• Archiwa Tagów św.Katarzyna Siena
  • nie jestem obojętny na święte i prawdziwe pragnienia.

    Wysłany dnia: przez D.S.M.

    DIALOG O BOŻEJ OPATRZNOŚCI CZYLI KSIĘGA BOSKIEJ NAUKI
    CLII – Streszczenie tego, co powiedziane było w boskiej opatrzności.

    Dałem ci zaledwie słabe wyobrażenie o mojej opatrzności w stosunku do wszelkiego stworzenia, jakikolwiek był jego stan. Ukazałem ci, że od chwili, gdy stworzyłem świat pierwszy i świat drugi, człowieka, dając mu istnienie i stwarzając go na obraz i podobieństwo moje, nie przestałem działać przez opatrzność moją. To co czyniłem, czynię jeszcze i czynić będę aż do ostatniego dnia, starając się o zbawienie wasze, gdyż chcę waszego uświęcenia (por. l Tes 4,3), i wszystko co was spotyka, zrządzone jest przeze Mnie w tym celu. Nie widzą tego źli ludzie światowi, bo pozbawili się światła, a ponieważ tego nie widzą, jak ci rzekłem, gorszą się ze Mnie. Jednak Ja znoszę ich cierpliwie, czekam na nich aż do dnia ostatniego i nie przestaję nigdy wspomagać w potrzebie grzeszników, tak samo jak sprawiedliwych, w rzeczach doczesnych i duchowych. Mówiłem ci też o niedoskonałości bogactw, napomknąłem o nędzy, do której doprowadzają ludzi oddanych im z miłością nieuporządkowaną. Przedstawiłem ci dostojeństwo ubóstwa i skarbów będących udziałem duszy, która zaślubiła biedę, idącą w parze z siostrą swą, uległością. O uległości tej opowiem ci niebawem w związku z posłuszeństwem.

    Wyłożyłem ci, jak Mi jest miła i droga ta cnota i jaką pieczą otacza ją moja opatrzność. Wszystko to, co rzekłem ci na pochwałę tej cnoty i najświętszej wiary, wiodącej duszę do tego najwznioślejszego stanu, miało na celu wzmóc w tobie wiarę i nadzieję, abyś pukała do bramy mego miłosierdzia. Wiara żywa sprawi, że spełnię pragnienie twoje i sług moich, udzielając wam wsparcia aż do śmierci. Lecz krzep się i raduj we Mnie, który jestem obrońcą twym i pocieszycielem.

    Prosiłaś Mnie, abym wytłumaczył ci moją opatrzność i środki, których używam, wspomagając w potrzebie moje stworzenie. Uczyniłem ci zadość. Widzisz więc, że nie jestem obojętny na święte i prawdziwe pragnienia.

    św. Katarzyna ze Sieny


  • w jakim pokoju, w jakiej pogodzie żyją moi drodzy ubodzy.

    Wysłany dnia: przez D.S.M.

    DIALOG O BOŻEJ OPATRZNOŚCI CZYLI KSIĘGA BOSKIEJ NAUKI
    CLI – O dostojności duchowego ubóstwa. Jak Chrystus uczył tego ubóstwa nie tylko słowem, lecz przykładem. O opatrzności boskiej względem tych, którzy przyjmują to ubóstwo.

    Napomknąłem ci już coś o tym, abyś lepiej poznała dobrowolne ubóstwo duchem. Kto je zna? Umiłowani ubodzy słudzy moi, którzy, aby przebyć tę drogę i przejść przez ciasną bramę, zrzucili z siebie brzemię bogactw.

    Jedni czynią to aktualnie i duchowo; to ci, co aktualnie i duchowo chowają przykazania i rady. Inni chowają rady tylko duchowo, wyzuwając się z przywiązania do dóbr tego świata. Odtąd nie posiadają ich z miłością nieuporządkowaną; przestrzegają z świętą bojaźnią porządku, który ustanowiłem. Stają się nie właścicielami tego co mają, lecz rozdawcami w służbie ubogich. Ten drugi stan jest dobry; pierwszy jest doskonalszy, owocniejszy i spokojniejszy; więcej w nim zewnętrznych przejawów mej opatrzności, o której zakończę opowieść, zalecając ci ubóstwo. W jednym i drugim stanie słudzy moi schylają głowy uniżając się przez prawdziwą pokorę. Lecz ponieważ na innym miejscu, jeśli pamiętasz, rzekłem ci dostatecznie o drugim, mówić będę tu tylko o pierwszym.

    Rzekłem i ukazałem ci, jako wszelkie zło, szkody i bóle w życiu tym i tamtym wynikają z miłości bogactw.

    Teraz natomiast powiem ci, że wszelkie dobro, spokój i spoczynek wypływa z ubóstwa. Spójrz tylko na prawdziwych ubogich! Jakież widnieje w nich wesele, jaka radość! Nigdy nie smucą się niczym, chyba wyrządzoną mi obrazą; jednak smutek ten nie przygnębia duszy, lecz ją ożywia. Przez ubóstwo zdobyli najwyższe bogactwo: wyrzekli się ciemności, aby znaleźć najdoskonalsze światło; porzucili smutek świata, aby osiągnąć wesele; za cenę dóbr śmiertelnych zyskali dobra nieśmiertelne, otrzymali najwyższe pocieszenie 16. Trudy są im spoczynkiem, cierpienia pokrzepieniem. Odnosząc się sprawiedliwie i z miłością braterską do ludzi, nie żądają niczego od stworzeń.

    W kim jaśnieje cnota najświętszej wiary, gdzie płonie ogień boskiej miłości? W nich. Przez to światło najświętszej wiary, znaleźli we Mnie najwyższe i wieczne bogactwo, wznieśli nadzieję swą ponad świat i ponad marność tych wszystkich dóbr i zaślubili prawdziwe ubóstwo, przyjmując z nim orszak jego sług. Wiesz, jakie są sługi ubóstwa? Zaparcie się siebie, pogarda dla siebie, szczera pokora: zachowują one i żywią w duszy miłość ubóstwa. Mocą tej wiary, tej nadziei, tego żaru miłości, wyzwolili się słudzy moi od bogactwa i przywiązania do siebie. Tak uczynił chwalebny apostoł Mateusz: poniechał swych wielkich bogactw, porzucił swój urząd (por. Mt 9,9; Mk2,14; Łk 5,27), by służyć Prawdzie, która nauczyła was sposobu i reguły, ukazując wam, jak kochać i służyć ubóstwu. Syn mój nie nauczył was tego tylko słowem, lecz własnym przykładem. Od dnia urodzenia do chwili śmierci był wcieleniem tej nauki. Choć był najwyższym bogactwem, dla swej natury boskiej, którą jest jednym ze Mną, bogactwem wiecznym, a Ja jednym z Nim, zaślubił dla was prawdziwe ubóstwo.

    Jeśli chcesz ujrzeć Go w skrajnym ubóstwie, spójrz na tego Boga, który się stał człowiekiem; zobacz Go w tym poniżeniu, przyodzianego waszym człowieczeństwem.

    Widzisz, jak to słodkie Słowo miłości rodzi się w stajni, podczas podróży Maryi, aby nauczyć was, podróżnych, że powinniście zawsze odradzać się w tej stajni, którą jest poznanie siebie, gdzie znajdziecie Mnie, narodzonego łaską w duszy waszej. Widzisz Go leżącego między bydlętami w tak wielkiej nędzy, że Maryja nie ma Go nawet czym okryć. Ponieważ jest zimno, ogrzewa się oddechem zwierząt i sianem, którym okryła Go matka (por. Łk 2,4-8).

    Będąc ogniem miłości, chce znosić chłód w swym człowieczeństwie przez całe życie. Póki żył na świecie, chciał cierpieć, bez uczniów i z uczniami. Pewnego razu głód zmusił uczniów wyłuskiwać kłosy, by mogli spożyć ziarno (por. Mt 12,1; Mk 2,22; Łk 6,1).

    W ostatnim dniu swego życia był rozebrany do naga i biczowany przy słupie. Spragniony wisi na krzyżu w tak wielkim ubóstwie, że brak Mu ziemi i drzewa dla oparcia głowy i musi skłonić ją na swe ramię. Wtedy upojony miłością czyni wam kąpiel z swej krwi, która spływa z wszystkich ran ciała tego Baranka (por. J 19,34).

    Będąc w ostatniej nędzy, darzy was wielkim bogactwem. Wisząc na wąskim drzewie krzyża, szeroko obdziela wszystkie stworzenia rozumne. Kosztując goryczy żółci, użycza wam najdoskonalszej słodyczy. Pogrążony w smutku, zlewa na was pociechę. Przybity gwoździami do krzyża, wyzwala was z pęt grzechu śmiertelnego. Stawszy się sługą, wyrywa was z niewoli diabła. Sprzedany odkupuje was swą krwią. Przyjmując śmierć, daje wam życie.

    Jakże piękną dał wam regułę miłości! Okazał wam największą miłość, jaka być może, oddając życie za was, którzy byliście wrogami Jego i moimi, najwyższego i wiecznego Ojca. Nie wie tego ciemny człowiek, który tak bardzo Mnie obraża i tak mało ceni tak wielką ofiarę. Dał wam regułę prawdziwej pokory, poddając się haniebnej śmierci na krzyżu; uniżenia, znosząc obelgi i zniewagi bez liku; prawdziwego ubóstwa, bo skarży się wam w Piśmie Świętym: Lis ma swą jamą i ptak ma swoje gniazdo, tylko Syn dziewicy nie ma, gdzie by skłonił głowę (Łk 9,58; Mt 8,20). Któż to rozumie? Ten, kto posiada światło najświętszej wiary. Kto posiada to światło? Moi ubodzy duchem, którzy zaślubili królowę biedę, odrzucając bogactwa zlewające ciemności niewiary.

    Królowa ta ma swoje królestwo, które nie zna wojny, w którym panuje zawsze pokój i cisza. Krzewi się tam bujnie sprawiedliwość, gdyż wszelka sposobność do niesprawiedliwości jest stamtąd wygnana. Mury miasta są silne, gdyż nie są zbudowane na ziemi, ani na piasku, rozwianym przez każdy podmuch wiatru, lecz na skale żywej (por. Mt 7,24-29; Łk 6,47-49), na słodkim Chrystusie, Jednorodzonym Synu moim. Wnętrze miasta jaśnieje światłem bez cienia, gdyż matką tej królowej jest przepaść boskiej miłości. Ozdobą tego miasta jest litość i miłosierdzie, gdyż wygnano zeń bogactwo, tyrana, który dopuszczał się okrucieństwa. Wszystkich mieszkańców łączy życzliwość, która wypływa z bratniej miłości. Jest tam też nieznużona wytrwałość i roztropność, która włada i rządzi miastem z mądrością przezorną i czujną. Dusza, która poślubia tę słodką królowę biedę, staje się panią wszystkich tych skarbów, bo to co należy do jednej, należy i do drugiej. Biada, jeśli z żądzą bogactw doczesnych, śmierć wtargnie do tej duszy! Wtedy straci natychmiast te wszystkie dobra i wygnana z miasta znajdzie się w największej nędzy. Lecz jeśli jest wierna i oddana tej oblubienicy, na wieki zachowa jej skarb.

    Kto ogląda tak wielką wspaniałość? Dusza błyszcząca światłem wiary. Oblubienica ta przyobleka swego oblubieńca czystością, wyzuwając go z bogactw, które go kalały; wyrywa go ze złych towarzystw i wprowadza w dobre; odbiera jad niedbalstwa; rozpraszając troski o świat i bogactwa; usuwa gorycz i zachowuje słodycz; obcina kolce i zostawia róże. Oczyszcza żołądek duszy i uwalnia go od zepsutych soków nie u miarkowanej miłości i kiedy jest pusty napełnia go pokarmem cnót, które sprawiają najwyższą rozkosz. Oddaje na jej usługi nienawiść i miłość, powierzając ich staraniom czystość wnętrza. Nienawiść występku wymiata zmysłowość z duszy: miłość cnoty zaprowadza ład. tłumiąc wątpliwości, usuwając bojaźń służalczą i przywracając pewność bojaźnią świętą.

    Wszystkie cnoty, wszystkie łaski, wszystkie radości i pociechy, których pragnąć może, stają się udziałem duszy, która zaślubiła królowę biedę. Nie boi się ona przykrości, bo nie ma nikogo, kto by jej wytoczył wojnę, nie teka się głodu ani drożyzny, gdyż wiara jej widzi dobro tylko we Mnie, który jestem wszelkim bogactwem, i pokłada nadzieję tylko we Mnie, którego Opatrzność zawsze żywi i utrzymuje tych. co Mi ufają. Czy znalazł kto kiedy prawdziwego sługę mego, oblubieńca ubóstwa, który by umarł z głodu? Nie. Lecz widziano wśród wielkich bogaczy takich, którzy zaufawszy swym skarbom zamiast Mnie, zginęli w nędzy. Ubogich moich nie zawiodłem nigdy, bo nie tracili nadziei; dbałem zawsze o ich potrzeby, jak dobry i czuły ojciec. O, z jakim weselem, z jakim oddaniem przyszli do Mnie. poznawszy w świetle wiary, że od pierwszego do ostatniego dnia świata opatrzność moja czuwała, czuwa i czuwać będzie nad nimi w każdej rzeczy, duchowo i docześnie. jak ci rzekłem. Każę im cierpieć, nie taje. tego przed tobą. aby zapewnić im postęp w wierze i nadziei i dać im sposobność do zasługi, lecz nie odmawiam im pomocy w potrzebie. We wszystkim zaznali przepastnej mej opatrzności i kosztowali mleka mej boskiej słodyczy. Toteż nie boją się goryczy śmierci, martwi już dla siebie i bogactw, a wiernie przywiązani do swej oblubienicy biedy. Rozmiłowani w mej woli, żyjąc tylko nią, gotowi są znosić chłód, nagość, upał. pragnienie, szyderstwa, zniewagi i całym sercem spieszą na śmierć, szczęśliwi, że mogą oddać życie z miłości Życia, z miłości dla Mnie. który jestem ich życiem i przelać krew dla miłości Krwi.

    Spójrz na mych ubogich, spójrz na apostołów i chwalebnych męczenników, na Piotra, Pawła, Szczepana, Wawrzyńca. Wawrzyniec, wśród męczarni, zdawał się leżeć nie na rozpalonym ruszcie, lecz na łożu rozkosznych kwiatów, gdy odpowiadając katowi rzekł: „Ten bok już przypalony, odwróć go i zacznij jeść”. Wielki żar boskiej miłości, który go pożerał, nie pozwalał mu czuć małego ognia, który palił jego ciało. Szczepanowi kamienie zdały się różami. Co było tego przyczyną? Miłość, z jaką poślubił prawdziwe ubóstwo. Porzucił świat dla chwały i sławy imienia mojego, aby zaślubić ubóstwo, w świetle wiary, z niezłomną nadzieją i chętnym posłuszeństwem. Obaj byli posłuszni przykazaniom i radom, które im dala ma Prawda, aktualnie i duchowo, jak się rzekło.

    Pragnęli śmierci, czuli niechęć i odrazę do życia, nie aby unikać pracy i trudu, lecz aby zjednoczyć się ze Mną, który jestem ich celem. Czemuż nie bali się śmierci, której człowiek naturalnie się lęka? Bo oblubienica bieda zabezpieczyła ich, uwalniając ich od miłości siebie i dóbr tego świata. Przez cnotę podeptali miłość przyrodzoną i otrzymali to światło i tę miłość boską, które są nadprzyrodzone. Jakżeż człowiek, który doszedł do tego stanu, mógłby smucić się z powodu śmierci swej. skoro pragnie opuścić to życie, skoro uważa je za brzemię coraz cięższe w miarę trwania. Czyż mógłby żałować, że porzuca dobra tego świata, którymi gardził tak żarliwie? Nic dziwnego, że kto nie kocha jakiejś rzeczy, nie opłakuje jej straty i cieszy się, gdy porzuca to, czego nienawidzi. Toteż, skądkolwiek spojrzysz, znajdziesz w nich doskonały spokój, pogodę i wszelkie dobro, podczas gdy w nieszczęśliwych, którzy posiadają wielkie bogactwa z nieuporządkowaną miłością, napotkasz największe nieszczęścia i nieznośne cierpienia. Oto szczera prawda, choć z pozoru mogłoby się wydawać zupełnie inaczej.

    Któż by nie myślał, że Łazarz pogrążony był w największej nędzy, a bogacz cieszył się szczęściem i spokojem? Tak jednak nie było. Bogacz ten, mimo swych skarbów, znosił większe cierpienia, niż biedny Łazarz trapiony trądem. W bogaczu żyła wola własna, z której wypływa wszelkie udręczenie. W Łazarzu wola była martwa, lub żyła tylko we Mnie, który umacniałem i pocieszałem go w cierpieniu. Gdy był opuszczony przez wszystkich, w szczególności przez przeklętego bogacza, gdy nikt nie obmywał jego ran ani go pielęgnował, kazałem nierozumnemu zwierzęciu lizać wrzody jego. U kresu życia, jak widzicie w świetle wiary. Łazarz ma życie wieczne, bogacz tkwi w piekle (por. Łk 16,19-22).

    Jakoż bogacze trwają w smutku, a drodzy moi ubodzy w weselu. Chowam ich na mym łonie, karmiąc ich mlekiem licznych pociech. Ponieważ opuścili wszystko, posiadają Mnie w całości. Duch Święty staje się żywicielką ich duszy i ich biednych ciał, w jakimkolwiek stanie się znajdują. Opatrzność moja zsyła im nawet zwierzęta, jeśli zajdzie tego potrzeba. Do samotnego chorego wyprawiam innego samotnika, każąc mu wyjść z celi i odwiedzić tamtego. Wiesz sama, że niejednokrotnie zdarzało się, iż wyprowadzałem cię z celi, abyś spieszyła z pomocą do biednych, którzy byli w potrzebie. Innym razem dawałem ci na tobie samej dowód mej opatrzności, zsyłając ci potrzebną pomoc. Kiedy zawiodło stworzenie, nie zawiodłem ja, Stwórca twój. W ten czy inny sposób, zaradzam. Skąd to pochodzi, że człowiek, opływający w bogactwa, dbający bardzo o swe ciało, mający mnóstwo szat, będzie ciągle chorował; i potem, gdy zaparł się siebie, zaślubił ubóstwo i ma ledwo tyle szat, aby okryć swe ciało, nagle staje się silny i zdrów, nic mu nie szkodzi, ciało jego odporne jest na chłód i upał i grube potrawy. Skąd to pochodzi, pytam? Od mojej opatrzności, która zapobiegliwie odebrała mu troskę o siebie i kazała wyrzec się wszystkiego.

    Widzisz więc, najmilsza córko, w jakim pokoju, w jakiej pogodzie żyją moi drodzy ubodzy.

    św. Katarzyna ze Sieny


  • Zdrowe są zaiste w sobie rzeczy świata, bo stworzyłem je dobrymi i doskonałymi, lecz zgniły jest ten, co posiada je lub poszukuje ich z nieuporządkowaną miłością.

    Wysłany dnia: przez D.S.M.

    DIALOG O BOŻEJ OPATRZNOŚCI CZYLI KSIĘGA BOSKIEJ NAUKI
    CL – O nieszczęściach, które wynikają z posiadania lub nieuporządkowania pragnienia bogactw doczesnych

    Ach, spójrz, najdroższa córko, co za hańba dla nędznych ludzi, którzy miłują bogactwa doczesne i nie idą za wskazaniami światła przyrodzonego dla zdobycia dobra najwyższego i wiecznego. Nie czynią nawet tego, co czynili ci filozofowie z miłości wiedzy. Poznawszy, że bogactwa te są im przeszkodą, odrzucali je. A ci z bogactw chcą uczynić sobie boga! To jasne, bo bardziej boleją z powodu utraty swych bogactw doczesnych, niż wskutek utraty Mnie, który jestem najwyższym i wiecznym bogactwem.

    Jeśli rozważysz to głębiej, przekonasz się, że wszelkie zło wynika z tego nieuporządkowanego pragnienia, z woli wzbogacenia się (por. l Tm 6,10). Stąd pochodzi pycha, która chce przewodzić; stąd niesprawiedliwość względem siebie i innych; stąd chciwość, która w głodzie pieniędzy nie dba, czy ograbia brata swego, czy kradnie mienie Kościoła, nabyte krwią Słowa, Jednorodzonego Syna mojego. Stąd kupczenie ciałem bliźniego i czasem, jak to czynią lichwiarze, którzy jak złodzieje sprzedają rzeczy nie swoje. Stąd łakomstwo i żarłoczność wywołane przez mnóstwo potraw, oraz nieuczciwość. Bez tych ułatwień, jakie daje majątek, ludzie nie tak często popadliby w nieszczęście.

    Ileż zabójstw, nienawiści i uraz, ileż okrucieństw względem bliźniego i niewierności względem Mnie! Przypisują sobie zasługę zdobycia swych majątków, nie rozumiejąc, że zdolności, dzięki którym do nich doszli, otrzymali ode Mnie. Tracą zaufanie do Mnie, pokładając nadzieję tylko w swych bogactwach. Lecz nadzieja ta jest próżna, rozwiewa się, zanim się spostrzegą. Albo tracą bogactwa swe za życia z mego zrządzenia i ku swemu pożytkowi; albo tracą je z chwilą śmierci. Wtedy widzą ich niestałość i marność. Bogactwo zubaża i zabija duszę; czyni człowieka okrutnym dla siebie samego, odbiera mu godność nieskończonego i czyni go skończonym. To pragnienie, które powinno jednoczyć go ze Mną dobrem nieskończonym, człowiek zniża ku rzeczom skończonym, do których przywiązuje się całym sercem. Przestaje odczuwać smak cnoty i woń ubóstwa. Traci panowanie nad sobą, stając się niewolnikiem bogactwa (por. Ga 4,8). Jest nienasycony, bo kocha rzecz, która jest mniejsza od niego i przeto niezdolna go zadowolić. Gdyż wszystkie rzeczy stworzone są dla człowieka, aby mu służyły (por. Ps 8,7), a nie po to, aby stał się ich sługą. Człowiek powinien służyć tylko Mnie, który jestem jego celem.

    Na ileż niebezpieczeństw, na ileż trudów, na lądzie i na morzu, naraża się człowiek, aby zdobyć wielkie bogactwo i wrócić potem do miasta swego dla zażywania rozkoszy i zaszczytów.
    Czyż stara się i troszczy o nabycie cnót? Czyż ponosi najmniejszy trud, aby je posiąść? A przecież one są bogactwem duszy. Serce i jego pożądanie, które winno Mnie służyć, pogrążone jest w tej miłości bogactw, a sumienie jego przygniecione jest brzemieniem niedozwolonych zysków. Widzisz, do jakiego doszedł poniżenia i w jaką dostał się niewolę. Gdybyż przynajmniej majątek jego był czymś stałym; ale nic zmiennie j szego. Dzisiejszy bogacz jest jutro nędzarzem. Teraz u szczytu, za chwilę jest na dnie. Czczony i poważany przez świat dla swych bogactw, staje się jego pośmiewiskiem, kiedy je straci. Spadają nań wyrzuty, okrywa go hańba, nikt nie ma dlań litości. Człowiek ten zyskiwał serca i był kochany tylko dla swych bogactw. Gdyby był zjednał sobie życzliwość i zasłużył na nią rzeczywistymi cnotami, nie opuściłaby go cześć i miłość ludzka, bo po stracie dóbr doczesnych pozostałby mu skarb cnoty.

    Ach, jakże ciężkie brzemiona przygniatają jego sumienie! Jest ono tak obarczone, że nie może biec drogą swej pielgrzymki ani przejść przez ciasną bramę. Mówi Prawda moja w świętej Ewangelii, że latwiej przejść wielbłądowi przez ucho igielne, niż bogaczowi wejść do życia wiecznego (Mt 19,24; Mk 10,25; Łk 18,25). Bogacze, to ci, którzy, przez nieumiarkowane przywiązanie do dóbr tego świata, posiadają bogactwa albo ich pragną. Bo liczni są ci, którzy, jak ci rzekłem, będąc istotnie biedni, przez swe nieuporządkowane pragnienie, posiadają cały świat wolą; gdybyż mogli stać się jego panami! Nie sposób im przejść przez bramę, która jest ciasna i niska, o ile nie zrzucą brzemienia, nie ścieśnia miłości do świata i nie pochylą głowy. A przez tę bramę przejść trzeba. Nie ma innej, która by wiodła do życia wiecznego (por. Mt 7,13-14).

    Jest wprawdzie brama szeroka, ale ta prowadzi do potępienia wiecznego. Przez nią chcą iść ci ślepcy, nie widząc swej zguby, i mając już w tym życiu przedsmak piekła. Zewsząd doznają udręczeń. Jeśli pragną tego, czego posiąść nie mogą, gryzą się, że tego nie mają. Jeśli posiadają to, czego pragną, mogą być z tego wyzuci i z rozpaczą tracą to, co zachowywali z taką miłością. Boleść ich jest równa ich chciwości. Tracą też miłość bliźniego i nie starają się zdobyć żadnej cnoty.

    O zgnilizno świata! Zdrowe są zaiste w sobie rzeczy świata, bo stworzyłem je dobrymi i doskonałymi, lecz zgniły jest ten, co posiada je lub poszukuje ich z nieuporządkowaną miłością. Język twój, najdroższa córko, nie zdołałby opowiedzieć, ile nieszczęść wynika co dzień z tego nieuporządkowanego przywiązania. A ci ludzie nie chcą widzieć i poznać swego nieszczęsnego losu.

    św. Katarzyna ze Sieny


  • bez zamiaru duchowego, nic by im ubóstwo nie pomogło

    Wysłany dnia: przez D.S.M.

    DIALOG O BOŻEJ OPATRZNOŚCI CZYLI KSIĘGA BOSKIEJ NAUKI
    CXLIX – O opatrzności Bożej względem sług ubogich; jak Bóg zaradza ich potrzebom doczesnym

    Powiem ci teraz nieco o sposobach, których używam, aby wspomagać ufających Mi służebników moich w ich potrzebach cielesnych. Wszyscy doznają mej opieki w większym lub mniejszym stopniu według tego, czy są więcej lub mniej doskonali, czy więcej lub mniej wyzuli się ze świata i z siebie. Nie opuszcza ona nigdy mych ubogich, tych, którzy są ubodzy w duchu i z dobrej woli, przez miłość duchową ubóstwa. To są prawdziwi ubodzy. Wielu jest ubogich, którzy nie chcieliby być nimi. Ci są bogaci z woli, choć w rzeczywistości są żebrakami, bo nie ufają Mi i nie znoszą chętnie ubóstwa, które im dałem jako lekarstwo dla duszy; bogactwo byłoby zgubne dla nich i doprowadziłoby ich do potępienia.

    Słudzy moi są biedni, nie będąc żebrakami. Żebrak często nie ma rzeczy najpotrzebniejszych i cierpi wielki niedostatek, podczas gdy ubogi w nic nie opływa, lecz ma przynajmniej to, czego mu potrzeba. Nie zawodzę nigdy nikogo, dopóki Mi ufa. Doprowadzam czasem człowieka do biedy, aby zobaczył i poznał, że mogę i chcę pomóc mu w potrzebie, aby pokochał bardziej opatrzność moją i zaślubił prawdziwe ubóstwo. Lecz wtedy łaskawość służebnika ich, Ducha Świętego, widząc, że nie mają tego, co jest niezbędne dla ciała, zapali i pobudzi serce ludzi zamożnych, aby potrzebującym pospieszyli z pomocą. W całym życiu mych drogich ubogich przejawia się ta troska, którą dla ich dobra przejmuję służebników świata. To prawda, że aby wypróbować ich cierpliwość, wiarę i wytrwałość, dopuszczam, aby doznali szyderstw, obelg i zniewag, lecz nawet ten, który ich krzywdzi słowem i czynem, pod naciskiem mej dobrotliwości daje im jałmużnę i pomaga w potrzebie. Jest to moja opatrzność ogólna względem mych ubogich.

    Lecz niekiedy w stosunku do mych wielkich sług działam sam bezpośrednio, bez uciekania się do mych stworzeń. Sama doświadczyłaś tego i słyszałaś też o chwalebnym ojcu twym Dominiku. W pierwszych czasach jego zakonu, bracia byli w wielkiej biedzie. Gdy nadeszła pora posiłku, nie mieli co jeść, lecz umiłowany mój sługa Dominik, oświecony światłem wiary i pełen nadziei w opatrzność moją, rzekł: Synowie, siadajcie do stołu. Bracia, posłuszni słowu jego, zajęli miejsca przy stole. Wtedy Ja, który nie zawodzę nigdy tego, kto Mi ufa, zesłałem dwóch aniołów z najbielszym chlebem, którego mieli w obfitości na kilka posiłków. Był to czyn mej opatrzności, w którym człowiek nie brał udziału, lecz którego dokonała łaskawość Ducha Świętego.

    Niekiedy znów rozmnażam małą ilość, która była niedostateczna dla potrzeb mych sług, jak się zdarzyło tej słodkiej dziewicy, świętej Agnieszce, która od dzieciństwa swego do ostatniego dnia, służyła Mi z tak szczerą pokorą i z tak niewzruszoną nadzieją, że nie znała niepokoju ani o siebie, ani o swą rodzinę. Gdy Maryja rozkazała jej zbudować klasztor na miejscu zajmowanym przez niewiasty złych obyczajów, była biedna, nic nie posiadała. Lecz nie myśląc nawet, jak to uczyni, z żywą wiarą zabrała się gorliwie do dzieła i z pomocą mej opatrzności zmieniła to miejsce hańby w miejsce święte i zbudowała klasztor przeznaczony dla zakonnic. Zgromadziła tam niebawem osiemnaście młodych dziewcząt, które nie miały nic prócz tego, czego mogły oczekiwać od mej opatrzności. Między innymi, dopuściłem raz, aby im zabrakło chleba; trzy dni żyły tylko jarzynami. Mogłabyś Mnie spytać: Czemu postąpiłeś w ten sposób? Wszak rzekłeś mi, że nigdy nie zawiedziesz sług swoich, którzy są w potrzebie i ufają Tobie? Zdaje mi się, że w tym wypadku opuściłeś je w niedostatku, bo na ogół człowiek nie może utrzymać ciała samą trawą. Mogą to uczynić wyjątkowo ludzie doskonali. Lecz jeśli Agnieszka była doskonała, nie były nimi jej towarzyszki. Odpowiem ci, że postąpiłem tak, aby upoić Agnieszkę miłością do mej opatrzności.

    Co do tych, które były jeszcze niedoskonałe, przygotowałem je do cudu, który miał potem nastąpić i który zaczai je umacniać w świetle najświętszej wiary. Udzielam zresztą w takim wypadku roślinom i każdemu innemu pokarmowi szczególnej mocy lub przysposabiam ciało ludzkie w ten sposób, że przystosowuje się lepiej do tych kilku roślin lub do całkowitego postu, niż przedtem do chleba i innego pożywienia, które służy zwykle za strawę ludziom. Wiesz, że tak jest, bo doświadczyłaś tego na sobie.
    Wiesz, też, że zaopatruję poprzez rozmnożenie. Po tych trzech dniach głodu, gdy pozostawały bez chleba, Agnieszka wzniosła ku Mnie spojrzenie ducha i skąpana światłem najświętszej wiary rzekła: Ojcze i Panie mój, oblubieńcze wieczny, czy kazałeś mi wyrwać te dziewice z domu rodziców ich po to, aby pomarły z głodu? Wspomóż je, Panie, w potrzebie ich. Ja natchnąłem ją tą prośbą. Podobało Mi się doświadczyć jej wiarę i miła Mi była jej pokorna modlitwa. Opatrzność moja wysłuchała prośby zaniesionej przede Mnie i natchnęła pewną osobę, aby zaniosła do klasztoru pięć małych chlebów. Agnieszka uprzedzona o tym przeze Mnie, rzekła do swych sióstr: Idźcie, córki moje, odezwijcie się przy kole, i przynieście chleba. Gdy go podano, zasiadły do stołu i Agnieszka sama rozdzieliła chleb. Udzieliłem czynności tej taką moc, że wszystkie nasyciły się zupełnie i zebrano nadto taką ilość ułomków, że miały ich w obfitości na drugi posiłek.

    Takich sposobów używa opatrzność moja względem sług moich, którzy są ubodzy z dobrej woli i nie tylko z dobrej woli, lecz duchem. Bo bez zamiaru duchowego, nic by im ubóstwo nie pomogło. Podobnież filozofowie, z miłości wiedzy i z chęci nabycia jej, gardzili bogactwami i stawali się dobrowolnie ubogimi. Dzięki światłu przyrodzonemu dochodzili do poznania, że bogactwa tego świata będą im przeszkodą do zdobycia tej wiedzy, której posiadanie postawili za cel oku swego intelektu. Lecz ponieważ ta wola ubóstwa nie była duchowa, nie była powzięta dla chwały i sławy imienia mojego, przeto nie osiągnęli życia łaski ani doskonałości, lecz doszli do śmierci wiecznej.

    św. Katarzyna ze Sieny


  • Wyjdź z siebie i we wszystkim, co masz czynić, ufaj Mi bez służalczej bojaźni.

    Wysłany dnia: przez D.S.M.

    DIALOG O BOŻEJ OPATRZNOŚCI CZYLI KSIĘGA BOSKIEJ NAUKI
    CXLVIII – O opatrzności boskiej w ogóle nad stworzeniami w tym i w innym życiu

    Córko, rozszerz serce swoje i otwórz oko intelektu światłem wiary, aby widzieć, z jak wielką miłością stworzyłem człowieka i zarządziłem w nim wszystko, aby radował się najwyższym i wiecznym szczęściem moim. Zarządziłem wszystko, jak ci rzekłem, w duszy i ciele, w niedoskonałych i doskonałych, w dobrych i złych, duchowo i docześnie, w niebie i na ziemi, w tym życiu śmiertelnym i w życiu nieśmiertelnym.

    W tym życiu śmiertelnym, gdzie jesteście podróżnymi, związałem was węzłem miłości. Człowiek, chcąc nie chcąc, związany jest z bliźnim. Jeśli rozłączy się z nim przez uczucie przeciwne miłości bratniej, pozostaje związany z nim koniecznością. Chciałem, abyście czynami i sercem jednoczyli się z sobą w miłości; lecz skoro zatracacie miłość serca, postanowiłem nie dać nikomu z ludzi możności zaspokajania samemu wszystkich potrzeb życia ludzkiego, abyście musieli z konieczności zachować łączność przynajmniej w czynach. Każdy otrzymał w podziale zdolność szczególną i jedni muszą uciekać się do drugich, aby zaopatrzyć się w to, czego im potrzeba. Jak widzisz, rzemieślnik udaje się do rolnika, rolnik do rzemieślnika, jeden potrzebuje drugiego, bo żaden z nich nie umie zrobić tego, co wytwarza drugi. Tak samo ksiądz i zakonnik potrzebuje człowieka świeckiego, a człowiek świecki zakonnika; jedni niezbędni są drugim. I tak wszyscy.

    Czyż nie mogłem dać każdemu z ludzi wszystkiego? Owszem, lecz opatrzność moja chciała, aby jeden zależał od drugiego i musiał w ten sposób zarazem czynem i uczuciem miłości jednoczyć się z bliźnimi.

    Okazałem im wspaniałość, dobroć i opatrzność moją, a oni dają się wodzić ciemnościom własnej słabości. Zawstydzają was własne członki, gdyż wspomagają się miłością, której wy nie znacie. Gdy głowa jest chorą, podpiera ją ręka, jeśli cierpi palec, tak malutki członek, głowa nie odmawia mu pomocy pod pozorem, że jest najwyższą i najszlachetniejszą częścią ciała, lecz służy mu słuchem, wzrokiem, słowem, wszystkim co posiada. Tak czynią wszystkie inne członki. Inaczej czyni pyszny człowiek, który widząc, że jeden z jego członków jest biedny i chory, nie spieszy mu z pomocą, nie tylko wszystkim, co ma, lecz choćby najdrobniejszym słowem dobroci; przeciwnie odwraca się odeń z wyrzutem i odrazą. Opływa w bogactwa i pozwala mu umierać z głodu; ale nie widzi, że nikczemność i okrucieństwo jego cuchnie aż ku Mnie i zieje zgnilizną aż do dna piekła.

    Opatrzność moja czuwa nad tym biedakiem i gotuje ubóstwu jego najwyższe bogactwo, podczas gdy bogacz, jeśli się nie opamięta, spotka się z wyrzutem mej Prawdy, która głosi w Ewangelii świętej: Łaknąłem, a nie daliście Mi jeść, pragnąłem, a nie daliście Mi pić, byłem nagi, a nie przyodzialiście Mnie, byłem w więzieniu, a nie nawiedziliście Mnie (Mt 25,42-46). Nie pomoże mu, w tym ostatnim dniu, wymówka: Nie widziałem Ciebie nigdy, gdybym był widział, byłbym to wszystko uczynił. Ten nieszczęsny bogacz wie, i rzekła to ma Prawda, że co uczyniono ubogim Jego, uczyniono samemu Chrystusowi. Przeto słusznie otrzyma z diabłami karę wieczną.

    Wszystko zatem tak zarządziłem na ziemi, aby ustrzec go od męki wiecznej.

    Jeśli wzniesiesz wzrok ku Mnie, który jestem życiem wiecznym, jeśli spojrzysz na naturę anielską i na obywateli miasta nieśmiertelnego, którzy mocą krwi baranka dostąpili życia wiecznego, ujrzysz, że mądrze obmyśliłem ich miłość. Nie chciałem, aby ktoś mógł cieszyć się tylko swym szczęściem własnym w tym błogim życiu, które otrzymał ode Mnie, bez współudziału w nim innych. Nie chciałem tego i miłość ich ma tę przykazaną, doskonałą właściwość, że największy cieszy się szczęściem najmniejszego i najmniejszy szczęściem największego. Jeśli mówię o najmniejszym, mam na myśli miarę, którą otrzymał, bo każdy ma pełnię, najmniejszy i największy, lecz każdy w różnym stopniu, jak ci to na innym miejscu wyłożyłem.

    O jakże braterska jest ta miłość! Jak ściśle jednoczy te wszystkie dusze ze Mną i między sobą, bo mają ją ode Mnie i Mnie ją zawdzięczają z świętą bojaźnią i należną czcią. Wiedząc o tym, płoną miłością do Mnie, we Mnie widzą i poznają godność, do której ich podniosłem. Anioł obcuje z człowiekiem, z duszą błogosławioną; błogosławieni z aniołami; i wszyscy wspólnie cieszą się posiadaniem Mnie. Jest to radość, wesele bez smutku, słodycz bez goryczy, bo w życiu swym i w swej śmierci zakosztowali Mnie miłością w miłości bliźniego. Kto ustanowił ten porządek? Mądrość moja przez przedziwną i słodką opatrzność.

    Jeśli zajrzysz do czyśćca, znajdziesz ją także, zawsze niewymownie słodką względem tych biednych dusz, które przez nieświadomość nie umiały skorzystać z czasu, a rozstawszy się z ciałem, nie mogły już zdobyć zasług, gdyż są poza czasem; więc wspomagam je przez was, którzy trwacie jeszcze w życiu śmiertelnym i macie czas dla nich. Przez wasze jałmużny, przez służbę Bożą, którą każecie sprawować kapłanom moim, przez posty i modlitwy zanoszone w stanie łaski, skracacie czas ich męki, wzywając mego miłosierdzia. Wszystko to sprawia moja słodka opatrzność.

    Rzekłem ci o tym, co zdziałała we wnętrzu duszy dla waszego zbawienia, aby zapalić cię miłością i przyoblec cię światłem wiary i umocnić twą ufność w opatrzność moją. Wyjdź z siebie i we wszystkim, co masz czynić, ufaj Mi bez służalczej bojaźni.

    św. Katarzyna ze Sieny


  • Wszyscy święci przyciągali duszę tą muzyką.

    Wysłany dnia: przez D.S.M.

    DIALOG O BOŻEJ OPATRZNOŚCI CZYLI KSIĘGA BOSKIEJ NAUKI
    CXLVII – Jak jedni są zręczniejsi od innych w zapuszczaniu sieci i łowią więcej ryb. O dostojności doskonałych.

    Wszystko to rzekłem ci, abyś przez światło intelektu poznała, z jaką opatrznością Prawda moja w czasach, gdy żyła z wami, spełniała swe czyny i służby. Dowiesz się jednocześnie, jak postępuje i co winna czynić dusza, która znajduje się w tym stanie wielkiej doskonałości. Zważ też, że jeden działa doskonalej, niż drugi, według gotowości posłuszeństwa temu słowu i doskonałości światła, wyzbywszy się ufności w siebie i umieściwszy nadzieję swą we Mnie, swoim Stwórcy. Ten, który słucha przykazań i rad, aktualnie i duchowo, doskonalej zapuszcza sieć, niż ten, który przestrzega przykazań aktualnie, a rad tylko duchowo. Kto nie przestrzegałby rad duchowo, nie przestrzegałby już przykazań aktualnie; są one bowiem ze sobą związane, jak ci to wyłożyłem obszerniej na innym miejscu. Kto doskonalej zapuszcza sieć, doskonalej też łowi; a doskonali, o których ci mówiłem, mają połów bogaty i prześwietny.

    O, jakiż ład panuje w ich władzach pod dobrą i słodką strażą, którą sprawuje wolność wyboru u bramy woli. Wszystkie uczucia ich wydają harmonijne dźwięki, wewnątrz miasta duszy, którego wszystkie bramy są jednocześnie otwarte i zamknięte. Wola zamknięta jest dla miłości własnej, a otwarta dla pragnienia, dla troski o chwałę moją i dla miłości bliźniego. Intelekt zamknięty jest dla zaprzątania się uciechami, marnościami i nędzami świata, które wszystkie są nocą zaciemniającą przyglądający się im intelekt; jest on otwarty na świetlany przedmiot postawiony przez moją Prawdę. Pamięć jest zamknięta na wspominanie świata oraz własnych przeżyć zmysłowych, a jest otwarta na wspomnienie moich dobrodziejstw. Wtedy uczucie wybucha radością i zawodzi pieśń, której dźwięki zestrojone roztropnie wiążą się zgodnie w hymn na cześć i chwałę imienia mego.

    W tę samą harmonię, w którą stapiają się wielkie struny władz duszy, spływają się też małe struny zmysłów i organów ciała. Jak ludzie źli wydają dźwięk śmierci, przyjmując nieprzyjaciół swoich, tak ci, doskonali, grają hymn życia i przyjmując swych przyjaciół, prawdziwe i rzetelne cnoty, dają zespół dobrych i świętych czynów. Każdy członek wykonywa czynność, do której jest przeznaczony i każdy sprawia się doskonale według stopnia swego. Oko stara się widzieć, ucho słyszeć, powonienie wąchać, smak smakować, ręka dotykać i pracować, noga kroczyć. Wszystkie zestrajają się w jeden ton, aby służyć bliźniemu, dla chwały i sławy imienia mego i dla postępu duszy, przez dobre, święte i cnotliwe czyny, w posłuszeństwie względem woli, jako jej narzędzia. Ten zestrój miły jest Mnie, miły aniołom, miły prawdziwym miłośnikom, którzy słuchają go w radości i weselu, uczestnicząc wzajemnie w szczęściu swoim. Miły jest też światu. Ludzie źli, chcąc nie chcąc, muszą czuć słodycz tej harmonii. Bardzo wielu ulega jej czarowi i powab jej wyrywa ich ze szponów śmierci i przywraca do życia.

    Wszyscy święci przyciągali duszę tą muzyką. Pierwszym słodkim dźwiękiem, który zabrzmiał życiem, było Słowo miłości, kiedy przybrawszy wasze człowieczeństwo, aby zjednoczyć je z Bóstwem, wydało na krzyżu głos tak słodki, że przyciągnęło do siebie rodzaj ludzki i ujarzmiło diabła, odbierając mu władzę, którą tak długo posiadał przez grzech człowieka.

    Od tego Mistrza nauczyliście się tej harmonii. Tą sztuką jego działali apostołowie siejąc słowo Jego po całym świecie; męczennicy, wyznawcy, doktorzy, panny, wszyscy pociągali dusze swą muzyką. Chwalebna dziewica Urszula tak słodkie dźwięki dobywała z swego instrumentu, że pociągnęła za sobą jedenaście tysięcy dziewic i pozyskała przeszło drugie tyle innych osób. Tak samo inni w ten lub inny sposób wywierali swój czar. Jakaż jest tego przyczyna, jak nie moja nieskończona opatrzność, która zaopatrzyła sługi moje w te instrumenty i nauczyła ich, jak grać na nich. Wszystko co im daję, czego im użyczam w tym życiu, jest tylko środkiem wzbogacenia czaru tych instrumentów, o ile zechcą korzystać z nauki i nie dadzą się oślepić miłości własnej, własnej przyjemności i własnemu zdaniu.

    św. Katarzyna ze Sieny


  • wielu wymyka się, jak rzekłem, bo pozbawiają się łaski przez winy swoje, a niewierni i inni trwają w grzechu śmiertelnym

    Wysłany dnia: przez D.S.M.

    DIALOG O BOŻEJ OPATRZNOŚCI CZYLI KSIĘGA BOSKIEJ NAUKI
    CXLVI – Krótkie streszczenie poprzedniego. Wytłumaczenie słów Chrystusa: Zapuść sieci z prawej strony łodzi.

    Opowiedziałem ci, jak zaradzam potrzebom mych stworzeń, bądź w ogólności, bądź po szczegół nie. To co ukazałem ci jest oparem kropli rosy w porównaniu z morzem. Wyłożyłem ci, jakich sposobów używam, aby wzmóc w duszy głód i pragnienie sakramentu i jak opatrzność moja działa w czującej duszy za pośrednictwem służebnika. Ducha Świętego, który udziela mej łaski złemu, aby skłonić go do dobrego, niedoskonałemu, aby doprowadzić go do doskonałości, doskonałemu, aby uczynić go jeszcze doskonalszym. Bo jesteście zawsze zdolni do postępu i możecie stać się dobrymi i doskonałymi pośrednikami między Mną i ludźmi, którzy popadli w wojnę ze Mną. Rzekłem ci już, jeśli pamiętasz, że za pośrednictwem sług moich uczynię miłosierdzie światu i dla ich cierpień doprowadzę do poprawy oblubienicę moją.

    Zaprawdę można ich nazwać drugim Chrystusem ukrzyżowanym, gdyż podjęli się pełnić służbę Jego. Jednorodzony Syn mój przyszedł, aby położyć kres wojnie i pojednać w pokoju człowieka ze Mną, cierpieć wielce aż do haniebnej śmierci na krzyżu. To samo czynią ci udręczeni. Stają się pośrednikami przez swe modlitwy, przez swe słowa, przez swe dobre i święte życie, stawiane na wzór oczom wszystkich. Lśnią w nich drogie kamienie cnót i cierpliwość, z jaką znoszą błędy bliźniego. Oto przynęty, na które chwytają dusze. Zapuszczają sieć nie ręką lewą, lecz prawą, jak rzekła ma Prawda do Piotra i innych uczniów po zmartwychwstania (por. J 21,6). Bo lewa ręka, czyli miłość własna, zmarła w nich, prawa żyje. Jest nią ta prawdziwa, czysta, słodka i boska miłość, z jaką zapuszczają sieć pragnienia we Mnie, ocean pokoju. Łącząc opowiadanie, które poprzedza zmartwychwstanie, z tym, które po nim następuje (por. Łk 5,4-8; J 21,1-8), zobaczysz, że wyciągając sieć, to jest zamykając swe pragnienie w poznaniu siebie, chwytają tyle ryb, że nie mogą ich sami wydobyć z sieci i muszą przyzwać towarzysza, aby im pomógł. Bo zarzucaniu i zaciskaniu sieci winna towarzyszyć pokora, i trzeba wezwać bliźniego miłością, prosząc go, aby pomógł wyciągnąć te ryby, którymi są dusze.

    Prawdy tej doświadczasz na samej sobie i widzisz ją w sługach moich. Tak ciężkie jest brzemię tych dusz, które chwycili w sieć swego świętego pragnienia, że wyzywają towarzyszy; chcieliby w swej pokorze, aby wszystkie stworzenia rozumne przyszły im z pomocą, bo sami nie podołają. Dlatego rzekłem, że wzywają pokory i miłości bliźniego, aby pomógł im wyciągnąć te ryby, które zostały złowione w wielkiej ilości, choć wiele z nich wymyka się z własnej winy i nie pozostaje w sieci. Sieć świętego pragnienia pochwyciła wszystkie, bo dusza łaknąca mej chwały nie poprzestaje na cząstce, lecz chce objąć wszystkich ludzi. Chce, aby dobrzy pomagali jej zgarniać ryby do sieci, i przez to trwali i postępowali w doskonałości. Chciałaby, aby niedoskonali stali się doskonałymi, a źli dobrymi.

    Pragnie, aby niewierni, pogrążeni w ciemnościach, doszli do światła chrztu świętego. Chce wszystkich, jakikolwiek byłby ich stan i położenie, bo nie we Mnie widzi ich wszystkich, stworzonych przeze Mnie z takim ogniem miłości i odkupionych krwią Chrystusa ukrzyżowanego, Jednorodzonego Syna mojego.

    Wszystkich bowiem ujęła w sieć swego świętego pragnienia. Lecz wielu wymyka się, jak rzekłem, bo pozbawiają się łaski przez winy swoje, a niewierni i inni trwają w grzechu śmiertelnym. To nie przeszkadza, że są objęci tym pragnieniem i ciągłą modlitwą: bo choć dusza oddala się ode Mnie przez grzechy swoje i od towarzystwa sług moich przez brak miłości i szacunku, który im winna, uczucia ich dla niej nie doznają uszczerbku. Miłość ich trwa niezmiennie. Tak zapuszczają sieć ręką prawą.

    Córko najdroższa, Ewangelia święta powiada, że kiedy Prawda moja rozkazała chwalebnemu apostołowi Piotrowi zapuścić sieć w morze, Piotr odrzekł, że trudził się noc całą i nic nie złowił, lecz dodał: Wszakże na słowo twoje zapuszczę sieć (Łk 5,5). Zarzuciwszy ją, złowił takie mnóstwo ryb, że nie mógł ich sam wyciągnąć i musiał zawołać uczniów, aby mu pomogli. W opisanej tu scenie, która odbyła się rzeczywiście, znajdziesz obraz i zrozumiesz przez to, co ci rzekłem, że ten obraz odnosi się do ciebie. Bo wiedz, że wszystkie tajemnice, wszystkie czyny dokonane na tym świecie przez moją Prawdę z jej uczniami i poza jej uczniami, wyobrażały to, co się dzieje wewnątrz duszy sług moich i we wszystkich ludziach. Możecie czerpać z wszystkich tych faktów naukę i regułę życia; rozważając je w świetle rozumu, zarówno umysły ciężkie i lotne, inteligencje niskie i wysokie, wyciągną z nich korzyść, jeśli zechcą.

    Piotr, jak ci rzekłem, na rozkaz Słowa zarzucił sieć. Był więc posłuszny, wierząc z wiarą żywą, że ułowi ryby i ułowił ich wiele, ale nie w czasie nocy. Czy wiesz, co to jest czas nocy? Jest to ciemna noc grzechu śmiertelnego, kiedy dusza pozbawiona jest światła łaski. Wśród tej nocy nie mogłaby nic złowić, bo zapuszcza sieć swego pragnienia nie w morze żywe, lecz w morze martwe, gdzie znajdzie tylko grzech, który jest niczym. Daremnie trudzi się, próżne są wszystkie jej wysiłki. Ci, którzy je podejmują, stają się męczennikami diabła, nie Chrystusa ukrzyżowanego. Lecz gdy zaświta dzień, kiedy dusza wychodzi z nocy grzechu, aby odzyskać światło łaski, znajduje w myśli przykazania prawa, które jej dałem, aby na słowo mego Syna zapuściła sieć, kochając Mnie ponad wszystko, a bliźniego, jak siebie samą. Posłuszna więc i ze światłem wiary, z mocną nadzieją, zapuszcza sieć, na rozkaz Jego, idąc za nauką i przykładem tego słodkiego Słowa miłości i Jego uczniów. Jak łowi dusze i kogo wzywa na pomoc, o tym rzekłem ci powyżej i nie będą już tego powtarzał.

    św. Katarzyna ze Sieny


  • Im więcej tracą siebie, tym bardziej Mnie znajdują.

    Wysłany dnia: przez D.S.M.

    DIALOG O BOŻEJ OPATRZNOŚCI CZYLI KSIĘGA BOSKIEJ NAUKI
    CXLV – O opatrzności boskiej względem tych, którzy żywią miłość doskonałą.

    Teraz opowiem ci o doskonałych i o zarządzeniach mej opatrzności dla zachowania ich w tym stanie, dla wypróbowania ich doskonałości i nieustannego jej rozwoju. Bo w tym życiu nikt nie jest tak doskonały, aby nie mógł się stać jeszcze doskonalszym. Oto jeden z licznych środków, których używam, aby pobudzać ten postęp. Prawda moja rzekła: Jam jest prawdziwy szczep winny, a ojciec mój jest rolnikiem, wy jesteście latoroślami (J 15,1.5). Kto trwa w Nim, który jest prawdziwym szczepem winnym pochodzącym ode Mnie, Ojca, i idzie za nauka Jego przynosi owoc. Aby owoc wasz był obfity i doskonały siekę was licznymi utrapieniami, zniewagami, obelgami, szyderstwami, naganami, słowami, czynami, głodem, pragnieniem, wedle tego co podoba się dobroci mojej i co kto zdolny jest znieść. Bo utrapienie jest znakiem dowodnym, który pozwala sądzić o doskonałości lub niedoskonałości miłości w duszy.

    Krzywdy i cierpienia, które zsyłam na służebników moich, ćwiczą ich w cierpliwości i podniecają w nich ogień miłości przez współczucie z dusza krzywdziciela; gdyż są bardziej czuli na obrazę wyrządzona Mnie i na szkodę swych prześladowców, niż na zniewagę własną. Tak czynią ci, którzy są w stanie wielkiej doskonałości i którym wszystko służy do rozwoju; więc dla ich dobra zrządzam wszystko, co ich spotyka. Wzniecam w nich bodziec głodu zbawienia dusz, który im każe dniem i nocą pukać do bramy miłosierdzia mojego, w zupełnym zapomnieniu o sobie, jak ci to wyłożyłem w związku ze stanem doskonałym. Im więcej tracą siebie, tym bardziej Mnie znajdują.

    Gdzie Mnie szukają? W mej Prawdzie, idąc doskonale drogą świętej nauki. Czytali jej słodką i chwalebną księgę i dowiedzieli się, że Syn mój, chcąc być posłuszny rozkazowi memu i okazać, jak bardzo kocha chwałę moja i rodzaj ludzki, pospieszył wśród cierpień i hańby do stołu najświętszego krzyża, gdzie przez ofiarę swą uczynił pokarmem swym rodzaj ludzki; tak męką swą i miłością do ludzi zaświadczył przede Mną, jak bardzo kocha chwałę moją.

    Umiłowani synowie moi, którzy doszli do stanu największej doskonałości, okazują Mi też, przez swą wytrwałość, przez swe czuwania, przez swe pokorne i ciągłe modlitwy, że kochają Mnie prawdziwie i zgłębili dobrze księgę mej Prawdy, gdyż idą za jej świętą nauką, znosząc wszystko, cierpienia i trudy, dla zbawienia bliźniego. Bo nie znaleźli innego, poza tym sposobu okazania Mi miłości, którą żywili dla Mnie. Wszystkie inne sposoby, którymi mogliby dowieść swej miłości, polegają na tym sposobie głównym, którym jest stworzenie rozumne. Jak ci rzekłem na innym miejscu, wszelkie dobro, którego można dokonać, spełnia się poprzez bliźniego, bo dobrze czynić można tylko przez miłość ku Mnie i ku bliźniemu. Wszystko, co czyni się poza miłością, nie może być dobrym, choćby czyny były cnotliwe (por. l Kor 13,1-3). Tak samo popełnia się zło za pośrednictwem bliźniego, przez brak miłości. Rozumiesz tedy, że przez to pośrednictwo, które im dałem, słudzy moi okazują swą doskonałość i czystą miłość, którą żywią dla Mnie, zabiegając ciągle, wśród wielu cierpień, o zbawienie bliźniego. Dlatego oczyszczam ich przez udręczenia, aby przynosili obfitsze i słodsze owoce. Woń cierpliwości ich wznosi się aż do Mnie.

    Jakże słodki i miły jest ten owoc, jak pożyteczny dla duszy, która cierpi bez winy! Gdyby mogła to widzieć, nie byłoby cierpienia, którego by nie szukała gorliwie i nie znosiła z radością. Aby obdarzyć tym skarbem mych ukochanych synów, obarczam tym skarbem mych ukochanych synów, obarczam ich brzemieniem wielkich trudów, aby nie rdzewiała w nich cnota cierpliwości. Gdyby nie mieli jej w ciągłym użyciu, to w chwili, gdy trzeba by nią się posłużyć, ujrzeliby, że jest pokryta rdza niecierpliwości, która zżera duszę.

    Niekiedy uciekam się wobec nich do miłego podstępu, aby utrzymać ich w pokorze. Usypiam w nich władze duszy do tego stopnia, że ani ich wola, ani uczucie nie doznają żadnego wrażenia, chyba tyle co osoby uśpione; nie mówię martwe, bo w duszy doskonalej uczucie zmysłowe może drzemać, lecz nie umiera i nawet jeśli dusza opuści się w ćwiczeniu i w żarliwości świętego pragnienia, zbudzi się gwałtowniejsze, niż kiedykolwiek. Niech więc nikt, choćby był najdoskonalszy, nie zawierza zmysłom; wszyscy powinni trwać w świętej bojaźni przede Mną. Liczni są ci, co upadają nędznie, a nie byliby upadli, gdyby mieli więcej nieufności. Mówię więc, że uczucia zdają się być uśpione. Ponieważ znieśli wielkie próby bez wzruszenia, skłonni są mniemać, że nic ich już nie zaniepokoi. Nagle jakaś drobnostka, która jest niczym i z której potem będą się śmiali, wzburza ich uczucie do tego stopnia, że sami się zdumiewają. Zrządza to moja opatrzność dla postępu duszy, prowadzać ją w dolinę pokory. Dusza, już roztropniejsza, wznosi się ponad siebie, i nie szukając wymówki z nienawiścią i wyrzutem karci swoje uczucie, co sprawia, że ono tym doskonalej się uspokaja.

    W niektórych z mych wielkich służebników opatrzność ma pozostawia kolec, który znał drogi apostoł Paweł, moje naczynie wybrane. Choć otrzymał naukę mej Prawdy w przepaści Ojca wiecznego, zostawiłem mu kolec i bunt ciała (por. 2 Kor 12,7).

    Czyż nie mogłem uwolnić Pawia i służebników moich od tego kolca? Niewątpliwie tak. Czemuż więc opatrzność moja nie czyni tego? Aby przysporzyć im zasługi i zachować ich w poznaniu siebie, z którego czerpią prawdziwa pokorę. A także, aby uczynić ich pełnymi miłości dla bliźniego i współczującymi z ich cierpieniami (por. Hbr 4,15.5,2-3). Będą mieli więcej litości dla uległych namiętnościom, znając je z własnego doświadczenia. Wzmogą w sobie miłość i będą biec do Mnie, namaszczeni prawdziwa pokorą i rozpaleni ogniem boskiej miłości. Tym sposobem i mnóstwem innych dochodzą do doskonałego zjednoczenia, jak ci rzekłem; do zjednoczenia tak zupełnego i do takiego poznania mej dobroci, że jeszcze w ciele śmiertelnym kosztują szczęścia nieśmiertelnych. Trwając w więzieniu ciała, zdają się sobie wolnymi. Ponieważ poznali Mnie bardziej, kochają mnie bardziej. Kto kocha bardzo, bardzo cierpi; więc ze wzrostem ich miłości, rośnie ich cierpienie.

    A cóż sprawia im cierpienie? Ani wyrządzane im krzywdy, ani dolegliwości cielesne, ani napaści diabła, ani żadna inna przeciwność, która mogłaby ich spotkać osobiście. Nic z tego nie może ich zasmucić. Bolą ich tylko obrazy Mnie wyrządzone, gdyż widzą i wiedzą, że jestem godny, aby Mnie kochać i służyć Mi; boli ich zguba dusz, które toną w ciemnościach świata i trwają w tak wielkiej ślepocie. W tym zjednoczeniu, którego dusza dokonała ze Mną przez miłość, widzi ona i poznaje we Mnie niewymowną miłość, którą żywię dla stworzeń; widzi, że są one moim obrazem i ogarnia je miłością dla miłości do Mnie. Więc czuje boleść nieznośna, gdy widzi, że stronią od dobroci mojej. Tak wielka jest ta męka, że wszelkie inne męki w porównaniu z tą nikną i wydają się jej niczym, jakby to nie ona ich doznawała.

    Zrządzeniem mej opatrzności objawiam się sam sługom moim. Ukazuję im w sobie, z wielkim smutkiem, nieprawości i nędze świata, potępienie dusz w ogóle i w szczególności, wedle tego, jak podoba się dobroci mojej, aby wzrastali w miłości i bólu. Pobudzani tak ogniem pragnienia, wołają do Mnie z silną nadzieją, oświeceni światłem najświętszej wiary, prosząc o pomoc mą dla tylu nieszczęśliwych. Tak boska opatrzność moja, pokonana bolesnymi, słodkimi i niespokojnymi pragnieniami mych sług, zaradza potrzebom świata i jednocześnie posila ich samych i wznosi ich ku głębszemu poznaniu Mnie i ku doskonalszemu zjednoczeniu się ze Mną.

    Jak widzisz, liczne są drogi i różne sposoby, którymi prowadzę doskonałych. Dopóki żyją, zawsze są zdolni postępować w doskonałości i w zasłudze. Przeto oczyszczam ich z wszelkiej nieuporządkowanej miłości własnej, duchowej i doczesnej; chłoszczę ich licznymi udręczeniami, aby przynosili obfitszy i lepszy owoc. Wielka ich boleść na widok wyrządzonej Mi obrazy, która pozbawia duszę łaski, stawia w cieniu wszelkie inne uczucie, tak, że wszystkie cierpienia tego życia wydają się im niczym wobec tej udręki. Toteż nie dbają zarówno o cierpienie, jak i o pociechę; wszystko im jedno. Nie łakną pociechy, nie kochają Mnie miłością najemną. Szukają chwały i sławy imienia mego.

    Widzisz więc, najdroższa córko, że opatrzność moja rozciąga się na wszystkie stworzenia rozumne, że sposoby, których używam, są przedziwne, a sposobności, które nastręczam, są nieskończone. Ludzie ciemności nie znają ich, bo ciemność nie może zrozumnieć światła. Mogą je poznać tylko ci, którzy posiadają światło, więcej lub mniej doskonałe, wedle stopnia światła. Światło to zdobywa dusza w poznaniu siebie, aby z nieprzejednaną nienawiścią powstać przeciw ciemności.

    św. Katarzyna ze Sieny


  • Dusza uczy się poznawać to życie i odkrywać opatrzność moją w tych walkach poprzez wielkie wyzwolenie.

    Wysłany dnia: przez D.S.M.

    DIALOG O BOŻEJ OPATRZNOŚCI CZYLI KSIĘGA BOSKIEJ NAUKI
    CXLIV – O opatrzności boskiej względem tych, co tkwią jeszcze w miłości niedoskonałej.

    Wiesz, najdroższa córko, jakiego sposobu używam, by podźwignąć duszę niedoskonałą z jej niedoskonałości? Niekiedy nawiedzam ją mnóstwem dręczących i różnorakich myśli i jałowością ducha. Zdaje się jej wtedy, że jest zupełnie przeze Mnie opuszczona, że nie jest przywiązana do niczego ani do świata, bo go istotnie nie lubi, ani do Mnie, bo nie ma w sobie żadnego uczucia, poza pewną dążnością woli, aby Mnie nie obrażać.

    Tej bramy wolnej woli nie pozwalam nieprzyjaciołom otworzyć. Wolno diabłom i innym nieprzyjaciołom człowieka wyłamywać inne bramy z wyjątkiem tej bramy głównej, od której zależy los miasta duszy. Straż nad tą bramą powierzyłem wolnej woli. Ja uczyniłem wolt; wolną; jej rzeczą jest rzec tak lub nie, wedle jej upodobania.

    Wiele bram posiada to miasto. Lecz trzy z nich są najważniejsze. Główną jest ta, o której ci mówiłem, wola, jest ona niezdobyta, jeśli nie chce się poddać, i strzeże dwóch innych, którymi są pamięć i intelekt. Jeśli wola zgodzi się, wchodzi nieprzyjaciel, miłość własna, z innymi nieprzyjaciółmi, którzy wkraczają za nią. Wtedy intelekt ogarniony zostaje ciemnością, nieprzyjaciółką światła. Pamięcią owłada nienawiść, przez wspomnienie krzywdy, która jest wrogiem miłości bliźniego; opada ją wspomnienie tysiąca uciech świata, tak licznych, tak rozmaitych, jak rozmaite są grzechy, które są wrogami cnót.

    Skoro tytko poddadzą się te bramy, otwierają się wszystkie inne wejścia, zmysły ciała, które są narządami odpowiadającymi władzom duszy. Nieuporządkowane pożądanie człowieka, które otwarło swe bramy, jest w łączności z tymi narządami, które przeto są skażone zepsuciem woli i skalane są same ich czyny.

    Oko zadaje tylko śmierć, bo wpatruje się w przedmioty martwe, na które patrzeć nie powinno, spojrzeniem bezwstydnym z wyrazem wyzywającym, oznaką próżności i płochości serca. W ten sposób człowiek jest dla samego siebie i dla innych przyczyną śmierci. O nieszczęsny! Dałem ci to wszystko, abyś spoglądał w niebo. Piękność mych stworzeń miała cię doprowadzić do Mnie, abyś oglądał tajemnice moje, a ty patrzysz w błoto i nędzę, z których czerpiesz śmierć!
    Ucho także lubuje się w rzeczach nieuczciwych, słucha o czynach bliźniego, ahy go móc sądzić. Dałem mu je aby słuchał słowa mojego i dowiadywał się o potrzebach bliźniego.

    Dałem człowiekowi język, aby głosił me słowo i spowiadał się z błędów, a także przyczyniał się do zbawienia dusz. A on używa go, aby bluźnić Mnie, Stwórcy swemu i dla zguby bliźniego. Pasożytuje na sławie jego, szemrze przeciw niemu, oczernia jego dobre dzieła, a wywyższa złe. Przekleństwa, fałszywe świadectwa, słowa rozpustne, niebezpieczne dla niego i innych, oto zbrodnie języka. Czyż nie język wyrzuca słowa zniewagi, które przeszywają serce bliźniego, jak miecz i wyzywają gniew jego? Ileż nieszczęść, ileż mężobójstw, ileż nie¬czystości, ileż gniewu, nienawiści i straty czasu zawinił język (por, Jk 3,6).

    Czyż i powonienie nie grzeszy także przez nieumiarkowane przyjemności, których szuka w swych wrażeniach? A smak ze swym nienasyconym łakomstwem, z niepowściągliwą zachłannością, wiecznie chciwy licznych i rozmaitych potraw, dbały tylko o napełnienie brzucha! Biedna dusza nie zważa, że otwiera w ten sposób bramę wszystkim nadużyciom, że nadmiar pożywienia rozpala w jej ułomnym ciele nieuporządkowane pragnienia, które zgubią ją samą.
    Ręce znajdują przyjemność w kradzieży cudzego dobra i w szpetnym, nieczystym dotykaniu, te ręce, które stworzyłem, by służyły bliźniemu w chorobie i wspomagały go jałmużną w biedzie. Nogi dałem człowiekowi, aby służyły ciału jego i nosiły go na miejsca święte lub tam, gdzie wzywa go korzyść własna lub cudza, dla chwały i sławy imienia mojego, a on używa ich, by biec do miejsc zatraty przy każdej sposobności grzechu, pleść i bawić się nieprzystojnie, wciągając do złego i siebie, i innych, według upodobania swej wyuzdanej woli.

    Wszystko to rzekłem ci, najdroższa córko, abyś miała powód do płaczu widząc, do jakiej nędzy doszło szlachetne miasto duszy i abyś uświadomiła sobie, ile zła wnika przez główną bramę woli. Ja jednak nie pozwalani żadnemu z nieprzyjaciół przekroczyć jej progu, lecz, jak ci rzekłem, dopuszczam, aby wybijali inne. Więc pozwalam aby intelekt ogarnęła ciemność ducha; więc i pamięć zda się niekiedy tracić wspomnienie o Mnie. Kiedy indziej cała wrażliwość, wszystkie zmysły ciała, zdają się uwikłane w wir walki. Nawet patrząc na rzeczy święte, dotykając ich, widząc je, czując je, zbliżając się do nich, dusza doznaje zaniepokojenia, jak gdyby wszystko w niej wywoływało wrażenie nieczystości i zepsucia.

    Lecz wszystko to nie zadaje duszy śmierci, bo nie chcę jej śmierci, o ile nie będzie ona na tyle głupia, by otworzyć bramy woli. Pozwalam tym nieprzyjaciołom przebywać na zewnątrz, lecz wejść im nie pozwalam. Do środka wejść nie mogą, o ile sama wola tego nie zechce.

    Dlaczego wystawiam na tyle męki i przygnębienia tę duszę otoczoną tyloma nieprzyjaciółmi? Nie aby uległa i utraciła skarb mej łaski, lecz aby jej dać wyższe pojęcie o mojej opatrzności, aby zaufała Mnie, nie sobie, aby podźwignęła się z niedbałości i gorliwie uciekała się do Mnie, który jestem jej obrońcą. Jestem jej czułym Ojcem, dbam o jej zbawienie, przeto chcę, aby była pokorna i uznała, że nie istnieje dzięki sobie, ale że istnienie i łaski ponad istnieniem zawdzięcza Mnie, który jestem jej życiem. Dusza uczy się poznawać to życie i odkrywać opatrzność moją w tych walkach poprzez wielkie wyzwolenie. Bo nie każę jej trwać bez przerwy wśród tych prób; przychodzą one i mijają, wedle tego, co uznam za korzystne. Niekiedy duszy zdaje się, że jest w piekle i nagle, bez żadnego wysiłku, bez żadnego czynu ze swej strony, czuje się uwolniona i ma przedsmak życia wiecznego. Spływa na nią wielka pogoda. Zdaje się duszy, że Bóg rozpalony ogniem miłości woła, gdy rozważa ona moją opatrzność. Widzi, że uszła wielkiej burzy, bez własnego przyczynienia się. Światło zeszło na nią niespodziewanie, gdy nie myślała o nim, tylko dzięki mej niewymownej miłości, która sama przyszła jej z pomocą w potrzebie, gdy nie miała już sił.

    Czemuż więc wtedy, gdy oddawała się modlitwie i innym zwykłym ćwiczeniom, nie zesłałem jej światła, które by rozproszyło ciemności? Bo będąc jeszcze niedoskonała, mogłaby w swym ćwiczeniu przypisać sobie to, co nie do niej należy.
    Widzisz więc, że niedoskonały wysilając się w walce, dochodzi do doskonałości, gdyż właśnie w trakcie tych walk doświadcza mojej boskiej opatrzności. Dopiero teraz doświadcza tego, co przedtem sądził, że doświadcza. Potwierdzam go próbą, wtedy on poznawszy moją dobroć w boskiej opatrzności, poczyna miłość doskonałą, i tym samym wznosi się ponad miłość niedoskonałą.

    Używam jeszcze jednego świętego podstępu, aby podźwignąć duszę z niedoskonałości. Pozwalam jej powziąć do jakiegoś stworzenia duchową miłość szczególną, poza miłością ogólną, która winna jest wszystkim. W ten sposób dusza ćwiczy się w cnocie, wychodzi powoli z swej niedbałości, odbiera serce innym stworzeniom, które kochała zmysłowo, ojcu, matce, siostrze, bratu; oczyszcza serce swe z wszelkiej namiętności i kocha je tylko dla Mnie. Za pomocą uporządkowanej miłości, której jej udzielam, wypiera miłość nieuporządkowaną, którą żywiła dla stworzeń i tym samym, jak widzisz, usuwa tę niedoskonałość.

    Lecz jest jeszcze inny skutek tej duchowej miłości; dusza bada, czy, w sposób doskonały czy też nie, kocha Mnie i ten środek, którym się posłużyłem. Chciałem przez tę miłość poddać duszę doświadczeniu, dając jej sposobność zdania sobie sprawy z wartości swej miłości. Gdyby nie była doświadczyła miłości ani nie odczułaby odrazy wobec siebie samej, ani też nie radowałaby się tym, co ma w sobie ze Mnie. Tym zaś sposobem poznaje swoją miłość, która, jak ci rzekłem, jest jeszcze niedoskonała. Niewątpliwie, jeśli miłość jej dla Mnie jest niedoskonała musi być też miłość, którą darzy stworzenie rozumne. Bo doskonała miłość bliźniego zależy od doskonałej mojej miłości. Ta sama miara doskonałości czy niedoskonałości, jaką dusza wkłada w miłość do Mnie, znajduje się w miłości, jaką darzy stworzenie. Jak to rozpozna tym sposobem? Po wielu znakach. Nawet, gdyby chciała otworzyć oko intelektu, niezwłocznie by to spostrzegła i stwierdziła doświadczeniem. Ponieważ jednak na innym miejscu wyłożyłem ci to obszerniej, opowiem ci to w kilku słowach.

    Zdarza się, że jakaś dusza kocha kogoś miłością szczególną. I nagle spostrzega, że napięcie miłości maleje. Zwykłe spotkania, w których znajdowała tyle pociechy i słodyczy, stały się rzadsze. Osoba kochana przestaje częściej z kim innym. Boleść z tego powodu doprowadza duszę do poznania siebie. Jeśli chce iść za światłem i roztropnością, będzie kochała w sposób doskonalszy to stworzenie, które dałem jej jako pośrednika. Zrozumie, że przez poznanie siebie i przez nienawiść, którą powzięła do własnego uczucia, przemoże swą niedoskonałość i zdoła dojść do doskonałości. Wtedy miłość jej stanie się coraz doskonalsza, coraz silniejsza, nie tylko w stosunku do stworzeń w ogóle, lecz i do tego stworzenia poszczególnego, które dała jej moja opatrznościowa dobroć, aby pobudzić ją do nienawiści siebie i do miłości cnoty w tej drodze pielgrzymstwa; o ile nie będzie taka głupia, że popadnie w czasie cierpienia w rozterkę i zniechęcenie ducha i odda się smutkowi serca poniechawszy ćwiczeń. Byłoby to niebezpieczne; o zniszczenie i śmierć przyprawiłoby duszę to, co dałem jej do życia. Nie powinna tego czynić. Lecz z wielka gorliwością i pokorą niech uzna się za niegodną pociech, których pragnęła i których jest pozbawiona. Niech zważy w świetle wiary, że cnota, która powinna być główną pobudką miłości, nie zmniejszyła się w niej. Niech poweźmie wtedy pragnienie znoszenia wszystkich cierpień, skądkolwiek by przyszły, dla chwały i sławy imienia mojego. W ten sposób spełni wolę mą w sobie i otrzyma owoc doskonałości. Aby doprowadzić ją do tego światła doskonałości, dopuściłem zarówno walki, jak i ten środek, jak i wszystkie inne zdarzenia.

    Oto sposoby, których używa opatrzność moja względem niedoskonałych. Jest wiele innych, język ludzki byłby niezdolny wyrazić ich liczbę i rozmaitość.

    św. Katarzyna ze Sieny


  • Nieskończone są sposoby, których używam, aby wydobyć duszę występną z grzechu śmiertelnego.

    Wysłany dnia: przez D.S.M.

    DIALOG O BOŻEJ OPATRZNOŚCI CZYLI KSIĘGA BOSKIEJ NAUKI
    CXLIII – O opatrzności boskiej względem tych, którzy są w stanie grzechu śmiertelnego.

    Dusza jest albo w stanie grzechu śmiertelnego, albo w stanie łaski. W tym drugim stanie albo jest jeszcze niedoskonała, albo doszła do doskonałości. We wszystkich tych stanach doznaje w szczodrej mierze mej opatrzności, lecz środki, jakie wybiera moja nieskończona mądrość, są różne, jak różne są potrzeby, którym ma zaradzić.

    Ludzi świata, pogrążonych w śmierci grzechu, budzę wyrzutem sumienia. Niepokoję ich ustawicznie tak licznymi i rozmaitymi sposobami, że język twój nie zdołałby ich opowiedzieć, bo na dnie serca czują zawsze tę ranę. Uporczywość tych cierpień i wyrzutów sumienia, które odczuwają w duszy, sprawia, że często porzucają grzech śmiertelny. Niekiedy — jako że lubię z cierni waszych dobywać różę — gdy serce człowieka skłania się do grzechu śmiertelnego przez miłość do stworzenia, poza moją wolą, zrządzam tak, że brak mu czasu i miejsca do spełnienia swych złych zamiarów. Znużony męką serca wobec przeszkody, której przemóc nie może, wraca do siebie, pojmuje, że dręczy się z winy własnej, czuje żal i odrzuca precz swą szaloną miłość. Bo czyż nie jest naprawdę szaleństwem umieszczać swe pożądanie w czymś, o czym się wie, przejrzawszy, że jest niczym? Niewątpliwie, stworzenie, które kochał tak nędzną miłością, jest czymś, lecz to, czego od niego oczekiwał, było niczym; był to grzech, a grzech jest niczym. Z tego grzechu, który jest cierniem, który kaleczy duszę dobywam różę. by z niej uczynić środek zbawienia.

    Kto każe Mi tak czynić? Nie grzesznik, który Mnie nie szuka, nie prosi o mą pomoc, nie wzywa mej opatrzności, chyba by wspierać jego złe zamiary, przysparzać mu rozkoszy, bogactw, zaszczytów świata. Każe Mi to miłość. Bo pokochałem was, przed waszym istnieniem; nie będąc sam przez was kochany, pokochałem was niewymownie. Kochać was każe Mi ta miłość, oraz modlitwy tych, co Mi służą. Łaskawość mego Ducha Świętego, dobrego służebnika, podaje im za pokarm chwałę imienia mego i miłość bliźniego. Zatroskani zawsze o zbawienie swych braci, starają się uciszyć mój gniew i związać ręce mej boskiej sprawiedliwości, choć niegodziwy człowiek zasługuje, abym zwracał ją przeciw niemu. Zadają Mi gwałt swymi łzami, swymi pokornymi i ciągłymi modlitwami. A kto każe im wołać do Mnie? Opatrzność moja. która zaradza nędzy tej śmierci. Bo powiedziano, że nie chcę śmierci grzesznika, lecz chcę, aby się nawrócił i żył (por. Ez 33,11).

    Pokochaj, córko, opatrzność moją. Jeśli otworzysz oczy twego ducha i twego ciała, ujrzysz ludzi -zbrodniarzy pogrążonych w tej strasznej nędzy. Pozbawieni światła, ze zgnilizną śmierci w duszy, ciemni i ślepi, śpiewają i śmieją się, trwonią czas w próżności, w rozkoszach, w niskiej rozpuście. Lubieżnicy, opoje, żarłocy brzuch swój czynią bogiem swoim (por. Flp 3,19). Poza tym jest w nich tylko nienawiść, uraza i pycha, i tysiąc innych występków, o których ci mówiłem. I nie znają stanu swego! Jeśli nie zmienią swego życia, są na drodze, która ich wiedzie wprost do śmierci wiecznej, a oni idą nią śpiewając! Czyż nie uważano by tego za wielką głupotę i szaleństwo, gdyby człowiek skazany na śmierć szedł na rusztowanie śpiewając, tańcząc i ukazując znaki wesołości? Niewątpliwie, tak. To jest szaleństwo tych nieszczęśliwych, szaleństwo tym większe, że ponoszą bez porównania większą szkodę przez śmierć duszy, niż tamci przez śmierć ciała. Tracą życie laski, tamci życie ciała; przez wieczne potępienie doznają męki nieskończonej, tamci męki skończonej. A oni biegną i śpiewają! O ślepcy nad ślepcami! O głupcy i szaleńcy ponad wszelką głupotę!

    A słudzy moi żyją we łzach, w utrapieniu ciała i skrusze serca, spędzają czas na czuwaniu i ciągłej modlitwie, wśród westchnień i jęków, umartwiają się, aby wyjednać zbawienie grzesznikom, którzy szydzą z ich wysiłków. Lecz szyderstwa te spadają na ich głowy i kara za grzech wraca zawsze do tego, który popełnił, podczas gdy nagroda za trudy zniesione z miłości dla Mnie przypada temu, któremu dobroć moja pozwoliła na nią zasłużyć. Bo jestem waszym Bogiem, Bogiem sprawiedliwym, który odpłaca każdemu według uczynków jego (por. Ps 62,13). Prawdziwi moi słudzy nie dają się zniechęcić przez szyderstwa, prześladowania i niewdzięczność tych nieszczęśliwych, lecz modlą się za nich z tym większą gorliwością i pragnieniem. Cóż pobudza ich tak do pukania w bramę miłosierdzia mojego? Opatrzność moja, która dba i troszczy się o zbawienie tych biedaków i przeto wzmaga i podnieca ogień miłości w duszach sług moich.

    Nieskończone są sposoby, których używam, aby wydobyć duszę występną z grzechu śmiertelnego.
    Teraz opowiem ci, jak postępuje opatrzność moja z tymi, którzy podźwignęli się z błędu, lecz tkwią jeszcze w niedoskonałości. Nie powracając już do tego, co opowiedziałem ci o stanach duszy, omówię to tylko pokrótce.

    św. Katarzyna ze Sieny


  • Ja mogę, umiem i chcę dać jej to, czego pragnie i więcej, niż umie pragnąć, cudownymi sposobami.

    Wysłany dnia: przez D.S.M.

    DIALOG O BOŻEJ OPATRZNOŚCI CZYLI KSIĘGA BOSKIEJ NAUKI
    CXLII – Jak Bóg wspomaga dusze dając im sakramenty. Jak zaspokaja pragnienia swych sług łaknących sakramentu Ciała Chrystusowego. Jak wielokrotnie zaopatrzył cudownym sposobem dusze spragnioną tego sakramentu.

    Wiesz, najdroższa córko, jak zaopatruję służebników moich, którzy pokładają we Mnie nadzieję? W dwojaki sposób. Opatrzność moja, co do mych stworzeń rozumnych, opiekuje się jednocześnie duszą i ciałem. Wszystkie zarządzenia mej opatrzności, w stosunku do ciała, wydane są na użytek duszy, aby wzbogacała się w światło wiary, pokładała nadzieję we Mnie i wyzbyła się zadufania w sobie. W ten sposób dojdzie do jasnego poznania, żem jest Ten, który jest, który może, chce i umie zaspokoić jej potrzeby i pomóc do zbawienia.

    Co się tyczy duszy i życia jej, wiesz, że dałem jej sakramenty świętego Kościoła. Oto jej pokarm! Nie jest to chleb materialny, który służy ciału i który dałem ciału! Bo dusza jest niematerialna, potrzebuje niematerialnego pokarmu i żyje słowem moim. Toteż rzekła Prawda moja w świętej Ewangelii: Nie samym chlebem żyje człowiek, ale wszelkim słowem, które pochodzi ode mnie (Mt 4,4; Łk 4,4). Powinna więc z żarliwością ducha iść za nauką mego wcielonego Słowa, które mocą swej krwi w sakramentach daje jej życie.

    Sakramenty te są duchowe i dane są duszy, choć są zarządzane i rozdawane za pośrednictwem ciała. Sam ten akt nie udzieliłby duszy życia łaski, gdyby dusza nie przygotowała się do duchowego przyjęcia go przez prawdziwe i święte pragnienie, które mieszka w duszy, nie w ciele. Przeto rzekłem ci, że sakramenty są duchowe i udzielane są duszy niematerialnej. Choć podawane są za pośrednictwem ciała, przeznaczone są dla duszy, która je przez pragnienie przyjmuje.

    Aby wzmóc ten głód i to święte pragnienie, wzbudzam w niej tęsknotę do nich i sprawiam, że ich otrzymać nie może, ta niemożność podnieca jej głód i uczy ją poznawać siebie, co doprowadza ją przez pokorę do osądzenia siebie niegodną. Wtedy czynię ją godną, używając często różnych sposobów, aby opatrzyć ją tym sakramentem.

    Wiesz o tym ze słyszenia i doświadczyłaś tego sama, jeśli pamiętasz. Łaskawość mego Ducha Świętego, którego dobroć moja oddała jej na usługi, natchnie jakiegoś księdza myślą, że powinien udzielić jej tego pokarmu. Duch Święty naciska go ogniem mej miłości i pobudza jego sumienie. Pod tym naporem wewnętrznym kapłan godzi się zaspokoić głód tej duszy i spełnić jej życzenie. Czasem każę duszy czekać do ostatniej chwili .i kiedy straci wszelką nadzieję, otrzymuje to, czego pragnie.

    Czyż nie mogłem uczynić od razu tego, co uczyniłem na końcu? To prawda. Lecz zwlekałem, aby wzmóc w duszy światło wiary i nauczyć ją, że nie powinna nigdy tracić nadziei w dobroć moją, a równocześnie uczynić ją ostrożną i roztropną, by lekkomyślnie nie oglądała się za siebie, ostygając w zapale świętego pragnienia.

    Czy pamiętasz tę duszę, która przyszła do świętego Kościoła z wielkim pragnieniem przyjęcia komunii? Gdy kapłan podszedł do ołtarza, poprosiła go o Ciało Chrystusa, prawdziwego Boga i prawdziwego Człowieka. Odpowiedział, że go jej nie da. W duszy wzrósł żal i pragnienie. Kapłan poczuł niepokój w sercu i gdy podniósł kielich, doznał tak silnych wyrzutów sumienia, że rzekł do ministranta: Spytaj ją, czy chce Komunii, dam ją jej chętnie. To Duch Święty, służebnik przydatny tej duszy przez opatrzność moją, trapił tak serce tego kapłana, by skłonić go do zaspokojenia jej pragnienia. Jakąż korzyść odniosła ta dusza przez tę odmowę? To, co było w niej tylko iskierką wiary i miłości, urosło w wielki pożar i pragnienie to tak rozpaliło jej serce, iż zdało się, że życie uleci z jej ciała. Przeto zezwoliłem na tę zwłokę tylko dlatego, aby wytępić w niej wszelką miłość własną, wszelkie wahanie, wszelkie zadufanie w sobie.

    Wtedy dopomogłem za pośrednictwem człowieka. Innym razem działał sam, bez pośrednictwa, dobry sługa, Duch Święty, jak to zdarzyło się wielokrotnie wielu osobom i jak zdarza się co dzień sługom moim. Przytoczę ci, między innymi, dwa przedziwne przykłady, aby ukrzepić twą wiarę i wzmóc twą cześć dla mojej opatrzności.

    Pamiętasz — bo sama słyszałaś o tym od tej duszy — że w dzień nawrócenia się chwalebnego apostoła i drogiego herolda mojego, Pawła, znajdowała się w kościele dusza, pragnąca przyjąć ten sakrament, chleb życia, pokarm aniołów, który dałem wszystkim ludziom. Prosiła on prawie wszystkich kapłanów, którzy przychodzili odprawiać mszę. Ze zrządzenia mej opatrzności od wszystkich doznała odmowy. Chciałem jej w ten sposób ukazać, że choć wszyscy ją zawiedli, Ja, Stwórca jej, pozostałem jej wierny. Aby jej tego dowieść, podczas ostatniej mszy użyłem słodkiego podstępu, aby bardziej upoiła się mą opatrznością.

    Przed zaczęciem mszy oznajmiła ministrantowi, że chce przystąpić do Komunii, lecz ten nie uprzedził o tym kapłana. Nie otrzymawszy odpowiedzi odmownej, czekała z wielkim pragnieniem chwili, gdy będzie mogła przyjąć Komunię. Po skończeniu mszy poczuła w sobie niezmierny głód, płomienne łaknienie tego chleba życia, uznając się jednocześnie, przez wielką pokorę, niegodną i czyniąc sobie wyrzuty, że w zuchwałości swej śmiała marzyć o zjednoczeniu się z tak wielką tajemnicą. Wtedy Ja, który wywyższam pokornych, Bóg wieczny, pociągnąłem ku sobie pragnienie i żarliwość tej duszy i pogrążyłem jej myśl w przepaści mej Trójcy. Oświeciłem oko jej intelektu w mocy mojej, Ojca, w mądrości Jednorodzonego Syna mego i w łaskawości Ducha Świętego, którzy jesteśmy jednym. Dusza ta zjednoczyła się tak ściśle z naszą istotą, że ciało jej wzniosło się nad ziemię, bo w tym stanie jednoczącym dusza, jak ci rzekłem, jest doskonalej zjednoczona porywem miłości ze Mną, niż z własnym ciałem. W tej przepaści udzieliłem jej sam świętej Komunii, aby zaspokoić jej pragnienie. I na znak, że rzeczywiście doznała tej łaski, przez kilka dni czuła w sposób przedziwny, swymi cielesnymi zmysłami, smak i woń Krwi i Ciała Chrystusa ukrzyżowanego, Prawdy mojej. Więc odnowiła się cała w świetle mej opatrzności, której kosztowała z taką słodyczą. Wszystko to było widzialne tylko dla tej duszy, lecz niewidzialne dla innych stworzeń.

    Drugiego faktu naocznym świadkiem był kapłan, któremu zdarzył się ten wypadek . Dusza ta pragnęła gorąco wysłuchać mszy i przyjąć komunię, lecz z powodu choroby nie mogła udać się do kościoła o właściwej godzinie. Spóźniła się więc i przybyła dopiero w momencie konsekracji. Msza odbywała się przy głównym ołtarzu, ona zaś zatrzymała się u przeciwnego końca kościoła, bo posłuszeństwo nie pozwalało jej przystąpić bliżej. Tam trwając mówiła z łkaniem: O, nędzna duszo moja, czy nie widzisz, jak wielką otrzymałaś łaskę: jesteś w świętym kościele bożym, widzisz kapłana, który odprawia mszę, choć zasłużyłaś za grzechy twoje, aby mieszkać w piekle! Lecz rozważania te nie uciszyły jej pragnienia, lecz przeciwnie, im niżej schodziła w dolinę pokory, tym bardziej czuła się wzniesiona nad siebie; łaska ma pozwoliła jej, przez wiarę i nadzieję, coraz bardziej poznawać dobroć moją, w której znalazła ufność w służebnika, Ducha Świętego, że zaspokoi jej głód. Wtedy dałem jej to, czego pragnęła, w sposób, którego nie mogła przewidzieć.

    Przed komunią, w chwili, gdy kapłan dzieli hostię, oderwała się od niej cząsteczka, która spadła na ołtarz. Przez zrządzenie mej mocy cząsteczka ta, która się odłączyła, opuściła ołtarz i przeniosła się na drugi koniec kościoła, gdzie znajdowała się ta dusza. Dusza ta uczuła w tej chwili, że otrzymała Komunię, lecz sądząc, że stało się to w sposób niewidzialny i przez nikogo niezauważony, myślała, w płomiennej swej miłości, że znowu uciszyłem skrycie jej pragnienie, jak to zdarzyło się już niejednokrotnie. Lecz innego zdania był kapłan, który nie znajdując tej cząsteczki hostii, czuł ból nieznośny, aż służebnik dobrotliwości mojej, Duch Święty, oświecił go w myśli, kto ją otrzymał. Miał jednak wątpliwości, dopóki tego z nią nie wyjaśnił .

    Czyż nie mogłem uleczyć choroby jej, która przeszkodziła jej pójść do kościoła i pozwolić jej zdążyć na czas, aby otrzymać Sakrament z rąk kapłana? Niewątpliwie, lecz chciałem dowieść tej duszy, że za pośrednictwem i bez pośrednictwa stworzenia, w każdym stanie, w każdym czasie, czegokolwiek by sobie życzyła, Ja mogę, umiem i chcę dać jej to, czego pragnie i więcej, niż umie pragnąć, cudownymi sposobami.

    Niech ci to wystarczy, najdroższa córko, do zrozumienia zrządzeń opatrzności mojej względem dusz zgłodniałych tego słodkiego Sakramentu. Z tą samą dobrocią postępuję względem wszystkich innych, według potrzeb ich.

    Teraz opowiem ci coś o działaniu mej opatrzności wewnątrz duszy bez pośrednictwa czynników cielesnych, jako narzędzi zewnętrznych. Napomknąłem ci już o tym w związku ze stanami duszy, lecz powrócę do tego raz jeszcze.

    św. Katarzyna ze Sieny


  • Tę prawdę poznaje dusza, która wyzuła się z siebie i przeto znajduje powód radości we wszystkim co widzi lub czego doznaje w sobie i w innych.

    Wysłany dnia: przez D.S.M.

    DIALOG O BOŻEJ OPATRZNOŚCI CZYLI KSIĘGA BOSKIEJ NAUKI
    CXLI – Jak opatrzność boska zsyła nam udręczenia dla zbawienia naszego. O nędzy tych, którzy pokładają nadzieję w sobie i o doskonałości tych, którzy ufają opatrzności.

    Widzisz więc, że przez opatrzność mą podźwignąłem z ruiny drugi świat człowieka. W pierwszym, pozostawiłem ciernie udręczeń i pozwoliłem, aby człowiek napotykał we wszystkim opór. Nie uczyniłem tego nieopatrznie bez względu na wasze dobro, lecz w wielkiej trosce o wasze potrzeby. Chciałem odebrać człowiekowi zaufanie do świata i skłonić go, aby biegł prosto do Mnie, który jestem jego celem. Myślałem, że uporczywe dolegliwości nauczą go wznosić wyżej serce i pragnienia. Jednak człowiek jest tak ślepy na tę prawdę, tak słaby wobec uciech świata, że mimo wszystkich cierni i cierpień, które w nich znajduje, nie chce, jak widać, oderwać się od nich i zatroszczyć się o powrót do swej ojczyzny. Wiesz, córko, co by było, gdyby znajdował na świecie same przyjemności i spokój niezakłócony żadnym cierpieniem.

    Dlatego opatrzność moja dopuszcza, aby świat rodził liczne udręki. Doświadczam nimi cnotę mych sług i w cierpieniach, których doznają, w sile, z jaką je znoszą, w gwałcie, jaki zadają samym sobie, mam tytuł do nagradzania ich. Wszystko przewidziała i zarządziła mądrość opatrzności mojej. Wiele dałem człowiekowi, bo jestem bogaty i mogłem to uczynić; i mogę zawsze, bo bogactwo moje jest nieskończone. Wszystko stało się przeze Mnie i nic beze Mnie istnieć nie może. Jeśli więc człowiek chce piękności, Ja jestem pięknością; jeśli chce dobroci, Ja jestem dobrocią, bo jestem dobrem najwyższym; jestem mądrością; jestem łagodny, jestem łaskawy, jestem Bogiem sprawiedliwym i miłosiernym. Jestem szczodry, a nie skąpy; jestem Ten, który daje proszącemu; otwieram temu, co puka prawdziwie; odpowiadam temu, co Mnie wzywa. Nie jestem niewdzięczny, lecz wdzięczny i chętnie nagradzam tych, co trudzą się dla Mnie, dla chwały i sławy imienia mojego. Jestem radosny i zachowuję w stałym weselu duszę, która przyoblekła się moją wolą. Jestem najwyższą opatrznością, której nie zbraknie nigdy ufającym Mi sługom moim ani duchowo, ani cieleśnie (por. Rz 10,12).

    Człowiek widzi przecie, że zachowuję i żywię robaka w suchym drzewie, daję pokarm zwierzętom na polu, rybom w morzu, ptakom w powietrzu, wszystkim stworzeniom żyjącym na ziemi, zlewam na rośliny słońce i rosę, która użyźnia glebę. Jakże więc może sądzić, że nie będę dbał o niego, którego stworzyłem na obraz i podobieństwo moje. Wszystko zdziałała dobroć moja, aby mu służyło. Dokądkolwiek zwróci się człowiek, ku rzeczom duchowym czy cielesnym, znajduje tylko płomienną przepaść miłości mojej w wielkiej, słodkiej, prawdziwej i doskonałej opatrzności. Ale on nie widzi, bo pozbawiony jest światła i nie chce widzieć. Przeto się gorszy. Zacieśnia swą miłość bliźniego, staje się skąpy i niepokoi się jutrem, czego wzbroniła mu Prawda moja mówiąc: Nie troszczcie się o jutro, dosyć ma dzień swojej nędzy (Mt 6,34). Wyrzuca wam brak ufności, wskazując wam moją opatrzność i krótkość czasu. Nie troszczcie się o jutro, rzekła. Jak gdyby chciała rzec: Nie myślcie o tym, czego nie jesteście pewni, że posiądziecie. Niech wam wystarczy dzień dzisiejszy. Uczyła was prosić przede wszystkim o królestwo niebieskie, to jest o proste i święte życie. Co do tych drobnych rzeczy, wiem dobrze, Ja, wasz Ojciec niebieski, że ich potrzebujecie, bo dla was je stworzyłem i rozkazałem ziemi dawać wam swe owoce (por. Mt 6; 31-33; Łk 12,29-31).

    Ten nieszczęśliwy nie czytał tej nauki, którą mu dało Słowo mej Prawdy, aby nie szedł własnymi ścieżkami. Z nieufności zamyka swe serce i ręce, mające wspomagać bliźniego. W ten sposób staje się nieznośny dla samego siebie. Z tego zadufania jego w sobie i z nieufności względem Mnie, wynika wszelkie zło. Człowiek staje się sędzią woli ludzi, nie zważając, że sąd ten nie jest rzeczą jego, lecz należy do Mnie. Woli mojej nie rozumie i osądza ją źle, jeśli nie doznaje jakiejś pomyślności, przyjemności lub cechy światowej. Gdy zniknie ta pomyślność, dzięki której jedynie kochał Mnie i pokładał we Mnie nadzieję, zdaje mu się, że opatrzność moja nic dla niego nie czyni i że nie otrzymuje on nic od mej dobroci; mniema, że wszystkiego mu brak i wszystko go opuściło. Zaślepiony własną namiętnością, nie widzi bogactwa, które tkwi w cierpieniu, ani owocu prawdziwej cierpliwości. Znajduje w nich śmierć i ma w tym życiu przedsmak piekła.

    A Ja, mimo wszystko, nie przestaję, w dobroci mej, dbać o niego. Rozkazuję ziemi, aby rodziła owoce grzesznikowi, jak i sprawiedliwemu; zsyłam słońce i deszcz na pole jego, jak i na pole sprawiedliwego. Często nawet grzesznik otrzymuje więcej, niż sprawiedliwy (por. Mt 5,45).
    Dobroć moja czyni tak, aby szczodrzej darzyć bogactwami duchowymi duszę sprawiedliwego, który dla miłości mojej wyzuł się z dóbr doczesnych, wyrzekając się świata, rozkoszy jego i woli własnej. Ci, którzy wzbogacają swą duszę i rozszerzają w ten sposób swe serce w przepaści mojej miłości, tracą wszelki niepokój o siebie do tego stopnia, że nie troszczą się nie tylko o dobra doczesne, lecz nie mogą nawet myśleć o sobie. Wtedy Ja biorę w ręce ster ich spraw duchowych i doczesnych. Poza opatrznością ogólną, otaczam ich szczególną opieką; łaskawość mego Ducha Świętego staje się ich służebnicą i służy im. Pamiętasz, że czytałaś w żywotach Ojców pustelników, o tym świętym człowieku, który wyrzekł się wszystkiego i siebie samego, dla chwały i sławy imienia mojego. Ponieważ był chory, łaskawość moja, która czuwała nad nim, zesłała mu anioła, aby go pielęgnował i dbał o potrzeby jego. Ciało było zabezpieczone od nędzy, gdy dusza trwała w niewymownym weselu i słodyczy obcując z aniołem.

    Duch Święty jest dla człowieka matką, która go żywi na łonie mojej boskiej miłości. Uczynił go wolnym, uczynił go panem, wyzwalając z niewoli miłości własnej. Bo tam, gdzie płonie ogień mojej miłości, nie może być wody miłości własnej, która gasi ten słodki ogień w duszy. Duch Święty, ten służebnik, którego moja opatrzność dała człowiekowi, odziewa go, żywi, upaja słodyczą, obsypuje największym bogactwem. Człowiek straciwszy wszystko, wszystko znajduje; wyżu wszy się zupełnie z siebie, przyodziany jest Mną; stawszy się we wszystkim sługą przez pokorę, został panem, poddając sobie świat i własną zmysłowość. Oślepiwszy się na widoki własne, stoi w najczystszym świetle. Zrozpaczywszy o sobie, uwieńczony jest wiarą żywą i spełnioną nadzieją. Kosztuje życia wiecznego, wolny od cierpienia i gnębiącego smutku. Wszelką rzecz osądza jako dobrą, gdyż we wszystkim odkrywa mą wolę i widzi w świetle wiary, że chcę jedynie jego uświęcenia; przeto jest cierpliwy.

    O, jakże szczęśliwa jest ta dusza, która, przebywając jeszcze w ciele śmiertelnym, kosztuje nieśmiertelnego dobra! Przyjmuje wszystko z czcią; ręka lewa nie ciąży jej więcej niż prawa: przyjmuje jednakowo udrękę i pociechę, głód i pożywienie, pragnienie i napój, zimno i ciepło, nagość i szatę, życie i śmierć, cześć i zniewagę, smutek i radość. Zawsze jest silna, spokojna, niewzruszona; bo ugruntowana jest na skale żywej. Ujrzała w świetle wiary, z niezachwianą nadzieją, że wszystko daję w tej samej myśli, dla zbawienia waszego i przewiduję wszystko. W wielkich próbach daję wielkie męstwo i nie nakładam nigdy większego ciężaru, niż dusza unieść może, chyba, że gotowa jest i chce przyjąć go do miłości mojej. Krew Syna mego, dowiodła, że nie chcę śmierci grzesznika, lecz chcę, aby się nawrócił i żył (por. Ez 33,11). Dlatego, aby żył, zsyłam mu to, co go spotyka.

    Tę prawdę poznaje dusza, która wyzuła się z siebie i przeto znajduje powód radości we wszystkim co widzi lub czego doznaje w sobie i w innych. Nie boi się utracić rzeczy małych, bo przez światło wiary upewniona jest co do rzeczy wielkich, o których mówiłem ci na początku tej rozprawy. O jakże chwalebne jest to światło najświętszej wiary, w którym ujrzała, poznała i ciągle poznaje mą prawdę. Światło to pochodzi od Ducha Świętego, dobrego służebnika: jest to światło nadprzyrodzone, które dusza otrzymuje od mej dobroci, rozwijając światło przyrodzone dane jej przeze Mnie.

    św. Katarzyna ze Sieny


  • gdy przeminie czas, nie będzie dlań ratunku

    Wysłany dnia: przez D.S.M.

    DIALOG O BOŻEJ OPATRZNOŚCI CZYLI KSIĘGA BOSKIEJ NAUKI
    CXL – Gdzie Bóg mówi o swej opatrzności względem ludzi i skarży się na ich niewierność. Wykład pewnej figury w Starym Testamencie która zawiera cenną naukę.

    Ukazawszy ci mą opatrzność w przypadku poszczególnym, wracam do jej działania ogólnego.
    Nie zdołasz sobie nigdy wyobrazić, jak wielkie jest zaślepienie człowieka. Traci on wszelki rozsądek i wszelkie poznanie, skoro tylko zaufa sobie i zawierzy swej mądrości (por. Prz 26, 12.28,26). O szalony człowiecze, czy nie widzisz, że mądrość swą posiadasz nie z siebie, lecz dała ci ją dobroć moja, która dba o twoje potrzeby?

    Co tego dowodzi? Twoje własne doświadczenie. Ileż razy pragnąłeś uczynić coś, a nie mogłeś i nie umiałeś tego uczynić. Innym razem wiedziałeś jak, ale nie mogłeś; a gdy mogłeś, nie wiedziałeś jak. Innym razem nie miałeś czasu, a jeśli miałeś czas, brakło ci woli. Wszystko to pochodzi ode Mnie, wszystko to zrządziła moja opatrzność dla twego zbawienia. Chce ona, abyś poznał, że nie istniejesz i musiał uniżyć się, a nie pysznić. We wszystkim napotykasz zmianę i brak, bo nic nie jest w twej mocy. Tylko łaska moja jest niewzruszona i stała; nie zmieni się ona i odebrana być ci nie może. Nikt nie zdoła oderwać cię od niej i wtrącić cię na powrót w grzech; chyba że się sam zmienisz. Jakże więc możesz podnosić głowę przeciwko dobroci mojej? Nie uczyniłbyś tego, gdybyś chciał słuchać rozumu; nie mógłbyś ufać sobie i zawierzyć własnej mądrości. Lecz ponieważ stałeś się nierozumnym zwierzęciem (por. Ps49,13; l Kor 2,14), nie widzisz, że wszystko się zmienia, z wyjątkiem mej łaski. Czemu nie ufasz Mnie, który jestem twym Stwórcą? Bo ufasz sobie. Czyż nie jestem ci wierny i oddany? Niewątpliwie, tak. Nie możesz tego nie widzieć, bo doświadczasz tego co dzień.

    O najsłodsza i najdroższa córko, człowiek nie był Mi wierny i oddany. Przekroczył zakaz, który mu dałem i znalazł śmierć. Pozostałem mu wierny, dotrzymałem słowa, zachowując dlań to, dla czego go stworzyłem, bo chciałem dać mu najwyższe, wieczne Dobro. Aby spełnić ten zamiar mej prawdy, zjednoczyłem me Bóstwo, najwyższą wysokość, z niskością waszego człowieczeństwa. Odkupiony i przywrócony do łaski mocą krwi Jednorodzonego Syna mojego, człowiek może rzec, że doświadczył wierności mojej. A jednak, zda się, wątpi, że jestem dość mocny, aby mu pomóc, dość silny, aby wspierać i bronić od nieprzyjaciół, dość mądry, aby oświecić oko jego intelektu, lub że mam dość dobrotliwości, abym mu zechciał dać to, co jest konieczne dla jego zbawienia. Mniema, zda się, że nie jestem dość bogaty, bym mógł go wzbogacić, ani dość piękny, by mu przywrócić piękność. Zda się, że boi się, czy znajdzie u Mnie chleb do jedzenia i szatę do przyodziania się. Postępowanie jego dowodzi, że tak myśli. Bo gdyby wierzył we Mnie prawdziwie, wiara jego rodziłaby święte i dobre czyny.

    Jednak co dzień doświadcza tego, że jestem silny. Bo zachowuję go przy życiu i bronię od nieprzyjaciół. Widzi, że nikt nie może oprzeć się sile i mocy mojej, a jeśli nie widzi, to przez to, że widzieć nie chce.

    Mądrość moja rządzi i włada całym światem, z taką doskonałością, że niczego w nim nie braknie i niczego doń dodać nie można. Przewidziałem wszystko dla duszy i ciała. Nie zmusiła Mnie do tego wola wasza, bo nie istnieliście jeszcze. Jedynie dobrotliwość moja skłoniła Mnie stworzyć niebo i ziemię, morze i firmament. Stworzyłem niebo, aby się poruszało nad wami, stworzyłem powietrze, abyście mogli oddychać; ogień i wodę, aby się miarkowały nawzajem; słońce, abyście nie trwali w ciemnościach. Wszystko to uczyniłem i zarządziłem, aby zaspokoić potrzeby człowieka. Niebo ozdobione jest ptactwem; ziemia rodzi owoce i liczne zwierzęta dla wyżywienia człowieka; morze roi się od ryb. We wszystkim widnieje doskonały ład mej opatrzności.

    Zdziaławszy wszystkie te dobre i doskonałe rzeczy, stworzyłem człowieka na obraz i podobieństwo swoje i umieściłem go w tym ogrodzie, który przez grzech Adama, rodzi teraz ciernie tam, gdzie wprzód rosły kwiaty woniejące niewinnością i największą słodyczą. Wszystko ulegało człowiekowi, lecz nieposłuszeństwo zaszczepiło bunt w nim samym i we wszystkich stworzeniach. Zdziczał świat i człowiek, człowiek, który jest sam innym światem! Lecz zaradziłem temu. Zesłałem na świat moją Prawdę, Słowo wcielone, które usunęło dziczki, wyrwało ciernie grzechu pierworodnego, zrosiło ogród krwią Chrystusa ukrzyżowanego, zasadziło krzewy siedmiu darów Ducha Świętego, wyplewiwszy grzech śmiertelny. Stało się to nie za życia, lecz po śmierci Jednorodzonego Syna mojego.

    Ten zamiar Opatrzności jest wyobrażony w Starym Testamencie, gdy Elizeusz uproszony został, aby wskrzesił umarłe dziecko. Elizeusz nie poszedł, lecz posłał Gechaziego z łaską swą, rozkazawszy mu, aby położył laskę na zmarłym chłopcu. Gechazi poszedł, uczynił to, co mu rzekł Elizeusz, lecz chłopca nie wskrzesił. Widząc to Elizeusz udał się osobiście do dziecka, przylgnął doń wszystkimi członkami i tchnął siedemkroć w usta jego. I chłopiec odetchnął siedem razy na znak życia, które mu zostało przywrócone (por. 2 Krl 4,29-35).

    To samo zostało zobrazowane przez Mojżesza, którego posłałem z łaską prawa do zmarłego, a był nim rodzaj ludzki. Lecz prawo nie przywróciło życia zmarłemu (por. J 1,17; Rz 3,20.7,4). Wysłałem, wyobrażone przez Elizeusza, Słowo Jednorodzonego Syna mojego, które przylgnęło do tego zmarłego dziecka, przez zjednoczenie natury boskiej z waszą naturą ludzką. Natura boska dokonała tego zjednoczenia wszystkimi swymi członkami, mocą moją, mądrością Syna mego i łaskawością Ducha Świętego, słowem: Ja cały, Bóg, przepaść Trójcy, sprzymierzyłem się z naturą ludzką, jednocząc się z nią.
    Po tym zjednoczeniu, słodkie Słowo miłości dokonało drugiego, spiesząc w upojeniu serca na haniebną śmierć krzyżową, gdzie rozpięło się samo. Po tym drugim zjednoczeniu udzieliło temu zmarłemu chłopcu siedmiu darów Ducha Świętego, tchnąć w usta pragnącej duszy i uwalniając ją od śmierci przez chrzest święty. Dusza odetchnęła wtedy na znak życia, które odzyskała, wyrzucając z siebie siedem grzechów śmiertelnych. Tak stała się dusza ogrodem ozdobionym słodkimi i rozkosznymi owocami.

    Co prawda, ogrodnik, którym jest wolna wola, może jeszcze, wedle swego upodobania, pielęgnować ten ogród lub doprowadzić go do zdziczenia. Jeśli sieje złe ziarno miłości własnej, z którego wyrasta siedem grzechów głównych, rodzących z kolei wszystkie inne, tłumi siedem darów Ducha Świętego i niszczy wszystkie cnoty. I wtedy nie ma męstwa, jest słaby; nie ma umiarkowania, nie ma roztropności, gdyż stracił światło, które wiedzie rozum; nie ma wiary ani nadziei, ani sprawiedliwości. Staje się niesprawiedliwy, pokłada nadzieję tylko w sobie i wierzy wiarą martwą tylko w siebie. Ufa stworzeniom, a nie ufa Mnie, swemu Stwórcy. Nie ma miłości ani litości. Miłość własnej ułomności zniszczyła wszystko: Jakże może być dobry dla bliźniego, kiedy stał się okrutny dla siebie. Pozbawiony wszelkiego dobra, wpadł w największe zło.

    I któż mu wróci życie? Ten sam Elizeusz, Słowo wcielone, mój Syn Jednorodzony! Niech ten ogrodnik uzbroi się w nienawiść siebie, bez której niczego nie dokona, niech wyrwie ciernie grzechu i niech spieszy w miłości sprzymierzyć się z nauką mojej Prawdy; niech skropi swój ogród krwią, krwią, którą kapłan zlewa mu na głowę, gdy idzie do spowiedzi ze skruchą w sercu, z żalem za grzechy, z zadośćuczynieniem i z postanowieniem niegrzeszenia więcej.
    W ten sposób może oczyścić ogród swej duszy za życia, gdy przeminie czas, nie będzie dlań ratunku, jak ci to wielokrotnie mówiłem.

    św. Katarzyna ze Sieny


  • Jestem wasz Bóg; nagradzam wszelkie trudy i spełniam święte pragnienia tych, co w świetle wiary pukają prawdziwie do bramy mego miłosierdzia

    Wysłany dnia: przez D.S.M.

    DIALOG O BOŻEJ OPATRZNOŚCI CZYLI KSIĘGA BOSKIEJ NAUKI
    CXXXIX – Jak Bóg dopomógł w pewnym poszczególnym wypadku do zbawienia pewnej duszy.

    Chcesz wiedzieć, moja córko, jak świat myli się co do tajemnic moich? Więc otwórz oko intelektu i spójrz we Mnie ujrzysz poszczególny przypadek, który przyrzekłem ci opowiedzieć. To co ci powiem, można odnieść na ogół do wszystkich innych.

    Wtedy ta dusza, chcąc być posłuszna najwyższemu, wiecznemu Ojcu, utkwiła w Nim spojrzenie z gorącym pragnieniem, i Bóg wieczny, ukazując jej potępienie tego, któremu zdarzył się ten przypadek, rzekł:

    Wiedz, że chcąc uchronić jego duszę od potępienia, które, jak widzisz, jej groziło, dopuściłem ten wypadek, aby przez swą krew, znalazł życie w krwi mej Prawdy, Jednorodzonego Syna mojego. Nie zapomniałem o czci i miłości, które żywił dla Maryi, najsłodszej matki Jednorodzonego Syna mego, dla której dobroć moja przyzwoliła, ku czci Słowa, aby nikt, sprawiedliwy czy grzesznik, jeśli Ją czci, jak przystoi, nie stał się nigdy łupem piekielnego diabła. Jest Ona jakby przynętą, położoną przez moją dobroć dla chwytania stworzeń rozumnych. Więc z miłosierdzia, a nie dla spełnienia złej woli niegodziwców, zesłałem czy dopuściłem ten przypadek, który ludzie uważają za okrucieństwo. Sąd ich wynika z ich miłości własnej, która, odbierając im światło, nie pozwala im poznać mojej prawdy. Poznaliby ją, gdyby rozprószyli tę chmurę, pokochaliby ją i mieliby w poszanowaniu wszystko, co ich spotyka, a w czasie żniwa, zebraliby plon swych trudów.

    Lecz nie wątp, córko moja, że spełnię twe prośby i pragnienia twoje i sług moich. Jestem wasz Bóg; nagradzam wszelkie trudy i spełniam święte pragnienia tych, co w świetle wiary pukają prawdziwie do bramy mego miłosierdzia, po to by nie błądzili i nie tracili nadziei w moją opatrzność.

    św. Katarzyna ze Sieny


  • prześladują Mnie i ciągle swą niecierpliwością, nienawiścią, szemraniem i niewiernością.

    Wysłany dnia: przez D.S.M.

    DIALOG O BOŻEJ OPATRZNOŚCI CZYLI KSIĘGA BOSKIEJ NAUKI
    CXXXVIII – Jak wszystko co Bóg dopuszcza, staje się tylko dla naszego zbawienia. I jak są ślepi i mylą się ci, co sądzą inaczej.

    Chcę, najukochańsza córko, abyś wiedziała, jak wielkiej cierpliwości Mi trzeba, aby znieść moje stworzenia, które stworzyłem, jak ci rzekłem, na obraz i podobieństwo moje, z tak wielką słodyczą miłości (por. Rz 9,22-23).

    Otwórz oko intelektu i spójrz we Mnie. Wyłożę ci poszczególny przypadek, który się zdarzył i w którym, jeśli dobrze pamiętasz, miałem na prośbę twą dopomóc i jak wiesz, dopomogłem, przywracając tego człowieka do stanu jego, bez niebezpieczeństwa śmierci. To co stało się w tym poszczególnym przypadku, dzieje się w ogólności we wszystkich innych.

    Wtedy ta dusza, otwarłszy oko intelektu, oświecone światłem najświętszej wiary, utkwiła je w boskim majestacie, z gorącym pragnieniem. Bo słowa, które usłyszała, ukazały jej lepiej prawdę boską o słodkiej opatrzności Boga. Aby być posłuszną rozkazowi zatopiła spojrzenie w przepaści Jego miłości. Wtedy ujrzała, że jest On najwyższym i wiecznym Dobrem, że z czystej miłości stworzył nas i odkupił krwią Syna swego i że ta sama miłość była źródłem wszystkich darów, które raczy zsyłać, zarówno cierpień, jak pociech. Wszystko pochodzi z miłości, wszystko zrządzone jest dla zbawienia człowieka, Bóg nie zna innego celu. Prawdę tę widziała w krwi wylanej z takim ogniem miłości.

    Wtedy rzekł najwyższy i wieczny Ojciec:
    Jakże ślepi są przez miłość własną ci, którzy gorszą się i niecierpliwią. Mówię ci teraz w szczególności i w ogólności, powtarzając to, co ci rzekłem. Biorą za złość, uważają za poczęte dla ich szkody i zguby, z nienawiści do nich to, co czynię z miłości i dla ich dobra, by ocalić ich od mąk wiecznych i dać im życie trwałe. Czemuż więc skarżą się na Mnie? Bo nie ufają Mnie, tylko sobie; toteż błądzą w ciemnościach, nie rozpoznają niczego. Nienawidzą więc tego, co powinni szanować i w pysze swej chcą osądzać moje tajne wyroki, które są wszystkie słuszne. Postępują jak ślepi, którzy z dotyku ręki, czy ze smaku lub z dźwięku głosu, chcieliby sądzić o wartości rzeczy według wrażeń swych niskich, słabych, ograniczonych zmysłów. Nie chcą słuchać Mnie, który jestem prawdziwym światłem, który żywię ich duchowo i cieleśnie, i bez którego nic mieć nie mogą.

    Jeśli niekiedy doznają usług od jakiegoś stworzenia, Jam jest ten, który dał temu stworzeniu wolę i zdolność, możność i umiejętność służenia. Ci szaleńcy chcą w drodze kierować się zmysłem dotyku. Lecz dotyk łudzi, gdyż nie posiada światła, które pozwala rozróżniać barwy; podobnież smak może być wprowadzony w błąd, gdyż nie widzi nieczystego owada, który siada na pożywieniu. Ucho może być oszukane słodyczą dźwięku, bo nie widzi tego, który śpiewa i który, gdyby mu zaufać, wierząc tylko jego głosowi, mógłby cię zabić.

    Tak czynią ci ślepcy, którzy stracili światło rozumu; krocząc po omacku zawierzają tylko wrażeniom swych zmysłów. Uciechy świata wydają się im rozkoszne. Lecz ponieważ nie widzą, nie zdają sobie sprawy, że uciechy te są podobne do sukna przetkanego mnóstwem cierni, że są związane z wielkimi smutkami i licznymi troskami, i że serce, które je posiada poza Mną, jest nieznośne dla samego siebie.

    Uciechy te wydają się słodkie i przyjemne ustom — pragnienia, które pożądają w sposób nieuporządkowany. Lecz na uciechach tych roją się obrzydliwe owady, mnóstwo grzechów śmiertelnych, które plugawią duszę, odbierają jej podobieństwo moje i ściągają ją z drogi łaski. Jeśli dusza ta nie otworzy oczu na światło wiary, aby oczyścić się w krwi, czeka ją śmierć wieczna. Dusza słucha miłości własnej, której głos wydaje się jej słodkim śpiewem. Czemu? Bo dusza bieży na oślep za miłością zmysłów; nie widzi nic; złudzona dźwiękiem, pośpiesza za zwodniczym czarem; natrafia na przepaść i pochwycona w więzy grzechu, wpada w ręce swych nieprzyjaciół. Oślepiona miłością własną, zadufaniem w sobie i we własnej wiedzy, nie zważa na Mnie, który jestem jej przewodnikiem i drogą.

    Droga ta wytknięta została przez Słowo Jednorodzonego Syna mojego, który rzekł: Jam jest droga i prawda, żywot i światło. Kto idzie przezeń, nie może zbłądzić ani kroczyć w ciemnościach (por. J 14,6.8,12), i nikt nie może przyjść do Mnie, jeno przez Niego, gdy jest On jednym ze Mną (por. J 10,30). Rzekłem ci już, że uczyniłem Go mostem, abyście wszyscy mogli dojść do swego celu. Jednak, mimo to wszystko, ludzie nie ufają Mnie, który chcę tylko ich uświęcenia (por. l Tes 4,3). W tym celu, z wielkiej miłości, daję im lub dopuszczam na nich wszystko, co ich spotyka, a oni zawsze gorszą się ze Mnie. Z cierpliwością znoszę i zachowuję ich, bo kocham ich, choć oni Mnie nie kochają (por. l J 4,10). Oni zaś prześladują Mnie i ciągle swą niecierpliwością, nienawiścią, szemraniem i niewiernością. Chcą przeniknąć, w swej ślepocie, skryte zamiary moje, powzięte w sprawiedliwości i miłości, a nie znają nawet siebie samych. Kto nie zna siebie, nie może znać, zaprawdę, Mnie, ani rozumieć wyroków moich. Przeto widzą fałszywie.

    św. Katarzyna ze Sieny