• Archiwa Tagów święty
  • 16 grudnia Żywot świętej Adeli, cesarzowej

    Wysłany dnia: przez D.S.M.

    (Żyła około roku Pańskiego 999)

    Adela była córką Rudolfa II, króla Burgundii. Wyrósłszy na dziewicę jaśniejącą nie tylko niepospolitymi wdziękami, ale i anielską niewinnością, wyszła za Lotariusza, króla Włoch. Niedługo potem Berengariusz, margrabia Ivrei, pozbawił jej męża życia, po czym zagarnął koronę włoską i zażądał od młodej wdowy ręki dla swego syna. Adela odrzuciła z oburzeniem to żądanie, za co Berengariusz kazał ją uwięzić i obchodzić się z nią jak ze zbrodniarką. Nagłą tę zmianę znosiła Adela z poddaniem się woli Bożej, wiedziała bowiem, że Bóg w swoim czasie przywróci jej wolność, jakoż niedługo potem jej kapelan Marcin ułatwił jej ucieczkę do warownego zamku Kanossy. Tym czasem wieść o jej utrapieniach doszła cesarza Ottona I. Cesarz wyruszył przeciw Berengariuszowi, wyswobodził Adelę z oblężonej Kanossy i pojął ją za żonę.

    Szczęśliwe małżeństwo pobłogosławił Bóg czworgiem dziatek, które jednak wszystkie pomarły, oprócz najmłodszego syna Ottona II. Gdy wyszedł z lat dzieciństwa, dalsze jego wychowanie i wykształcenie poruczyła Adela sławnemu Brunonowi, arcybiskupowi kolońskiemu, po czym oddała się modlitwie i dziełom miłosierdzia. Surowa, oszczędna, nieubłagana dla siebie, okazywała wielką dobroć względem biednych, chorych i uciśnionych. Nadto hojnie uposażała kościoły i założyła kilka klasztorów dla młodzieży męskiej i żeńskiej, aby szerzyć oświatę chrześcijańską i ściągnąć na kraj i rodzinę błogosławieństwo Niebios.

    Święta Adela

    W roku 962 towarzyszyła mężowi do Włoch, i otrzymała wraz z nim z rąk papieża Jana XII koronę cesarską. Zaszczycona najwyższą godnością, jaką ziemia dać może, pozostała skromną i pokorną. Mąż przypuszczał ją do udziału w rządach, gdyż odznaczała się bystrością i przezornością. Wpływu swego używała na korzyść i dobro Kościoła katolickiego, popieranie oświaty i tworzenie dobroczynnych zakładów. Dokumenty klasztoru świętego Maurycego w Wallis, Maria-Einsiedeln, Peterlingen w Waadt, biskupstw lozańskiego i genewskiego w Szwajcarii, a nadto wiele niemieckich i włoskich dokumentów fundacyjnych wymienia ją wyraźnie jako współfundatorkę. Najpiękniejszy dowód zacności duszy złożyła, powoławszy na swój dwór dwie córki swego zawziętego wroga Berengariusza, którymi zajęła się jak rodzona matka. W roku 973 śmierć wydarła jej drogiego małżonka, a na tron wstąpił młody Otton II. Dopóki młody, dwudziestoletni władca szedł za radami matki, rządził szczęśliwie, ale gdy pojął za żonę grecką księżniczkę Teofanię, szczęście go opuściło. Zarozumiała bowiem Greczynka i podli pochlebcy, nienawidzący pobożną Adelę, tak dalece opanowali serce Ottona, że zapomniawszy o czci należnej matce zaczął jej ubliżać, dokuczać, aż wreszcie skazał ją na wygnanie.

    Z westchnieniem: „Boże, Ty znasz miłość moją, Ty mnie nie odepchniesz! Zesłałeś na mnie ten cios, abym z miłości dla dziecka nie zapomniała o Tobie!” opuściła Adela progi domowe, usuwając się z oczu prześladowców i udała się do brata swego Konrada, króla Burgundii.

    Otton II stracił teraz wszelki szacunek u poddanych, a Teofania stała się przedmiotem powszechnej nienawiści. Wszystko poczęło się burzyć, w całym cesarstwie wszczął się nieład i zamieszanie, toteż gdy w jakiś czas potem Majolus, opat kluniacki, stanął śmiało przed cesarzem, zarzucił mu jawne zgorszenie, że on, zwierzchnik narodu zobowiązany do przestrzegania przykazań Bożych, tak haniebnie pogwałcił cześć winną matce, i zagroził mu gniewem Bożym, Otton okazał serdeczny żal, przeprosił pokornie obrażoną matkę i oddał jej rządy Włoch.

    W trzy lata później Otton II zmarł. W imieniu jego nieletniego syna Ottona III rządziła Teofania, ale jej duma i widoczna niechęć do Adeli zraziła do niej wszystkich poddanych. Niepowściągliwa w słowach cesarzowa odezwała się pewnego razu do jednej ze swych dworek: „Niechaj tylko pożyję choćby z rok jeszcze, a Adela nie będzie miała piędzi ziemi, nad którą by panowała”, ale gdy w tym samym jeszcze roku wybrała się do Włoch, w drodze zmarła. Otton III i magnaci prosili Adelę, aby ujęła ster rządów, na co się zgodziła i rządziła w imieniu wnuka dopóty, dopóki nie doszedł do pełnoletniości. Potem odsunęła się od spraw publicznych, aby się przygotować na śmierć. Raz tylko jeszcze wychyliła się ze swej samotni, aby przywrócić zgodę między swym bratankiem Rudolfem III, władcą Burgundii, a zbuntowanymi panami. Wracając, umarła w klasztorze Selz, 6 mil od Strassburga, dnia 16 grudnia 999 roku.

    Nauka moralna

    „Szczęśliwy jest, kto jest zadowolony”, mówi przysłowie. Zapytajmy teraz:

    1) Kto jest zadowolony na wielkim świecie? Łatwiej tu wynaleźć odpowiedź, aniżeli osobę, o którą chodzi. Szczęśliwy jest, kto ma wszystko czego pragnie. Potrzeba więc, aby wszystko, co rozpocznie, udawało mu się i wiodło według myśli, aby mu nic nie stawało na przeszkodzie i nie zakłócało spokoju jego duszy. Oprócz tego trzeba, aby nie obawiał się, że to, co posiadł i osiągnął, mógłby kiedykolwiek utracić. Taki tylko człowiek słusznie mógłby się nazwać szczęśliwym i zadowolonym, ale teraz zapytajmy: „Gdzie znajdziemy takie dziecko szczęścia oprócz aniołów i Świętych w Niebie?

    2) Każdy prawdziwy katolik jest już tutaj na ziemi takim dzieckiem szczęścia, a przynajmniej może nim być, byle by tego szczerze chciał i pragnął, wie bowiem z niezachwianą pewnością, że wszystko, co się w nim, z nim i wokół niego dzieje od początku do końca życia – z wyjątkiem grzechu – jest rozporządzeniem mądrości, dobroci, woli Boga, że wszystko, co i jak Bóg chce, jest dla niego najlepsze i najodpowiedniejsze. Chrześcijanin katolik miłuje Boga całym sercem, całą duszą, z wszystkich sił, i jedno tylko ma życzenie: „Niechaj się dzieje wola Twoja jak w Niebie, tak i tu na ziemi”, a wypowiadając to życzenie, godzi się na to, co w każdym czasie i o każdej porze najlepszy i najmędrszy Ojciec gotów na niego zesłać. Wskutek tej zgody swojej woli z wolą Bożą posiada wszędzie i zawsze to wszystko, czego sobie życzy i jak sobie życzy. Jest więc rzeczywiście szczęśliwy i zadowolony, a w tym stanie zadowolenia prawdziwym dzieckiem szczęścia. Słusznie przeto święta Adela, lubo ze zranionym sercem, dziękować mogła Bogu za swój smutek, ponieważ czuła się zespolona z Bogiem jednością woli.

    Modlitwa

    Miłościwy Jezu, udziel nam tej łaski, abyśmy z miłości ku Tobie godnie umieli nosić krzyż utrapień naszych. Odejmij od nas wszelką niecierpliwość i małoduszność, natchnij nas męstwem i siłą pójścia tymi drogami, którymi i Ty chodziłeś. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, który króluje w Niebie i na ziemi. Amen.

    Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.


  • 15 grudnia Żywot świętej Krystyny, służebnicy

    Wysłany dnia: przez D.S.M.

    (Żyła około roku Pańskiego 342)

    Dawni dziejopisarze nie podają nam żadnych szczegółów o pochodzeniu, kraju rodzinnym i młodości Krystyny. Tyle nam tylko wiadomo o kolejach jej życia, że porwana przez rozbójników, sprzedana została jako niewolnica w służbę u jednego z książąt Gruzji na Kaukazie. Los jej był srogi, musiała bowiem nie tylko ciężko pracować, ale doznawała rozmaitych zniewag, obelg i dokuczliwości. Siłę czerpała jedynie z łaski Bożej i z nadziei wiecznej nagrody w Niebie, z wiernego wypełniania swych obowiązków i z gorącej modlitwy. Skromność, ofiarność, uprzejmość i uczynność jej względem czeladzi służebnej, jako też jej czystość i moralność zjednały jej powszechny szacunek i zaufanie chlebodawców, którzy jej zacność uznawali i podziwiali.

    Gdy poganie pytali, dlaczego w ten sposób postępuje i znosi wszystko łagodnie i cierpliwie, odpowiadała: „Jestem chrześcijanką, a jako chrześcijanka jestem zobowiązana jak najwierniej służyć prawdziwemu Bogu”. Korzystając z sposobności, opowiadała ciekawym o Panu Jezusie, śmierci i życiu Jego, jako też o nauce i łaskach, jakie z Niego spłynęły na grzeszną ludzkość. Treść tych opowiadań robiła tak głębokie wrażenie na słuchaczach, że powtarzali innym, co z jej ust słyszeli.

    Święta Krystyna

    Było zwyczajem w Gruzji, że matki nosiły chore dzieci od domu do domu i pytały drugich, czy nie znają lekarstwa na tę chorobę. Pewnego razu przybyła do Krystyny niewiasta z chorym dziecięciem i pytała ją o radę. „Nie jest w mej mocy – odpowiedziała świątobliwa dziewica – uzdrowić twe dziecię, gdyż może to tylko Bóg mój i Zbawiciel, Jezus Chrystus, któremu służę”, po czym ułożyła niemowlę na swym twardym łożu, uklękła przy nim, pogrążyła się w gorącej modlitwie i kilkakrotnie wymówiła imię Jezus. Dziecię natychmiast odzyskało zdrowie, a cud ten tak się rozgłosił, że królowa, która wraz z synaczkiem od dawna była obłożnie chora, wezwała Krystynę, aby jej przywróciła zdrowie. Biedna służebnica nie usłuchała wezwania, wskutek czego królowa zdjęła pychę z serca, kazała się wraz z dzieckiem zanieść do Krystyny i sama ją prosiła o ratunek. Krystyna mocno się zakłopotała, bo nie uważała się za godną, aby żądać od Boga ponownego cudu, z drugiej jednak strony czuła litość dla monarchini. Po krótkim namyśle rzekła do chorej: „Jestem tylko biedną grzesznicą i wiem, że nikomu pomóc nie mogę, ale miej królowo zaufanie w Jezusie, który jest wszechmocny i miłuje cię. On cię wyleczy”. To rzekłszy, położyła chore dzieciątko na ziemi i uklękła do modlitwy. Wkrótce okrzyk radości przerwał jej pobożne modły, królowa bowiem i jej dziecię uczuli się zdrowymi.

    Uradowany król przysłał cudotwórczym drogocenne podarki i zapewnił ją o swej łasce, ale Krystyna zwróciła dary, mówiąc: „Bóg jest mym doczesnym i wiekuistym skarbem, więc jedna tylko nagroda zadowolić mnie zdoła. Niechaj król z całą swą rodziną przyjmie chrzest święty i uwierzy w Boga, który wspólnie z Matką Najświętszą przywrócił zdrowie jego małżonce i synowi”. Królowa oświadczyła, że usłucha tej rady, natomiast jej małżonek nie chciał tego uczynić, ale Bóg dobrotliwy spełnił gorące życzenie pokornej służebnicy.

    Zdarzyło się, że król na polowaniu znalazł się w wielkim niebezpieczeństwie życia. Opuszczony przez towarzyszy, zawołał w strachu śmiertelnym: „Chrystusie, uwierzę w Ciebie, jeśli mnie ocalisz!” Zaledwie te słowa wymówił, znalazł ścieżkę, która z gęstych zarośli wyprowadziła go na bezpieczną drogę. Gdy przybył do domu, natychmiast posłał po Krystynę i poprosił ją, aby go obeznała z nową wiarą. Poczciwa służebnica usłuchała jego rozkazu, a Bóg tak widocznie błogosławił jej usiłowaniom, że rodzina królewska oświadczyła gotowość uwierzenia w Chrystusa.

    Krystyna żyła potem jeszcze kilka lat w cichym ustroniu i była dla wszystkich przykładem wszelkich cnót chrześcijańskich, póki jej Bóg nie powołał do swej chwały około roku 342. Naród czcił ją odtąd jako Świętą i patronkę.

    Nauka moralna

    Któż by się nie budował pobożnością biednej służebnicy Krystyny. Któż by się nie starał być jej podobnym? Pobożność bowiem polega na tym, abyśmy opierając się na nauce i łasce Jezusa Chrystusa, usposobieniem wewnętrznym i czynami na zewnątrz okazywali się rzeczywistymi czcicielami i sługami Pana Jezusa. Celem pobożności jest sam Bóg, więc pobożność, jak to widzimy u Krystyny, jest nader pożyteczna. Jest ona dla nas niewyczerpanym źródłem pociechy, o ile wiemy, że w całym życiu i istocie naszej, w darach przyrodzonych i nadprzyrodzonych jesteśmy zawiśli jedynie od Boga. On jest jedynym przewodnikiem naszym, On nam wskazał miejsce, stosunki, zajęcia i powołanie, przez które możemy w Jego oczach pozyskać zasługi. Czy jesteśmy sługami, czy książętami, czy wyrobnikami, czy mnichami, o to wcale nie chodzi, byle byśmy mieli niewzruszoną wiarę, że Bóg zawsze na nas patrzy, gdziekolwiek jesteśmy i cokolwiek czynimy. Ta niewzruszona wiara jest dla nas bodźcem, abyśmy wszystkie nasze myśli, zamiary i czyny na cześć Jego ofiarowali. Ona nas krzepi nadzieją, że Bóg nigdy nie odmówi nam swej łaski, a trudy, mozoły i prace nasze hojnie wynagrodzi. Czyż podobna użyć życia stosowniej i piękniej, niż w służbie Ojca niebieskiego?

    Pobożność jest także pożyteczna dla drugich. Jak słońce promieniami swymi wszystko ożywia, krzepi chorych, a zdrowym siły dodaje, tak i pobożność chrześcijańska, miłująca i chwaląca jedynie Boga. działa błogo i dobroczynnie na wszystkich bliźnich, zachęcając ich do naśladowania. Słusznie też mówi Pan Jezus: „Nie ukrywajcie światła swego przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre czyny i chwalili Boga, który jest w Niebiesiech”. Pomnijmy na świętą Krystynę, jak dobroczynnie oddziaływała jej pobożność na drugich, a nadto pomnijmy na nagrodę obiecaną przez Chrystusa: „Kto się do Mnie przyznaje wobec ludzi, do tego Ja się przyznam wobec Ojca niebieskiego”.

    Modlitwa

    Boże, natchnij mnie nienawiścią przeciw wszystkiemu, co sprzeciwia się Twojej świętej woli. Niechaj poznam i unikam grzeszności tego świata, a natomiast Tobie wiernie służę, gorliwie i wytrwale idąc drogą świętych Twoich przykazań. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, który króluje w Niebie i na ziemi, po wszystkie wieki wieków. Amen.

    Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.


  • 14 grudnia Żywot świętej Marii Franciszki od Pięciu Ran

    Wysłany dnia: przez D.S.M.

    (Żyła około roku Pańskiego 1791)

    Urodziła się Maria Franciszka w święto Bożego Narodzenia w Neapolu w roku i 1715. Ojciec jej, Franciszek Galio, był człowiekiem porywczym i skąpym, matka natomiast była łagodna, pobożna i uprzejma. Dziecię nie miało jeszcze lat czterech a już pragnęło modlić się, słuchać opowiadań o Panu Jezusie i o Królestwie niebieskim, jako też dzień i noc klęczało przed obrazem Ukrzyżowanego. W szóstym roku życia biczowała się do krwi i tęskniła za przystąpieniem do sakramentu Ciała i Krwi Pańskiej. Gdy liczyła szesnasty rok życia, majętny i zacnego rodu młodzieniec począł się starać o jej rękę. Galio przyobiecał mu ją, nie pytając córki o zdanie, Maria jednak oświadczyła, że serce już oddała Boskiemu Oblubieńcowi i myśli wstąpić do III zakonu św. Franciszka, po czym padła do nóg ojcu i prosiła go o błogosławieństwo. Zawiedziony w swych nadziejach Galio wpadł w straszny gniew. Rzucił Franciszkę na ziemię, ochłostał namoczonym powrozem, a potem wtrącił ją do ciemnej komory i głodził przez dłuższy czas, ale Maria znosiła wszystko cierpliwie, a swój smutek ofiarowała Jezusowi.

    Nareszcie udobruchał się ojciec wskutek próśb córki i jej spowiednika i pozwolił jej przywdziać habit tercjarski według ściślejszej reguły Alkantarzystów, wraz z imieniem „Marii Franciszki od Pięciu Ran Chrystusowych”. Ponieważ zakonnice te nie miały własnego domu i klauzury, Franciszka mogła się nadal trudnić w swym mieszkaniu wyrabianiem wstążek. Chociaż dużo czasu spędzała na modlitwie, zarabiała o wiele więcej od swych sióstr, gdy jednak wskutek choroby zaczęła mniej zarabiać, ojciec zaczął się z nią znowu surowo obchodzić a w końcu przyszło do tego, że ją zupełnie wygnał. Maria modlitwą, postem i dziełami pokuty wzmacniała się w cierpliwości, czciła ojca i wspierała go według możności z otrzymanych jałmużn. Przyjęła ją teraz do siebie pewna pani, która jej zastępowała matkę przy bierzmowaniu, ale i tu czekało ją cierpienie, bo gdy jej mąż zaprowadził zmiany w zarządzie domu, pani sądziła, że stało się to z namowy Franciszki i zaczęła biedną dziewczynę szkalować i lżyć, a w końcu oskarżyła ją przed arcybiskupem. Śledztwo sądu duchownego, który ją uwolnił od wszelkiej winy, było dla niej tym przykrzejsze, że równocześnie Pan Bóg nawiedził ją niezwykłą oschłością ducha; mimo to wytrwała w modlitwie i pokucie. Pan Jezus obdarzył ją także łaską pięciu ran; kapłan Paschalis Ritti zeznał pod przysięgą: „Nie tylko oglądałem te rany na jej rękach i dotykałem ich, ale wkładałem w nie palce i przekonałem się, że przechodziły przez całe dłonie”. Później pokryły się te rany cieniutką błona, i były tylko wtedy widoczne, kiedy trzymała rękę pod światło. Z tymi nadzwyczajnymi łaskami spadały jednak na nią nowe upokorzenia i cierpienia. Były to bolesne choroby, które ją omal o śmierć nie przyprawiły, oraz obmowy i potwarze, wskutek których wytoczono jej proces. Trwał on lat osiem, ale ostateczny wyrok wykazał całkowitą jej niewinność.

    Miłość ku Bogu okazywała Franciszka szczególnie w miłości bliźniego, miała bowiem wielkie miłosierdzie dla dusz zmarłych, jako też gorąco miłowała chorych i ubogich. Wskutek gorących modłów do Pana Jezusa i Matki Bożej otrzymywała często znaczne kwoty, które obracała na wspieranie nędzarzy. Najchętniej pielęgnowała i opatrywała chorych na trąd i inne zaraźliwe choroby.

    Bogata w zasługi, spokojnie spoglądała na zbliżający się koniec swego żywota, chociaż ostatnia jej choroba była nader ciężka i bolesna. Gdy przyjęła ostatnie sakramenta święte, wpadłszy w zachwycenie, ujrzała w duchu wielki wspaniały krzyż. „Co za piękny krucyfiks! – wolała. – Najsłodszy Oblubieńcze, czyń ze mną, co chcesz. O Jezu, o miłości moja!”, po czym ogarnął ją strach śmiertelny, połączony z okrutnymi boleściami.

    Gdy nazajutrz rano ponownie przyjęła świętą Komunię, jej oblicze rozjaśniła niebiańska radość, a z jej piersi wydobył się okrzyk: „Patrzcie, idzie Maryja, droga Matka moja!” Kapłan udzielił jej ostatniego odpuszczenia, a chcąc się przekonać, czy jeszcze żyje, podał jej krucyfiks, mówiąc: „Mario Franciszko, ucałuj jeszcze raz stopy Zbawiciela, który za nas umarł na krzyżu!” Natychmiast uniosła na pół martwą głowę, przycisnęła zimne usta do stóp Chrystusowych i oddała Bogu ducha dnia 6 października 1791 roku. Z powodu licznych cudów papież Grzegorz XVI w roku 1843 zaliczył ją do Błogosławionych, a Pius IX w roku 1867 do Świętych Pańskich.

    Nauka moralna

    Jak wielka była miłość Franciszki do Chrystusa utajonego w Sakramencie Ołtarza, na to mamy mnóstwo świadectw sądownie stwierdzonych.

    Maria Felice, jej przyjaciółka i nieodstępna niemal towarzyszka, takie o niej daje świadectwo: „Gdy wchodziłyśmy do jakiego kościoła, a ja nie wiedziałam, gdzie spoczywa Najświętszy Sakrament (we Włoszech bowiem rzadko mieści się święte Cyborium w wielkim ołtarzu), jeśli przypadkiem nie paliła się wieczna lampa ani nie było innego znaku, Franciszka, choćby było jak najwięcej kaplic i bocznych ołtarzy, zawsze bez omyłki trafiała do ołtarza, w którym znajdowało się Ciało Pańskie, i w tak gorącej zatapiała się modlitwie, że traciła przytomność. Jeśli się gdzie odbywało czterdziestogodzinne nabożeństwo, tam od rana do późnego wieczora i ostatniego błogosławieństwa bez przerwy klęczała, nie biorąc nic do ust. Co dzień odwiedzała po kilka razy Przenajświętszy Sakrament. Jeśli tego nie mogła uczynić dla choroby lub innych przeszkód, wtedy obrócona w stronę któregokolwiek kościoła w duchu odprawiała te odwiedziny. Często ja i inni byliśmy świadkami, jak z twarzą rozpłomienioną unosiła się w powietrzu. Nierzadko też widywano ją w porze nocnej, jak ze wzniesionymi ramionami zawisnąwszy w powietrzu, wzdychała zwrócona do kościoła: „Oblubieńcze mój, wesele mej duszy, życie i duszo moja! Czemuż nie mam serc wszystkich ludzi, aby Cię chwalić i wysławiać? Czemuż me serce nie jest płonącym ogniskiem miłości tak ogromnym jak świat cały, aby Cię godnie miłować?!”

    W nagrodę za tę miłość dał jej Pan Jezus łaskę, że od czasu pierwszej Komunii aż do śmierci prawie co dzień mogła przystępować do Stołu Pańskiego, mimo ciężkich i częstych obłożnych chorób. Cud ten poświadczył ks. Bianchi, któremu Pius IX w roku 1857 nadał zaszczytną nazwę „Czcigodny”. Kapłan ten był przez lat czterdzieści przewodnikiem jej duszy i na kilkakrotne zapytania złożył następujące zeznanie:

    „Czasem znikała mi na chwilę ta część Hostii świętej, którą przy słowach {{Pax Domini}} wpuszczałem w kielich; później dowiedziałem się, że anioł przynosił ją chorej Marii do łoża boleści. Zdarzyło się także, że po Podniesieniu znikał mi nagle kielich z ołtarza, a niewidoma ręka znów go po krótkiej chwili przede mną stawiała”.

    Modlitwa

    Jezu Chryste, Panie nasz! któryś świętą Marię Franciszkę, dziewicę, między innymi darami uczynił przedziwną we wzgardzie świata, spraw miłościwie, prosimy, abyśmy za jej pośrednictwem wzgardziwszy wszystkim, co ziemskie, o Niebo tylko się starali. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa. Amen.

    Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.


  • 13 grudnia Żywot świętej Łucji, panny i Męczenniczki

    Wysłany dnia: przez D.S.M.

    (Żyła około roku Pańskiego 304)

    Imię tej dziewicy wymienione jest w Kanonie Mszy świętej obok św. Agaty, Agnieszki i Cecylii, a Kościół obchodzi jej pamięć krótko przed Bożym Narodzeniem, przypominając wiernym, że do żłóbka Dzieciątka Jezus powinni przystępować nie tylko z wiarą, ale także z czystym sercem, bez którego nikomu do Boga zbliżyć się nie wolno. Łucja jest jedną z trzech gwiazd chrześcijańskiej Sycylii. Miasto Syrakuzy czci ją podobnie jak miasto Katania Agatę, a Palermo Rozalię.

    Była ona jedynaczką bogatej, chrześcijańskiej wdowy Eutychii z Syrakuz i otrzymała od niej staranne wychowanie. Wzrastała w bojaźni Bożej i powzięła taką odrazę do życia światowego, że w tajemnicy przed matką ślubowała panieństwo, a nadto wyrzekła się wszelkich, nawet dozwolonych przyjemności życia. Gdy dorosła, zaczął się starać o jej rękę pewien znakomity rodem i zdolnościami młodzieniec pogański. Matka Łucji chętnie go widziała, toteż Łucja nie śmiała mu okazać niechęci, a tylko starannie unikała wszelkiego zbliżenia, zdając całą sprawę na wolę Bożą.

    Tymczasem Eutychia ciężko zachorowała, a lekarze daremnie przez cztery lata starali się ją uleczyć. Gdy pewnego razu kapłan w kościele przeczytał Ewangelię o uleczeniu chorej na biegunkę niewiasty, pełna ufności Łucja tak się odezwała: „Kochana matko, bądź dobrej myśli; jeśli szata Pana Jezusa zdoła uleczyć chorych, jakże by nie mieli tego uczynić Święci, którzy krew i życie swe dla Niego oddali, i których Chrystus miłuje jako swych przyjaciół i braci? Podejmijmy zatem pielgrzymkę do grobu św. Agaty w Katanii, gdzie już tylu cierpiących doznało pociechy na ciele i duszy, a ja ufam, że Pan Bóg przywróci ci zdrowie”.

    Obie niewiasty wybrały się zaraz w drogę i długo klęczały przy grobie Świętej, aż wreszcie Łucja usnęła. We śnie ujrzała św. Agatę otoczoną aniołami, przemawiającą do niej tymi słowy: „Siostro Łucjo, czemuż domagasz się ode mnie tego, co sama wyświadczyć możesz swej matce? Wiara twoja pomogła ci, ponieważ Eutychia już odzyskała zdrowie. Przez ciebie zasłyną Syrakuzy, gdyż dziewictwo jest miłym Chrystusowi mieszkaniem”. Przebudziwszy się, Łucja rzekła z radością: „Matko, matko, wyleczona jesteś z niemocy! Błagam cię teraz, abyś mi więcej nie wspominała o ziemskim narzeczonym, a posag, którym chciałaś mnie opatrzyć, daj mi teraz dla mego niebieskiego Oblubieńca!” Matka odrzekła: „Spadek po ojcu gotowam natychmiast złożyć w twoje ręce. Czyń z nim, co ci się podoba, ale swój majątek zatrzymam i będę nim zarządzać dotąd, dopóki mi Bóg żyć pozwoli. Po mojej śmierci będzie on twoją własnością”. „Ależ, matko! – odparła Łucja – gdy się Bogu daje tylko to, czego w chwili zgonu z sobą zabrać nie można, natenczas ofiara taka nie jest Mu tak miła, jak oddanie tego, czego jeszcze za życia użyć można. Daj przeto, póki żyjesz, Chrystusowi choć w części to, co posiadasz i zacznij już teraz dzielić się z Nim spadkiem, który mnie przeznaczasz”.

    Święta Łucja

    Eutychia pozwoliła w końcu Łucji zachować panieństwo i dawać hojne jałmużny. Dziewica chętnie skorzystała z tego polecenia i sprzedawała grunty, kosztowne naczynia, złote naramienniki i naszyjniki, a uzyskane ze sprzedaży pieniądze rozdzielała między ubogich i biedne wdowy. Po jakimś czasie młodzieniec, który się starał o jej rękę, oburzony tym rzekomym marnotrawstwem, oskarżył ją przed namiestnikiem Paschazjuszem o wyznawanie wiary chrześcijańskiej. Paschazjusz natychmiast wezwał Łucję i kazał jej złożyć ofiarę bogom rzymskim. Przy tej sposobności wywiązała się pomiędzy nimi następująca rozmowa:

    Łucja: „Wspieranie wdów i sierot, zostających w niedoli, jak to robiłam przez trzy lata, jest ofiarą miłą Bogu. Teraz już nie mam nic do rozdania, sama więc siebie ofiaruję, prosząc Boga, aby raczył przyjąć mą ofiarę”.

    Paschazjusz: „Mów takie brednie chrześcijanom, nie mnie. Straciłaś swój majątek z rozpustnikami!”

    Łucja, z powagą i godnością: „Majątku dobrze użyłam, a od pokalania duszy i ciała Bóg dobrotliwy ustrzec mnie raczy”.

    Paschazjusz: „Zamilkniesz, gdy cię każę ochłostać!”

    Łucja: „Powiedziałam tylko to, czym mnie natchnął Duch święty”.

    Paschazjusz: „A zatem Duch św. mówi przez ciebie?”

    Łucja: „Tak jest. Ludzie czyści i niepokalani są przybytkami Boga i mają w sobie Ducha świętego”.

    Paschazjusz: „Każę cię zawieść do domu nierządnic, tam cię odstąpi Duch święty”.

    Łucja: „Ciało nie skala się, jeśli duch się na to nie zgodzi. Każdy gwałt zadany mi wbrew woli podwoi zasługę mego dziewictwa”.

    Paschazjusz kazał wykonać swoją pogróżkę, ale gdy Łucję chciano wywlec z izby sądowej, żadna siła nie mogła jej ruszyć z miejsca. Widzowie zaczęli się śmiać z bezradności Paschazjusza, a ten, pałając gniewem, kazał panienkę obłożyć słomą i drzewem, zlać to wszystko olejem, żywicą i smołą, a następnie podpalić. Płomienie nie tknęły Łucji, a ona donośnym głosem zawołała: „Prosiłam Pana Jezusa, aby mi ten ogień nie szkodził, wiernym odjął obawę cierpień, a niewiernych powstrzymał od naigrawania i obelg”. Nareszcie znaleźli się niegodziwcy, którzy przebili mieczem świętą Męczennicę. Stało się to dnia 13 grudnia roku 304.

    Nauka moralna

    Przeciwnicy Kościoła katolickiego gorszą się, jak wiadomo, wzywaniem Świętych i pojąć nie mogą, jak można ich błagać o wstawienie się za nami do Boga. Żywot św. Łucji dowodzi, że zwyczaj ten datuje się od więcej, niż 1.600 lat. Widzieliśmy, jak Łucja zachęcała matkę, aby przy grobie świętej Agaty błagała o przywrócenie zdrowia. Wiara w skuteczność wstawiennictwa Świętych Pańskich jest zupełnie słuszna i usprawiedliwiona, gdyż:

    1) Mają oni wielkie znaczenie u Boga. Święci są niejako uprzywilejowanymi współpracownikami w sprawie zbawienia wiernych. Jak w przyrodzonym, tak i w nadprzyrodzonym porządku rozdziela Bóg swe dobrodziejstwa przez pośredników; wolą Jego jest, abyśmy sobie wzajemnie byli zobowiązani za dobrodziejstwa, które On nam świadczy; Bóg pragnie nas połączyć wspólnym węzłem miłości, który nas z Nim jednoczy. Mógłby nas bezpośrednio darzyć życiem, atoli mądrość Jego wolała zlać tę moc na naszych rodziców. Mógłby On sam nakarmić ubogiego, wyleczyć chorego, Douczyć prostaczka, ale zdał ten obowiązek na bogacza, lekarza, nauczyciela. Tak przeto z woli i zrządzenia Bożego mogą się ludzie tysiącznymi węzłami wdzięczności nawzajem zobowiązywać, a węzły wdzięczności wytwarzają wspólną miłość. Pan Jezus stał się człowiekiem z miłości ku nam, ale udziela nam, daleko więcej łask za pośrednictwem swoich apostołów, sług i wiernych. Święty Piotr mówi do chromego, stojącego w drzwiach świątyni: „Nie mam złota, ni srebra, ale daję ci to co mam; w Imię Jezusa Nazareńskiego wstań i chodź!”

    2) Święci miłują nas. Kościół katolicki nie uznaje nikogo za świętego, kto się nie odznaczył czynną miłością bliźniego, kto nie miał starania o biednych i chorych, utrapionych i grzeszników, kto nie wspierał wdów i sierot. Póki Święci bawili na tej ziemi, najmilszym ich zajęciem było pozyskiwać bliźnich dla Boga i wieczności dobrodziejstwami i dbałością o ich cielesne i duchowe dobro. Zajęcia tego nie wyrzekli się i w Niebie; cieszą się przeto, gdy widzą grzesznika pokutującego. Można zastosować do Świętych, co prorok Zachariasz widział w swym objawieniu, jak anioł Pański błagał: „Panie Zastępów, dopókiż nie raczysz się zlitować nad Jerozolimą i miastami judzkimi, na które zagniewany jesteś?” – Nadto można do Świętych zastosować słowa Rafała archanioła: „Gdyś się wśród łez modlił, zaniosłem twe modły do Pana”. Składajmy przeto łzawe modły swoje w ręce Świętych; oni je złożą u storo tronu Najwyższego i Wszechmocnego Boga i przyniosą nam pociechę i porękę, że Bóg próśb naszych wysłuchać raczy.

    Modlitwa

    Wysłuchaj nas Boże i Zbawicielu nasz i spraw miłościwie, abyśmy obchodząc pamiątkę św. Łucji, Dziewicy i Męczenniczki Twojej, w uczuciach pobożności nabierali wzrostu. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, który króluje w Niebie i na ziemi. Amen.

    Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.


  • 12 grudnia Żywot świętej Otylii, ksieni

    Wysłany dnia: przez D.S.M.

    (Żyła około roku Pańskiego 720)

    O kilka mil od Strassburga widać na wysokiej górze ruiny zamku i klasztoru żeńskiego Hohenburg. Założycielem tego Klasztoru był książę alzacki Adalryk. Pobożna jego małżonka Berwinda powiła mu około roku 662 córeczkę, ale dziecię było niewidome i brzydkie. Dumny i popędliwy Adalryk widział w tym wstyd dla swego domu i chciał dziecię zabić. Przestraszona matka powierzyła je służebnej, a po roku krewnej w klasztorze Palmę. Tu ochrzcił dziewczątko Eberhard, opat klasztoru i nadał jej imię Otylia. Po chrzcie odzyskało dziecię wzrok i wypiękniało.

    Pod troskliwą opieką zakonnic rosła Otylia nie tylko w latach, ale i w nauce i cnocie i stała się wkrótce miłą i nadobną dziewicą. Tęskniąc do rodziców i braci, pragnęła ich odwiedzić, ale zawzięty ojciec zabronił jej powrotu. Gdy matka nic nie mogła wskórać, poprosiła Otylia swego brata Hugona, ulubieńca Adalryka, aby przebłagał ojca. Ten uczynił co mógł, ale uporu ojca przełamać nie zdołał. Sądząc, że osobiste zjawienie się córki więcej podziała na ojca, aniżeli prośby i błagania, i że widok odepchniętej a cudem Boskim uleczonej i kwitnącej panienki obudzi w sercu Adalryka miłość ojcowską, wprowadził Hugon potajemnie ukochaną siostrzyczkę do zamku. Czyn ten przypłacił niestety życiem, a Otylia z boleścią serca musiała wrócić do klasztoru.

    Ochłonąwszy z gniewu i opamiętawszy się, począł książę żałować zbrodniczego czynu i pozwolił córce wrócić do domu, ale kazał jej pełnić obowiązki prostej służebnicy. Otylia pokornie podziękowała za pozwolenie powrotu i znosiła poniżenie z tak pobożną cierpliwością, że nareszcie zmiękczyła serce ojca i wpłynęła na całkowitą jego zmianę. Po tym zwycięstwie przyszły jednak na nią inne utrapienia. Czar jej wdzięków i bogactwa ojca skłoniły wielu młodzieńców do ubiegania się o jej względy. Książę Adalryk sprzyjał jednemu z nich i namawiał córkę, aby mu oddała rękę, ale Otylia przeszedłszy długą i twardą szkołę cierpień i poznawszy próżność uciech światowych, umiłowała Chrystusa i uczyniła ślub, że Jemu poświęci dziewictwo i całe swe życie.

    Święta Otylia

    Adalryk zapłonął gniewem, a chcąc złamać opór córki strącił ją znowu do rzędu służebnic. Niedługo potem spotkał ją gdy szła do chorego. Kiedy zapytał, gdzie idzie, Otylia odparła: „Niosę choremu trochę mąki jęczmiennej, aby się miał czym posilić”. Wzruszony Adalryk rzekł: „Kochana córko! Wszystko ci wynagrodzę”. Około roku 680 darował jej zamek Hohenburg i zamienił go na klasztor żeński, po czym osiadł na pokucie przy jej boku i umarł przykładną śmiercią, pojednany z Bogiem i ludźmi, dnia 20 lutego roku 690.

    Ponieważ Hohenburg był pierwszym żeńskim klasztorem w Alzacji, a rozgłos cnót Otylii daleko się rozchodził, nie dziw, że wiele panien z najpierwszych rodzin wstępowało do zakonu, tak że wkrótce liczył 130 mniszek. Otylia stała na ich czele jako ksieni i kochająca matka, i budowała je więcej własnym przykładem, aniżeli nauką i napomnieniami. Dużo czasu poświęcała modlitwie i czytaniu Pisma świętego. Surowa dla siebie, dla drugich była łagodna i miłosierna. Pokarmem jej był chleb owsiany, napojem woda, łożem niedźwiedzia skóra, poduszką kamień, a jej miłość ku Bogu i ofiarność dla podwładnych nie miała granic. Reguła, według której rządziła klasztorem, była prawdopodobnie benedyktyńska, którą w jedenastym wieku zastąpiła reguła świętego Augustyna.

    Ponieważ chorym, kalekom i osłabionym trudno było wychodzić na górę, wystawiła Otylia u stóp Hohenburga wielki szpital dla ubogich, chorych i pielgrzymów, oraz kościół. Później założyła, obok kościoła klasztor dla starszych zakonnic, aby im dać sposobność do ćwiczenia się w dziełach miłosierdzia. Wielkim tym zakładem zarządzała mądrze i oględnie; sama schodziła codziennie przez wiele lat na dół, aby opatrywać chorych, świadczyć dobrze ubogim, a Bóg wynagradzał jej te starania stokrotnymi łaskami. Szczególną cześć i wdzięczność okazywała Otylia św. Janowi za odzyskanie wzroku przy chrzcie świętym. Pod jego wezwaniem wystawiła na Hohenburgu kościółek z malutką celką, gdzie niejedną godzinę spędzała w samotności na modłach i rozmyślaniach.

    Gdy Bóg objawił jej bliski koniec życia pełnego cierpień i zasług, zwołała siostry zakonne do kaplicy świętego Jana i udzieliła im ostatnich upomnień, po czym wpadła w zachwycenie. Nie widząc w ukochanej matce oznak życia, zaczęły zakonnice rzewnie płakać i całować jej głowę i ręce. Obudzona tym Otylia z żalem zawołała: „Ach! dlaczego przerwałyście mi błogi spokój i spoczynek? Za sprawą łaski Bożej byłam u świętej Łucji, dziewicy, i doznawałam takich rozkoszy, jakich język nie wypowie, oko nie widziało, a ucho nie słyszało!” Potem przyjęła Komunię świętą i spokojnie zasnęła 13 grudnia roku 720. Cuda przy jej grobie dzieją się po dziś dzień. Szczególniejszej od niej pomocy i ulgi doznają chorzy na głowę i oczy.

    Nauka moralna

    Gdy św. Otylia przyszła na świat, była niewidoma i brzydka. Obie te ułomności są niejako obrazem stanu każdego człowieka przy urodzeniu.

    Przy akcie chrztu świętego odradzamy się skutkiem łaski Bożej, tj. występujemy z szeregu istot grzesznego Adama, a wstępujemy do Królestwa Chrystusowego. Przez urodzenie otrzymaliśmy życie naturalne, staliśmy się członkami ludzkości; przez akt sakramentalnego odrodzenia uzyskujemy żywot nadprzyrodzony, stajemy się członkami Kościoła Chrystusowego, mistycznego Ciała Pana Jezusa. Święty Paweł w liście swym do Galatów mówi w rozdz. 3, wierszu 27: „Bo wszyscy, którzy w Chrystusie zostaliście ochrzczeni, oblekliście się w Chrystusa”.

    Przy akcie chrztu świętego otrzymaliśmy nadto łaskę usprawiedliwienia, tj. wskutek zasług Chrystusa Pana oczyściliśmy się z winy i kary grzechu pierworodnego, a jeżeli kto przyjął chrzest św. w wieku późniejszym, oczyścił się z winy i uwolnił od kary za grzechy osobiste. Oprócz tego pozyskaliśmy łaskę uświęcającą, obejmującą w sobie cnoty wiary, nadziei i miłości. Nikt, żadne pióro nie zdoła opisać ważności i wielkości tej łaski, skutkiem której stajemy się synami Boga Ojca, Boga Syna i Boga Ducha świętego, dziedzicami Królestwa niebieskiego, braćmi i współspadkobiercami Jezusa Chrystusa. W Niebie i w wieczności poznamy całą wartość nadprzyrodzonego, od Boga pochodzącego żywota. Kto umiera zaraz po chrzcie, ten staje się uczestnikiem tego szczęścia natychmiast, nie zdziaławszy jeszcze nic dobrego na świecie.

    Chrzest święty wycisnął także na duszy naszej niezatarte znamię, że jesteśmy dziećmi Boga i uczestnikami Chrystusa. Znamię to uprawnia nas do wszystkich łask i przywilejów chrześcijanina katolika, tj. do przyjmowania innych sakramentów, uczestniczenia w Mszy świętej i odpustach kościelnych; ale zarazem zobowiązuje nas do zachowywania przepisów i pełnienia obowiązków nakazanych przez Kościół, jak np. modlitwy, posty i jałmużny. Korzystajmy przeto skwapliwie z tych łask chrztu św. i idźmy za przykładem św. Otylii, która niech będzie orędowniczką naszą.

    Modlitwa

    O Boże, zechciej nas opatrzyć czujnością i wstrzemięźliwością wzroku, abyśmy tym zmysłem nie grzeszyli. Za przyczyną świętej Otylii racz sprawić, abyśmy byli wolni nie tylko od ślepoty cielesnej, ale i od wszelkich chorób duszy, wywołanych nadużyciem wzroku. Amen.

    Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.


  • 11 grudnia Żywot świętej Leokadii, panny i Męczenniczki

    Wysłany dnia: przez D.S.M.

    (Żyła około roku Pańskiego 303)

    Święta Leokadia, Męczenniczka, będąca w wielkiej czci w Hiszpanii, pochodziła z tegoż kraju z miasta Toledo, z bardzo znakomitej i zamożnej rodziny. Przyszła na świat przy końcu trzeciego wieku; ponieważ rodzice jej byli wzorowymi chrześcijanami, więc od najmłodszych lat ćwiczyli ją w cnotach, co im przychodziło z wielką łatwością, gdyż Leokadia, od kolebki łaskami Boskimi uposażona, w tym tylko miała upodobanie, co się odnosiło do chwały Bożej. Modlitwa, czytanie ksiąg pobożnych, uczęszczanie do kościołów i spełnianie uczynków miłosierdzia, były jej najulubieńszymi rozrywkami. Sławna w całym mieście z wielkiej urody, obdarzona niepospolitymi zdolnościami, a dzięki zamożności rodziców jak najstaranniej wychowana, mogła świetnie zabłysnąć w światowym życiu, stroniła jednak od zabaw światowych i żyła w wielkim odosobnieniu. Dziewicza skromność, malująca się w jej postawie, i wielkie dla ubogich miłosierdzie jednały jej szacunek nawet u pogan, których podówczas jeszcze mnóstwo było w Toledo.

    Tak więc Leokadia żyła w domu rodziców jak zakonnica, kiedy przybył do Toledo Dacjan, wielkorządca cesarski w Hiszpanii, przysłany tam przez Dioklecjana i Maksymiana z najsurowszym rozkazem powstrzymania szerzącej się w tym kraju wiary chrześcijańskiej i zmuszenia do odstępstwa od niej tych, którzy już ją przyjęli. Był to człowiek znany w całym państwie ze swego barbarzyństwa i zawziętości na chrześcijan. Gdy objął rządy w Hiszpanii, zaczął od najokrutniejszego prześladowania wiernych, i do którego tylko miasta przybywał, zaraz wznosił rusztowania z narzędziami do torturowania. Wnet więzienia zapełniono chrześcijanami, a krew świętych Męczenników lała się strumieniami.

    Przyjechawszy do Toledo, kazał na nowo ogłosić wyroki cesarskie i pod karą śmierci zakazał oddawać czci innemu Bogu jak bożkom pogańskim, po czym kazał sobie podać najdokładniejszy spis wszystkich, o których można było przypuszczać, że wyznają wiarę Chrystusową. Gdy mu go podano, na pierwszym miejscu ujrzał imię Leokadii, zapytał przeto, dlaczego na czele wszystkich innych wymieniono jakąś młodą dziewicę. Odpowiedziano mu, że zrobiono to dlatego, że Leokadia jest córką najznakomitszej rodziny w Toledo, której przodkowie piastowali w tym kraju wysokie urzędy, a przy tym osobą wysoko wykształconą i powszechnie poważaną, wskutek czego jej wpływ jako chrześcijanki jest szczególnie szkodliwy dla religii pogańskiej. Dacjanowi przyszło na myśl, że gdyby Leokadię przywiódł do porzucenia wiary chrześcijańskiej, to walnie zachwiałby w męstwie innych wyznawców, kazał ją przeto niezwłocznie zawezwać do siebie.

    Zawiadomiona o tym Leokadia przewidywała co ją czeka, upadłszy przeto na kolana w swojej domowej kapliczce, ponowiła ślub dziewictwa, który już dawno uczyniła, ofiarowała Panu Jezusowi życie swoje, a poleciwszy się w szczególny sposób Najświętszej! Pannie, do której od najmłodszych lat miała wielkie nabożeństwo, udała się do pałacu wielkorządcy. Dacjan przyjął ją bardzo uprzejmie i rzekł do niej: „Wiem z jak znakomitego rodu pochodzisz i jak wysokie zasługi dla kraju położyli twoi przodkowie. Wiele mi także mówiono o twoich osobistych zaletach, z powodu których wszyscy mieszkańcy tego miasta mają dla ciebie wielki szacunek. Zamierzam donieść o tobie cesarzowi, aby cię wezwał na swój dwór, gdzie będziesz mogła wyjść za mąż odpowiednio do swojego wysokiego urodzenia. Wprawdzie niektórzy oskarżyli cię przede mną, że jesteś chrześcijanką, lecz poczytałem to za oszczerstwo i nie chciałem im wierzyć. Nie mogę bowiem przypuścić, aby osoba twojego stanu i tak starannie wykształcona, dała się wciągnąć do sekty, na którą każdy uczciwy człowiek patrzy z obrzydzeniem i która w całym państwie jest najsurowiej zakazana”.

    Święta Leokadia, spokojnie wysłuchała tej przemowy, a wiedząc do czego zamierza Dacjan, odpowiedziała: „Wdzięczna ci jestem za mniemanie jakie masz o mnie, i za pochwały, jakie oddajesz mojej rodzinie. Lecz wielce mnie też zasmuca niekorzystne uprzedzenie, jakie masz do chrześcijan i te pogardliwe słowa, jakich używasz, mówiąc o naszym wyznaniu. Moim zdaniem tylko ci dla tej religii nie mają szacunku, którzy jej nie znają, bo sam zdrowy rozsądek powinien każdemu powiedzieć, że tylko chrześcijańska religia jest prawdziwą religią. Tak zwani bogowie cesarstwa, to bożyszcza urojone. Trzeba całkiem postradać zdrowe zmysły, aby upatrywać bóstwo w tych istotach, które pogaństwo bogami ogłasza. Jedynie nauka chrześcijańska przywodzi nas do poznania tej najwyższej Istoty, która jest prawdziwym Bogiem wszechmocnym i nieśmiertelnym. Według jej zasad prawdziwa szlachetność, o którą powinniśmy się ubiegać, nie zależy od świetnych przodków i dawności rodu, lecz od wiernej służby temuż Bogu. Najwyższym zaszczytem dla człowieka jest wiernie Mu służyć”. Potem dodała jeszcze: „Co do mnie, innego Boga nigdy nie uznam, gdyż jestem chrześcijanką i chcę nią pozostać do śmierci”. Dacjan, widząc, że łagodne środki, do jakich zrazu się uciekł, zadając gwałt swojemu zwykłemu okrucieństwu, na nic mu się nie przydadzą, wpadł w złość i rzekł do Leokadii: „Nędznico, niegodnaś rodu, z którego pochodzisz!”, a potem, zwracając się do katów, których zawsze miał przy sobie, krzyknął: „Ponieważ ona uznaje się za służebnicę Galilejczyka, który umarł haniebnie na krzyżu, niech i ona spadnie do rzędu niewolnic!” i kazał jej kijami połamać kości, ale święta Leokadia nie okazała podczas tej katuszy najmniejszej boleści. Potem kazał ją tyran odprowadzić do więzienia, gdyż chciał zadać jej później jeszcze straszniejsze katusze. Gdy ją prowadzono, widziała chrześcijan, którzy płakali nad nią. „Mili bracia – rzekła do nich – nie płaczcie, ale raczej dziękujcie Panu Bogu za łaskę, jaką mi daje, że mogę cierpieć za Jezusa Chrystusa, mojego Boskiego Oblubieńca, i proście Go, aby mnie do końca nie opuszczał”.

    Święta Leokadia

    Zamknięta w ciemnej piwnicy przez czas dość długi, Leokadia dzień i noc błogosławiła Pana, i więzienie swoje poczytywała sobie za większe szczęście, niż gdyby mieszkała w najpyszniejszym pałacu. Trzymano ją tak przez kilka miesięcy, nie pozwalając jej z nikim się widzieć, ani nie wzywając jej na nowe badania, jakby zupełnie o niej zapomniano. Tylko jeden z dozorców więziennych, który jej, przynosił nędzny posiłek i był dla chrześcijan dość przychylny, rozmawiał z nią niekiedy i donosił jej, że prześladowanie chrześcijan coraz bardziej się szerzy. Między innymi dowiedziała się od niego, jakich okrucieństw dopuszczali się poganie nad św. Eulalią w pobliskim mieście Merydzie. Ucisk Kościoła przejął Leokadię świętą zgrozą, ale i żywym pragnieniem poniesienia śmierci męczeńskiej, toteż upadłszy na kolana z najwyższą gorącością ducha błagała Boga, aby i ją to szczęście jak najprędzej spotkało. Nie mając przy sobie krzyża ani żadnego wizerunku świętego, palcem zrobiła na twardym kamieniu znak Krzyża i ten pozostał cudownie wyryty jakby żelaznym dłutem. Na widok tego cudu wpadła w zachwycenie i w tejże chwili skonała. Umarła dnia 9 grudnia roku Pańskiego 303.

    Z biegiem czasu stanęły w mieście Toledo aż trzy Kościoły pod jej wezwaniem, jeden w miejscu, gdzie był dom, w którym mieszkała, drugi gdzie było jej więzienie, a trzeci nad jej grobem. Tu zdarzył się za króla Receswinda następujący cud: W dzień świętej Leokadii św. Ildefons, ówczesny biskup toledański, po sumie, którą celebrował, otoczony licznym duchowieństwem modlił się przed jej grobem. Nagle marmurowe wieko grobowca samo się podniosło i ukazała się św. Leokadia, a zwróciwszy się do świętego biskupa, rzekła: „Błogosławionyś ty Ildefonsie, że masz tak wielkie i serdeczne nabożeństwo do Najświętszej Panny, Matki Boga, i żeś tak dzielnie i skutecznie bronił Jej chwały i Jej niezrównanych przywilejów przeciwko Jej nieprzyjaciołom. Ukochany przez Maryj? synu, nie ustawaj w Jej czci i pobudzaj wszystkich do oddawania jej Królowej Nieba i ziemi, a za to miej nadzieję, że zawsze otrzymasz to, o co prosić będziesz przez Jej wszechwładne pośrednictwo”. Na te słowa wszyscy padli na twarze, a Ildefons rzekł do świętej Leokadii: „O święta Dziewico! Która wzgardziwszy życiem dla miłości Boga, panujesz z Nim za to na wieki w Niebie. O błogosławione miasto, w którym się urodziłaś i które uświęciłaś swoim męczeństwem, wejrzyj, na nie, i przybytków niebieskich, w których się znajdujesz, wesprzyj pośrednictwem swoim i swoich współziomków i króla, którzy tak nabożnie obchodzą święto twoje”. Po tych słowach św. Leokadia zaczęła powoli wstępować do grobu, a św. Ildefons, wziąwszy miecz od króla, odciął kawałek welonu, którym była okryta, dla zachowania go na pamiątkę tak wielkiego cudu. Welon ten wraz z mieczem królewskim przechowuje się dotąd ze czcią w skarbcu owego kościoła w Toledo.

    Nauka moralna

    Święta Leokadia, zamknięta w więzieniu, nie mając żadnego świętego wizerunku przed oczyma, palcem cudownie wyryła na kamieniu znak krzyża świętego. Starajmy się, abyśmy przez żywe nabożeństwo do Chrystusa na krzyżu dla nas umarłego, wizerunek krzyża świętego ciągle w pamięci i w sercu mieli wyryty.

    Św. Piotr apostoł mówi, że Chrystus dlatego tak dużo za nas cierpiał, abyśmy szli krwawymi Jego śladami; przez Mękę swoją daje nam przykład i uczy, że życie nasze doczesne jest cierpieniem, a drogi jego są naznaczone śladami łez naszych, ale Męka Jezusa Chrystusa udziela nam obfitych łask, że nasze krwawe ścieżki stają się jedyną naszą słodyczą, po których idąc, zdążamy do bramy Niebios. Ojciec Jego niebieski pokazuje Go przybitego do krzyża, mówi do każdego chrześcijanina: Patrz na ten wizerunek, wystawiony na górze Kalwarii, i wyraź Go na sercu swoim. Nie będziesz zaliczony do mieszkańców Nieba, jeżeli w cierpieniach nie będziesz podobny Chrystusowi ukrzyżowanemu; On bowiem na krzyżu wysłużył ci krwią swoją przeznaczenie do Nieba, aby zaś Męka Chrystusowa cię zbawiła, potrzeba, abyś w niej położył swą ufność i połączył swoje małe krzyżyki z Jego ciężkim krzyżem.

    Modlitwa

    Świętej; Leokadii, Dziewicy i Męczenniczki Twojej, prosimy Panie, niech modlitwy i zasługi nas wspierają, aby ta, która za wyznanie Imienia Twojego więzienie i śmierć poniosła, swoim pośrednictwem od wiecznego więzienia nas uchowała. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, który z Bogiem Ojcem i z Duchem świętym króluje w Niebie i na ziemi, po wszystkie wieki wieków. Amen.

    Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.


  • 9 grudnia Żywot świętego Piotra Kanizjusza, Doktora Kościoła

    Wysłany dnia: przez D.S.M.

    (żył około roku Pańskiego 1597)

    Piotr przyszedł na świat w mieście Nymwegen w Holandii w roku 1521. Pochodził z szlacheckiego i znakomitego rodu de Hondt’ów. Jako chłopiec odznaczał się pobożnością i wielkimi zdolnościami. Uczęszczał do szkół w Kolonii i słynął między współuczniami nie tylko z wielkiej bogobojności, ale i z rozległych wiadomości w filozofii, prawie i teologii. Ojciec obmyślił dla niego nader korzystne małżeństwo, ale Piotr oświadczył, że uczynił ślub czystości, pragnie poświęcić się służbie Bożej i słuchać nauk teologicznych. Przysposobiwszy się do stanu duchownego gorącą modlitwą, wstąpił do zakonu Jezuitów.

    Już w czasie nowicjatu był żywym przykładem prawdziwej pilności i pełnił bez przerwy dzieła miłosierdzia względem biednych i chorych. Po śmierci ojca spadł na niego wielki majątek, ale on nie zatrzymał dla siebie ani grosza, lecz wszystko oddał na cele dobroczynne.

    Po złożeniu ślubów i otrzymaniu święceń kapłańskich podzielił cały swój czas między naukę, kazania, katechizacje i słuchanie spowiedzi. Licząc zaledwie 26 lat, wysłany został jako uczony teolog na sobór trydencki, gdzie podziwiano jego pokorę i naukę. Wskutek próśb księcia bawarskiego Henryka IV powołano go na uniwersytet w Ingolsztadzie na profesora teologii. Kazania jego niezadługo zyskały taki rozgłos, że żaden kościół nie zdołał w swych murach pomieścić natłoku słuchaczów, musiał tedy prawić pod gołym niebem. Niezadługo zakwitła wszechnica ingolsztadzka pod jego rektoratem, a profesorowie złożyli w archiwum miejskim dokument pełen pochwały i wdzięczności dla swego przewodnika.

    Po trzech latach pracy w Ingolsztadzie udał się Kanizjusz na skutek próśb cesarza Ferdynanda I do Wiednia, gdzie go czekały niesłychane trudy, zagęściły się już bowiem w tym mieście nowinki protestanckie, kilka klasztorów świeciło pustkami, a księży prześladowano i znieważano; przyszło nawet do tego, że od dwudziestu lat nie było święceń duchownych, a przeszło 300 parafii było bez duszpasterzy.

    Słynny kaznodzieja miewał początkowo 8 do 10 słuchaczów. Nie zniechęciło go to bynajmniej, a niezadługo wybuchła zaraza, która przyspieszyła jego zwycięstwo. Miłosierdzie i ofiarność, jaką okazał w tych dniach smutku wobec błędnowierców, starczyła za najjaśniejszy dowód, po której stronie prawda. Zaufanie do niego wzrastało z dnia na dzień, a w wychowaniu młodzieży mógł się pochlubić jak najobfitszym owocem. W gorliwości o wiarę podejmował najuciążliwsze misje. Trudy te nagradzały mu liczne nawrócenia odszczepieńców na łono Kościoła.

    Ferdynand I prosił po trzykroć w Rzymie, ażeby Kanizjusza mianowano biskupem wiedeńskim, ale wszystkie jego starania rozbiły się o pokorę Piotra i opór św. Ignacego Loyoli. Piotr podejmował wprawdzie rozmaite prace należące do biskupa, ale dochodów biskupich nie tknął.

    Święty Piotr Kanizjusz

    Wybrany prowincjałem jezuitów w Niemczech, musiał jechać do Pragi, aby tam założyć kolegium. W Pradze przywitano go kamieniami i błotem; nawet przy ołtarzu nie był bezpieczny od zniewag. Za tę nienawiść odwzajemniał się miłością i tym dokazał, że prześladowcy zawstydzili się, zaprzestali napaści, a po pewnym czasie nawet niektórzy zagorzalcy zaczęli oddawać swoich synów do szkół jezuickich, dwóch zaś najznakomitszych pastorów luterskich wróciło na łono Kościoła. – Z Pragi, w której przez dwa lata pobytu zaszczepił ducha katolickiego, wrócił Piotr do Bawarii, aby tam w kilku miastach założyć kolegia. I tutaj protestanci szkalowali go słowem i pismem, ale blask jego cnót, potęga kazań i miłość tak świetny odniosły tryumf, że wkrótce nawet nieprzyjaciele musieli go podziwiać, a życie katolickie znowu silnie zakwitło.

    Wracając z Rzymu, dokąd się był udał na wybór generała, założył w wielu miejscach kolegia jezuickie, a w innych żarliwie głosił kazania. W Insbrucku pełnił przez lat siedem obowiązki kaznodziei nadwornego, a licząc lat 60, chciał dokonać życia w zaciszu celi zakonnej. Tym czasem poprosił go nuncjusz papieski w Lucernie, aby przybył do Szwajcarii bronić katolicyzmu przeciw naukom Zwingliego i Kalwina, które się najwięcej szerzyły w kantonie fryburskim. Piotr usłuchał wezwania i jeszcze przez siedemnaście lat niestrudzenie pracował W służbie Kościoła. Co niedzielę i w świętą głosił kazania w kościele miejskim, a w dni powszednie jeździł po wsiach, aby i tam ożywić krzepnące życie religijne. Dożył też pociechy, że rada miejska fryburska zobowiązała się przysięgą, że utrzyma katolicyzm w kantonie, pomoże do założenia kolegium jezuickiego, i nie pozwoli na przyszłość osiadać w kraju innowiercom. Gdy już nie mógł więcej miewać kazań, gorliwie się modlił i pisał dzieła treści pobożnej, aż wreszcie Pan Bóg dnia 21 grudnia 1597 roku go powołał do chwały wiecznej. Ciało jego, słynące wielu cudami, znajduje się w kościele jezuickim we Fryburgu i jest dotychczas celem pobożnych pielgrzymek. Spomiędzy różnych jego pism najmniejszym, ale najwięcej rozpowszechnionym jest jego katechizm.

    Nauka moralna

    Święty Piotr Kanizjusz ułożył podczas swego pobytu w Wiedniu katechizm, w którym wyjaśnia w postaci pytań i odpowiedzi prosto i zrozumiale naukę wiary i obyczajów. Biskupi dali temu dziełku zatwierdzenie i zalecili je rodzinom i szkołom. Znajomość artykułów wiary, przykazań Boskich i sakramentów świętych jest najlepszym zabezpieczeniem od zarazy innowierstwa. Dlatego usilnie polecić należy:

    1) Chętne i częste odczytywanie katechizmu, jest on bowiem najlepszym drogowskazem i przewodnikiem na drodze żywota, zagrożonego tylu burzami, pokusami i różnorodnymi niebezpieczeństwami. Jak Rafał archanioł pod postacią młodzieńca towarzyszył w podróży młodemu Tobiaszowi, jak mu wskazywał, co ma czynić a czego unikać, i tak posłusznemu synowi zapewnił szczęście, tak i nas poucza przez katechizm Kościół katolicki, co mamy czynić, czego unikać, by zyskać szczęście wiekuiste. Katechizm, który nam wręcza ustanowiony przez papieża biskup, daje nam czystą, nieomylną naukę Chrystusa Pana; przemawia on do nas językiem Zbawiciela. Słuchając nauk katechizmu, słuchamy samego Jezusa; lekceważąc i odrzucając katechizm, lekceważymy i odrzucamy samego Zbawiciela. Czytajmy przeto katechizm z dobrą wiarą i ufnością, gdyż on jest naszym nieomylnym nauczycielem i wskazuje nam, czego potrzeba, aby żyć pobożnie i dobrze umierać.

    2) Rozczytujmy się często w katechizmie, bo przemawia on do nas językiem Boga. Jakiż język, jaka rozmowa może dla nas być korzystniejsza, przyjemniejsza i cenniejsza od rozmowy z Ojcem niebieskim? Pożałowania godny jest ten, kogo żywiej obchodzą nowinki i plotki gazeciarskie lub wynalazki i spekulacje giełdowe; ubolewać należy nad takim, kogo nudzi słowo Boże, zachęcające do cnoty, doskonałości i walki ze złym, uszlachetniające serca i dusze. Święty Jan mówi: „Kto z Boga jest, słucha słowa Bożego”. Z doświadczenia wiemy, jak tępa jest pamięć nasza dla prawd nadprzyrodzonych, jak mało staramy się wniknąć w ich treść i dokładnie je pojąć, jak łatwo te prawdy w naszej pamięci się zacierają w nawale trosk codziennych, doczesnych zajęć, domowych kłopotów i ustawicznych rozrywek. Dlatego też odświeżanie w pamięci tych prawd jest rzeczą konieczną i świętym obowiązkiem. Psalmista Pański słusznie przeto mówi: „Szczęśliwy mąż, który umiłował przykazania Boże i rozważa je dniem i nocą. Wszystko, co czyni, uda mu się”.

    Modlitwa

    Beże, który na obronę świętej wiary katolickiej uzbroiłeś świętego Piotra siłą cnoty i nauki, spraw za jego przyczyną, prosimy Cię pokornie, aby wszyscy innowiercy nawrócili się do prawdy, a wszyscy wierni silnie trwali przy prawdzie. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa. Amen.

    Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.


  • 8 grudnia Uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny

    Wysłany dnia: przez D.S.M.

    (Święto to ustanowione zostało około roku Pańskiego 1000)

    LEKCJA (z Księgi Przypowieści, rozdz. 8, wiersz 22-35)

    Pan mię posiadł na początku dróg swoich, pierwej niźli co uczynił z początku. Od wieku jestem ustanowiona i ze starodawna, pierwej niźli się ziemia stała. Jeszcze nie było przepaści, a jam już poczęta była; ani jeszcze źródła wód były wytrysnęły, ani jeszcze góry ciężką wielkością były stanęły, przed pagórkami jam się rodziła; jeszcze był ziemi nie uczynił, ani rzek, ani zawias okręgu ziemi. Gdy gotował Niebiosa, tamem ja była; gdy według pewnego prawa kołem otaczał przepaści, gdy Niebiosa utwierdzał w górze i ważył źródła wód, gdy zakładał morzu granice jego, a ustawę dawał wodom, aby nie przestępowały granic swoich: kiedy zawieszał fundamenty ziemi. Z Nim byłam, wszystko urządzając, i rozkoszowałam się na każdy dzień, igrając przed Nim w każdy czas, igrając na okręgu ziemi, a rozkoszą moją być z synami człowieczymi. Teraz tedy, synowie, słuchajcie Mnie: błogosławieni, którzy strzegą dróg Moich! Słuchajcie napomnienia, a bądźcie mądrymi, a nie odrzucajcie go. Błogosławiony człowiek, który Mnie słucha i który czuwa u drzwi Moich na każdy dzień, i pilnuje u podwojów drzwi Moich. Kto Mnie znajdzie, znajdzie żywot i wyczerpnie zbawienie od Pana.

    EWANGELIA (Łuk. rozdz. 1, wiersz 26-28)

    Onego czasu posłany jest anioł Gabriel od Boga do miasta galilejskiego, zwanego Nazaret, do Panny poślubionej, mężowi, któremu imię było Józef, z domu Dawidowego, a imię Panny Maryja. I wszedłszy anioł do Niej, rzekł: Bądź pozdrowiona łaski pełna, Pan z Tobą, błogosławiony człowiek, który Mnie słucha i który

    * * *

    Kościół katolicki umieścił uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny w pierwszych dniach nowego roku kościelnego i Adwentu. Tajemnicą, którą Kościół święty o tej porze tak mocno się zajmuje, jest spodziewane przybycie Mesjasza i ziszczenie proroctwa : „Otóż Dziewica pocznie i narodzi Syna, a imię Jego będzie Emanuel!” Przybycie Jezusa Chrystusa na ziemię jest trojakie i w trojaki też sposób się dzieje, jako też w trzech rozmaitych porach. Mówi o tym święty Bernard następującym sposobem: „W porze pierwszego przybycia przychodzi Pan Jezus cieleśnie i jako istota słaba, w drugiej duchowo i z potęgą, w trzeciej zaś pojawia się w całej chwale i majestacie swoim”. Zapowiedziany i oczekiwany Zbawiciel i wiekuisty Sędzia zostaje w ścisłym połączeniu z dziewiczą swą Matką, a co Bóg złączył, tego Kościół święty nie rozłączy. Z tego też powodu rozpoczyna tenże Kościół pierwszy tydzień Adwentu, stanowiącego przygotowanie do wielkiej uroczystości Narodzenia Chrystusa Pana, świętem Niepokalanego Poczęcia. Święto o którym mowa, jest jakoby jutrzenką i zapowiedzią pojawienia się wspaniałej tarczy słonecznej, która wspaniałym blaskiem oświeci drzemiące w ciemnej pomroce doliny. Szczęśliwa Matka-Dziewica obiecanego Mesjasza, której przyjście na świat musiało wyprzedzić Narodzenie Zbawiciela, sama w dniu dzisiejszym poczęta została. W poczęciu tym otrzymała stęskniona za Zbawicielem ludzkość najpewniejszą rękojmię, że przybycie Chrystusa Pana nie będzie czczym i złudnym marzeniem.

    Dwoje uczciwych i prawych Izraelitów Joachim i Anna, potomków królewskiego rodu Dawida, smuciło się, że Pan Bóg nie obdarzył ich potomstwem. Wszakże Najwyższy ulitował się nad ich nędzą, wysłuchał ich gorących modłów i obdarzył dziecięciem, owym białym, łagodnym gołąbkiem, zesłanym na ziemię jako zwiastun pokoju. Niepokalane Poczęcie Maryi jest zapowiedzią przyjścia na świat Chrystusa. Święta Anna nie tylko poczęła Najświętszą Maryję Pannę, ale poczęła Ją bez zmazy grzechu pierworodnego. Wiara ta była już dość wcześnie rozpowszechniona pomiędzy czcicielami Maryi, którym nie mogło się pomieścić w głowie, iżby istota wybrana przez Boga w celu zmiażdżenia głowy węża miała kiedykolwiek choćby na chwilę pozostawać w mocy szatana. Przekonanie to podzielali najuczeńsi i najpobożniejsi mężowie pierwszych wieków chrześcijaństwa. Doktorowie i Ojcowie Kościoła nazywają Ją „Niepokalaną, bez zmazy poczętą, nietkniętą, niewinną, czystą, przybytkiem niewinności, podstawą świętości wyższą nad wszelką pochwałę i nad wszelki podziw”. Mówią o Niej, że jest świętszą od Świętych, od patriarchów, proroków, apostołów, świetniejszą od aniołów, czystszą od cherubinów i serafinów i chwalebniejszą od wszystkiego stworzenia. Nazywają Ją uosobieniem czystości, świętości i piękności; twierdzą nawet, iż niewinności Jej nie podobna rozumem pojąć, ani słowami odpowiednio określić.

    Nie dziw przeto, że ogromna większość wiernych nigdy o tym nie powątpiewała, iż Matka Boska istotnie bez grzechu poczęta została; nie dziw także, iż ludzkość pamiątkę tego poczęcia od dawna wielce uroczyście obchodziła. Ale z czasem pojawili się tacy, którzy ten artykuł wiary odrzucali, twierdząc, jakoby Maryja dopiero po poczęciu w żywocie matki pobłogosławiona została, tak jak święty Jan Chrzciciel. Zaledwie się te wątpliwości pojawiły, powstali wszędzie pobożni mężowie, którzy usilnie bronili prawdziwości Niepokalanego Poczęcia. Profesorowie na wszechnicach składali przed wprowadzeniem na urząd przysięgę, że w swych wykładach będą uważać ten artykuł wiary za niewzruszoną prawdę, a zakony Franciszkanów, Jezuitów i Redemptorystów w swych kazaniach zawsze i wszędzie dowodziły, iż Maryja zawsze wolna była nie tylko od pierworodnego, ale i wszelkiego innego grzechu i że bez zmazy poczęta została. Wiara w ten święty przywilej Najświętszej Panny coraz większe ogarniała koła i stała się z biegiem czasu powszechną, chociaż najwyższa powaga Kościoła, papież i sobory uroczyście jej nie ogłosiły i do wierzenia nie podały.

    Niepokalanie Poczęta

    Kościół wschodni, który był pierwszym spadkobiercą świątobliwych i pobożnych tradycji, obchodził już w wieku szóstym święto Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. W Kościele zachodnim najpierw zaliczyła je do świąt Hiszpania w wieku ósmym, w dziewiątym państwo neapolitańskie, a w jedenastym Anglia. Nadto św. Anzelm bardzo gorliwie się starał o rozpowszechnienie tego święta, a sobór powszechny zaprowadził je w Niemczech w roku 1049.

    Wreszcie począł się cały świat katolicko-chrześcijański domagać od Stolicy świętej, ażeby powszechne mniemanie o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny podniosła do godności artykułu wiary, obowiązującego wszystkich wiernych pod karą utraty zbawienia. W roku 1849 ogłosił przeto papież Pius IX pod datą 2 lutego encyklikę, w której wyraźnie wypowiada co następuje: „Dziwiono się powszechnie, czemu Kościół święty i Stolica Apostolska nie przyznała dotychczas Najświętszej Dziewicy tego zaszczytu przez uroczyste ogłoszenie dogmatu, którego się wszyscy. pobożni wierni tak usilnie i tęsknie domagają”.

    Następnie zapytał Ojciec św. wszystkich biskupów całego katolickiego świata o ich zdanie w tej mierze. Gdy zaś biskupi ze wszystkich pięciu części świata stwierdzili zgodnie swą wiarę w Niepokalane Poczęcie Najświętszej Maryi Panny i wyrazili życzenie, aby papież jako najwyższy Ojciec i Nauczyciel chrześcijaństwa tę wiarę jako naukę i dogmat kościelny uroczyście ogłosił, wtedy dnia 8 grudnia roku 1854 powstał czcigodny następca Piotra świętego, otoczony pięćdziesięciu trzema kardynałami, czterdziestu trzema arcybiskupami, stu biskupami i niezliczoną ilością wiernych i wśród głośnych okrzyków radości obwieścił katolickiemu światu dogmat: „Że nauka twierdząca, iż Najświętsza Dziewica Maryja w pierwszej chwili poczęcia swego wskutek szczególnego daru i łaski wszechmocnego Boga i ze względu na zasługi Jezusa Chrystusa, Zbawiciela rodzaju ludzkiego, była zachowana i wolna od wszelkiej zmazy grzechu pierworodnego, jest objawiona przez Boga i winna stanowić dla wszystkich wiernych silny i niewzruszony artykuł wiary”.

    Powtarzamy tu raz jeszcze, że papież tym uroczystym obwieszczeniem nie ustanowił nowego artykułu wiary, lecz prastarą i odwieczną naukę jako objawienie pochodzące od Boga uroczyście ogłosił.

    Przy tej sposobności oddał jak najpiękniejszy hołd Przeczystej Dziewicy zakon św. Franciszka z Asyżu, który przez lat czterysta podejmował tak wielkie zachody, aby wyjednać dla Królowej Niebios ten wspaniały triumf. Oto kiedy Ojciec święty Pius IX świetnym diademem ukoronował obraz Niepokalanej w bazylice św. Piotra, zbliżyli się dwaj reprezentanci serafickiego patriarchy. Jeden z nich, generał Bernardynów, podał mu gałązkę lilii ze srebra; drugi, generał franciszkański, takąż gałązkę róż rozkwitłych. Lilie i róże są bowiem kwiatami Matki-Dziewicy, obrazem Jej czystości i miłości; srebro przypomina łagodny połysk księżyca, który bierze swe światło od słońca.

    Za czasów panowania Ojca świętego Leona XIII wyniesiona została uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny do godności święta uroczystego z wigilią.

    Ogłoszenie dogmatu o Niepokalanym Poczęciu
    Najświętszej Maryi Panny w roku 1854 przez Ojca świętego Piusa IX

    W dniu 8 grudnia roku Pańskiego 1904 minęło pięćdziesiąt lat od chwili, w której papież Pius IX ogłosił jako artykuł wiary katolickiej tę prawdę, iż Przeczysta Matka Boża została poczęta w łasce uświęcającej, czyli że nigdy nie podlegała zmazie grzechu pierworodnego. Cały świat katolicki obchodził uroczyście w tym czasie nadzwyczajny jubileusz, który Ojciec święty Pius X licznymi nadał odpustami.

    Nauka moralna

    Dogmat o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny streszcza w sobie dwa dogmaty zasadnicze nauki katolickiej, a to: o Bóstwie Pana Jezusa i o skłonności człowieka do złego wskutek grzechu odziedziczonego po pierwszych rodzicach. Stąd bowiem, że Maryja Panna miała być Matką Boga, potrzeba było koniecznie, aby była wolna od skazy grzechu pierworodnego, i Ona też tylko sama jedna pomiędzy ludźmi stanowi w tym wyjątek. Słaba wiara w Bóstwo Zbawiciela i zapoznanie następstw grzechu pierworodnego są głównym źródłem wszystkich istniejących za naszych czasów błędów religijnych. Podziwiajmy więc miłosierdzie i mądrość Pana Boga, który właśnie w tym czasie chciał mieć ogłoszonym dogmat o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny, aby w ten sposób w umysłach wiernych ożywić pamięć tych właśnie prawd, które jawnie lub skrycie często były zaprzeczane.

    Cieszmy się więc tym przywilejem Najświętszej Panny, a obrawszy Ją sobie za szczególniejszą patronkę w całym naszym życiu, naśladujmy Ją, strzegąc się grzechu każdego; skoro zaś szatan z pokusami prześladować nas zechce, uciekajmy się do Maryi, jako dzieci do Matki, a ta błogosławiona Dziewica weźmie nas w swą opiekę i doda nam łaski do zwyciężenia pokus.

    Młodzieniec pewien przyszedł do o. Zucchi w Rzymie, aby go prosić o radę – był bowiem w rozpaczy o zbawienie swoje, a to dlatego, że nie czuł dość siły, aby się pozbyć grzesznego nałogu, z którym mu pewne potępienie groziło. Kapłan, zlitowawszy się nad nim, polecił mu odmawiać codziennie krótką modlitewkę do Najświętszej Panny, tudzież wzywać Jej pomocy w każdej pokusie. Ucieszył się młodzieniec z tej rady i postanowił najsumienniej ją wypełnić. Wkrótce też doznał jej cudownego skutku. Na wezwanie Maryi uciekał szatan, a błogi spokój ze szczerym obrzydzeniem grzechu wstępował do serca młodzieńca. W cztery lata później przybył on znowu do Rzymu, prosząc o. Zucchi o spowiedź świętą, a gdy ten, dziwując się jego zupełnej odmianie, zapytał, co za przyczyna tego, odpowiedział młodzieniec: „Ojcze, to ta krótka modlitewka do Najświętszej Panny tak cudowną we mnie odmianę sprawiła”. Brzmi ona jak następuje:

    Modlitwa

    O Pani moja, o Matko moja! Tobie się cały ofiaruję, i abym udowodnił i okazał moje ku Tobie nabożeństwo, poświęcam Ci dzisiaj oczy moje, usta moje, uszy moje i serce moje i całego siebie zupełnie. Ponieważ zatem jestem Twoim (Twoją), o dobra Matko – przeto strzeż mnie i broń mnie, jako rzeczy i własności swojej. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa. Amen.

    Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.


  • 7 grudnia Żywot świętego Ambrożego, arcybiskupa i Doktora Kościoła

    Wysłany dnia: przez D.S.M.

    (żył około roku Pańskiego 397)

    Święty Ambroży urodził się w Trewirze w roku 340. Ojciec jego był namiestnikiem, zawiadującym wielką częścią Włoch, Hiszpanią, Francją i Niemcami. Gdy umarł przedwcześnie, matka udała się do Rzymu, skąd była rodem, i poświęciła się całkowicie wychowaniu trojga dzieci. Ambroży był z nich najmłodszym i odznaczał się nadzwyczajnymi zdolnościami i niewymowną słodyczą charakteru. Już jako młody uczeń zasłynął z głębokiej nauki, porywającej wymowy i wielkiego talentu poetyckiego. Jako adwokat miał w trybunałach rzymskich tak wielkie powodzenie, że po kilku latach mianowano go namiestnikiem Górnych Włoch i przeznaczono mu na rezydencję Mediolan.

    Gdy po śmierci biskupa Auksencjusza duchowieństwo wraz z ludem przystąpiło do wyboru następcy, powstały między arianami a katolikami zawzięte spory, grożące rozlewem krwi. Usłyszawszy o tym, pobiegł Ambroży do zgromadzonych wyborców i tak dobrotliwie zachęcał ich do porządku i zgody, że wszystkich rozrzewnił. Nagle odezwało się jakieś dziecko: „Ambroży biskupem!” Zgromadzeni spojrzeli po sobie ze zdumieniem, spory przycichły, a po chwili odezwał się jednomyślny okrzyk katolików i arian: „Tak jest, Ambroży będzie naszym biskupem!”, ale namiestnik uciekł z kościoła, wzbraniając się przyjąć ofiarowaną godność. Gdy noc zapadła, uciekł do Pawii. Szedł przez całą noc, ale gdy świtać poczęło, stanął ku swemu wielkiemu zdumieniu przed bramą Mediolanu, gdzie pochwycony został przez lud i zaprowadzony do namiestnikowskiego pałacu. Stamtąd już go nie wypuszczono, dopóki cesarz Walentynian nie zatwierdził jego wyboru na biskupa.

    Ambroży przyjął tedy chrzest święty, otrzymał święcenia duchowne i konsekrowany został na biskupa dnia 7 grudnia roku 374. Natychmiast oddał znaczny swój majątek na ubogich i kościoły, zaprowadził w swym pałacu jak najskromniejsze życie i pościł co dzień aż do wieczora, wyjąwszy soboty i niedziele. Gdy mu ze względu na zdrowie odradzano tak surowe posty, odpowiedział z uśmiechem: „Z obżarstwa już niejeden poszedł w ziemię, z postu nikt jeszcze!” Niestrudzenie pracował dla dobra diecezji i powierzonych sobie owieczek, a noc poświęcał modlitwie, sypiając tylko kilka godzin. Co niedzielę głosił kazania tak wymowne i przekonywujące, że nawet światowo usposobieni ludzie z największą uwagą ich słuchali. Nade wszystko zalecał dziewictwo i czynił to z taką gorliwością, że wiele matek wstrzymywało córki od słuchania jego kazań, obawiając się, aby nie nabrały wstrętu do małżeństwa i nie ślubowały dozgonnego panieństwa. Pokoje jego były dla każdego otwarte; ktokolwiek potrzebował pociechy, rady lub pomocy, śmiało do niego przychodził, niezapowiadany przez służącego. Mimo niesłychanego nawału pracy znalazł tyle czasu, że napisał kilkanaście dzieł naukowych, mających po dziś dzień wielką wartość.

    W roku 377 pustoszyli Goci Trację i Ilirię i sprzedawali ludzi tamtejszych w niewolę. Ambroży zachęcał biskupów i świeckich, aby wykupywali tych biedaków. Sam przyświecał im dobrym przykładem, łożąc na wykup ostatni grosz, topiąc aparaty kościelne i wybijając z nich pieniądze, aby ocalić dusze jeńców. Wskazując na znaczną ilość wykupionych, mawiał z radością: „Oto prawdziwe złoto, mające wartość niezmienną, oto złoto Chrystusowe, które oswobadza od śmierci!”

    Cesarzowa Justyna, matka cesarza Walentyniana II, zawzięta arianka, nienawidziła wielkiego Ambrożego i używała pieniędzy, kłamstwa i intryg, aby go pozbawić znaczenia u wiernych, ale wszelkie jej usiłowania były bezskuteczne. W końcu namówiła syna, aby się stanowczo domagał wydania jednego z kościołów katolickich dla arian. Święty Ambroży odpowiedział: „Świeckie pałace należą do ciebie, cesarzu, i ty jeden nimi rozporządzać możesz. Kościoły jednakże są przybytkami Bożymi, do których nie masz prawa. Jeśli mimo to zapominasz, że jesteś monarchą katolickim, nie zapomnę ja, że jestem biskupem tego wyznania. Nie zdradzę owczarni Chrystusowej i nie wydam kościoła Bożego fałszerzom wiary. Jeśli chcesz mego majątku, zabierz go; jeśli żądasz mego życia, jest w twojej ręce, ale umrę u stóp ołtarza, w obliczu powierzonej mi trzody”. Nadaremnie kazał cesarz otoczyć kościół żołdactwem, gdyż wierny lud pilnował przez kilka dni swego pasterza. W końcu cofnął cesarz straż, obawiając się rewolucji, ale cesarzowa matka nie wstydziła się nająć skrytobójców, którzy mieli pozbawić życia świątobliwego biskupa, jednakże Bóg zniweczył jej występne zamysły.

    Święty Ambroży zabrania cesarzowi Teodozjuszowi wstępu do kościoła

    Walentyniana II zrzucił potem z tronu jego wódz Maksym, ale cesarz wschodni Teodozjusz Wielki pobił Maksyma na głowę, osadził Walentyniana na tronie i pozostał we Włoszech trzy lata. Gdy pewnego razu chciał zasiąść w prezbiterium kościoła mediolańskiego, jak to zwykł był czynić w Konstantynopolu, Ambroży nie dopuścił do tego i kazał mu zająć miejsce między ludem, mówiąc: „Purpura jest oznaką cesarza, nie kapłana”. Odtąd nawet i w Konstantynopolu nie cisnął się Teodozjusz między duchowieństwo, lecz stał między ludem. Gdy go patriarcha Nektariusz prosił, aby zasiadł w prezbiterium, odpowiedział cesarz: „Za późno poznałem, jaka zachodzi różnica między biskupem a cesarzem. Zawsze otoczony pochlebcami, teraz dopiero poznałem męża, który śmiał mi otwarcie powiedzieć prawdę. Jednego tylko znam, co godzien być biskupem, a jest nim Ambroży”.

    W roku 390 zamordowało pospólstwo w Tessalonice namiestnika cesarskiego. Teodozjusz za karę chciał wyciąć w pień wszystkich mieszczan, Ambroży wymógł jednak na nim, że tylko winnych miała spotkać zasłużona kara. Mimo to cesarz nie dotrzymał danego słowa i nakazał ogólną rzeź. Ambroży polecił wówczas Teodozjuszowi czynić jawną pokutę i obłożył go klątwą kościelną. Gdy Teodozjusz mimo to poważył się przyjść do kościoła, Ambroży zagrodził mu drogę pastorałem i rzekł poważnie: „Zdaje się, że i teraz, gdyś z gniewu ochłonął, nie uznajesz ogromu swej winy. Wysokie dostojeństwo, jakie piastujesz, nie daje ci poznać wielkości grzechu, jakiego się dopuściłeś. Spojrzyj na ziemię, z której wyszliśmy i do której powrócimy. Niechaj cię blask purpury nie czyni ślepym na ułomność ciała nią pokrytego. Jeden, jest Panem i Królem nas wszystkich, Bóg, stwórca świata. Czy ośmielisz się dłonie splugawione krwią złożyć do modlitwy? Czy poważysz się przyjąć Ciało Pańskie do ust, z których wyszedł rozkaz okropnej rzezi?” Cesarz chciał się tłumaczyć przykładem Dawida, który także ciężko zgrzeszył, ale Ambroży odparł: „Jeśli naśladowałeś Dawida w grzechu, naśladujże go i w pokucie”.

    Zamilkł Teodozjusz, pokutował przez osiem miesięcy, ukazał się w szacie żałobnej we drzwiach kościelnych, wyznał publicznie swoją winę, jak tego wymagały przepisy kościelne i ze łzami prosił Boga o przebaczenie. Wszyscy zgromadzeni wybuchnęli głośnym płaczem, widząc szczerość jego żalu, Ambroży zaś udzielił mu rozgrzeszenia pod warunkiem, aby ogłosił prawo, mocą którego wyroki cesarskie miały na przyszłość być wykonywane dopiero po miesiącu, i to po ponownym zatwierdzeniu. Prawem tym chciał zapobiec nadużyciom, pochodzącym ze zbytecznego pośpiechu. Odtąd okazywał mu Teodozjusz jak najgłębszy szacunek, w chwili zgonu przyjął ostatnie sakramenta święte z jego rąk, dał synom stosowne przestrogi i rzekł do Ambrożego: „Prawdy, których mnie nauczyłeś i których się starałem przestrzegać, winieneś wpoić teraz w moją rodzinę i utwierdzić w nich synów moich Honoriusza i Arkadiusza!” To powiedziawszy, skonał na ramionach Ambrożego.

    Gdy na Ambrożego przyszła chwila zgonu, Stylichon, zawiadujący zachodnim cesarstwem, zawołał: „Jeśli ten wielki mąż umrze, Włochy zginą”. Cały lud błagał na klęczkach Boga o życie ukochanego pasterza, a najznamienitsi dostojnicy zaklinali świętego biskupa, aby prosił Pana nad pany o przedłużenie swego żywota. Ambroży odpowiedział: „Żyłem tak między wami, że nie potrzebowałbym się wstydzić żyć jeszcze dłużej w waszym gronie, ale nie obawiam się śmierci, bo mamy dobrego Pana”. Gdy Basjan, biskup diecezji Lodi, modlił się razem z chorym, ujrzał Jezusa przy jego łożu, udzielającego mu pociechy, a święty Honorat, nie odstępujący umierającego, zdrzemnąwszy się cokolwiek, usłyszał nagle głos: „Wstańże i pośpiesz się. gdyż teraz odchodzi”. Ocknąwszy się ze snu, dał Komunię św. Ambrożemu, który przyjął ją ze złożonymi rękoma i wkrótce potem wyzionął ducha, dnia 4 kwietnia roku 397. licząc lat 57. Wschód i zachód długo nie mógł przeboleć straty tego wielkiego księcia Kościoła, który za życia i po śmierci słynął z rozlicznych cudów.

    Ambroży jest drugim pomiędzy czterema wielkimi Doktorami Kościoła zachodniego i najwznioślejszym twórcą hymnów kościelnych. Święte jego pienia odzywają się po dziś dzień w czasie nabożeństwa i należą do modłów odprawianych przez kapłanów.

    Nauka moralna

    Podajemy tu kilka myśli św. Ambrożego, tchnących jak najwyższą mądrością. Powinny one stanowić nieoceniony skarb dla każdego chrześcijanina-katolika:

    Nie dziw, że człowiek grzeszy, ale na naganę zasługuje ten, kto nie uznaje swych grzechów i nie upokarza się przed Bogiem.

    Łatwiej znajdziesz takich, co zachowali niewinność, aniżeli takich, co odpokutowali swe grzechy.

    Nie ma nic wznioślejszego, jak służyć Bogu.

    Jeśli sam się oskarżysz, nie potrzebujesz się lękać oskarżyciela.

    Krzyżujemy swe ciało, gdy stłumiamy i zwalczamy jego pożądliwości.

    Nic nie wyjednywa nam bardziej przychylności ludzkiej, jak miłosierdzie i uprzejma łagodność.

    Niczego nie powinniśmy się więcej uczyć, jak milczenia, a to dlatego, abyśmy się dobrze i należycie uczyli.

    Prawdziwa siła człowieka polega na tym, aby umiał zapanować sam nad sobą, powściągał swój gniew i nie dawał folgi swym żądzom.

    Człowiekiem jesteś, a jako człowiek wystawiony jesteś na pokusy, pokonywaj je przeto.

    Modlitwa

    Boże, któryś lud Twój świętym Ambrożym, wielkim sługą Twoim obdarzył, spraw łaskawie, prosimy, abyśmy tego, który był nam mistrzem życia duchownego na ziemi, zasłużyli sobie mieć przyczyńcą w Niebie. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa. Amen.

    Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.


  • 6 grudnia Żywot świętego Mikołaja, biskupa

    Wysłany dnia: przez D.S.M.

    (żył około roku Pańskiego 300)

    Święty Mikołaj urodził się w mieście Patarze w Licji. Rodzice jego należeli do jednego z najznakomitszych rodów i słynęli z bogactw i pobożności, ale ponieważ Bóg nie dał im łaski potomstwa, pościli, czynili obfite jałmużny i modlili się ze łzami, ażeby im zesłał tę pociechę, chociaż już byli w dość podeszłym wieku. Wszechmocny wysłuchał ich modłów i dał im syna, który już w chłopięcym wieku zajaśniał pobożnością, umartwieniem i pokorną skromnością.

    Za zgodą rodziców wybrał sobie Mikołaj stan duchowny. Dowody bohaterskiej ofiarności złożył około roku 300, gdy straszna zaraza zabierała całe tysiące ofiar. Serce jego krwawiło się na widok przerażającej klęski, przeto smucił się wraz ze smucącymi, i według możności pomagał, pocieszał i przynosił ulgę nieszczęśliwym. Za wolą Bożą pozbawiła go owa zaraza rodziców. Wielki spadek po nich bez namysłu rozdzielił pomiędzy ubogich, a szczodrobliwość jego zasłynęła zwłaszcza w tym wypadku, gdy szlachecką pewną rodzinę ocalił od wpadnięcia w nędzę cielesną i duchowną. Zubożały ów szlachcic już się był zdecydował kupczyć wdziękami i urodą swoich trzech córek, gdy Mikołaj o tym strasznym zgorszeniu posłyszał. Przybiegłszy niezwłocznie, wręczył każdej z panien wysoką kwotę jako posag, dopomógł im do zamążpójścia i ocalił je od poniżenia.

    Gorąca pobożność i nabożeństwo do Męki Pańskiej skłoniły Mikołaja do przedsięwzięcia pielgrzymki do Jerozolimy. Podczas przeprawy do Palestyny zaskoczyła statek sroga burza, tak że wydawało się, że grozi mu nieuchronna zguba. Marynarze biadali w śmiertelnym przestrachu i błagali Mikołaja, spoglądającego na zachmurzone niebo, aby prosił Boga o ratunek. Nie zawiodło ich położone w nim zaufanie, wzburzone bowiem fale uspokoiły się i okręt ocalał. Odtąd uchodzi Mikołaj za patrona żeglarzy.

    Po odbyciu pielgrzymki zatęskniło serce jego, rozmiłowane w Chrystusie, do samotności i klasztoru, aby tam żyć i umierać w Bogu, ale objawienie Boskie kazało mu wrócić do Miry, gdzie umarł biskup i czyniono przygotowania do wyboru następcy. Duchowieństwo wraz z ludem modliło się o szczęśliwy wybór, a ponieważ wyborcy nie mogli się zgodzić, postanowili zdać sprawę na Opatrzność i tego osadzić na tronie biskupim, kto nazajutrz najrychlej przybędzie do kościoła. Przypadek zdarzył, że wracający podówczas z pielgrzymki Mikołaj, według swego zwyczaju wczas rano pośpieszył do kościoła, aby podziękować Bogu za szczęśliwy powrót. Wszyscy widzieli w tym wydarzeniu palec Boży, i Mikołaj mimo niechęci i oporu musiał osiąść na stolicy biskupiej. „Mikołaju – westchnął w pokorze – godność ta wymaga świątobliwszego żywota niż twój, a słowa twe tylko wtedy głód twej trzody zaspokoją, jeśli jej przyświecać będziesz przykładem wszelkich cnót”.

    Odtąd podwoił posty, czuwania nocne, dzieła pokuty i modły, gdy dochody nie starczyły mu na wspieranie żebraków i ubóstwa, sam zbierał dla nich jałmużny. Kazania jego słynęły z wymowy, a święty Chryzostom sławi go jako najpiękniejszy wzór pokory. We wszystkich sprawach duszpasterstwa zasięgał rady ludzi mądrych, nakazywał częste synody i kazał duchownym donosić sobie o wszystkich ważniejszych wypadkach zachodzących w diecezji, chciał bowiem wiedzieć o wszystkim i wszystko mieć na oku. Liczne były cuda, jakie zdziałał w czasie drożyzny, srogich nawałnic, u chorych i opętanych, nawet w jak największym oddaleniu. Eustachiusz, chciwy namiestnik, skazał był na śmierć kilku kupców, jedynie dlatego, aby się wzbogacić ich majątkiem. Już stali na rusztowaniu, już błyszczał miecz nad ich głowami, gdy wtem ukazał się Mikołaj, wydarł mordercze żelazo z rąk oprawcy, zganił Eustachiusza za niesprawiedliwość i ocalił niewinnych.

    Sława Mikołaja rozeszła się po całym świecie chrześcijańskim, a cześć jego była tak powszechną, że w czasie prześladowań za rządów Dioklecjana sędziowie pogańscy nie śmieli go skazać na śmierć za to, że był gorliwym chrześcijaninem, lecz poprzestali na wygnaniu go z miasta. Gdy na tron wstąpił Konstantyn, wrócił Mikołaj, zjednał wielu pogan dla Chrystusa i zamienił ich pogańskie świątynie na kościoły. Na soborze powszechnym w Nicei w roku 325 odznaczył się nauką i taką stanowczością, że mawiano o nim, iż sam Chrystus przez niego upokorzył dumę i zarozumiałość Ariusza. Zachorowawszy śmiertelnie, ujrzał otwarte Niebo i aniołów przy sobie, gotowych ponieść duszę jego do stóp Przedwiecznego. Umarł dnia 6 grudnia pomiędzy rokiem 345 a 352, licząc lat 65.

    Skoro tylko zgasł, zaczęto mu oddawać cześć należną Świętym Pańskim. Papież święty Grzegorz Wielki, wyznaczając w Rzymie kościoły stacyjne, zaliczył do nich także kościół św. Mikołaja in carcere (w więzieniu), w którym się jeszcze dzisiaj odbywa nabożeństwo w niedzielę pasyjną.

    Święty Mikołaj

    W roku 1087 przeniesiono zwłoki świętego Mikołaja do Bari we Włoszech dolnych, dokąd i teraz liczne odbywają się pielgrzymki. Jeszcze dzisiaj sączy się ze świętych kości balsamiczny olej i dzieją się tam rozliczne cuda.

    Nauka moralna

    Święty Mikołaj już w wieku chłopięcym wstrzymywał się w środy i piątki aż do zachodu słońca od pokarmu (Kościół wschodni nakazywał posty co środę i co piątek, zachodni co piątek i sobotę). Wnoszono stąd słusznie, że Bóg sobie szczególnie upodobał to dziecię i że je przeznaczył do wielkich rzeczy. Doświadczenie potwierdziło te domysły, Mikołaj był bowiem wielkim wobec Boga i wobec ludzi. Posty maluczkiego Mikołaja były oznaką szczególnego umiłowania Boga. Nie ma się też czemu dziwić, że matka nasza, Kościół święty, posty tak gorąco poleca i nakazuje.

    1) Posty są Bogu miłe. Wszakże ukochany Syn Jego, Pan Jezus, pościł przez 40 dni i nocy i dał nam tym samym przykład, jak mamy wielbić Boga i starać się Mu przypodobać. U Tobiasza św. czytamy słowa: „Modlić się, pościć, dawać jałmużny, jest lepiej, niż gromadzić złoto i srebro”. U świętego Mateusza czytamy, że posty nadają nam moc nad najgorszymi szatanami. „Tego rodzaju diabłów nie można się inaczej pozbyć, jak postem i modłami”. Pobożna wdowa Judyta pościła trzy dni, a Pan Bóg dał jej świetne zwycięstwo nad Holofernesem i nieśmiertelną sławę u ludu izraelskiego. Historia Estery uczy nas, że Bogu podoba się post dlatego, że uświęca ciało. Bóg nałożył pewien rodzaj postu już na pierwszych naszych rodziców w raju, zakazując im kosztować owocu z pewnego drzewa, a uczynił to dlatego, aby uświęcili swoją wolę posłuszeństwem, a ciało powstrzymywaniem się od skosztowania zakazanego jabłka. Przez post upokarzamy się wobec Boga, naśladujemy Chrystusa i oddajemy cześć Jego Męce.

    2) Posty są zbawienne. Prawdę tę głosi sam Kościół Boży w Prefacji Mszy świętej w czasie czterdziestodniowego postu i to w następujących słowach: „Słuszna i sprawiedliwa jest abyśmy Ci zawsze i wszędzie, wszechmocny i wiekuisty Boże, dzięki czynili, ponieważ postem ciała gładzisz grzechy, podnosisz ducha, rozdzielasz cnoty i nagrody w Imię Chrystusa Pana naszego”. Jest to powszechnym prawem, mającym wartość na ziemi i w Niebie. Płać, coś komu winien; dopuściłeś się krzywdy, wynagrodź ją; jeśli zgrzeszyłeś, odpokutuj grzech. Jeśli obrazę wyrządzoną Bogu sam na sobie karzesz, jeśli postem i umartwieniem odpokutujesz ją na własnym ciele, w takim razie przyrzekł ci Pan Bóg, że nie wzgardzi twym skruszonym i upokorzonym sercem i że ci dla twego żalu i pokuty wybaczy winę. Jeśli tę pokutę dobrowolnie podejmiesz, jeżeli wyprzedzisz sprawiedliwość Bożą dobrowolnym nałożeniem na siebie kary, Ojciec niebieski ulituje się nad tobą i zadowoli się daleko mniejszym zadośćuczynieniem, aniżeli go wymaga wielkość twego grzechu. Mieszkańcy grzesznej Niniwy pokutowali czterdzieści dni, a Bóg ocalił ich i zwolnił od zagrożonej zagłady. Wszakże i Pan Jezus pościł przez czterdzieści dni, aby swemu powołaniu należycie odpowiedzieć, aby przeciw szatanowi skutecznie walczyć, aby mężnie znosić cierpienia i męki krzyżowe. Wszyscy Święci naśladowali ten przykład dany przez Zbawiciela z jak najzbawienniejszym dla siebie skutkiem; potępieńcy tylko nie poszli za tym przykładem z wielką szkodą duszy swojej.

    Krzepmy się przeto wszyscy postem już to nakazanym, już też dobrowolnym do walki przeciw odwiecznemu wrogowi duszy naszej.

    Modlitwa

    Boże, któryś świętego Mikołaja, biskupa, niezliczonymi cudami uświetnił, spraw łaskawie, prosimy, abyśmy za jego zasługami i wstawieniem się od płomieni piekielnych uwolnieni byli. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa. Amen.

    Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.


  • 5 grudnia Żywot świętego Saby, opata

    Wysłany dnia: przez D.S.M.

    (Zył około roku Pańskiego 530)

    W dniu dzisiejszym obchodzi Kościół święty pamięć św. Saby, który słowem i przykładem swoim wiele dusz zjednał Niebu. Urodził się w Ziemi świętej, lecz pobożni jego rodzice musieli się przenieść na rozkaz cesarza do Egiptu i oddali syna pod opiekę swego krewnego, Hermiasza. Żona Hermiasza obchodziła się z chłopcem tak srogo, że umknął i udał się do wuja swego Grzegorza. Wszczęły się teraz niesnaski między Hermiaszem a Grzegorzem, ale żadnemu nie chodziło o Sabę, lecz o jego majątek, gdyż każdy z nich chciał nim zarządzać, aby się przy tym wzbogacić. Saba, który lubił pokój i zgodę, pomiarkował, że przyczyną sporów jest chciwość wujów, zrzekł się przeto majątku i schronił się do klasztoru Flawinia. Niezadługo zawstydzili się wujowie swego postępowania, ofiarowali młodemu Sabie zwrot całego majątku i przyrzekli na przyszłość troskliwszą opiekę, byle by wystąpił z zakonu, młody nowicjusz jednak przeniósł spokój serca nad wszelkie ziemskie dostatki i oświadczył, że murów klasztornych nie opuści.

    Święty Saba

    W zakonie starał się wydoskonalić na pobożnego mnicha, zwalczał przeto nieustannie wszelkie porywy zmysłowe. Zajęty pracą w sadzie, spostrzegł pewnego dnia jabłoń pokrytą obfitym owocem. Zerwał jabłko, aby go skosztować, chociaż jeszcze nie nadeszła godzina wieczerzy, gdy wtem przyszło mu na myśl, że należy oprzeć się pokusie; rzucił przeto zerwany owoc na ziemię i ślubował, że przez całe życie nie weźmie do ust jabłka, czego wiernie dotrzymał. Wiedząc, że próżnowanie jest matką wszelkich grzechów, ciągle się zajmował pracą i modlitwą. Gdy doszedł lat 18, pragnął usilnie zostać pustelnikiem i oddać się pod ster świętego Eutymiusza, ten jednak radził pobożnemu młodzieńcowi wstąpić do klasztoru Teoklista i tam się przysposabiać do życia pustelniczego. Saba usłuchał rady i podwoił w nowym klasztorze swą gorliwość. Ponieważ był silny i krzepki, nosił wodę i drzewo dla braci zakonnej i pielęgnował chorych. Był najpokorniejszy i najuczynniejszy pomiędzy zakonnikami, a pierwszy i ostatni w ćwiczeniach duchownych. Najlepszym dowodem jego zaparcia się i pogardy świata było jego spotkanie się z wujami w mieście Aleksandrii. Poznawszy go, namawiali go usilnie, aby porzucił celę zakonną i obiecywali mu złote góry, ale Saba wprost im oświadczył, że nigdy nie spełni ich życzenia, gdyż wystąpienie z zakonu uważałby za wyparcie się samego Boga. Widząc, że niczego nie dokażą, prosili go, aby przynajmniej zabrał z sobą znaczniejszą kwotę pieniężną, Saba przyjął jednak tylko kilka sztuk złota, które po powrocie do klasztoru natychmiast oddał opatowi.

    Odtąd rozpoczął jak najsurowszy żywot w głębokiej jaskini, którą za radą Eutymiusza obrał sobie za mieszkanie. Zajęciem jego była modlitwa, post i praca ręczna. Spędziwszy dziewięć lat na osobności, przeniósł się do jaskini na wysokiej, przepaścistej górze, u której podnóża płynął strumyk Cedron. Jedyne jego pożywienie stanowiły dzikie korzonki, potem jednak zaczęli mu okoliczni wieśniacy znosić w pewne dni chleb, ser i daktyle, a równocześnie powoli gromadzili się około niego mężowie, którzy chcieli się doskonalić pod jego przewodem. Saba pobudował dla nich celki, a patriarcha jerozolimski wyniósł go na godność zwierzchnika wszystkich pustelników. Surowa pokuta i ścisła karność, którą zaprowadził pomiędzy uczestnikami życia pustelniczego nie wszystkim jednak przypadły do smaku, toteż niektórzy uknuli spisek i wypowiedzieli mu posłuszeństwo. Nie chcąc ludu gorszyć swarami, schronił się Święty na pustynię Scytopolis i osiadł w jaskini.

    Gdy i tutaj wytropiono jego pobyt i zaczęli przychodzić nowi uczniowie, puścił się w inne strony i osiadł pod rozłożystym drzewem, którego liście dawały mu zasłonę od słońca i deszczu, a owoc pożywienie, bez ustanku jednak modlił się za towarzyszy, którzy go wygnali, i tymi modłami wyjednał im u Boga skruchę i pragnienie naprawienia złego uczynku. Saba, widząc ich szczery żal, wrócił do nich i pozostał między nimi do śmierci.

    Tak dożył na puszczy lat dziewięćdziesięciu. Opuszczał ją rzadko, tylko wtedy, gdy chodziło o dobro bliźnich lub Kościoła. Krótko przed śmiercią przybył na dwór cesarza Justyniana, aby oczyścić z zarzutów chrześcijan, mieszkających w Ziemi świętej, których oczerniono przed monarchą. Gdy powrócił do swej pustelni, ciężko zachorował. Po długich, ciężkich cierpieniach, które znosił z anielską cierpliwością, oddał ducha Bogu dnia 5 grudnia roku Pańskiego 532.

    Nauka moralna

    Jeśli chcesz być prawdziwie szczęśliwym i tu na ziemi i w życiu przyszłym, umiłuj jak święty opat Saba bardziej skarby niebieskie niż ziemskie. Czerp jak on ze skarbów zawartych w Sercu Jezusa, a czerp pełną ręką, bo im więcej nabierzesz, tym większą sprawisz radość Jego Sercu. Te skarby połącz z swoimi skarbami, to jest z modlitwami, cierpieniami i pracami swymi, a przez to połączenie nabiorą one wartości, piękności i blasku, który radował będzie wzrok Boży. Mów na przykład do Jezusa: „Moje modlitwy, cierpienia i prace, nic niewarte same przez się, łączę z zasługami bolesnej męki i śmierci Twojej, skrapiam je łzami i krwią Twoją, aby one w oczach Ojca Twego były miłe i wdzięczne, dla mnie zaś i dla tych, za których je ofiaruję, były pożyteczne i zbawienne”. Gdy tak co dzień postąpisz, niejeden dług u Boga zaciągnięty zapłacisz, niejedną zasługę uzyskasz, kapitał w Niebie pomnożysz, lub niejednej duszy grzesznej łaskę u Boga wyjednasz.

    Modlitwa

    Boże, który w świętym Sabie, opacie, wzór nam przedstawiasz ścisłej wierności w służbie Twojej, daj nam za jego pośrednictwem i przykładem, pokornie Cię prosimy, żadnymi troskami ziemskimi od wiernej służby Twojej nigdy się nie odrywać. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, który króluje w Niebie i na ziemi. Amen.

    Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.


  • 4 grudnia Żywot świętej Barbary, panny i Męczenniczki

    Wysłany dnia: przez D.S.M.

    (żyła około roku Pańskiego 236)

    LEKCJA (z księgi Ekklezjastyk, rozdział 51, wiersz 1-8; 12)

    Wysławiać Cię będę, Panie, Królu, i będę Cię chwalił Boga, Zbawiciela mego. Będę wyznawał Imię Twoje, boś mi się stał pomocnikiem i obrońcą, i zachowałeś ciało moje od zguby, od sidła języka złośliwego i od ust tych, co knują kłamstwo, i stałeś mi się pomocnikiem przed oczyma przeciwników. I wybawiłeś mię, według wielkości miłosierdzia Imienia Twego, od ryczących, gotowych do żeru, z rąk tych, co szukali duszy mojej, i od bram utrapienia, które mię ogarnęły; od ucisku płomienia, który mię ogarnął, a wpośród ognia nie upaliłem się; z głębokości brzucha otchłani i od języka splugawionego, i od słowa kłamliwego, od króla bezbożnego i od języka niesprawiedliwego. Będzie chwaliła aż do śmierci dusza moja Pana, bo wyrywasz czekających na Ciebie, Panie, i wybawiasz ich z rąk pogańskich.

    EWANGELIA (u św. Mat. rozdz. 25, wiersz 1-13)

    Onego czasu mówił Jezus uczniom swoim tę przypowieść: Podobne będzie Królestwo niebieskie dziesięciu pannom, które wziąwszy lampy swoje, wyszły naprzeciw oblubieńca i oblubienicy. A pięć z nich było głupich, a pięć mądrych. Ale pięć głupich, wziąwszy lampy, nie wzięły ze sobą oleju. A mądre wzięły oleju w naczynia swoje z lampami. A gdy oblubieniec omieszkiwał, zdrzemnęły się wszystkie i posnęły. A o północy rozległo się wołanie: Oto oblubieniec idzie, wyjdźcie naprzeciw niemu! Tedy wstały one wszystkie panny i oczyściły lampy swoje. Lecz głupie rzekły mądrym: Dajcie nam z oleju waszego, bo lampy nasze gasną. A mądre odpowiedziały, mówiąc: By snadź nam i wam nie zabrakło, idźcie raczej do sprzedających, a kupcie sobie. A gdy szły kupować, przyszedł oblubieniec, a te, które były gotowe, weszły z nim na gody, i zamknięto drzwi. A na koniec przyszły i drugie panny, mówiąc: Panie, Panie, otwórz nam! A on odpowiadając, rzekł: Zaprawdę, mówię wam, nie znam was. Czuwajcież tedy, bo nie wiecie dnia ani godziny.

    Święta Barbara była rodem z Nikomedii, miasta położonego w Bitynii. Ojciec jej Dioskorus był poganinem zagorzale przywiązanym do bałwochwalstwa, a przy tym dziwakiem skłonnym do barbarzyńskiego okrucieństwa. Barbara była nadzwyczaj zdolna, roztropna, zamiłowana w poważnych zajęciach i wielkiej urody. Ojciec kochał ją nadzwyczajnie, a ulegając dziwacznej zazdrości postanowił ukryć ją przed ludźmi. W tym celu wybudował dla niej wysoką wieżę, urządził w niej wspaniałe mieszkanie i zamknął Barbarę, przydawszy jej kilka dziewic do posługi.

    Barbara była jak jej ojciec poganką, lecz w miarę jak się kształciła, poznawała coraz lepiej bezzasadność religii bałwochwalczej. Bywały chwile, szczególnie kiedy w nocy z swojej samotni wpatrywała się w gwiazdy na niebie rozsiane, że myśl jej wznosiła się do pojęcia jedynej, najwyższej Istoty, która stworzywszy i rozrzuciwszy po przestrzeni te światy, utrzymuje je w porządku i kieruje nimi. Wtedy zatopiona w myślach o jedności Bóstwa, z obrzydzeniem wspominała brednie o bożkach, a wzdychała za światem prawdy.

    Zdarzyło się, że od jednego ze swoich nauczycieli, chociaż poganina, dowiedziała się, iż pojawił się wyznawca innej wiary, zwanej chrześcijańską, nazwiskiem Orygenes, który na Wschodzie uchodzi za najuczeńszego męża swojego czasu. Barbara postarała się by przybył do niej, nauczył ją artykułów wiary świętej i ochrzcił. Od tej chwili już Pisma Bożego z rąk nie wypuszczałaś nie tylko w prawdach Ewangelii, lecz i w jej radach tak się rozmiłowała, że uczyniła dozgonny ślub czystości.

    Tym czasem Dioskorus pod wpływem nalegań krewnych postanowił wydać Barbarę za mąż. Wkrótce potem przybył z prośbą o jej rękę najbogatszy w tym kraju i najznakomitszego rodu młodzieniec. Ojciec oznajmił to Barbarze, a widząc, że nie jest za tym, wcale na nią nie nalegał, po czym wybrał się w daleką podróż.

    Święta Barbara

    Po powrocie do domu Dioskorus zapytał córkę, czy nie zmieniła postanowienia dotyczącego zamęścia. „Nie zmieniłam – odpowiedziała Barbara – i proszę cię, ojcze, pozwól abym u ciebie została, tym bardziej, że starzejąc się, tym troskliwszej potrzebujesz opieki”. Uradowany Dioskorus, nabrawszy przekonania, że córka już go nie opuści przez wyjście za mąż, przestał ją trzymać w samotnej wieży i przeniósł ją do pałacu.

    Barbara z wielkim żalem opuszczała swoją samotnię, w której wielce się rozmiłowała, odkąd została chrześcijanką, a gdy weszła do mieszkania ojcowskiego, nadzwyczaj bolesnego doznała wrażenia, Dioskorus bowiem, będąc gorliwym poganinem, cały swój dom zapełnił bożyszczami. Na ten widok Barbara nie mogła się powstrzymać od okazania wstrętu, jaki w niej budziły bożyszcza pogańskie, i zarazem smutku, że jej ojciec nie dostrzega błędów swojej religii. Zdziwiony Dioskorus zapytał ją groźnie, czy jej wyobrażenia religijne są inne i czy nie wierzy w bogi, a wtedy Barbara, pełna ducha Bożego, z przedziwną trafnością zaczęła mu wyjaśniać błędy pogańskie, jako też dowodzić, że religia chrześcijańska jest jedyną prawdziwą. Prosiła go również, aby i on uznał jedynego i prawdziwego Boga, ale jej wysiłki były daremne, Dioskorus bowiem wpadł w wściekłość, porwał za miecz, i przysięgając na bogi, że sam pomści ich zniewagę, rzucił się na córkę. Barbara, znając jego gwałtowność i wiedząc, że może się dopuścić zbrodni, uszła co prędzej w las, który był niedaleko ich mieszkania. Dioskorus pogonił za nią z mieczem i przyparłszy ją do skały już ją miał nim ugodzić, kiedy skała nagle cudownie się rozstąpiła i Barbara znikła mu z oczu.

    Cud nie zrobił na okrutniku żadnego wrażenia. Dysząc gniewem, wrócił do domu i wziąwszy wiele sług, powtórnie poszedł do lasu celem schwytania córki. Tym razem dopuścił Pan Bóg, że ją znalazł; rzucił się tedy na nią, porwał za włosy i bijąc bez miłosierdzia, zawlókł ją do domu, ale zmiarkowawszy, że gdyby córkę własną ręką zabił, odpowiadałby za to przed władzą, postanowił ją oskarżyć jako chrześcijankę i albo przez to zmusić do odstępstwa od wiary, albo gdyby przy niej mężnie obstawała, ściągnąć na nią karę śmierci.

    Nie zwlekając z tym zbrodniczym zamiarem, kazał ją skrępować powrozami jak zbrodniarkę i poprowadzić do wielkorządcy nikomedyjskiego Marcjana. Ten, zdjęty litością, kazał ją rozwiązać i ubolewając nad surowością jej ojca, zaczął ją nakłaniać najłagodniejszymi słowami i najpochlebniejszymi obietnicami, aby się wyrzekła zakazanej w państwie rzymskim religii. Święta Barbara odparła: „Najpochlebniejsze przyrzeczenia nie odwiodą mnie od wiary, w której poznałam prawdziwego Boga. Sama tym nad wyraz uszczęśliwiona, pragnę, abyście i wy wszyscy tego szczęścia dostąpili”. Rzekłszy to, z taką mocą i świętym namaszczeniem zaczęła wykazywać błędy pogaństwa, a zarazem dowodzić prawdziwości wiary chrześcijańskiej, że nie tylko na wszystkich obecnych ale i na samym wielkorządcy słowa jej sprawiły wrażenie. Widząc to Dioskorus, zagroził Marcjanowi, że go oskarży przed cesarzem, jeśli będzie oszczędzał jego wyrodną córkę, która publicznie, a nawet w obecności najwyższego urzędnika, śmie znieważać bogi cesarskie. Uląkł się tego Marcjan i wydał rozkaz, aby Barbarę najprzód okrutnie osmagano rózgami, a potem kazał włożyć na nią włosiennicę z ostrej szczeciny i uwięzić. W więzieniu objawił się Barbarze Pan Jezus, przyrzekł wspierać ją w mękach, jakie ją jeszcze czekają, i uleczył jej rany.

    Nazajutrz Marcjan kazał ją znowu przyprowadzić, a nie widząc na niej żadnych śladów ran, dowodził, że to pogańscy bogowie cud ten uczynili. „Tak nie jest – odpowiedziała mu Barbara – albowiem bałwany ręką ludzką ukute nadludzkiej siły mieć nie mogą. Sprawił to jedynie sam Jezus Chrystus, Bóg mój, którego i ty wyznawać powinieneś. Możesz ciało moje poszarpać w kawałki, możesz mi życie odebrać, lecz jeśli je wydam z miłości ku Niemu, z Nim na wieki w Niebie żyć będę”. Wtedy wielkorządca kazał ją drzeć hakami żelaznymi i do boków przykładać rozpalone pochodnie, ale mężna Dziewica wzniósłszy oczy ku Niebu, w te słowa głośno się modliła: „Panie, który znasz tajniki serc ludzkich, wiesz, że moje serce Ciebie tylko miłuje, Ciebie tylko pragnie i w Tobie tylko pokłada nadzieję. Racz mnie wspierać w tej ciężkiej walce i niech mnie Twój Duch święty do końca nie opuszcza”.

    Marcjan, widząc jej stałość, podwoił okrucieństwa, a gdy i teraz nic nie wskórał, skazał ją na śmierć. Gdy ją przyprowadzono na plac stracenia, Dioskorus przyskoczył do sędziego, domagając się, aby mu pozwolono spełnić wyrok śmierci na córce. Nawet poganie wzdrygnęli się na tak niesłychane barbarzyństwo, ale Święta uklękła spokojnie i po krótkiej modlitwie, w której ponowiła Panu Bogu ofiarę swojego życia, podała szyję pod miecz, po czym wyrodny ojciec ściął jej głowę. Stało się to roku Pańskiego 236 w dniu 4 grudnia, w którym to dniu Kościół Boży obchodzi jej pamiątkę.

    Pan Bóg nie pozostawił bezkarnie strasznej zbrodni, której dopuścił się Dioskorus, albowiem piorun z pogodnego nieba na miejscu uśmiercił dzieciobójcę. Podobny los wkrótce spotkał Marcjana.

    Święta Barbara jest szczególną pośredniczką w Niebie do otrzymania łaski przyjęcia ostatnich sakramentów przy śmierci, co się niejednokrotnie w widoczny sposób potwierdziło. Oprócz tego policzona jest między czternastu św. Przyczyńców jako opiekunka od burz i pożaru, a górnicy czczą ją jako swą patronkę.

    Nauka moralna

    Bądźmy wdzięczni świętej Barbarze za jej wstawienie się do Boga o łaskę, ażebyśmy w godzinie śmierci zdążyli przyjąć sakramenta święte. Śmierć jej była nadzwyczaj przykra i bolesna, Bóg przeto obiecał być miłosiernym dla tych, którzy w niebezpieczeństwie życia lub w godzinę śmierci błagać będą o jej przyczynę. I my w godzinie śmierci tęsknić będziemy do miłosierdzia Bożego i przyjęcia sakramentów świętych, przeto rozważajmy dokładnie stan ciała i duszy naszej.

    1) W godzinę śmierci, o której tyle tylko pewna, że jedynemu Bogu jest wiadoma i że prędzej wybije aniżeli myślimy, w tej godzinie ciało nasze strasznie cierpieć będzie, gdy przyjdzie chwila rozłączenia z duszą, z domownikami, z rodziną, z mieniem doczesnym i z niewykonanymi planami; straszne też będą boleści tego przymusowego rozdziału ciała i duszy, gdy ciało pocznie stygnąć, ćmić się w oczach, gdy pot śmiertelny zacznie występować na czole, usta schnąć, oddech ustawać, w gardle chrobotać. Jakże wtedy zatęsknimy za przyjacielem, wszechmocnym pocieszycielem, który by nas pokrzepił i dodał nam siły do poniesienia ofiary życia! Jedynym takim pocieszycielem jest Jezus utajony w Przenajświętszym Sakramencie. Oby nas w godzinie śmierci raczył pocieszyć i pokrzepić!

    2) W godzinie śmierci westchnie dusza nasza z psalmistą Pańskim: „Objęły mnie bóle śmiertelne, niebezpieczeństwa piekła mnie opadły, opanował mnie smutek i utrapienie”. Sumienie ukaże nam popełnione grzechy, niedotrzymane śluby, zaniedbane obowiązki względem Boga, siebie i bliźnich. Diabli kusić się będą o zachwianie naszej wiary, nadziei i odniesienie nad nami zwycięstwa. Święty Franciszek Salezy mówi: „Grzechy, które dotychczas wydawały ci się małymi, spiętrzą się w twych oczach jak wysokie góry, a coś tylko uczynił uczciwego, zda ci się drobnym i niedostatecznym”. Już minęła pora poprawy; wieczność otwiera przed nami swe wrota, czeka nas sąd i wyrok nieodwołalny. Któż nas w tej strasznej godzinie zdoła pocieszyć, ocalić, pokrzepić? Nikt inny, jak tylko Bóg-człowiek, Pan nasz Jezus Chrystus, utajony w Przenajświętszej Hostii. Błagajmy więc, aby za przyczyną świętej Barbary w tej ważnej chwili do nas zawitać raczył.

    Modlitwa

    Boże, któryś pośród innych cudów Twej potęgi dał także płci słabej zwycięstwo męczeństwa, spraw łaskawie, ażebyśmy obchodząc uroczyście dzień urodzenia świętej Dziewicy i Męczenniczki Barbary, przez jej przykład Ciebie osiągnęli. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, który króluje w Niebie i na ziemi. Amen.

    Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.


  • 3 grudnia Żywot świętego Franciszka Ksawerego, jezuity

    Wysłany dnia: przez D.S.M.

    (żył około roku Pańskiego 1552)

    Na akademii paryskiej zasłynął około roku 1533 jako profesor filozofii młody szlachcic Franciszek, rodem ze zamku Ksawier pod Pampeluną w Hiszpanii. Równocześnie z nim chodził do akademii szlachcic hiszpański Ignacy, którego serce dążyło do wyższego celu. Młody Ignacy odgadł w uczonym Franciszku Ksawerym narzędzie wybrane i nie szczędził starań i zabiegów, aby go pozyskać dla Chrystusa. Nie przestawał przypominać mu pamiętnych słów Zbawiciela: „Co pomoże człowiekowi, choćby cały świat zyskał, a szkodę by poniósł na duszy?” W uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny ślubował Franciszek wraz z Ignacym i pięciu innymi poświęcić życie nawracaniu niewiernych i zbawieniu duszy, a ustąpiwszy z katedry profesorskiej, zajął się nauką teologii.

    Gdy w jakiś czas potem król portugalski Jan III zwrócił się do Ignacego z prośbą o kilku zakonników, którzy by mieli chęć udać się na misje do Indii Wschodnich, Ignacy wyznaczył na ten cel Franciszka Ksawerego i jeszcze drugiego kapłana.

    Otrzymawszy błogosławieństwo papieża Pawła III odbył Franciszek pielgrzymkę do obrazu Matki Boskiej w Lorecie, do której miał osobliwsze nabożeństwo, a potem wybrał się przez Alpy do Lizbony. W podróży przechodził około rodzinnego zamku, w którym żyła jeszcze ukochana matka, ale z tęsknoty oglądania jej uczynił ofiarę Bogu i kazał ją tylko przez drugich pożegnać tymi słowy: „Spodziewam się wkrótce i na wieki oglądać cię w Niebie”. W stolicy Portugalii mieszkał przed wybraniem się w drogę nie w pałacu królewskim, lecz w szpitalu, poświęcając cały czas pielęgnowaniu chorych. Podróż do Indii trwała trzynaście miesięcy. Po wylądowaniu w Goa poprosił o ciasną komórkę w szpitalu i torował sobie drogę do serc pogan w ten sposób, że nasamprzód starał się usunąć zgorszenia między tamtejszymi chrześcijanami. Rano pierwszym jego zajęciem było krzepienie ciała i duszy więźniów i chorych. Potem przechodził wszystkie place i ulice miasta z dzwonkiem w ręku i zapraszał dzieci i doroślejszych do kościoła na nauki katechizmowe. Za pośrednictwem dzieci zjednywał sobie zaufanie i wdzięczność rodziców. Wielka była ilość grzeszników, którzy wskutek jego zabiegów szczerze się nawrócili, i pogan, którzy prosili o chrzest święty. Założył także seminarium w celu wychowywania i kształcenia młodych współpracowników. Później udał się do szczepu Parawasów, którzy już dawniej byli przyjęli chrzest, ale dla braku nauki i kapłanów popadli znowu w pogaństwo. Po przybyciu zdziałał wiele cudów przy chorych i zmarłych, co na krajowcach uczyniło niesłychane wrażenie. Uprzejmością i gorliwością w nauczaniu pozyskał sobie wszystkich, a ziarno przez niego rzucone wydało tysiąckrotny plon. Aby ten plon nie zniszczał, budował Franciszek kościoły, uregulował nabożeństwo, a najzdatniejszych nowonawróconych mianował nauczycielami. Następnie udał się do Trawankoru, gdzie za widoczną przyczyną niewyczerpanej łaski Bożej zaraz w pierwszym miesiącu ochrzcił dziesięć tysięcy pogan i w krótkim czasie poświęcił 45 kościołów. Sława św. cudotwórcy rozeszła się po całych Indiach. Zewsząd go zapraszano, wszędzie z radością witano. Błogie skutki działalności spowodowały go do napisania prośby do świętego Ignacego, aby mu przysłał jeszcze więcej misjonarzy.

    Gdy na wyspie Terrate założył liczną parafię, doszła go wiadomość, że mieszkańcy Mory, nienawidzący Portugalczyków, zamordowali przyjaciela jego Simona, który ich nawrócił do chrześcijaństwa, i popadli znowu w bałwochwalstwo. Franciszek bez namysłu wybrał się do nich w drogę. Odradzano mu tę podróż, gdyż klimat tych stron był niezdrowy, mieszkańcy byli osławieni jako rozbójnicy, a skwary tamtejsze były dla cudzoziemców nieznośne. Na te przestrogi tak odpowiedział: „Gdyby to były kopalnie złota, srebra i drogich kamieni, gdyby tam można liczyć na obfity połów pereł, każdy by tam poszedł, nie pytając o niebezpieczeństwa. Czyż by kupiec miał okazywać więcej odwagi w nadziei obfitego zysku i zbogacenia, aniżeli misjonarz chrześcijański, któremu wiadomo, że może tam pozyskać dla Nieba dusze nieśmiertelne? Choćby mi się udało ocalić tylko jedną duszę, nie powinienem się ulęknąć nawet największego niebezpieczeństwa”.

    Pojechał więc, zdobył dla Chrystusa dwa największe miasta i zbawiennie wpłynął na poprawę obyczajów ich mieszkańców. Potem udał się do miasta Goa, powitał przybyłych z Europy misjonarzy i każdemu z nich wyznaczył teren działania.

    Zamiast wypocząć po mozolnej pracy, wsiadł na statek pogańskiego rozbójnika morskiego i puścił się do Japonii, leżącej na wschodnim krańcu Azji. Wylądował na brzegu wyspy bez broni, bez funduszów, bez znajomości języka krajowego, bez pomocy obcej, polegając jedynie na Bogu i nadziei, że Wszechmocny udzieli mu daru porozumienia się z rozmaitymi szczepami osiadłymi na wyspach, tworzących cesarstwo japońskie. Głoszenie Ewangelii było tu niesłychanie trudne, a nawet niebezpieczne, gdyż kapłani we wszystkim stawiali mu nieprzezwyciężone przeszkody, mimo to jednak zdołał w ciągu półtrzecia roku zasiać tyle ziarna Boskiego, że posiew ten w chwili jego odjazdu bujnie się rozkrzewił, bo po trzydziestu latach było w Japonii już około czterysta tysięcy chrześcijan.

    Święty Franciszek Ksawery

    Ksawery przyszedł do przekonania, że nawrócenie Japonii pójdzie szybszym krokiem, jeśli przedtem przyjmą wiarę Chrystusową Chińczycy, którzy mieli u Japończyków wielkie znaczenie, pospieszył przeto do Goa, ażeby się przysposobić na tę ważną misję. Sprzysięgli się przeciw niemu ludzie i żywioły, aby zniweczyć jego usiłowania, ale mimo to dotarł aż do wyspy Sancian, skąd miał już niedaleko do Chin, celu swej tęsknoty. Wtem zapadł na ciężką febrę; leżąc w nędznej, słomianej chacie, pozbawiony pomocy, z cierpliwością znosił boleści przedśmiertne i skonał z obliczem niebieską radością rozjaśnionym dnia 2 grudnia 1552, licząc lat czterdzieści sześć. Święte jego zwłoki spuszczono do grobu w kościele jezuitów w Goa. Paweł V ogłosił go w roku 1619 Błogosławionym, a Grzegorz XV zaliczył w roku 1622 w poczet Świętych Pańskich; święte „Stowarzyszenie rozszerzania wiary” czci w nim swego patrona.

    Nauka moralna

    Podajemy na tym miejscu zdarzenie z życia świętego Franciszka, które jeszcze lepiej da nam poznać ducha, jaki ożywiał tego świętego apostoła.

    Będąc w Indiach zadał sobie Ksawery dużo pracy, aby nawrócić pewnego portugalskiego szlachcica, który chlubił się ze swego niedowiarstwa i bezbożności. Wesołą gawędką udało mu się pozyskać jego zaufanie i przychylność, po czym starał się przemówić mu do serca i wykazać konieczność pokuty i pojednania się z Bogiem. Szlachcic odpowiedział na napomnienia i przestrogi drwinkami i szyderczym uśmiechem. Nie zwątpił jednak Ksawery i nie poprzestał na tym, lecz przy każdej sposobności ponawiał prośby i przestrogi. Wszystkie usiłowania były nadaremne. Pewnego dnia wyszli razem na przechadzkę do pobliskiego zagajnika. Ksawery wznowił rozmowę o miłosierdziu i sprawiedliwości Bożej. Naraz ukląkł, obnażył plecy, wydobył spod habitu dyscyplinę i tak się nią osmagał, że krew zaczęła spływać mu po ciele, przy czym w te słowa odezwał się do szlachcica: „Czynię to dla twej duszy, a uczyniłbym daleko więcej, byle by ją uratować! Ale cóż by znaczyła ta drobnostka wobec tego, co Jezus Chrystus dla ciebie uczynił? Czyż by męka Jego i okrutna śmierć nie miały wzruszyć twego serca?” Po czym wzniósłszy oczy w Niebo westchnął: „O Jezu, nie patrz na to, czym ja biedny grzesznik chciałbym Cię przebłagać, lecz na własną Przenajświętszą Krew, i racz się nad nami zmiłować”. – Szlachcic stanął jakby w ziemię wryty. Nie mogąc pojąć ogromu takiej miłości bliźniego, ukląkł obok Ksawerego, prosząc, aby przestał się katować, obiecał poprawę i wiernie dotrzymał słowa.

    Modlitwa

    Boże, któryś ludy Indii chciał przez nauki i cuda świętego Franciszka Ksawerego wcielić do Twego Kościoła, spraw łaskawie, abyśmy naśladowali przykłady cnót jego, jak i wielbili jego wspaniałe cnoty. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, który króluje w Niebie i na ziemi. Amen.

    Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.


  • 2 grudnia Żywot świętej Bibianny, dziewicy i Męczenniczki

    Wysłany dnia: przez D.S.M.

    (Żyła około roku Pańskiego 362)

    Cesarz Julian, bratanek Konstantyna Wielkiego, przyjął chrzest św., ale w sercu pozostał poganinem i sprzeniewierzył się tak dalece wierze Chrystusowej, że ołtarze święte oddał poganom. Z początku nie tępił chrześcijaństwa ogniem i mieczem, lecz podkopywał je chytrze, wzniecał niesnaski i zatargi, zakazywał chrześcijanom piastować urzędy nauczycielskie, odbierał kościołom dochody, zakazywał po szkołach uczyć religii, obsadzał najwyższe urzędy cywilne i wojskowe poganami, a usuwał chrześcijan.

    Żył w Rzymie niejaki Flawian, który chrześcijan brał pod swą opiekę i zachęcał do wytrwałości. Apromian, starosta nowo mianowany przez Juliana, powołał go przed swój sąd i zażądał, aby złożył ofiarę bogom. Flawian odpowiedział, że jest chrześcijaninem i chce żyć i umierać jako chrześcijanin. Apromian odebrał mu za to szlachectwo i kazał mu wypalić na czole znak niewolnika, lecz dzielny wyznawca dziękował Bogu za to poniżenie. Rozjuszony starosta kazał mu wypalić oczy i zabrać dobra, po czym skazał go na wygnanie, gdzie Męczennik zmarł wkrótce z głodu. Pamięć jego obchodzi Kościół dnia 22 grudnia. Nienawiść Apromiana zwróciła się teraz przeciw Afrozie, przezacnej małżonce Flawiana. Gdy oświadczyła, że nigdy bogom kłaniać się nie będzie, spotkał ją ten sam los, co męża, tj. wygnanie, a wkrótce potem ścięcie. Pamięć jej śmierci obchodzi Kościół 4 stycznia.

    Święta niewiasta zostawiła dwie młodziutkie, niezwykle urodziwe córeczki, Demetrię i Bibiannę. Apromian zaczął je łagodnie namawiać, aby były posłuszne prawom krajowym i starały się o łaskę cesarza, obiecując im przy tym zwrot majątku i zapewniając, że zastąpi im ojca i wyda je za najgodniejszych mężów. Demetria i Bibianna odpowiedziały: „Bogom twoim kłaniać się nie będziemy. Już dawno obrałyśmy sobie Pana Jezusa za Oblubieńca, a zaprzysiężonej Mu wiary i miłości nigdy nie złamiemy”. Apromian kazał je za to wrzucić do brudnej ciemnicy, gdzie przesiedziały pięć miesięcy, znosząc głód i pragnienie, wilgoć i zaduch, urągowiska i poniewierkę od pogan, po czym znowu zaprowadzono je do sądu. Młodsza z sióstr, Demetria, wycieńczona długim więzieniem, padła zemdlona na ziemię i wyzionęła ducha, wymawiając słodkie imię Jezus. Pamiątkę jej obchodzi Kościół dnia 21 grudnia. Bibianna została teraz sama, stęskniona do swoich. Ze złością i chytrością istnego szatana próbował ją starosta pozbawić niewinności, a widząc się bezsilnym wobec jej niezłomnej stałości, kazał ją przywiązać do słupa i zatłuc na śmierć kijami, a ciało rzucić psom. Bóg ustrzegł święte zwłoki od takiego znieważenia, gdyż w drugą noc po męczeńskiej śmierci Bibianny przybył Jan, kapłan i pochował ją w jej własnym domu. W jakiś czas później zbudowano na jej cześć kościół nad jej grobem.

    Nauka moralna

    Nie rozłączajmy się z tą świętą rodziną, której żywot powyżej opisaliśmy, dopóki nie zbudujemy się nauką, jaką nam dała swym życiem. Jakaż jest owa nauka?

    1) Nie godzi się zbytnio miłować świata, gdyż świat jest wierutnym kłamcą; łudzi nas obietnicą rozkoszy, przyjemności, zabaw, pochwał, zaszczytów, wziętości u ludzi, zaspokojenia żądz zmysłowych. Spojrzyj tylko w oczy i w serce tych, którzy go miłują. Jedni nadęci są pychą i dumą, która ich czyni porywczymi i nieczułymi, inni żółkną z nienawiści, zazdrości i gniewu, że drugim lepiej się powodzi. Są i tacy, którzy w wygodach i bezczynności do tego stopnia zniewieścieli, że ustawicznie skarżą się na śmiertelne nudy. Inni są opętani nieszczęsnym duchem lubieżności i spieszą od rozkoszy do rozkoszy, póki nadużycie nie podkopie ich zdrowia i nie przyprawi ich o śmierć. Takimi to obietnicami wabi nas świat, byle byśmy się wyrzekli wiary katolickiej, jako też nadziei w spadek Chrystusowy, i byle byśmy bili pokłony przed jego bożyszczami. Świat nęci nas dobrami doczesnymi, abyśmy się wyrzekli wiekuistych; wskazuje nam przemijające rozkosze, abyśmy je odpokutowali w miejscu męczarni wiekuistej. Odwróć my oczy od świata.

    2) Nie lękajmy się świata. Cóż nam może wziąć, w czym nam może zaszkodzić? Tylko w tym chyba, do czego mu dał moc Ojciec nasz niebieski, drogi nasz przybity na krzyżu Zbawiciel. Ale wolno światu tylko tyle nam uczynić, ani o włos więcej, ile jest potrzebne dla dobra naszego, ile jest korzystne i pożyteczne dla zbawienia naszego. Mądrość Ojca niebieskiego dopuścić może, że świat nas nienawidzi, że nami gardzi, że nas znieważa i szkodzi nam na sławie, pozbawia nas majątku, wtrąca do więzienia, jak tego doświadczyła rodzina Flawiana; ale dobroć i wszechmoc Boga stokrotnie nam to wynagrodzi, pokrzepi duszę, doda sił woli naszej i ostatecznie sprawi, że w tym kielichu, zaprawionym według zdania świata goryczą, znajdziemy nadprzyrodzoną słodycz i osadzeni w ciemnym więzieniu nucić będziemy hymny opiewające chwałę Bożą. Nie lękajmy się świata; weźmie on nam tylko to, co nam i tak śmierć zabierze. Jeśli Bóg nas rychlej od tych cierpień nie oswobadza, czyni to dlatego, że cierpienia te służą na dobro i korzyść naszą.

    Święta Bibianna

    Modlitwa

    Boże i Panie mój, Dawco wszelkiego dobra, któryś w służebnicy Twojej Bibiannie z kwiatem świętego dziewictwa połączył palmę męczeńską; spraw łaskawie, abyśmy za jej pośrednictwem, przezwyciężając wszelkie do zbawienia przeszkody, nagrody wiekuistej dostąpili. Przez Pana naszego, Jezusa Chrystusa, który króluje w Niebie i na ziemi. Amen.

    Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.


  • Grudzień: poświęcony czci Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny

    Wysłany dnia: przez D.S.M.

    Intencja na miesiąc grudzień

    Duch waleczności chrześcijańskiej

    Wojowaniem jest żywot człowieczy na ziemi, narzekał niegdyś Job w Starym Zakonie; i słusznie narzekał, bo i wtenczas, tak samo jak teraz, trzeba było wojować przez całe życie o zbawienie duszy swojej, – ale w warunkach bez porównania trudniejszych, niż te, które mamy z łaski Boskiego naszego Zbawiciela teraz w Nowym Zakonie. Wtenczas jeszcze moc szatana, tego walnego nieprzyjaciela dusz ludzkich, nie była złamana; natura ludzka, nie uszlachetniona jeszcze wcieleniem Syna Bożego, ani nie odkupiona męką i śmiercią Jego na krzyżu, więcej niż teraz była skłonna do złego od młodości swojej, – nie było też tej obfitej pomocy łaski Bożej, jakiej źródło nieustające my mamy w sakramentach św. i w zasługach Pana naszego Jezusa Chrystusa, – nie było jeszcze tej przystani zbawienia Kościoła Chrystusowego i ożywczej nauki Jego, – nie było ani przykładów, ani przyczyny tylu Świętych Bożych, jakie my mamy w obfitości, – a co najsmutniejsza: tych nawet, co szczęśliwie i zwycięsko boju swego dokonali, czekało nie jasne Niebo i błogosławione widzenie Boga naszego, ale tylko ciemna, długie wieki mająca trwać otchłań, pełna tęsknoty i wyczekiwania za mającym przyjść Zbawicielem. Inaczej i szczęśliwiej jest teraz, odkąd Chrystus Pan nam rzekł: „Na świecie ucisk mieć będziecie; ale ufajcie, Jam zwyciężył świat”. Walczyć wprawdzie i my musimy, a nie masz walki bez trudów i bez cierpienia; ale dzięki dziełu odkupienia rodzaju ludzkiego, dokonanemu przez Pana i Boga naszego Jezusa Chrystusa, nieprzyjaciele nasi są osłabieni, a nam przybyło sił i pomocy; stąd walka i zwycięstwo jest łatwiejsze niż było kiedyś, a po zwycięstwie, gdy się okaże Książę pasterzy, weźmiemy niewiędnący wieniec chwały. Dlatego w całym Piśmie świętym Nowego Zakonu brzmi zamiast żałosnej skargi Jobowej jakby radosna pobudka do boju. Tak sam Pan Jezus mówi: „Nie mniemajcie, żebym przyszedł puszczać pokój na ziemię; nie przyszedłem puszczać pokoju, ale miecz. I znowu: Nie bójcie się małe stado, albowiem się podobało Ojcu waszemu dać wam Królestwo”. A ów wierny apostoł Chrystusowy, święty Paweł, wszystkich zagrzewa: „Obleczmy się w zbroję światłości; pracuj jako dobry żołnierz Chrystusa Jezusa, bo i który na placu się potyka, nie bierze wieńca, aż by się przystojnie potykał”.

    Jest zaś walka nasza dwojaka: jedna – że ją tak nazwiemy osobista, w której chodzi o własne zbawienie; druga jakby w szeregu ze wszystkimi prawdziwymi chrześcijanami o chwałę Bożą i Królestwo Boże na ziemi. Pomówmy o jednej i drugiej.

    W owej walce osobistej wszystko zależy od tego, czy ową trojaką pożądliwość tj. pożądliwość oczu, pożądliwość ciała i pychę żywota dzielnie i wytrwale zwyciężamy, czy też się jej poddajemy. Jeżeli np. tak dajemy się opanować pożądliwości oczu, to znaczy chciwości i żądzy zbogacenia się, tak że dla grosza całkiem zapominamy o Panu Bogu, albo raz po raz dopuszczamy się grzechów śmiertelnych, jak np. gwałcenia dni świętych, kradzieży, oszukaństwa, niesprawiedliwych procesów i tym podobnych – to taki dał się zwyciężyć i obrabować z prawa do zbawienia, które nabył przez chrzest święty i wiarę w Pana Jezusa i naukę Jego. Podobnie kto dla pożądliwości ciała, to jest dla dogodzenia ciału popełnia grzechy śmiertelne, jako to: nieczystości różnego rodzaju, pijaństwa, gwałcenia postów nakazanych dla obżarstwa, lenistwa i próżniaczego życia, albo (jak się to często zwłaszcza nieczystym zdarza) ze wszystkim wyrzekł się Boga i świętej Jego wiary; tak samo ten, kto dla pychy żywota, to jest dlatego, żeby coś znaczyć między ludźmi, albo żeby nad nimi przewodzić, wyłamuje się spod należnego rodzicom i innym przełożonym posłuszeństwa, kto dyszy gniewem, nienawiścią, zemstą, zazdrością, kto bliźnimi pogardza i za nic ich sobie ma, albo wreszcie do takiej dąży wolności, żeby być nie tylko od ludzi, ale i od samego Pana Boga niezależnym – taki, stanąwszy się za życia niewolnikiem swej pychy, będzie po śmierci niewolnikiem piekła.

    Przeciwnie, dzielny chrześcijanin, pomny na apostolskie napomnienie: „Pracuj jak dobry żołnierz Chrystusa Jezusa”, mężnie walczy przeciw tej trojakiej pożądliwości i za łaską Bożą zwycięża ją i ujarzmia. Jak jednak między zwykłymi żołnierzami jedni są waleczniejsi od drugich, tak też bywa w tej żołnierce duchownej. Są tedy jedni, którzy tak dzielnie się bronią, że chociażby zginąć przyszło, nie poddadzą się, ani nie dopuszczą się zdrady. A zatem, chociażby ci chciwość obiecywała skarby iście królewskie i życie bez troski o jutro, wygody i starość szczęśliwą, albo straszyła cię widmem ostatecznej nędzy i głodowej śmierci, chociażby pożądliwość ciała nęciła najwymyślniejszymi rozkoszami i wszelkim używaniem, albo groziła wszelkiego rodzaju utrapieniami, chorobami i boleściami, chociażby pycha żywota łudziła cię, że ci lub owi, a może i wszyscy będą cię mieli za najmędrszego, najlepszego, najdzielniejszego, najpiękniejszego, a nawet za świętego, albo przeciwnie za ostatnie pomiotło i ladaco, a miałbyś dla uniknięcia wszystkiego tego złego, albo dla otrzymania tych wszystkich obiecanek popełnić dobrowolnie i rozmyślnie grzech śmiertelny; jeżeli masz na tyle męstwa i dzielności, żeby wszystkimi tymi obietnicami i groźbami wzgardzić i wolisz raczej wszystko wycierpieć, a nawet umrzeć, niż popełnić grzech śmiertelny: w takim razie jesteś już prawdziwym i dobrym żołnierzem Pana Jezusa, i możesz być pewnym wiecznego zbawienia. Jeżeli takiej odwagi i stanowczości nie posiadasz, to lada silniejsza pokusa przyprawi cię o grzech śmiertelny, to znaczy zdradzisz Pana Jezusa i staniesz się winnym wiecznego potępienia.

    Nierównie dzielniejszymi żołnierzami Chrystusowymi są tacy, co nie tylko grzechów śmiertelnych, ale i powszednich tak szczerze nienawidzą, że za nic w świecie nie chcą się dopuścić choćby najmniejszego dobrowolnego grzechu powszedniego.

    Kto w takim usposobieniu wytrwa aż do śmierci, ten nie tylko będzie zbawiony, ale bardzo łatwo uniknie ognia czyśćcowego, bo Pan Bóg chętnie mu użyczy łaski zgładzenia już w tym życiu wszelkich kar doczesnych za drobne grzechy, które mimo takiego usposobienia nieraz mu się wydarzą. Kto takiego usposobienia nie ma, ale poprzestaje na pilnym unikaniu jedynie śmiertelnych grzechów, ten wprawdzie też będzie zbawiony, wszakże daleko trudniej będzie mu uniknąć ognia czyśćcowego.

    Najdzielniejsi są ci chrześcijanie, którzy równie stanowczo jak wyżej wymienieni bronią się przeciw każdemu wielkiemu i małemu grzechowi, jednakże nie poprzestają li tylko na obronie, ale nadto na nieprzyjaciela, tj. na tę trojaką pożądliwość nacierają i gnębią ją, naśladując z wielką odwagą i wytrwałością przykład Chrystusa Pana. A więc na przekór pożądliwości oczu wolą raczej dawać aniżeli brać, albo nawet obierają sobie dobrowolne ubóstwo i aż do końca życia chętnie poprzestają na pożywaniu i mieszkaniu takim, jakie miewają ubodzy; na przekór pożądliwości ciała wyrzekają się związków rodzinnych i trapią swe ciało pracą, postami i innymi umartwieniami; na przekór pysze żywota i żądzy niezawisłości wprzęgają się w jarzmo posłuszeństwa, unikają rozgłosu i stronią od wszelkich godności i zaszczytów. Tacy nie będą nawet sądzeni, ale razem z Panem Jezusem zasiędą na stolicach, aby razem z Nim sądzić żywych i umarłych; wezmą też stokrotną nagrodę, a nadto żywot wieczny, a wezmą go obficiej.

    Porachuj się, czy dotychczas byłeś żołnierzem Chrystusowym? czy dobrym, dzielnym, czy też przeciwnie byłeś nikczemnym tchórzem i zdrajcą? Do czego się poczuwasz i jak sobie będziesz poczynał na przyszłość?

    Drugi rodzaj walki – w zwartych szeregach – wynika z tego, że święty Kościół katolicki, którego członkami z łaski Bożej jesteśmy, i poza którym nie ma zbawienia, nazywa się i jest Kościołem wojującym. Walka ta toczy się przede wszystkim o prawdę i sprawiedliwość, jaką nam Chrystus Pan nasz objawił. Toczy się zaś przeciw wszystkim, którzy tej prawdy Chrystusowej nie uznają. Bronią naszą w tej walce jest wiara, tudzież inne cnoty chrześcijańskie, zwłaszcza miłość i cierpliwość. Wodzem w tej walce jest sam Pan Jezus w Niebie i namiestnik Jego na ziemi, Ojciec święty, pod nimi zaś biskupi i kapłani wiernie przy nich stojący; żołnierzami wszyscy bez wyjątku wierni obojga płci, każdy w miarę dobrej swej woli i zdolności od Pana Boga użyczonych. Na koniec polem tej walki jest twoja własna rodzina i kółko znajomych, w którym się obracasz, dalej gmina i różne stowarzyszenia, do których należysz, następnie kraj, państwo i całe społeczeństwo. Jak nasamprzód twoja rodzina powinna być na wskroś chrześcijańska, tak też trzeba, żeby poszczególne gminy i stowarzyszenia, cały kraj, całe państwo, całe wreszcie społeczeństwo były chrześcijańskie, tj. przejęły się i kierowały się prawdą i sprawiedliwością chrześcijańską. Widzisz na własne oczy, że różni ludzie i różne prądy sprzeciwiają się temu i że w wielu miejscach pod wielu względami dzieje się wcale nie po chrześcijańsku, a nieraz nawet gorzej niż po pogańsku. Dlaczego tak jest? Niestety, dlatego, że my katolicy zgubiliśmy i prawie już zapomnieliśmy, iż „bojowaniem jest żywot człowieczy na ziemi”. Nie narzekaj na drugich, ale raczej wglądnij w siebie, co dotychczas zrobiłeś, żebyś przynajmniej ty i twój dom, twoja rodzina i twoje najbliższe otoczenie były prawdziwie chrześcijańskie! żeby w twojej gminie i parafii zapanował dobry obyczaj chrześcijański! Módl się przez ten miesiąc dla siebie i innych o ducha męstwa i waleczności chrześcijańskiej!

    Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.