rzymu dla pielęgnowania chorych po szpitalach. Makary wnet poznał sidła szatana; kiedy jednak te myśli nie chciały go opuścić, usiadł na progu swej chaty, wyciągnął nogi i zawołał: „Wyciągnijcie mnie stąd, jeśli zdołacie, bo ja dobrowolnie nie pójdę!” W takim położeniu spędził całą noc, ponieważ jednak pokusa nie ustępowała, napełnił dwa wory piaskiem i chodził z nimi po puszczy. Spotkany przez znajomego i zapytany co czyni, odpowiedział: „Dręczę tego, który mnie dręczy”. Kiedy wieczorem bardzo strudzony wrócił do chaty, pokusa na zawsze ustąpiła. Nie była pierwsza i ostatnia; było ich o wiele więcej, ze wszystkich jednakże wyszedł zwycięsko. Za tak wielką wytrwałość w walce z pokusami i za wierną służbę obdarzył Bóg Makarego darem rozpoznawania sideł szatańskich i mocą czynienia cudów.

    Święty Makary

    Dla dopełnienia miary zasług Makarego dopuścił Bóg na niego prześladowania za wiarę. Bluźniercza sekta arianów, zaprzeczająca Chrystusowi bóstwa, odwiodła wówczas znaczną część wiernych od prawdziwej wiary w Jezusa Chrystusa. Cesarz Walens, wziąwszy arianów w opiekę, począł srogo prześladować prawowiernych. Makary począł nauczać błądzących i sprowadzać ich na właściwą drogę, co mu się często udawało, gdyż jego nadzwyczajna świętość wywierała na wszystkich wielki wpływ. Rozgniewani o to arianie oskarżyli go przed cesarzem, który go kazał wygnać z puszczy i wywieźć na wyspę zamieszkałą przez barbarzyńców. Wbrew woli bezbożników przyczyniło się to do większego rozszerzenia prawdziwej wiary, albowiem Makary stał się apostołem wyspy i wkrótce nawrócił dzikich barbarzyńców na prawdziwą, katolicką wiarę. Zawstydzeni tym arianie odwołali Makarego z wyspy i pozwolili mu wrócić na puszczę, gdzie w roku 394 dokonał swego świętego żywota.

    Nauka moralna

    Zasadą świętego Makarego było: nie dać się przemóc pokusie, lecz służyć Bogu wedle Jego woli. Niechże zasada ta będzie i twoją zasadą, pobożny chrześcijaninie, na którego w tym tak zmiennym życiu tyle pokus uderza. Jeśli bowiem Święci na puszczy, dalecy od świata i jego zgiełku, tak ciężkim pokusom podlegali, o ileż więcej pokus ma do zwalczenia ten, który żyjąc wśród burzliwego, pełnego zwodniczych rozkoszy świata, ustawicznie jest na nie wystawiony? Ulegniesz w tej walce, jeśli oczu nie będziesz miał bez ustanku zwróconych do Boga i świętej Jego woli nie weźmiesz sobie za drogowskaz swego żywota. Tylko uzbrojony puklerzem łaski Boskiej staniesz się niezwyciężonym i przetrwasz wszelkie, choćby najsroższe burze. Czego bowiem twoim siłom nie będzie dostawało, to nagrodzi Bóg siłą swej łaski, której chętnie udziela wszystkim, którzy Mu Wiernie służą i mają w Nim ufność. Stąd też mówi święty Augustyn: „Prawdziwy chrześcijanin nie upada w pokusach. Podobny on do ciosowego kamienia; można go na wszystkie strony przewracać, zawsze prosto stać będzie. Taką też jest każda dusza, prawdziwie w wierze chrześcijańskiej umocniona”. Święty Paweł mówi o prawdziwych chrześcijanach: „Któż tedy nas odłączy od miłości Chrystusowej? Utrapienie, czy ucisk, czy głód, czy nagość, czy niebezpieczeństwo, czy prześladowanie, czy miecz? Jak napisane jest: Że dla ciebie cały dzień zabijani jesteśmy, poczytani bywamy za owce, na rzeź przeznaczone. Ale w tym wszystkim przezwyciężamy dla Tego, który nas umiłował” (Rzym. 8,35-37).

    Modlitwa

    Wszechmogący, wieczny Boże! Boską Twą pomocą, przez którą święty Makary tak cnotliwe i święte wiódł życie, wzmocnij i nas, abyśmy również w pełnieniu cnót statecznie wytrwali i żadnymi pokusami nie dali się z drogi prawości sprowadzić. Prosimy Cię o to przez Jezusa Chrystusa, Pana Naszego. Amen.

    Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.


  • 1 stycznia Żywot świętego Bazylego Wielkiego, biskupa

    Wysłany dnia: przez D.S.M.

    (Żył około roku Pańskiego 376)

    Święty Bazyli, w dziejach Kościoła zwany „Wielkim”, „Świecznikiem świata”, „Sługą łaski”, „Zwiastunem prawdy”, urodził się ze znakomitej rodziny w mieście Cezarei w Kapadocji. Dziadowie jego, rodzice i rodzeństwo doznają wielkiej czci w Kościele św. Z urodzenia bogatymi obdarzony przymiotami i zdolnościami, otrzymał nadto staranne wychowanie, a w końcu wyższe wykształcenie w Cezarei, Konstantynopolu i Atenach, gdzie uczęszczając do akademii, zawiązał ścisłą przyjaźń z Grzegorzem, późniejszym biskupem nazjanzeńskim (zobacz dnia 9 maja). Nauczyciele i uczniowie tego miasta dokładali wielkich starań, aby Bazyli pozostał u nich jako ozdoba zakładu naukowego; on jednak sądząc, że usługi swe winien poświęcić ojczyźnie, powrócił do Cezarei i założył szkołę wymowy, występując przy tym niekiedy w sprawach prawnych jako adwokat. Pochwały oddawane jego zdolnościom budziły w nim pewien rodzaj pychy; jednakże delikatność uczuć, miłość siostry Makryny i wierność przyjaciela Grzegorza uwolniły go od tej wady. Jednym zamachem pokonał złego ducha, po czym przyjął chrzest święty, rozdzielił majątek między ubogich i wybrał się w podróż do Egiptu, Palestyny i Syrii, odwiedzając przy tej sposobności najsławniejszych pustelników, aby nauczyć się od nich prawdziwej ewangelicznej mądrości. Życie tych świątobliwych mężów, ich czuwania i modlitwy, posty i wstrzemięźliwość, braterska miłość i serdeczna wesołość napełniały jego oczy łzami rozczulenia i żalu, iż wiosnę swego życia strawił tylko na dążeniu do osiągnięcia czczych wiadomości.

    Święty Bazyli Wielki

    Przemieniwszy się w nowego człowieka, podążył na puszczę pod klasztorem w Nowej Cezarei, w którym matka jego i siostra z kilku dziewicami zdała od świata służyły Bogu jako zakonnice. Niezadługo zebrało się około niego kilku pustelników, między nimi i przyjaciel Grzegorz, aby trawić czas na pokucie i rozmyślaniach. Bractwu temu przepisał Bazyli regułę życia, jaka dotychczas jeszcze zachowywana jest w klasztorach bazylianów Kościoła greckiego, oraz w niektórych klasztorach we Włoszech, w Polsce i na Węgrzech.

    Cztery lata przepędził Bazyli w zaciszu, poczym powołany został przez biskupa Dianiusza w strony rodzinne, gdzie otrzymał urząd lektora. W dwa lata później (w roku 364) biskup Euzebiusz, następca biskupa Dianiusza, wyświęcił go na kapłana. Wyrwany tym sposobem z ukrycia, w którym tak chętnie przebywał, począł rozwijać szeroką działalność. Porywającą wymową zwalczał arianów, wzmacniał wiernych wyznawców siłą własnego przykładu i pociągał ku sobie serca wszystkich łagodnością i hojnością jałmużny. Gdy bowiem w roku 367 i 368 zapanował srogi głód, Bazyli porozdzielał chętnym sercem pomiędzy głodnych bliźnich cały majątek odziedziczony po matce i wszystkie własne dochody.

    Po śmierci Euzebiusza powołano Bazylego na urząd arcybiskupa Cezarei. W pałacu arcybiskupim żył jak najuboższy zakonnik, a znaczne dochody obracał na kształcenie kapłanów, budowę szkół i olbrzymiego, w całym ówczesnym świecie sławnego szpitala dla ubogich, chorych i sierot, bez względu na religię; w szpitalu tym znajdowały się również szkoły i warsztaty. W dni powszednie miewał kazania rano i wieczorem, zawsze wobec licznych słuchaczów; ludowi udzielał sakramentu Komunii co środę, piątek, sobotę, niedzielę i w dni uroczyste św. Męczenników. Utrzymywał bliskie stosunki z papieżem Damazym, z wielkim Doktorem Kościoła Atanazym i z wszystkimi wybitniejszymi książętami Kościoła, walcząc wspólnie z nimi przeciwko kacerstwu. Świetną swą wymową i nauką nawrócił wielu błądzących do prawdziwej wiary.

    Wszystkie te uczynki ściągnęły na Bazylego nienawiść cesarza Walensa, heretyka arianina, który postanowił albo pozyskać go dla siebie, albo też zgubić. Ułożył więc plan, który chciał wykonać w podróży do Syrii. Najpierw posłał w tym celu do Bazylego prefekta Modesta. Modestus nakłaniał Bazylego do łagodności względem arianów, a gdy ten opierał się namowom, zagroził mu gniewem cesarza. Bazyli odpowiedział ze spokojem: „Gniewu cesarza nie obawiam się, albowiem pojąć nie mogę, czym by mnie mógł dotknąć; jeżeli mnie pozbawi biskupich dochodów, to tych nie mam dla siebie; moją wyłączną własnością jest tylko kilka książek i kawał razowego chleba, wreszcie kilka szmat dla mego niegodnego ciała, na co się cesarz pewnie nie złakomi. Jeżeli mnie zechce wypędzić, toć cały świat jest dla mnie miejscem wygnania, bo tylko Niebo uważam za przyszłą moją ojczyznę. Tortur się nie obawiam, albowiem ciało me jest tak wątłe i słabe, iż pierwsze już ciosy śmierć mi zadadzą. Jeśli mnie zechce zabić to i owszem, bo tym sposobem prędzej dostanę się do Boga, któremu jedynie chcę służyć; powiedz zatem cesarzowi, że się go nie obawiam”. Modest zdziwiony odparł: „Tak odważnie jeszcze nikt do mnie nie przemawiał”. Rzekł na to Bazyli: „W takim razie widocznie nie miałeś jeszcze do czynienia z biskupem katolickim”.

    Cesarz Walens przybył potem sam do Cezarei, lecz spokój i wzniosła powaga arcybiskupa tak mu zaimponowały, że porzucił złe zamiary, z jakimi przyjechał. Arianie atoli podszczuwali go bez ustanku kłamstwem i oszczerstwem, dopóki nie uległ i skazał Bazylego na wygnanie. W chwili kiedy podpisywał wyrok, zachorował mu śmiertelnie syn. Cesarzowa twierdziła, że to kara Boska za wyrok przeciw Bazylemu, kazał więc przywołać biskupa do łoża syna. Bazyli rzekł: „Syn twój żyć będzie, jeśli go dasz ochrzcić w religii katolickiej”. Walens święcie przyrzekł tego dopełnić i jego syn zaraz wyzdrowiał, gdy jednak potem przyrzeczenia nie dotrzymał i syna dał ochrzcić biskupowi heretykowi, nowochrzczeniec umarł. Arianie, korzystając ze smutku cesarza, wmawiali weń, iż jedynym winowajcą śmierci jego syna jest Bazyli. Cesarz dał się obałamucić i wydał wyrok powtórny, skazujący Bazylego na wygnanie. Kiedy jednak miał ów wyrok podpisać, złamały mu się w ręku trzy pióra; zażądał czwartego, gdy wtem ręka strasznie mu drżeć poczęła. Poznał, iż w tej sprawie działa wyższa potęga, tedy pełen przestrachu przedarł pismo i pozostawił biskupa w spokoju. Bazyli, wycieńczony postami, pracą i cierpieniami, żył już niedługo. Umarł dnia 1 stycznia 379 roku, licząc zaledwie lat 50. Trumnę jego otaczało ze sto tysięcy ludzi wszelkich wyznań i narodowości, chrześcijan, żydów, pogan, a wszyscy wołali w wielkim żalu: „Ojciec nasz nie żyje!”

    Cały świat chrześcijański w uznaniu jego zasług i czynów dał mu przydomek „Wielkiego”, a Kościół święty uczcił go za jego pisma nazwą „Doktora Kościoła świętego”.

    Nauka moralna

    Aby pokazać, jak święty Bazyli przemawiał do ludu, przytaczamy kilka ustępów nauk jego. I tak w jednej z nich zwrócił się do rodziców, zbijając twierdzenie, że należy oszczędzać i zbierać majątek dla dzieci. Mówił jak następuje:

    „Sądzicie zatem, że majątek dzieciom potrzebny – jest to jednak tylko pozorem waszej chciwości, nie czyńcie przeto niewinnych dzieci odpowiedzialnymi za wasze łakomstwo. Czyż to Ewangelia święta nie głosi: „Chcesz być doskonałym, idź, sprzedaj co masz, i daj ubogim” (Mat. 19,21). Ojcze lub matko, kiedyście Stwórcę błagali, aby was dziećmi obdarzył, czy nie przyrzekaliście jednocześnie, że pełnić będziecie wszystkie przykazania Boże? Czy mówiliście wtedy: „Daj nam Boże dzieci, abyśmy wykraczali przeciwko przykazaniom Twoim, a nie dostali się do Nieba?

    A któż to zaręczy za syna, że zebrane przez rodziców skarby utrzyma? Gdyż dla wielu jest majątek drogą do moralnego upadku.

    Strzeż się, abyś twymi starannie zbieranymi skarbami nie dał powodu do grzechu, gdyż miałbyś potem winę podwójną. Staraj się przeto nasamprzód ukształcić serce i duszę twego dziecka, a nie dopuszczaj się chciwości i łakomstwa w gromadzeniu majątku. Wiedz, że niejeden syn ubogich rodziców stał się bogatym przez wzorowe wychowanie i staranną naukę, o którą starali się rodzice. Umiał on potem użyć tych nabytych wiadomości i zebrał majątek w sposób godziwy”.

    Do bezdzietnych przemawiał: „Jaki powód uniewinnienia chciwości będą mieli ci, których Pan Bóg potomstwem nie obdarzył? Mówią oni: nie sprzedam tego co mam, ani nie rozdam ubogim, bo sam tego majątku potrzebuję do życia. Więc to nie Pan Bóg jest twoim nauczycielem, tylko ty sam sobie prawa nadajesz i mówisz, że mędrszym jesteś od prawodawcy. Mówisz jednak przy tym: przed śmiercią zrobię testament i zapiszę wszystko ubogim. Chcesz zatem ludzi miłować, gdy już pomiędzy nimi nie będziesz; więc dopiero wtenczas, gdy cię na marach zobaczą, mają mówić, że kochałeś bliźniego? Powiedz mi, za co właściwie żądasz nagrody, czy za czas po śmierci twojej? Za życia twego widok ubogich był ci nieznośnym dla skąpstwa twego; cóż czynić możesz po śmierci? Nikt interesów nie robi, gdy targ się ukończył, tak samo też nie uzyskasz sławy, przybywszy na plac boju po bitwie. Podzięka za testament należy się nie tobie, lecz śmierci, której uległeś. Albowiem, mając takie usposobienie, gdybyś był nieśmiertelnym, nie pamiętałbyś wcale o ubogich. Zatem majątkiem, którego już użyć nie możesz, chcesz przebłagać Boga za chciwość, której ulegałeś za życia! „Nie błądźcie: nie da się Bóg z siebie naśmiewać” (Gal. 6,7). Taki jest koniec wszelkiej chciwości”.

    Rozważmy sobie te głębokie słowa św. Bazylego i zastosujmy do nich życie nasze.

    Modlitwa

    Święty Bazyli, który tak odważnie pokonałeś pokusy zarozumiałości i tylko Bogu ofiarowałeś zdolności Twego umysłu, wyjednaj nam łaskę u Boga, abyśmy zdolni byli oprzeć się wszelkim pokusom tego świata i żyli tylko dla naszego zbawienia. Amen.

    Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.


  • tylko miłość mnie pociąga

    Wysłany dnia: przez D.S.M.

    Jakże słodka jest droga miłości.
    Miłość karmi się tylko miłością.
    Modlić się, to nie znaczy wiele mówić, ale wiele kochać.
    Dusza ogarnięta miłością nie może być bezczynna.
    Najpiękniejsze myśli są niczym bez uczynków.
    Dla duszy miłującej nie ma nic niemożliwego.
    Jeżeli kochamy, nie odczuwamy trudu.
    Dusze proste nie potrzebują skomplikowanych środków.
    Najmniejsza nawet czynność wykonana z miłością należy do tych, które najbardziej zachwycają Serce Jezusa.
    Bez miłości niczym są wszystkie dzieła

    Pod wieczór tego życia pojawię się przed Tobą z pustymi rękami, gdyż proszę Ciebie Panie, abyś nie liczył moich uczynków.Wszystkie nasze sprawiedliwości mają skazy w Twoich oczach. Chcę więc przyodziać się Twoją własną sprawiedliwością i otrzymać od Twojej miłości wieczne posiadanie Ciebie samego.

    św. Teresa od Dzieciątka Jezus


  • Do obowiązków rodziców należy karcenie dzieci, gdy na to zasłużą.

    Wysłany dnia: przez D.S.M.

    Gdy dziecko zbłądzi, a nie wystarczy upomnienie, trzeba je ukarać. Źle jednak czynią ojcowie i matki, gdy się okrutnie znęcają nad dziećmi, złorzeczą im i przeklinają, kopią nogami, biją bez miłosierdzia w gniewie i uniesieniu. Karcenie powinno odbywać się w inny sposób. Nie karzcie dzieci, kiedy jesteście w złości. Czyńcie to wtedy, gdy się uspokoicie, gdy złość przeminie.
    Karać trzeba z miłością, a nie znęcać się i przeklinać! Również należy się modlić, by chłosta wyszła dzieciom na korzyść. Pamiętajcie, że za wasze dzieci umarł Jezus Chrystus na krzyżu. Często uciekajcie się do modlitwy, upokarzajcie się przed Bogiem i sobie winę przypisujcie, gdy dzieci źle się prowadzą. Cierpliwy Hiob wstawał wcześnie, modlił się za swe dzieci i codziennie składał za nie ofiarę Bogu, by były dobrymi i roztropnymi (Hi 1,5). Podobnie postępowała św. Monika. I wy także codziennie polecajcie Bogu swe dzieci, dajcie czasem jałmużnę w ich intencji, przystąpcie do Komunii Świętej lub ofiarujcie za nie na Mszę Świętą, gdy możecie. Codziennie także polecajcie je Matce Najświętszej. Jak wielka pociecha będzie dla was, gdy je kiedyś zobaczycie w niebie! A przeciwnie, biada wam, gdyby z waszej winy miały iść na potępienie!
    Opowiada Dionizy Kartuz, że pewien świątobliwy człowiek widział ojca i syna, skrępowanych jednym ognistym łańcuchem w piekle i słyszał, jak się wzajemnie przeklinali. Ojciec mówił do syna: „Przeklęty, czemu żywy przyszedłeś na świat? Czemu nie zadusiłeś się w kołysce? Tyś przyczyną mego potępienia”. Po tych słowach wzywał złe duchy, by mu pomogli dręczyć syna, który również przeklinał ojca i na niego składał winę swego potępienia, bo go nigdy nie uczył prawd wiary, nie dawał dobrego przykładu i nie karcił za błędy. Widok taki trwać będzie na wieki! Niestety, w gronie moich słuchaczy jest wielu rodziców i dzieci, którzy należeć będą do liczby tych nieszczęśliwych!
    Powiecie mi, że czynicie wszystko, co możecie, aby dzieci wasze były dobrymi. Wszystko nie zda się na nic, jeżeli sami nie będziecie gorliwszy-mi w służbie Bożej, jeżeli nie przestaniecie dawać złego przykładu. Niech was Bóg oświeci, byście dobrze poznali swe obowiązki względem dzieci, byście je należycie spełnili i naprawili dawniejsze niedbalstwa. Amen.

    Św. Jan Maria Vianney
    http://www.pch24.pl/do-obowiazkow-rodzicow-nalezy-karcenie-dzieci–gdy-na-to-zasluza,31643,i.html


  • 15 sierpnia Żywot świętego Tarsycjusza Męczennika

    Wysłany dnia: przez D.S.M.

    (Żyła około roku Pańskiego 303)

    Święty Tarsycjusz był akolitą Kościoła Rzymskiego. Jest to jedno ze święceń niższych, które daje prawo klerykom Kościoła Rzymsko-Katolickiego usługiwania do Mszy Świętej – a więc do zaszczytnej funkcji, którą obecnie pełnią ministranci.

    Nie znamy bliżej daty jego śmierci. Przypuszcza się, że św. Tarsycjusz poniósł śmierć męczeńską za panowania cesarza Decjusza (lata 249-251 po narodzeniu Chrystusa). Było to jedno z najkrwawszych prześladowań. Chrześcijanie chętnie ginęli za Chrystusa, ale ich największym pragnieniem było, by mogli na drogę do wieczności posilić się Chlebem Eucharystii. Zanoszono im przeto potajemnie Komunię św. do więzień. Gorliwością w obsługiwaniu świętych męczenników wyróżniał się św. Tarsycjusz.

    Dnia pewnego, kiedy jak zwykle niósł na sercu Wiatyk do więzienia, napotkał swoich rówieśników bawiących się na jednym z licznych placów rzymskich. Pogańscy chłopcy zaczęli wołać Tarsycjusza, by się do nich przyłączył. On zaczął uciekać przed nimi. Zaczęli go gonić. Kiedy zaś spostrzegli, że coś przyciska do piersi, chcieli zobaczyć co niesie i siłą mu to wydrzeć. Bohaterski chłopiec bronił swego skarbu. Wówczas zgraja przewróciła go na ziemię, zaczęli go kopać i bić, rzucać nań kamieniami. Dopiero przypadkowo przechodzący żołnierz, także chrześcijanin, miał chłopca uwolnić i bandę rozegnać. Zaniósł Tarsycjusza do domu, gdzie ten niebawem zmarł.


    św. Tarsycjusz

    Najświętszy Sakrament ze czcią odniesiono do kapłana katolickiego. Ciało Świętego zostało pogrzebane na cmentarzu św. Kaliksta obok szczątków papieża św. Stefana I, który w kilka lat po nim poniósł śmierć męczeńską (257 r.).

    Papież św. Damazy I męczeństwo św. Tarsycjusza opisał wierszem. W 1675 roku relikwie Świętego przeniesiono z Rzymu do Neapolu, gdzie spoczywają w bazylice św. Dominika w osobnej kaplicy. W tymże ołtarzu znajduje się krzyż, z którego Pan Jezus miał przemówić do św. Tomasza z Akwinu: „Dobrze o Mnie napisałeś, Tomaszu. Jaką nagrodę chcesz za to otrzymać?” Na to miał odpowiedzieć św. Tomasz: „Chcę tylko Ciebie, Panie, i nic więcej!”

    Trumienka z częścią relikwii św. Tarsycjusza jest także w salezjańskim kolegium w Rzymie przy Via Appia Antica. We Włoszech Święty nasz cieszy się czcią szczególną jako patron kółek eucharystycznych, czy tak zwanych „Kółek małego kleru”. Święty był także na początku naszego wieku patronem kandydatów do Włoskiej Młodzieży Akcji Katolickiej. W Polsce jest on znany przede wszystkim jako patron ministrantów. W 1939 roku architekt Rossi wystawił ku czci św. Tarsycjusza w Rzymie piękną świątynię. W słynnym na cały świat muzeum w Luwrze można podziwiać przepiękną rzeźbę, przedstawiającą świętego młodzieńca w chwili jego męczeńskiej śmierci, dzieło A. Falguiere. Jednak najszczególniejsze nabożeństwo do św. Tarsycjusza miał głośny kardynał angielski, Wiseman, który Świętemu poswięcił osobny utwór poetycki: „Fabiola”, napisany w 1855 roku.

    Modlitwa
    św. TarsycjuszŚwięty Tarsycjuszu, Patronie i wzorze nasz,
    Ty niosłeś Jezusa na sercu i w sercu jako największy swój skarb.
    Cześć i miłość Jezusa promieniowały z Twego oblicza
    i dla Niego oddałeś radośnie swe młode życie.
    I my zawsze chcemy nosić Jezusa w swym sercu, chcemy ze skupieniem,
    z czcią i miłością chodzić wokół Jego ołtarza.
    Chcemy nieść Jezusa do domu, do szkoły i wszędzie przez dobry przykład.
    Pomóż nam i spraw, abyśmy całym życiem tylko Jemu służyli
    i do Niego należeli teraz i na wieki. Amen.


  • 7 lutego żywot świętego Ryszarda, króla

    Wysłany dnia: przez D.S.M.

    (żył około roku Pańskiego 722)

    Szczegóły jego życia tylko we fragmentach wyłaniają się z mroków wczesnego średniowiecza. Postać Ryszarda stanowi jakby cień kryjący się za postaciami jego świętych dzieci: Willibalda, Winebalda i Walburgi, i to przez ich zachowane hagiografie i życiorysy (eg. IX-wieczny Hodoeporicon przypisywany mniszce Hugebure z klasztoru w Heidenheim) dowiadujemy się o nim samym.
    Pobożna rodzina założona przez Ryszarda i jego żonę Wunę, krewną św. Bonifacego, żyła na przełomie VII i VIII w. w saksońskim Wessex, królestwie powstałym po upadku cesarstwa rzymskiego na terenach dzisiejszej Anglii. Późniejsza hagiografia przypisywała Ryszardowi tytuł królewski, choć historycznie jest to wątpliwe. Musiał być jednakże wysoko urodzonym szlachcicem.

    Święty Ryszard

    Święty Ryszard

    Ok. 720 r. Ryszard (nawet jego imię nie jest pewne – najwcześniejsze zapisy używające tego imienia pochodzą z IX w.), wraz z dwoma nastoletnimi synami, Willibaldem i Winebaldem, wyruszył – do rezygnacji nakłoniła go pokora – na pokutną pielgrzymkę do Rzymu i Ziemii Świętej. Spłynąć mieli rzeką Hamble i w pobliżu Southampton przekroczyli kanał La Manch. Następnie idąc w górę Sekwany dotarli do Rouen, gdzie przez pewien czas się zatrzymali.
    Stamtąd, odwiedzając po drodze sanktuaria, kościoły, groby świętych udali się pieszo w kierunku Italii.
    Podróże w tamtych czasach nie były łatwe i wędrówka przez Francję i północne Włochy musiały wyczerpać zdrowie niemłodego już, jak można mniemać, Ryszarda. Wyczerpany trudami w 722 r. zachorował i zmarł w Lucce w Toskanii.
    Tam też został pochowany, w bazylice San Frediano.

    Po śmierci ojca synowie kontynuowali pielgrzymkę jeszcze przez 5 lat. Mieli dotrzeć do grobu św. Jana Ewangelisty w Efezie, zwiedzić Egipt i Sycylię, na Cyprze nawiedzić kościół w Antadoros (Tartus), w którym przechowywano głowę św. Jana Chrzciciela. Później dotarli do Ziemi Świętej. W drodze powrotnej zatrzymali się na dwa lata w Konstantynopolu. Po powrocie wstąpili do opactwa benedyktynów na Monte Cassino. Już jako mnisi zostali wezwani przez swojego wuja, Bonifacego-Winfryda, do pomocy w misjach na terenie dzisiejszej Bawarii. Willibald został biskupem Eichstätt, natomiast Winebald pełnił funkcję opata podwójnego klasztoru w Heidenheim. Bracia wezwali do pomocy w pracy misyjnej swą siostrę Walburgę, która przez 26 lat przebywała w klasztorze w Wimborne. Przybyła ona z grupą 30 współsióstr, by zakładać żeńskie klasztory i nauczać dziewczęta. Została przeoryszą klasztoru w Bishofsheim nad rzeką Tauber. Później została przez brata przeniesiona do podwójnego klasztoru (tzn. mającego część dla mnichów i osobną dla mniszek, ale wspólne kierownictwo) w Heidenheim. Po śmierci swego brata, opata Winebalda, przejęła jego obowiązki i pełniła je aż do swojej śmierci.

    Po śmierci Willibalda w 1154 r. zamierzano przenieść relikwie Ryszarda do Eichstätt, ale mieszkańcy Lucci sprzeciwili się i tylko część prochów Świętego udało się uzyskać.
    Świadczy to o dość szybko rodzącym się kulcie Ryszarda. Przypisywano mu cudowne uzdrowienia. Jeszcze za życia w czasie swojej pielgrzymki, podczas postoju w gospodzie, miał uzdrowić napotkanego pielgrzyma, Później uzdrowienia za przyczyną Rzyszard miały mieć miejsce Jego grobu w Lucce, a także w miejscu złożenia części relikwii w Eichstätt.
    Jego związki z Eichstätt prawdopodobnie przyczyniły się do tego, iż nazywa się Go czasami (poza Ryszardem z Wessex i Ryszardem Pielgrzymem) Ryszardem ze Szwabii…

    http://www.swzygmunt.knc.pl/SAINTs/HTMs/0207stRICHARDpilgrim01.htm
    http://www.brewiarz.pl/czytelnia/swieci/02-07a.php3


  • św. Tomasz Moro (Morus) (1478-1534) patron polityków

    Wysłany dnia: przez D.S.M.

    Postać to niezmiernie ciekawa i barwna, rzadko wśród świętych spotykana. Człowiek swoich czasów: wielki humanista, a przy tym mistyk; kochający życie, ale stokroć więcej ceniący niebo; człowiek o złotym humorze nawet w obliczu śmierci. Jako dziecko ziemi znał smak i radość życia. Był człowiekiem w najpełniejszym tego słowa znaczeniu. Był przemiłym w towarzystwie, a równocześnie zawsze zjednoczony z Bogiem. Nawet w męczeństwie umiał ukryć heroizm, był przedziwnie naturalny.

    Św. Tomasz Moro urodził się 7 lutego 1478 roku w Londynie jako syn poważanego mieszczanina. Kiedy miał lat 12, umieszczono go na dworze kardynała Mortona, który sprawował równocześnie urząd królewskiego kanclerza. Z kolei zapisał się na studia na uniwersytecie w Oksfordzie. Jednak ojciec wolał mieć syna prawnika. To bowiem otwierało przed nim drogę do kariery urzędniczej. Dlatego szesnastoletni Tomasz został umieszczony w Inns of Law. Kiedy w 1499 roku Erazm z Rotterdamu nawiedził po raz pierwszy Anglię, zaprzyjaźnił się serdecznie z młodszym od siebie o 11 lat Tomaszem.

    Po ukończeniu studiów Tomasz został biegłym i wziętym adwokatem. Z kolei wybrano go posłem do parlamentu. Tutaj zaraz na początku naraził się królowi Henrykowi VIII tym, że przeforsował w parlamencie sprzeciw wobec wniosku króla postulującego nałożenie osobnego podatku na poddanych. Dla poznania świata wyjechał do Francji, gdzie zwiedził uniwersytety: w Paryżu i w Lowanium. Kiedy powrócił do Anglii, zrzekł się wszelkich stanowisk i wstąpił do kartuzów. Po czterech wszakże latach pobytu w klasztorze przekonał się, że nie jest to jego droga. Ożenił się z siedemnastoletnią Jane Colt i zamieszkał z nią w wiejskim domku w Bucklersbury pod Londynem. Były to najszczęśliwsze lata w jego życiu. Sielanka trwała zbyt krótko. Ukochana żona zmarła niebawem, zostawiając Tomaszowi czworo drobnych dzieci. Był przeto zmuszony ożenić się po raz drugi. Alicja Middleton była od niego o siedem lat starsza. Kobieta dobra, zapobiegliwa, ale zrzęda. Tomasz jednak dzięki swojemu spokojowi i poczuciu humoru umiał się jakoś do niej dostosować. Dzieci kochał bardzo, o czym świadczy choćby jeden z listów, pisany już z więzienia: „Pocałunków dałem wam wiele, a uderzeń mało. A jeśli was biłem, to ogonem pawia. Dziś, moje drogie, kocham was nieskończenie więcej niż tylko dlatego, że jesteście dziećmi, które zrodziłem”.

    W 1510 roku objął Tomasz urząd sędziego do spraw cywilnych. Jako specjalista został wysłany do Flandrii dla zawarcia traktatu pokojowego. W 1521 roku Moro pełen sławy ze swojej pracy i dzieł został przez króla nobilitowany, czyli podniesiony do godności szlacheckiej. Król upodobał sobie w zręcznym urzędniku i mianował go przewodniczącym sądu oraz tajnym radcą. Teraz zaczęły sypać się na Tomasza coraz to nowe wyróżnienia i godności: zarządcy uniwersytetu oksfordzkiego i łowczego królewskiego, wreszcie godność najwyższa w państwie, dla wielu niedościgłe marzenie – godność pierwsza po królu – kanclerza państwa.

    Ze szczytu jednak jakże łatwo stoczyć się w dół! Odczuł to na sobie Moro, jak krucha jest łaska królewska i jak bardzo kapryśna potrafi być fortuna. Kiedy Henryk VIII w roku 1531 ogłosił się najwyższym zwierzchnikiem Kościoła katolickiego w Anglii, Tomasz Moro na znak protestu zrzekł się też urzędu kanclerza. Pomimo nalegań, nie wziął też udziału ani w ślubie, ani też w koronacji kochanki króla, Anny Boley. Wreszcie nie podpisał aktu supremacji, ani też nie złożył królowi przysięgi jako głowie Kościoła w Anglii. Uznano to za zdradę stanu. Dnia 1 lipca 1535 roku nad aresztowanym odbył się sąd. Kiedy sędziowie zapytali w końcu Tomasza Moro, czy nie ma jeszcze coś do powiedzenia, ten odparł żartobliwie: „Nie mam, moi Panowie, nic więcej do powiedzenia, jak tylko przypomnieć, że chociaż do najżarliwszych wrogów św. Szczepana należał Szaweł, pilnujący szat kamienujących go oprawców, to jednak obaj są ze sobą w zgodzie w niebie. Mam nadzieję, że i my razem tam się zobaczymy”. Tego dnia sąd najwyższy skazał Tomasza na śmierć. Tomasz Moro przyjął wyrok ze spokojem, z uśmiechem; miał sumienie które mu śpiewało. Gdy doszedł do podium, na którym miano wykonać wyrok, powiedział do kata: „Proszę, pomóż mi wejść”. Potem dodał dowcipnie: „Postaram się zejść sam”. Gdy znalazł się na podium, uściskał kata i szepłął do niego „Odwagi przyjacielu, nie bój się. Raczej pamiętaj, że mam krótką szyję. Uważaj i uderz mocno. Chodzi o twój honor!”. Powiedziawszy to, położył głowę na pniu, ale po chwili uniósł ja trochę, aby lepiej ułożyć swą długą brodę. „Ona nie zdradziła – powiedział zartując – a więc nie musi być ścięta”. Egzekucję wykonano publicznie na jednym z pagórków, otaczających Londyn. Zanim Święty położył głowę pod topór kata, powiedział do otaczającego go w milczeniu tłumu: „Módlcie się, abym umarł wierny wierze katolickiej. Aby także król wierny tej wierze umarł”. Wreście kat mógł wykonąc swój smutny obowiązek. Egzekucja odbyła się 6 lipca 1535 roku. Podobnie jak św. Jana Fishera, tak i głowę św. Tomasza Moro wystawiono na widok publiczny, wbitą na pal na moście Tamizy. Sterczała tam miesiąc, aż ją potem wrzucono do morza. Jednak jego córka, Małgorzata, wydobyła ją i pochowała w krypcie kościoła Św. Dunstana w Canterbury. Ciało jednak zaginęło. Po prostu straż więzienna zakopała je w nieznanym miejscu. Z jego przedmiotów zachowały się pieczęć, taca, kapelusz, włosy i włosiennica. Można je oglądać w kolegium w Stonyhurst.

    Wieść o ohydnym mordzie, dokonanym na św. Tomaszu Moro, obiegła lotem błyskawicy cały cywilizowany świat, wywołując powszechne oburzenie. Aby jednak nie drażnić Kościoła anglikańskiego, proces kanoniczny św. Tomasza odbył się późno. Do chwały błogosławionych wyniósł go bowiem dopiero papież Leon XIII w roku 1886. Uroczystej kanonizacji dokonał papież Pius XI w 1935 roku.

    Św. Tomasz stanowi doskonały wzór do naśladowania dla świata urzędniczego. Był w pracy swojej zdecydowanie sumienny. Powiedziano o nim, że gdyby pewnego dnia stawił się przed nim własny ojciec i diabeł, przyznałby rację szatanowi, jeśliby na nią zasługiwał. Tak był bezstronny. Kiedy otrzymał nominację na sędziego, zastał całe sterty zakurzonych teczek z aktami, które od lat czekały na rozpatrzenie. Rychło je załatwił, aby sprawy szły odtąd na bieżąco, by ludzie długo nie czekali. Traktował wszystkich życzliwie. Przekupstwo czy kumoterstwo nie miały do niego przystępu. Nosił włosiennicę. Na modlitwę poświęcał dziennie po kilka godzin. Przy stole czytał Pismo święte i książki ascetyczne, co jest częstym zwyczajem w zakonach. Unikał pokut dawnych ascetów, wiedząc, że siły są mu potrzebne do wykonywania swoich codziennych obowiązków. Rekompensował ten brak szczególnych pokut cierpliwym znoszeniem codziennych kłopotów, rzetelnym wypełnianiem swoich obowiązków, zachowaniem przykazań Bożych i kościelnych. Nawet jako kanclerz państwa chętnie usługiwał do Mszy świętej i śpiewał w chórze kościelnym.

    Czarował jednak najwięcej poczuciem złotego humoru. Kiedy w czasie długich miesięcy pobytu w więzieniu wyrosła mu potężna broda i chciano mu ją ściąć przed egzekucją, Moro powiedział: „Broda jest zupełnie niewinna. Przecież urodziła się w więzieniu i nie mogła tam popełnić przestępstwa”.

    Święty zostawił szereg pism. Wśród nich największą zdobyła mu sławę Utopia, w której usiłował nakreślić projekt idealnego państwa i systemu społecznego. Cenny jest jego Dialog o pociesze w ciężkiej próbie. Zostawił także poematy łacińskie i piękne listy, pozwalające wejść w głąb jego duszy i rzucające też światło na wypadki publiczne.

    Ks. Wincenty Zaleski SDB


  • Modlitwa o dobry humor – Święty Tomasz Moro

    Wysłany dnia: przez D.S.M.

    Czy znam jego świadectwo życia w Bogu?

    Modlitwa o dobry humor
    Panie, obdarz mnie dobrym trawieniem,
    a również czymś, co mógłbym strawić.
    Daj mi zdrowie ciała i dobry humor,
    by móc je zachować.

    Daj mi, Panie, duszę prostą która potrafi
    uznać za skarb wszystko, co jest dobre
    i która nie zlęknie się widokiem zła,
    ale raczej znajdzie sposób, by doprowadzić
    wszystko na swoje miejsce.

    Panie, obdarz mnie dobrym trawieniem,
    a również czymś, co mógłbym strawić.
    Daj mi zdrowie ciało i dobry humor,
    by móc je zachować.

    Daj mi duszę, która nie zazna nudy,
    zrzędzenia, westchnień, lamentów i nie
    pozwól bym zbytnio martwił się zawalidrogą,
    która nazywa się «ja»
    Daj mi, Panie, poczucie humoru.
    Udziel mi łaski zrozumienia żartu,
    by odkryć w życiu trochę radości
    i by móc użyczyć jej innym. Amen

    Święty Tomasz Moro patron polityków