• Archiwa Tagów Benedykt XVI
  • Liturgia źródłem rozwoju modlitwy

    Modlitwa miejscem odkrywania swojej tożsamości – katecheza Benedykta XVI z 3 października 2012
    Drodzy bracia i siostry.

    W poprzedniej katechezie zacząłem mówić o jednym z uprzywilejowanych źródeł modlitwy chrześcijańskiej, jaką jest święta liturgia, która – jak stwierdza Katechizm Kościoła Katolickiego – jest „uczestnictwem w modlitwie Chrystusa skierowanej do Ojca w Duchu Świętym. Cała modlitwa chrześcijańska znajduje w niej swoje źródło i swój kres” (n. 1073). Dzisiaj chciałbym, abyśmy zadali sobie pytanie: „Czy w moim życiu wystarczająco czasu przeznaczam na modlitwę, a nade wszystko, jakie miejsce w mojej relacji do Boga ma modlitwa liturgiczna, szczególnie Msza Święta, która jest uczestnictwem w modlitwie wspólnotowej Ciała Chrystusa, jakim jest Kościół?”.

    Aby odpowiedzieć na to pytanie, musimy pamiętać przede wszystkim, że modlitwa jest żywym związkiem dzieci Bożych z ich nieskończenie dobrym Ojcem, z Jego Synem Jezusem Chrystusem i z Duchem Świętym (por. tamże: 2565). Tak więc życie modlitwy polega na zwyczajnym stawaniu w Bożej obecności i przeżywaniu relacji z Panem Bogiem w taki sposób, w jaki przeżywamy nasze codzienne relacje z tymi, którzy są najbliżsi naszemu sercu, z naszymi prawdziwymi przyjaciółmi. Co więcej, ta relacja z Nim rzuca światło na pozostałe relacje. Ta komunia życia z Bogiem w Trójcy Jedynym jest możliwa, gdyż poprzez Chrzest zostaliśmy włączeni w Chrystusa i od tej pory zaczęliśmy być z Nim jedno (por. Rz 6,5). W istocie, tylko w Chrystusie możemy prowadzić dialog z Bogiem Ojcem jako dzieci i nazywać Go „Abba” (Ojcze), ponieważ tylko w jedności z Chrystusem możemy poznać Boga Ojca (por. Mt 11,27). Dlatego też modlitwa chrześcijańska polega na nieustannym wpatrywaniu się w ciągle w nowy sposób w Chrystusa, na rozmawianiu z Nim, wspólnym przebywaniu w milczeniu, słuchaniu Go, działaniu i cierpieniu z Nim. Chrześcijanin odkrywa na nowo swoją prawdziwą tożsamość w Chrystusie, „pierworodnym z każdego stworzenia”, w którym wszystko zostało stworzone (por. Kol 1,15 nn.) Utożsamiając się z Nim, będąc z Nim jedno, odkrywam na nowo moją tożsamość, tożsamość prawdziwego syna, który wpatruje się w Boga jako Ojca pełnego miłości. Ale nie zapominajmy: Chrystusa odkrywamy, poznajemy jako żyjącą Osobę w Kościele. Kościół jest „Jego Ciałem”. Taki wymiar ciała można zrozumieć, wychodząc od biblijnych słów o mężczyźnie i kobiecie, którzy stają się jednym ciałem (por. Rdz 2,24; Ef 5,30 nn.; 1 Kor 6,16n). Nierozerwalny związek między Chrystusem i Kościołem przez jednoczącą moc miłości nie przekreśla istnienia „ty” i „ja”, ale raczej wynosi je do najgłębszej jedności. Odnalezienie własnej tożsamości w Chrystusie oznacza osiągnięcie komunii z Nim; to zaś mnie nie unicestwia, ale podnosi do najwyższej godności dziecka Bożego w Chrystusie: „Historia miłości między Bogiem a człowiekiem polega właśnie na fakcie, że ta wspólnota woli wzrasta w jedności myśli i uczuć, i w ten sposób nasza wola i wola Boga stają się coraz bardziej zbieżne” („Deus Caritas Est”, 17). Modlić się to znaczy wznosić się ku Boga poprzez konieczne stopniowe przemienianie naszego bytu. Dlatego uczestnicząc w liturgii, czynimy swoim język Matki Kościoła, uczymy się mówić nim i poprzez niego. Oczywiście to dokonuje się stopniowo, krok po kroku. Mam zanurzać się stopniowo w słowa Kościoła moją modlitwą, moim życiem, moim bólem, moim sercem, moją radością, moimi myślami. Jest to droga, która nas przemienia.

    Myślę, że te rozważania pozwolą nam odpowiedzieć na pytanie, które postawiliśmy na początku: „Jak uczę się modlitwy, jak wzrastam w mojej modlitwie?”. Patrząc na wzór modlitwy, jaki zostawił nam Jezus: „Ojcze nasz”, widzimy, że pierwszym słowem jest „Ojcze”, a drugim „nasz”. Odpowiedź jest więc jasna: uczę się modlitwy, wzrastam w niej, zwracając się do Boga jako Ojca i modląc się z innymi, z Kościołem, przyjmując dar Jego słów, które stopniowo stają się dla mnie coraz bliższe i bogatsze w znaczenie. Dialog, jaki Bóg nawiązuje z każdym z nas, a my z Nim, w modlitwie zawsze zawiera owo „z”; nie możemy modlić się do Boga w duchu indywidualistycznym. W modlitwie liturgicznej, zwłaszcza Eucharystii, oraz – kształtowani przez liturgię – w każdej innej modlitwie nie zwracamy się jako pojedyncze osoby, lecz wchodzimy w „my” Kościoła, który się modli. Powinniśmy więc przekształcać nasze „ja”, wchodząc w „my”. Chciałbym przywołać jeszcze jeden ważny aspekt. W Katechizmie Kościoła Katolickiego czytamy: „W liturgii Nowego Przymierza każda czynność liturgiczna, szczególnie celebracja Eucharystii i sakramentów, jest spotkaniem Chrystusa i Kościoła (n. 1097).

    Tak więc tym, kto celebruje, jest „Chrystus całkowity”, cała Wspólnota, zjednoczone Ciało Chrystusa. Liturgia nie jest jakąś formą „samoujawnienia się”, lecz jest wyjściem z prostego „bycia w sobie”, z zamknięcia w sobie, aby przystąpić do wielkiej uczty, wejść w wielką wspólnotę żyjących, w której sam Bóg nas karmi. Liturgia zakłada uniwersalność i ten jej charakter uniwersalny powinien odnawiać się ciągle w świadomości wszystkich. Liturgia chrześcijańska jest kultem uniwersalnej świątyni, którą jest Chrystus Zmartwychwstały, którego ramiona rozciągają się na krzyżu, aby wszystkich pociągnąć w objęcia miłości odwiecznego Boga. Jest to kult otwartego nieba. Nie jest to nigdy wydarzenie pojedynczej wspólnoty z jej umiejscowieniem w czasie i miejscu. To bardzo ważne, aby każdy chrześcijanin czuł się i rzeczywiście był włączony w „my” uniwersalne stanowiące fundament i schronienie dla „ja” w Ciele Chrystusa, którym jest Kościół.

    W tym musimy widzieć i akceptować Bożą logikę wcielenia: On stał się bliski, obecny, wkraczając w historię i naturę ludzką, stając się jednym z nas. I ta obecność trwa w Kościele, jego Mistycznym Ciele. Liturgia nie jest zatem wspominaniem minionych wydarzeń, ale jest żywą obecnością Paschalnego Misterium Chrystusa, które przekracza oraz łączy czasy i przestrzenie. Jeśli w celebracji nie wyłania się centralność Chrystusa, nie mamy do czynienia z liturgią chrześcijańską, całkowicie zależną od Pana i wspieraną Jego twórczą obecnością. Bóg działa za pośrednictwem Chrystusa i my nie możemy działać inaczej, jak tylko przez Niego i w Nim. Każdego dnia musi rosnąć w nas przekonanie, że liturgia nie jest naszym „działaniem”, lecz jest dziełem Boga w nas i wraz z nami. To nie poszczególna osoba – kapłan lub wierny – albo grupa sprawuje liturgię; liturgia jest w sposób pierwszorzędny działaniem Boga poprzez Kościół, który ma swoją historię, bogatą tradycję i kreatywność. Ta uniwersalność i fundamentalne otwarcie, które są właściwe dla całej liturgii, są jedną z racji, dla których nie może ona być wymyślana lub modyfikowana przez daną wspólnotę lub przez ekspertów, ale musi być wierna formom obowiązującym w Kościele powszechnym. Także w liturgii sprawowanej przez choćby najmniejszą wspólnotę zawsze obecny jest cały Kościół. Dlatego też we wspólnocie liturgicznej nie istnieją cudzoziemcy, obcy. W każdej celebracji liturgicznej uczestniczy zarazem cały Kościół, Niebo i ziemia, Bóg i ludzkość. Liturgia chrześcijańska, chociaż sprawowana jest w konkretnym miejscu i przestrzeni oraz wyraża akt afirmacji określonej wspólnoty, już ze swej natury jest katolicka, pochodzi od wszystkiego i prowadzi do wszystkiego, w jedności z Papieżem, z biskupami, z wiernymi wszystkich czasów i miejsc. Im bardziej dana celebracja jest ożywiona tą świadomością, tym owocniej realizuje się w niej autentyczny zmysł liturgiczny.

    Drodzy przyjaciele. Kościół uwidacznia się na różne sposoby: w dziełach charytatywnych, w projektach misyjnych, w osobistym apostolacie, który każdy chrześcijanin musi realizować we własnym środowisku. Jednak miejscem, w którym w pełni doświadcza się Kościoła, jest liturgia: jest ona aktem, w którym jak wierzymy Bóg wkracza w naszą rzeczywistość a my możemy Go spotkać, możemy Go dotknąć. Jest aktem, w którym wchodzimy w kontakt z Bogiem: On przychodzi do nas, a my jesteśmy przez Niego oświecani. Dlatego jeśli w naszych refleksjach nad liturgią koncentrujemy naszą uwagę jedynie na tym, jak uczynić ją atrakcyjną, ciekawą i piękną, ryzykujemy utratę najważniejszego: liturgię sprawuje się dla Boga, a nie dla nas samych; ona jest Jego dziełem; On jest Podmiotem; a my musimy otworzyć się dla Niego i pozwolić się poprowadzić Jemu i Jego Ciału, którym jest Kościół. Prośmy Pana, abyśmy co dnia uczyli się żyć świętą liturgią, szczególnie Celebracją Eucharystyczną, modląc się w imieniu naszym jako Kościoła, który kieruje swoje spojrzenie nie ku samemu sobie, lecz ku Bogu, i czując się cząstką Kościoła żywego wszystkich miejsc i czasów.

    http://www.opoka.org.pl/nauczanie/papiez/benedykt_xvi/audiencje.php


  • Liturgia źródłem rozwoju modlitwy

    Liturgia źródłem rozwoju modlitwy – katecheza Benedykta XVI z 26 września 2012
    Drodzy bracia i siostry!

    W ostatnich miesiącach przeszliśmy pewną drogę w świetle Słowa Bożego, aby nauczyć się modlić w sposób coraz bardziej autentyczny, patrząc na niektóre wielkie postacie Starego Testamentu, na Psalmy, listy św. Pawła i Apokalipsę, ale przede wszystkim patrząc na jedyne i podstawowe doświadczenie Jezusa w Jego relacji z Ojcem niebieskim. Rzeczywiście, jedynie w Chrystusie człowiek jest zdolny zjednoczyć się z Bogiem z taką głębią i intymnością, jaka charakteryzuje relację syna wobec ojca, który go kocha. Jedynie w Nim możemy zwrócić się w całej prawdzie do Boga nazywając Go z miłością „Abba, Ojcze”. Jak apostołowie tak i my powtarzaliśmy i powtarzamy: „Panie, naucz nas się modlić” (Łk 11,1).

    Ponadto, aby uczyć się przeżywać intensywniej relację osobistą z Bogiem Jedynym i Troistym, nauczyliśmy się wzywać Ducha Świętego, który jest pierwszym darem Zmartwychwstałego dla wierzących, ponieważ to On „przychodzi z pomocą naszej słabości, gdy nie umiemy się modlić tak jak trzeba” (Rz 8,26).

    Ale w tym momencie możemy postawić sobie pytanie: jak ja mogę pozwolić się kształtować przez Ducha Świętego? Jaka jest ta szkoła, w której On uczy mnie modlić się i przychodzi z pomocą w moim trudzie zwracania się w sposób właściwy do Boga? W Katechizmie Kościoła Katolickiego czytamy: „Kościół usilnie zachęca wszystkich wiernych, by przez częste czytanie Pisma Świętego nabywali «wzniosłego poznania Jezusa Chrystusa» (Flp 3,8)” (nr 2653). Poprzez czytanie i medytację Pisma Świętego, jak to czyniliśmy w tych miesiącach, Duch Święty uczy nas modlitwy.

    Ale jest też inna cenna „przestrzeń”, inne cenne „źródło”, służące rozwojowi w modlitwie, źródło wody żywej pozostające w najściślejszej relacji z poprzednim źródłem. Mam na myśli Liturgię, która jest obszarem uprzywilejowanym, w którym Bóg mówi do każdego z nas tu i teraz, i oczekuje naszej odpowiedzi.

    We wprowadzeniu do Mszału Rzymskiego czytamy: „W ten sposób Słowo Boże, stale dostępne w liturgii, jest zawsze żywe i skuteczne dzięki mocy Ducha Świętego i objawia miłość sprawczą Ojca, miłość, której nie brakuje skuteczności wobec ludzi” (nr 4). W szkole Ducha Świętego „Słowo Boże staje się fundamentem akcji liturgicznej, normą i pomocą na całe życie”.

    Czym jest liturgia? Jeśli otworzymy Katechizm Kościoła Katolickiego – będący zawsze cenną i nieodzowną pomocą, zwłaszcza w Roku Wiary, który wkrótce się zacznie – czytamy, że pierwotnie słowo „liturgia” oznacza „służbę pełnioną przez lud, na rzecz ludu” (n. 1069). Jeśli teologia chrześcijańska zapożyczyła to słowo ze świata greckiego, to uczyniła to z pewnością myśląc o nowym Ludzie Bożym, narodzonym z Chrystusa, który otworzył swe ramiona na krzyżu, aby zjednoczyć ludzi w pokoju jedynego Boga. „Posługa na rzecz ludu”, ludu, który nie istnieje sam z siebie, ale który utworzony został dzięki Misterium Paschalnemu Jezusa Chrystusa. Istotnie, Ludu Bożego nie tworzą więzy krwi, terytorium, narodowości, lecz rodzi się on ciągle dzięki działaniu Syna Bożego i dzięki komunii z Ojcem, którą On nam wyjednuje.

    Katechizm wskazuje ponadto, że w tradycji chrześcijańskiej (słowo „liturgia”) oznacza, że Lud Boży uczestniczy w „dziele Bożym”. I cytując Sobór Watykański II, dodaje: „Przez liturgię Chrystus, nasz Odkupiciel i Arcykapłan, kontynuuje w swoim Kościele, z Kościołem i przez Kościół dzieło naszego odkupienia” (n. 1069). Na tym polega jej niezwykłość: w liturgii działa sam Bóg, a my jesteśmy pociągani dzięki temu Bożemu działaniu.

    O tym przypomniał nam rozwój tematu liturgii podczas Soboru Watykańskiego II, który rozpoczął swoje prace 50 lat temu, właśnie od dyskusji nad projektem dotyczącym świętej liturgii, uroczyście zaaprobowanym 4 grudnia 1963 r. Przez niektórych, przyjęcie przez zgromadzenie soborowe dokumentu o liturgii było dziełem przypadku. Pośród wielu projektów, tekst o świętej liturgii wydawał się być mniej kontrowersyjnym, i właśnie z tego powodu, mógł stanowić pewien rodzaj ćwiczenia, dla wypracowania metodologii prac soborowych. Jednak bez żadnej wątpliwości, to co na pierwszy rzut oka mogło się zdawać przypadkiem, okazało się najwłaściwszym wyborem, także biorąc pod uwagę hierarchię tematów i najważniejszych zadań dla Kościoła. Rozpoczynając bowiem od tematu „liturgii” pokazuje się w sposób bardzo jasny prymat Boga, Jego absolutne pierwszeństwo. Przede wszystkim Bóg: o tym właśnie mówi nam soborowy wybór, aby rozpocząć od liturgii.

    Tam, gdzie spojrzenie na Boga nie jest zdecydowane, wszystkie inne rzeczy tracą swoją orientację. Podstawowym kryterium dla liturgii jest jej ukierunkowanie na Boga, aby w ten sposób móc uczestniczyć dziele Jego samego.

    Możemy jednak zadać pytanie: czym jest owo dzieło Boże, do którego jesteśmy powołani, aby w nim uczestniczyć? Odpowiedź, którą daje nam Konstytucja soborowa o liturgii świętej jest pozornie dwojaka. W numerze 5 mówi nam bowiem, że dzieła Boga to Jego historyczne czyny, które przynoszą nam zbawienie, a których punktem kulminacyjnym jest śmierć i zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa; ale w numerze 7, ta sama Konstytucja definiuje liturgię jako „dzieło Chrystusa”. W rzeczywistości, te dwa znaczenia są nierozerwalnie ze sobą powiązane. Jeśli pytamy, kto zbawia świat i człowieka, jedyna odpowiedź brzmi: Jezus z Nazaretu, Pan i Chrystus, ukrzyżowany i zmartwychwstały. A gdzie staje się obecna dla nas, dla mnie, dzisiaj Tajemnica śmierci i zmartwychwstania Chrystusa, która przynosi zbawienie? Odpowiedź brzmi: w działaniu Chrystusa za pośrednictwem Kościoła, w liturgii, zwłaszcza w sakramencie Eucharystii, który uobecnia ofiarę Syna Bożego, który nas odkupił; w Sakramencie Pojednania, w którym przechodzi się od śmierci grzechu do nowego życia; a także w innych czynnościach sakramentalnych, które nas uświęcają (por. Presbyterorum ordinis,5). W ten sposób, Misterium Paschalne śmierci i zmartwychwstania Chrystusa stanowi centrum teologii liturgii Soboru.

    Zróbmy następny krok naprzód i postawmy sobie pytanie: w jaki sposób staje się możliwe owo urzeczywistnienie Misterium Paschalnego Chrystusa? Błogosławiony Jan Paweł II, w 25 lat po Konstytucji Sacrosanctum Concilium napisał: „Dla urzeczywistnienia swojej Tajemnicy paschalnej Chrystus jest zawsze obecny w swoim Kościele, przede wszystkim w czynnościach liturgicznych. Dlatego liturgia stanowi uprzywilejowane >>miejsce< < spotkania chrześcijan z Bogiem i z Tym, którego On posłał, Jezusem Chrystusem (por. J17,3) >>(List apostolski Vicesimus quintus annus,7)<<". Po tej samej linii czytamy w Katechizmie Kościoła Katolickiego: "Celebracja sakramentalna jest spotkaniem dzieci Bożych z Ojcem w Chrystusie i w Duchu Świętym, spotkanie to wyraża się w postaci dialogu, przez czynności i słowa"(n. 1153). Dlatego pierwszym warunkiem dobrej liturgii jest, aby była ona modlitwą i rozmową z Bogiem, najpierw słuchaniem a następnie odpowiedzią. Św. Benedykt, w swojej “Regule”, mówiąc o modlitwie Psalmami, daje mnichom wskazówkę: „mens concordet voci” – „niech umysł współbrzmi z głosem”.”Święty uczy nas, że w modlitwie Psalmami słowa muszą poprzedzać nasz umysł. Zazwyczaj tak nie jest, bo najpierw trzeba pomyśleć, a potem to, co pomyśleliśmy, czyli pojęcie, zamienia się w mowę. Tutaj natomiast najpierw idzie słowo. Święta Liturgia dostarcza nam słów; powinniśmy wejść w ich znaczenie, przyjąć je w swoim sercu, dostroić się do nich. Jak przypomina nam Konstytucja Sacrosanctum Concilium (11): w celu osiągnięcia pełnej skuteczności celebracji "konieczne jest, aby wierni przystępowali do liturgii z należytym usposobieniem duszy, aby ich słowa były zgodne z myślami, aby współpracowali z łaską Bożą, a nie przyjmowali jej na próżno". Sprawą zasadniczą, pierwszorzędną dialogu z Panem Bogiem w czasie liturgii jest zgodność miedzy tym co wypowiadamy ustami a tym co nosimy w sercu. Idąc po tej linii chciałbym podkreślić jedynie jeden z momentów, który podczas samej liturgii wzywa nas i pomaga nam w znalezieniu tej zgodności, tego dostosowania się do tego co słuchamy, mówimy i czynimy podczas liturgicznej celebracji. Odnoszę się do zaproszenia, które celebrans wypowiada przed Modlitwą Eucharystyczną: „W górę serca”. Wnosimy nasze serca ponad mrok naszych zmartwień, naszych pragnień, naszych lęków, naszego rozproszenia. Nasze serce, będące tym co w nas jest najbardziej intymne, powinno posłusznie otworzyć się na Słowo Boże i skupić się na modlitwie Kościoła, aby dzięki słowom, które słucha i które wypowiada, otrzymać swoje ukierunkowanie ku Bogu. Wzrok naszego serca powinien zwrócić się do Pana, który jest pośród nas: jest to podstawowa postawa. Gdy przeżywamy liturgię mając w głębi takie nastawienie, nasze serce jest jakby wyłączone spod panowania siły ciążenia, która pociąga je w dół i wznosi się wewnętrznie ku górze, ku prawdzie i miłości, ku Bogu. Jak przypomina Katechizm Kościoła Katolickiego: "Misja Chrystusa i Ducha Świętego, który podczas sakramentalnej liturgii Kościoła uobecnia i przekazuje tajemnicę Zbawienia, realizuje się w sercu, które się modli. Ojcowie życia duchowego często porównują serce do ołtarza" (n. 2655): altare Dei est cor nostrum. Drodzy przyjaciele, celebrujemy i przeżywamy dobrze liturgię jedynie wówczas, jeśli pozostajemy w postawie modlitewnej, jednocząc się z Tajemnicą Chrystusa i z jego Synowskim dialogiem z Ojcem. Sam Bóg uczy nas modlić się, jak stwierdza św. Paweł (por. Rz 8, 26). On sam dał nam odpowiedniej słowa aby skierować nas ku Niemu, słowa, które znajdujemy w Psałterzu, w wielkich modlitwach świętej liturgii i w samej celebracji eucharystycznej. Prośmy Pana, abyśmy każdego dnia byli coraz bardziej świadomi faktu, iż liturgia jest działaniem Boga i człowieka; modlitwa, która wypływa z Ducha Świętego i od nas, w całości jest skierowana ku Ojcu, w zjednoczeniu z Synem Bożym, który stał się człowiekiem (por. Katechizm Kościoła Katolickiego, n. 2564). http://www.opoka.org.pl/nauczanie/papiez/benedykt_xvi/audiencje.php


  • Modlitwa najskuteczniejszą reakcją na zło (Apokalipsa)

    Modlitwa najskuteczniejszą reakcją na zło (Apokalipsa) – katecheza Benedykta XVI z 12 września 2012
    Drodzy Bracia i Siostry,

    W minioną środę mówiłem o modlitwie w pierwszej części Apokalipsy. Dzisiaj przechodzimy do drugiej. Podczas gdy w pierwszej części modlitwa jest nakierowana na wewnętrzne życie Kościoła, w drugiej jej części uwaga zwrócona jest na cały świat. Kościół w istocie przemierza historię, jest zgodnie z planem Boga jej częścią. Zgromadzanie, które słuchając przedstawianego przez lektora orędzia Janowego odkryło swe zadanie, by współpracować w rozwoju Królestwa Bożego jako „kapłani Boga i Chrystusa” (Ap 20, 6; por. 1, 5; 5, 10) otwiera się teraz na świat ludzi. Pojawiają się tutaj dwa sposoby przeżywania dialektycznej relacji między nimi: pierwszy możemy określić „systemem Chrystusa”, do którego ma szczęście należeć zgromadzenie a drugi „doczesnych systemów przeciwnych Królestwu i przymierzu mocą Złego”, który zwodząc ludzi pragnie budować świat przeciwny temu, którego pragnie Chrystus i Bóg (por. PAPIESKA KOMISJA BIBLIJNA, Biblia a moralność. Biblijne korzenie postępowania chrześcijańskiego, 70). Zgromadzenie musi więc umieć dogłębnie odczytać przeżywaną historię, ucząc się rozróżniania wydarzeń w wierze, aby współpracować poprzez swe działania w rozwoju Królestwa Bożego. To dzieło odczytywania i rozeznawania, podobnie jak i działanie, jest powiązane z modlitwą.

    Przede wszystkim, po nieustannym wezwaniu Chrystusa, który w pierwszej części Apokalipsy siedem razy mówi: „Kto ma uszy, niechaj posłyszy, co mówi Duch do Kościołów” (2, 7.11.17.29; 3, 6.13.22) zgromadzenie zostaje zachęcone, by wejść do nieba i postrzegać rzeczywistość oczami Boga. Odnajdujemy tutaj trzy symbole, punkty odniesienia, od których należy wyjść, aby odczytać dzieje: tron Boga, księgę i Baranka (por. Ap 4, 1-5.14).

    Pierwszym symbolem jest tron, na którym siedzi osobistość, której Jan nie opisuje, bo przekracza ona wszelkie ludzkie wyobrażenie: może jedynie wskazywać na odczucie piękna i radości, jakiej się doświadcza znajdując się przed Nim. Tą tajemniczą osobistością jest Bóg, Bóg Wszechmogący, który nie pozostał zamknięty w swoim niebie, ale stał się bliskim człowieka, zawierając z nim przymierze; Bóg, który sprawia, że w dziejach w sposób symboliczny, ale realny słychać Jego głos, symbolizowany przez błyskawice i grzmoty. Istnieją różne elementy, które pojawiają się wokół tronu Boga, jak dwudziestu czterech starców i cztery istoty żywe, które nieustannie oddają chwałę jedynemu Panu dziejów. Pierwszym symbolem jest więc tron.

    Drugim symbolem jest księga, zawierająca plan Boga odnośnie do wydarzeń i ludzi; jest szczelnie zamknięta na siedem pieczęci a nikt nie jest w stanie ją odczytać. Wobec tej niezdolności człowieka do poznania Bożego planu Jan odczuwa głęboki smutek, prowadzący go do płaczu. Ale jest środek zaradczy na zagubienie człowieka w obliczu tajemnicy historii: ktoś jest w stanie otworzyć księgę i go oświecić.

    I tutaj pojawia się trzeci symbol: Chrystus, Baranek złożony w Ofierze Krzyża, ale który znajduje się w postawie stojącej – znak Jego Zmartwychwstania. To właśnie Baranek, Chrystus, który umarł i zmartwychwstał, stopniowo otwiera pieczęcie i ujawnia plan Boga, głęboki sens historii.

    Cóż nam mówią te symbole? Przypominają nam o tym, jaka jest droga pozwalająca odczytywać fakty historyczne i naszego życia. Wznosząc wzrok ku Bożemu niebu, w nieustannej relacji z Chrystusem, otwierając na Niego nasze serce i umysł w modlitwie osobistej i wspólnotowej, uczymy się dostrzegania rzeczy w nowy sposób i zrozumienia ich prawdziwszego sensu. Modlitwa jest jak otwarte okno, które pozwala nam kierować zawsze spojrzeniu ku Bogu, nie tylko po to, aby nam przypominać cel, do którego zmierzamy, ale także, by pozwolić, aby wola Boga oświecała naszą ziemską drogę życia i pomagała nam, żeby przeżywać ją intensywnie i z zaangażowaniem.

    W jaki sposób Pan prowadzi wspólnotę chrześcijańską do pogłębionego odczytania historii? Przede wszystkim, zachęcając ją do realistycznego zastanowienia się nad przeżywaną przez nas chwilą obecną. Baranek otwiera więc pierwsze cztery pieczęcie księgi a Kościół widzi świat, w którym żyje, świat w którym są różne elementy negatywne. Istnieje zło, którego dopuszcza się człowiek, takie jak przemoc rodząca się z pragnienia posiadania, panowania jedni nad drugimi, aż do zabijania się nawzajem (druga pieczęć); lub niesprawiedliwość, bo ludzie nie respektują prawa, jakie ustanowili (trzecia pieczęć). Dołączają się do nich te nieszczęścia, które człowiek musi znosić, jak śmierć, głód, choroby (czwarta pieczęć). W obliczu tych realiów, często dramatycznych, wspólnota kościelna jest wezwana, aby nigdy nie traciła nadziei, aby mocno wierzyła, że pozorna wszechmoc Złego ściera się z prawdziwą wszechmocą, to znaczy wszechmocą Boga. Pierwsza pieczęć jaką otwiera Baranek, zawiera właśnie to przesłanie. Mówi Jan: „I ujrzałem: oto biały koń, a siedzący na nim miał łuk. I dano mu wieniec, i wyruszył jako zwycięzca, by [jeszcze] zwyciężać” (Ap 6, 2). W dzieje człowieka weszła moc Boga, który nie tylko może zrównoważyć zło, ale wręcz je zwyciężyć; kolor biały odnosi się do zmartwychwstania: Bóg stał się tak bliski, że zszedł w ciemności śmierci, aby je oświecić blaskiem swego Boskiego życia: wziął na siebie zło świata, aby je oczyścić ogniem swej miłości.

    Jak wzrastać w tym odczytywaniu rzeczywistości po chrześcijańsku? Apokalipsa mówi nam, że modlitwa umacnia w każdym z nas i w naszych wspólnotach tę wizję świata i głębokiej nadziei: zachęca nas, byśmy nie dali się zwyciężać złu, lecz zło dobrem zwyciężali, spoglądali na Chrystusa Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego, który nas przyłącza do swego zwycięstwa. Kościół żyje w historii, nie zamyka się w sobie, lecz odważnie stawia czoła na swej drodze pośród trudności i cierpień, stwierdzając stanowczo, że zło w ostatecznym rachunku nie pokonuje dobra, że ciemność nie przesłania blasku Boga. Jest to ważne także dla nas; jako chrześcijanie nigdy nie możemy być pesymistami: dobrze wiemy, że na drodze naszego życia często napotykamy przemoc, kłamstwo, nienawiść, prześladowanie, ale to nas nie zniechęca. Szczególnie modlitwa uczy nas dostrzegania znaków Boga, Jego obecności i działania, a wręcz abyśmy my sami byli światłami dobra, rozsiewającymi nadzieję i wskazującymi, że zwycięstwo należy do Boga.

    Ta perspektywa prowadzi do wznoszenia do Boga i do Baranka dziękczynienia i uwielbienia: dwudziestu czterech starców i cztery istoty żywe wspólnie śpiewają „pieśń nową” świętującą dzieło Chrystusa Baranka, który uczyni „wszystko nowe” (Ap 21, 5). jednakże ta odnowa jest przede wszystkim darem, o który trzeba prosić. Tutaj znajdujemy jeszcze inny element, który musi charakteryzować modlitwę: uporczywe wzywanie Boga, aby przyszło Jego Królestwo, aby człowiek miał serce podatne do uczenia się Bożego panowania, aby Jego wola kierowała naszym życiem i życiem świata. W wizji Apokalipsy tę modlitwę prośby reprezentuje ważny szczegół: „dwudziestu czterech Starców” i „cztery istoty żywe” trzymają w ręku wraz z harfą, akompaniującą ich śpiew, „złote czasze pełne kadzideł” (5, 8a), którymi są, jak wyjaśniono „modlitwy świętych” (5, 8b), to znaczy tych, którzy już osiągnęli Boga, aletakże nas wszystkich, znajdujących się w drodze. I widzimy, że przed tronem Boga, Anioł trzyma złotą kadzielnicę, do której nieustannie wkłada ziarna kadzidła, to znaczy nasze modlitwy. Miła woń kadzidła ofiarowywana jest wraz z modlitwami, aby wzniosły się przez oblicze Boga (por. Ap 8, 1-4). Jest to symbolika, która nam mówi, jak wszystkie nasze modlitwy – z wszelkimi ograniczeniami, trudem, ubóstwem, oschłością, możliwymi niedoskonałościami – stają się niemal oczyszczone i osiągają serca Boga. Musimy być więc pewni, że nie ma modlitwy zbędnej, niepotrzebnej; żadna się nie traci. Znajdują one odpowiedź, nawet jeśli czasami tajemniczą, ponieważ Bóg jest miłością i nieskończonym miłosierdziem. Jan pisze: „Anioł zaś wziął naczynie na żar, napełnił je ogniem z ołtarza i zrzucił na ziemię, a nastąpiły gromy, głosy, błyskawice, trzęsienie ziemi” (Ap 8, 5). Obraz ten oznacza, że Bóg nie jest obojętny na nasze błagania, interweniuje i sprawia, że na ziemi można odczuć Jego moc, usłyszeć Jego głos, wprawia w lęk i wstrząsa systemem Złego. Często w obliczu zła mamy poczucie, że nic nie jesteśmy w stanie zrobić, ale to właśnie nasza modlitwa jest pierwszą i najskuteczniejszą odpowiedzią, jaką możemy dać i która umacnia nasz codzienny wysiłek, by upowszechniać dobro. Moc Boga czyni naszą słabość owocną (por. Rz 8, 26-27).

    Chciałbym zakończyć kilkoma odniesieniami do dialogu końcowego (por. Ap 22, 6-21). Jezus powtarza kilka razy: „A oto niebawem przyjdę” (Ap 22, 7.12). Stwierdzenie to oznacza nie tylko perspektywę przyszłości u kresu czasów, ale również perspektywę chwili obecnej: Jezus przychodzi, zamieszkuje w tym, który w Niego wierzy i przyjmuje go. Wówczas zgromadzenie, kierując się Duchem Świętym powtarza Jezusowi ponaglające zaproszenie, by stawał się coraz bliższym: „Przyjdź!” (Ap 22, 17a). Jest jak „oblubienica” (22, 17), która żarliwie dąży do pełni małżeństwa. Po raz trzeci pojawia się wezwanie: „Amen. Przyjdź, Panie Jezu!” (22, 20b); a lektor kończy wyrażeniem ukazującym znaczenie tej obecności: „Łaska Pana Jezusa ze wszystkimi!”(22, 21).
    Apokalipsa, pomimo złożoności symboli, wprowadza nas w bardzo bogatą modlitwę, dlatego także i my słuchamy, chwalimy, dziękujemy, kontemplujemy Pana, prosimy Go o przebaczenie. Jej struktura wielkiej wspólnotowej modlitwy liturgicznej jest również mocnym wezwaniem do odkrycia niezwykłego bogactwa i przemieniającej mocy, jaką posiada Eucharystia. Szczególnie mocno chciałbym zachęcić do wierności niedzielnej Mszy św. w Dzień Pański, w niedzielę, prawdziwe centrum tygodnia! Bogactwo modlitwy w Apokalipsie każe nam myśleć o diamencie, który ma wiele fascynujących aspektów, ale którego znaczenie polega na czystości centralnego zarodka. Sugestywne formy modlitwy, które spotykamy w Apokalipsie rozjaśniają więc wyjątkowe i niewyrażalne znaczenie Jezusa Chrystusa.

    http://www.opoka.org.pl/nauczanie/papiez/benedykt_xvi/audiencje.php


  • Modlitwa wspólnoty (Apokalipsa)

    Modlitwa wspólnoty (Apokalipsa) – katecheza Benedykta XVI z 5 września 2012
    Drodzy Bracia i Siostry.

    Dzisiaj, po okresie wakacyjnym, tutaj, na Watykanie, wznawiamy audiencje, kontynuując tę “szkołę modlitwy” – jaką razem przeżywam z wami – podczas środowych katechez. Dzisiaj chciałbym opowiedzieć o modlitwie w Księdze Apokalipsy, która – jak wiecie – jest ostatnią księgą Nowego Testamentu. Jest to trudna księga, która zawiera wielkie bogactwo. Wprowadza nas ona w kontakt z żywą i pulsującą modlitwą chrześcijańskiej wspólnoty zgromadzonej w “dzień Pański”. Na tym fakcie opiera się zasadniczo cały tekst. Lektor przedstawia wspólnocie przesłanie powierzone Janowi Ewangeliście przez Chrystusa Pana. Lektor i wspólnota wierzących stanowią – można by powiedzieć – dwóch bohaterów rozwoju tej księgi, do nich od samego początku jest skierowane świąteczne życzenie: “Błogosławiony, który czyta i błogosławieni, którzy słuchają słów tego proroctwa” (1,3). Z tego ciągłego dialogu między nimi wypływa wielka symfonia modlitwy, która aż do samego końca rozwija się w wielkiej różnorodności form. Kiedy słuchamy lektora, który ukazuje przesłanie, kiedy słuchamy wspólnoty i obserwujemy jej reakcje na to przesłanie, ich modlitwa z czasem przekształca się w naszą modlitwę.

    Pierwsza część Apokalipsy (4-3,22) w zachowaniu modlącej się wspólnoty ukazuje trzy fazy: pierwsza (1,4-8) jest dialogiem, który – jest to jedyny przypadek w Nowym Testamencie – odbywa się między dopiero co zebraną wspólnotą i lektorem, który zwraca się z błogosławiącym wezwaniem: “łaska wam i pokój” (1,4). Lektor kontynuuje, podkreślając pochodzenie tego życzenia; pochodzi ono od Trójcy: od Ojca, od Ducha Świętego, od Jezusa Chrystusa, uczestniczących razem w realizacji planu stworzenia i zbawienia ludzkości. Zgromadzenie słucha, a słysząc wymieniane imię Jezusa Chrystusa, przeżywa przypływ radości i odpowiada z entuzjazmem, wznosząc modlitwę uwielbienia: “Temu, który nas miłuje i który przez swą krew uwolnił nas od naszych grzechów, i uczynił nas królestwem – kapłanami dla Boga i Ojca swojego, Jemu chwała i moc na wieki wieków! Amen” (1,5b-6).

    Wspólnota ogarnięta miłością Chrystusa czuje się wyzwolona z więzów grzechu i przedstawia się jako “królestwo” Jezusa Chrystusa, które należy całkowicie do Niego. Uznaje wielką misję, która wraz z chrztem została jej powierzona, aby wnosić w świat obecność Boga. Kończy swoją celebrację uwielbienia, patrząc na nowo wprost na Jezusa i z rosnącym entuzjazmem uznaje Jego “chwałę i moc” mogącą zbawić ludzkość. Końcowe “Amen” konkluduje hymn uwielbienia dla Chrystusa. Już te pierwsze wersety księgi zawierają wielkie bogactwo wskazówek dla nas; mówią nam, że nasza modlitwa jest przede wszystkim słuchaniem Boga, który do nas mówi. Zalewani ogromem słów nie jesteśmy przyzwyczajeni do słuchania, przede wszystkim do oddania się wewnętrznej i zewnętrznej postawie wyciszenia, aby skierować uwagę na to, co Bóg chce nam powiedzieć. Te wersety uczą nas ponadto, że nasza modlitwa, często będąca tylko modlitwą prośby, powinna być nade wszystko modlitwą uwielbienia Boga za Jego miłość, za dar Jezusa Chrystusa, który przyniósł nam siłą, nadzieję i zbawienie.

    Nowe wystąpienie lektora przypomina wspólnocie poruszonej przez miłość Chrystusa zobowiązanie do dostrzegania Jego obecności w jej życiu: “Oto nadchodzi z obłokami, i ujrzy Go wszelkie oko i wszyscy, którzy Go przebili. I będą Go opłakiwać wszystkie pokolenia ziemi” (1,7a). Po swoim wniebowstąpieniu na “obłoku”, symbolu Jego transcendencji (por. Dz 1,9), Jezus Chrystus powróci tak samo, jak wstąpił do nieba (por. Dz 1,11b). Wtedy wszystkie narody poznają Go i jak zachęca św. Jan w swojej czwartej Ewangelii, “będą patrzeć na tego, którego przebili” (J 19,37). Będą myśleć o swoich grzechach, które stały się przyczyną Jego ukrzyżowania, i tak jak ci, którzy osobiście towarzyszyli Mu w czasie śmierci na Kalwarii, “uderzą się w piersi” (por. Łk 23,48), prosząc o przebaczenie, aby mogli pójść za Nim i przygotować w ten sposób pełne zjednoczenie z Nim, po jego powtórnym przyjściu. Wspólnota czyni refleksję nad tym przesłaniem i mówi: “Tak, Amen” (Ap 1,7b). Poprzez swoje “tak” wyraża pełne przyjęcie tego, co jej przekazano, i prosi, aby stało się to naprawdę rzeczywistością. Jest to modlitwa wspólnoty, która medytuje nad miłością Boga objawioną w sposób najwyższy na krzyżu i modli się o życie zgodne z powołaniem do bycia uczniami Chrystusa.

    Mamy też odpowiedź Boga: “Jam jest Alfa i Omega…, Który jest, Który był, i Który przychodzi”, Wszechmogący (1,8). Bóg, który objawia się jako początek i koniec historii, przyjmuje i bierze do serca modlitwę wspólnoty. On był, jest i będzie obecny i działający ze swoją miłością w sprawach człowieka – w teraźniejszości, w przyszłości tak jak i w przeszłości, aż do ostatecznego celu. Tutaj znajdujemy inny ważny element: nieustanna modlitwa budzi w nas poczucie obecności Pana w naszym życiu, w historii, a Jego obecność podtrzymuje nas, prowadzi i daje nam wielką nadzieję także pośród ciemności niektórych ludzkich wydarzeń; co więcej, każda modlitwa, nawet w największej samotności, nie jest nigdy izolowaniem się, nigdy nie jest sterylna, ale jest życiodajną siłą, która karmi chrześcijańskie życie, coraz bardziej zaangażowane i spójne.

    Drugi etap modlitwy wspólnoty (1,9-22) jeszcze bardziej pogłębia więź z Jezusem Chrystusem: Pan pozwala się zobaczyć, przemawia, działa, a wspólnota – coraz bliżej Niego – słucha, odpowiada i przyjmuje. W przesłaniu przedstawionym przez lektora święty Jan opowiada o osobistym doświadczeniu spotkania z Chrystusem. Przebywa on na wyspie Patmos z powodu “słowa Bożego i świadectwa Jezusa” (1,9) i jest “dzień Pański” (1,10) – niedziela, kiedy świętuje się Zmartwychwstanie. Święty Jan zostaje porwany przez Ducha Świętego (1,10). Duch Święty napełnia go i odnawia, poszerzając jego zdolność do przyjęcia Jezusa, który zaprasza go do pisania. Modlitwa wspólnoty, która słucha, przyjmuje stopniowo postawę kontemplacji o rytmie wyznaczanym czasownikami: “widzi”, “patrzy”, kontempluje to, co proponuje lektor, interioryzuje to i czyni swoim. Jan słyszy “potężny głos jak gdyby trąby” (1,10b), głos ten nakazuje mu wysłać wiadomość do siedmiu Kościołów, (1,11), które znajdują się w Azji Mniejszej, a przez nie do wszystkich Kościołów wraz z ich pasterzami. Określenie “głos jak gdyby trąby” odnoszący się do Księgi Wyjścia (por. 20,18) przypomina objawienie się Boga Mojżeszowi na górze Synaj i przypomina głos Boga, który przemawia z nieba, z Jego transcendencji. Jest on tutaj przypisany Jezusowi Chrystusowi Zmartwychwstałemu, który z chwały Ojca przemawia do zgromadzonych na modlitwie. Odwracając się, aby “zobaczyć głos” (1,12), Jan widzi “siedem złotych świeczników, i pośród świeczników kogoś podobnego do Syna Człowieczego” (1,12-13), termin szczególnie bliski Janowi, który wskazuje na samego Jezusa. Złote świeczniki z zapalonymi świecami wskazują na Kościół za każdym razem, gdy zbiera się on na modlitwie, na liturgii: Jezus Zmartwychwstały, “Syn Człowieczy”, staje pośrodku /Kościoła/ i przyobleczony w szaty arcykapłana Starego Testamentu wypełnia kapłański urząd mediatora u Ojca.

    W symbolicznym Janowym przesłaniu następuje chwalebne objawienie Chrystusa Zmartwychwstałego wraz z cechami charakterystycznymi właściwymi Bogu, które przytaczane są w Starym Testamencie. Mowa jest o “włosach – białych jak biała wełna, jak śnieg” (1,14), będących symbolem odwieczności Boga (por. Dn 7,9) i zmartwychwstania. Drugim symbolem jest symbol ognia, który w Starym Testamencie często jest odnoszony do Boga, aby wskazać na dwie Jego cechy. Pierwszą jest zazdrosna intensywność Jego miłości, która ożywia jego przymierze z człowiekiem (por. Pwt 4,24). Jest to ta sama paląca intensywność miłości, którą odczytuje się w spojrzeniu Jezusa Zmartwychwstałego: “oczy Jego były jak płomień ognia (Ap l,l4a). Drugą cechą jest niepohamowana zdolność przezwyciężania zła – “trawiący ogień” (Pwt 9,3). W podobny sposób także “stopy” Jezusa, zmierzające, by przeciwstawić się i pokonać zło, podobne są do “drogocennego metalu, jak gdyby w piecu rozżarzonego” (Ap 1,15). Dalej głos Jezusa Chrystusa jest jak “jak głos wielu wód” (1,15c), posiada czyniący wrażenie odgłos “chwały Boga Izraela, który zmierza do Jerozolimy”, o którym mówi prorok Ezechiel (por. Ez 43,2). Następnie ukazane są trzy symboliczne elementy, które pokazują to, co Jezus Zmartwychwstały czyni dla swojego Kościoła: trzyma go mocno w swojej prawej ręce – to bardzo ważny obraz: Jezus trzyma Kościół w swojej ręce- przemawia do niego głosem przenikającym jak miecz obosieczny i ukazuje mu blask swojej boskości: “Jego wygląd – jak słońce, kiedy jaśnieje w swej mocy” (Ap 1,16). Jan jest tak całkowicie zachwycony tym zdumiewającym doświadczeniem Zmartwychwstałego, że czuje, jakby tracił przytomność, i pada jak martwy.

    Po tym doświadczeniu objawienia Apostoł ma przed sobą Pana Jezusa, który rozmawia z nim, uspokaja go, kładzie mu rękę na głowie, odsłania mu swoją tożsamość jako Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego i powierza mu zadanie przekazania Jego orędzia Kościołom (por. Ap 1,17-18). Ten Bóg to coś pięknego, przed którym Apostoł upadł jak martwy. On jest przyjacielem życia i kładzie swoją rękę na jego głowie. Taki też będzie dla nas. Jesteśmy przyjaciółmi Jezusa. Stąd przyszłe ukazanie się Boga Zmartwychwstałego, Chrystusa Zmartwychwstałego nie będzie przerażające, będzie spotkaniem z przyjacielem. Także cała wspólnota przeżywa wraz z Janem szczególny moment światła przed Panem, jednakże złączony z doświadczeniem codziennego spotkania z Jezusem, doświadczając bogactwa kontaktu z Panem, który wypełnia każdą przestrzeń jej życia.

    W trzeciej i ostatniej fazie pierwszej części Apokalipsy (Ap 2-3), lektor przedstawia wspólnocie przesłanie w siedmiu formach, w którym Jezus przemawia w pierwszej osobie. Skierowane do siedmiu Kościołów umiejscowionych w Azji Mniejszej wokół Efezu przemówienie Jezusa wychodzi od specyficznej sytuacji każdego z tych Kościołów, aby następnie rozszerzyć się na Kościoły wszystkich czasów. Jezus wkracza w aktualną sytuację każdego z Kościołów, uwydatniając ich blaski i cienie i kierując do nich naglące zaproszenie: “Nawróć się!” (2,5.16; 3,19c); “Trzymaj, co masz” (3,11); “Pierwsze czyny podejmij!” (2,5); “Bądź więc gorliwy i nawróć się!” (3,19b)… To słowo Jezusa, jeśli jest słuchane z wiarą, natychmiast zaczyna być skuteczne: Kościół zanurzony w modlitwie, przyjmując słowo Pana, zostaje przemieniony. Wszystkie Kościoły winny poddać się uważnemu słuchaniu Pana, otwierając się na Ducha, jak nakazuje to ze stanowczością Jezus, powtarzając siedmiokrotnie to polecenie: “Kto ma uszy, niechaj posłyszy, co mówi Duch do Kościołów” (2,7.11.17.29; 3,6.13.22). Zgromadzenie słucha orędzia, otrzymując zachętę do skruchy, nawrócenia, wytrwałości, wzrastania w miłości, ukierunkowania drogi.

    Drodzy przyjaciele, Apokalipsa przedstawia nam wspólnotę zjednoczoną w modlitwie, ponieważ to właśnie w modlitwie doświadczamy w sposób ciągle wzrastający obecności Jezusa z nami. Im więcej i lepiej modlimy się z wytrwałością, z natężeniem, tym bardziej upodabniamy się do Niego, a On naprawdę wkracza w nasze życie i nim kieruje, udzielając mu radości i pokoju. I o ile więcej znamy, kochamy i naśladujemy Jezusa, o tyle bardziej czujemy potrzebę, by zatrzymać się w modlitwie z Nim, otrzymując pokój duszy, nadzieję i siłę w naszym życiu.

    http://www.opoka.org.pl/nauczanie/papiez/benedykt_xvi/audiencje.php


  • Modlitwa u podstaw świadectwa wiary (św. Dominik Guzman)

    Modlitwa u podstaw świadectwa wiary (św. Dominik Guzman) – katecheza Benedykta XVI z 8 sierpnia 2012
    Drodzy bracia i siostry,

    dziś Kościół obchodzi wspomnienie św. Dominika Guzmana, kapłana, założyciela braci Zakonu Kaznodziejskiego, zwanych dominikanami. W jednej z poprzednich katechez przedstawiłem już tą wyjątkową postać i jej szczególny wkład w odnowę Kościoła tamtych czasów. Dziś chciałbym ukazać istotny aspekt jego duchowości, jego życie modlitwy. Św. Dominik był człowiekiem modlitwy. Rozmiłowany w Bogu, nie miał innych pragnień, jak tylko zbawienie dusz, zwłaszcza tych w jego czasach, które wpadły w sieci herezji; naśladowca Chrystusa, radykalnie wcielił w życie trzy rady ewangeliczne, łącząc głoszenie Słowa ze świadectwem życia ubogiego; pod kierunkiem Ducha Świętego postępował na drodze doskonałości chrześcijańskiej. W każdej chwili modlitwa była dla niego siłą, która odnawiała i czyniła owocnymi jego dzieła apostolskie.

    Bł. Jordan z Saksonii, zmarły w 1237 r. jego następca w kierowaniu zakonem pisze: „W ciągu dnia nikt nie był bardziej przyjazny niż on, natomiast w nocy nikt nie był bardziej wytrwały w modlitwie. Dzień poświęcał bliźniemu, a noc oddawał Bogu” (P. Filippini, San Domenico visto dai suoi contemporanei, Bologna 1982, pag. 133). U św. Dominika możemy zobaczyć przykład harmonijnej integracji pomiędzy kontemplacją tajemnic Bożych, a działalnością apostolską. Według świadectw osób jemu najbliższych św. Dominik „zawsze mówił z Bogiem albo o Bogu”. To spostrzeżenie wskazuje na jego głęboką komunię z Panem, jak również na jego głęboką jedność i jednoczesne ciągłe zaangażowanie w prowadzeniu innych do tej jedności z Bogiem. Mimo że nie pozostawił żadnych pism dotyczących modlitwy, to tradycja dominikańska zgromadziła i przekazała jego żywe doświadczenie umieszczając je w dziele noszącym tytuł „Dziewięć sposobów modlitwy św. Dominika”. Dzieło powstałe pomiędzy 1260 a 1288 rokiem z inicjatywy jednego z braci dominikanów pomaga nam zrozumieć coś z życia wewnętrznego tego świętego, a także pomaga nam, mimo wszystkich różnic, dowiedzieć się czegoś o tym, jak się modlić.

    Każdy z dziewięciu sposobów modlitwy, zawsze przed Jezusem Ukrzyżowanym, wyraża przywiązanie cielesne i zarazem przywiązanie duchowe, które głęboko się przenikając, wspierają skupienie, gorliwość i zapał. Pierwszy z siedmiu sposobów idzie w kierunku rosnącym, jako kolejne kroki na drodze do całkowitego zjednoczenia z Trójcą Świętą: św. Dominik modli się stojąc pochylony, aby wyrazić swoją pokorę, leżąc na ziemi prosi o przebaczenie własnych grzechów, klęcząc na kolanach pokutuje, uczestnicząc w cierpieniach Jezusa, z otwartymi ramionami patrząc na Ukrzyżowanego kontempluje Najwyższą Miłość, patrząc ku niebu czuje się bliżej Bożego świata. Natomiast trzy ostatnie sposoby: stojąc, klęcząc, leżąc na ziemi są zawsze naznaczone myślą skierowaną ku Ukrzyżowanemu. Ostatnie dwa sposoby, przy których chciałbym się krótko zatrzymać, odpowiadają dwóm praktykom pobożności przeżywanej przez św. Dominika. Przede wszystkim osobistej medytacji, podczas której modlitwa przybiera wymiar jeszcze bardziej głęboki, żarliwy i kojący. Na zakończenie Liturgii Godzin i po celebracji Mszy świętej św. Dominik przedłużał rozmowę z Bogiem, bez wyznaczania określonego czasu. Siedząc w ciszy, czytając pisma, czy też wpatrując się w Ukrzyżowanego Chrystusa. Te momenty spotkań z Bogiem przeżywał tak intensywnie, że na zewnątrz można było zauważyć jego reakcje radości oraz łzy. Świadkowie mówią, że niekiedy wpadał w pewnego rodzaju ekstazę. Jego twarz ulegała przemienieniu, wkrótce jednak powracał pokornie do swoich codziennych zajęć, napełniony mocą, która pochodzi z Wysoka. Następnie była modlitwa podczas podróży, pomiędzy jednym a drugim klasztorem odmawiał razem ze swoimi towarzyszami Jutrznię, Modlitwę Południową, Nieszpory, a przechodząc przez doliny i wzgórza kontemplował piękno stworzenia. Wtedy z jego serca wydobywał się hymn uwielbienia i dziękczynienia Bogu za tak wiele darów, szczególnie za największą wspaniałość: dokonane przez Chrystusa odkupienie.

    Drodzy przyjaciele, św. Dominik przypomina nam, że u podstaw świadectwa wiary, jakie każdy chrześcijanin powinien dawać w rodzinie, w miejscu pracy, w zaangażowaniu społecznym, a także w chwilach relaksu, znajduje się modlitwa; jedynie nieustanna więź z Bogiem daje nam siłę do intensywnego przeżywania wszystkich wydarzeń, szczególnie tych najbardziej trudnych. Ten święty przypomina nam także o znaczeniu zewnętrznych postaw w naszej modlitwie. Postawa klęcząca, stojąc przed Panem, wpatrywanie się w krucyfiks, zatrzymywanie się i skupienie w milczeniu nie są czymś drugorzędnym, ale pomagają nam wewnętrznie stanąć całą naszą osobą przed Bogiem. Chciałbym raz jeszcze zwrócić uwagę, że dla naszego życia duchowego konieczne jest znalezienie codziennie chwil, zwłaszcza w czasie wakacji, na rozmowę z Bogiem. Będzie to również sposób niesienia pomocy ludziom, którzy są nam bliscy, aby weszli oni na świetlistą drogę obecności Boga, która niesie pokój i miłość, i której wszyscy potrzebujemy w codzienności. Dziękuję.

    http://www.opoka.org.pl/nauczanie/papiez/benedykt_xvi/audiencje.php


  • Hymn chrystologiczny, uniżenie drogą poznania Boga

    Hymn chrystologiczny, uniżenie drogą poznania Boga – katecheza Benedykta XVI z 27 czerwca 2012
    Drodzy bracia i siostry,

    Nasza modlitwa, jak widzieliśmy w minione środy, składa się z milczenia i słów, ze śpiewu i gestów angażujących całą osobę: od ust do umysłu, od serca do całego ciała. Jest to cecha, jaką znajdujemy w modlitwie żydowskiej, zwłaszcza w psalmach. Dziś chciałbym mówić o jednym z najstarszych utworów czy hymnów tradycji chrześcijańskiej, który św. Paweł przedstawia nam w tym, co jest w pewien sposób jego duchowym testamentem: Liście do Filipian. Chodzi w istocie o list, który Apostoł dyktuje podczas pobytu w więzieniu, być może w Rzymie. Czuje, że zbliża się śmierć, bo mówi, że jego życie będzie złożone w ofierze składanej bogom (por. Flp 2,17).

    Św. Paweł, pomimo sytuacji poważnego zagrożenia dla jego bezpieczeństwa fizycznego, w całym piśmie wyraża radość z powodu bycia uczniem Chrystusa, że może wyjść na Jego spotkanie, aż do postrzegania śmierci nie jako straty, ale jako zysku. W ostatnim rozdziale tego listu zawarta jest mocna zachęta do radości, podstawowej cechy w naszym byciu chrześcijanami i w naszej modlitwie. Święty Paweł pisze: „Radujcie się zawsze w Panu; jeszcze raz powtarzam: radujcie się!” (Flp 4,4). Jak jednak można się cieszyć przed bliskim już skazaniem na śmierć? Skąd lub lepiej od kogo św. Paweł czerpie pogodę ducha, siłę, odwagę, aby wyjść na spotkanie męczeństwa i przelania krwi?

    Odpowiedź znajdujemy w centrum Listu do Filipian, w tym, co tradycja chrześcijańska nazywa carmen Christo, śpiew dla Chrystusa, albo częściej „hymn chrystologiczny”; pieśń, w której cały nacisk położono na „uczucia” Chrystusa, to znaczy na Jego sposób myślenia i na Jego konkretną i przeżywaną postawę. Modlitwa ta zaczyna się od zachęty: „Niech was ożywiają uczucia znamienne dla Jezusa Chrystusa” (Flp 2, 5). Te uczucia są przedstawione w następnych wersetach: miłość, dobroć, pokora, posłuszeństwo wobec Boga, dar z siebie. Chodzi nie tylko o pójście za przykładem Jezusa, jako coś moralnego, ale zaangażowanie całego naszego istnienia w Jego sposób myślenia i działania. Modlitwa powinna prowadzić do poznania i jedności w coraz głębszej miłości z Panem, aby móc myśleć, działać i kochać jak On, w Nim i dla Niego, ucząc się uczuć Jezusa i drogi życia chrześcijańskiego.

    Teraz chciałbym zatrzymać się pokrótce na niektórych elementach tego intensywnego hymnu, który podsumowuje całą drogę Bożą i ludzką Syna Bożego, obejmuje całą historię ludzką: od bycia w postaci Bożej, do wcielenia, do śmierci na krzyżu i wyniesienia w chwale Ojca. Jest w nim także domyślnie obecna cała historia Adama, człowieka od samego początku. Ten hymn do Chrystusa wychodzi od jego bycia „en morphe tou Theou” – powiada grecki tekst, to znaczy bycia „w postaci Bożej”, w kondycji Boga. Jezus, prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek nie żyje swoim „byciem jak Bóg”, aby triumfować lub narzucić swoją wyższość, nie traktuje tego jako posiadanie, przywilej, zazdrośnie strzeżony skarb. Wręcz „ogołocił”, odarł siebie samego przybierając, jak powiada tekst grecki, „morphe doulos” – „postać niewolnika”, ludzką rzeczywistość naznaczoną cierpieniem, ubóstwem, śmiercią. W pełni upodobnił się do ludzi, z wyjątkiem grzechu, tak aby zachowywać się jak sługa całkowicie poświęcony służbie innym. W związku z tym, Euzebiusz z Cezarei w IV wieku mówi: „Wziął na siebie trudy cierpiących członków. Swoimi uczynił nasze skromne choroby. Cierpiał i znosił udręki z naszego powodu: stało się to zgodnie z Jego wielką miłością do człowieka” (Demonstratio Evangelica, 10,1,22). Św. Paweł kontynuuje kreśląc ramy „historyczne”, w których dokonało się to uniżenie Jezusa: „uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci” (Fil 2,8). Syn Boży stał się naprawdę człowiekiem i przeszedł drogę w całkowitym posłuszeństwie i wierności wobec woli Ojca, aż do najwyższej ofiary ze swojego życia. Co więcej, Apostoł określa „aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej”. Na krzyżu Jezus Chrystus osiągnął najwyższy stopień upokorzenia, gdyż ukrzyżowanie było karą zarezerwowaną dla niewolników, a nie dla ludzi wolnych: „mors turpissima crucis” pisze Cyceron (por. In Verrem, V, 64, 165).

    W Krzyżu Chrystusa człowiek zostaje odkupiony i odwróceniu ulega doświadczenie Adama: Adam, stworzony na obraz i podobieństwo Boga, rościł sobie, że będzie jak Bóg o własnych siłach, aby postawić siebie na miejscu Boga i w ten sposób utracił daną mu pierwotną godność. Natomiast Jezus, pomimo że „był w postaci Bożej” uniżył się, zanurzył się w ludzką kondycję, będąc całkowicie wiernym Ojcu, żeby odkupić Adama, który jest w nas i ponownie obdarzyć człowieka godnością, którą stracił. Ojcowie podkreślali, że stał się On posłuszny, przywracając naszej ludzkiej naturze, poprzez swoją pokorę i posłuszeństwo to, co zostało stracone z powodu nieposłuszeństwa Adama.

    W modlitwie, w relacji z Bogiem, otwieramy nasz umysł, serce, wolę na działanie Ducha Świętego, aby wejść w tę samą dynamikę życia, jak stwierdza święty Cyryl Aleksandryjski, którego wspomnienie dziś obchodzimy: „Dzieło Ducha stara się nas przekształcić poprzez łaskę w doskonałą kopię Jego upokorzenia” (List świąteczny, 10,4). Natomiast ludzka logika często poszukuje samorealizacji we władzy, panowaniu, w potężnych środkach. Człowiek ciągle chce zbudować o własnych siłach wieżę Babel, żeby osiągnąć wysokości Boga, aby być jak Bóg, Wcielenie i krzyż przypominają nam, że pełna realizacja polega na podporządkowaniu naszej ludzkiej woli, woli Ojca, w ogołoceniu się ze swojego egoizmu, aby napełnić się miłością, Bożym miłosierdziem i stać się w ten sposób naprawdę zdolnymi do miłowania innych. Człowiek nie odnajduje siebie pozostając w sobie, zdobywając uznanie, lecz wychodząc z siebie, jedynie wyjdziemy z samych siebie odnajdziemy siebie. Jeśli Adam chciałby naśladować Boga, co samo w sobie nie było złą ideą, to miał fałszywą ideę Boga. Bóg nie chce wielkości. Bóg jest miłością darującą siebie w Trójcy Świętej, a następnie w dziele stworzenia: Naśladować Boga to znaczy wyjść z samego siebie, dać siebie w miłości.

    W drugiej części tego „hymnu chrystologicznego” z Listu do Filipian podmiot się zmienia – nie jest nim już Chrystus, ale Bóg Ojciec. Św. Paweł podkreśla, że właśnie z powodu posłuszeństwa woli Ojca aż do najwyższego aktu miłości na krzyżu, „Bóg Go nad wszystko wywyższył i darował Mu imię ponad wszelkie imię” (Flp 2,9). Ten, który głęboko się uniżył przyjmując kondycję niewolnika zostaje wywyższony, wyniesiony ponad wszystko przez Ojca, który daje jemu imię „Kyrios”, „Pan”. W obliczu tego nowego imienia, które w istocie jest imieniem samego Boga w Starym Testamencie „zgina się każde kolano istot niebieskich i ziemskich i podziemnych. I aby wszelki język wyznał, że Jezus Chrystus jest PANEM – ku chwale Boga Ojca” (ww. 10-11). Jezus, który jest wyniesiony to Jezus Ostatniej Wieczerzy, który składa szaty, przepasuje się ręcznikiem, pochyla się, aby umyć Apostołom nogi i pyta ich: „Czy rozumiecie, co wam uczyniłem? Wy Mnie nazywacie Nauczycielem i Panem i dobrze mówicie, bo nim jestem. Jeżeli więc Ja, Pan i Nauczyciel, umyłem wam nogi, to i wyście powinni sobie nawzajem umywać nogi” (J 13, 12-14). Ważne, aby o tym pamiętać zawsze w naszej modlitwie i w naszym życiu: „wznoszenie się ku Bogu ma miejsce właśnie w uniżeniu pokornej służby, w uniżeniu miłości, która stanowi istotę Boga i dlatego jest autentycznie oczyszczającą siłą, uzdalniającą człowieka do poznawania i oglądania Boga” (Jezus z Nazaretu, Kraków 2007, s. 89).

    Hymn z Listu do Filipian daje nam dwa ważne wskazania dla naszej modlitwy. Pierwsze to wezwanie „Panie” skierowane do Jezusa Chrystusa, siedzącego po prawicy Ojca: On jest jedynym Panem naszego życia, pośród wielu „panujących”, którzy chcą nim kierować i przewodzić. Z tego względu koniecznie trzeba mieć skalę wartości, w której prymat należy do Boga, aby wraz ze św. Pawłem powiedzieć: „wszystko uznaję za stratę ze względu na najwyższą wartość poznania Chrystusa Jezusa, Pana mojego” (Flp 3,8). Spotkanie ze Zmartwychwstałym sprawiło, że zrozumiał, iż tylko On jest jedynym skarbem dla którego warto poświęcić swoje życie.

    Drugie wskazanie to prostracja, „zginanie się każdego kolana” na ziemi i na niebie, przywołujące wyrażenie proroka Izajasza, w którym wskazuje, że wszystkie stworzenia muszą oddawać cześć Bogu (por. 45, 23). Przyklęknięcie przed Najświętszym Sakramentem, czy klękanie do modlitwy wyrażają właśnie postawę adoracji wobec Boga, także poprzez postawę ciała. Dlatego ważne jest, aby wypełniać ten gest nie z nawyku i w pośpiechu, ale z głęboką świadomością. Kiedy klękamy przed Panem, wyznajemy naszą wiarę w Niego, uznajemy, że On jest jedynym Panem naszego życia.

    Drodzy bracia i siostry, w naszej modlitwie kierujmy nasz wzrok na Krucyfiks, częściej zatrzymajmy się na adoracji przed Eucharystią, aby nasze życie wkroczyło w miłość Boga, który pokornie się uniżył, aby nas wnieść aż do Niego. Na początku katechezy pytaliśmy się, jak św. Paweł mógł się radować w obliczu bezpośredniego zagrożenia męczeństwem i przelaniem swej krwi. Jest to możliwe tylko dlatego, że Apostoł nigdy nie spuszczał wzroku z Chrystusa, aż stał się do Niego podobnym w śmierci, „w nadziei, że …dojdę jakoś do pełnego powstania z martwych”. (Flp 3,10-11). Powiedzmy i my, jak św. Franciszek przed krzyżem: „Najwyższy, chwalebny Boże, rozjaśnij ciemności mego serca i daj mi, Panie, prawdziwą wiarę, niezachwianą nadzieję i doskonałą miłość, zrozumienie i poznanie, abym wypełniał Twoją świętą i prawdziwą wolę. Amen”. (por. Modlitwa przed krzyżem: FF [276]).

    http://www.opoka.org.pl/nauczanie/papiez/benedykt_xvi/audiencje.php


  • Modlitwa uczy bezinteresowności

    Modlitwa uczy bezinteresowności – katecheza Benedykta XVI z 20 czerwca 2012
    Drodzy bracia i siostry,

    Nasza modlitwa jest bardzo często prośbą o pomoc w potrzebach. Jest to dla człowieka normalne, gdyż potrzebujemy pomocy, potrzebujemy innych ludzi, potrzebujemy Boga. Jest więc dla nas czymś normalnym, że zwracamy się do Boga z prośbą, staramy się o Jego pomoc. Musimy też pamiętać, że modlitwa, jakiej nauczył nas Pan, „Ojcze nasz” jest modlitwą prośby. Pan uczy nas przez nią priorytetów naszej modlitwy, oczyszcza nasze pragnienia i w ten sposób oczyszcza też nasze serce. Tak więc, choć naturalne jest samo przez się, że w modlitwie o coś prosimy, to nie powinno być tak wyłącznie. Są także powody do dziękczynienia. Jeśli jesteśmy choć trochę wrażliwi, dostrzegamy, że otrzymujemy od Boga tak wiele dobra. Jest On tak dobry wobec nas, że wypada i trzeba podziękować. Potrzebna jest także modlitwa uwielbienia. Jeżeli nasze serce jest otwarte, to widzimy, pomimo wszystkich problemów, także piękno Jego stworzenia. Powinniśmy więc nie tylko prosić, ale także uwielbiać i dziękować Panu. W ten sposób nasza modlitwa jest pełna.

    W swoich listach św. Paweł nie tylko mówi o modlitwie, ale przekazuje modlitwy, z pewnością także prośby, ale również uwielbienia i błogosławieństwa za to, co Bóg zdziałał i nieustannie dokonuje w dziejach ludzkości.

    Dziś chcę się zatrzymać na pierwszym rozdziale Listu do Efezjan, który rozpoczyna się właśnie od modlitwy, hymnu błogosławieństwa, wyrazu dziękczynienia i radości. Św. Paweł błogosławi Boga, Pana naszego Jezusa Chrystusa, ponieważ w Nim „nam oznajmił tajemnicę swej woli” (Ef 1,9). Rzeczywiście motywem dziękczynienia jest to, że Bóg pozwala nam poznać, to, co ukryte, swoją wolę wobec nas, tajemnicę swej woli. „Mysterion” – „tajemnica”: to termin, który często powraca w Piśmie Świętym i w liturgii. W języku potocznym wskazuje on na to, czego nie można poznać, rzeczywistość, której nie możemy pojąć naszą inteligencją. Hymn rozpoczynający List do Efezjan prowadzi nas za rękę ku głębszemu znaczeniu tego terminu i wskazywanej przezeń rzeczywistości. Dla ludzi wierzących „tajemnica” jest nie tyle tym, co nieznane, ile raczej tajemniczą wolą Boga, Jego planem miłości, który objawił się w pełni w Jezusie Chrystusie i daje nam możliwość, abyśmy „wraz ze wszystkimi świętymi zdołali ogarnąć duchem, czym jest Szerokość, Długość, Wysokość i Głębokość i poznać miłość Chrystusa” (Ef 3,18-19). Tajemnica, to co nieznane w Bogu, objawiło się, to prawda, że Bóg nas kocha i to kocha od początku, od wieczności.

    Zatrzymajmy się na tej uroczystej i głębokiej modlitwie. „Niech będzie błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa” (Ef 1,3). Św. Paweł używa słowa „euloghei”, które zazwyczaj jest tłumaczeniem hebrajskiego „barak”: to znaczy uwielbiać, wychwalać, dziękować Bogu Ojcu jako źródłu dóbr zbawienia, jako Temu, który „napełnił nas wszelkim błogosławieństwem duchowym na wyżynach niebieskich – w Chrystusie”.

    Apostoł dziękuje i uwielbia, ale zastanawia się też nad motywami pobudzającymi człowieka do tego uwielbienia, przedstawiając zasadnicze elementy planu Bożego i jego etapy. Przede wszystkim powinniśmy błogosławić Boga Ojca, gdyż On „wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem z miłości” (w. 4). Tym, co czyni nas świętymi i niepokalanymi jest miłość. Bóg powołał nas do istnienia, do świętości, a wybór jest wcześniejszy niż stworzenie świata. Od zawsze jesteśmy w Jego planie, w Jego myśli. Wraz z prorokiem Jeremiaszem także my możemy powiedzieć, że znał nas zanim ukształtował nas w łonie matki (por. Jr 1,5); a znając umiłował nas. Powołanie do świętości, to znaczy do komunii z Bogiem, należy do Jego odwiecznego planu, planu, który rozciąga się na całe dzieje i obejmuje wszystkich ludzi świata, ponieważ jest to powołanie powszechne. Bóg nikogo nie wyklucza, Jego plan jest jedynie planem miłości. Święty Jan Chryzostom stwierdza: „Bóg sam uczynił nas świętymi, ale my jesteśmy powołani, abyśmy pozostali świętymi. Święty to ten, kto żyje w wierze” (Homilie do Listu do Efezjan, 1,1,4).

    Św. Paweł mówi dalej, że przeznaczył On nas, wybrał, abyśmy byli „przybranymi synami przez Jezusa Chrystusa”, abyśmy byli włączeni w Jego Jednorodzonego Syna. Apostoł podkreśla darmowość tego cudownego planu Boga dla ludzkości. Bóg nas wybiera nie dlatego, że jesteśmy dobrzy, ale dlatego, że On jest dobry. W starożytności mówiono, że „bonum est diffusivum sui” – dobro przekazuje nam siebie, do natury dobra należy jego samo upowszechnianie, rozszerzanie. Ponieważ Bóg jest Dobrem – jest przekazywaniem dobra, pragnie przekazywać dobro, stwarza – ponieważ pragnie przekazywać nam swoje Dobro i uczynić nas dobrymi, świętymi.

    W centrum modlitwy błogosławieństwa, Apostoł ukazuje sposób w jaki dokonuje się plan zbawienia Ojca w Chrystusie, w Jego umiłowanym Synu: „W Nim mamy odkupienie przez Jego krew – odpuszczenie występków, według bogactwa Jego łaski” (Ef 1,7). Krzyżowa ofiara Chrystusa jest wydarzeniem wyjątkowym i niepowtarzalnym, poprzez które Ojciec ukazał niezwykle jasno swoją miłość wobec nas, nie tylko słowami, ale w konkretny sposób. Bóg jest tak konkretny w swojej miłości, że wchodzi w historię, staje się człowiekiem, aby odczuć co to znaczy, jak to jest i przyjmuje drogę cierpienia, męki, znosząc także śmierć. Miłość Boga jest tak konkretna, że uczestniczy również w naszym cierpieniu i umieraniu. Ofiara Krzyża sprawia, że stajemy się „własnością Boga”, ponieważ krew Chrystusa wykupiła nas od grzechu, oczyszcza nas od zła, chroni nas od niewoli grzechu i śmierci. Św. Paweł zachęca nas do zastanowienia się nad tym, jak głęboka jest miłość Boga, który przemienia historię, miłość która przekształciła jego życie z prześladowcy chrześcijan w niestrudzonego Apostoła Ewangelii. Rozbrzmiewają raz jeszcze uspokajające słowa Listu do Rzymian: „Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam? On, który nawet własnego Syna nie oszczędził, ale Go za nas wszystkich wydał, jakże miałby wraz z Nim i wszystkiego nam nie darować?… I jestem pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani Zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani Moce, ani co wysokie, ani co głębokie, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym” (Rz 8,31-32.38-39). Ta pewność – Bóg jest dla nas! Żadne stworzenie nie może nas oddzielić, gdyż Jego miłość jest mocniejsza. Musimy to włączyć w nasze życie, w naszą chrześcijańską świadomość.

    Wreszcie, Boże błogosławieństwo kończy się wskazaniem na Ducha Świętego, który został wlany w nasze serca; Pocieszyciela, którego otrzymaliśmy jako obiecaną pieczęć: „On jest zadatkiem naszego dziedzictwa w oczekiwaniu na odkupienie, które nas uczyni własnością [Boga], ku chwale Jego majestatu” (Ef 1,14). Odkupienie nie jest jeszcze zakończone – odczuwamy to, ale będzie miało swoje wypełnienie, kiedy ci, których Bóg nabył, zostaną zbawieni. Jesteśmy jeszcze na drodze odkupienia, którego rzeczywistość istotna jest nam dana wraz ze śmiercią i zmartwychwstaniem Jezusa. Jesteśmy w drodze do ostatecznego odkupienia, do pełnego wyzwolenia dzieci Bożych. Duch Święty jest pewnością, że Bóg doprowadzi do wypełnienia swój plan zbawienia, kiedy „wszystko na nowo zjednoczy w Chrystusie jako Głowie: to, co w niebiosach, i to, co na ziemi”(Ef 1,10). Św. Jan Chryzostom komentuje: „Bóg nas wybrał ze względu na wiarę i odcisnął w nas pieczęć dla dziedzictwa przyszłej chwały” (Homilie do Listu do Efezjan 2,11-14). Musimy się zgodzić, że droga odkupienia jest także naszą drogą, gdyż Bóg pragnie stworzeń wolnych, które w sposób swobodny mówią „tak”. Jest to jednak nade wszystko i po pierwsze Jego droga. Jesteśmy w Jego rękach i to teraz do naszej wolności należy pójście drogą, którą On otworzył. Idziemy drogą odkupienia wraz z Chrystusem i odczuwamy, że odkupienie się dokonuje.

    Wizja, jaką nam przedstawia święty Paweł w tej wielkiej modlitwie błogosławieństwa doprowadziła nas do kontemplowania działania Trzech Osób Trójcy Świętej: Ojca, który wybrał nas przed stworzeniem świata, pomyślał nas i stworzył, Syna, który nas odkupił przez swoją Krew i Ducha Świętego – zadatku naszego odkupienia i przyszłej chwały. W nieustannej modlitwie, w codziennej relacji z Bogiem uczymy się, podobnie jak święty Paweł, dostrzegania coraz jaśniej znaków tego planu i tego działania: w pięknie Stwórcy, który wyłania się ze swych stworzeń (por. Ef 3,9), jak śpiewa św. Franciszek z Asyżu: „Pochwalony bądź, Panie, z wszystkimi Twoimi stworzeniami” (FF 263). Właśnie teraz, także w okresie wakacyjnym ważna jest nasza wrażliwość na piękno stworzenia, dostrzeganie, że w tym pięknie ujawnia się oblicze Boga. Święci pokazują nam w swoim życiu w wyrazisty sposób, co może sprawić moc Boga w ludzkiej słabości. Może ona tego dokonać także w naszym życiu. W całej historii zbawienia, w której Bóg stał się bliskim wobec nas i cierpliwie oczekuje naszych decyzji, rozumie nasze niewierności, zachęca nas do zaangażowania i nas prowadzi.

    W modlitwie uczymy się dostrzegać znaki tego miłosiernego planu w drodze Kościoła. W ten sposób wzrastamy w miłości Boga, otwierając bramę, aby Trójca Święta przybyła, żeby w nas zamieszkać, oświecić, ogrzać, kierować naszym życiem. „Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go, i przyjdziemy do niego, i będziemy u niego przebywać” (J 14,23) powiada Jezus obiecując uczniom dar Ducha Świętego, który wszystkiego nauczy. Św. Ireneusz niegdyś powiedział, że we Wcieleniu Duch Święty przyzwyczaił się do zamieszkania w człowieku. W modlitwie powinniśmy się przyzwyczaić do bycia z Bogiem. Jest to bardzo ważne, abyśmy się nauczyli być z Bogiem i widzieli w ten sposób, jak dobrze jest być z Nim, który jest odkupieniem.

    Drodzy przyjaciele, kiedy modlitwa karmi nasze życie duchowe, stajemy się zdolni do zachowania tego, co św. Paweł nazywa „tajemnicą wiary” (por 1 Tm 3,9). Modlitwa jako sposób przyzwyczajenia się do bycia z Bogiem, rodzi ludzi ożywianych nie egoizmem, żądzą posiadania, spragnionych władzy, lecz ludzi bezinteresownych, pragnących kochać, spragnionych służenia innym, to znaczy ożywianych Bogiem. Tylko w ten sposób można wnieść światło w ciemności świata.

    Chciałbym zakończyć tę katechezę słowami z epilogu Listu do Rzymian. Wraz ze św. Pawłem także i my dzięki składamy Bogu, gdyż powiedział nam o sobie wszystko w Jezusie Chrystusie i dał nam Pocieszyciela, Ducha prawdy. Pisze św. Paweł pod koniec Listu do Rzymian: „Temu, który ma moc utwierdzić was zgodnie z Ewangelią i moim głoszeniem Jezusa Chrystusa, zgodnie z objawioną tajemnicą, dla dawnych wieków ukrytą, teraz jednak ujawnioną, a przez pisma prorockie na rozkaz odwiecznego Boga wszystkim narodom obwieszczoną, dla skłonienia ich do posłuszeństwa wierze, Bogu, który jedynie jest mądry, przez Jezusa Chrystusa, niech będzie chwała na wieki wieków! Amen (16, 25-27). Dziękuję.

    http://www.opoka.org.pl/nauczanie/papiez/benedykt_xvi/audiencje.php


  • Modlitwa kontemplacyjna

    Modlitwa kontemplacyjna – katecheza Benedykta XVI z 13 czerwca 2012
    Drodzy bracia i siostry,

    Codziennie spotkanie z Panem i uczestniczenie w sakramentach pozwalają na otwarcie naszych umysłów i serc na Jego obecność, na Jego słowa, na Jego działanie. Modlitwa jest nie tylko oddechem duszy, ale aby posłużyć się obrazem – jest również oazą spokoju, w której możemy czerpać wodę, która karmi nasze życie duchowe i przekształca naszą egzystencję. Bóg pociąga nas do siebie, pozwala nam wspinać się na górę świętości, abyśmy byli coraz bliżej Niego, dając nam na tej drodze światło i pocieszenie. Jest to doświadczenie osobiste, o którym św. Paweł wspomina w rozdziale 12 Drugiego Listu do Koryntian, na którym chciałbym się dzisiaj skupić. Wobec tych, którzy poddawali w wątpliwość jego apostolstwo, nie wymienia wspólnot, które założył, przebytych kilometrów. Nie tylko przypomina napotkane trudności i przeciwieństwa w głoszeniu Ewangelii, ale wskazuje na swoją relację z Panem, relację tak intensywną, iż charakteryzującą się także chwilami ekstazy, głębokiej kontemplacji (por. 2 Kor 12,1). Nie chlubi się więc tym, czego dokonał, swoją mocą, swoimi działaniami i sukcesami, ale działaniem Boga w nim i poprzez niego. Z wielkim wstydem mówi on o chwili w której przeżywał szczególne doświadczenie porwania do Bożego nieba. Przypomina, że czternaście lat przed wysłaniem Listu był „porwany aż do trzeciego nieba” (w. 2). Posługując się językiem i relacjonując jak ten, który opowiada o tym, czego nie powinno się mówić, św. Paweł opowiada o tym fakcie wręcz w trzeciej osobie. Stwierdza, że pewien człowiek został porwanmy do Bożego „ogrodu”, do raju. Kontemplacja jest tak głęboka i intensywna, że Apostoł nawet nie pamięta treści otrzymanego objawienia, ale dobrze zna datę i okoliczności, w których Pan pochwycił go w sposób tak totalny, pociągnął go do siebie, tak jak uczynił to na drodze do Damaszku w chwili jego nawrócenia (por. Fil 3,12).

    Święty Paweł mówi dalej, że właśnie po to, aby nie popaść w pychę z powodu ogromu otrzymanych objawień, nosi w sobie „oścień” (2 Kor 12,7), pewne cierpienie i błaga z mocą Zmartwychwstałego, by został uwolniony od wysłannika szatana, od tego bolesnego ościenia w ciele. Powiada, że trzy razy żarliwie modlił się do Pana, aby oddalił od niego tę próbę. To w tej systuacji, w głębokiej kontemplacji Boga, „słyszał tajemne słowa, których się nie godzi człowiekowi powtarzać” (w. 4) otrzymuje odpowiedź na swoje błaganie. Zmartwychwstały kieruje do niego słowa jasne i pocieszające: „Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali” (w. 9).

    Komentarz Pawła do tych słów możne nasz zadziwić, ale ukazuje jak on rozumiał, co znaczy być naprawdę apostołem Ewangelii. Woła faktycznie: „Najchętniej więc będę się chlubił z moich słabości, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa. Dlatego mam upodobanie w moich słabościach, w obelgach, w niedostatkach, w prześladowaniach, w uciskach z powodu Chrystusa. Albowiem ilekroć niedomagam, tylekroć jestem mocny” (ww. 9b-10. Nie chlubi się więc swoimi działaniami, ale działaniem Chrystusa, który działa właśnie pośród jego słabości. Zatrzymajmy się jeszcze na chwilę nad tym faktem, który miał miejsce w latach, gdy św. Paweł żył w milczeniu i kontemplacji, zanim rozpoczął przemierzanie Zachodu, by głosić Chrystusa, bo ta postawa głębokiej pokory i ufności wobec ukazywania się Boga ma podstawowe znaczenie także dla naszej modlitwy i życia, dla naszej relacji z Bogiem i naszych własnych słabości.

    Przede wszystkim: o jakich słabościach mówi Apostoł, czym jest ten oścień dla ciała? Nie wiemy i Paweł nam nie mówi, ale jego postawa pozwala nam zrozumieć, że wszelkie trudności w naśladowaniu Chrystusa i w świadectwie Jego Ewangelii można pokonać otwierając się z ufnością na działanie Pana. Święty Paweł jest w pełni świadom, że jest „sługą nieużytecznym” (Łk 17,10), to nie on dokonał wielkich dzieł Pana, jest „naczyniem glinianym” ( 2 Kor 4,7), w którym Bóg składa bogactwo i moc swojej łaski. W tej chwili intensywnej modlitwy kontemplacyjnej Święty Paweł jasno rozumie, jak stawiać czoło i przeżywać każde zdarzenie, zwłaszcza cierpienie, trudności, prześladowanie: w chwili kiedy doświadczamy swojej słabości objawia się moc Boga, który nie porzuca, nie pozostawia samymi, ale staje się wsparciem i siłą. Oczywiście Paweł chciałby być uwolniony od tego ościenia, od tego cierpienia, ale Bóg powiada „nie”. Jest to dla ciebie konieczne, nie zabraknie tobie łaski, żeby się oprzeć i dokonać tego, czego powinieneś. Jest to także ważne dla nas, gdyż Pan nie uwalnia nas od zła, ale pomaga nam w dojrzewaniu, w cierpieniach, w trudnościach, w prześladowaniach. Wiara nam więc powiada, że „chociaż bowiem niszczeje nasz człowiek zewnętrzny, to jednak ten, który jest wewnątrz, odnawia się z dnia na dzień” (2 Kor 4,16) właśnie w doświadczeniach. Apostoł przekazuje chrześcijanom Koryntu, a także i nam, że „niewielkie utrapienia naszego obecnego czasu gotują bezmiar chwały przyszłego wieku” (w. 17). Rzeczywiście po ludzku rzecz biorąc nie był lekki ciężar przeciwności – przeciwnie niezwykle ciężki, ale w porównaniu z miłością Boga, z wielkością bycia miłowanym przez Boga zdaje się lekkim, wiedząc, że będzie bezmiar chwały, Na ile wzrasta więc w nas zjednoczenie z Panem a nasza modlitwa staje się bardziej intensywna, także i my idziemy do tego, co istotne i rozumiemy, że to nie moc naszych środków, naszych cnót, naszych zdolności realizuje Królestwo Boże, lecz Bóg, który dokonuje cudów właśnie poprzez nasze słabości, naszą nieadekwatność wobec zadania. Musimy być pokorni i nie pokładać ufności w nas samych, lecz pracować, z Bożą pomocą, w winnicy Pańskiej, powierzając siebie jako kruche „naczynia gliniane” .

    Święty Paweł mówi o dwóch szczególnych objawieniach, które radykalnie zmieniły jego życie. Pierwszym z nich jest wstrząsające pytanie na drodze do Damaszku: „Szawle, Szawle, dlaczego Mnie prześladujesz?” (Dz 9, 4). Pytanie to doprowadziło go do odkrycia i spotkania Chrystusa żyjącego i obecnego oraz usłyszenia powołania, by być apostołem Ewangelii. Drugim są słowa skierowane do niego przez Pana w doświadczeniu modlitwy kontemplacyjnej, będącym przedmiotem naszej refleksji „Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali”(2 Kor 12,9). Jedynie wiara, ufność w Boże działanie, w dobroć Boga, który nas nie opuszcza jest gwarancją, że praca nie będzie na marne. Tak więc Łaska Pana była siłą, która towarzyszyła Świętemu Pawłowi w ogromnych wysiłkach mających na celu szerzenie Ewangelii, a jego serce wpisało się w Serce Chrystusa, stając się zdolnym, by prowadzić innych do Tego, który dla nas umarł i zmartwychwstał.

    W modlitwie otwieramy nasze serca Panu, aby On przyszedł i zamieszkał pośród naszych słabości, przekształcając je w moc dla Ewangelii. Greckie słowo, którym Paweł opisuje to zamieszkanie Pana w jego ludzkiej kruchości jest bogate znaczeniowo: Paweł używa słowa „episkenoo”, które możemy przetłumaczyć jako „rozbić swój namiot”. Pan nadal rozbija swój namiot pośród nas: jest to tajemnica Wcielenia. To Słowo Boże, które przyszło, aby zamieszkać w naszym człowieczeństwie, pragnie w nas przebywać, postawić w nas swój namiot, aby oświecić i przemienić nasze życie i świat.

    Intensywna kontemplacja Boga doświadczana przez św. Pawła przypomina tę, której, doświadczali uczniowie na górze Tabor, kiedy widząc Jezusa przemienionego i jaśniejącego światłem, Piotr powiedział: „Rabbi, dobrze, że tu jesteśmy; postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza” – dodaje św. Marek (Mk 9,5). Kontemplacja Pana jest doświadczeniem zarówno fascynującym jak i przerażającym. Fascynującym, ponieważ On nas pociąga do siebie i porywa nasze serce ku górze, unosząc je do swojej wzniosłości, gdzie doświadczamy pokoju, piękna Jego miłości. Przerażającym, ponieważ obnaża naszą ludzką słabość, naszą nieadekwatność, trudności w pokonaniu Złego, który zastawia pułapki w naszym życiu, ów oścień tkwiący także w naszym ciele. W modlitwie, w codziennej kontemplacji Pana otrzymujemy moc Bożej miłości i odczuwamy, że prawdziwe są słowa skierowane przez św. Pawła do chrześcijan Rzymu: „ I jestem pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani Zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani Moce, ani co wysokie14, ani co głębokie15, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym” (Rz 8, 38-39).

    W świecie, w którym grozi nam poleganie jedynie na ludzkiej skuteczności i sile środków ludzkich jesteśmy powołani do odkrycia na nowo i świadczenia o mocy Boga wyrażającej się w modlitwie, poprzez którą każdego dnia wzrastamy w upodobnieniu naszego życia do życia Chrystusa, który jak stwierdza Paweł: „został ukrzyżowany wskutek słabości, to jednak żyje dzięki mocy Bożej. I my także niemocni jesteśmy w Nim, ale żyć będziemy z Nim przez moc Bożą względem was” (2 Kor 13,4).

    Drodzy przyjaciele, w ubiegłym wieku, Albert Schweitzer, teolog protestancki i laureat pokojowej nagroda Nobla, twierdził, że „Paweł jest mistykiem i wyłącznie mistykiem”, to znaczy człowiekiem naprawdę zakochanym w Chrystusie, i tak z Nim zjednoczonym, że mógł powiedzieć: Chrystus żyje we mnie. Mistyka św. Pawła ma oparcie nie tylko w przeżytych przez niego niezwykłych wydarzeniach, ale także na codziennej, intensywnej relacji z Panem, Który zawsze wspierał go Swoją łaską. Mistyka nie oddaliła go od rzeczywistości – przeciwnie dała mu moc, by żyć każdym dniem dla Chrystusa i budować Kościół aż do końca świata, aż do kresu obecnego czasu. Zjednoczenie z Bogiem nie oddala nas od świata, ale daje nam siłę, by czynić w świecie to, co należy. Także w naszym życiu modlitewnym możemy mieć chwile szczególnie intensywne, w których odczuwamy żywszą obecność Pana. Ważna jest jednak wytrwałość, wierność w relacji z Bogiem, zwłaszcza w sytuacjach oschłości, trudności, cierpienia. Tylko jeśli będziemy pochwyceni miłością Chrystusa będziemy potrafili stanąć wobec przeciwieństw, przekonani, jak Paweł, że wszystko możemy w Tym, który nas umacnia (por. Fil 4,13). Im więcej przestrzeni damy na modlitwę, tym bardziej będziemy wiedzieli, że nasze życie będzie się przekształcać i będzie ożywiane konkretną mocą Bożej miłości. Tak się działo na przykład w życiu bł. Matki Teresy z Kalkuty, która pomimo swej niepozornej postaci w kontemplacji Jezusa i właśnie w długich chwilach oschłości odnajdywała ostateczny motyw i niewiarygodną moc, aby rozpoznawać Go w ubogich i porzuconych. Kontemplacja Chrystusa w naszym życiu, jak już wspomniałem, nie wyobcowuje nas z rzeczywistości, ale czyni nas jeszcze bardziej uczestnikami ludzkich spraw, gdyż Pan, pociągając nas ku sobie w modlitwie, pozwala nam stawać się obecnymi i bliskimi wobec każdego brata w swojej miłości. Dziękuję.

    http://www.opoka.org.pl/nauczanie/papiez/benedykt_xvi/audiencje.php


  • „Tak” i „Amen” w modlitwie (św. Paweł)

    „Tak” i „Amen” w modlitwie (św. Paweł) – katecheza Benedykta XVI z 30 maja 2012
    Drodzy bracia i siostry,

    W obecnych katechezach, rozważamy modlitwę w listach św. Pawła Apostoła i staramy się dostrzec, że modlitwa chrześcijańska jest prawdziwym i osobistym spotkaniem z Bogiem Ojcem w Chrystusie przez Ducha Świętego. W tym spotkaniu nawiązywany jest dialog między wiernym „tak” Boga a ufnym „Amen” ludzi wierzących. Chciałbym podkreślić tę dynamikę, zatrzymując się na Drugim Liście do Koryntian. Święty Paweł wysyła ten żarliwy list do Kościoła, który wiele razy poddawał w wątpliwość jego apostolstwo, a on otwiera swe serce, aby adresaci tego listu byli pewni jego wierności Chrystusowi i Ewangelii. Ten Drugi List do Koryntian rozpoczyna się jedną z najwznioślejszych modlitw błogosławieństwa Nowego Testamentu: „Błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec miłosierdzia i Bóg wszelkiej pociechy, Ten, który nas pociesza w każdym naszym utrapieniu, byśmy sami mogli pocieszać tych, co są w jakiejkolwiek udręce, pociechą, której doznajemy od Boga. (2 Kor 1,3-4).

    Paweł musiał przejść przez wiele udręk, trudności i ucisków, ale nigdy nie uległ zniechęceniu, wspomagany przez łaskę i bliskość Pana Jezusa Chrystusa, dla którego stał się apostołem i świadkiem, składając w Jego ręce całe swe istnienie. Właśnie z tego powodu, Paweł rozpoczyna ten list modlitwą błogosławieństwa i dziękczynienia Bogu, ponieważ nie było ani jednej chwili jego życia, jako apostoła Chrystusa, w której odczułby brak wsparcia Ojca miłosierdzia i Boga wszelkiej pociechy. Jak powiada ten list straszliwie cierpiał, ale w każdej z tych sytuacji, które wydawały się bez wyjścia otrzymał pociechę, wsparcie od Boga. Aby głosić Chrystusa znosił także prześladowania, aż do zamknięcia w więzieniu, ale zawsze czuł się wewnętrznie wolny, ożywiany obecnością Chrystusa i pragnąc jedynie głosić słowo Ewangelii nadziei. Z więzienia pisał do Tymoteusza, swego wiernego współpracownika: „Słowo Boże nie uległo skrępowaniu. Dlatego znoszę wszystko przez wzgląd na wybranych, aby i oni dostąpili zbawienia w Chrystusie Jezusie razem z wieczną chwałą”(2 Tm 2, 9 b-10). W swym cierpieniu dla Chrystusa, doświadcza Bożej pociechy. Pisze: „Jak bowiem obfitują w nas cierpienia Chrystusa, tak też wielkiej doznajemy przez Chrystusa pociechy”(2 Kor 1,5).

    W modlitwie błogosławieństwa wprowadzającej Drugi List do Koryntian dominuje więc, obok tematu ucisków motyw pociechy, której nie należy rozumieć jedynie jako pokrzepienie, ale nade wszystko jako dodanie otuchy i zachęta, by nie dać się pokonać przez ucisk i trudności. Jest to zachęta, aby przeżywać każdą sytuację w zjednoczeniu z Chrystusem, który obarcza się całym cierpieniem i grzechem świata, żeby przynieść światło, nadzieję i odkupienie. W ten sposób Jezus pozwala nam pocieszać z kolei tych, którzy przeżywają jakąkolwiek udrękę. Głębokie zjednoczenie z Chrystusem na modlitwie, ufność w jego obecność, prowadzą do gotowości dzielenia cierpień i udręk. Pisze Paweł: „Któż odczuwa słabość, bym i ja nie czuł się słabym? Któż doznaje zgorszenia, żebym i ja nie płonął? (2 Kor 11,29). To dzielenie nie rodzi się ze zwykłej życzliwości, ani też jedynie z ludzkiej wielkoduszności czy ducha altruizmu, ale wypływa z pociechy Pana, z niezachwianego wsparcia, z owej „przeogromnej mocy, która z Boga jest, a nie z nas” (2 Kor 4,7).

    Drodzy bracia i siostry! Wszyscy wiemy, że nasze życie i nasza droga często naznaczone są trudnościami, nieporozumieniami, cierpieniami. W wiernej relacji z Panem, w nieustannej, codziennej modlitwie, możemy także my konkretnie odczuwać pociechę pochodzącą od Boga. To umacnia naszą wiarę, ponieważ pozwala nam doświadczyć w konkretny sposób Bożego „tak” wobec człowieka, wobec mnie. wobec nas w Chrystusie. Pozwala odczuć wierność Jego miłości, która posuwa się aż do daru swego Syna na krzyżu. Święty Paweł mówi: „Syn Boży, Chrystus Jezus, Ten, którego głosiłem wam ja i Sylwan, i Tymoteusz, nie był «tak» i «nie», lecz dokonało się w Nim «tak». Albowiem ile tylko obietnic Bożych, wszystkie są «tak» w Nim. Dlatego też przez Niego wypowiada się nasze «Amen» Bogu na chwałę” (2 Kor, 19-20). Boże „tak” nie jest czymś pośrednim między „tak” a „nie”, lecz jest prostym, pewnym „tak”. Na to „tak” odpowiadamy naszym „tak”, naszym „Amen” i w ten sposób jesteśmy bezpieczni w Bożym „tak”.

    Wiara nie jest przede wszystkim ludzkim działaniem, ale darmo danym darem Boga, i zakorzenia się w Jego wierności, w Jego „tak”, które pozwala nam zrozumieć, jak przeżyć nasze życie miłując Jego i braci. Cała historia zbawienia jest stopniowym objawianiem się tej wierności Boga, pomimo naszych niewierności i naszych zdrad, w pewności, że „dary łaski i wezwanie Boże są nieodwołalne” – jak oświadcza Apostoł w Liście do Rzymian (11,29).

    Drodzy bracia i siostry! Sposób działania Boga, tak bardzo różny od naszego – daje nam pociechę, siłę i nadzieję. W obliczu konfliktów w relacjach międzyludzkich, często także rodzinnych, dochodzi do tego, że nie trwamy w miłości bezinteresownej, wymagającej wysiłku i poświęcenia. Natomiast Bóg nigdy nie traci cierpliwości wobec nas i w swoim nieogarnionym miłosierdziu zawsze nas uprzedza, jako pierwszy wychodzi nam na spotkanie, Jego „tak” jest absolutnie godne zaufania. W wydarzeniu krzyża daje nam miarę swej miłości, która nie liczy, która nie ma miary. Święty Paweł pisze w Liście do Tytusa: „Ukazała się dobroć i miłość Zbawiciela, naszego Boga, do ludzi” (Tt 3,4). To właśnie dlatego owo Boże „tak” odnawia się każdego dnia: „Tym, który… nas namaścił, jest Bóg. On też wycisnął na nas pieczęć i zostawił zadatek Ducha w sercach naszych” (2 Kor 1, 21b-22).

    Tak, to w istocie Duch Święty nieustannie czyni obecnym w nas i żywym Boże „tak” w Jezusie Chrystusie i tworzy w naszym sercu pragnienie pójścia za Nim, aby pewnego dnia wejść w pełnię w Jego miłości, kiedy otrzymamy dom nie ręką ludzką uczyniony w niebie. Nie ma osoby, która nie byłaby ogarnięta i wezwana tą miłością wierną, zdolną do oczekiwania także na tych, którzy nadal odpowiadają „nie” odrzucenia czy zatwardziałości serca. Bóg nas oczekuje, zawsze nas poszukuje, pragnie nas przyjąć w komunii z sobą, aby obdarzyć nas pełną życia, nadziei i pokoju.

    Na wierne Boże „tak” nakłada się „Amen” Kościoła, rozbrzmiewające w każdym działaniu liturgicznym. Amen jest odpowiedzią wiary, która zawsze kończy naszą modlitwę osobistą i wspólnotową, wyrażając nasze przyzwolenie na inicjatywę Boga. Często w naszej modlitwie odpowiadamy „Amen” z przyzwyczajenia, nie rozumiejąc jego głębokiego znaczenia. Określenie to pochodzi od słowa ‚aman’, które w języku hebrajskim i aramejskim oznacza „czynić stabilnym”, „umacniać” i w konsekwencji „być pewnym” czy „mówić prawdę”. Jeśli spojrzymy na Pismo Święte, widzimy, że „Amen” jest wypowiedziane na zakończenie psalmów dziękczynienia i uwielbienia, jak na przykład w psalmie 41, 13-14: „A Ty mnie podtrzymasz dzięki mej prawości i umieścisz na wieki przed Twoim obliczem. Błogosławiony Pan, Bóg Izraela, od wieku aż po wiek! Amen, amen”. Lub wyraża posłuszeństwo Bogu, w chwili, kiedy lud Izraela pełen radości powraca z niewoli babilońskiej i mówi swoje „tak”, swoje „Amen” Bogu i Jego Prawu. W księdze Nehemiasza mowa o tym, że „Ezdrasz – po tym powrocie – otworzył księgę (Prawa) na oczach całego ludu – znajdował się bowiem wyżej niż cały lud; a gdy ją otworzył, cały lud się podniósł. I Ezdrasz błogosławił Pana, wielkiego Boga, a cały lud z podniesieniem rąk swoich odpowiedział: «Amen! Amen!» (Ne 8,5-6).

    Tak więc od samego początku „Amen” liturgii żydowskiej stało się „Amen” pierwszych wspólnot chrześcijańskich. Chrześcijańska księga liturgiczna par excellence – Apokalipsa św. Jana rozpoczyna się od „Amen” Kościoła: „Temu, który nas miłuje i który przez swą krew uwolnił nas od naszych grzechów, i uczynił nas królestwem – kapłanami dla Boga i Ojca swojego, Jemu chwała i moc na wieki wieków! Amen” (Ap 1, 5b-6). Ta sama Księga kończy się zaś inwokacją: „Amen, Przyjdź, Panie Jezu” (Ap 22,20).
    Drodzy przyjaciele, modlitwa jest spotkaniem z Osobą żywą, którą należy słuchać i z którą trzeba prowadzić dialog. Jest spotkaniem z Bogiem, który ponawia swoją niewzruszoną wierność, swoje „tak” wobec człowieka, wobec każdego z nas, aby nas obdarzyć swoją pociechą pośród życiowych zawieruch, abyśmy mogli żyć zjednoczeni z Nim życiem pełnym radości i dobra, znajdującym swoje wypełnienie w życiu wiecznym.

    W naszej modlitwie jesteśmy wezwani, aby powiedzieć Bogu „tak”, aby odpowiedzieć Jemu wraz z „Amen” posłuszeństwem, wiernością, całym naszym życiem. Nigdy nie możemy tej wierności zdobyć naszymi siłami, nie jest ona jedynie owocem naszego codziennego wysiłku. Pochodzi od Boga i ma swój fundament w „tak” Chrystusa, który mówi: moim pokarmem jest wypełnić wolę Ojca (por. J 4,34). Właśnie w to „tak” musimy wejść, będąc posłusznymi woli Bożej, aby móc wraz ze św. Pawłem powiedzieć, że już nie my żyjemy, ale sam Chrystus w nas żyje. Wówczas „Amen” naszej modlitwy osobistej i wspólnotowej obejmie i przekształci całe nasze życie.

    Dziękuję.

    http://www.opoka.org.pl/nauczanie/papiez/benedykt_xvi/audiencje.php


  • Otwarcie się na Ducha Świętego pomaga w odkryciu synowskiej relacji z Bogiem

    Otwarcie się na Ducha Świętego pomaga w odkryciu synowskiej relacji z Bogiem – katecheza Benedykta XVI z 23 maja 2012
    Drodzy bracia i siostry,

    W minioną środę ukazałem, że św. Paweł powiada, iż Duch Święty, który jest wielkim mistrzem modlitwy, uczy nas, by zwracać się do Boga serdecznymi słowami dzieci, nazywając go „Abba, Ojcze”. Tak czynił Jezus. Nawet w najbardziej dramatycznej chwili swego ziemskiego życia, nigdy utracił On ufności do Ojca i wzywał Go zawsze bezpośrednio, jako umiłowany Syn. W Getsemani, kiedy odczuwał trwogę śmierci, modlił się: „Abba, Ojcze, dla Ciebie wszystko jest możliwe, zabierz ten kielich ode Mnie! Lecz nie to, co Ja chcę, ale to, co Ty [niech się stanie]!” (Mk 14,36).

    Od pierwszych kroków swej drogi Kościół przyjął to wezwanie i uczynił je swoim, zwłaszcza w modlitwie „Ojcze nasz”, w której codziennie mówimy: „Ojcze nasz… niech Twoja wola spełnia się na ziemi, tak jak i w niebie”(Mt 6,9-10). W listach św. Pawła odnajdujemy je dwukrotnie. Apostoł zwraca się do Galatów słowami: „Na dowód tego, że jesteście synami, Bóg wysłał do serc naszych Ducha Syna swego, który woła: Abba, Ojcze!”(Ga 4,6). Zaś w centrum owego kantyku do Ducha Świętego, jakim jest ósmy rozdział Listu do Rzymian, święty Paweł przypomina: „Nie otrzymaliście przecież ducha niewoli, by się znowu pogrążyć w bojaźni, ale otrzymaliście ducha przybrania za synów, w którym możemy wołać: «Abba, Ojcze!»” (Rz 8,15). Chrześcijaństwo nie jest religią strachu, ale zaufania i miłości do Ojca, który nas kocha. Te dwa bogate stwierdzenia mówią nam o posłaniu i przyjęciu Ducha Świętego, daru Zmartwychwstałego, czyniącego nas dziećmi w Chrystusie, Synu Jednorodzonym, i umieszczającego nas w synowskiej relacji z Bogiem, w relacji głębokiej ufności, takiej jak ufność dzieci. Jest to relacja synowska, analogiczna do relacji Jezusa z Ojcem, choć inne jest jej pochodzenie i znaczenie: Jezus jest odwiecznym Synem Boga, który stał się ciałem, podczas gdy my stajemy się dziećmi w Nim, w czasie, poprzez wiarę i sakramenty Chrztu św. i Bierzmowania. Dzięki tym dwom sakramentom stajemy się zanurzeni w tajemnicy paschalnej Chrystusa. Duch Święty jest cennym i niezbędnym darem, czyniącym nas dziećmi Bożymi, który dokonuje owego przybrania za synów, do czego powołane są wszystkie istoty ludzkie aby, jak stwierdza Boże błogosławieństwo Listu do Efezjan: „Bóg w Chrystusie wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem” (Ef 1, 4).

    Być może współczesny człowiek nie dostrzega piękna, wielkości i głębokiego ukojenia zawartego w słowie „Ojcze”, którym możemy zwrócić się do Boga w modlitwie, ponieważ niejednokrotnie postać ojca nie jest wystarczająco obecna i konkretna w życiu codziennym. Nieobecność ojca, kwestia ojca, który nie uczestniczy w życiu dziecka jest problemem naszych czasów, dlatego trudnym staje się zrozumienie w całej głębi, co znaczy, że Bóg jest dla nas ojcem. Od samego Jezusa, z Jego synowskiej relacji z Bogiem możemy nauczyć się, co to właściwe znaczy „ojciec”, jaka jest właściwa natura Ojca, który jest w niebie. Krytycy religii twierdzili, że mówienie o Bogu jako Ojcu miałoby być projekcją naszych ojców na rzeczywistość nieba. Przeciwnie w Ewangelii Chrystus ukazuje, kim jest i jakim jest prawdziwy Ojciec, i że możemy odkryć prawdziwe ojcostwo i nauczyć się także czym ono jest. W kazaniu na Górze Jezus powiada: „Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują; tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie”(Mt 5,44-45). To właśnie miłość Jezusa, Syna Jednorodzonego – która posuwa się aż do daru z siebie samego ma krzyżu – ukazuje nam prawdziwą naturę Ojca: On jest Miłością. Także i my, w naszej modlitwie synów wkraczamy na tę drogę miłości Boga, która oczyszcza nasze pragnienia, nasze postawy naznaczone zamknięciem, samowystarczalnością, egoizmem typowymi dla człowieka starego.

    Możemy więc powiedzieć, że w Bogu bycie ojcem przybiera dwa wymiary. Nade wszystko, Bóg jest naszym Ojcem, będąc naszym Stwórcą. Każdy z nas, każdy człowiek jest Bożym cudem, Bóg go pragnie i zna go osobiście. Kiedy w Księdze Rodzaju mowa, że istota ludzka jest stworzona na obraz Boga (por. 1, 27), chce się przez to wyrazić właśnie tę rzeczywistość: Bóg jest naszym ojcem, dla Niego nie jesteśmy anonimowymi, bezosobowymi istotami, ale mamy imię. Duch Święty, który w nas mówi i powiada „Abba, Ojcze!”, pozwala nam wejść w tę prawdę, przekazuje ją w naszą najbardziej intymną sferę i wypełnia naszą modlitwę spokojem i radością. Zawsze, kiedy się modlę psalmami porusza mnie słowo „Twe ręce mnie uczyniły i ukształtowały”(Ps 119,73). Każdy z nas może w tym pięknym obrazie odczytać osobistą relację z Bogiem: Twoje ręce mnie ukształtowały, Ty mnie pomyślałeś i stworzyłeś moje oblicze… Ale to jeszcze nie wystarcza. Duch Chrystusa otwiera nas na drugi wymiar ojcostwa Boga, bo Jezus jest „Synem” w pełnym tego słowa znaczeniu, „współistotny Ojcu”, jak wyznajemy w Wyznaniu Wiary. Stając się istotą ludzką, tak jak my, wraz z wcieleniem, śmiercią i zmartwychwstaniem Jezus z kolei nas przyjmuje w swoim człowieczeństwie i w swoim byciu Synem, tak, że również i my możemy wstąpić w tę samą, Jego przynależność do Boga. Oczywiście nasze bycie synami Bożymi nie ma Jezusowej pełni: musimy stawać się nimi coraz bardziej, na drodze całego naszego życia chrześcijańskiego, wzrastając w naśladowaniu Chrystusa, w komunii z Nim, aby coraz głębiej wkraczać w relację miłości z Bogiem Ojcem, która wspiera i nadaje prawdziwy sens życiu. Ta właśnie zasadnicza rzeczywistość jest nam ukazana, kiedy otwieramy się na Ducha Świętego, a On sprawia, że zwracamy się do Boga, mówiąc Mu „Abba!, Tato!”. Wkroczyliśmy ponad relację wynikającą ze stworzenia – w przybrane synostwo. Zjednoczeni z Jezusem jesteśmy rzeczywiście w Bogu synami na nowy sposób, w nowej relacji.

    Chciałbym powrócić do dwóch fragmentów ze świętego Pawła, które rozważamy na temat tego działania Ducha Świętego w naszej modlitwie. Są to dwa kroki, które sobie nawzajem odpowiadają, choć zawierają również inny odcień. W Liście do Galatów Apostoł stwierdza, że Duch woła w nas „Abba, Ojcze!”, natomiast w Liście do Rzymian mówi, że to my wołamy w Duchu „Abba Ojcze”. Święty Paweł chce, abyśmy zrozumieli, że chrześcijańska modlitwa nigdy nie ma jednego kierunku – od nas ku Bogu, nigdy nie jest po prostu „naszym działaniem”, lecz jest wyrazem wzajemnej relacji, w której Bóg działa jako pierwszy: to Duch Święty w nas woła, a my możemy wołać, gdyż impuls pochodzi od Ducha Świętego. Nie moglibyśmy się modlić, jeśliby w głębi naszych serc nie było wpisane pragnienie Boga, bycie dziećmi Bożymi. Człowiek odkąd istnieje nieustannie poszukuje Boga, usiłuje rozmawiać z Bogiem, ponieważ Bóg wpisał się w nasze serca. Tak więc pierwsza inicjatywa pochodzi od Boga i wraz ze Chrztem Bóg działa w nas, Duch Święty działa w nas. Jest On pierwszym inicjatorem modlitwy, abyśmy mogli rzeczywiście rozmawiać z Bogiem i mówić do Boga „Abba!”. Tak więc ta Jego obecność otwiera naszą modlitwę i nasze życie na perspektywy Trójcy Świętej i Kościoła.

    Ponadto rozumiemy też, że modlitwa Ducha Chrystusa w nas i nasza w Nim nie jest tylko aktem indywidualnym, ale aktem całego Kościoła. Kiedy się modlimy nasze serce się otwiera, wkraczamy w komunię nie tylko z Bogiem, ale właśnie ze wszystkimi dziećmi Bożymi, gdyż jesteśmy jedności. Kiedy zwracamy się do naszego Ojca w naszej izdebce wewnętrznej, w milczeniu i skupieniu, nigdy nie jesteśmy sami. Ten kto rozmawia z Bogiem, nigdy nie jest sam. Jesteśmy w wielkiej modlitwie Kościoła, jesteśmy częścią wielkiej symfonii, jaką wspólnota chrześcijańska, rozsiana po całym świecie i w każdym czasie wznosi do Boga. Oczywiście muzycy i instrumenty są różne – a jest to element bogactwa- lecz melodia chwały jest jedna i zgodna. Tak więc za każdym razem, gdy wołamy i mówimy „Abba, Ojcze!” to Kościół, cała komunia ludzi którzy się modlą wspiera nasze wezwanie, a nasze wezwanie jest modlitwą Kościoła. Znajduje to odzwierciedlenie także w bogactwie charyzmatów, posług, zadań, jakie wypełniamy we wspólnocie. Święty Paweł pisze do chrześcijan w Koryncie: „Różne są dary łaski, lecz ten sam Duch; różne też są rodzaje posługiwania, ale jeden Pan; różne są wreszcie działania, lecz ten sam Bóg, sprawca wszystkiego we wszystkich”(1 Kor 12, 4-6). Modlitwa kierowana przez Ducha Świętego, który sprawia, że wołamy „Abba, Ojcze!” z Chrystusem i w Chrystusie, wpisuje nas w wielką mozaikę rodziny Bożej, w której każdy ma ważne miejsce i rolę, w głębokiej jedności z całością.

    Jeszcze ostatnia uwaga: uczymy się wołać „Abba, Ojcze!”, także z Maryją, Matką Syna Bożego. Spełnienie pełni czasu zachodzi w momencie gdy Maryja wypowiedziała „tak”, jej pełnego posłuszeństwa woli Bożej: „Oto Ja służebnica Pańska” (Łk 1, 38).

    Drodzy bracia i siostry, uczymy się zasmakować w naszej modlitwie piękna, że jesteśmy przyjaciółmi, wręcz synami Bożymi, że możemy przyzywać Boga z zaufaniem i ufnością, jaką ma dziecko wobec rodziców, którzy je kochają. Otwórzmy naszą modlitwę na działanie Ducha Świętego, aby w nas wołał do Boga „Abba, Ojcze!” i aby nasza modlitwa przemieniała, nieustannie nawracała nasze myślenie, działanie, aby czynić je coraz bardziej zgodne z myśleniem i działaniem Jednorodzonego Syna, Jezusa Chrystusa. Dziękuję.

    http://www.opoka.org.pl/nauczanie/papiez/benedykt_xvi/audiencje.php


  • Otwarcie się na Ducha Świętego warunkiem dobrej modlitwy

    Otwarcie się na Ducha Świętego warunkiem dobrej modlitwy – katecheza Benedykta XVI z 16 maja 2012
    Drodzy bracia i siostry,

    W ostatnich katechezach zastanawialiśmy się nad modlitwą w Dziejach Apostolskich. Dziś chciałbym rozpocząć rozważania o modlitwie w listach św. Pawła, Apostoła Narodów. Chciałbym zauważyć przede wszystkim, że nie przypadkiem jego listy są wprowadzone i kończą się wyrazami modlitwy: na początku dziękczynienie i uwielbienie, na końcu zaś życzeniami, aby łaska Boża prowadziła drogę wspólnoty, do której kierowane jest pismo. Między formułą wprowadzającą: „składam dzięki Bogu mojemu przez Jezusa Chrystusa” (Rz 1,8) a życzeniem końcowym: „Łaska Pana, Jezusa [niech będzie] z wami!” (1 Kor 16,23) rozwijają się treści listów Apostoła. Modlitwa św. Pawła przejawia się w wielkim bogactwie form, od dziękczynienia po błogosławieństwo, od uwielbienia po prośbę i wstawiennictwo, od hymnu po błaganie: jest to różnorodność wyrażeń ukazująca, jak modlitwa angażuje i przenika wszystkie sytuacje życiowe, czy to osobiste, czy też wspólnot do których jest kierowana.

    Pierwszą rzeczą, jaką Apostoł pragnie nam uzmysłowić jest to, że modlitwy nie należy postrzegać jako zwykłego dobrego dzieła spełnianego przez nas wobec Boga, jako nasze działanie. Jest ona nade wszystko darem, owocem żywej, ożywiającej obecności w nas Ojca i Jezusa Chrystusa. Św. Paweł w liście do Rzymian pisze: „Podobnie także Duch przychodzi z pomocą naszej słabości. Gdy bowiem nie umiemy się modlić tak, jak trzeba, sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami”(Rz 8,26). Wiemy jak bardzo prawdziwe jest to, co mówi Apostoł „nie umiemy się modlić tak, jak trzeba”. Pragniemy się modlić, lecz Bóg jest odległy, nie mamy słów ani języka, aby rozmawiać z Bogiem, ani też myśli właściwych. Możemy jedynie się otworzyć, dać Bogu czas do dyspozycji, oczekiwać, że On nam pomoże, abyśmy weszli w prawdziwy dialog. Apostoł mówi, że właśnie ten brak słów, to pragnienie wejścia w relację z Bogiem jest modlitwą, którą Duch Święty nie tylko rozumie, lecz zanosi, tłumaczy przed Bogiem. Nasza słabość poprzez Ducha Świętego staje się prawdziwą modlitwą, prawdziwym kontaktem z Bogiem. Duch Święty jest niemal tłumaczem, który sprawia, że sami rozumiemy, co pragniemy powiedzieć Bogu.

    W modlitwie, bardziej niż w innych wymiarach egzystencji i życia chrześcijańskiego doświadczamy naszej słabości, naszej biedy, tego, że jesteśmy stworzeniami, gdyż mamy do czynienia z wszechmocą i transcendencją Boga. A im bardziej postępujemy w słuchaniu i w dialogu z Bogiem, aby modlitwa stała się codziennym oddechem naszej duszy, tym bardziej dostrzegamy również sens naszych ograniczeń, nie tylko w obliczu konkretnych sytuacji każdego dnia, ale także w samej naszej relacji z Panem. Wzrasta więc w nas potrzeba coraz większego zawierzenia i zaufania Jemu; to znaczy rozumiemy, że, „nie umiemy się modlić tak, jak trzeba” (Rz 8,26). Na pomoc tej naszej niezdolności przychodzi Duch Święty, oświeca nasze umysły i rozpala serce, prowadząc nasze zwracanie się do Boga. Dla św. Pawła modlitwa jest przede wszystkim dziełem Ducha Świętego w naszym człowieczeństwie, aby wziąć na siebie naszą słabość i przemienić nas z ludzi przywiązanych do rzeczywistości materialnych w ludzi duchowych. W pierwszym Liście do Koryntian stwierdza on: „Otóż myśmy nie otrzymali ducha świata, lecz Ducha, który jest z Boga, dla poznania darów Bożych. A głosimy to nie uczonymi słowami ludzkiej mądrości, lecz pouczeni przez Ducha, przedkładając duchowe sprawy tym, którzy są z Ducha” (2,12-13). Poprzez swoje przebywanie w naszej ludzkiej kruchości Duch Święty nas przemienia, wstawia się za nami i prowadzi nas ku wyżynom Boga (por. Rz 8,26).

    Dzięki tej obecności Ducha Świętego realizuje się nasze zjednoczenie z Chrystusem, gdyż jest to Duch Syna Bożego, w którym staliśmy się dziećmi. Święty Paweł mówi o Duchu Chrystusa (por. Rz 8,9) a nie tylko o Duchu Bożym. To oczywiste, jeśli Chrystus jest Synem Bożym, to Jego Duch, jest także Duchem Bożym i w ten sposób, jeśli Duch Boży jest Duchem Chrystusa, to staje się bardzo bliskim nam. W Synu Bożym i Synu Człowieczym Duch Boży staje się także Duchem Człowieczym i możemy wejść w komunię Ducha. To jakby powiedział, że nie tylko Bóg Ojciec stał się widzialny we wcieleniu Syna, lecz także Duch Boży objawia się w życiu i działaniu Jezusa Chrystusa, ukrzyżowanego, który umarł i zmartwychwstał. Apostoł przypomina, że „Nikt też nie może powiedzieć bez pomocy Ducha Świętego: «Panem jest Jezus»” (1 Kor 12,3). Tak więc Duch kieruje nasze serca ku Jezusowi Chrystusowi, tak, że „już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus”(por. Ga 2,20). Święty Ambroży w swoich katechezach „O sakramentach” zastanawiając się nad Eucharystią stwierdza: „Człowiek, który upija się Duchem, zakorzenia się w Chrystusie” (5, 3,17: PL 16, 450).

    Chciałbym teraz ukazać trzy konsekwencje dla naszego życia chrześcijańskiego, jeśli pozwalamy, aby urzeczywistniał się w nas, jako wewnętrzna zasada wszelkiego działania, nie duch świata, lecz Duch Chrystusa.

    Przede wszystkim wraz z modlitwą ożywianą przez Ducha jesteśmy w stanie porzucić i przezwyciężyć wszelkie formy strachu lub zniewolenia, żyjąc autentyczną wolnością dzieci Bożych. Bez modlitwy karmiącej każdy dzień, nasze bycie w Chrystusie, w wewnętrznej więzi, która stopniowo wzrasta, znajdujemy się w stanie opisanym przez św. Pawła w Liście do Rzymian: nie czynimy dobra, które chcemy, ale czynimy zło, którego nie chcemy (por. Rz 7,19). Jest to wyraz wyobcowania istoty ludzkiej, zniszczenia naszej wolności, ze względu na grzech pierworodny. Chcemy dobra, ale go nic czynimy. Czynimy zło, którego nie chcemy. Apostoł pragnie, abyśmy zrozumieli, że to nie przede wszystkim nasza wola może nas wyzwolić z przeżywanych przeciwieństw, ani też Prawo, lecz Duch Święty. A ponieważ „gdzie jest Duch Pański – tam wolność” (2 Kor 3,17), wraz z modlitwą doświadczamy wolności danej przez Ducha: wolność autentyczną, która jest wolnością od zła i grzechu, a dla dobra i dla życia, dla Boga. Wolność Ducha mówi dalej św. Paweł, nigdy nie jest tożsama ani z wyuzdaniem, ani też z możliwością wyboru zła, ale raczej „Owocem zaś ducha jest: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie” (Ga 5, 22-23). To właśnie jest prawdziwa wolność – by móc rzeczywiście iść za pragnieniem dobra, prawdziwej radości, komunii z Bogiem, a nie być ciemiężonym przez okoliczności prowadzące nas gdzie indziej.

    Drugą konsekwencją, jaka ma miejsce w naszym życiu, gdy pozwalamy, aby działał w nim Duch Chrystusa, jest to, że sama relacja z Bogiem staje się tak głęboka, iż nic, ani też jakakolwiek sytuacja, nie może jej zniszczyć. Rozumiemy więc, że modlitwa nie uwalnia nas od prób, czy cierpienia, ale możemy je przeżywać w zjednoczeniu z Chrystusem, z Jego cierpieniami, w perspektywie uczestniczenia także w Jego chwale (por. Rz 8,17). Wiele razy w naszej modlitwie prosimy Boga, by nas uwolnił od zła fizycznego czy duchowego i czynimy to z wielkim zaufaniem. Często jednak czujemy, że nie zostaliśmy wysłuchani i wówczas grozi nam zniechęcenie i brak wytrwałości. W istocie, nie ma takiego ludzkiego wołania, które nie zostałoby wysłuchane przez Boga i właśnie w nieustannej i wiernej modlitwie rozumiemy wraz ze św. Pawłem, „że cierpień teraźniejszych nie można stawiać na równi z chwałą, która ma się w nas objawić” (Rz 8,18). Modlitwa nie uwalnia nas od próby i cierpienia, a nawet – mówi św. Paweł – „całą istotą swoją wzdychamy, oczekując odkupienia naszego ciała” {Rz 8, 23). Powiada św. Paweł, że modlitwa nie uwalnia nas od cierpienia, lecz pozwala nam je przeżywać i stawiać im czoła z nową siłą, z ufnością samego Jezusa, który – jak pisze autor Listu do Hebrajczyków „za dni ciała swego zanosił … gorące prośby i błagania do Tego, który mógł Go wybawić od śmierci, i został wysłuchany dzięki swej uległości” (5,7). Odpowiedź Boga Ojca Synowi, na Jego głośne wołanie i łzy nie była natychmiastowym uwolnieniem od cierpienia, krzyża i śmierci, ale znacznie większym wysłuchaniem, znacznie głębszą odpowiedzią poprzez krzyż i śmierć Bóg odpowiedział wraz ze zmartwychwstaniem Syna, wraz z nowym życiem. Modlitwa ożywiana przez Ducha Świętego prowadzi także nas do przeżywania każdego dnia drogi życia, z jej próbami i cierpieniami, w pełnej nadziei i ufności w Bogu, który odpowiada, tak jak odpowiedział Synowi.

    Po trzecie: modlitwa wierzącego otwiera się także na wymiary rodzaju ludzkiego i całego stworzenia, czując się odpowiedzialną za oczekiwanie z upragnieniem objawienia się synów Bożych (por. Rz 8,19). Oznacza to, że modlitwa, podtrzymywana przez Ducha Chrystusa mówiącego w głębi nas samych, nigdy nie pozostaje zamknięta w sobie samej, nie jest jedynie modlitwą za mnie, lecz otwiera się na cierpienia naszych czasów, na cierpienia innych. Staje się ona w ten sposób wstawiennictwem za innymi, drogą nadziei dla całego stworzenia, wyrazem tej miłości Boga, jaka wlana jest w nasze serca przez Ducha, który został nam dany (por. Rz 5,5). To właśnie jest znakiem prawdziwej modlitwy, która nie ogranicza się do mnie samego, ale otwiera na innych, w ten sposób mnie wyzwala i przyczynia się do odkupienia świata.

    Drodzy bracia i siostry, święty Paweł uczy nas, że w naszej modlitwie musimy otworzyć się na obecność Ducha Świętego, który modli się w nas z niewyrażalnymi westchnieniami, aby nas doprowadzić do posłuszeństwa Bogu całym naszym sercem i całym naszym bytem. Duch Chrystusa staje się siłą naszej „słabej” modlitwy, światłem naszej „wygaszonej” modlitwy, ogniem naszej „jałowej” modlitwy, dając nam prawdziwą wolność wewnętrzną, ucząc nas jak żyć stawiając czoła doświadczeniom istnienia, w pewności, że nie jesteśmy sami, otwierając nas na perspektywy ludzkości i stworzenia, które „jęczy i wzdycha w bólach rodzenia (Rz 8,22).

    Dziękuję.

    http://www.opoka.org.pl/nauczanie/papiez/benedykt_xvi/audiencje.php


  • Modlitwa św. Szczepana

    Modlitwa św. Szczepana – katecheza Benedykta XVI z 2 maja 2012
    Drodzy bracia i siostry,

    W ostatnich katechezach widzieliśmy, jak czytanie i rozważanie Pisma Świętego w modlitwie osobistej i wspólnotowej otwierają na słuchanie Boga, który do nas mówi i rozbudzają światło, aby zrozumieć teraźniejszość. Dzisiaj chciałbym mówić o świadectwie i modlitwie pierwszego męczennika Kościoła, św. Szczepana, jednego z siedmiu wybranych do posługi miłości względem potrzebujących. W chwili jego męczeństwa, opowiedzianej w Dziejach Apostolskich, ujawnia się po raz kolejny owocny związek między Słowem Bożym a modlitwą.

    Szczepan został doprowadzony przed trybunał, przed Sanhedryn, gdzie oskarżono go, iż mówił, że „Jezus Nazarejczyk zburzy…[świątynię] i pozmienia zwyczaje, które nam Mojżesz przekazał” (Dz 6, 14). Jezus podczas swego życia publicznego rzeczywiście zapowiadał zniszczenie świątyni Jerozolimskiej: „Zburzcie tę świątynię, a Ja w trzech dniach wzniosę ją na nowo” ( J 2,19). Jednakże, jak zauważył św. Jan Ewangelista, „On zaś mówił o świątyni swego ciała. Gdy więc zmartwychwstał, przypomnieli sobie uczniowie Jego, że to powiedział, i uwierzyli Pismu i słowu, które wyrzekł Jezus” ( J, 21-22).

    Mowa Szczepana przed trybunałem, najdłuższa w Dziejach Apostolskich, rozwija się właśnie na bazie tego proroctwa Jezusa, który jako nowa świątynia inauguruje nowy kult i zastępuje ofiary starożytne ofiarą składaną z samego siebie na krzyżu. Szczepan pragnie ukazać, jak bardzo bezpodstawne jest skierowane przeciw niemu oskarżenie, jakoby obalał Prawo Mojżesza i wyjaśnia swoją wizję historii zbawienia, przymierza między Bogiem a człowiekiem. Odczytuje w ten sposób na nowo cały opis biblijny, itinerarium zawarte w Piśmie Świętym, aby ukazać, że prowadzi ono do „miejsca” ostatecznej obecności Boga, jakim jest Jezus Chrystus, a zwłaszcza Jego męka, śmierć i Zmartwychwstanie. W tej perspektywie Szczepan odczytuje też swoje bycie uczniem Jezusa, naśladując Go aż do męczeństwa. Rozważanie Pisma Świętego pozwala mu w ten sposób zrozumieć jego misję, jego życie, chwilę obecną. Prowadzi go w tym światło Ducha Świętego, jego osobista, głęboka relacja z Panem, tak bardzo, że członkowie Sanhedrynu zobaczyli jego twarz „podobną do oblicza anioła” (Dz 6, 15). Taki znak Bożej pomocy, przypomina promieniejące oblicze Mojżesza, gdy zstępował z góry Synaj po spotkaniu z Bogiem (por. Wj 34,29-35; 2 Kor 3,7-8).

    W swojej mowie Szczepan wychodzi od powołania Abrahama, pielgrzyma do ziemi wskazanej przez Boga, którą posiadał jedynie na poziomie obietnicy. Następnie przechodzi do Józefa, sprzedanego przez braci, którego jednak Bóg wspierał i uwolnił, aby dojść do Mojżesza, który staje się narzędziem Boga, aby wyzwolić swój naród, ale napotyka również wielokrotnie odrzucenie swego własnego ludu. W tych wydarzeniach, opisywanych przez Pismo Święte, w które Szczepan jest, jak się okazuje religijnie zasłuchany, zawsze ujawnia się Bóg, który niestrudzenie wychodzi człowiekowi naprzeciw, pomimo, że często napotyka uparty sprzeciw, i to zarówno w przeszłości, w chwili obecnej jak i w przyszłości. W tym wszystkim widzi on zapowiedź sprawy samego Jezusa, Syna Bożego, który stał się ciałem, który – tak jak starożytni Ojcowie – napotyka przeszkody, odrzucenie, śmierć. Szczepan odwołuje się zatem do Jozuego, Dawida i Salomona, powiązanych z budową świątyni Jerozolimskiej i kończy słowami proroka Izajasza (66, 1-2): „Niebiosa są moim tronem, a ziemia podnóżkiem nóg moich. Jakiż to dom możecie Mi wystawić i jakież miejsce dać Mi na mieszkanie? Przecież moja ręka to wszystko uczyniła” (Dz 7,49-50). W swoim rozważaniu na temat działania Boga w historii zbawienia, zwracając szczególną uwagę na odwieczną pokusę odrzucenia Boga i Jego działania, stwierdza on, że Jezus jest Sprawiedliwym zapowiadanym przez proroków; w Nim sam Bóg stał się obecny w sposób wyjątkowy i ostateczny: Jezus jest „miejscem” prawdziwego kultu. Szczepan przez pewien czas nie zaprzecza, że świątynia jest ważna, ale podkreśla, że „Najwyższy jednak nie mieszka w dziełach rąk ludzkich” (Dz 7, 48). Nową, prawdziwą świątynią, w której mieszka Bóg jest Jego Syn, który przyjął ludzkie ciało. To człowieczeństwo Chrystusa, Zmartwychwstałego gromadzi ludy i łączy je w sakramencie Jego Ciała i Krwi. Wyrażenie dotyczące świątyni „nie zbudowanej ludzkimi rękami” znajdujemy także w teologii świętego Pawła i Liście do Hebrajczyków: ciało Jezusa, które przyjął On, aby ofiarować siebie samego jako żertwę ofiarną na zadośćuczynienie za grzechy, jest nową świątynią Boga, miejscem obecności Boga żywego. W Nim Bóg jest człowiekiem, Bóg i świat kontaktują się ze sobą: Jezus bierze na siebie cały grzech ludzkości, aby go wnieść w miłość Boga i aby „spalić” go w tej miłości. Zbliżenie się do krzyża, wejście w komunię z Chrystusem oznacza wejście w to przekształcenie, wejście w kontakt z Bogiem, wejście do prawdziwej świątyni.

    Życie i mowa Szczepana nieoczekiwanie zostają przerwane wraz z ukamienowaniem, ale właśnie jego męczeństwo jest wypełnieniem jego życia i orędzia: staje się on jedno z Chrystusem. W ten sposób jego rozważanie odnośnie do działania Boga w historii, na temat Słowa Bożego, które w Jezusie znalazło swoje całkowite wypełnienie, staje się uczestnictwem w modlitwie Pana Jezusa na krzyżu. Rzeczywiście woła on przed śmiercią: „Panie Jezu, przyjmij ducha mego!” (Dz 7, 59), przyswajając sobie słowa Psalmu 31,6 i powtarzając ostatnią wypowiedź Jezusa na Kalwarii: „Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego” (Łk 23,46); i wreszcie, tak jak Jezus zawołał donośnym głosem wobec tych, którzy go kamienowali: „Panie, nie poczytaj im tego grzechu!” (Dz 7, 60). Zauważamy, że chociaż z jednej strony modlitwa Szczepana podejmuje modlitwę Jezusa, to jest ona skierowana do kogo innego, gdyż jest ona skierowana do samego Pana, to znaczy do Jezusa, którego uwielbionego kontempluje po prawicy Ojca: „Widzę niebo otwarte i Syna Człowieczego, stojącego po prawicy Boga” (w. 56).

    Drodzy bracia i siostry, świadectwo św. Szczepana daje nam pewne wskazania dla naszej modlitwy i życia. Możemy się pytać: skąd ten pierwszy chrześcijański męczennik czerpał siłę do stawiania czoła swoim prześladowcom i aby dojść do daru z siebie samego? Odpowiedź jest prosta: ze swej relacji z Bogiem, ze swej komunii z Chrystusem, z rozważania Jego historii zbawienia, dostrzegania działania Boga, które swój szczyt osiągnęło w Jezusie Chrystusie. Także nasza modlitwa musi się karmić słuchaniem Słowa Bożego w komunii z Jezusem i Jego Kościołem.

    Drugi element to ten, że św. Szczepan widzi w dziejach relacji miłości między Bogiem a człowiekiem zapowiedź postaci i misji Jezusa. On – Syn Boży – jest świątynią „nie zbudowaną ludzkimi rękami”, w której obecność Boga stała się tak bliska, że weszła w nasze ludzkie ciało, aby nas doprowadzić do Boga, aby otworzyć nam bramy nieba. Tak więc nasza modlitwa powinna być kontemplacją Jezusa siedzącego po prawicy Boga, Jezusa jako Pana naszego, mojego codziennego życia. W Nim, pod przewodnictwem Ducha Świętego, możemy także i my zwrócić się do Boga, nawiązać realny kontakt z Bogiem, z zaufaniem i zawierzeniem dzieci, które zwracają się do Ojca, który je nieskończenie kocha. Dziękuję.

    http://www.opoka.org.pl/nauczanie/papiez/benedykt_xvi/audiencje.php


  • Modlitwa pierwszej wspólnoty chrześcijańskiej

    Modlitwa pierwszej wspólnoty chrześcijańskiej – katecheza Benedykta XVI z 18 kwietnia 2012
    Drodzy bracia i siostry,

    Po Wielkich Świętach powracamy teraz do katechez dotyczących modlitwy. Na audiencji poprzedzającej Wielki Tydzień mówiliśmy o postaci Najświętszej Maryi Panny, obecnej pośród apostołów na modlitwie, gdy oczekiwali na Zesłanie Ducha Świętego. Atmosfera modlitewna towarzyszy pierwszym krokom Kościoła. Pięćdziesiątnica nie jest wyizolowanym epizodem, ponieważ obecność i działanie Ducha Świętego nieustannie prowadzą i ożywiają drogę wspólnoty chrześcijańskiej. Rzeczywiście w Dziejach Apostolskich św. Łukasz mówi nie tylko o wielkim wylaniu, które dokonało się w Wieczerniku pięćdziesiąt dni po święcie Paschy (por. Dz 2, 1-13), ale także o innych niezwykłych działaniach Ducha Świętego, które pojawiają się na nowo w dziejach Kościoła. Dzisiaj pragnę się zatrzymać na tzw. „małym Zesłaniu Ducha Świętego”, jakie miało miejsce w momencie kulminacyjnym trudnej fazy życia rodzącego się Kościoła.

    Dzieje Apostolskie mówią nam, że po uzdrowieniu paralityka przy bramie świątyni jerozolimskiej(Dz 3, 1-10), Piotr i Jan zostali aresztowani (por. Dz 4, 1) ponieważ głosili zmartwychwstanie Jezusa całemu ludowi (por. Dz 3,11- 26). Po procesie w trybie doraźnym, zostali uwolnieni, dołączyli do swoich braci i opowiedzieli, co musieli znosić z powodu świadectwa o Jezusie Zmartwychwstałym. W owej chwili wszyscy „podnieśli jednomyślnie głos do Boga” (Dz 4,24). Tutaj św. Łukasz cytuje najobszerniejszą modlitwę Kościoła, jaką znajdujemy w Nowym Testamencie. Na jej zakończenie „zadrżało miejsce, na którym byli zebrani, wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym i głosili odważnie słowo Boże” (Dz 4, 31).

    Zanim przejdziemy do rozważenia tej pięknej modlitwy, zauważamy istotną postawę fundamentalną: w obliczu niebezpieczeństwa, trudności, zagrożenia pierwsza wspólnota chrześcijańska nie usiłuje dokonywać analizy, aby zastanowić się, w jaki sposób reagować, jak się bronić, jakie podjąć środki, ale w obliczu próby staje do modlitwy, nawiązuje kontakt z Bogiem.

    Czym charakteryzuje się ta modlitwa? Jest to jednomyślna i zgodna modlitwa całej wspólnoty, która staje w obliczu sytuacji prześladowania z powodu Jezusa. Święty Łukasz w greckim oryginale używa słowa „homothumadon” – „wszyscy razem”, „zgodni” – to termin, który pojawia się w innych częściach Dziejów Apostolskich, aby podkreślić tę wytrwałą i zgodną modlitwę (por. Dz 1,14; 2,46) – ta zgodność jest podstawową cechą pierwszej wspólnoty i powinna zawsze charakteryzować Kościół. Jest to nie tylko modlitwa Piotra i Jana, którzy znaleźli się w niebezpieczeństwie, ale całej wspólnoty, ponieważ to, co przeżywają dwaj apostołowie dotyczy nie tylko ich samych, ale całego Kościoła. W obliczu prześladowań doznanych z powodu Jezusa, wspólnota nie tylko się nie lęka, ani też nie dzieli, lecz jest głęboko zjednoczona w modlitwie, jak jeden mąż, aby przywoływać Pana. Jest to – powiedziałbym – pierwszy cud jaki dokonuje się wówczas, gdy wierzący poddawani są próbie z powodu swej wiary: jedność się umacnia, zamiast być narażoną na szwank, ponieważ wspierana jest niezachwianą modlitwą. Kościół nie powinien obawiać się prześladowań, jakie musi znosić w swoich dziejach, ale zawsze, tak jak Jezus w Getsemani, musi ufać w obecność, pomoc i moc Boga przyzywanego w modlitwie.

    Uczyńmy kolejny krok: o co prosi Boga wspólnota chrześcijańska w tej chwili próby? Nie prosi o zachowanie życia w obliczu prześladowań, ani też aby Pan odpłacił tym, którzy uwięzili Piotra i Jana; prosi jedynie, aby mogła: „głosić z całą odwagą” Słowo Boże (por. Dz 4,29)- to znaczy modli się, by nie utracić odwagi wiary, odwagi głoszenia wiary. Ale najpierw próbuje dogłębnie zrozumieć to, co się wydarzyło, próbuje odczytać wydarzenia w świetle wiary i czyni to właśnie poprzez Słowo Boże, które pozwala nam odgadnąć świat.

    W modlitwie wznoszonej do Pana wspólnota wychodzi od przypomnienia i przywołania wielkości i ogromu Boga: „Wszechwładny Stwórco nieba i ziemi, i morza, i wszystkiego, co w nich istnieje” (Dz 4,24) – jest to wezwanie Stwórcy. Wiemy, że wszystko od Niego pochodzi, wszystko znajduje się w Jego rękach. Ta świadomość daje nam pewność, odwagę, że wszystko od Niego pochodzi, wszystko jest w Jego rękach… Następnie przechodzi do rozpoznania, jak Bóg działał w dziejach. Rozpoczyna więc od stworzenia, a kontynuuje swe działanie w dziejach, jak był bliski swego ludu okazując się Bogiem, który troszczy się o człowieka, który się nie wycofał, który nie opuszcza „swojego” człowieka. W tym miejscu jest wprost cytowany psalm 2, w którego świetle odczytywana jest sytuacja trudności przeżywana w tym momencie przez Kościół. Psalm 2 świętuje intronizację króla Judy, lecz odnosi się proroczo do przyjścia Mesjasza, przeciw któremu nic nie mogą zdziałać bunt, prześladowanie czy ludzka przemoc: „Dlaczego burzą się narody i ludy knują rzeczy próżne? Powstali królowie ziemi i książęta zeszli się razem przeciw Panu i przeciw Jego Pomazańcowi”(Dz 4,25) – to nam psalm mówi prorocko o Mesjaszu, ale ten bunt możnych wobec Wszechmocy Boga jest także cechą charakterystyczną całej historii. Właśnie czytając Pismo Święte, które jest Słowem Boga, wspólnota może powiedzieć Bogu w swojej modlitwie: „Zeszli się… rzeczywiście w tym mieście przeciw świętemu Słudze Twemu, Jezusowi, którego namaściłeś… aby uczynić to, co ręka Twoja i myśl zamierzyły” (Dz 4,27-28). To, co się wydarzyło jest odczytywane w świetle Chrystusa, który jest kluczem do zrozumienia także prześladowania. Krzyż jest zawsze kluczem do zmartwychwstania. Sprzeciw wobec Jezusa, Jego męka i śmierć, są odczytywane na nowo poprzez psalm 2, jako realizacja planu Boga Ojca dla zbawienia świata. Tutaj znajduje się też sens doświadczenia prześladowania, jakie przeżywa pierwsza wspólnota chrześcijańska. Ta pierwsza wspólnota nie jest zwykłym stowarzyszeniem, ale wspólnotą żyjącą w Chrystusie; dlatego to, co ją spotyka jest częścią planu Bożego. Podobnie, jak miało to miejsce w odniesieniu do Jezusa, uczniowie napotykają opór, niezrozumienie, prześladowania. W modlitwie rozważanie na temat Pisma Świętego w świetle tajemnicy Chrystusa pomaga odczytać obecną rzeczywistość w obrębie historii zbawienia, jakiego Bóg dokonuje w świecie, zawsze na swój sposób.

    Właśnie dlatego pierwsza prośba, jaką formułuje pierwsza wspólnota chrześcijańska Jerozolimy w modlitwie wobec Boga nie dotyczy tego, aby ją obronił, aby oszczędził jej prób, cierpień, pozwolił osiągnąć sukces, ale tylko, aby mogła głosić znaczy szczerze, swobodnie, odważnie Słowo Boże (Dz 4, 29).

    Następnie dodaje prośbę, aby temu przepowiadaniu towarzyszyła Boża ręka, żeby dokonywały się uzdrowienia, znaki i cuda (por. Dz 4, 30), to znaczy, aby była widoczna dobroć Boga, to znaczy moc, która przekształca rzeczywistość, przemienia serce, umysł, ludzkie życie i niesie radykalną nowość Ewangelii.

    Po tej modlitwie – odnotowuje Łukasz – „zadrżało miejsce, na którym byli zebrani, wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym i głosili odważnie słowo Boże” (Dz 4, 31). – Miejsce zadrżało – to znaczy, że wiara ma moc przekształcania ziemi. Ten sam Duch, który w modlitwie Kościoła przemawiał przez Psalm 2 wdziera się do domu i napełnia serce tych wszystkich, którzy przyzywali Pana. Owocem wspólnej modlitwy, jaką wspólnota chrześcijańska wznosi do Boga jest Zesłanie Ducha Świętego, daru Zmartwychwstałego, który wspiera i kieruje swobodnym i odważnym głoszeniem Słowa Bożego, pobudzającego uczniów Pana do wyjścia bez lęku, żeby nieść Dobrą Nowinę aż na krańce świata.

    Również my, drodzy bracia i siostry, musimy umieć nieść wydarzenia naszego życia powszedniego w modlitwie, aby szukać ich głębokiego sensu. Podobnie jak pierwsza wspólnota chrześcijańska, także my, godząc się na oświecenie Słowem Bożym, przez rozważanie Pisma Świętego, możemy się nauczyć dostrzegania, że Bóg jest obecny w naszym życiu, obecny właśnie nawet w chwilach trudnych i że wszystko, także rzeczy niezrozumiałe są częścią doskonalszego planu miłości, w którym ostateczne zwycięstwo nad złem, grzechem i śmiercią należy naprawdę do dobra, łaski, życia, do Boga.

    Podobnie, jak miało to miejsce w pierwszej wspólnocie chrześcijańskiej, modlitwa pomaga nam odczytać dzieje osobiste i zbiorowe w perspektywie bardziej sprawiedliwej i wiernej, w perspektywie Bożej. Także my chcemy ponowić prośbę o dar Ducha Świętego, który rozpala serce i oświeca umysł, aby rozpoznać, jak Pan wypełnia nasze prośby zgodnie ze swoją wolą miłości, a nie według naszych idei. Prowadzeni Duchem Jezusa Chrystusa, będziemy potrafili przeżywać spokojnie, odważnie i radośnie każdą sytuację życiową i wraz ze św. Pawłem chlubić się: „także z ucisków, wiedząc, że ucisk wyrabia wytrwałość, a wytrwałość – wypróbowaną cnotę, wypróbowana cnota zaś – nadzieję”, tę nadzieję, która „zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany”(Rz 5,3-5).
    Dziękuję.

    http://www.opoka.org.pl/nauczanie/papiez/benedykt_xvi/audiencje.php


  • Maryja uczy Kościół modlitwy

    Maryja uczy Kościół modlitwy – katecheza Benedykta XVI z 14 marca 2012
    Drodzy bracia i siostry,

    Wraz z dzisiejszą katechezą chciałbym zacząć mówić o modlitwie w Dziejach Apostolskich i Listach św. Pawła. Św. Łukasz przekazał nam jedną z czterech Ewangelii, poświęconą jak wiemy, ziemskiemu życiu Jezusa. Pozostawił nam jednak także również, to co zostało określone pierwszą księgą o historii Kościoła, to znaczy Dzieje Apostolskie. W obydwu tych księgach jednym z powracających elementów jest właśnie modlitwa, od modlitwy Jezusa po modlitwę Maryi, uczniów, kobiet i wspólnoty chrześcijańskiej. Początkowa droga Kościoła jest nade wszystko odmierzana działaniem Ducha Świętego, który przekształca Apostołów w świadków Zmartwychwstałego, aż do przelania krwi i szybkim rozprzestrzenianiem się Słowa Bożego na Wschód i na Zachód. Jednakże, zanim rozprzestrzeniania się głoszenie Ewangelii, Łukasz zapisuje historię Wniebowstąpienia Zmartwychwstałego (por. 1,6 -9). Pan przekazuje uczniom program ich życia poświęconego ewangelizacji. Powiada: „Gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi” (Dz 1,8). W Jerozolimie apostołowie, których po zdradzie Judasza Iskarioty pozostało jedenastu, są zgromadzeni w domu, aby się modlić, i właśnie na modlitwie oczekują daru Chrystusa Zmartwychwstałego, Ducha Świętego.

    W tym kontekście oczekiwania, między Wniebowstąpieniem a Zesłaniem Ducha Świętego, święty Łukasz wspomina po raz ostatni Maryję, Matką Jezusa, i jego krewnych (w. 14). Maryi poświęcił początek swej Ewangelii, od zwiastowania anielskiego po narodziny i dzieciństwo Syna Bożego, który stał się człowiekiem. Z Maryją zaczyna się ziemskie życie Jezusa i z Maryją rozpoczynają się także pierwsze kroki Kościoła. W obydwu momentach mamy do czynienia z klimatem słuchania Boga, skupienia. Dlatego dziś chciałbym się zatrzymać na tej modlitewnej obecności Panny Maryi w grupie uczniów, którzy będą pierwszą grup rodzącego się Kościoła. Maryja dyskretnie podążała całą drogą swego Syna podczas życia publicznego, aż do krzyża, a teraz nadal towarzyszy z cichą modlitwą, drodze Kościoła. W Zwiastowaniu w Nazarecie, Maryja przyjmuje anioła Bożego, uważnie wsłuchuje się w jego słowa, przyjmuje je i odpowiada na Boży plan, wyrażając swoją pełną otwartość: „Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa!” (Łk 1,38). Maryja, właśnie dzięki wewnętrznej postawie słuchania może odczytać swoją historię, uznając z pokorą, że tym, który działa jest Pan. Podczas wizyty w swej krewnej, Elżbiety wybucha w modlitwie uwielbienia i radości, wychwalania Bożej łaski, która wypełniała jej serce i życie, czyniąc Ją Matką Pana (por. Łk 1, 46-55). Uwielbienie, dziękczynienie, radość: w hymnie Magnificat Maryja nie tylko spogląda na to, co Bóg w Niej uczynił, ale także na to, co uczynił i nieustannie czyni w dziejach. Św. Ambroży, w słynnym komentarzu do Magnificat zachęca, aby mieć tego samego ducha na modlitwie i pisze: „Niechaj w każdej duszy będzie dusza Maryi, aby wielbiła Boga; niech w każdym duchu będzie duch Maryi, aby radował się w Bogu”. (Wykład Ewangelii według św. Łukasza 2, 26: PL 15, 1561).

    Jest Ona obecna także w Wieczerniku w Jerozolimie, „w sali na górze, gdzie zazwyczaj gromadzili się” uczniowie Jezusa (por. Dz 1,13), w atmosferze zasłuchania i modlitwy, zanim drzwi zostaną otwarte na oścież i zaczynają oni głosić Chrystusa wszystkim narodom, ucząc je zachowywać wszystko, co im przykazał (por. Mt 28,19-20). Etapy drogi Maryi od domu w Nazarecie do domu w Jerozolimie, poprzez krzyż, gdzie Syn powierzył jej apostoła Jana, są naznaczone zdolnością do utrzymania trwałego klimatu skupienia, aby medytować każde wydarzenie w ciszy swojego serca, w obliczu Boga (por. Łk 2,19 do 51), a w medytacji przed Bogiem także zrozumienia wolę Bożej, i stania się zdolną do jej wewnętrznego przyjęcia . Obecność Matki Bożej z jedenastoma, po Wniebowstąpieniu, nie jest więc zwykłą wzmianką historyczną, wydarzenia przeszłego, ale nabiera znaczenia o wielkiej wartości, gdyż dzieli Ona z nimi to, co najcenniejsze: żywą pamięć o Jezusie, w modlitwie.

    Ostatnia wzmianka o Maryi w dwóch pismach św. Łukasza umieszczona jest w dniu szabatu: dniu odpoczynku Boga po stworzeniu, dniu ciszy po śmierci Jezusa i oczekiwania na Jego zmartwychwstanie. Na tym właśnie wydarzeniu ugruntowana jest tradycja poświęcania soboty Maryi. Między Wniebowstąpieniem Zmartwychwstałego a pierwszą chrześcijańską Pięćdziesiątnicą, apostołowie i Kościół gromadzą się z Maryją, aby z Nią oczekiwać na dar Ducha Świętego, bez którego nie może stać się świadkami. Ona, która już Go otrzymała, aby zrodzić Słowo Wcielone, uczestniczy wraz z całym Kościołem w oczekiwaniu na ten sam dar, aby w sercu każdego wierzącego „ukształtował się Chrystus” (por. Ga 4,19). Jeśli nie ma Kościoła bez Pięćdziesiątnicy, to nie ma też Pięćdziesiątnicy bez Matki Jezusa, bo żyła ona w sposób wyjątkowy tym, co Kościół doświadcza każdego dnia pod działaniem Ducha Świętego. Św. Chromacjusz z Akwilei komentuje zapis z Dziejów Apostolskich w następujący sposób: „Zgromadził się Kościół w wieczerniku na piętrze z Maryją, Matką Jezusa i braćmi i krewnymi Jego…Tam bowiem jest Kościół Chrystusowy, gdzie głoszą Wcielenie Chrystusa z Dziewicy, i gdzie głoszą Słowo Boże Apostołowie, bracia Pańscy, tam słyszymy Ewangelię” (Kazanie 30,1: SC 164, 135).

    II Sobór Watykański chciał w sposób szczególny podkreślić tę więź, ukazującą się widzialnie we wspólnej modlitwie Maryi wraz z Apostołami, w tym samym miejscu, w oczekiwaniu na Ducha Świętego. W konstytucji dogmatycznej „Lumen gentium” o Kościele czytamy: „Kiedy zaś spodobało się Bogu uroczyście objawić tajemnice ludzkiego zbawienia nie wcześniej, niż ześle obiecanego przez Chrystusa Ducha, widzimy Apostołów przed dniem Pięćdziesiątnicy «trwających jednomyślnie na modlitwie wraz z niewiastami i z Maryją Matką Jezusa i z braćmi Jego» (Dz 1,14), a także Maryję błagającą modlitwami o dar Ducha, który okrył ją już cieniem podczas zwiastowania” (n. 59). Uprzywilejowanym miejscem Maryi jest Kościół, gdzie jest „najznakomitszym i całkiem szczególnym członkiem Kościoła oraz jego typicznym wyobrażeniem i najdoskonalszym wzorem w wierze i miłości” (tamże, n. 53).

    Czcić Matkę Jezusa w Kościele oznacza więc uczyć się od Niej być wspólnotą, która się modli: to jedna z podstawowych cech pierwszego opisu wspólnoty chrześcijańskiej nakreślonego w Dziejach Apostolskich (por. 2,42). Modlitwa często podyktowana jest sytuacjami trudnymi, problemami osobistymi, które prowadzą do zwrócenia się do Pana o światło, pociechę i pomoc. Maryja zachęca nas, aby otworzyć wymiary modlitwy, aby zwracać się do Boga nie tylko w potrzebie i nie tylko dla nas samych, ale w sposób jednomyślny wytrwały, wierny, z „jednym duchem i jednym sercem” (por. Dz 4,32 ).

    Drodzy przyjaciele, życie ludzkie przechodzi przez różne etapy, często trudne i ważne, wymagające nieodwołalnych wyborów, rezygnacji i poświęceń. Pan postawił Matkę Jezusa w decydujących momentach historii zbawienia i zawsze umiała Ona odpowiedzieć z pełną dyspozycyjnością, będącą owocem głębokiej więzi z Bogiem, dojrzewającej w nieustannej i intensywnej modlitwie. Między piątkiem Męki Pańskiej a niedzielą Zmartwychwstania, został Jej powierzony umiłowany uczeń, a wraz z nim cała wspólnota uczniów (por. J 19, 26). Między Wniebowstąpieniem a Pięćdziesiątnicą jest Ona z Kościołem i w Kościele na modlitwie (por. Dz 1,14). Matka Boga i Matka Kościoła, Maryja wypełnia to swoje macierzyństwo aż do końca dziejów. Zawierzamy Jej każdą fazę przejścia naszego życia osobistego i kościelnego, a także nie najmniej ważną – nasze ostateczne przejście. Niech Maryja uczy nas potrzeby modlitwy i pokazuje nam, że tylko dzięki stałej więzi, intymnej, pełnej miłości wobec Jej Syna możemy odważnie wyjść z „naszego domu”, z nas samych, aby dotrzeć do krańców świata i głosić wszędzie Pana Jezusa, Zbawiciela świata. Dziękuję.

    http://www.opoka.org.pl/nauczanie/papiez/benedykt_xvi/audiencje.php


  • Milczenie częścią modlitwy

    Milczenie częścią modlitwy – katecheza Benedykta XVI z 7 marca 2012
    Drodzy bracia i siostry,

    W serii poprzednich katechez była mowa o modlitwie. Nie chciałbym kończyć refleksji i rozważania niektórych aspektów modlitwy Jezusa, bez zatrzymania się na krótko nad tak ważną w relacji z Bogiem – kwestią milczenia.

    W posynodalnej adhortacji Verbum Domini odniosłem się do roli, jaką odgrywa milczenie w życiu Jezusa, zwłaszcza na Golgocie: „mamy tu « słowo krzyża » (por. 1 Kor 1, 18). Słowo cichnie, staje się śmiertelną ciszą, ponieważ mówiło, aż zamilkło, nie pominąwszy niczego, co miało nam przekazać” (n. 12). W obliczu tej ciszy krzyża, św. Maksym Wyznawca wkłada w usta Matki Bożej następujące wyrażenie: „nie ma słów Słowo Ojca, które uczyniło wszelkie mówiące stworzenie; są bez życia zgasłe oczy Tego, którego słowo i skinienie porusza wszystko, co ma życie” (św. Maksym Wyznawca, La vita di Maria, n. 89: Testi mariani del primo millennio, 2, Rzym 1989, s. 253).

    Krzyż Chrystusa nie tylko ukazuje milczenie Jezusa jako Jego ostatnie słowo skierowane do Ojca, ale również, że Bóg przemawia poprzez ciszę: „Milczenie Boga, doświadczenie oddalenia Wszechmogącego i Ojca stanowi decydujący etap ziemskiej drogi Syna Bożego, wcielonego Słowa. Przybity do drzewa krzyża, bolał nad owym milczeniem: «Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?» (Mk 15, 34; Mt 27, 46). Trwając w posłuszeństwie aż do ostatniego tchnienia życia, w mrokach śmierci, Jezus przyzywał Ojca. Jemu oddał się w chwili przejścia – przez śmierć – do życia wiecznego: «Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mego»(Łk 23, 46)” (posynodalna adhortacja apostolska Verbum Domini, 21). Doświadczenie Jezusa na krzyżu głęboko ujawnia sytuację człowieka, który modli się, a także szczyt modlitwy: po wysłuchaniu i uznaniu Słowa Bożego, musimy zmierzyć się z milczeniem Boga, ważnego wyrażenia tego samego Słowa Bożego.

    Dynamika słowa milczenia, naznaczająca modlitwę Jezusa w całym Jego ziemskim życiu, zwłaszcza na krzyżu, dotyka również naszego życia modlitwy w dwóch kierunkach.

    Pierwszy dotyczy przyjęcia Słowa Bożego. Milczenie wewnętrzne i zewnętrzne jest potrzebne, aby słowo takie można było usłyszeć. Jest to dla nas, w naszych czasach szczególnie trudny punkt. Żyjemy bowiem w epoce, w której nie sprzyja się skupieniu; wręcz czasami można mieć wrażenie, że istnieje obawa oderwania się, choćby na chwilę od rzeki słów i obrazów, które zaznaczają i wypełniają dni. Z tego względu we wspomnianej już adhortacji apostolskiej Verbum Domini przypomniałem konieczność wychowania do wartości i zdolności milczenia: „Odkrycie na nowo, że słowo Boże odgrywa centralną rolę w życiu Kościoła, oznacza również odkrycie sensu skupienia i wewnętrznego spokoju. Wielka tradycja patrystyczna poucza nas, że tajemnice Chrystusa wiążą się z milczeniem i tylko w ciszy Słowo może w nas zagościć, jak w przypadku Maryi, niewiasty, w której Słowo było nieodłącznie związane z milczeniem” (n. 66). Zasada ta odnosi się nade wszystko do modlitwy osobistej, ale także do naszych liturgii: aby ułatwić autentyczne słuchanie, powinny być one również bogate w chwile milczenia i przyjęcia pozawerbalnego. Nieustannie aktualna jest obserwacja św. Augustyna: Verbo crescemte, verba deficiunt – „ustają głosy, gdy wzrasta Słowo” (por. Kazanie 288,5: PL 38,1307; Kazanie 120,2: PL 38,677). Często, a zwłaszcza w chwilach decydującego wyboru, Ewangelie przedstawiają Jezusa, który odszedł całkiem sam z dala od tłumów i własnych uczniów, aby modlić się w ciszy i żyć swoją synowską relacją z Bogiem. Cisza może wydrążyć przestrzeń wewnętrzną w głębi nas samych, aby zamieszkał tam Bóg, aby Jego Słowo w nas trwało, aby miłość do Niego zakorzeniła się w naszym umyśle i sercu oraz ożywiała nasze życie. Tak więc ten pierwszy kierunek to nauczenie się na nowo ciszy, otwarcia na słuchanie, które z kolei otwiera nas na drugiego, na Słowo Boże.

    Jest jednak także druga ważna relacja milczenia i modlitwy. Istnieje bowiem nie tylko nasza cisza, przygotowująca nas na słuchanie Słowa Bożego; często w naszej modlitwie mamy do czynienia z milczeniem Boga, doświadczamy niemal poczucia opuszczenia, wydaje się nam, że Bóg nas nie słucha i nie odpowiada. Ale ta cisza, jak miało to miejsce w przypadku Jezusa, nie oznacza Jego nieobecności. Chrześcijanin wie dobrze, że Bóg jest obecny i słucha, nawet w ciemności bólu, odrzucenia i samotności. Jezus zapewnia uczniów i każdego z nas, że Bóg zna dobrze nasze potrzeby w każdym momencie naszego życia. Uczył swoich uczniów: „Na modlitwie nie bądźcie gadatliwi jak poganie. Oni myślą, że przez wzgląd na swe wielomówstwo będą wysłuchani. Nie bądźcie podobni do nich! Albowiem wie Ojciec wasz, czego wam potrzeba, wpierw zanim Go poprosicie” (Mt 6,7-8). Bóg zna nas od wewnątrz, bardziej niż my samych siebie i nas miłuje: to powinno wystarczać. Pod tym względem szczególnie istotne jest w Biblii doświadczenie Hioba. Człowiek ten w krótkim okresie traci wszystko: rodzinę, majątek, przyjaciół, zdrowie; wydaje się właśnie, że postawa Boga wobec niego jest postawą porzucenia, całkowitego milczenia. A jednak Hiob w swojej relacji z Bogiem, rozmawia z Bogiem, woła do Niego w swojej modlitwie, mimo wszystko zachowuje nienaruszoną wiarę i na końcu odkrywa wartość swojego doświadczenia oraz milczenia Boga. W ten sposób pod koniec, zwracając się do Stwórcy, może zakończyć: „Dotąd Cię znałem ze słyszenia, obecnie ujrzałem Cię wzrokiem” (Hi 42,5). My wszyscy znamy Boga jedynie „ze słyszenia” i im bardziej stajemy się otwarci na Jego ciszę i na nasze milczenie, tym bardziej zaczynamy rzeczywiście Go znać. To najwyższe zaufanie, które otwiera się w chwili głębokiego spotkania z Bogiem dojrzało w milczeniu. Święty Franciszek Ksawery modlił się mówiąc do Pana: Kocham cię nie dla nagrody nieba czy z obawy przed potępieniem, ale dlatego, że jesteś moim Bogiem. Kocham Ciebie, bo Ty jesteś Tobą.

    Kiedy zbliżamy się do zakończenia refleksji o modlitwie Jezusa, przychodzą na myśl niektóre pouczenia Katechizmu Kościoła Katolickiego. Powiada Katechizm: „Wydarzenie modlitwy zostało nam w pełni objawione w Słowie, które stało się Ciałem i mieszka między nami. Starać się zrozumieć Jego modlitwę, o której mówią nam Jego świadkowie w Ewangelii, to znaczy zbliżać się do Pana Jezusa, Świętego, jak do płonącego Krzewu: najpierw kontemplować Jego samego na modlitwie, następnie słuchać, w jaki sposób uczy nas modlić się, by w końcu poznać, jak wysłuchuje On naszej modlitwy (n. 2598). A jak Jezus uczy nas modlitwy? W Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego znajdujemy jasną odpowiedź: „Jezus uczy nas modlić się nie tylko modlitwą Ojcze nasz – z pewnością akt centralny nauczania jak się modlić – lecz także wtedy, kiedy On sam się modli. W ten sposób, oprócz treści modlitwy, poucza nas, jakie są wymagane dyspozycje do prawdziwej modlitwy: czystość serca, które poszukuje Królestwa i przebacza nieprzyjaciołom; synowska śmiałość, która wykracza poza to wszystko, co czujemy i rozumiemy; czujność, która chroni ucznia przed pokusą” (n. 544).

    Przemierzając Ewangelie widzieliśmy, że nasz Pan jest dla naszej modlitwy uczestnikiem, przyjacielem, świadkiem i nauczycielem. W Jezusie objawia się nowość naszego dialogu z Bogiem: modlitwa synowska, jakiej Ojciec oczekuje od swoich dzieci. Od Jezusa uczymy się też jak nieustanna modlitwa pomaga nam wyjaśniać nasze życie, dokonywać wyborów, rozpoznawać i przyjmować nasze powołanie, odkrywać talenty, jakimi obdarzył nas Bóg, pełnić codziennie Jego wolę – jedyną drogę, by zrealizować naszą egzystencję.

    Modlitwa Jezusa, nam często zatroskanym o sprawne działanie i uzyskane konkretne rezultaty, wskazuje, że potrzebujemy zatrzymania, aby żyć chwilami bliskości z Bogiem, „odrywając się” od zgiełku każdego dnia, aby słuchać, aby pójść do „korzenia”, który podtrzymuje i posila życie. Jedną z najpiękniejszych chwil modlitwy Jezusa jest właśnie ta, kiedy stając w obliczu chorób, dolegliwości i ograniczeń swoich rozmówców, zwraca się do Swego Ojca w modlitwie i uczy w ten sposób stojących obok Niego, gdzie należy szukać źródła nadziei i zbawienia. Przypomniałem już jako wzruszający przykład modlitwę Jezusa przy grobie Łazarza. Ewangelista Jan pisze: „Usunięto więc kamień. Jezus wzniósł oczy do góry i rzekł: «Ojcze, dziękuję Ci, żeś mnie wysłuchał. Ja wiedziałem, że mnie zawsze wysłuchujesz. Ale ze względu na otaczający Mnie lud to powiedziałem, aby uwierzyli, żeś Ty Mnie posłał». To powiedziawszy zawołał donośnym głosem: «Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!»” (J 11,41-43) Ale najwyższy punkt głębi w modlitwie do Ojca Jezus osiąga w chwili Męki i Śmierci, kiedy wypowiada ostateczne „tak” wobec planu Bożego i ukazuje jak ludzka wola znajduje spełnienie właśnie w pełnym przylgnięciu do woli Bożej, a nie na przeciwstawieniu się jej. W modlitwie Jezusa, w Jego wołaniu do Ojca na krzyżu, łączą się „wszystkie lęki ludzkości wszystkich czasów, zniewolonej przez grzech i śmierć, wszystkie prośby i akty wstawiennictwa w historii zbawienia. Ojciec je przyjmuje i ponad wszelkie oczekiwania wysłuchuje, wskrzeszając swojego Syna. W ten sposób wypełnia się i zostaje uwieńczone wydarzenie modlitwy w ekonomii stworzenia i zbawienia” (Katechizm Kościoła Katolickiego, 2606).

    Drodzy Bracia i Siostry,

    z ufnością prośmy Pana, abyśmy żyli drogą naszej synowskiej modlitwy, ucząc się każdego dnia od Jednorodzonego Syna, który dla nas stał się człowiekiem, jaki powinien być nasz sposób zwracania się do Boga. Słowa św. Pawła o życiu chrześcijańskim w ogóle, mają również zastosowanie do naszej modlitwy: „Jestem pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani Zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani Moce, ani co wysokie, ani co głębokie, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym” (Rz 8,38 – 39).

    http://www.opoka.org.pl/nauczanie/papiez/benedykt_xvi/audiencje.php