• Archiwum kategorii Rozważania o
  • Nawet ci, którzy nie wierzą, szukają oblicza Boga

    Benedykt XVI

    Nawet ci, którzy nie wierzą, szukają oblicza Boga

    Audiencja generalna 16 stycznia 2013

    Jeśli kochamy bliźniego, odkryjemy oblicze Chrystusa w biednym, słabym, chorym i cierpiącym
    (@Pontifex_pl)
    Drodzy Bracia i Siostry!

    Sobór Watykański II w Konstytucji o Objawieniu Bożym stwierdza, że głęboka prawda całego Bożego Objawienia jaśnieje dla nas w «Chrystusie, który jest zarazem Pośrednikiem i Pełnią całego Objawienia» (n. 2). Stary Testament opowiada nam, że po dokonaniu dzieła stworzenia Bóg, mimo grzechu pierworodnego, mimo zadufania w sobie człowieka, który chciał zająć miejsce swojego Stwórcy, daje na nowo możliwość zadzierzgnięcia z Nim przyjaźni, zwłaszcza przez przymierze z Abrahamem i wędrówkę małego narodu, ludu Izraela, który On wybiera, nie stosując kryteriów ziemskiej potęgi, lecz po prostu z miłości. Wybór ten pozostaje tajemnicą i wyjawia styl Boga, który powołuje jednych nie po to, by wykluczyć innych, lecz po to, by stanowili oni most prowadzący do Niego: wybór jest zawsze wyborem dla drugiego. W dziejach ludu Izraela możemy odtworzyć etapy długiej wędrówki, podczas której Bóg daje się poznać, objawia się, wchodzi w historię słowami i czynami. W tym dziele posługuje się On pośrednikami, takimi jak Mojżesz, Prorocy, Sędziowie, którzy przekazują ludowi Jego wolę, przypominają wymóg wierności przymierzu i wciąż podtrzymują oczekiwanie na pełną i definitywną realizację Bożych obietnic.

    Właśnie realizację tych obietnic kontemplowaliśmy, obchodząc Boże Narodzenie: Objawienie Boga osiąga w nim swój punkt kulminacyjny, swoją pełnię. W Jezusie z Nazaretu Bóg rzeczywiście nawiedza swój lud, nawiedza ludzkość w sposób, który przekracza wszelkie oczekiwania: posyła swego Jednorodzonego Syna; Bóg sam staje się człowiekiem. Jezus nie mówi nam czegoś o Bogu, nie mówi po prostu o Ojcu, lecz jest objawieniem Boga, ponieważ jest Bogiem, i tym samym objawia nam oblicze Boga. W Prologu swojej Ewangelii św. Jan pisze: «Boga nikt nigdy nie widział; ten Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, [o Nim] pouczył» (J 1, 18).

    Chciałbym zastanowić się nad tym «pouczeniem o obliczu Boga». W odniesieniu do tego św. Jan w swojej Ewangelii, której fragmentu wysłuchaliśmy, przytacza znaczący fakt. Kiedy zbliżała się męka, Jezus pocieszał swoich uczniów, wzywając ich, by nie lękali się i trwali w wierze; potem rozpoczyna z nimi dialog, w którym mówi o Bogu Ojcu (por. J14, 2-9). W pewnym momencie apostoł Filip zwraca się do Jezusa: «Panie, pokaż nam Ojca, a to nam wystarczy» (J 14, 8). Filip jest bardzo praktyczny i konkretny, a mówi także to, co my chcielibyśmy powiedzieć: «chcemy zobaczyć, pokaż nam Ojca», prosi, by mógł «zobaczyć Ojca», zobaczyć Jego oblicze. Odpowiedź Jezusa jest odpowiedzią daną nie tylko Filipowi, ale i nam, i wprowadza nas w sedno wiary chrystologicznej; Pan stwierdza: «Kto Mnie widzi, widzi także i Ojca» (J 14, 9). W wyrażeniu tym syntetycznie ujęta jest nowość Nowego Testamentu, owa nowość, która pojawiła się w grocie betlejemskiej: Boga można zobaczyć, Bóg objawił swoje oblicze, jest widzialny w Jezusie Chrystusie.

    W całym Starym Testamencie obecny jest wyraźnie temat «poszukiwania oblicza Boga», pragnienie poznania tego oblicza, pragnienie zobaczenia Boga takiego, jaki jest, do tego stopnia, że hebrajskie wyrażenie panîm, które oznacza «oblicze», powtarza się w nim aż 400 razy, z czego 100 odnosi się do Boga: 100 razy mówi się o Bogu, chce się zobaczyć oblicze Boga. A przecież judaizm całkowicie zabrania wizerunków, ponieważ Boga nie można przedstawić, Izraelici różnili się tym od sąsiednich ludów, które oddawały cześć bożkom; toteż wydaje się, że przez zakaz wizerunków Stary Testament całkowicie wyklucza «widzenie» z kultu i pobożności. Co znaczy zatem dla pobożnego Żyda szukanie oblicza Boga ze świadomością, że nie może istnieć żaden wizerunek? Pytanie jest istotne: z jednej strony chce się powiedzieć, że Boga nie można sprowadzić do rangi przedmiotu, obrazka, który można wziąć do ręki, ale też nie można Boga niczym zastąpić; z drugiej strony jednak twierdzi się, że Bóg ma oblicze, a więc stanowi «Ty», które może nawiązać relację, że nie jest zamknięty w swoim niebie, by z góry patrzyć na ludzkość. Bóg jest z pewnością ponad wszystkimi rzeczami, ale zwraca się do nas, słucha nas, widzi nas, mówi, zawiera przymierze, jest zdolny do miłości. Dzieje zbawienia są dziejami Boga z ludzkością, są dziejami tej więzi z Bogiem, który stopniowo objawia się człowiekowi, daje poznać siebie, swoje oblicze.

    Na początku roku, 1 stycznia, słuchaliśmy w liturgii pięknej modlitwy, wyrażającej błogosławieństwo nad ludem: «Niech cię Pan błogosławi i strzeże. Niech Pan rozpromieni oblicze swe nad tobą, niech cię obdarzy swą łaską» (Lb 6, 24-26). Blask oblicza Boga jest źródłem życia, jest tym, co pomaga widzieć rzeczywistość; światło Jego oblicza jest przewodnikiem w życiu. W Starym Testamencie jest postać, z którą w niezwykły sposób powiązany jest temat «oblicza Boga»; jest to Mojżesz, ten, którego Bóg wybiera, by uwolnić lud z niewoli egipskiej, dać mu Prawo przymierza i doprowadzić go do Ziemi Obiecanej. Otóż w 33.rozdziale Księgi Wyjścia mówi się, że więź Mojżesza z Bogiem była ścisła i zażyła: «Pan rozmawiał z Mojżeszem twarzą w twarz, jak się rozmawia z przyjacielem» (w. 11). Dzięki tej zażyłości Mojżesz prosi Boga: «Spraw, abym ujrzał Twoją chwałę», a odpowiedź Boga jest jasna: «Ja ukażę ci mój majestat i ogłoszę przed tobą imię Jahwe, (…) Nie będziesz mógł oglądać mojego oblicza, gdyż żaden człowiek nie może oglądać mojego oblicza i pozostać przy życiu. (…) Oto miejsce przy Mnie, (…) ujrzysz Mnie z tyłu, lecz oblicza mojego nie ukażę tobie» (ww. 18-23). Z jednej strony zatem jest dialog twarzą w twarz jak między przyjaciółmi, a z drugiej niemożność — w tym życiu — ujrzenia oblicza Boga, który pozostaje ukryty; widzenie jest ograniczone. Ojcowie mówią, że te słowa: «ujrzysz Mnie z tyłu», oznaczają: możesz tylko iść za Chrystusem i idąc widzisz z tyłu tajemnicę Boga; za Bogiem można iść widząc Go z tyłu.

    Wcielenie sprawia jednakże, iż dzieje się coś zupełnie innego. W poszukiwaniu oblicza Boga następuje niewyobrażalny zwrot, ponieważ owo oblicze można zobaczyć: jest nim oblicze Jezusa, Syna Boga, który staje się człowiekiem. W Nim osiąga swoją pełnię droga objawiania Boga, którą rozpoczęło powołanie Abrahama; On jest pełnią tego objawienia, ponieważ jest Synem Boga, jest zarazem «Pośrednikiem i Pełnią całego Objawienia» (Konst. dogm. Dei verbum, 2), w Nim treść Objawienia jest Objawicielem. Jezus ukazuje nam oblicze Boga i podaje nam imię Boga. W Modlitwie Kapłańskiej podczas Ostatniej Wieczerzy mówi On do Ojca: «Objawiłem imię Twoje ludziom (…). Powiedziałem im Twoje imię» (por. J 17, 6. 26). Wyrażenie «imię Boże» znaczy Bóg jako Ten, który jest obecny wśród ludzi. Mojżeszowi przy płonącym krzewie Bóg objawił swoje imię, co oznacza, że można Go wzywać, dał konkretny znak, że «jest» wśród ludzi. Wszystko to w Jezusie dokonuje się i osiąga pełnię: w nowy sposób zapoczątkowuje On obecność Boga w historii, ponieważ ten, kto widzi Jego, widzi Ojca, jak mówi do Filipa (por. J 14, 9). Chrześcijaństwo — stwierdza św. Bernard — jest «religią Słowa Bożego»; nie «słowa napisanego i milczącego, ale Słowa wcielonego i żywego» (Hom. Super missus est, IV, 11: PL183, 86B). W tradycji patrystycznej i średniowiecznej używa się szczególnej formuły, by wyrazić tę rzeczywistość: mówi się, że Jezus jest Verbum abbreviatum (por. Rz 9, 28; w nawiązaniu do Iz 10, 23), Słowem streszczonym, krótkim, zwięzłym i istotnym Słowem Ojca, które wszystko nam o Nim powiedziało.

    W Jezusie również pośrednictwo między Bogiem i człowiekiem znajduje swoją pełnię. W Starym Testamencie jest wiele postaci, które pełniły tę funkcję, w szczególności Mojżesz, wyzwoliciel, przewodnik, «pośrednik» przymierza, jak go nazywa również Nowy Testament (por. Ga 3, 19; Dz 7, 35; J 1, 17). Jezus, prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek, nie jest po prostu jednym z pośredników między Bogiem i człowiekiem, lecz w pełnym tego słowa znaczeniu «pośrednikiem» nowego i wiecznego przymierza (por. Hbr 8, 6; 9, 15; 12, 24); «jeden jest Bóg, jeden też pośrednik między Bogiem a ludźmi, człowiek, Chrystus Jezus» (1 Tm 2, 5; por. Ga 3, 19-20). W Nim widzimy i spotykamy Ojca; w Nim możemy wzywać Boga, zwracając się do Niego «Abba, Ojcze»; w Nim zostaje nam dane zbawienie.

    Pragnienie, by rzeczywiście poznać Boga, a zatem, by zobaczyć oblicze Boga, nosi w sobie każdy człowiek, również ateiści. Żywimy być może nieświadomie to pragnienie, by po prostu zobaczyć, kim On jest, czym On jest, kim jest dla nas. To pragnienie zaspokaja się idąc za Chrystusem, wtedy widzimy Go z tyłu i w końcu widzimy też Boga jako przyjaciela, a Jego oblicze w obliczu Chrystusa. Ważne jest, byśmy szli za Chrystusem nie tylko w momencie, kiedy jesteśmy w potrzebie i kiedy znajdujemy na to czas między naszymi codziennymi zajęciami, ale w całym naszym życiu. Cała nasza egzystencja musi być nastawiona na spotkanie z Jezusem Chrystusem, na miłość do Niego; a w niej główne miejsce musi zajmować również miłość bliźniego, owa miłość, która w świetle Ukrzyżowanego pozwala nam rozpoznać oblicze Chrystusa w ubogim, w słabym, w cierpiącym. Jest to możliwe tylko wtedy, gdy dobrze znamy prawdziwe oblicze Chrystusa dzięki słuchaniu Jego słowa, wewnętrznemu dialogowi z Nim, zagłębianiu się w to Słowo tak bardzo, by rzeczywiście Go spotkać i, naturalnie, dzięki tajemnicy Eucharystii. W Ewangelii św. Łukasza znaczący jest fragment o dwóch uczniach z Emaus, którzy rozpoznają Jezusa, gdy łamie chleb, lecz przygotowuje ich do tego wspólne wędrowanie z Nim, zaproszenie Go, by z nimi pozostał, przygotowuje ich do tego dialog, który rozpalił ich serca; i tak, na koniec widzą Chrystusa. Również dla nas Eucharystia jest wielką szkołą, w której uczymy się widzieć oblicze Boga, nawiązujemy z Nim ścisłą więź; uczymy się jednocześnie spoglądać w stronę końcowego momentu historii, kiedy On nasyci nas światłem swojego oblicza. Na ziemi wędrujemy ku tej pełni, w radosnym oczekiwaniu na rzeczywiste wypełnienie się królestwa Bożego. Dziękuję.

    po polsku:

    Witam polskich pielgrzymów. Dziś zwracamy swe myśli ku Temu, który jest pośrednikiem i pełnią Bożego Objawienia. W Jezusie z Nazaretu Bóg nawiedza swój lud, posyłając swego Jednorodzonego Syna, który stał się człowiekiem. Jezus nie tylko mówi o Bogu, ale objawia Jego oblicze. Wpatrzeni w nie każdego dnia, zmierzajmy ku tej pełni, oczekując realizacji królestwa Bożego. Niech Bóg wam błogosławi.

    http://www.opoka.org.pl/nauczanie/papiez/benedykt_xvi/audiencje.php


  • Chrześcijanie idą pod prąd

    Benedykt XVI

    Chrześcijanie idą pod prąd

    Audiencja generalna 23 stycznia 2013

    Wiele fałszywych bożków pojawia się dzisiaj. Jeśli chrześcijanie chcą pozostać wierni, nie mogą bać się iść pod prąd
    (@Pontifex_pl)
    Drodzy Bracia i Siostry!

    W bieżącym Roku Wiary chciałbym dzisiaj rozpocząć rozważanie z wami Credo, czyli uroczystego wyznania wiary, które towarzyszy naszemu życiu wierzących. Credo zaczyna się w ten sposób: «Wierzę w Boga». Jest to stwierdzenie podstawowe, pozornie proste w swojej zwięzłości, lecz wskazuje na nieskończony świat relacji z Panem i Jego tajemnicą. Wiara w Boga zakłada przylgnięcie do Niego, przyjęcie Jego Słowa i radosne posłuszeństwo Jego objawieniu. Jak uczy Katechizm Kościoła Katolickiego: «Wiara jest aktem osobowym, wolną odpowiedzią człowieka na inicjatywę Boga» (n.166). Móc powiedzieć, że wierzy się w Boga, to zatem jednocześnie dar — Bóg się objawia, wychodzi nam naprzeciw — i zobowiązanie, Boża łaska i ludzka odpowiedzialność w doświadczeniu dialogu z Bogiem, który z miłości «przemawia do ludzi jak do przyjaciół» (Dei verbum, 2), mówi do nas, abyśmy w wierze i z wiarą mogli wejść w komunię z Nim.

    Gdzie możemy słuchać Boga i Jego Słowa? Zasadnicze znaczenie ma Pismo Święte, w którym Słowo Boga stało się dla nas słyszalne i utwierdza nasze życie «przyjaciół» Boga. Cała Biblia opowiada o objawieniu się Boga ludzkości; cała Biblia mówi o wierze i uczy nas wiary, opowiadając historię, w której Bóg realizuje swój plan odkupienia i zbliża się do nas, ludzi, poprzez liczne świetlane postaci, które wierzą w Niego i zdają się na Niego, aż do pełni objawienia w Panu Jezusie.

    Bardzo piękny jest w tym kontekście 11. rozdział Listu do Hebrajczyków, którego przed chwilą wysłuchaliśmy. Mowa jest tu o wierze i ukazywane są wielkie postaci biblijne, które nią żyły, stając się wzorem dla wszystkich wierzących. Mówi pierwszy werset: «Wiara zaś jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy, dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy» (11, 1). Oczy wiary potrafią zatem dojrzeć to, co niewidzialne, a serce wierzącego może żywić nadzieję przewyższającą wszelką nadzieję, zupełnie jak Abraham, o którym Paweł mówi w Liście do Rzymian, że «wbrew nadziei uwierzył nadziei» (4, 18).

    I właśnie na Abrahama chciałbym zwrócić moją i waszą uwagę, ponieważ jest on pierwszą wielką postacią, która stanowi punkt odniesienia, by mówić o wierze w Boga: wielki patriarcha Abraham, wzór i przykład, ojciec wszystkich wierzących (por. Rz 4, 11-12). List do Hebrajczyków przedstawia go w następujący sposób: «Dzięki wierze ten, którego nazwano Abrahamem, usłuchał wezwania, by wyruszyć do ziemi, którą miał objąć w posiadanie. Wyszedł, nie wiedząc, dokąd idzie. Dzięki wierze przywędrował do Ziemi Obiecanej, jako ziemi obcej, pod namiotami mieszkając z Izaakiem i Jakubem, współdziedzicami tej samej obietnicy. Oczekiwał bowiem miasta zbudowanego na silnych fundamentach, którego architektem i budowniczym jest sam Bóg» (11, 8-10).

    Autor Listu do Hebrajczyków nawiązuje tutaj do powołania Abrahama, o którym opowiada Księga Rodzaju, pierwsza księga Biblii. Co Bóg nakazuje temu patriarsze? Nakazuje mu, by wyruszył w drogę, opuszczając swoją ziemię, by udać się do kraju, który mu wskaże: «Wyjdź z twojej ziemi rodzinnej i z domu twego ojca do kraju, który ci ukażę» (Rdz 12, 1). Jak my byśmy odpowiedzieli na podobne wezwanie? Jest to przecież podróż w ciemno, on nie wie, gdzie Bóg go zaprowadzi; jest to wędrówka wymagająca radykalnego posłuszeństwa i ufności, które daje tylko wiara. Jednakże ciemności tego, co nieznane — gdzie Abraham ma iść — rozjaśnia światło obietnicy; Bóg dodaje do polecenia krzepiące słowa, które otwierają przed Abrahamem perspektywę pełni życia w przyszłości: «Uczynię bowiem z ciebie wielki naród, będę ci błogosławił i twoje imię rozsławię (…) przez ciebie będą otrzymywały błogosławieństwo ludy całej ziemi» (Rdz 12, 2. 3).

    Błogosławieństwo w Piśmie Świętym łączy się głównie z darem życia, który pochodzi od Boga i przejawia się przede wszystkim w płodności, w życiu, które się mnoży, przechodząc z pokolenia na pokolenie. Z błogosławieństwem łączy się także doświadczenie posiadania ziemi, stałego miejsca, w którym można żyć w wolności i bezpieczeństwie oraz w bojaźni Bożej budować społeczeństwo ludzi wiernych przymierzu, «królestwo kapłanów i lud święty» (por. Wj 19, 6).

    Dlatego Abraham w Bożym zamyśle ma się stać «ojcem mnóstwa narodów» (Rdz 17, 5; por. Rz 4, 17-18) i dotrzeć do nowej ziemi, gdzie zamieszka. A przecież jego żona Sara jest bezpłodna, nie może mieć dzieci; a kraj, do którego Bóg go prowadzi, jest daleki od jego ojczyzny; mieszkają w nim już inne narody i nigdy nie będzie do niego naprawdę należał. Biblijny narrator podkreśla to, choć w sposób bardzo dyskretny: kiedy Abraham dociera do miejsca obiecanego przez Boga, «w kraju tym mieszkali wówczas Kananejczycy» (Rdz 12, 6). Ziemia, którą Bóg daje Abrahamowi, nie należy do niego, jest tam obcy i zawsze będzie, ze wszystkim, co to oznacza: niedążeniem do posiadania, odczuwaniem zawsze własnego ubóstwa, patrzeniem na wszystko jako na dar. Jest to również duchowe nastawienie osoby, która godzi się pójść za Panem, decyduje się wyruszyć w drogę, odpowiadając na Jego wezwanie, pod znakiem Jego niewidzialnego, lecz potężnego błogosławieństwa. Abraham, «ojciec wierzących», przyjmuje to wezwanie w wierze. Pisze św. Paweł w Liście do Rzymian: «On to wbrew nadziei uwierzył nadziei, że stanie się ojcem wielu narodów, zgodnie z tym, co było powiedziane: Takie będzie twoje potomstwo. I nie zachwiał się w wierze, choć stwierdził, że ciało jego jest już obumarłe — miał już prawie sto lat — i że obumarłe jest łono Sary. I nie okazał wahania ani niedowierzania co do obietnicy Bożej, ale się umocnił w wierze. Oddał przez to chwałę Bogu i był przekonany, że mocen jest On również wypełnić, co obiecał» (Rz 4, 18-21).

    Wiara prowadzi Abrahama do wędrowania drogą paradoksalną. Będzie błogosławiony, ale bez widocznych znaków błogosławieństwa: zostaje mu obiecane, że stanie się wielkim ludem, ale znamieniem jego życia jest bezpłodność żony Sary; jest prowadzony do nowej ojczyzny, lecz będzie w niej musiał żyć jako cudzoziemiec; jedyną ziemią, którą będzie wolno mu posiadać, będzie kawałek pola, gdzie pochowa Sarę (por. Rdz 23, 1-20). Abraham jest błogosławiony, ponieważ w wierze potrafi rozeznać Boże błogosławieństwo, nie zważając na pozory, ufając w obecność Boga również wtedy, gdy Jego drogi wydają się tajemnicze.

    Co to dla nas oznacza? Kiedy wypowiadamy słowa: «Wierzę w Boga», jak Abraham mówimy: «Ufam Ci, zdaję się na Ciebie, Panie», ale nie jak do Osoby, do której zwracamy się tylko w trudnych momentach bądź której poświęcamy parę chwil w ciągu dnia czy tygodnia. Mówienie «Wierzę w Boga» znaczy, że On jest fundamentem całego naszego życia, pozwalamy, by Jego Słowo nadawało kierunek każdemu dniowi, poprzez konkretne wybory, nie lękając się, że w ten sposób stracimy coś z nas samych. Kiedy podczas obrzędu chrztu trzykrotnie pada pytanie: «Wierzycie?» — w Boga, w Jezusa Chrystusa, w Ducha Świętego, święty Kościół katolicki i inne prawdy wiary, potrójną odpowiedź daje się w liczbie pojedynczej: «Wierzę», ponieważ to w moim osobistym życiu musi nastąpić przełom dzięki darowi wiary, to moja egzystencja ma się zmienić, nawrócić się. Za każdym razem kiedy uczestniczymy w chrzcie, powinniśmy zadawać sobie pytanie, jak żyjemy na co dzień wielkim darem wiary.

    Abraham, wierzący, uczy nas wiary; i jako obcy na ziemi wskazuje nam prawdziwą ojczyznę. Wiara czyni z nas pielgrzymów na ziemi, włączonych w świat i historię, ale w drodze do niebieskiej ojczyzny. Wiara w Boga sprawia zatem, że stajemy się głosicielami wartości, które często nie są zgodne z modą i opiniami panującymi w danym momencie, domaga się od nas zastosowania kryteriów i wyboru postępowania, które nie należą do rozpowszechnionego sposobu myślenia. Chrześcijanin nie powinien obawiać się iść pod «prąd», by żyć własną wiarą, opierając się pokusie «dostosowania się». W wielu naszych społeczeństwach Bóg stał się «wielkim nieobecnym», a Jego miejsce zajęły liczne bożki, przede wszystkim posiadanie i niezależne «ja». Również znaczne i pozytywne postępy naukowe i techniczne zrodziły w człowieku iluzję wszechmocy i samowystarczalności, a rosnący egocentryzm zakłócił równowagę w stosunkach międzyosobowych i zachowaniach społecznych.

    A przecież pragnienie Boga (por. Ps 63 [62], 2) pozostaje nieugaszone i przesłanie ewangeliczne wciąż rozbrzmiewa za pośrednictwem słów i dzieł licznych wierzących mężczyzn i kobiet. Abraham, ojciec wierzących, wciąż jest ojcem wielu dzieci, które godzą się iść w jego ślady i wyruszają w drogę, posłuszne Bożemu powołaniu, ufając w życzliwą obecność Pana i przyjmując Jego błogosławieństwo, by stać się błogosławieństwem dla wszystkich. Jest to świat pobłogosławiony wiarą, do której wszyscy jesteśmy wezwani, by bez lęku iść za Panem Jezusem Chrystusem. Jest to droga niekiedy trudna, na której staje się również w obliczu próby i śmierci, lecz otwiera ona na życie w radykalnym przeobrażeniu rzeczywistości, które tylko oczy wiary są w stanie dostrzec i w pełni docenić.

    Stwierdzenie «Wierzę w Boga» każe nam zatem wyruszyć w drogę, nieustannie wychodzić z nas samych, zupełnie jak Abraham, by wnosić w codzienną rzeczywistość, w której żyjemy, pewność pochodzącą z wiary: pewność, że Bóg jest obecny w historii, również dziś; obecność ta niesie życie i zbawienie i otwiera nas na przyszłość z Nim w pełni życia, które nigdy się nie skończy.

    po polsku:

    Witam serdecznie pielgrzymów polskich, a szczególnie siostry elżbietanki: matkę generalną, zarząd oraz ekonomki prowincjalne i regionalne. W piątek, w święto Nawrócenia św. Pawła, zakończymy Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan. Niech modlitwa ekumeniczna wiernych różnych Kościołów i Wspólnot wyznaniowych owocuje w Roku Wiary pogłębieniem dialogu, poszukiwaniem prawdy, poznaniem tradycji i gestami pojednania. Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.

    http://www.opoka.org.pl/nauczanie/papiez/benedykt_xvi/audiencje.php


  • Ojciec, który nie ma nas dosyć

    Benedykt XVI

    Ojciec, który nie ma nas dosyć

    Audiencja generalna 30 stycznia 2013

    Drodzy Bracia i Siostry!

    W zeszłą środę w katechezie rozważaliśmy początkowe słowa Credo: «Wierzę w Boga». Jednakże wyznanie wiary precyzuje to stwierdzenie: Bóg jest Ojcem wszechmogącym, Stworzycielem nieba i ziemi. Chciałbym zatem zastanowić się z wami nad pierwszym, zasadniczym określeniem Boga, zawartym w Credo: jest Ojcem.

    Dziś nie zawsze jest łatwo mówić o ojcostwie. Zwłaszcza w świecie zachodnim rozbite rodziny, bardzo absorbujące obowiązki zawodowe, troski i często trudności, by związać koniec z końcem, nadmierna i rozpraszająca obecność mediów w życiu codziennym to niektóre z wielu czynników, które mogą zakłócać pogodne i konstruktywne stosunki między ojcami i dziećmi. Porozumiewanie się jest niekiedy trudne, brakuje zaufania i odniesienie do roli ojca może stać się problematyczne; problematyczne staje się również samo wyobrażanie sobie Boga jako Ojca, kiedy brakuje odpowiednich wzorów, stanowiących punkt odniesienia. Dla osób, które miały ojca zbyt władczego i nieustępliwego bądź obojętnego i nieczułego, a wręcz nieobecnego, nie jest rzeczą łatwą pogodne wyobrażanie sobie Boga jako Ojca i ufne zdanie się na Niego.

    Biblijne objawienie pomaga w przezwyciężeniu tej trudności, mówiąc nam o Bogu, który pokazuje, co naprawdę znaczy być «ojcem»; a przede wszystkim Ewangelia objawia nam to oblicze Boga jako Ojca, który kocha aż po dar ze swego Syna dla zbawienia ludzkości. Odniesienie do postaci ojca pomaga zatem cokolwiek zrozumieć z miłości Boga, który jednakowoż pozostaje nieskończenie większy, wierniejszy, pełniejszy od jakiegokolwiek człowieka. «Gdy któregoś z was syn prosi o chleb, czy jest taki, który poda mu kamień? Albo gdy prosi o rybę, czy poda mu węża? Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, to o ileż bardziej Ojciec wasz, który jest w niebie, da to, co dobre, tym, którzy Go proszą» (Mt 7, 9-11; por. Łk 11, 11-13). Bóg jest nam Ojcem, ponieważ nas pobłogosławił i wybrał przed stworzeniem świata (por. Ef 1, 3-6), rzeczywiście uczynił nas swoimi dziećmi w Jezusie (por. 1 J 3, 1). I, jako Ojciec, Bóg towarzyszy z miłością naszej egzystencji, dając nam swoje Słowo, swoje nauczanie, swoją łaskę, swojego Ducha.

    On — jak wyjawia Jezus — jest Ojcem żywiącym ptaki niebieskie, które nie muszą siać ani żąć, obdarza wspaniałymi kolorami polne kwiaty, dając im szaty piękniejsze od szat króla Salomona (por. Mt 6, 26-32; Łk 12, 24-28); a my — dodaje Jezus — jesteśmy warci o wiele więcej niż kwiaty i ptaki niebieskie! I jeśli On jest tak dobry, iż sprawia, «że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych» (Mt 5, 45), będziemy mogli zawsze, bez obaw i z całkowitą ufnością, liczyć na Jego ojcowskie przebaczenie, kiedy zbłądzimy. Bóg jest dobrym Ojcem, który przyjmuje i bierze w ramiona zagubionego i skruszonego syna (por. Łk 15, 11 in.), bezinteresownie obdarowuje tych, którzy Go proszą (por. Mt 18, 19; Mk 11, 24; J 16, 23), i daje chleb z nieba i wodę żywą, która pozwala żyć wiecznie (por. J 6, 32. 51. 58).

    Dlatego kiedy modlący się z Psalmu 27, otoczony przez wrogów, oblegany przez niegodziwców i oszczerców, szuka pomocy u Pana i wzywa Go, może złożyć swoje świadectwo wiary, mówiąc: «Choćby mnie opuścili ojciec mój i matka, to jednak Pan mnie przygarnie» (w. 10). Bóg jest Ojcem, który nigdy nie opuszcza swoich dzieci, kochającym Ojcem, który wspiera, pomaga, przyjmuje, przebacza, zbawia, z wiernością, która o wiele przewyższa wierność ludzi i otwiera się na wymiar wieczności. «Bo Jego łaska na wieki», jak powtarza w litanii po każdym wersecie Psalm 136, przypominając historię zbawienia. Miłość Boga Ojca nigdy nie ustaje, nie ma nas dosyć; jest to miłość, która daje do końca, aż po ofiarę Syna. Wiara daje nam tę pewność, która staje się pewną skałą w budowaniu naszego życia: możemy stawić czoło wszystkim trudnym i niebezpiecznym momentom, doświadczeniu ciemności w kryzysie i okresom cierpienia, wspierani ufnością, że Bóg nie zostawia nas samych i zawsze jest blisko, by nas zbawiać i dać nam życie wieczne.

    To w Panu Jezusie ukazuje się w pełni życzliwe oblicze Ojca, który jest w niebie. Znając Jego, możemy poznać również Ojca (por. J 8, 19; 14, 7), widząc Go, możemy zobaczyć Ojca, ponieważ On jest w Ojcu, a Ojciec jest w Nim (por. J 14, 9. 11). On jest «obrazem Boga niewidzialnego», jak nazywa Go hymn z Listu do Kolosan, «pierworodnym wobec każdego stworzenia (…) pierworodnym spośród umarłych», w Nim «mamy odkupienie — odpuszczenie grzechów» i pojednanie wszystkich rzeczy, «co na ziemi i co w niebiosach, bo wprowadził pokój przez krew Jego krzyża» (por. Kol 1, 13-20).

    Wiara w Boga Ojca domaga się, by wierzyć w Syna pod działaniem Ducha, uznając w krzyżu, który zbawia, ostateczne objawienie się boskiej miłości. Bóg jest nam Ojcem, dając nam swego Syna; Bóg jest nam Ojcem, przebaczając nam grzech i dając nam radość ze zmartwychwstałego życia; Bóg jest nam Ojcem, dając nam Ducha, który sprawia, że stajemy się dziećmi, i pozwala, byśmy Go wzywali, w prawdzie, «Abba, Ojcze» (por. Rz 8, 15). Dlatego Jezus, ucząc nas modlić się, zachęca, byśmy mówili «Ojcze nasz» (Mt 6, 9-13; por. Łk 11, 2-4).

    Ojcostwo Boże jest zatem nieskończoną miłością, czułością, która pochyla się nad nami, słabymi dziećmi, potrzebującymi wszystkiego. Psalm 103, wielki hymn o Bożym miłosierdziu, głosi: «Jak się lituje ojciec nad synami, tak Pan się lituje nad tymi, co się Go boją. Wie On, z czego jesteśmy utworzeni, pamięta, że jesteśmy prochem» (ww. 13-14). I właśnie nasza małość, nasza słaba ludzka natura, nasza wątłość staje się wołaniem o miłosierdzie Pana, aby okazał swoją wielkość i czułość Ojca, pomagając nam, przebaczając i nas zbawiając.

    A Bóg odpowiada na nasze wezwanie, posyłając swego Syna, który umiera i zmartwychwstaje dla nas; wchodzi w naszą słabość i dokonuje tego, czego człowiek sam nigdy nie mógłby dokonać: bierze na siebie grzech świata, jak niewinny baranek, i otwiera nam drogę do jedności z Bogiem, sprawia, że stajemy się prawdziwymi dziećmi Bożymi. W tym, w tajemnicy paschalnej objawia się w całym swoim blasku ostateczne oblicze Ojca. I tam, na chwalebnym krzyżu, następuje pełne objawienie się wielkości Boga jako «Ojca wszechmogącego».

    Moglibyśmy jednak zapytać: czy jest możliwe myślenie o Bogu wszechmogącym, kiedy patrzy się na krzyż Chrystusa? Na moc zła, które posuwa się do zabicia Syna Bożego? Chcielibyśmy z pewnością, by boska wszechmoc odpowiadała naszym schematom myślowym i pragnieniom: by Bóg «wszechmogący» rozwiązywał nasze problemy, interweniował, by uchronić nas od trudności, zwyciężał wrogie siły, zmieniał bieg wydarzeń i wyeliminował ból. I tak różni teologowie mówią dziś, że Bóg nie może być wszechmogący, w przeciwnym wypadku nie mogłoby być tyle cierpienia, tyle zła w świecie. W rzeczywistości, w obliczu zła i cierpienia, dla wielu, dla nas staje się rzeczą problematyczną, trudną wierzenie w Boga Ojca i wierzenie, że jest On wszechmogący; niektórzy uciekają się do bożków, ulegając pokusie, jaką jest znajdowanie odpowiedzi w rzekomej wszechmocy «magicznej» i w jej złudnych obietnicach.

    Jednakże wiara w Boga wszechmogącego popycha nas na całkiem odmienne drogi: musimy nauczyć się, że myśl Boga różni się od naszej, że drogi Boga różnią się od naszych (por. Iz 55, 8) i również Jego wszechmoc jest inna: nie wyraża się jako automatyczna bądź samowolna siła, lecz cechuje ją pełna miłości i ojcowska wolność. W rzeczywistości Bóg, stwarzając wolne istoty, dając wolność, zrezygnował z części swojej władzy, zachowując władzę naszej wolności. W ten sposób On kocha i szanuje wolną odpowiedź miłości na swoje powołanie. Jako Ojciec Bóg pragnie, byśmy stali się Jego dziećmi i żyli w Jego Synu, w jedności, w pełnej zażyłości z Nim. Jego wszechmoc nie wyraża się poprzez przemoc, nie wyraża się poprzez niszczenie wszelkiej przeciwnej mocy, jak byśmy chcieli, lecz wyraża się w miłości, w miłosierdziu, w przebaczeniu, w akceptacji naszej wolności i niestrudzonym wzywaniu do nawrócenia serca, w postawie tylko pozornej słabości — Bóg wydaje się słaby, jeśli myślimy o Jezusie Chrystusie, który się modli, który daje się zabić. Postawa pozornej słabości, na którą składają się cierpliwość, łagodność i miłość, pokazuje, że taki jest prawdziwy sposób okazywania mocy! Taka jest moc Boga! Ita moc zwycięży! Mędrzec z Księgi Mądrości tak zwraca się do Boga: «Nad wszystkimi masz litość, bo wszystko w Twej mocy, i oczy zamykasz na grzechy ludzi, by się nawrócili. Miłujesz bowiem wszystkie byty (…). Oszczędzasz wszystko, bo to wszystko Twoje, Władco, miłujący życie» (11, 23-24a. 26).

    Tylko ten, kto jest naprawdę potężny, może znieść zło i okazać współczucie; tylko ten, kto jest naprawdę potężny, może w pełni wykorzystywać siłę miłości. A Bóg, do którego należą wszystkie rzeczy, ponieważ wszystko uczynił, objawia swoją siłę, kochając wszystko i wszystkich, cierpliwie oczekuje na nawrócenie nas, ludzi, i pragnie, byśmy byli Jego dziećmi. Bóg czeka na nasze nawrócenie. Wszechmocna miłość Boga nie zna granic, do tego stopnia, że «nawet własnego Syna nie oszczędził, ale Go za nas wszystkich wydał» (Rz 8, 32). Wszechmoc miłości nie odpowiada władzy w świecie, lecz całkowitemu darowi, i Jezus, Syn Boży, objawia światu prawdziwą wszechmoc Ojca, oddając życie za nas, grzeszników. Oto prawdziwa, autentyczna i doskonała moc Boża: odpowiadanie na zło nie złem, ale dobrem, na zniewagi przebaczeniem, na zabójczą nienawiść miłością, która daje życie. Wówczas zło jest naprawdę zwyciężone, ponieważ zmywa je miłość Boga; wówczas śmierć jest ostatecznie zwyciężona, ponieważ zostaje przeobrażona w dar życia. Bóg Ojciec wskrzesza Syna: śmierć, wielki wróg (por. 1 Kor 15, 26), jest pochłonięta i pozbawiona swego ościenia (por. 1 Kor 15, 54-55), a my, uwolnieni od grzechu, możemy osiągnąć naszą rzeczywistość dzieci Bożych.

    Kiedy zatem mówimy: «Wierzę w Boga Ojca wszechmogącego», wyrażamy naszą wiarę w moc miłości Boga, który w swoim Synu, umarłym i zmartwychwstałym, zwycięża nienawiść, zło, grzech i otwiera nas na życie wieczne, życie dzieci, które chcą na zawsze przebywać «w domu Ojca». Mówienie: «Wierzę w Boga Ojca wszechmogącego», w Jego moc, w Jego sposób bycia Ojcem, jest zawsze aktem wiary, nawrócenia, przeobrażenia naszego myślenia, całej naszej miłości, całego naszego sposobu życia.

    Drodzy bracia i siostry, prośmy Pana, by wspierał naszą wiarę, by pomagał nam naprawdę odnaleźć wiarę i dał nam siłę potrzebną do głoszenia Chrystusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego i do dawania o Nim świadectwa w miłości Boga i bliźniego. I niech Bóg pozwoli nam przyjąć dar naszego synostwa, byśmy żyli w pełni rzeczywistością Credo, w pełnym miłości zdaniu się na Ojca i na Jego miłosierną wszechmoc, która jest prawdziwą wszechmocą i zbawia.

    po polsku:

    Pozdrawiam przybyłych na audiencję pielgrzymów polskich. Rok Wiary jest szczególną okazją, by uświadomić sobie, że Bóg jest naszym Ojcem. Ta prawda czyni nas radosnymi świadkami Ewangelii! Pamiętajmy o niej także w chwilach naszych życiowych doświadczeń, kryzysów i cierpienia. Bóg jest zawsze z nami, prowadzi nas i pragnie naszego dobra. Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.

    http://www.opoka.org.pl/nauczanie/papiez/benedykt_xvi/audiencje.php


  • Świat nie jest czymś, co się posiada, by rabować i wykorzystywać

    Benedykt XVI

    Świat nie jest czymś, co się posiada, by rabować i wykorzystywać

    Audiencja generalna 6 lutego 2013

    Wszystko jest darem Boga: tylko uznając tę żywotną zależność od Stwórcy znajdziemy wolność i pokój

    Drodzy Bracia i Siostry!

    Credo, które na początku nazywa Boga «Ojcem Wszechmogącym», nad czym medytowaliśmy w ubiegłym tygodniu, dodaje następnie, że jest On «Stworzycielem nieba i ziemi», nawiązując w ten sposób do stwierdzenia rozpoczynającego Biblię. W pierwszym wersecie Pisma Świętego czytamy bowiem: «Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię» (Rdz 1, 1): Bóg jest źródłem wszystkich rzeczy, a w pięknie stworzonego świata uwidocznia się Jego wszechmoc miłującego Ojca.

    Bóg objawia się jako Ojciec w stworzeniu, jako źródło życia, a stwarzając, ukazuje swoją wszechmoc. Obrazy, którymi odnośnie do tego posługuje się Pismo Święte, są bardzo sugestywne (por. Iz 40, 12; 45, 18; 48, 13; Ps 104 [103], 2. 5; 135 [134], 7; Prz 8, 27-29; Hi 38-39). Jako dobry i potężny Ojciec zajmuje się On tym, co stworzył, z miłością i wiernością, które nigdy nie ustają, mówią wielokrotnie Psalmy (por. Ps 57 [58], 11; 108 [107], 5; 36[35], 6). Tym samym stworzenie staje się miejscem, w którym można poznać i rozpoznać wszechmoc Pana i Jego dobroć, oraz apeluje do naszej wiary, wierzących, abyśmy głosili Boga jako Stwórcę. «Przez wiarę — pisze autor Listu do Hebrajczyków — poznajemy, że słowem Boga wszechświat został tak stworzony, iż to, co widzimy, powstało nie z rzeczy widzialnych». Wiara daje zatem umiejętność rozpoznawania tego, co niewidzialne, odnajdując jego ślady w świecie widzialnym. Wierzący może czytać wielką księgę przyrody i rozumieć jej język (por. Ps 19 [18], 2-5); konieczne jest jednak Słowo objawienia, które wzbudza wiarę, aby człowiek mógł osiągnąć pełną świadomość rzeczywistości Boga jako Stworzyciela i Ojca. To w Piśmie Świętym ludzka inteligencja może znaleźć w świetle wiary klucz do interpretacji, pozwalający zrozumieć świat. W szczególności specjalne miejsce zajmuje pierwszy rozdział Księgi Rodzaju z uroczystą prezentacją Bożego dzieła stworzenia, które trwa siedem dni: przez sześć dni Bóg dokonuje dzieła stworzenia, a siódmego dnia, w sobotę, nie podejmuje żadnych działań i odpoczywa. Dzień wolności dla wszystkich, dzień jedności z Bogiem. I tak, poprzez ten obraz, Księga Rodzaju pokazuje nam, że pierwszą myślą Boga było znalezienie miłości odpowiadającej na Jego miłość. Druga myśl dotyczy stworzenia materialnego świata, w którym zostanie umieszczona ta miłość, te stworzenia, które Mu odpowiadają w wolności. Ze względu na tę strukturę w tekście występują wymowne powtórzenia. Sześć razy powtórzone jest na przykład zdanie: «Bóg widział, że ta rzecz była dobra» (ww. 4. 10. 12. 18. 21. 25), które na koniec, za siódmym razem, po stworzeniu człowieka brzmi: «A Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre» (w.31). Wszystko, co Bóg stwarza, jest piękne i dobre, przepojone mądrością i miłością; stwórcze działanie Boga wnosi ład, harmonię, obdarza pięknem. W opowiadaniu zawartym w Księdze Rodzaju widoczne jest ponadto, że Bóg stwarza swoim słowem: dziesięć razy czytamy w tekście wyrażenie «Bóg rzekł» (ww. 3. 6. 9. 11. 14. 20. 24. 26. 28. 29). To od Słowa, Logosu Boga, pochodzi rzeczywistość świata, a mówiąc: «Bóg rzekł», tak było, podkreśla się skuteczną moc Słowa Bożego. Pisze Psalmista: «Przez słowo Pana powstały niebiosa i wszystkie ich zastępy przez tchnienie ust Jego. (…) Bo On przemówił, a wszystko powstało; On rozkazał, i zaczęło istnieć» (33 [32], 6. 9). Życie rodzi się, świat istnieje, ponieważ wszystko jest posłuszne Słowu Bożemu.

    Lecz dzisiaj nasze pytanie brzmi: czy w epoce nauki i techniki ma jeszcze sens mówienie o stworzeniu? Jak mamy rozumieć to, co opowiada Księga Rodzaju? Biblia nie ma być podręcznikiem nauk przyrodniczych; chce natomiast przedstawić autentyczną i głęboką prawdę o rzeczach. Podstawowa prawda, którą odkrywa przed nami Księga Rodzaju, jest taka, że świat nie jest zbiorem przeciwstawnych sił, lecz ma swoje źródło i swoją stabilność w Logosie, w wiecznym Umyśle Boga, który wciąż podtrzymuje wszechświat. Jest plan wobec świata, który rodzi się z tego Umysłu, z Ducha Stworzyciela. Wiara, że to jest u podstaw wszystkiego, oświeca każdy aspekt istnienia i daje odwagę potrzebną do tego, by z ufnością i nadzieją stawić czoło przygodzie, jaką jest życie. Pismo Święte mówi nam zatem, że źródłem bytu, świata, naszym źródłem nie jest nieracjonalność i konieczność, lecz umysł, miłość i wolność. Stąd alternatywa: albo priorytet nieracjonalności, konieczności, albo priorytet umysłu, wolności, miłości. Wierzymy w to drugie.

    Chciałbym jednak powiedzieć parę słów o tym, co jest szczytem całego stworzenia: mężczyzna i kobieta, istota ludzka, jedyna zdolna «do poznania i pokochania swojego Stworzyciela» (Konst. duszp. Gaudium et spes, 12). Psalmista, patrząc w niebo, zadaje sobie pytanie: «Gdy patrzę na Twe niebo, dzieło Twych palców, księżyc i gwiazdy, któreś Ty utwierdził: czym jest człowiek, że o nim pamiętasz, i czym syn człowieczy, że się nim zajmujesz?» (8, 4-5). Istota ludzka, stworzona z miłością przez Boga, jest bardzo mała w obliczu wielkości wszechświata; patrząc zafascynowani na bezkresny nieboskłon, niekiedy my również odczuliśmy, że jesteśmy ograniczeni. W istocie ludzkiej żyje ten paradoks: nasza małość i przemijalność współistnieje z wielkością tego, czego wieczna miłość Boga dla niej pragnie.

    Opowiadanie o stworzeniu w Księdze Rodzaju wprowadza nas również w tę tajemniczą dziedzinę, pomagając nam poznać zamysł Boga wobec człowieka. Przede wszystkim mówi, że Bóg stworzył człowieka z prochu ziemi (por. Rdz 2, 7). Oznacza to, że nie jesteśmy Bogiem, nie stworzyliśmy samych siebie, jesteśmy prochem, ale znaczy też, iż pochodzimy z dobrej ziemi, za sprawą dobrego Stwórcy. Do tego dochodzi inna fundamentalna rzeczywistość: wszystkie istoty ludzkie są prochem, niezależnie od rozróżnień powstałych z racji kultury i historii, niezależnie od wszelkich różnic społecznych; jesteśmy jedyną ludzkością ukształtowaną z jedynej ziemi Boga. Jest też drugi element: istota ludzka ma początek, ponieważ Bóg tchnął życie w ciało ulepione z ziemi (por. Rdz 2, 7). Istota ludzka stworzona jest na obraz i podobieństwo Boga (por. Rdz 1, 26-27). Wszyscy zatem nosimy w sobie tchnienie życia Boga i każde życie ludzkie — mówi nam Biblia — jest pod szczególną opieką Boga. Jest to najgłębsza racja nienaruszalności ludzkiej godności przeciwko wszelkim pokusom oceniania osoby według kryteriów utylitarystycznych i władzy. Bycie na obraz i podobieństwo Boga wskazuje też, iż człowiek nie jest zamknięty w sobie, lecz ma zasadnicze odniesienie do Boga.

    W pierwszych rozdziałach Księgi Rodzaju znajdujemy dwa znaczące obrazy: ogród z drzewem poznania dobra i zła i węża (por. 2, 15-17; 3, 1-5). Ogród mówi, że rzeczywistość, w której Bóg umieścił istotę ludzką, nie jest niedostępną puszczą, lecz miejscem, które chroni, żywi i wspiera; i człowiek musi uznać, że świat nie jest czymś, co się posiada, by rabować i wykorzystywać, lecz darem Stworzyciela, znakiem Jego zbawczej woli, darem, który należy pielęgnować i chronić, powiększać i rozwijać w poszanowaniu, harmonii, zgodnie z jego rytmem i logiką, według Bożego zamysłu (por. Rdz 2, 8-15). Z kolei wąż jest symbolem wywodzącym się ze wschodnich kultów płodności, które fascynowały Izrael i stanowiły nieustanną pokusę, by porzucić tajemnicze przymierze z Bogiem. W świetle tego Pismo Święte przedstawia kuszenie, na które wystawieni są Adam i Ewa, jako istotę pokusy i grzechu. Co bowiem mówi wąż? Nie przeciwstawia się Bogu, lecz zadaje podstępne pytanie: «Czy rzeczywiście Bóg powiedział: ‚Nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew tego ogrodu’?» (Rdz 3, 1). W ten sposób wąż wzbudza podejrzenie, że przymierze z Bogiem jest niczym łańcuch, który krępuje, pozbawia wolności oraz najpiękniejszych i najcenniejszych rzeczy w życiu. Pokusą staje się zbudowanie samemu świata, w którym będziemy żyć, niezaakceptowanie ograniczeń związanych z tym, że się jest stworzeniem, ograniczeń stawianych przez dobro i zło, przez moralność; uzależnienie od stwórczej miłości Boga widziane jest jako zło, od którego należy się uwolnić. Jest to zawsze istota pokusy. Kiedy jednak dokonuje się zafałszowania relacji z Bogiem przez kłamstwo, przez postawienie się na Jego miejscu, wszystkie inne relacje ulegają zmianie. Drugi staje się wówczas rywalem, zagrożeniem: kiedy Adam ulega pokusie, natychmiast oskarża Ewę (por. Rdz 3, 12); oboje chowają się przed wzrokiem Boga, z którym rozmawiali w przyjaźni (por. 3, 8-10); świat przestaje być ogrodem, w którym można żyć w harmonii, lecz jest miejscem do wykorzystania, pełnym pułapek (por. 3, 14-19); zawiść i nienawiść wobec drugiego człowieka wchodzą do serca człowieka: przykładem jest Kain, który zabija brata Abla (por. 4, 3-9). Sprzeciwiając się swemu Stwórcy, w rzeczywistości człowiek sprzeciwia się samemu sobie, neguje swoje pochodzenie, a zatem prawdę o sobie; i zło wchodzi w świat, ze swoim bolesnym łańcuchem cierpienia i śmierci. Tak więc to, co Bóg stworzył, było dobre, nawet bardzo dobre, a po tej wolnej decyzji człowieka, by wybrać kłamstwo przeciwko prawdzie, zło wchodzi w świat.

    Chciałbym zwrócić uwagę na ostatnią naukę zawartą w opowieści o stworzeniu: grzech rodzi grzech i wszystkie grzechy historii są ze sobą powiązane. Aspekt ten każe nam zająć się tym, co nazywane jest «grzechem pierworodnym». Jakie jest znaczenie tej rzeczywistości, trudnej do zrozumienia? Chcę podsunąć tylko parę elementów. Przede wszystkim musimy wziąć pod uwagę, że żaden człowiek nie jest zamknięty w sobie, nikt nie może żyć tylko sobą i dla siebie; otrzymujemy życie od drugiego, i to nie tylko w momencie narodzin, ale codziennie. Istota ludzka jest relacją: jestem sobą tylko w «ty» i poprzez «ty», w relacji miłości z «Ty» Boga i «ty» innych. A zatem grzechem jest zakłócanie bądź niszczenie relacji z Bogiem, na tym polega jego istota: na niszczeniu relacji z Bogiem, relacji podstawowej, na zajęciu miejsca Boga. Katechizm Kościoła Katolickiego twierdzi, że popełniając pierwszy grzech człowiek «wybrał siebie samego przeciw Bogu, przeciw wymaganiom swego stanu jako stworzenia, a zarazem przeciw swemu dobru» (n.398). Kiedy zostaje zakłócona podstawowa relacja, ulegają zakłóceniu i zniszczeniu również inne bieguny relacji, grzech psuje relacje, psuje wszystko, ponieważ my jesteśmy relacją. Zatem jeśli relacyjna struktura ludzkości jest zakłócona od początku, każdy człowiek przychodzi na świat ze znamieniem tego zakłócenia relacji, wchodzi w świat zakłócony przez grzech, przez który sam zostaje naznaczony; początkowy grzech narusza i rani naturę ludzką (por. Katechizm Kościoła Katolickiego, 404-406). Człowiek sam, indywidualnie nie może wyjść z tej sytuacji, nie może sam się zbawić; tylko sam Stwórca może przywrócić właściwe relacje. Tylko wtedy, gdy Ten, od którego się oddaliliśmy, przychodzi do nas i z miłością podaje nam rękę, można na nowo nawiązać właściwe relacje. Następuje to w Jezusie Chrystusie, który pokonuje w przeciwnym kierunku drogę Adama, jak mówi hymn w drugim rozdziale Listu św. Pawła do Filipian (2, 5-11): podczas gdy Adam nie uznaje swojej pozycji stworzenia i chce zająć miejsce Boga, Jezus, Syn Boży, jest w doskonałej relacji synowskiej z Ojcem, ogołaca się, staje się sługą, idzie drogą miłości, uniżając się aż do śmierci krzyżowej, by uporządkować relacje z Bogiem. Krzyż Chrystusa staje się tym samym nowym drzewem życia.

    Drodzy bracia i siostry, życie wiarą oznacza uznanie wielkości Boga i akceptację naszej małości, naszej sytuacji stworzeń, i pozwolenie Panu, by ją napełnił swoją miłością i by w ten sposób wzrastała nasza prawdziwa wielkość. Zło ze swoim brzemieniem bólu i cierpienia jest tajemnicą, która zostaje rozjaśniona światłem wiary, która daje nam pewność, że możemy zostać od tego uwolnieni: pewność, że dobrze jest być człowiekiem.

    po polsku:

    Witam polskich pielgrzymów. Drodzy siostry i bracia, żyć wiarą oznacza uznawać wielkość Boga Stwórcy i, akceptując naszą małość, pozwalać, aby On wypełniał ją swoją miłością. Światło wiary demaskuje każde zło i daje pewność, że możemy być od niego uwolnieni. Niech ta pewność będzie dla nas źródłem nadziei i radości! Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

    http://www.opoka.org.pl/nauczanie/papiez/benedykt_xvi/audiencje.php


  • Pan niestrudzenie puka do drzwi człowieka

    Benedykt XVI

    Pan niestrudzenie puka do drzwi człowieka

    Audiencja generalna 13 lutego 2013

    W rozpoczynającym się okresie Wielkiego Postu odnówmy w sobie pragnienie nawrócenia, stwarzając większą przestrzeń dla działania Boga
    (@Pontifex_pl)
    Drodzy Bracia i Siostry!

    Dziś, w Środę Popielcową, rozpoczynamy liturgiczny okres Wielkiego Postu, czterdziestu dni, które przygotowują nas do obchodów święta Zmartwychwstania Pańskiego; jest to okres szczególnego zaangażowania na naszej drodze duchowej. Liczba czterdzieści w Piśmie Świętym powtarza się wiele razy. W szczególności, jak wiemy, nawiązuje do czterdziestu lat, podczas których lud Izraela wędrował po pustyni: był to długi okres formacji, by stać się ludem Bożym, ale również długi okres, w którym pokusa niedochowania wierności przymierzu z Panem wciąż była obecna. Czterdzieści dni wędrował również prorok Eliasz, zanim dotarł do góry Boga, Horebu; tyle samo Jezus przebywał na pustyni przed rozpoczęciem publicznej działalności, gdzie był kuszony przez szatana. W dzisiejszej katechezie chciałbym skupić się właśnie na tym momencie ziemskiego życia Pana, o którym będziemy czytali w Ewangelii w najbliższą niedzielę.

    Przede wszystkim pustynia, na którą udaje się Jezus, jest miejscem ciszy, ubóstwa, gdzie człowiek jest pozbawiony materialnego wsparcia i staje wobec fundamentalnych pytań egzystencji, musi zająć się tym, co istotne, i właśnie dlatego łatwiej mu spotkać Boga. Pustynia jest jednak także miejscem śmierci, ponieważ tam, gdzie nie ma wody, nie ma i życia, i jest ona miejscem osamotnienia, w którym człowiek silniej odczuwa pokusę. Jezus udaje się na pustynię i tam zostaje wystawiony na pokusę opuszczenia drogi wskazanej przez Ojca, by pójść innymi drogami, łatwiejszymi i światowymi (por. Łk 4, 1-13). W ten sposób On bierze na siebie nasze pokusy, niesie z sobą naszą nędzę, by pokonać szatana i otworzyć nam drogę do Boga, drogę nawrócenia.

    Refleksja nad pokusami, na które wystawiony jest Jezus na pustyni, stanowi wezwanie dla każdego z nas, by odpowiedzieć na fundamentalne pytanie: co naprawdę liczy się w moim życiu? W pierwszym kuszeniu diabeł mówi Jezusowi, żeby zamienił kamień w chleb, by zaspokoić głód. Jezus odpowiada, że człowiek żyje również chlebem, ale nie samym chlebem: bez odpowiedzi na głód prawdy, na głód Boga człowiek nie może się zbawić (por. ww. 3-4). W drugim kuszeniu diabeł ukazuje Jezusowi drogę władzy: wiedzie Go w górę i proponuje Mu panowanie nad światem; nie jest to jednak droga Boża: dla Jezusa jest jasne, że to nie władza światowa zbawia świat, lecz moc krzyża, pokory, miłości (por. ww. 5-8). W trzecim kuszeniu diabeł proponuje Jezusowi, by rzucił się ze szczytu narożnika świątyni jerozolimskiej, ażeby Bóg Go uratował za pośrednictwem swoich aniołów, a więc by dokonał czegoś sensacyjnego, wystawiając na próbę samego Boga; lecz odpowiedź brzmi, że Bóg nie jest przedmiotem, któremu możemy narzucić nasze warunki: On jest Panem wszystkiego (por. ww. 9-12). Jaka jest istota trzech pokus, na które zostaje wystawiony Jezus? Jest to propozycja instrumentalnego posłużenia się Bogiem dla własnych korzyści, dla własnej chwały i własnego sukcesu. A więc, krótko mówiąc, chodzi o to, by zająć miejsce Boga i usunąć Go z własnego życia, sugerując, że jest zbędny. Każdy powinien zatem zadać sobie pytanie: jakie miejsce zajmuje Bóg w moim życiu? Czy to On jest Panem, czy ja?

    Zwalczanie pokusy, by podporządkować Boga swoim interesom bądź by Go zepchnąć w kąt, i nawrócenie się na właściwą hierarchię priorytetów, przyznanie Bogu pierwszego miejsca to droga, na którą chrześcijanin musi wchodzić wciąż na nowo. «Nawróćcie się», wezwanie, które usłyszymy wielokrotnie podczas Wielkiego Postu, oznacza, że mamy iść za Jezusem w taki sposób, by Jego Ewangelia była w życiu konkretnym przewodnikiem; oznacza pozwolić, by Bóg nas przemienił, przestać myśleć, że jesteśmy jedynymi budowniczymi naszej egzystencji; znaczy uznać, że jesteśmy stworzeniami, że zależymy od Boga, od Jego miłości, i jedynie «tracąc» nasze życie w Nim, możemy je zyskać. Wymaga to od nas podejmowania decyzji w świetle Słowa Bożego. Dziś nie można już być chrześcijaninem po prostu dlatego, że żyje się w społeczeństwie, które ma chrześcijańskie korzenie: również ten, kto przychodzi na świat w rodzinie chrześcijańskiej i jest wychowywany w sposób religijny, musi codziennie odnawiać wybór, jakim jest bycie chrześcijaninem, a więc przyznawać Bogu pierwsze miejsce, stając w obliczu pokus, które zsekularyzowany świat wciąż mu podsuwa, w obliczu krytycznego osądu wielu współczesnych.

    Próby, na które dzisiejsze społeczeństwo wystawia chrześcijanina, są bowiem liczne i dotyczą życia osobistego oraz społecznego. Nie jest łatwo dochować wierności chrześcijańskiemu małżeństwu, praktykować miłosierdzie w życiu codziennym, przeznaczyć czas na modlitwę i wewnętrzne wyciszenie; nie jest łatwo publicznie sprzeciwiać się wyborom, które wielu uważa za oczywiste, takim: jak aborcja w przypadku niepożądanej ciąży, eutanazja w przypadku poważnych chorób czy selekcja embrionów, by zapobiegać chorobom dziedzicznym. Pokusa, by «odłożyć na bok» własną wiarę, jest zawsze obecna, a nawrócenie staje się odpowiedzią daną Bogu, która musi być wielokrotnie potwierdzana w życiu.

    Przykładem i bodźcem są dla nas wielkie nawrócenia, takie jak nawrócenie św. Pawła na drodze do Damaszku bądź św. Augustyna, ale również w naszej epoce «zaćmienia» poczucia sacrum, łaska Boża działa i czyni cuda w życiu bardzo wielu osób. Pan niestrudzenie puka do drzwi człowieka w społecznych i kulturowych kontekstach, które wydają się pogrążone w sekularyzacji, jak było w przypadku prawosławnego Rosjanina Pawła Florenskiego. Po otrzymaniu wychowania całkowicie agnostycznego, tak że odczuwał on autentyczną niechęć do tego, czego uczono na lekcjach religii w szkole, uczony Florenski w pewnym momencie zawołał: «Nie, nie można żyć bez Boga!», i zmienił kompletnie swoje życie, zostając mnichem.

    Myślę też o postaci Etty Hillesum, młodej Holenderki żydowskiego pochodzenia, która umarła w Auschwitz. Początkowo była daleko od Boga, lecz gdy odkryła Go, patrząc w głąb samej siebie, napisała: «Jest we mnie bardzo głęboka studnia. I w tej studni jest Bóg. Czasami udaje mi się do Niego dotrzeć, częściej przykrywają Go kamienie i piasek: wówczas Bóg jest zasypany. Muszę Go wydobyć» (Dziennik, 97). W swoim życiu, rozproszonym i niespokojnym, odnajduje Boga właśnie w wielkiej tragedii XX w., w Szoah. Ta młoda kobieta, wrażliwa i nieusatysfakcjonowana, po przeobrażeniu przez wiarę staje się kobietą pełną miłości i wewnętrznego pokoju, która potrafi powiedzieć: «Żyję nieustannie w zażyłości z Bogiem».

    Świadectwo zdolności przeciwstawiania się ideologicznym ułudom własnego czasu, by wybrać poszukiwanie prawdy i otworzyć się na odkrycie wiary, złożyła inna kobieta naszych czasów, Amerykanka Dorothy Day. W swojej autobiografii wyznaje otwarcie, że uległa pokusie rozwiązania wszystkiego przez politykę, stając się zwolenniczką marksizmu: «Chciałam maszerować z manifestantami, iść do więzienia, pisać, wywierać wpływ na innych i zostawić światu moje marzenia. Ileż ambicji i szukania samej siebie w tym było!» Droga do wiary w środowisku tak bardzo zeświecczonym była szczególnie trudna, lecz łaska działa mimo wszystko, jak podkreśla ona sama: «Z pewnością czułam częściej potrzebę, by pójść do kościoła, uklęknąć, schylić głowę na modlitwie. Ślepy instynkt, można by powiedzieć, ponieważ nie byłam świadoma, że się modlę. Szłam jednak, zanurzałam się w atmosferze modlitwy…» Bóg doprowadził ją do świadomego wstąpienia do Kościoła, a życie poświęciła potrzebującym.

    W naszej epoce niemało jest nawróceń polegających na powrocie osób, które otrzymały wychowanie chrześcijańskie, być może powierzchowne, i na wiele lat oddaliły się od wiary, a potem odkryły na nowo Chrystusa i Jego Ewangelię. W Księdze Apokalipsy czytamy: «Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśli ktoś posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną» (3, 20). Nasz człowiek wewnętrzny musi przygotować się na to, że odwiedzi Go Bóg, i właśnie dlatego nie może pozwolić, by zawładnęły nim złudzenia, pozory, rzeczy materialne.

    W tym okresie Wielkiego Postu, w Roku Wiary, odnówmy nasze zaangażowanie na drodze nawrócenia, aby przezwyciężyć tendencję do zamykania się w sobie, a zrobić miejsce dla Boga, patrząc Jego oczami na codzienną rzeczywistość. Alternatywa, jaką tworzy z jednej strony zamknięcie w naszym egoizmie, a z drugiej otworzenie się na miłość Boga i innych, można by powiedzieć, odpowiada alternatywie pokus Jezusa: a więc alternatywie władzy ludzkiej i miłości krzyża, odkupienia widzianego jako sam dobrobyt materialny i odkupienia jako dzieła Boga, któremu dajemy prymat w życiu. Nawrócić się znaczy nie zamykać się w dążeniu do sukcesu, prestiżu, pozycji, lecz zabiegać o to, by każdego dnia w małych rzeczach prawda, wiara w Boga i miłość stały się rzeczą najważniejszą.

    po polsku:

    Drodzy polscy pielgrzymi! Dziś, w Środę Popielcową, rozpoczynamy okres Wielkiego Postu. Liturgia poprowadzi nas ku tajemnicy męki, śmierci i zmartwychwstania Bożego Syna. Jest to droga nawrócenia i uświęcenia dzięki łasce Bożej, która wyprzedza nasze osobiste wysiłki ku przemianie życia i wierności Chrystusowi. Pamiętajmy, że modlitwa, post, jałmużna, a szczególnie sakramenty święte są jej niewyczerpanym źródłem.

    Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

    http://www.opoka.org.pl/nauczanie/papiez/benedykt_xvi/audiencje.php


  • Panie, naucz nas się modlić

    Benedykt XVI

    Panie, naucz nas się modlić

    Audiencja generalna 4 maja 2011

    Drodzy bracia i siostry!

    Dzisiaj chcę rozpocząć nowy cykl katechez. Po katechezach o ojcach Kościoła, o wielkich teologach Średniowiecza oraz o wielkich kobietach wybrałem teraz temat, który nam wszystkim leży bardzo na sercu: jest to temat modlitwy, a konkretnie modlitwy chrześcijańskiej, to znaczy tej, której nas nauczył Jezus i której nadal uczy nas Kościół. W Jezusie bowiem człowiek staje się zdolny zbliżyć się do Boga w głębokiej i zażyłej więzi ojcostwa i synostwa. Wraz z pierwszymi uczniami zwracamy się więc z pokorną ufnością do Mistrza i prosimy Go: «Panie, naucz nas modlić się» (Łk 11, 1).

    W najbliższych katechezach chcemy na podstawie Pisma Świętego, wielkiej tradycji ojców Kościoła, mistrzów duchowości i liturgii uczyć się żyć w jeszcze głębszej więzi z naszym Panem, będzie to niejako «szkoła modlitwy». Wiemy bowiem dobrze, że nie należy uważać modlitwy za umiejętność oczywistą: trzeba uczyć się modlić, niemal opanowywać tę sztukę ciągle na nowo. Nawet osoby bardzo zaawansowane w życiu duchowym odczuwają zawsze, że aby nauczyć się modlić autentycznie, potrzebna im jest «szkoła Jezusa». Pierwszą lekcję daje nam Pan swoim przykładem. Ewangelie opisują Jezusa, który prowadzi zażyły i stały dialog z Ojcem, ową głęboką komunię Tego, który przyszedł na świat nie po to, aby czynić swoją wolę, ale wolę Ojca, który Go posłał dla zbawienia świata.

    Na wstępie chciałbym w tej pierwszej katechezie przedstawić kilka przykładów modlitwy, zaczerpniętych ze starożytnych kultur, by podkreślić, że zwracano się do Boga praktycznie zawsze i wszędzie.

    Zacznę od przykładu ze starożytnego Egiptu. Pewien niewidomy człowiek, który prosi bóstwo o przywrócenie wzroku, poświadcza powszechnie ludzką rzecz, jaką jest czysta i prosta modlitwa błagalna osoby cierpiącej. Ten człowiek modli się: «Moje serce pragnie cię zobaczyć. (…) Ty, który pokazywałeś mi ciemności, stwórz dla mnie światło. Niech cię zobaczę! Pochyl ku mnie swe umiłowane oblicze» (A. Barucq — F. Daumas, Hymnes et prieres de l’Egypte ancienne, Paris 1980; tłum. wł. w: Preghiere dell’umanita, Brescia 1993, s. 30). Niech cię zobaczę: oto istota modlitwy!

    W religiach Mezopotamii panowało skryte i paraliżujące poczucie winy, nie pozbawione jednak nadziei na odkupienie i wyzwolenie ze strony Boga. Budzi więc nasze uznanie błagalna prośba wyznawcy tych starożytnych kultów, która brzmi następująco: «O Boże, który patrzysz miłosiernie nawet na ciężkie przewinienia, odpuść mi mój grzech. (…) Spójrz, Panie, na swego umęczonego sługę i daj mu poczuć Twoje świeże tchnienie: przebacz mu bezzwłocznie. Złagodź mu surową karę. Daj, abym uwolniony z więzów zaczął znów oddychać. Rozerwij moje okowy, uwolnij mnie z pęt» (M.-J. Seux, Hymnes et prieres aux Dieux de Babylone et d’Assyrie, Paris 1976; tłum. wł. w: Preghiere dell’umanita, s. 37). Te słowa pokazują, że człowiek w swoich poszukiwaniach Boga przeczuwał, chociaż mgliście, że istnieje z jednej strony jego wina, a z drugiej — aspekty miłosierdzia i dobroci Bożej.

    W pogańskiej religii starożytnej Grecji obserwujemy bardzo wymowną ewolucję: modlitwy, chociaż nadal zawierają prośby o boską pomoc w uzyskaniu przychylności nieba we wszystkich okolicznościach codziennego życia oraz zdobywaniu dóbr materialnych, stopniowo stają się coraz bardziej bezinteresownymi prośbami, które pozwalają wierzącemu pogłębić więź z Bogiem i stać się lepszym człowiekiem. Na przykład, wielki filozof Platon przytacza modlitwę swojego mistrza Sokratesa, uważanego słusznie za jednego z ojców myśli zachodniej. Sokrates modlił się tak: «Sprawcie, abym stał się pięknym wewnętrznie. (…) Za bogacza zaś niech uważam mędrca. Złota zaś niech mam tyle, ile nie może udźwignąć ani zachować nikt inny oprócz mędrca. Czy jeszcze nam potrzeba czego innego (…)? Bo moim zdaniem tego, o com prosił, wystarczy» (Platon, Faidros 279 c, tłum. Leopold Regner, Warszawa 1993, s. 82). Chciałby przede wszystkim mieć piękne wnętrze oraz być mądry, a nie bogaty w pieniądze.

    Niezwykłe arcydzieła literatury wszystkich czasów, jakimi są greckie tragedie, które dzisiaj, po dwudziestu pięciu wiekach, wciąż są czytane, medytowane i wystawiane, zawierają modlitwy wyrażające pragnienie poznania Boga i adorowania Jego majestatu. Tak oto brzmi jedna z nich: «Oparcie ziemi, ktoryś jest na ziemi, / kimkolwiek jestes, zagadkowy Bycie, / Dzeusie — czyś Ładem przyrody czy Myślą / ludzką? — ja czczę cię, bo zawsze bezgłośny / drogą ku prawu wiedziesz ludzkie sprawy!» (Eurypides, Trojanki, 884-888, tłum. Jerzy Łanowski, w: Eurypides, Tragedie, t.II, Warszawa 2006, s. 184). Obraz Boga jest trochę mglisty, jednakże człowiek wie, że ten nieznany Bóg istnieje, i modli się do Tego, kto kieruje ziemskimi drogami.

    Również u Rzymian, twórców wielkiego Imperium, w którym zrodziło się i rozpowszechniło w znacznej części pierwotne chrześcijaństwo, modlitwa, choć pojmowana w sposób użytkowy i zasadniczo będąca prośbą o boską opiekę nad życiem wspólnoty społecznej, niekiedy zawiera wezwania będące godnymi podziwu przejawami żarliwej pobożności indywidualnej, dzięki której przemienia się w wielbienie i dziękczynienie. Potwierdza to Apulejusz, autor żyjący w Afryce rzymskiej w II w. W swoich pismach daje wyraz uczuciom sobie współczesnych, których nie zaspokajała religia tradycyjna i którzy pragnęli bardziej autentycznego kontaktu z Bogiem. W jego głównym dziele, zatytułowanym Metamorfozy, pewien wierzący zwraca się do bogini następującymi słowami: «O ty, święta i wieczna rodzaju człowieczego opiekunko, ty, co swą szczodrą opieką śmiertelnych zawsze otaczasz i słodkie matki współczucie masz dla niedoli nieszczęśliwych! Nie masz dnia ani nocy, ani chwili nawet najdrobniejszej, która by twych dobrodziejstw była próżna» (Apulejusz, Metamorfozy albo złoty osioł, XI, 25, tłum. Edwin Jędrkiewicz, Warszawa 1958, s. 268).

    W tym samym okresie cesarz Marek Aureliusz, który był również filozofem, rozmyślającym nad życiem człowieka, stwierdza, że modlitwa jest potrzebna do owocnego połączenia działania boskiego z działaniem ludzkim. Pisze on w swoich Rozmyślaniach: «Któż ci powiedział, że bogowie nie pomagają nam także w tym, co zależy od nas? Zacznij więc modlić się do nich, a zobaczysz» (Dictionnaire de Spiritualité XII/2, kol. 2213).

    Tę radę cesarza filozofa rzeczywiście wprowadziły w życie niezliczone pokolenia ludzi przed Chrystusem, wykazując w ten sposób, że bez modlitwy, otwierającej nas na tajemnicę Boga, życie ludzkie jest pozbawione sensu i punktu odniesienia. W każdej modlitwie wyraża się bowiem prawda o ludzkim stworzeniu, które z jednej strony doświadcza słabości i ubóstwa, i dlatego prosi niebo o pomoc, a z drugiej strony, obdarzone jest nadzwyczajną godnością, ponieważ przygotowując się do przyjęcia Objawienia Bożego, odkrywa, że jest zdolne nawiązać komunię z Bogiem.

    Drodzy przyjaciele, w tych przykładach modlitw z różnych epok i kręgów cywilizacyjnych odnajdujemy świadomość człowieka, że jest stworzeniem zależnym od innej, wyższej Istoty, źródła wszelkiego dobra. Człowiek wszystkich epok modli się, ponieważ nie może się obyć bez zadawania pytań o sens swojej egzystencji, który jest niejasny i deprymujący, jeśli nie ma odniesienia do tajemnicy Boga i Jego planu wobec świata. W życiu ludzkim splatają się dobro i zło, niezasłużone cierpienia i radości oraz piękno, a wszystko to skłania nas nieodparcie, byśmy prosili Boga o światło i siłę wewnętrzną, które wesprą nas na ziemi i ukażą nadzieję przekraczającą próg śmierci. Religie pogańskie są wezwaniem płynącym z ziemi, które oczekuje słowa z nieba. Proklos z Konstantynopola, jeden z ostatnich filozofów pogańskich, który żył w epoce już w pełni chrześcijańskiej, wyraża to oczekiwanie, mówiąc: «Niepoznawalny, nikt cię nie ogarnia. Wszystko, co myślimy, należy do ciebie. Od ciebie pochodzą nasze cierpienia i nasze dobro, od ciebie, o Nieogarniony, zależą tęsknoty naszych dusz, do ciebie wznoszących milczący hymn bez słów» (Hymni, wyd. E. Vogt, Wiesbaden 1957, w: Preghiere dell’umanita, s. 61).

    Omawiane przez nas przykłady modlitwy z różnych kultur są widocznym świadectwem wymiaru religijnego oraz pragnienia Boga, wpisanego w serce każdego człowieka, które znajdują urzeczywistnienie i pełny wyraz w Starym i Nowym Testamencie. Objawienie daje człowiekowi w modlitwie możliwość nawiązania głębszej więzi z Ojcem niebieskim, oczyszcza bowiem pierwotną tęsknotę człowieka za Bogiem i sprawia, że znajduje ona swój pełny wyraz.

    Na początku tej naszej drogi, którą jest «szkoła modlitwy», pragniemy teraz prosić Pana o oświecenie naszego umysłu i serca, ażeby nasza więź z Nim w modlitwie była coraz bardziej głęboka, serdeczna i stała. Zwróćmy się do Niego jeszcze raz: «Panie, naucz nas modlić się» (Łk 11, 1).

    po polsku:

    Witam serdecznie obecnych tu Polaków. Raz jeszcze pozdrawiam pielgrzymów, którzy wraz ze swymi pasterzami przybyli na beatyfikację mojego umiłowanego poprzednika na Stolicy Piotrowej, błogosławionego Jana Pawła II. Niech Jego zawierzenie Matce Bożej, zawarte w zawołaniu Totus Tuus, będzie zachętą dla każdego z was i dla całego narodu polskiego, którego Maryja jest Królową. Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.

    http://www.opoka.org.pl/nauczanie/papiez/benedykt_xvi/audiencje.php


  • Czy pracuję dla Chrystusa?

    Bardzo wymowne są słowa Ojca Świętego Benedykta XVI skierowane 21 V 2005 do pracowników Sekretariatu Stanu: „My nie pracujemy — jak mówi wielu ludzi o swojej pracy — by bronić władzy. Nie mamy żadnej świeckiej, doczesnej władzy. Nie pracujemy, by zdobyć prestiż, doprowadzić do rozwoju firmy, czy coś w tym rodzaju. My rzeczywiście pracujemy po to, aby drogi świata były otwarte przed Chrystusem. I cała nasza praca, we wszystkich swych aspektach, ostatecznie służy właśnie temu, aby Ewangelia, a tym samym radość odkupienia, dotarła do świata. W tym sensie, również w zwyczajnych i pozornie mało zaszczytnych codziennych zajęciach, stajemy się, w miarę naszych możliwości (…) współpracownikami Prawdy, czyli Chrystusa w Jego działaniu w świecie, aby stał się on naprawdę Królestwem Bożym”.


  • Dlaczego katolik ufa uzbrojeniu?

    Iz 31, 1: Biada tym, którzy zstępują do Egiptu po pomoc, pokładają nadzieję w koniach, mają ufność w mnóstwie rydwanów oraz w bardzo wielkiej sile jazdy, a nie pokładają ufności w Świętym Izraela ani się nie radzą Pana.

    Katolicka Polsko dlaczego nie ufasz Panu, a pokładasz ufność w mnóstwie broni?

    Mt 26, 52: Wtedy Jezus rzekł do niego: Schowaj miecz swój do pochwy, bo wszyscy, którzy za miecz chwytają, od miecza giną.


  • Pod Okiem Najwyższego Świadka mieszkaj ze sobą

    Ilekroć bowiem wyciągają nas z nas samych nazbyt pochłaniające sprawy zewnętrzne, zawsze wówczas choć jesteśmy nadal sobą, nie jesteśmy jednak ze sobą, bo tracąc samych siebie z oczu błąkamy się po ziemi cudzej.
    Święty Grzegorz

    Ps 137, 4: Jakże możemy śpiewać pieśń Pańską w obcej krainie?


  • Nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie

    Zbyt często usprawiedliwiamy się, swoje przewrotne intencje, byle się innym przypodobać, dla „świętego spokoju” nawet używając cytatów Pisma Świętego i przeinaczamy swoje życie w zbór reformatotów, oddalając się od Kościóła posłusznemu Panu Jezusowi.
    Jesteś zarządcą dusz ludzkich i dóbr materialnych wspólnoty? Dbaj o nie, nie śpij i nie machaj ręką, że jakoś to będzie.

    Jr 20, 8: Albowiem ilekroć mam zabierać głos, muszę obwieszczać: Gwałt i ruina!


  • Dzielmy się talentami z innymi

    Jeżeli swój talent zostawiam egoistycznie tylko dla wypełniania i spełniania swoich pragnień to zakopuję go w ziemi i marnuję.

    Tylko człowiecze współdziałanie w Jedności z bliźnimi, każdy z Miłością dzieląc się z innymi talentami rozwija i powiększa Dobro.

    Naród to nie jest jeden człowiek.


  • Człowiekowi dobrze jest na obcej ziemi w niewoli Egipskiej

    Naród wyszedł z swej ziemi i zaszedł do ciemnego Egiptu z powodu grzechu, pragnieniom ciała, pokarmu i zapomniał o swojej tożsamości, przodkach, ziemi i Bogu.
    Z własnej woli nie wrócił do swojej ziemi.
    Mimo prześladowań i groźby śmierci, nadal tkwił w Egipcie.
    A jak już wyszedł, to szemrał przeciw Bogu i wszystkiemu, co Dobrego z Ręki Najwyższego Ojca doświadczył.

    Świat jest Egiptem. USA, RFN, UK, Francja są dla naszych rodaków jak Egipt. Polacy ciągle marzą o Egipcie i gdy tylko nada się okazja opuszczają Ziemię swoich przodków.

    Nie ma to jak w domu, w swoim domu, na swojej ziemi danej nam od wieków.