• Archiwa Tagów św.Katarzyna Siena
  • Przyoblecz, przyoblecz mnie sobą, Prawdo wieczna, abym przeszła przez to życie śmiertelne w prawdziwym posłuszeństwie i w świetle najświętszej wiary, którym na nowo upoiłeś duszę moją. Deo gratias. Amen.

    DIALOG O BOŻEJ OPATRZNOŚCI CZYLI KSIĘGA BOSKIEJ NAUKI
    CLXVII – Jak ta wielce pobożna dusza dziękuje Bogu i chwaląc Go, modli się za cały święty Kościół. Kończy to dzieło zalecając cnotę wiary.

    Wtedy ta dusza, ujrzawszy i poznawszy okiem intelektu, w świetle najświętszej wiary, prawdę i znakomitość posłuszeństwa, usłyszawszy o nich uczuciem, zakosztowawszy ich miłością, w zapamiętałym pragnieniu wpatrzona w boski majestat, złożyła Mu dzięki, mówiąc:

    Dzięki Ci, dzięki, Ojcze wieczny, że nie wzgardziłeś mną, stworzeniem twoim, że nie odwróciłeś ode mnie oblicza swego, lecz wysłuchałeś pragnień moich. Ty, światło, nie zważałeś na ciemności moje, Ty, życie, nie odtrąciłeś mnie, martwej. Ty, lekarz, nie odstąpiłeś mnie, z powodu mej ciężkiej niemocy. Ty, czystość wieczna, nie odepchnąłeś mnie z powodu mego brudu i nędzy. Ty, nieskończony, zniżyłeś się do mnie, skończonej, Ty, mądrość, zstąpiłeś do mej głupoty.

    Twa mądrość, twa dobroć, twa łaskawość i dobro twe nieskończone nie potępiły mnie z powodu mnóstwa i ogromu mych grzechów i błędów. W świetle twoim obdarzyłeś mnie światłem (por. Ps 36,10), w mądrości twojej poznałam prawdę, w łaskawości twojej znalazłam twoją miłość i miłość bliźniego. Kto skłonił Cię do tego? Z pewnością nie moje cnoty, tylko miłość twoja.

    Ta sama miłość sprawia, że oświecasz oko intelektu mojego światłem wiary, ażebym mogła poznać i zrozumieć prawdę, którą mi objawiłeś. Spraw, aby pamięć moja była zdolna zachować twe dobrodziejstwa i aby wola ma rozpłonęła w ogniu twej miłości; niech ogień ten doprowadzi do wrzenia w mych żyłach wszystką krew moją, niech każe mi ją przelać, abym przez tę krew, oddaną dla miłości Krwi, kluczem posłuszeństwa mogła otworzyć bramę nieba.

    O to samo proszę Cię z całego serca dla wszelkiego stworzenia obdarzonego rozumem, ogólnie i poszczególnie, i dla mistycznego ciała świętego Kościoła. Wyznaję i nie przeczę, że ukochałeś mnie, zanim istniałam i kochasz mnie niewymownie, jakbyś oszalał dla stworzenia swego.

    O Trójco święta! O Bóstwo! O Naturo boska, która nadałaś taką cenę krwi Syna twojego. Ty, Trójco wieczna, jesteś morzem głębokim, w które im bardziej się zanurzam, tym więcej znajduję Ciebie, i im więcej znajduję Ciebie, tym więcej Cię szukam. O Tobie nigdy nie można rzec: dość! Dusza, która nasyca się w twych głębokościach, pragnie Ciebie bez przerwy, bo jest zawsze złakniona Ciebie, Trójco wieczna; zawsze pragnie widzieć Cię oświecona twym światłem. Jak jeleń tęskni do źródła wody żywej, tak dusza ma pragnie wyjść z więzienia ciemnego ciała i ujrzeć Ciebie prawdziwie. Jak długo jeszcze będzie zakryte oblicze twoje oczom moim (por. Ps 42,2-3).

    O Trójco wieczna, ogniu i przepaści miłości, rozprosz już dziś chmurę ciała mego. Poznanie, które dałeś mi co do Ciebie w prawdzie twojej, zmusza mnie pragnąć gorąco, abym mogła porzucić brzemię ciała mego i oddać życie dla chwały i sławy imienia twojego. Albowiem poznałam i widziałam, światłem mojego intelektu w świetle twoim, przepaść twoją, Trójco wieczna, i piękność stworzenia twego. Oglądając siebie w Tobie, ujrzałem, że jestem obrazem twoim. Udzieliłeś mi ze swej władzy, Ojcze wieczny, memu intelektowi dałeś mądrość, która to mądrość jest przypisywana twemu Jednorodzonemu Synowi, a jednocześnie też Duch Święty, który pochodzi od Ciebie i Syna twego, dał woli mej zdolność kochania Ciebie.

    Ty, Trójco Święta, jesteś Stwórcą, a ja twoim stworzeniem. Widziałam w odrodzeniu, którego dokonałaś we mnie przez krew Syna twojego, że rozmiłowałaś się w piękności swojego tworu.
    O przepaści, o Bóstwo wieczne, o morze głębokie! Cóż mogłeś mi dać więcej nad siebie samego?

    Jesteś ogniem, który zawsze płonie i nie gaśnie nigdy. Jesteś ogniem, który spala w żarze swym wszelką miłość własną duszy (por. Hbr 12,29); jesteś ogniem, który topi wszelki lód i który oświeca; przez twoje światło dałeś mi poznać prawdę twoją! Jesteś światłem nad światłami i dajesz światło nadprzyrodzone oku intelektu, tak obfite i doskonałe, że rozjaśniasz światło wiary, tej wiary, przez którą widzę, że dusza ma po¬siada życie i w tej jasności otrzymuje Ciebie, światło.

    Przez światło wiary posiadam mądrość w mądrości Słowa, Jednorodzonego Syna twego; przez światło wiary jestem silna, stała i wytrwała; przez światło wiary żywię nadzieję, ono nie daje mi upaść w drodze. To światło wskazuje mi drogę, bez tego światła szłabym w ciemności. Przeto prosiłam Cię, Ojcze wieczny, abyś oświecił mnie światłem najświętszej wiary.

    Zaprawdę, światło to jest morzem, bo zanurza duszę w tobie, morze pokoju, Trójco wieczna. Woda tego morza nie jest mętna; dusza nie boi się jej, bo poznaje w niej prawdę: jest przezroczysta i ukazuje rzeczy, które ukrywa w swych głębinach. Więc tam, gdzie spływa olśniewające światło wiary, dusza niejako stwierdza to, w co wierzy. Jest ono zwierciadłem — ty pouczyłaś mnie o tym, Trójco Święta — i spoglądając w to zwierciadło, które trzyma w ręce miłość, przeglądani się w Tobie ja, twoje stworzenie, a Ty we mnie, przez zjednoczenie, którego Bóstwo twe dokonało z naszym człowieczeństwem.

    W świetle tym poznaję Ciebie i jesteś obecne w duchu moim, Dobro najwyższe i nieskończone. Dobro ponad dobrami! Dobro szczęśliwe! Dobro niepojęte! Dobro niewysłowione! Piękności nad pięknościami! Mądrości nad mądrościami, raczej mądrości sama! Ty, chlebie aniołów, z ogniem miłości oddałeś się ludziom! Tyś jest szatą, która okrywa wszelką nagość! Tyś jest pokarmem, który słodyczą swą żywi zgłodniałych. Jesteś słodyczą bez śladu goryczy.

    O Trójco wieczna, w świetle swym, które mi dałaś i które otrzymałam z światłem najświętszej wiary, poznałam przez niezliczone i przedziwne wyjaśnienia, drogę wielkiej doskonałości. Ukazałaś mi ją, abym Ci służyła w świetle, nie w ciemnościach, abym była zwierciadłem dobrego i świętego życia i abym wyrzekła się tego nędznego życia, gdzie aż dotąd z mej winy, służyłam Ci w ciemnościach. Nie znałam twej prawdy i dlatego Cię nie kochałam. Czemuż nie znałam Ciebie? Bo nie widziałam Ciebie w chwalebnym świetle przenajświętszej wiary, bo chmura miłości własnej zaciemniła oko mego intelektu. I Ty, Trójco wieczna, światłem twym rozproszyłaś ciemności.

    Któż zdoła wznieść się do twej wysokości i podziękować Ci za tak niezmierne dary i szczodre dobrodziejstwa, których mi udzieliłaś przez tę daną mi nauką prawdy? Jest ona łaską szczególną, poza łaską ogólną, której użyczasz innym stworzeniom. Raczyłaś zniżyć się do nędzy mojej i innych stworzeń, które będą się w tej prawdzie przeglądać.

    Odpowiedz sam, Panie, na tyle dobrodziejstw! Ty sam dałeś, więc sam podziękuj, zlewając światło łaski na mnie, abym Ci przez to światło mogła wyrazić mą wdzięczność. Przyoblecz, przyoblecz mnie sobą, Prawdo wieczna, abym przeszła przez to życie śmiertelne w prawdziwym posłuszeństwie i w świetle najświętszej wiary, którym na nowo upoiłeś duszę moją. Deo gratias. Amen.

    św. Katarzyna ze Sieny


  • Przez łzy wasze, przez wasze pokorne i ciągłe modlitwy okażę miłosierdzie światu.

    DIALOG O BOŻEJ OPATRZNOŚCI CZYLI KSIĘGA BOSKIEJ NAUKI
    CLXVI – Streszczenie całej księgi.

    Otóż, najmilsza i najdroższa córko, uczyniłem zadość pragnieniu twemu co do posłuszeństwa, od początku do końca. Jeśli pamiętasz, prosiłaś zrazu, pełna niespokojnego pragnienia, abym, dla podniecenia w duszy twej ognia miłości ku Mnie, odpowiedział ci na cztery prośby.
    Pierwsza dotyczyła ciebie. Wysłuchałem ciebie, oświecając cię w mej prawdzie i tłumacząc ci, w jaki sposób możesz dojść do poznania prawdy, którą pragnęłaś posiąść. Sposobem tym, jak ci rzekłem, jest poznanie siebie i Mnie w świetle wiary. Wytłumaczyłem ci, jak dojść do poznania prawdy.

    W drugiej błagałaś Mnie, abym zlitował się nad światem.

    W trzeciej wstawiałaś się za mistycznym ciałem świętego Kościoła, abym wyzwolił go od ciemności i prześladowania i chciałaś, abym na tobie ukarał nieprawości sług jego. Wytłumaczyłem ci wtedy, że żadna kara doczesna i przejściowa nie może zgładzić grzechu popełnionego względem Mnie, który jestem dobrem nieskończonym. Ale gładzi go, jeśli złączona jest z pragnieniem duszy i skruchą serca. Jak? Wyłożyłem ci to obszernie. Oświadczyłem ci też, że chcę zlitować się nad światem, wykazując ci, że miłosierdzie jest moją cechą. Z miłosierdzia, z miłości niewymownej, którą żywiłem dla człowieka, zesłałem Słowo, Jednorodzonego Syna mego i aby ci to jaśniej wytłumaczyć, porównałem go do mostu, który łączy niebo z ziemią, przez zjednoczenie natury boskiej z waszą naturą ludzką.

    Aby uprzystępnić ci jeszcze bardziej Prawdę moją, wyłożyłem ci, jak wchodzi się na ten most po trzech stopniach, którymi są trzy władze duszy. Wyobraziłem ci też te trzy stopnie na samym ciele. Słowa przez stopy, przez bok i przez usta, odpowiednio do trzech stanów duszy: stanu niedoskonałego, stanu doskonałego i stanu najdoskonalszego, w którym dusza dosięga wyżyny miłości jednoczącej. W każdym z tych stanów ukazałem ci to, co niszczy niedoskonałość i użycza doskonałości; drogę, która do niej prowadzi oraz ukryte sidła diabła i duchowej miłości własnej. Mówiłem ci o tych trzech stanach, o trzech napomnieniach, które daje dobrotliwość moja. Pierwsze zwrócone jest do człowieka za jego życia; drugie w chwili śmierci do tych, co umierają bez nadziei, w grzechu śmiertelnym; są to ci, co idą pod mostem drogą diabła; opowiedziałem ci o nędzach. Trzecie napomnienie dam na sądzie ostatecznym. Rzekłem ci w związku z tym o karze potępionych i o chwale błogosławionych, gdy każdy odnajdzie własne ciało swoje.

    Obiecałem ci też i obiecuję jeszcze, że przez wielką cierpliwość sług moich dokonam naprawy Oblubienicy mojej. Wezwałem was wszystkich do cierpienia dla niej, użalając się przed tobą na nieprawości sług moich. Ukazałem ci dostojeństwa kapłanów w godności, do której ich podniosłem i cześć, jakiej domagam się dla nich od ludzi świeckich. Błędy ich nie powinny zmniejszyć szacunku dla nich. Rzekłem, jak przykre Mi jest postępowanie przeciwne. Usłyszałeś też o cnocie tych, co żyją jak aniołowie. Wspomniałem też o wzniosłości sakramentu.

    Niezależnie od stanów duszy, pouczyłem cię też o stanach łez, o tym skąd pochodzą i o stosunku ich do różnych stanów wewnętrznych. Wszystkie łzy, rzekłem, mają źródło w sercu i wytłumaczyłem ci dlaczego. Rozróżniłem cztery rodzaje łez i podałem piąty, który sprowadza śmierć.

    Na czwartą prośbę, która dotyczyła wypadku szczególnego, odpowiedziałem, że zatroszczyłem się o sprawę, o którą chodziło i wiesz, jak to uczyniłem. Przy tej sposobności wytłumaczyłem ci mą opatrzność ogólną i szczególną, ukazując ci, jak od pierwszej chwili stworzenia aż do ostatniego dnia świata wszystko stało się i staje się przez mą boską opatrzność. We wszystkim, co dopuszczam, we wszystkim, co wam daję, w udręczeniach i pociechach, doczesnych i duchowych, mam na celu tylko wasze dobro, abyście byli uświęceni we Mnie, aby spełniła się w was moja prawda. Prawdą moją jest, że stworzyłem was, abyście posiedli życie wieczne i prawdę tę ujawniłem przez krew Słowa, Jednorodzonego Syna mojego.

    W końcu uczyniłem zadość twemu pragnieniu, spełniając mą obietnicę, że opowiem ci o doskonałości posłuszeństwa i niedoskonałości nieposłuszeństwa. Rzekłem ci, skąd pochodzi posłuszeństwo i co przyprawia o jego utratę. Porównałem je do klucza ogólnego. Potem mówiłem o posłuszeństwie szczególnym w doskonałych i niedoskonałych, w tych, którzy żyją w Zakonie i w tych, którzy są poza Zakonem, określając wyraźnie położenie każdego. Słyszałaś o pokoju, którego użycza posłuszeństwo i o wojnie, którą wznieca nieposłuszeństwo, dowiedziałaś się, jak bardzo myli się nieposłuszny i jak śmierć zjawiła się na świecie przez nieposłuszeństwo Adama.

    Teraz Ja, Ojciec wieczny, najwyższa i niezmienna Prawda, kończę tę rozmowę stwierdzając, że przez posłuszeństwo Słowa, Jednorodzonego Syna mego, macie życie. Jak przez starego człowieka, pierwszego Adama, wszyscy ulegliście śmierci, tak wszyscy, którzy chcą nosić klucz posłuszeństwa, otrzymują życie przez człowieka nowego, słodkiego Chrystusa Jezusa, z którego uczyniłem wam most, bo droga wiodąca do nieba była odcięta. Krocząc tą słodką i prostą drogą jasnej prawdy, przechodzicie przez ciemności świata, ale one wam nie szkodzą. A w końcu kluczem Słowa otwieracie niebo.

    Teraz wzywam wszystkich, ciebie i sługi moje, abyście płakali. Przez łzy wasze, przez wasze pokorne i ciągłe modlitwy okażę miłosierdzie światu. Umarła dla siebie, spiesz tą drogą prawdy. Biegnij, abym nie musiał cię ganić, że idziesz powoli. Gdyż więcej, niż przedtem, będę wymagał od ciebie teraz, gdy sam ukazałem się tobie w prawdzie mojej. Bacz, abyś nigdy nie wychodziła z celi poznania siebie. Zachowaj w tej celi wewnętrznej skarb, który ci dałem i używaj go. Jest nim nauka prawdy zbudowana na skale żywej, słodkim Chrystusie Jezusie. Światło, które z niej bije, rozprasza ciemności. Przyodziej się tym światłem, najmilsza, najsłodsza, prawdziwa córko moja.

    św. Katarzyna ze Sieny


  • Tą radością, tym dobrem, które noszę w sobie, obdzielam was, każdego wedle miary jego, lecz w pełni. Nikt nie czuje próżni.

    DIALOG O BOŻEJ OPATRZNOŚCI CZYLI KSIĘGA BOSKIEJ NAUKI
    CLXV – Jak Bóg nie odmierza nagrody według wagi i długotrwałości dzieł posłuszeństwa, lecz według stopnia miłości. O gotowości prawdziwie posłusznych. O cudach, które Bóg zdziałał przez tę cnotę. O roztropności w posłuszeństwie. O dziełach i nagrodzie prawdziwie posłusznych.

    Wszystkich was umieściłem w winnicy posłuszeństwa, abyście zajmowali się różnymi pracami. Każdemu będzie dana płaca nie według trudu, którego dokonał, ani według czasu, który zużył, lecz według miłości; ten co przybył późno, nie otrzymuje mniej, niż ten, co przyszedł od początku. Tego chciała nauczyć was Prawda moja w świętej Ewangelii na przykładzie tych, którzy byli bezczynni i których wysłał Pan do pracy w winnicy swojej. Ci, którzy przyszli o świcie, nie otrzymali więcej, niż ci, co przybyli o godzinie pierwszej (por. Mt 20,1-6)7, ci co zjawili się o trzeciej, o szóstej, o dziewiątej, a nawet wieczorem, dostali to co pierwsi. Prawda ma chciała was pouczyć, że będziecie nagrodzeni nie według trwania i ważności waszej pracy, lecz według stopnia waszej miłości. Wielu dostało się w dzieciństwie do pracy w tej winnicy; inni przychodzą później, niektórzy dopiero w starości. Ci niekiedy, widząc krótkość pozostałego im czasu, oddają się pracy z takim ogniem miłości, że dościgają tych, co przybyli w dzieciństwie, lecz szli powolnym krokiem. Więc poprzez miłość w posłuszeństwie dusza otrzymuje swą zasługę; miłością napełnia ona swe naczynie we Mnie, który jestem morzem pokoju.

    W wielu posłuszeństwo jest pełne gotowości, tak wcielone w ich duszę, że nie tylko nie dociekają powodu rozkazów przełożonego, lecz nie czekają nawet aż wyjdzie słowo z ust jego. W świetle wiary odgadują wprost zamiar przełożonego. Toteż prawdziwie posłuszny słucha raczej myśli, niż słowa, sądząc, że myśl przełożonego jest w mej woli i że rozkazuje on ze zrządzenia mej woli. Przeto rzekłem ci, że słucha on raczej myśli, niż słowa. Spełnia jego słowo, bo wpierw poddał się z miłością jego woli, oświecony światłem wiary, które ukazało mu jego wolę we Mnie.

    Czytamy w żywotach świętych ojców o pięknym przykładzie tego posłuszeństwa natchnionego przez miłość. Pewien mnich otrzymawszy od przełożonego rozkaz w chwili, gdy właśnie zaczął pisać literę „O”, taką drobnostkę, nie pozwolił sobie dokończyć jej, lecz niezwłocznie pospieszył tam, gdzie wzywało go posłuszeństwo. Aby zaświadczyć mu znakiem zewnętrznym, jak bardzo była Mi miła jego gotowość, dobrotliwość moja dokończyła złotem zaczętą literę.

    Ta chwalebna cnota jest Mi tak miła, że dla żadnej innej nie dokonałem tylu cudów, nie dałem tylu znaków i świadectw zadowolenia, jakie Mi sprawia. Bo pochodzi z światła wiary.

    Aby okazać, jak Mi jest przyjemna, ziemia jest jej posłuszna, zwierzęta są jej posłuszne, woda nosi na sobie posłusznych. Ziemia, jak rzekłem, słucha posłusznego. Pamiętasz, że czytałaś o tym uczniu, któremu opat jego dał suchy kij drewniany każąc mu w imię posłuszeństwa zasadzić go w ziemi i podlewać co dzień. Oświecony światłem wiary uczeń, nie spytał, czy to możliwe, lecz nie starając się dociec, co z tego będzie, spełnił po prostu rozkaz. Dzięki jego posłuszeństwu i wierze, suche drzewo zazieleniło się i wydało owoc, aby zaświadczyć, że dusza ta wyzwoliła się z suchości nieposłuszeństwa, aby ożywszy zrodzić owoc posłuszeństwa. Toteż święci ojcowie nazywali owoc tego drzewa jabłkiem posłuszeństwa.

    A jak posłuszne są nierozumne zwierzęta! Spójrz na tego ucznia, któremu w imię posłuszeństwa, rozkazał opat, aby pochwycił smoka i uczeń przez cnotę posłuszeństwa ujął zwierzę i przywiódł do opata. Lecz ten, jako prawdziwy lekarz, chcąc ustrzec swego zakonnika od próżności i doświadczyć jego cierpliwości, wygnał go od siebie z naganą, mówiąc: ty zwierzu, przywiodłeś zwierza uwiązanego.

    Toż samo z ogniem. Czytałaś w Piśmie Świętym, że wielu, nie chcąc przekraczać mych przykazań, wolało, aby wrzucono ich w ogień. Płomienie nie wyrządziły im żadnej szkody, jak zdarzyło się trojgu młodzieńcom w piecu i wielu innym, o czym można by opowiedzieć (por. Dn 3,12-24).

    A woda! Słyszałaś o Maurze wysłanym w imię posłuszeństwa, aby wydobył z wody ucznia, który właśnie tonął. Nie dbając o siebie, myślał tylko, w świetle wiary, aby spełnić rozkaz przełożonego i ruszył śmiało. Szedł po wodzie, jakby kroczył po ziemi i ocalił ucznia.

    Jeśli otworzysz oko intelektu, ujrzysz we wszystkich tych rzeczach jawną znakomitość tej cnoty.
    Dla posłuszeństwa trzeba porzucić wszystko inne. Choćbyś wzniosła się w zachwyceniu do takiego zjednoczenia się ze Mną, że ciało twe zawisłoby nad ziemią, to gdybyś otrzymała rozkaz w imię posłuszeństwa, winna byś całym wysiłkiem wyrwać się z rozpamiętywania, gdybyś mogła. Bo mówię ogólnie, nie o wyjątkowych wypadkach, które nie podpadają pod prawo. Pamiętaj więc, że nie powinnaś nigdy porzucać modlitwy, w czasie na nią przeznaczonym, chyba że z miłości lub z posłuszeństwa. Mówię to, byś wiedziała, jak bardzo wymagam od mych sług gotowości w posłuszeństwie i jak bardzo jest Mi ono miłe.

    Wszystko, co czyni posłuszny, przynosi zasługę. Jeśli je, czyni to z posłuszeństwa; jeśli śpi, to z posłuszeństwa. Czy chodzi, czy stoi, czy pości lub czuwa, wszystko to czyni z posłuszeństwa; jeśli służy bliźniemu, to z posłuszeństwa. Gdy idzie do chóru lub do refektarza, gdy przebywa w celi, któż go prowadzi lub zatrzymuje? Posłuszeństwo, które w świetle wiary rzuca go, martwego dla swej woli własnej, pełnego nienawiści i wzgardy dla siebie, w ramiona Zakonu i przełożonego.

    Przez to posłuszeństwo odpoczywa w łodzi, powierzając się przewodnictwu kierownika swego. W ten sposób przepływa przez burzliwe morze tego życia, wśród wielkiej ciszy, z myślą pogodną i spokojnym sercem, bo posłuszeństwo z wiarą wygnało wszelką ciemność. Jest spokojny i bezpieczny, gdyż wyzbył się wszelkiej słabości i obawy, wyrzekając się woli własnej, z której pochodzi wszelka niemoc i nieuporządkowany strach.

    Co jest pokarmem i napojem tego, co obrał sobie za oblubienicę posłuszeństwo? Pokarmem jego jest poznanie siebie i Mnie. Uświadamia on sobie, że sam nie istnieje, zdaje sobie sprawę z swej niedoskonałości i wie, że jestem Ten, który Jest, w którym kosztuje mej prawdy, ukazanej mu przez samą Prawdę moją, Słowo wcielone. Co jest napojem? Krew, ta krew, przez którą Słowo objawiło mu prawdę moją i niewymowną miłość moją dla niego; ta krew, którą Syn mój zaświadczył posłuszeństwo, bo ja, Ojciec wieczny, nakazałem Mu je z powodu was. Więc upaja się tą krwią i w upojeniu swym, w upojeniu krwią, w upojeniu posłuszeństwem Słowa, zatraca siebie, zatraca własne mniemanie, własną wiedzę, aby posiąść Mnie z łaski, światłem wiary, w świętym posłuszeństwie.

    Całe życie jego jest pieśnią pokoju. W chwili śmierci otrzymuje on to, co przełożony przyrzekł mu przy profesji, życie wieczne, wizję pokoju i najwyższej ciszy, odpoczynek bez końca, niewysłowione dobro; którego nikt ocenić i pojąć nie może. Jest ono nieskończone, żadna rzecz skończona nie może być jego miarą, jak naczynie zanurzone w morzu nie może objąć jego bezmiaru, tylko tę cząstkę, którą zdolne jest w sobie pomieścić. Tylko morze ogarnia, rozumie siebie. Tak samo Ja, morze pokoju, jestem Ten, który siebie rozumie i zna swoją wartość. To że rozumiem siebie i znam wartość swoją jest moją radością. Tą radością, tym dobrem, które noszę w sobie, obdzielam was, każdego wedle miary jego, lecz w pełni. Nikt nie czuje próżni. Każdy otrzymuje doskonałą szczęśliwość, poznaje i pojmuje dobroć moją, o ile daję mu ją poznać.

    Otóż posłuszny, oświecony światłem wiary w mej prawdzie, rozpalony ogniem miłości, namaszczony pokorą, upojony krwią, stowarzyszony z cierpliwością, siostrą posłuszeństwa, z pogardą dla siebie, z męstwem, z ciągłą wytrwałością i wszystkimi innymi cnotami, to jest ze skutkami wszystkich cnót, znalazł swój cel we Mnie, swym Stwórcy.

    św. Katarzyna ze Sieny


  • Jeśli człowiek świecki kocha bardziej, niż zakonnik, otrzyma więcej

    DIALOG O BOŻEJ OPATRZNOŚCI CZYLI KSIĘGA BOSKIEJ NAUKI
    CLXIV – Różnica między posłuszeństwem zakonników i posłuszeństwem osób żyjących poza Zakonem.

    Jak ci rzekłem, Słowo me zostawiło wam, jako regułę i naukę, posłuszeństwo. Dało je wam jako klucz, który pozwala wam otworzyć bramę wiodącą do waszego celu. Pozostawiło je wam jako przykazanie w związku z posłuszeństwem ogólnym i jako radę dla tych, którzy chcą dojść do wielkiej doskonałości i przejść przez ciasną furtę Zakonu. Lecz jest jeszcze posłuszeństwo tych, którzy nie należą do żadnego zakonu, a jednak przebywają w łodzi doskonałości. Są to ci, co przestrzegają doskonałości rad poza wszelkim zakonem. Wyrzekli się oni nie tylko duchowo, lecz i rzeczywiście bogactw i wspaniałości świata; zachowują czystość, bądź w stanie dziewiczym, bądź w cnocie umiarkowania, jeśli nie są już dziewicami. Przestrzegają posłuszeństwa, poddając się, jak ci rzekłem gdzie indziej, jakiejś osobie, której starają się być doskonale posłuszni aż do śmierci.

    Jeśli Mnie spytasz, kto ma większą zasługę, czy ci, co przestrzegają w ten sposób rad, czy ci, co przebywają w Zakonie, odpowiem ci, że zasługi posłuszeństwa nie mierzy się według czynu zewnętrznego ani według miejsca, ani według osoby, która rozkazuje, i która może być dobra lub zła, świecka lub zakonna, lecz według miłości tego, który jest posłuszny. Oto miara zasługi posłuszeństwa.

    Niedoskonałość złego przełożonego nie szkodzi w niczym temu, który słucha; owszem niekiedy przynosi mu korzyść, gdyż prześladowanie i nadmierne ciężary surowych nakazów rozwijają w nim cnotę posłuszeństwa i siostry jej, cierpliwości. Niedoskonałość miejsca nie sprawia mu też żadnej szkody. Mówię: niedoskonałość, gdyż stan zakonny jest doskonalszy, pewniejszy i stalszy, niż każdy inny stan i nazywam niedoskonałym, przez porównanie, miejsce pobytu tych, którzy wzięli mały klucz posłuszeństwa, przestrzegając rad poza Zakonem.

    Nie myślę jednak przez to, że posłuszeństwo ich jest niedoskonałe i mniej ma zasługi; bo każde posłuszeństwo, jak się rzekło, jak i wszelkie inne cnoty, mierzy się miłością.

    Prawda jest, że z wielu przyczyn, bądź z powodu ślubu, który się składa w ręce przełożonego, bądź z powodu surowszej karności, która tam panuje, posłuszeństwo jest doskonalsze w Zakonie, niż poza nim. Wszystkie czyny zewnętrzne związane są z tym jarzmem i nie można go zrzucać do woli bez grzechu śmiertelnego, gdyż jest zatwierdzone przez święty Kościół i obowiązuje przez ślub.

    Nie tak jest z tymi, co są poza Zakonem. Związani są tylko miłością posłuszeństwa, a nie uroczystym ślubem. Mogą więc bez grzechu śmiertelnego uchylić się od posłuszeństwa względem tej osoby, jeśli mają słuszne powody to uczynić. Jednak nie wolno im wykręcać się zniechęceniem lub znużeniem: uchylanie się takie od posłuszeństwa byłoby grzechem bardzo ciężkim, lecz właściwie mówiąc nie byłoby grzechem śmiertelnym.

    Czy wiesz, jaka jest różnica między jednym a drugim? Taka, jak między tym, co zabiera rzecz cudzą, a tym co odbiera rzecz daną z miłości, bez zamiaru, co prawda, domagania się jej zwrotu, lecz i bez stwierdzenia daru na piśmie. Natomiast zakonnik uczynił dar na piśmie w swej profesji, mocą której zrzekł się siebie samego w ręce przełożonego i przyrzekł przestrzegać posłuszeństwa, wstrzemięźliwości i dobrowolnego ubóstwa. Przełożony zaś przyrzekł mu w zamian, jeśli będzie wierny swym zobowiązaniom aż do śmierci, dać mu życie wieczne.

    Tak więc, co do zobowiązań, miejsca i sposobu, to posłuszeństwo jest bardziej doskonałe, tamto mniej doskonałe; to daje więcej pewności i, jeśli się upadnie, jest bardziej pomocne do podźwignięcia się – tamto mniej jest pewne i mniej zabezpiecza. Jeśli człowiek upadnie, bardziej jest skłonny odwracać głowę, bo nie czuje się związany ślubem złożonym w profesji; jest w położeniu nowicjusza przed profesją, który do tej chwili może się wycofać, potem już nie.

    Lecz w jednym i drugim posłuszeństwie, jak ci rzekłem, zasługę mierzy się miłością prawdziwie posłusznego. Każdy więc, w jakimkolwiek stanie się znajduje, może mieć zasługę doskonałą, bo zależy ona tylko od miłości.

    Jednego powołuje do tego stanu, drugiego do innego, wedle skłonności każdego; lecz w obu stanach wszyscy mogą zasługiwać w pełni według miary swej miłości. Jeśli człowiek świecki kocha bardziej, niż zakonnik, otrzyma więcej; jeśli zakonnik kocha więcej, niż człowiek na świecie, tym większa będzie jego nagroda. I tak wszyscy inni.

    św. Katarzyna ze Sieny


  • Z wszystkich cnót, jak ci rzekłem, tylko miłość ma wstęp do życia trwałego.

    DIALOG O BOŻEJ OPATRZNOŚCI CZYLI KSIĘGA BOSKIEJ NAUKI
    CLXIII – O dostojności posłuszeństwa i o dobrach, których ono użycza prawdziwie uległym.

    Oto sposób, którego używa prawdziwie posłuszny i do którego ucieka się co dzień, by zwiększyć w sobie cnotę posłuszeństwa. W świetle wiary, pragnie szyderstw i zniewag, ciężkich brzemion, które nakłada nań przełożony, aby posłuszeństwo i jego siostra, cierpliwość, nie zardzewiały w nim i nie słabnąc były zawsze w pogotowiu, gdy potrzeba ich do działania. Łaknąc wciąż posłuszeństwa, nieustannie i bez przerwy pobudza struny pragnienia. Posłuszeństwo jest oblubienicą gorliwą, która nie chce być nigdy bezczynna.

    O posłuszeństwo lube, posłuszeństwo rozkoszne, posłuszeństwo słodkie! Posłuszeństwo promienne, bo rozpraszasz ciemności miłości własnej! Posłuszeństwo ożywiające, bo dajesz życie łaski duszy, która wybrała cię na oblubienicę i uwalniasz ją od woli własnej, która przynosi jej wojnę i śmierć!

    Jesteś szlachetne, bo stajesz się sługą każdego stworzenia obdarzonego rozumem. Jesteś dobrotliwe i litosne; z dobrocią i łagodnością dźwigasz wszelkie ciężary, bo towarzyszy ci męstwo i prawdziwa cierpliwość. Uwieńczone jesteś wieńcem wytrwałości. Nie przygnębia cię dokuczliwość przełożonego, nie przytłaczają cię wielkie ciężary, którymi on obarcza cię niepomiernie. Światło wiary uczy cię znosić wszystko. Jesteś tak bardzo związane z pokorą, że żadne stworzenie nie może wyrwać cię z rąk świętego pragnienia duszy, które cię obejmuje.

    Cóż rzec, najmilsza i najdroższa córko, o dostojności tej cnoty? Powiedzmy, że jest dobrem bez cienia. Przebywa ukryta w łodzi, zabezpieczona od wszystkich przeciwnych wiatrów. Dzięki niej, dusza wiosłuje ramionami Zakonu i przełożonych, a nie swoimi; bo prawdziwie posłuszny nie musi zdawać sprawy z siebie przede Mną; odpowiedzialny zań jest tylko przełożony.

    Rozmiłuj się, najmilsza córko, w tej chwalebnej cnocie! Chcesz podziękować Mi za dobrodziejstwa, które otrzymałaś ode Mnie, Ojca wiecznego? Bądź posłuszna. Posłuszeństwo dowiedzie ci, że nie jesteś niewdzięczną, bo pochodzi z miłości; posłuszeństwo przekona cię, że nie jesteś ciemna, bo pochodzi z poznania mej Prawdy. Jest ono dobrem poznanym w Słowie, które wskazało wam drogę posłuszeństwa, jako regułę i wzór, wytrwawszy w posłuszeństwie aż do haniebnej śmierci na krzyżu. Posłuszeństwo jego jest kluczem, który otworzył niebo; na posłuszeństwie jego oparte jest posłuszeństwo tak ogólne, jak i szczegółowe, jak ci to wyłożyłem na początku tej rozprawy.

    Posłuszeństwo to daje duszy światło, które jej ukazuje że jest wierna Mnie, wierna Zakonowi i przełożonym. W tym świetle najświętszej wiary, dusza zapomniała o sobie, nie szuka siebie dla siebie; bo przez posłuszeństwo, zdobyte w świetle wiary, dowiodła, że w woli swej umarła dla wszelkiego samolubnego uczucia, które wtrąca się w sprawy cudze, zamiast zajmować się swoimi. Tak przecie czyni nieposłuszny, który chce śledzić wolę rozkazodawcy, aby ją potem sądzić według swych niskich myśli i ciemnych przywidzeń, zamiast badać własną przewrotną wolę, która niesie mu śmierć.

    Prawdziwie posłuszny, przeciwnie, w świetle wiary ocenia zawsze dodatnio wolę przełożonego. Więc nie szuka swej woli własnej, zawsze skłania głowę i żywi duszę swoją wonią doskonałego posłuszeństwa. Im bardziej dusza postępuje w świetle najświętszej wiary, tym bardziej rośnie w duszy cnota posłuszeństwa. Miłość, bowiem zrodzona z posłuszeństwa wypływa z światła wiary. Bo w tym świetle wiary dusza poznaje siebie i Mnie, przez nie kocha Mnie, przez nie się uniża; i im bardziej Mnie kocha, im bardziej się uniży, tym bardziej jest posłuszna. Posłuszeństwo i siostra jego, cierpliwość, są więc znakiem, że dusza istotnie przywdziała szatę godową miłości, niezbędną, aby wejść do życia wiecznego.

    Posłuszeństwo otwiera niebo, lecz pozostaje u drzwi, a miłość, która dała ten klucz, wchodzi wnosząc owoce posłuszeństwa. Z wszystkich cnót, jak ci rzekłem, tylko miłość ma wstęp do życia trwałego. Lecz zasługą posłuszeństwa jest to, że jest kluczem, który otwiera. Przez nieposłuszeństwo pierwszego człowieka niebo zostało zamknięte, a posłuszeństwo pokornego, wiernego i nieskalanego Baranka, Jednorodzonego Syna mego, otworzyło życie wieczne, od tak dawna zamknięte.

    św. Katarzyna ze Sieny


  • muszą oczyścić oko swego intelektu z chmury miłości własnej

    DIALOG O BOŻEJ OPATRZNOŚCI CZYLI KSIĘGA BOSKIEJ NAUKI
    CLXII – O niedoskonałości tych, którzy żyją ozięble w Zakonie, wystrzegając się grzechu śmiertelnego. O sposobie wyjścia z tej oziębłości.

    O najdroższa córko, iluż jest tych, którzy dzisiaj w tej łodzi Zakonu szukają własnej korzyści? Jest ich mnóstwo i w porównaniu z nimi mała jest liczba prawdziwie posłusznych. To prawda, że wśród doskonałych i tych nieszczęśliwych jest wielu takich, co żyją w Zakonie byle jak. Nie będąc doskonali, jak być powinni, nie są też zupełnie źli. Ich sumienie jest dość czujne, by strzec się od grzechu śmiertelnego, lecz serce ich jest letnie i obojętne. Jeśli jednak nie przestrzegają w życiu ściśle obserwancji zakonnych, narażeni są na wielkie niebezpieczeństwa.

    Potrzebna im jest wielka gorliwość, muszą otrząsnąć się z senności i wznieść się ponad swą letniość. Jeśli w niej trwać będą niechybnie upadną. Jeśli przypadkiem udaje się. im tego uniknąć, żyją własnym trybem dla dogadzania sobie pod płaszczykiem Zakonu, stosując się raczej do zewnętrznych form Zakonu, niż do ducha Zakonu. Z braku światła pozwalają sobie często na zuchwały sąd o tych. którzy doskonalej przestrzegają ducha reguł, niż aktów zewnętrznych, podczas gdy oni dokonują ich dokładnie.

    Toteż jest rzeczą dla nich szkodliwą poprzestawać na tym byle jakim posłuszeństwie. Ta oziębłość czyni im posłuszeństwo bardzo mozolnym i poddają się mu z wielkim trudem. Dla obojętnego ich serca brzemię to jest zbył ciężkie. Dźwigając je męczą się bardzo z małym skutkiem. Uchybiają przeto doskonałości, na której drogę wstąpili i której obowiązani są przestrzegać. Choć czynią mniej złego, niż ci, o których opowiadałem, jednak czynią źle. Porzucili świat, nie aby strzec klucza posłuszeństwa ogólnego, lecz aby otworzyć niebo małym kluczem posłuszeństwa względem Zakonu; a mały ten klucz, przywiązany sznurem samowyrzeczenia i samowzgardy do pasa pokory, winni zawsze trzymać w ręce gorącej miłości, jak ci rzekłem.

    Wiedz, najdroższa córko, że zdolni są do wielkiej doskonałości, jeśli chcą. bo są jej bliżsi, niż inni, którzy ciężko grzeszą. Lecz z drugiej strony, trudniej im jest w ich stanie wyjść z niedoskonałości, niż grzesznikowi w sianie grzechu dźwignąć się ze swej nędzy. Czy wiesz dlaczego? Bo grzesznik widzi wyraźnie, że czyni źle, mówi mu o tym jego sumienie. Jeśli nie usiłuje wyjść z błędu, choć przyrodzone światło ukazuje mu, że to co czyni, jest złe. Przyczyną tego jest miłość własna, która pozbawiła go sił. Gdyby go spytać: Czy nie wiesz, że to co czynisz jest złe? Odpowiedziałby: Tak. lecz ułomność moja jest tak wielka, że, zdaje mi się, nie zdołam jej przemóc. To co mówi. nie jest prawdą, bo z pomocą moją. jeśli chce. może ją przemóc. Niemniej jednak wie, że źle czyni i przez poznanie to może wyzbyć się grzechu, jeśli chce.

    Ale ci letni, co nie czynią ani wielkiego zła, ani wielkiego dobra, nie znają oziębłości swego stanu, ani wiedzą, w jakim znajdują się niebezpieczeństwie. Nie widząc go, nie starają się go uniknąć, ani nic dbają o to, aby je im wskazać. Jeśli się im otworzy oczy, w obojętności serca trwają nadal w więzach długiego przyzwyczajenia.

    Co może ich wyrwać z tej oziębłości? Niech z nienawiścią do własnego zdania i mniemania o sobie pochwycą drwa poznania siebie i wrzucą je w ogień mej boskiej miłości, poślubiając na nowo, jakby dopiero co wstąpili do zakonu, święte posłuszeństwo pierścieniem najświętszej wiary. Niech nie śpią w tym stanie, który jest tak wstrętny Mnie i tak niebezpieczny dla nich. Przede wszystkim trzeba by im rzec słowa: Przekleństwo want, letni! Bodaj byście byli lodem.’ Jeśli się nie poprawicie, wyrzucę was z ust moich (Ap 3.15-16). Wyrzucę ich istotnie i w taki sposób jak rzekłem. Bo jeśli trwają w odrętwieniu, są bliscy upadku; i jeśli upadną, odrzucę ich. Wolałbym, abyście byli lodowaci, to jest, abyście byli zostali w świecie z posłuszeństwem ogólnym, które jest lodem wobec ognia prawdziwie posłusznych. Dlatego rzekłem: Bodajbyście byli przynajmniej lodem!

    Wytłumaczyłem ci te słowa, abyś nie popadła w błąd, sądząc, że wolę lód grzechu śmiertelnego, niż letniość niedoskonałości. Nie, nie mogę chcieć grzechu: nie ma we Mnie tego jadu. Jest Mi tak wstrętny, nawet w człowieku, że nie chciałem, by uszedł kary. Ponieważ człowiek był niezdolny znieść kary należnej za swój błąd, zesłałem Słowo, Jednorodzonego Syna mego, który wymierzył ją na własnym ciele przez posłuszeństwo.

    Niech więc dźwigną się z odrętwienia przez ćwiczenie, przez czuwanie, przez ciągłą modlitwę; niech wpatrują się w regułę Zakonu i sterników tej łodzi, którzy byli ludźmi, jak oni, urodzonymi w ten sam sposób i żywionymi tym samym chlebem. A Ja jestem tym samym Bogiem, co wtedy. Moc moja nie osłabła, wola moja nie przestała chcieć waszego zbawienia, mądrość moja nie skąpi wam światła, abyście poznali mą prawdę.

    Mogą więc, jeśli chcą, wyrwać się z odrętwienia, byle uświadomili sobie swój stan. Na to muszą oczyścić oko swego intelektu z chmury miłości własnej; a odzyskawszy światło, pospieszą drogą prawdziwie posłusznych. W ten sposób dojdą do celu; inaczej nie. Więc jest ratunek.

    św. Katarzyna ze Sieny


  • Ten klucz, którym miałeś otworzyć bramę nieba, odrzuciłeś od siebie i kluczem nieposłuszeństwa otworzyłeś piekło.

    DIALOG O BOŻEJ OPATRZNOŚCI CZYLI KSIĘGA BOSKIEJ NAUKI
    CLXI – O przewrotności, nędzach i cierpieniach nieposłusznego, i o gorzkich owocach, które rodzi nieposłuszeństwo.

    Zupełnie inny jest nieszczęsny los nieposłusznego, który przebywa w łodzi Zakonu. Cierpi on tak, zadając jednocześnie cierpienie innym, że już w tym życiu ma przedsmak piekła. Zawsze smutny, zawsze niespokojny, trapiony wyrzutami sumienia, niezadowolony z Zakonu, niezadowolony z przełożonego, jest nieznośny dla siebie samego.

    Teraz przypatrz się, córko moja, temu zakonnikowi, który wziął klucz posłuszeństwa względem Zakonu i popadł w nieposłuszeństwo. Stał się niewolnikiem nieposłuszeństwa, a ono stało się jego panią mającą w swym orszaku niecierpliwość, która idzie z nią w parze, pychę, która ją żywi i pochodzi z miłości własnej, i własną przyjemność. Wszelki ład jest przewrócony, na przekór temu, co ci rzekłem w związku z prawdziwym posłuszeństwem. Jakże może ten nieszczęsny, pozbawiony miłości, znaleźć co innego, niż cierpienie? Pycha każe mu podnosić głowę, gdy on musi schylać ją pod przymusem. Wszystkie chęci jego kłócą się z wolą Zakonu. Nakazują mu posłuszeństwo, a on lubuje się w nieposłuszeństwie. Narzucają mu dobrowolne ubóstwo, a on wzdryga się przed nim; posiada bogactwa i pragnie ich jeszcze więcej. Żądają od niego umiarkowania i czystości, a on marzy o rozpuście.

    Złamanie tych trzech ślubów, córko moja, jest dla zakonnika ruiną. Upadki jego są tak głębokie i żałosne, że z samego wyglądu zewnętrznego wydaje się nie zakonnikiem, lecz wcielonym diabłem, jak ci to rzekłem gdzie indziej obszerniej. Nie omieszkam jednak opowiedzieć ci o jego błędzie i o owocach, które przynosi jego nieposłuszeństwo, aby cię jeszcze bardziej przekonać o znakomitości posłuszeństwa.

    Nieszczęśliwy ten jest igraszką swej miłości własnej. Martwa wiara nie oświeca dostatecznie oka jego intelektu, które dało się, oczarować własnej zmysłowości i rzeczom ziemskim. Ciało jego opuściło świat, lecz serce jego w nim pozostało. Ponieważ posłuszeństwo zdaje mu się przykre, oddaje się nieposłuszeństwu, sadząc, że w ten sposób uniknie cierpienia. I oto brzemię staje się dlań o wiele cięższe, gdyż ostatecznie musi się poddać, albo z musu, albo z miłości. O ileż słodziej i łatwiej mu słuchać z miłości, niż bez miłości.

    O szalony! I któż go łudzi, jak nie on sam? Szuka przyjemności, a znajduje smutek, bo obmierzłe stają się mu własne czyny, które spełnia z narzuconego posłuszeństwa. Chce cieszyć się i radować, pragnąłby, aby życie to trwało wiecznie, a Zakon chce, aby był podróżnym i przypomina mu to ustawicznie. Gdy zaczyna przywiązywać się do jakiegoś miejsca, gdzie chętnie osiadłby na stałe dla swej przyjemności, musi je zmienić. I cierpi z powodu tej zmiany, bo wola jego żyje ciągle, ciągle gotowa rzec: nie. Lecz jeśli nie posłucha, zostanie zmuszony i poniesie karę przewidzianą przez dyscyplinę Zakonu. Tak żyje w ustawicznej udręce.

    Widzisz więc, że zwodzi się sam: chcąc uniknąć cierpienia, wpada w nie, bo zaślepienie nie pozwala mu poznać drogi prawdziwego posłuszeństwa; jest to droga prawdy, oparta na posłusznym Baranku. Jednorodzonym Synu moim, który ją pozbawił udręki. A on idzie drogą kłamstwa, myśląc, że znajdzie tam rozkosz, a spotyka cierpienie i gorycz. Co go tam ciągnie? Miłość, zrodzona z żądzy nieposłuszeństwa. Głupiec ten chce wiosłować własnymi ramiony po tym burzliwym morzu, zawierzając własnej nędznej umiejętności; nie chce dać się nieść ramionom Zakonu i przełożonego swego. Ciałem przebywa w łodzi Zakonu, lecz duchem jest gdzie indziej; opuścił ją swymi pragnieniami, nie przestrzegając reguł i zwyczajów Zakonu, i złamał trzy śluby, które obiecał chować w swej profesji. Oto jest na burzliwym morzu, miotany przeciwnymi wiatrami, przywiązany do łodzi tylko kawałkiem sukna, habitem, który nosi na ciele, ale nie w sercu.

    Nie jest to zakonnik, lecz człowiek przebrany za zakonnika. Czy nawet człowiek? Raczej tylko kształt człowieczy, który nie jest prawdziwym człowiekiem, bo w życiu swym jest gorszy od zwierzęcia. Czyż nie dostrzega, że zadaje sobie więcej trudu wiosłując ramionami własnymi, niż żeglując cudzymi? Czyż nie widzi, że grozi mu śmierć wieczna? Że jeśli ten kawałek sukna, łączący go z łodzią, zerwie ręka śmierci, nie będzie już dlań ratunku? Nie, nic nie widzi! Chmura miłości własnej, która wiedzie go do nieposłuszeństwa, pozbawiła go światła i nie pozwala mu widzieć własnego nieszczęścia. O żałosna ułudo!

    Jakiż owoc rodzi to złe drzewo? Owoc śmierci, bo korzenie jego uczucia pogrążone są w pysze. Soki swe ciągnie ono z przyjemności i miłości własnej. Wszystko, co z niego wychodzi, kwiaty, liście, owoce, gałęzie, jest zepsute, jest zgniłe. Trzy gałęzie, które dźwiga, posłuszeństwo, ubóstwo i wstrzemięźliwość, są zepsute przez jadowity sok, który śle im pień, uczucie źle umieszczone. Liśćmi są słowa nieprzystojne i tak swawolne, że nie uszłyby nawet w ustach świeckiego rozpustnika. Jeśli ma zwiastować mą Ewangelię, czyni to mową gładką, której jednak brak prostoty, bo celem jego nie jest żywić dusze dobrym ziarnem mego słowa, lecz popisywać się krasomówstwem.

    A kwiaty, kwiaty tego drzewa, jakże cuchną! Są to te płoche myśli, które przyjmuje chętnie, w których lubuje się rozkoszą; nie unika miejsc ani sposobności, które je budzą, owszem szuka ich sam, aby spełnić grzech, który jest owocem jadowitym, zabijającym życie łaski i zadającym śmierć wieczną. I jakże cuchnie owoc urodzony z kwiatu tego drzewa. Cuchnie nieposłuszeństwem, które każe podwładnemu badać i tłumaczyć w zły sposób wolę przełożonego. Cuchnie nieczystością, którą rozkoszuje się w długich rozmowach i podejrzanych spotkaniach z pobożnisiami.

    O nieszczęśliwy! Nie widzisz, że następstwem tych spotkań pod pozorem pobożności będzie gromada dzieci! Nie chciałeś mieć za dzieci cnót, jak prawdziwie posłuszny. Oto skutek nieposłuszeństwa!
    Widząc, córko moja, że przełożony nie pozwoli mu na to, czego pożąda jego przewrotna wola, stara się podejść go, ucieka się do słów na przemian ujmujących lub szorstkich, pochlebnych lub niegrzecznych, aż do zuchwalstwa. Nie ścierpi nic od brata swego, najmniejsze słowo, najdrobniejsza uwaga z jego strony wyprowadza go z równowagi. Wtedy wydaje z siebie jadowity owoc niecierpliwości, słowa gniewu i nienawiści do brata swego, przypisując nieżyczliwości jego to, co czynił dla jego dobra. Wszystko go gorszy, wszystko czyni życie jego smutnym, duchowo i cieleśnie. Czemuż nie lubi swego brata? Bo sam lubuje się w sobie zmysłowo.
    Unika celi, jak zarazy. Porzucił zrazu wewnętrzną celę poznania siebie, skąd doszedł do nieposłuszeństwa i nie może już przebywać w celi zewnętrznej.

    Nie widać go już w refektarzu: omija go jak osobistego nieprzyjaciela, dopóki ma z czego opędzać własne wydatki; gdy nie ma nic, sprowadza go tam niedostatek. O ileż lepiej czynią posłuszni, którzy zachowali ślub ubóstwa i nie mają nic do wydania. Pieniądz nie odciąga ich od słodkiego stołu wspólnego, gdzie posłuszny posila w pokoju i ciszy duszę i ciało. Nie zaprząta myśli poszukiwaniem ulubionych potraw, jak nieszczęśliwy, który unika refektarza, bo znajduje w nim tylko gorycz.

    Do chóru wchodzi zawsze ostatni i odchodzi pierwszy. Jeśli usta jego mówią, że jest bliski Mnie, serce jego jest ode Mnie daleko (por. Mk 7,6). Chętnie, gdy tylko może, unika kapitularza z obawy przed pokutami, które tam zadają, gdy musi się tam stawić, wolałby spotkać śmiertelnego wroga; jest zmieszany w duchu i czuje wstyd, którego nie doznawał z pewnością dopuszczając się nawet grzechów śmiertelnych. Cóż jest tego przyczyną? Nieposłuszeństwo.
    Nie zna czuwania ani modlitwy myślnej. Zaniedbuje nie tylko tę modlitwę, lecz często nie chce mu się odmówić oficjum, do którego jest obowiązany. Nie ma w nim miłości bratniej; kocha tylko siebie, i to nie miłością rozumną, lecz zwierzęcą. Tak wielkie są nieszczęścia, tak gorzkie owoce, które spadają na głowę nieposłusznego, że język ludzki nie mógłby ich wyrazić!

    O nieposłuszeństwo, które wyzuwasz duszę z wszelkiej cnoty i oblekasz ją we wszystkie występki! O nieposłuszeństwo, które pozbawiasz duszę światła posłuszeństwa! Ty odbierasz duszy pokój, by dać jej wojnę, odbierasz jej życie, by zadać śmierć! Wyrzucasz ją z łodzi obserwancji zakonnych, wtrącasz ją do morza, każąc jej płynąć siłą własnych ramion, bez pomocy ramion Zakonu. Oblekasz ją wszelką nędzą, skazujesz na śmierć głodową, pozbawiając ją zasługi posłuszeństwa, która miała być jej pokarmem. Nieustannie poisz ją goryczą, odbierasz jej wszelką pociechę i słodycz, wyzuwasz z wszelkiego dobra, pogrążając ją we wszelkiej niedoli. W tym życiu dajesz jej przedsmak okrutnych mąk. Jeśli się nie poprawi, zanim śmierć zerwie szmat sukna, który ją wiąże z łodzią, ty, o nieposłuszeństwo, zawiedziesz tę duszę na potępienie wieczne wraz z diabłami, którzy za to, że zbuntowali się przeciwko Mnie, runęli z nieba na dno otchłani. Taki sam jest los twój, o nieposłuszny, który zawsze buntowałeś się przeciw posłuszeństwu! Ten klucz, którym miałeś otworzyć bramę nieba, odrzuciłeś od siebie i kluczem nieposłuszeństwa otworzyłeś piekło.

    św. Katarzyna ze Sieny


  • miłość otwiera ramiona każdemu stworzeniu.

    DIALOG O BOŻEJ OPATRZNOŚCI CZYLI KSIĘGA BOSKIEJ NAUKI
    CLX – Jak prawdziwie posłuszni otrzymują sto za jedno i życie wieczne. Co należy rozumieć przez to jedno i przez to sto.

    Na tych prawdziwie posłusznych sprawdza się to, co rzekł Jednorodzony Syn mój, słodkie Słowo miłości. Gdy Piotr spytał: Mistrzu, opuściliśmy wszystko i poszliśmy za tobą! Co nam dasz za to? Prawda moja odpowiedziała: Dam wam stokroć więcej i posiądziecie życie wieczne (Mt 19,27-29; Mk 10,28–30; Łk 18,28-30). Jakby chciał rzec: Piotrze, uczyniłeś dobrze porzucając wszystko, inaczej nie mogłeś pójść za Mną, W zamian dam ci w tym życiu sto za jedno. Czym jest, najmilsza córko, to sto, po którym nastąpić ma życie wieczne? Co rozumiała przez to i co chciała rzec moja Prawda? Czy mówiła o dobrach doczesnych? Właściwie nie, choć niekiedy pomnażam je na rzecz tych, którzy udzielają hojnie jałmużny. Więc cóż to jest? Posłuchaj: ten, co daje mi swą wolę, daje Mi jedno, swą wolę. A ja za tę rzecz jedną daję mu sto.

    Skąd ta liczba sto? Bo sto jest liczbą doskonalą, do której nic możecie nic dodać, gdyż zaczniesz znów liczyć od pierwszej jedynki. Tak samo miłość jest najdoskonalsza z wszystkich cnót. nie można wznieść się do cnoty doskonalszej i nie można nic dodać do jej doskonałości, chyba że wrócisz do poznania siebie i zaczniesz nową setkę zasług; lecz zawsze dojdziesz tylko do stu, nie dalej. Oto stokrotność, którą dałem tym, co dali Mi jedno, swą wolę własną, przez posłuszeństwo ogólne czy też szczególne. Z tą setką otrzymujecie życie wieczne; bo tylko miłość wchodzi do nieba, jako wielka pani z plonem wszystkich cnót, które zostają zewnątrz. Tak miłość dociera aż do Mnie, życia trwałego, gdzie kosztuje się życia wiecznego, gdyż Ja jestem samym życiem wiecznym. Wiara nie wchodzi tło nieba, bo błogosławieni posiadają przez doświadczenie i w istocie, wszystko, w co wierzyli przez wiarę. Nie wchodzi tam też nadzieja, gdyż maja rzeczywiście to, czego się spodziewali. I tak jest ze wszystkimi cnotami. Tylko miłość wchodzi tam, jak królowa i posiada Mnie, który jestem jej posiadaczem.

    Widzisz więc, że te dziatki otrzymują za jedno sto i nadto, z ta stokrotnością życie wieczne. Ta stokrotność to ogień boskiej miłości. I ponieważ otrzymali ode Mnie tę stokrotność, trwają w prawdziwym weselu serca. Miłość nie zna smutku i wesele czyni serce szerokim i szczodrym, bez ciasnoty i fałszu. Dusza przeszyta tą strzałą okazuje zawsze twarzą i słowem tylko to, co ma w sercu; służy bliźniemu swemu bez obłudy i korzyści własnej, bo miłość otwiera ramiona każdemu stworzeniu. Toteż dusza, która ją posiada, nie zna nigdy cierpienia ni smutku, nie gnębi się niczym. Między posłuszeństwem i nią nie ma nigdy rozdźwięku, jest posłuszna aż do śmierci.

    św. Katarzyna ze Sieny


  • Posłuszny nie chce służyć po swojej myśli, wybierać czas i miejsce, jak mu się podoba, służy, jak tego wymaga Zakon i przełożony.

    DIALOG O BOŻEJ OPATRZNOŚCI CZYLI KSIĘGA BOSKIEJ NAUKI
    CLIX – O dostojności zakonników wiernych posłuszeństwa i o nędzy nieposłusznych

    Opowiedziałem ci o ośrodkach: są nimi te lodzie, które Duch Święty sporządził przez patriarchów. Przeto zaznaczyłem, że Duch Święty jest panem tych łodzi. Zbudowane zostały w świetle najświętszej wiary i światło to poucza was, że steruje nimi dobrotliwość moja, sam Duch Święty. Omówiwszy ośrodki czyli zakony i ich doskonałość, powiem ci teraz o posłuszeństwie i nieposłuszeństwie i o tych, co są w tej łodzi. Nie będę wchodził w szczegóły, nie będę prawił szerzej o tym Zakonie, niż o innym. Ukażę ci równocześnie występek nieposłuszeństwa i cnotę posłuszeństwa, aby przedstawić je wyraźniej przez przeciwstawienie ich sobie i określić, jak powinien postępować ten, co chce wstąpić do łodzi Zakonu.

    Jakąż więc drogę winien obrać ten, co chce dojść do posłuszeństwa szczególnego? Niech kroczy za światłem najświętszej wiary; ono pouczy go, że musi zabić wolę własny mieczem nienawiści wobec własnej zmysłowości, przyjmując oblubienicę i jej siostrę, które mu da miłość. Oblubienicą jest prawdziwe i chętne posłuszeństwo, siostra cierpliwość. Towarzyszy im karmicielka, którą jest pokora. Bez tej karmicielki, posłuszeństwo umarłoby z głodu. Bo posłuszeństwo nie może żyć w duszy, w której nie ma lej skromnej cnoty, pokory.

    Pokora też nic jest sama, ma za służebnicę wyrzeczenie, pogardę siebie i świata, która sprawia, że dusza ma siebie za nic; nie pragnie zaszczytów, lecz zniewag. W tym stanie śmierci winni wstępować do Zakonu ci, co są w wieku po temu. Lecz w jakikolwiek sposób klo wstępuje — a rzekłem ci, że mam różne sposoby powoływania ich — musi zdobyć i zachować w sobie tę doskonałość, ująć odważnie i niezłomnie klucz posłuszeństwa zakonnego. Klucz ten otwiera furtę, która znajduje się w bramie do nieba. Jest to furia zachowana dla tych, co nic poprzestali na posłuszeństwie ogólnym, tym grubym kluczu, otwierającym wielka bramę nieba. Uzbroili się w klucz cieńszy, który pozwala wejść przez furtę niską i ciasna. Furta ta jest nieodłączna od wielkiej bramy, jak to się widzi w bramach zwyczajnych. Gdy mają już ten cienki klucz w ręce, winni go zachować; nie wolno go im odrzucać.

    Ci prawdziwie posłuszni zrozumieli dzięki światłu wiary, że z brzemieniem bogactw i ciężarem woli własnej nie mogą przejść przez tę furtę; że próbując tego wyczerpaliby się w daremnych trudach i mogliby stracić życie; że zapędzając się z podniesionym czołem i nie schylając głowy, złamaliby, chcąc nic chcąc. kark. Więc odrzucili brzemię bogactw i własną wolę, aby przestrzegać ślubu dobrowolnego ubóstwa i nie chcą już nic posiadać. Bo dzięki światłu wiary przejrzeli, na jakie narażali się niebezpieczeństwo. Uchybiliby posłuszeństwu, łamiąc złożony ślub dobrowolnego ubóstwa.

    Stąd prosta droga do pychy, gdyż wola podnosi głowę; jeśli niekiedy zmuszeni są do posłuszeństwa, skłaniają czoła nie przez pokorę, ale z pychą, schylają głowę pod przemocą. Przemoc tylko przełamuje ich wolę, i słuchają z odrazą do Zakonu i do przełożonego swego.

    Niebawem wpadają niepostrzeżenie w inne niebezpieczeństwo, łamią ślub czystości. Bo kto nie opanował swych żądz, kto nie wyzuł się z dóbr doczesnych, szuka licznych znajomości i znajduje wielu przyjaciół, którzy kochają go dla własnej korzyści. Od znajomości przechodzą do ściślejszych stosunków; ciało ich łaknie rozkoszy. Ponieważ nie mają karmicielki pokory, ani siostry jej, wyrzeczenia, pieszczą się sobą, dogadzają sobie w dobrobycie, nie jak zakonnicy, lecz jak panowie. Zaniedbują czuwania i modlitwy. Nie mogliby pozwalać sobie na to i na wiele innych rzeczy, gdyby nie mieli pieniędzy, aby nastarczyć tym wszystkim wydatkom. W ten sposób wpadają w nieczystość: w nieczystość ciała lub przynajmniej ducha; bo jeśli czasem powstrzymuje ich wstyd, jeśli nie maja sposobności zaspokoić swych złych zamiarów, dopuszczają się jednak zła w sercu. Przy tych licznych znajomościach, przy tej dbałości o ciało, wobec tego nadużywania pokarmu i niechęci do czuwania i modlitwy, jakżeby mogli zachować czystość duszy? Doskonale posłuszny, dzięki światłu najświętszej wiary, spostrzega z daleka te wszystkie niebezpieczeństwa, jakie sprowadza posiadanie bogactw i obarczenie się wolą własna. Widzi jasno, że musi przejść przez ciasną furtę i że nie przejdzie przez nią żywy, jeśli nie posiądzie, dla otwarcia jej klucza posłuszeństwa. Rzekłem ci. że nie ma innego sposobu, aby przejść przez nią. Nie wolno mu opuścić lodzi Zakonu. Chcąc nie chcąc, musi przejść przez ciasną furtę posłuszeństwa względem swego przełożonego.

    Tak to doskonale posłuszny wznosi się ponad siebie i opanowywa swą wolę własną. Wiarą żywą wznosi się ponad własne uczucia. W domu duszy swojej umie z nienawiści uczynić sobie sługę, który mu pomaga do wypędzenia nieprzyjaciela, miłości własnej. Nic chce bowiem, aby jego oblubienica, posłuszeństwo, dana mu przez matkę miłość, i poślubiona pierścieniem wiary, doznała odeń najmniejszej obrazy. Toteż wzywa nienawiść, aby wyrzucić nieprzyjaciela, miłość własną, i oddać oblubienicy towarzyszkę i karmicielkę, z którą nie może być rozłączona. Miłość posłuszeństwa więc wprowadza doń prawdziwych przyjaciół oblubienicy, rzeczywiste cnoty, obyczaje, praktyki Zakonu. Gdy ta słodka oblubienica bierze w posiadanie swój dom, towarzyszy jej siostra, cierpliwość, i karmicielka pokora, mające w swym orszaku wyrzeczenie i pogardę siebie. Kiedy posłuszeństwo tak weszło już w duszę, ma tam pokój i ciszę, gdyż wszyscy nieprzyjaciele są wypędzeni. Mieszka w ogrodzie prawdziwej wstrzemięźliwości, źrenicą wiary chłonie światło ze słońca intelektu oglądając swój jedyny przedmiot. Prawdę moją. Znajduje w niej ogień, który podnieca ten żar wszystkich sług, tworzących jej orszak, bo z płomienną miłością przestrzega reguł Zakonu.

    Jacyż to nieprzyjaciele czyhają zewnątrz? Głównym jest miłość własna, która stwarza pychę, nieprzyjaciela miłości i pokory; dalej niecierpliwość, która niszczy cierpliwość, nieposłuszeństwo wrogie posłuszeństwu; niewiara gasząca wiarę; zarozumiałość i zaufanie do siebie przeciwne prawdziwej nadziei, którą dusza powinna pokładać we Mnie; niesprawiedliwość niezgodna ze sprawiedliwością; głupota z roztropnością; nieumiarkowanie z umiarkowaniem; przekraczanie obyczajów Zakonu z wiernością obserwancjom zakonnym. Nadto złe obyczaje tych, którzy żyją w grzechu i nie mogą dostosować się do prawidłowego życia dobrych zakonników.

    Oto okrutni nieprzyjaciele nieposłuszeństwa. I ileż innych! Gniew wrogi życzliwości; okrucieństwo wrogie litości, zapalczywość wroga dobrotliwości; nienawiść cnoty wroga miłości cnoty; nieczystość wroga czystości; niedbałość wroga gorliwości; ciemnota wroga poznaniu i długi sen wrogi czuwaniu i ciągłej modlitwie.

    Gdy dusza, dzięki światłu wiary, zrozumiała że wszystko to są nieprzyjaciele gotowi znieważyć oblubienicę jej, posłuszeństwo, wzywa nienawiść, aby wygnała wszystkich nieprzyjaciół, i miłość, aby otoczyła ją przyjaciółmi. Nienawiść mieczem swym zabija przewrotną wolę, która, żywiona przez miłość własną dawała życie wszystkim nieprzyjaciołom prawdziwego posłuszeństwa. Uciąwszy głowę temu głównemu wrogowi, który utrzymywał wszystkich innych, dusza jest wolna i mieszka w spokoju niezmąconym. Nie boi się wojny, gdyż pozbyła się wszystkiego, co mogło być dla niej przyczyną goryczy i smutku.

    Cóż mogłoby ją zaniepokoić? Zniewaga? Nie, bo jest cierpliwa, a cierpliwość jest siostrą posłuszeństwa. Ciążą jej przepisy Zakonu? Nie, bo posłuszeństwo każe jej ich przestrzegać. Czy samo posłuszeństwo jest dla niej ciężkim brzemieniem? Nie, bo zdeptała swą wolę własną i nie chce badać ani osądzać woli przełożonego. Dzięki światłu wiary widzi w jego woli moją wolę. Czy przełożony rozkazuje czy milczy, ona we wszystkim widzi tylko moją dobrotliwość, która zrządza wszystko dla jej zbawienia. Czy doznaje odrazy czy nudy mając spełniać niskie posługi Zakonu, albo znosząc szyderstwa i naigrawania, nagany, upokorzenia i wzgardę, które ją spotykają ze strony ludzi? Czy cierpi dlatego, że mają ją za nic? Nie, bo umiłowała samowyrzeczenie i samopogardę; żywi do siebie doskonałą nienawiść; lubuje się w swej cierpliwości, drży z radości, jest pełna wesela w towarzystwie swej oblubienicy, prawdziwego posłuszeństwa. Smuci się tylko na widok obrazy, wyrządzonej Mnie, jej Stwórcy.

    Przestaje tylko z tymi, co boją się Mnie prawdziwie. Jeśli jednak musi stykać się z tymi, co powstali przeciw mojej woli, to nie dlatego, aby naśladować ich błędy, lecz aby ich wyrwać z ich nędzy. W swej miłości bratniej chciałaby dzielić się z nimi dobrem, które nosi w sobie, bo widzi, że więcej chwały i sławy przybędzie imieniu mojemu, jeśli zwiększy dokoła siebie liczbę tych, co przestrzegają porządku. Więc stara się przypomnieć ich obowiązki zakonnikom i laikom, słowem, modlitwą, każdym możliwym sposobem, pragnąc tylko wydobyć ich z ciemności grzechu śmiertelnego. Więc czy obcuje ze sprawiedliwymi czy z grzesznikami, wszystkie stosunki prawdziwie posłusznego są dobre i doskonałe, kierowane przez miłość szczodrobliwą i pełną ładu.

    Celę swą zamienia on w niebo, radując się rozmową i obcowaniem ze Mną, swym Panem i Ojcem wiecznym, w głębokiej miłości, unikając bezczynności przez pokorne i ciągłe modlitwy. Kiedy urojenia, przez ułudę diabła, oblegają go w jego celi, nie wyciąga się na łożu lenistwa, oddając się spoczynkowi; nie rozbiera rozumem poruszeń swego serca i swych myśli. Unika bezczynności. Z nienawiścią wznosi się ponad siebie i ponad swą zmysłowość, aby z prawdziwą pokorą i cierpliwością znieść próbę, która nawiedza jego duszę; opiera się napaściom przez czuwanie i modlitwy. Utkwiwszy oko swego intelektu we Mnie, widzi dzięki światłu wiary, że pomoc dlań jest we Mnie, że mogę, umiem i chcę mu pomóc. Otwieram mu ramiona mej czułości i zapraszam go, aby uciekał od siebie i przybył do Mnie. Jeśli modlitwa myślna, w zmąceniu i wstrząśnieniu ducha, zda mu się przychodzić z trudem, ucieka się do modlitwy ustnej, lub do ćwiczenia cielesnego, aby nie trwać w bezczynności; i zwraca się do Mnie, przekonany, że miłość moja nie odmówi mu niczego. Z głębi duszy prawdziwa pokora szepce mu, że jest niegodny pokoju i spoczynku ducha, którymi cieszą się inni słudzy moi i że zasłużył na wszystkie kary. Poniżywszy się tak sam w swej duszy, przez nienawiść i pogardę siebie, mniema, że nie będzie mógł nigdy dość cierpieć. Jednak nie przestaje pokładać nadziei w mojej opatrzności. Pełen wiary, dzierżąc klucz posłuszeństwa, przepływa w łodzi Zakonu to burzliwe morze. W ten sposób, mieszkając w celi, unika bezczynności.

    Posłuszny stara się wchodzić pierwszy do chóru i odchodzić ostatni. Widząc brała bardziej posłusznego i gorliwego, niż on sam, odczuwa świętą zazdrość i stara się ukraść mu tę cnotę, nie chce jednak, aby się w tamtym zmniejszyła. Gdyby tego pragnął, byłoby to przeciwne miłości bliźniego.

    Posłuszny nie ucieka z refektarza, uczęszcza doń stałe i lubi dzielić stół z ubogimi. Aby zaznaczyć, że miły mu jest stół wspólny i nie mieć sposobności jadania gdzie indziej, wyzbywa się wszelkiego majątku, przestrzega ściśle ślubu ubóstwa i to tym doskonalej, że nie dba o potrzeby cielesne. W celi jego nie ma żadnych ozdób, pełna jest ona woni ubóstwa. Nic boi się on, że okradną go złodzieje, że pleśń lub mole zjedzą mu szaty (por. Mt 6,19-20; Łk 12,33). Jeśli otrzyma jakiś dar, nie chowa go dla siebie, lecz dzieli się nim z braćmi, nie troszcząc się o jutro, rad, gdy zaspokoił potrzeby dnia. Myśli jedynie o królestwie niebieskim (por. Mt 6,33-34). Pragnie tylko w sposób najdoskonalszy przestrzegać prawdziwego posłuszeństwa. Aby kroczyć lepiej droga pokory, poddaje się wszystkim, małemu jak wielkiemu, biedakowi jak bogaczowi; staje się sługą wszystkich, nie uchylając się od żadnej pracy, służąc każdemu z miłością. Posłuszny nie chce służyć po swojej myśli, wybierać czas i miejsce, jak mu się podoba, służy, jak tego wymaga Zakon i przełożony.

    Wszystko to czyni bez smutku i znudzenia, prawdziwie i doskonałe posłuszny. Z kluczem tym w ręku, przechodzi bez trudu i przymusu przez ciasną furtę, gdyż przestrzegał i przestrzega zawsze ślubu dobrowolnego ubóstwa, czystości i doskonałego posłuszeństwa, zdeptawszy pychę i poddawszy się jarzmu posłuszeństwa przez pokorę. Więc przechodząc przez ciasną furtę, nie rozbije głowy z niecierpliwości. Znosi wszystko z męstwem i wytrwałością, które są przyjaciółmi posłuszeństwa. Wytrzymuje napaści diabla, udręczając i umartwiając swe ciało, odmawiając mu uciech i przyjemności, i narzucając mu wszystkie trudy reguły, z wiarą i bez wzgardy. Jak dziecko, które nie żywi urazy z powodu kary z ręki ojca, czy z powodu wyrządzonych mu krzywd, prawdziwy zakonnik nie zachowuje w pamięci goryczy upokorzeń, trudów, nagan, których doznał ze strony przełożonego swego. Gdy ten go wzywa. wraca doń pokornie, bez nienawiści, bez gniewu, bez urazy, lecz z życzliwością i słodyczą.

    O tych to dzieciach mówił Chrystus, Prawda moja, gdy wobec uczniów spierających się między sobą, kto z nich jest największy, kazał zbliżyć się dziecku i rzekł; Pozwólcie dziatkom przychodzić do Mnie, albowiem takich jest królestwo niebieskie. Ktokolwiek nie sianie się. maluczkim, jak to dziecko, i nie będzie żyt jak ono, nie wejdzie do królestwa niebieskiego (Mk 10,14-15; Łk 18,16-17; Mt 18,3.19,14). Bo, najdroższa córko, kto się poniży, będzie wywyższony, a kto SIĘ wywyższy, będzie poniżony (Mt 23,12; Łk 14,11.18,14). jak dodała Prawda moja.

    Słusznie więc tych maluczkich, tych pokornych, którzy uniżyli się z miłości do Mnie, którzy stali się sługami przez prawdziwe i święte posłuszeństwo, którzy nie naruszyli reguł Zakonu i nie sprzeciwiali się przełożonemu swemu, wywyższę. Ja. Pan i Ojciec wieczny, wśród prawdziwych obywateli błogosławionego życia, gdzie wszystkie trudy ich znajdą nagrodę. W tym życiu mają przedsmak życia wiecznego.

    św. Katarzyna ze Sieny


  • Zaprawdę, Dominik i Franciszek to dwie kolumny w świętym Kościele

    DIALOG O BOŻEJ OPATRZNOŚCI CZYLI KSIĘGA BOSKIEJ NAUKI
    CLVIII – Jak dochodzi się od posłuszeństwa ogólnego do szczególnego. O dostojności Zakonów.

    Dusza, która z miłością wzięła na siebie jarzmo posłuszeństwa względem przykazań, idąc na naukę Prawdy mej w sposób, który ci wyłożyłem, dojdzie przez ćwiczenie się w cnotach i spełnianie przepisów do posłuszeństwa szczególnego”, wiedziona tym samym światłem, które doprowadziło ją do pierwszego. Światło najświętszej wiary ukaże jej w krwi Baranka, który jest moją Prawdą, niewymowną miłość, którą żywię dla niej i własną ułomność, która nie pozwala jej odwzajemnić tej miłości tak doskonale, jak powinna. Bada ona w świetle tej wiary, gdzie i jak mogłaby oddać Mi to, co należy, zdeptać własną zmysłowość i zabić swą wolę. Szukając, znajduje dzięki temu światłu właściwe miejsce, to jest święty zakon, ustanowiony przez Ducha Świętego i przeznaczony dla wszystkich dusz, chcących osiągnąć tę doskonałość, jako łódź, która zawiedzie je do przystani zbawienia.

    Panem tej łodzi jest sam Duch Święty; nie zbacza ona z drogi przez błąd zakonnika, który przekracza regułę; błąd ten szkodzi jemu, nie jej. Wprawdzie sternik może zdać ją na łaskę fal, jak czynią źli pasterze, przełożeni, postawieni u steru przez pana łodzi. Lecz łódź ta w sobie daje tyle ukojenia, że język twój nie zdołałby tego wyrazić.

    Powiadam więc, że ta dusza, która podnieciła w sobie święte pragnienie przez nienawiść siebie, znalazłszy dzięki światłu wiary to schronienie, osiada w nim. Wchodzi tam martwa, jeśli jest posłuszna, jeśli w sposób doskonały przestrzegała posłuszeństwa ogólnego; jeśli jednak wchodzi tam jeszcze w stanie niedoskonałym, nie przeszkadza jej to dojść do doskonałości. Dojdzie do niej niewątpliwie, jeśli zechce pielęgnować w sobie cnotę posłuszeństwa. Można rzec, że większość tych, co wstępują do zakonu, nie przestrzegała w sposób doskonały posłuszeństwa względem przykazań. Niektórzy czynili to; inni wstąpili bądź to z dziecięcej nierozwagi, bądź to z obawy, lub ze zmartwienia, czy też pod wpływem pochlebstwa. Rzecz główna potem, aby ćwiczyli się w cnocie i trwali w niej aż do śmierci. O ich powołaniu nie można sądzić na podstawie ich doskonałości, lecz według ich wytrwałości. Wielu było takich, co wstąpili, zdawało się, w stanie doskonałym, i potem odwrócili głowę wstecz, lub żyli w zakonie w stanie wielce niedoskonałym. Warunki i okoliczności, towarzyszące ich wstąpieniu do łodzi, są zrządzone przeze Mnie, który wzywam ich różnymi sposoby; nie świadczą one dostatecznie o niczym; ważny jest skutek czyli prawdziwe posłuszeństwo, z jakim się trwa po wstąpieniu do zakonu.

    Łódź ta jest bogato wyposażona. Kto się jej powierzy, niech się nie troszczy o swe potrzeby duchowe i doczesne. Jeśli jest prawdziwie posłuszny i wiernie przestrzega reguły, sam pan łodzi. Duch Święty, zaopatruje go we wszystko, jak ci rzekłem mówiąc o mojej opatrzności i tłumacząc ci, że jeśli słudzy moi są ubodzy, nie są zmuszeni żebrać.

    Tak samo tym, którzy wstępują do zakonu, nie brak nigdy tego, co niezbędne. Doświadczyli i wciąż doświadczają tego ci, co przestrzegali i przestrzegają posłuszeństwa w zakonie. Przecież wiesz, że w czasach, kiedy w zakonach kwitła ta cnota wraz z ubóstwem i miłością bratnią, nie brakło im nigdy dóbr doczesnych; zasoby przewyższały nawet ich potrzeby. Lecz gdy zaraziła ich miłość własna, gdy zaczęli wieść życie odosobnione, gdy zaniechali posłuszeństwa, zmniejszył się też dostatek i nędza ich zaczęła wzrastać w miarę posiadania. Słuszna kara za nieposłuszeństwo, którego owoce widzieć mogą w najdrobniejszych rzeczach. Bo gdyby byli posłuszni, przestrzegaliby ślubu ubóstwa, nie posiadaliby niczego na własność ani żyli w odosobnieniu.

    Znajduje się też na tej łodzi skarb świętych reguł, ustanowionych z taką mądrością i z takim światłem przez tych, którzy stali się przybytkami Ducha Świętego. Spójrz z jakim ładem Benedykt urządził łódź swoją.

    Spójrz, w jaką doskonałość, w jaką woń ubóstwa, w jakie perły cnót wyposażył swą łódź Franciszek. Pchnął ją na drogę wysokiej doskonałości, którą pierwszy w sobie urzeczywistnił; dał uczniom swym za oblubienicę prawdziwe i święte ubóstwo, które sam wybrał, przez zaparcie się siebie i samowzgardę. Nie pragnął podobać się żadnemu stworzeniu poza moją wolą, lecz chciał być niczym w oczach świata. Umartwiał swe ciało, unicestwiał swą wolę, przyoblekał się w hańby, cierpienia i zniewagi dla miłości pokornego Baranka, z którym miłośnie związał się i przygwoździł do krzyża (por. Ga 2,19), tak, że przez szczególną łaskę, zjawiły się na ciele jego rany mej Prawdy, ukazując w naczyniu jego ciała płomienne uczucie jego duszy. Tak wytyczył drogę innym.

    Lecz spytasz Mnie: Czyż inne zakony nie są oparte na tym samym ubóstwie? Tak, lecz dla żadnego z nich nie jest ono dobrem głównym. Rzecz ma się tak jak z cnotami. Wszystkie cnoty są ożywiane przez miłość, a jednak, jak ci rzekłem na innym miejscu, każdy ma swą cnotę właściwą, ten taką, ów inną, choć wszyscy posiadają miłość. Biedaczynie Franciszkowi było właściwe prawdziwe ubóstwo i z miłości, którą żywił do niego, uczynił zasadę na swej łodzi, ustanawiając w niej ścisłą karność, dla dusz nie zwykłych, lecz doskonałych, nielicznych, lecz dobrych. Powiadam nielicznych, bo niewielu tylko wybiera tę doskonałość. Lecz wskutek rozluźnienia karności zwiększyła się ich liczba i jednocześnie zmniejszyła się cnota. Nie jest to wina łodzi, lecz skutek nieposłuszeństwa podwładnych i niedbałości sterników.

    Spójrz teraz na łódź ojca twego Dominika, umiłowanego syna mojego i zobacz, z jak doskonałym ładem wszystko urządził. Chciał, aby bracia jego mieli na myśli tylko chwałę moją i zbawienie dusz, przez światło wiedzy. To światło chciał uczynić zasadą swego Zakonu, nie zrzekł się jednak prawdziwego i dobrowolnego ubóstwa. Dowodem, że go przestrzegał i że brzydził się bogactwem, jest przekleństwo, które testamentem przekazał w dziedzictwie synom swoim, którzy posiadają cośkolwiek w jego Zakonie prywatnie czy wspólnie. Jest to znak, że obrał sobie za oblubienicę królową biedę.

    Lecz właściwym przedmiotem swego Zakonu uczynił światło wiedzy, aby wytępić błędy, które powstały w tym czasie. Podjął urząd Słowa, Jednorodzonego Syna mojego. Wydawał się w świecie wprost apostołem, tak wielka była prawda i blask, z jakim siał słowo, rozpraszał ciemności i rozlewał światło. Był sam światłem, które dałem światu za pośrednictwem Maryi i umieściłem w mistycznym ciele świętego Kościoła, dla tępienia herezji. Za pośrednictwem Maryi, rzekłem. Dlaczego? Bo Maryja dała mu habit zakonny: Jej to dobroć moja poleciła tę troskę.

    U jakiego stołu żywi on synów swoich światłem wiedzy? U stołu krzyża. Krzyż jest stołem, przy którym zasiada święte pragnienie, aby żywić się duszami dla chwały mojej. Dominik chciał, aby synowie jego przez całe życie trwali przy tym stole, szukając z pomocą światła wiedzy, chwały i sławy imienia mego i zbawienia dusz. I aby nie zaprzątali się niczym innym, uwolnił ich od troski o rzeczy doczesne, rozkazując im być biednymi. Czyż tracił wiarę, bojąc się, że nie będą zaopatrzeni w potrzebie? Nie tracił jej, był uzbrojony wiarą i pokładał niewzruszoną nadzieję w mej opatrzności.

    Chciał, aby synowie jego żyli w posłuszeństwie i ulegle spełniali to, do czego zostali przeznaczeni. Ponieważ nieczystość zaciemnia oko intelektu (i nie tylko intelektu, również naturalny wzrok słabnie wskutek tego nikczemnego występku), więc nie chcąc, aby przygasło światło, które przyczynia się znakomicie do lepszego zdobycia jasnej wiedzy, ustanowił trzeci ślub czystości, nakazując, aby wszyscy go przestrzegali z prawdziwym i doskonałym posłuszeństwem. Dziś nie bardzo go przestrzegają. Zmieniają w ciemność nawet światło wiedzy, omraczając je pychą. Nie aby ciemniało samo światło, lecz ciemnieje ich dusza. Gdzie jest pycha, tam nie może być posłuszeństwa. Rzekłem ci już, że człowiek jest o tyle posłuszny, o ile jest pokorny, i jest o tyle pokorny, o ile jest posłuszny. Łamiąc ślub posłuszeństwa najczęściej łamie też ślub czystości, bądź czynem, bądź myślą.

    Dominik umocnił swą łódź trzema linami: posłuszeństwem, czystością i prawdziwym ubóstwem. Zaprowadził na niej karność królewską, nie chcąc, aby reguła jego obowiązywała pod karą grzechu śmiertelnego. Ja, światło prawdziwe, oświeciłem go w tym względzie. Opatrzność moja miała na uwadze słabość mniej doskonałych, bo nie wszyscy są jednako doskonali w tym życiu. Toteż i doskonali, i niedoskonali czują się dobrze w tej łodzi. Dominik zgadza się z moją Prawdą, chcąc nie śmierci grzesznika, lecz aby nawrócił się i żył (por. Ez 33,11). Toteż Zakon jego jest łagodny, wesoły i wonny: jest sam przerozkosznym ogrodem.

    Lecz nieszczęśliwi, którzy nie przestrzegają reguły i przekraczają rozkazy, sprawili, że ogród zachwaścił się i zdziczał. Nie ma już woni cnoty ani światła wiedzy w tych, których Zakon żywi na swym łonie. Nie oskarżam Zakonu, bo sam przez się, jak ci rzekłem, jest pełen rozkoszy; lecz nie jest już tym, czym był na początku. Był kwiatem, posiadał ludzi wielkiej doskonałości, którzy przypominali świętego Pawła blaskiem swego światła. Ledwo oczy ich spostrzegły ciemności błędu, już się rozproszyła.

    Spójrz na pełnego chwały Tomasza. Szlachetne oko jego intelektu pogrążone było w przyglądaniu się mej Prawdzie. Tam otrzymało światło nadprzyrodzone i wiedzę wlaną przez łaskę; i tę łaskę uzyskał raczej przez modlitwy, niż przez studia. Był najpłomienniejszą pochodnią, która rozlewa światło w Zakonie jego i w całym ciele mistycznym świętego Kościoła, rozpraszając ciemności herezji.

    Spójrz na Piotra, dziewicę i męczennika, który blaskiem krwi swojej wzniósł światło w ciemności wielu herezji; żywił do nich taką nienawiść, że był gotów oddać życie. Dopóki żył, modlił się tylko, kazał, rozprawiał z heretykami, spowiadał, głosił prawdę i krzewił wiarę; nieustraszony, wyznawał ją nie tylko w ciągu życia, lecz nawet w śmierci. W chwili konania pod ciosami zabójcy, gdy brakło mu głosu i atramentu, umaczał palec w krwi swojej. Nie mając pergaminu, chwalebny męczennik schyla się i pisze na ziemi swe wyznanie wiary: Credo in Deum. Serce jego płonęło tak ogniem mej miłości, że nie zwolnił kroku, nie odwrócił głowy, wiedząc, że idzie na śmierć. Objawiłem mu przedtem, w jakich okolicznościach ma umrzeć, lecz on, prawdziwy rycerz bez trwogi, wyszedł na pole bitwy.

    Mógłbym ci opowiedzieć o wielu innych, którzy, choć nie ponieśli męczeństwa krwi, doznali go przez pragnienie, jak święty Dominik. Iluż robotników wysłał ten ojciec, by pracowali w jego winnicy, wyrywając ciernie występków i sadząc cnoty!

    Zaprawdę, Dominik i Franciszek to dwie kolumny w świętym Kościele: Franciszek przez ubóstwo, które było jego cechą właściwą, Dominik przez wiedzę.

    św. Katarzyna ze Sieny


  • posłuszeństwo najdoskonalsze

    Wysłany dnia: przez D.S.M. Komentarz

    DIALOG O BOŻEJ OPATRZNOŚCI CZYLI KSIĘGA BOSKIEJ NAUKI
    CLVII – O tych, co kochają tę cnotę tak, że nie poprzestają na posłuszeństwie ogólnym względem przykazań, lecz narzucają sobie posłuszeństwo szczególne.

    Są tacy, najmilsza córko, w których wciąż wzmaga się słodki ogień miłości tego posłuszeństwa, wraz z nienawiścią własnej zmysłowości. Bo miłość ta idzie w parze z nienawiścią i nienawiść ta wzrasta ze wzrostem tej miłości. Miłość ich i nienawiść dochodzą do tego stopnia, że nie poprzestają już oni na posłuszeństwie ogólnym względem przykazań prawa, które obowiązują ich wszystkich, jeśli chcą uniknąć śmierci i posiąść życie: narzucają sobie oni jeszcze posłuszeństwo szczególne, które prowadzi ich wprost do wielkiej doskonałości. Więc oprócz przykazań, przestrzegają też rad, nie tylko w duchu, lecz i aktualnie.
    Z nienawiści do siebie i dla całkowitego zabicia swej woli, chcą związać się ciaśniej, poddając się jarzmu posłuszeństwa w świętym zakonie lub czynią to poza zakonem, uzależniając swą wolę od kierownika, aby łatwiej otworzyć niebo. Są to ci, o których rzekłem, że wybrali posłuszeństwo najdoskonalsze.

    Opowiedziałem ci o posłuszeństwie ogólnym, a ponieważ wiem, że pragniesz coś usłyszeć o posłuszeństwie szczególniejszym, które prowadzi do wielkiej doskonałości, opowiem ci teraz o nim; bo są one tak ściśle z sobą związane, że jak ci rzekłem, nie można jednego oddzielić od drugiego.

    Wyjaśniając ci posłuszeństwo ogólne, rzekłem, skąd ono pochodzi, gdzie można je znaleźć i co może nas go pozbawić. Zachowam ten sam porządek, mówiąc ci o posłuszeństwie szczególnym.

    św. Katarzyna ze Sieny


  • Wyjdźcie z swego zaślepienia i oziębłości i z ogniem miłości oddajcie się temu posłuszeństwu, aby kosztować życia wiecznego wraz z tymi, co przestrzegają prawo.

    Wysłany dnia: przez D.S.M. Komentarz

    DIALOG O BOŻEJ OPATRZNOŚCI CZYLI KSIĘGA BOSKIEJ NAUKI
    CLVI – Tu jest mowa zarazem o nędzy nieposłusznych i o dostojności posłusznych.

    Wiedz, najdroższa córko, że wszystko uczyniła dobroć i opatrzność moja w tym celu, aby Słowo naprawiło ten klucz posłuszeństwa. Lecz ludzie tego świata, którzy nie posiadają żadnej cnoty, robią wszystko na odwrót.

    Są oni, jak nieokiełznane zwierzęta. Straciwszy wędzidło posłuszeństwa, pędzą od złego do gorszego, od grzechu do grzechu, od nędzy do nędzy, od ciemności do ciemności, od śmierci do śmierci, aż po krawędź przepaści, aż po kres życia, nosząc w głębi sumienia robaka, który toczy ich bez przerwy. Mogliby wprawdzie jeszcze wrócić do jarzma posłuszeństwa, aby poddać się ochotnie przykazaniom prawa i wyzyskać pozostały im czas, żałując za winy nieposłuszeństwa, lecz ciężki jest ten powrót po długim przyzwyczajeniu do grzechu. Toteż niech nikt nie liczy na tę ostatnią godzinę, niech nikt nie zwleka do chwili śmierci, aby chwycić ten klucz posłuszeństwa. Choć każdy może i powinien spodziewać się aż do końca, dopóki pozostaje mu jeszcze trochę czasu, nikt jednak nie powinien, opierając się na tej nadziei, ciągle odraczać poprawę swego życia.

    Jakaż więc jest przyczyna wszystkich tych nieszczęść, które ich spotykają? Jakie źródło tej ślepoty, która nie pozwala im uznać tego użyczonego im skarbu? Chmura miłości własnej, wraz z nędzną pychą, oderwała ich od posłuszeństwa i wtrąciła w nieposłuszeństwo. Nie będąc posłuszni, nie są cierpliwi, jak się rzekło, i w niecierpliwości swej znoszą nieznośne cierpienia. Zeszli z drogi prawdy i zbłądzili na manowce kłamstwa, stając się sługami i przyjaciółmi diabłów. Jeśli nie zmienią życia, nieposłuszeństwo doprowadzi ich, wraz z ich panami, do męki wiecznej. Tymczasem umiłowani synowie moi, przestrzegający posłusznie prawa, weselą się i radują wiecznym widokiem moim, w towarzystwie pokornego i nieskalanego Baranka, twórcy, dopełniciela i dawcy prawa. Przestrzegając go w tym życiu, zakosztowali już pokoju i w życiu szczęśliwym cieszą się nim w pełni. Jest to spokój bez zamącenia, doskonała radość bez troski, bezpieczeństwo bez obawy, bogactwo bez niedostatku, dosyt bez przesytu, głód bez udręki, światło bez cienia, szczęście najwyższe, nieskończone, bez granic, szczęście dzielone z tymi wszystkimi, którzy umieją się nim radować, jak oni.

    Któż obdarzył ich tak wielką błogością? Krew Baranka. Mocą krwi Baranka klucz posłuszeństwa został oczyszczony z rdzy, aby można nim było otworzyć bramę nieba. Więc posłuszeństwo otwiera je mocą krwi.

    O głupcy i szaleńcy, nie zwlekajcie, powstańcie z błota nieczystości, bo zda się toniecie w swej cielesności, jak wieprz co tarza się w gnoju. Porzućcie niesprawiedliwości, zabójstwa, nienawiść, urazę, oszczerstwa, obelgi, złorzeczenia, okrucieństwa, którymi gnębicie bliźniego, zaniechajcie kradzieży, zdrad, rozwiązłych uciech i rozkoszy świata. Przytnijcie rogów pysze, a tym samym stłumcie nienawiść, którą żywicie w sercu do swego krzywdziciela. Porównajcie krzywdy, które wyrządzacie Mnie i bliźniemu, z tymi, na które się skarżycie, a przekonacie się, że wasze są niczym wobec tych, których dopuszczacie się względem Mnie i braci waszych. Widzicie, że trwając w nienawiści, znieważacie Mnie, bo przekraczacie moje przykazanie i jednocześnie krzywdzicie bliźniego, pozbawiając go waszej miłości. A przecież nakazano wam kochać Mnie nade wszystko, a bliźniego jak siebie samego. Nie ma w przepisie mym zastrzeżenia, które mówi: jeśli on cię krzywdzi, nie kochaj go. Nie, przepis jest jasny i prosty, bo wydała go moja Prawda, która też sama przestrzegała go w całej czystości. Z tą samą prostotą winniście chować to przykazanie; uchybiając mu, czynicie sobie szkodę i krzywdę duszy waszej, pozbawiając ją życia i łaski.

    Otwórzcie więc oczy na światło wiary i weźcie, weźcież ten klucz posłuszeństwa. Wyjdźcie z swego zaślepienia i oziębłości i z ogniem miłości oddajcie się temu posłuszeństwu, aby kosztować życia wiecznego wraz z tymi, co przestrzegają prawo.

    św. Katarzyna ze Sieny


  • Stworzyłem was bez was, lecz nie zbawię was bez was.

    Wysłany dnia: przez D.S.M. Komentarz

    DIALOG O BOŻEJ OPATRZNOŚCI CZYLI KSIĘGA BOSKIEJ NAUKI
    CLV – Jak posłuszeństwo jest kluczem, który otwiera niebo. Jak należy nosić zawsze ten klucz przywiązany do pasa. Jego właściwości.

    Cała wiara wasza oparta jest na posłuszeństwie i przez posłuszeństwo okazujecie, że jesteście wierni. Dla wszystkich bez wyjątku Prawda moja ustanowiła przykazania prawa. Najważniejszym z nich jest: kochać Mnie nade wszystko, a bliźniego jak siebie samego. Ten przepis jest tak ściśle związany z wszystkimi innymi, że nie można przestrzegać jednego nie przestrzegając wszystkich innych, ani zaniedbywać jednego bez uchybienia wszystkim (por. Mt 22,37-40). Kto przestrzega pierwszego, przestrzega wszystkich. Jest wierny Mnie i bliźniemu, kocha Mnie i trwa w miłości do mego stworzenia. Tym są-mym jest posłuszny, poddaje się przykazaniom prawa i stworzeniom dla Mnie. znosząc z pokorą j cierpliwością wszystkie cierpienia i obelgi ze strony bliźniego.

    Posłuszeństwo to jest tak wzniosie, że przez nie otrzymujecie laskę, jak przez nieposłuszeństwo ściągacie na siebie śmierć. Lecz nie dość, aby mieszkało tylko w mym Słowie, wy też musicie go przestrzegać. Rzekłem ci już. że jest ono kluczem, który otworzył niebo, i klucz ten, Syn mój, powierzył rękom namiestnika swego. Namiestnik ten wkłada go w ręce każdego z was. gdy przyjmując chrzest przyrzekacie wyrzec się diabla, świata, jego wspaniałości i rozkoszy. Przez tę obietnicę uległości każdy otrzymuje klucz posłuszeństwa, każdy posiada go na własny użytek, jest to jeden i ten sam klucz Słowa. Jeśli człowiek w świetle wiary, ręką miłości, nie otworzy tym kluczem bramy nieba, nie wstąpi doń nigdy, choć Słowo moje otworzyło już tę bramę. Stworzyłem was bez was, lecz nie zbawię was bez was.

    Winniście nosić w ręce ten klucz; winniście kroczyć, nie siedzieć. Naprzód, droga wskazaną przez mą Prawdę! Nuże, porzućcie rzeczy skończone, do których lgniecie sercem, jak czynią głupcy, którzy naśladują starego człowieka, pierwszego swego rodzica i rzucają w błoto nieczystości klucz posłuszeństwa, spaczywszy go wprzód młotem pychy i pokrywszy go rdza miłości własnej. Przyszło Słowo, mój Syn Jednorodzony. który wziął w rękę ten klucz posłuszeństwa, oczyścił go w ogniu boskiej miłości, wydobył go z błota, by obmyć swą krwią, wyprostował go mieczem sprawiedliwości, gdy na kowadle swego ciała naprawiał nieprawości wasze. Wykuł go tak doskonale, że choćby człowiek uszkodził swój klucz własnowolnie, może naprawić go sam swa wolną wolą. z pomocą mej łaski, posługując się tymi samymi narzędziami.

    O człowiecze, ślepcze nad ślepcami! Zepsuwszy ten klucz, nie zatroszczysz się nawet, aby go naprawić! Czy myślisz, że nieposłuszeństwo, które zamknęło niebo, otworzy ci je? Czy sądzisz, że pycha, która zeń została strącona, znajdzie doń dostęp? Czy mniemasz, że w podartej i brudnej szacie wpuszczą cię na gody weselne? Czy wierzysz, że siedząc związany pętami grzechu śmiertelnego, zdołasz tam dojść i bez klucza otworzyć bramę? Nie wyobrażaj sobie tego, bo zawiedziesz się. Musisz zerwać więzy, musisz dźwignąć się z grzechu śmiertelnego przez świętą spowiedź połączoną ze skruchą serca, z zadośćuczynieniem i obietnicą niegrzeszenia więcej. Zrzucisz wtedy brudne i szpetne odzienie, przywdziejesz szatę godową i pospieszysz w świetle wiary, z kluczem posłuszeństwa w ręku, otworzyć bramę. Przywiąż. przywiąż do tego klucza sznur samozaparcia, pogardy dla siebie i dla świata; przytrocz ten sznur do woli mojej, twego Stwórcy, z tej woli uczyń sobie pas i opasz się nim. abyś nie zgubił klucza (por. Iz 11,5).

    Wiedz, córko moja, że wielu wzięło ten klucz posłuszeństwa, ujrzawszy w świetle wiary, iż bez niego nie mogą uniknąć potępienia wiecznego. Lecz trzymają go w ręce, bez pasa i bez sznura, na który ma być nawleczony. To znaczy, że nie oblekli się doskonale w chęć podobania się Mnie: podobają się jeszcze sobie samym: nic postarali się o sznur samozaparcia nie chcąc, by uważano ich za nic, przywiązują zbytnia wagę do pochwał ludzkich. Ci bliscy są postradania klucza, ledwo dotknie ich jakieś cierpienie lub udręczenie duchowe czy cielesne: często, gdy rozluźni się ręka świętego pragnienia. I tracą go. Właściwie nie tracą go, lecz gubią, bo jeśli chcą. mogą go odnaleźć póki żyją. Lecz jeśli nie chcą. nie odnajdują go nigdy. Co wykazuje im. że go zgubili? Niecierpliwość, bo cierpliwość i posłuszeństwo są nierozdzielne. Kto nie jest cierpliwy, dowodzi tym samym, że posłuszeństwo nie mieszka w jego duszy.

    O, jakże słodka i chwalebna jest cnota, która zawiera w sobie wszystkie cnoty! Została ona poczęta i urodzona przez miłość. Na niej ugruntowana jest skała najświętszej wiary. Ona jest królową: kto ją poślubia, nie czuje żadnego zła, zaznaje spokoju i ciszy. O nią rozbijają się wszystkie fale gniewnego morza. Ona jest samym rdzeniem duszy, którego żadna burza nie może dosięgnąć. Kto ją posiada, nie odpłaca nienawiścią zniewagi, bo chce być posłuszny, wiedząc, że rozkazano mu przebaczać. Nie przygnębia go niedostatek, bo posłuszeństwo, wyzuwszy go z radości świata, nauczyło go pragnąć jedynie Mnie. który mogę, umiem i chcę spełnić wszystkie pragnienia. Toteż we wszystkich rzeczach, które za długo byłoby wyliczać, znajduje pokój i ciszę, zaślubiwszy tę królowe., posłuszeństwo, które porównałem do klucza.

    O posłuszeństwo, które żeglujesz bez trudu i bez niebezpieczeństwa przybijasz do przystani zbawienia! Upodabniasz się do Słowa. Jednorodzonego Syna mojego: płyniesz w łodzi najświętszego krzyża, gotowe raczej cierpieć, niż uchybić posłuszeństwu dla Słowa i sprzeniewierzyć się Jego nauce. Z tej nauki uczyniłeś stół, gdzie żywisz się duszami, trwając w miłości bliźniego.

    Namaszczone prawdziwą pokorą, nie pragniesz cudzego dobra, poza wolą moją. Jesteś proste, bez żadnego zakrętu; czynisz serce szczerym i oddanym miłości szczodrej, bez obłudy.
    Jesteś jutrzenką, która zwiastuje światło łaski Bożej. Jesteś słońcem, które ogrzewa, bo bez przerwy gorejesz miłością. Ty każesz rodzić ziemi, przez ciebie wszystkie narządy ciała, wszystkie władze duszy przynoszą owoce, które dają życie jej samej i bliźniemu.

    Jesteś urocze, bo nigdy niecierpliwość nie mąci twego oblicza; zachowuje ono niezmąconą pogodę i wdzięk męstwa. Jesteś wielkie niezłomną wytrwałością, tak wielkie, że sięgasz z ziemi do nieba, bo przez ciebie i tylko przez ciebie można je otworzyć. Jesteś perłą ukrytą, nieznaną, deptaną przez świat i samo uniżasz się i poddajesz się stworzeniom (por. Mt 13,44-46).

    Jednak tak wielka jest twa moc, że nikt nie może ci rozkazywać; wyrwałaś się z śmiertelnej niewoli zmysłowości, która pozbawiła cię twej godności. Zabiwszy tego nieprzyjaciela nienawiścią i pogardą własnej woli, odzyskałaś wolność.

    św. Katarzyna ze Sieny


  • Wszyscy winniście czytać tę chwalebną księgę, w której znajdziecie opis tej cnoty posłuszeństwa i wszystkich innych.

    Wysłany dnia: przez D.S.M. Komentarz

    DIALOG O BOŻEJ OPATRZNOŚCI CZYLI KSIĘGA BOSKIEJ NAUKI
    CLIV – Gdzie znajduje się posłuszeństwo? Co może je odebrać? Po czym można poznać, że się je posiada lub nie? Co towarzyszy posłuszeństwu? Kto je żywi?

    Wtedy Ojciec najwyższy, wieczny i litościwy zwrócił oko miłosierdzia i dobrotliwości na tę duszę i rzekł:

    O najdroższa i najsłodsza córko, święte pragnienie i sprawiedliwe prośby winny być wysłuchane. Przeto Ja, Prawda najwyższa, stwierdzę prawdę moją, spełniając obietnicę, którą ci dałem i zaspokajając twe pragnienie. Spytałaś Mnie, gdzie możesz znaleźć posłuszeństwo, co może przyprawić o jego utratę i po czym poznasz, że je posiadasz lub nie. Odpowiadam ci, że znajdziesz je w słodkim Słowie miłości, Jednorodzonym Synu moim. Tak gotowe było w Nim posłuszeństwo, że aby wprowadzić je w czyn, pospieszył na haniebną śmierć na krzyżu.

    Kto ci je może odebrać. Spójrz na pierwszego człowieka, a znajdziesz przyczynę, dla której uchybił posłuszeństwu nakazanemu przeze Mnie, Ojca wiecznego. Pycha, płynąca i zrodzona z miłości własnej i upodobania w towarzyszce swojej, odwróciła go od doskonałego posłuszeństwa i wciągnęła w nieposłuszeństwo; przez nie stracił życie łaski i pierwotną niewinność i popadł w nieczystość i największą nędzę, w którą wciągnął cały swój rodzaj, jak ci rzekłem.

    Znakiem że posiadasz tę cnotę, jest cierpliwość; niecierpliwość dowodzi, że ci jej brak. Z tego, co ci powiem, przekonasz się, że tak jest.

    Lecz najpierw zważ, że są dwa sposoby przestrzegania posłuszeństwa, z których jeden jest doskonalszy, niż drugi; nie są one jednak oddzielone od siebie, lecz są zjednoczone, jak ci to rzekłem w związku z przykazaniami i radami. Jeden jest dobry i doskonały, drugi jest najdoskonalszy, lecz nikt nie może osiągnąć życia wiecznego, jeśli nie jest posłuszny. Bez posłuszeństwa wejść tam nie można, gdyż posłuszeństwo jest kluczem, którym otwarta została brama, zamknięta przez nieposłuszeństwo Adama.

    Kiedy, poruszony przez dobroć moją, ujrzałem, że człowiek, którego tak kochałem, nie powraca do Mnie, celu swego, wziąłem klucz posłuszeństwa i włożyłem go w ręce słodkiego Słowa miłości, Prawdy mojej; uczyniłem je odźwiernym nieba, który otworzył jego bramę. Bez tego klucza i tego odźwiernego, nikt nie ma tam dostępu. Przeto rzekł Syn mój w świętej Ewangelii, że nikt nie może przyjść do Mnie, Ojca, jeno przez Niego (por. J 14,6). Kiedy opuścił towarzystwo ludzi, aby, wstępując do nieba, powrócić do Mnie, pozostawił wam ten cenny klucz posłuszeństwa. Jak wiesz, oddał go namiestnikowi swemu, Chrystusowi na ziemi, którego obowiązani jesteście słuchać aż do śmierci. Kto odmawia mu posłuszeństwa, jest w stanie potępienia, jak ci to rzekłem na innym miejscu.

    Teraz chcę pokazać ci tę znakomitą cnotę w pokornym i nie skalanym Baranku i pouczyć cię, gdzie jest jej źródło.

    Skąd to pochodzi, że to Słowo było tak posłuszne? Z miłości, którą żywiło dla mojej chwały i zbawienia waszego. A skąd wynikła miłość? Z światła jasnego widzenia, w którym dusza jego ujrzała boską Istotę i wieczną Trójcę. Tak zawsze widziała Mnie, Boga wiecznego.

    Widzenie to stworzyło w nim, w sposób doskonały, tę wierność, którą w stopniu niedoskonałym stwarza w was światło najświętszej wiary. Był wierny Mnie, Ojcu wiecznemu i w tym chwalebnym świetle, upojony miłością pospieszył drogą posłuszeństwa. Atoli miłość nie kroczy sama, lecz w towarzystwie prawdziwych i rzetelnych cnót, które czerpią życie w samym ognisku miłości, choć cnoty mego Chrystusa są innej miary, niż wasze. Wśród tych cnót jest cierpliwość, która jest jakby rdzeniem miłości; ona to jest dowodnym znakiem, że dusza jest w łasce i kocha prawdziwie. Przeto matka jej, miłość, dała ją za siostrę cnocie posłuszeństwa i zjednoczyła je tak ściśle, że utrata jednej pociąga za sobą śmierć drugiej. Albo posiada się je obie, albo nie ma się żadnej.

    Cnota posłuszeństwa ma karmicielkę, która ją żywi i którą jest prawdziwa pokora. Jest się posłusznym o tyle, o ile się jest pokornym, i nie można być pokornym, nie będąc posłusznym. Ta pokora jest karmicielką miłości; żywi ona swym własnym mlekiem cnotę posłuszeństwa. Szatą, którą okrywa ją ta piastunka, jest pogarda siebie, pragnienie hańb i odraza do siebie dla przypodobania się Mnie. W czym znaleźć można tę cnotę?

    W słodkim Chrystusie Jezusie, Jednorodzonym Synu moim. Któż poniżył się bardziej niż On (por. Flp 2,7)? Nasycił się zniewagami, szyderstwami i obelgami; wyrzekł się siebie (por. Rz 15,3), oddając swe życie cielesne, aby podobać się Mnie. Któż był cierpliwszy od Niego? Nie wydał skargi z powodu zniewag (por. Iz 53,7), lecz z cierpliwością zniósł obelgi, by w upojeniu miłości spełnić rozkaz dany Mu przeze Mnie, Jego Ojca wiecznego.

    W Nim więc znajdziecie posłuszeństwo doskonałe. Pozostawił wam regułę, przestrzegając jej pierwszy w sobie; udzielił wam nauki, która daje wam życie, gdyż jest drogą prostą. On sam jest tą drogą, toteż rzekł, że jest drogą, prawdą i życiem. Kto idzie tą drogą kroczy w świetle (por. J 14,6.8, 12.11,9-10), a kto kroczy w świetle, nie może obrazić ani być obrażony, nie spostrzegając tego; gdyż rozproszył ciemność miłości własnej, przez którą popadł w nieposłuszeństwo. Posłuszeństwo, jak ci rzekłem, idzie w parze z pokorą, pochodzi od pokory. Tym samym nieposłuszeństwo jest owocem pychy, która ma źródło w miłości własnej, niszczycielce pokory. Nieposłuszeństwo ma także siostrę, którą dała jej miłość własna, a jest nią niecierpliwość; za żywicielkę ma pychę. Pod jej przewodem dusza, w ciemnościach niewiary, bieży drogą mroczną, która doprowadza ją do śmierci wiecznej.

    Wszyscy winniście czytać tę chwalebną księgę, w której znajdziecie opis tej cnoty posłuszeństwa i wszystkich innych.

    Ukazawszy ci, gdzie znajduje się posłuszeństwo, skąd ono pochodzi, kto mu towarzyszy i kto je żywi, opowiem ci teraz o posłusznych i o nieposłusznych, o posłuszeństwie ogólnym i posłuszeństwie szczególnym, to jest o posłuszeństwie względem przykazań i względem rad.

    św. Katarzyna ze Sieny


  • spełniasz święte pragnienia i że Prawda twoja nie może kłamać, więc pragnę, abyś teraz pomówił ze mną nieco o cnocie posłuszeństwa i jej wzniosłości.

    Wysłany dnia: przez D.S.M. Komentarz

    DIALOG O BOŻEJ OPATRZNOŚCI CZYLI KSIĘGA BOSKIEJ NAUKI
    CLIII – Jak dusza ta, pochwaliwszy Boga i złożywszy Mu dzięki, prosi Go, aby opowiedział jej o cnocie posłuszeństwa.

    Wtedy dusza ta, rozmiłowana aż do upojenia w prawdziwym i świętym ubóstwie, rozszerzyła się w najwyższej i wiecznej wielkości i przekształciła się w przepaści nieskończonej i niewymownej Opatrzności. Choć trwała w naczyniu swego ciała, zdawało się jej, że je opuściła, zaćmiona i zachwycona w Bogu ogniem Jego miłości. Utkwiła oko swego intelektu w boskim majestacie, mówiąc do najwyższego i wiecznego Ojca: Ojcze wieczny! Ogniu i przepaści miłości! O wieczna piękności, o wieczna mądrości, o wieczna dobroci, o wieczna łaskawości, o nadziejo, o ucieczko grzeszników, o szczodrobliwości niewymowna, o wieczne i nieskończone dobro, o oszalały z miłości! Więc potrzebujesz twego stworzenia? Tak, zdaje mi się; bo postępujesz z nim tak, jakbyś bez niego żyć nie mógł, choć Ty jesteś życiem, bo dajesz życie wszystkiemu i nic bez Ciebie nie żyje (por. J 1,3-4). Czemuż więc tak za nim szalejesz? Bo rozmiłowałeś się w tworze swoim, znajdujesz w nim upodobanie i rozkosz, upojony pragnieniem jego zbawienia. Stworzenie twe ucieka od Ciebie, a Ty je ścigasz. Oddala się, a Ty się zbliżasz; nie mogłeś związać się z nim ściślej, niż przyoblekając się jego człowieczeństwem.

    Cóż powiem? Uczynię jak jąkała, powiem: A, a, a, — bo nie wiem, co rzec innego (Jr 1,6), gdyż język nie może wyrazić uczucia duszy, która nieskończenie pragnie Ciebie. Zda się, że mogłabym powtórzyć słowa Pawła: Ani język nie może wyrazić ani ucho posłyszeć, ani oko zobaczyć, ani serce pomyśleć tego, co widziałem (l Kor 2,9). A co widziałeś? Widziałem tajemnice Boga (por. 2 Kor 12,4). A ja cóż powiem? Zawodzą niedołężne uczucia. Powiem tylko, że poznałaś i widziałaś, duszo moja, przepaść najwyższej, wiecznej Opatrzności.

    Teraz dziękuję Ci, najwyższy i wieczny Ojcze, za niezmierzoną dobroć twoją, okazaną mnie, nędznicy niegodnej wszelkiej łaski.

    Lecz ponieważ widzę, że spełniasz święte pragnienia i że Prawda twoja nie może kłamać, więc pragnę, abyś teraz pomówił ze mną nieco o cnocie posłuszeństwa i jej wzniosłości. Ty sam, Ojcze wieczny, przyrzekłeś opowiedzieć mi o niej, abym rozmiłowała się w tej cnocie i nie oddaliła się nigdy od posłuszeństwa, które jestem Ci winna. Racz, przez nieskończoną swą dobroć, rzec mi o doskonałości tej cnoty, gdzie mogę ją znaleźć, co mi ją może odebrać, kto mi ją może dać, po czym mogę osądzić, że ją posiadam lub że jestem jej pozbawiona.

    św. Katarzyna ze Sieny