• Archiwum kategorii Doskonały przykład
  • 1 stycznia. Uroczystość obrzezania Pana naszego Jezusa Chrystusa

    Wysłany dnia: przez D.S.M.

    (Działo się roku Pańskiego pierwszego)

    LEKCJA z listu św. Pawła do Tytusa (rozdz. 2, wiersz 11-15)

    Okazała się bowiem wszystkim ludziom łaska Boga, Zbawiciela naszego, nauczająca nas, byśmy wyrzekłszy się niezbożności i pożądliwości świeckich, trzeźwo i sprawiedliwie i pobożnie żyli na tym świecie, oczekując błogosławionej nadziei i przyjścia chwały wielkiego Boga i Zbawiciela naszego Jezusa Chrystusa, który dał samego siebie za nas, aby nas wykupić od wszelkiej nieprawości i żeby oczyścić sobie lud na własność, zamiłowany w uczynkach dobrych. To mów i napominaj i na to nastawaj z wszelką powagą.

    EWANGELIA (Łuk. rozdział 2, wiersz 21)

    A gdy się spełniło osiem dni, aby obrzezano dzieciątko, nazwano imię Jego Jezus, które nadane było od anioła, pierwej niźli się w żywocie poczęło.

    * * *

    Krótka ewangelia, ale wiele w niej nauki.

    Pan Bóg wybrawszy sobie spomiędzy wszystkich narodów jeden, który miał przechować wiarę w prawdziwego Boga i z którego miał się narodzić Zbawiciel, nakazał aby obrzezanie było znakiem odróżniającym każdego, kto do tego narodu wybranego należy. Był to obrządek Starego Zakonu, któremu podlegało każde nowonarodzone dziecię, tak jak w Nowym Zakonie każde powinno być ochrzczone. Przez obrządek ten oczyszczało się niejako ciało od zmazy grzechu pierworodnego.

    Syn Boży, poczęty za sprawą Ducha świętego w przeczystym łonie Niepokalanej Dziewicy, nie podlegał wcale temu prawu. Poddał mu się jednak, aby stawszy się człowiekiem, w pierwszej tajemnicy przenajświętszego życia swojego przedstawić nam wzór najgłębszej, jaka być może, pokory. Bo w istocie cóż to za niezmierny, niepojęty ludzkim rozumem akt pokory spełnia Pan nasz najdroższy! Święty nad Świętymi. Syn Boga żywego, i jako Bóg we wszystkim równy Bogu, poddaje się prawu i obrządkowi dotyczącemu grzeszników, i przez to stawia się zupełnie na równi z nimi! Chce przed ludźmi uchodzić za istotę w oczach Boskich obrzydliwą, On, który jest jasnością Ojca przedwiecznego, drugą Osobą Trójcy Przenajświętszej, chwałą i rozkoszą Nieba całego. Najświętszy z najświętszych, owszem ten, który jest źródłem i dawcą wszelkiej świętości w Niebie i na ziemi, chce uchodzić za istotę najgorszą, bo grzechem skalaną. Ten, w którego piękność wpatrując się anieli, niebieskich radości doznają, chce być policzony pomiędzy stworzenia najszpetniejsze, bo taka jest każda dusza przed oczyszczeniem. Ten, którego godność jako Boga najwyższego, wszystkie godności bez żadnej miary i porównania nieskończenie przewyższa, poniża się aż do tego stopnia, że raczy równać się z najpodlejszą istotą, bo nic tak nie upodla duszy jak grzech, chociażby najmniejszy. Jakaż to pokora jaśnieje w Panu Jezusie w tym Jego poddaniu się przykazaniu obrzezania, równającym Go na pozór z każdym człowiekiem, skalanym grzechem!

    Obrzezanie Pana naszego Jezusa Chrystusa

    Lecz był i drugi powód, dla którego uczynił to kochany nasz Zbawca, a w tej pierwszej tajemnicy życia swego znowu objawił niezmierną miłość ku ludziom, która Go z Nieba na ziemię sprowadziła. Syn Boży tak gorąco pragnął, aby za nas cierpieć i Krew swoją Przenajświętszą za nas wylać, że nie czeka aż to uczyni w męce swojej, ale zaledwie żyć rozpoczyna, już Mu do tego pilno. Wtedy już mógł powtórzyć te słowa swoje, wyrzeczone dopiero później przed samą bolesną Męką, a jakby całą niepojętą Jego miłość ku ludziom w sobie streszczające: „Mam być chrztem krwawym ochrzczony: to jest mękę i śmierć ponieść dla zbawienia ludzi, a jakom jest uciśniony, to jest z jakąż niecierpliwością wyglądam aż się wykona” (Łuk. 12, 50). Pierwszą więc tę sposobność chwyta Pan nasz chciwie. Jeszcze z Przenajświętszych rąk Matki swojej nie zstąpił na ziemię, a już miłość Jego ku ludziom przywodzi Go do tego, żeby za nas cierpiał; już najsłodsze Serce Jego zaraz w najpierwszych chwilach Jego życia, chce nam przedstawić dowody tej miłości aż przez Krwi swej Przenajświętszej przelanie! I to był drugi powód, dla którego Pan Jezus poddał się bolesnemu obrządkowi obrzezania.

    Można więc powiedzieć, że od tej chwili i od dnia tego, którego dziś Kościół Boży obchodzi pamiątkę, rozpoczęło się odkupienie świata, i że Pan Jezus wchodził wtedy w wykonanie Boskiego i najmiłosierniejszego posłannictwa swojego, jako Zbawcy rodu ludzkiego. W tym dniu bowiem, przez pierwsze wylanie Przenajdroższej Krwi swojej, po raz pierwszy spełnia święte swoje posłannictwo.

    W tym też dniu nadane Mu zostało Imię Jezus, które znaczy Odkupiciel i Zbawiciel świata. Przy zwiastowaniu bowiem, archanioł Gabriel zapowiadając Najświętszej Maryi Pannie, iż stanie się Matką Syna Bożego, rzekł do Niej: „Oto poczniesz w żywocie i porodzisz Syna, a nazwiesz imię Jego Jezus”. (Łuk. 1, 31).

    Dzień dzisiejszy więc jest dniem Imienin Pana Jezusa, jest dniem, w którym się obchodzi uroczyście pamiątkę tego Przenajświętszego Imienia, o którym Pismo św. powiada: „Dlatego też Bóg wywyższył Go i darował Mu imię, które jest nad wszelkie imię, aby na Imię Jezusowe wszelkie kolano klękało w niebie, na ziemi i w podziemiu” (Filip. 2, 9, 10); jest dniem przeznaczonym na szczególne uczczenie Imienia, w którego mocy wszystkie nasze prośby do Boga zasyłamy, a przez wzgląd którego Pan Bóg wszystkie łaski swoje zsyła na świat cały.

    Takie więc święte i ważne pamiątki do dnia dzisiejszego są przywiązane; a że z szczególnego rozporządzenia Opatrzności dzień ten był zarazem pierwszym dniem roku cywilnego według rachuby Rzymian, którzy całemu światu prawa swoje dyktowali gdy Kościół Boży zakładał się na ziemi, przeto stał się on i pierwszym dniem roku chrześcijańskiego.

    Godne więc to szczególnej uwagi, jak głębokich tajemnic pamiątka przypada w dniu dzisiejszym, który jak jest pierwszym dniem, od którego rozpoczyna się rok kalendarza chrześcijańskiego, tak jest zarazem uroczystą pamiątką tajemnicy, w której, jak to wyżej powiedzieliśmy, przez pierwsze przelanie Przenajświętszej Krwi swojej Pan nasz najdroższy rozpoczyna wielką sprawę odkupienia rodu ludzkiego. I znowu: jak jest pierwszym dniem historii Żywotów Świętych Pańskich, na każdy dzień roku przypadających i różne imiona noszących, tak jest dniem pamiątkowym przyjęcia Przenajświętszego Imienia Jezus przez Syna Bożego, który jest Święty nad Świętymi i wszelkiej świętości jedynym dawcą i początkiem.

    Uroczystość dzisiejsza obchodzona też była od najdawniejszych czasów chrześcijaństwa. W pierwszych wiekach Kościoła, gdy istniejące podówczas pogaństwo swój Nowy Rok obchodziło rozpustą, jak wszystkie swoje bałwochwalcze obrządki, chrześcijanie przeciwnie odprawiali w ten dzień ostrą pokutę. Dopiero później, gdy wiara chrześcijańska rozszerzyła się i utrwaliła na świecie, poczęto dzisiejsze święto obchodzić w sposób taki, w jaki obchodzi się wszystkie inne uroczystości Kościoła Bożego. Papież Benedykt XIV pisze, że do wieku trzynastego był zwyczaj odprawiać w Nowy Rok dwie Msze święte: jedną o tajemnicy obrzezania Pańskiego, drugą o Najświętszej Maryi Pannie. Dlatego teraz, chociaż zwyczaj ten jest już zniesiony, w pacierzach jednak tej uroczystości i Mszy świętej wiele jest ustępów odnoszących się do Matki Bożej. Nie godziłoby się bowiem, mówi wyżej przytoczony papież, aby w obchodzie pamiątki tak wielkiej tajemnicy życia Jej Syna, pominięta była Ta, która po Panu naszym Jezusie Chrystusie, największe ma prawo do naszej czci, uwielbienia, miłości i ufności.

    Nauka moralna

    Z tego, co o uroczystości dnia dzisiejszego przeczytałeś, powinieneś poznać, jak wielkich i świętych pamiątek jest ona pełną, a więc, że obchodzić ją należy z tą pobożnością, z jaką każdy chrześcijanin dni takie święcić jest obowiązany. Niech ci, którzy więcej za pogańskim niż chrześcijańskim idą obyczajem, Nowy Rok od wesołych biesiad i płochych rozrywek zaczynają, ty zacznij go od serdecznego składania dziękczynień Panu Jezusowi za to, iż zaledwie żyć zaczął, a już za ciebie krew swoją przenajdroższą przelał. Winszując zaś sobie i drugim tego głównie, że dla twojego i świata całego odkupienia, Bóg, stawszy się człowiekiem, przyjął na siebie imię Jezus, proś Go, abyś przez to Przenajświętsze Imię, przez które w ciągu całego rozpoczynającego się roku kończyć będziesz wszystkie twoje modlitwy, wyjednywał sobie wszelkie potrzebne łaski, a to uciekając się zawsze do pośrednictwa Maryi, przez której płodne Dziewictwo, jak się Kościół w modlitwie dzisiejszej wyraża, przyszło nam zbawienie.

    Modlitwa

    Boże, któryś płodnym Dziewictwem Najświętszej Maryi Panny, nagrodę zbawienia wiecznego dla rodu ludzkiego zgotował, daj miłościwie, pokornie Cię prosimy, abyśmy we wszystkich potrzebach naszych doznali skutecznego pośrednictwa Tej, przez którą zasłużyliśmy otrzymać dawcę życia wiekuistego, Pana naszego Jezusa Chrystusa, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha świętego, Bóg po wszystkie wieki wieków. Amen.

    Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.


  • 1 stycznia Żywot świętego Bazylego Wielkiego, biskupa

    Wysłany dnia: przez D.S.M.

    (Żył około roku Pańskiego 376)

    Święty Bazyli, w dziejach Kościoła zwany „Wielkim”, „Świecznikiem świata”, „Sługą łaski”, „Zwiastunem prawdy”, urodził się ze znakomitej rodziny w mieście Cezarei w Kapadocji. Dziadowie jego, rodzice i rodzeństwo doznają wielkiej czci w Kościele św. Z urodzenia bogatymi obdarzony przymiotami i zdolnościami, otrzymał nadto staranne wychowanie, a w końcu wyższe wykształcenie w Cezarei, Konstantynopolu i Atenach, gdzie uczęszczając do akademii, zawiązał ścisłą przyjaźń z Grzegorzem, późniejszym biskupem nazjanzeńskim (zobacz dnia 9 maja). Nauczyciele i uczniowie tego miasta dokładali wielkich starań, aby Bazyli pozostał u nich jako ozdoba zakładu naukowego; on jednak sądząc, że usługi swe winien poświęcić ojczyźnie, powrócił do Cezarei i założył szkołę wymowy, występując przy tym niekiedy w sprawach prawnych jako adwokat. Pochwały oddawane jego zdolnościom budziły w nim pewien rodzaj pychy; jednakże delikatność uczuć, miłość siostry Makryny i wierność przyjaciela Grzegorza uwolniły go od tej wady. Jednym zamachem pokonał złego ducha, po czym przyjął chrzest święty, rozdzielił majątek między ubogich i wybrał się w podróż do Egiptu, Palestyny i Syrii, odwiedzając przy tej sposobności najsławniejszych pustelników, aby nauczyć się od nich prawdziwej ewangelicznej mądrości. Życie tych świątobliwych mężów, ich czuwania i modlitwy, posty i wstrzemięźliwość, braterska miłość i serdeczna wesołość napełniały jego oczy łzami rozczulenia i żalu, iż wiosnę swego życia strawił tylko na dążeniu do osiągnięcia czczych wiadomości.

    Święty Bazyli Wielki

    Przemieniwszy się w nowego człowieka, podążył na puszczę pod klasztorem w Nowej Cezarei, w którym matka jego i siostra z kilku dziewicami zdała od świata służyły Bogu jako zakonnice. Niezadługo zebrało się około niego kilku pustelników, między nimi i przyjaciel Grzegorz, aby trawić czas na pokucie i rozmyślaniach. Bractwu temu przepisał Bazyli regułę życia, jaka dotychczas jeszcze zachowywana jest w klasztorach bazylianów Kościoła greckiego, oraz w niektórych klasztorach we Włoszech, w Polsce i na Węgrzech.

    Cztery lata przepędził Bazyli w zaciszu, poczym powołany został przez biskupa Dianiusza w strony rodzinne, gdzie otrzymał urząd lektora. W dwa lata później (w roku 364) biskup Euzebiusz, następca biskupa Dianiusza, wyświęcił go na kapłana. Wyrwany tym sposobem z ukrycia, w którym tak chętnie przebywał, począł rozwijać szeroką działalność. Porywającą wymową zwalczał arianów, wzmacniał wiernych wyznawców siłą własnego przykładu i pociągał ku sobie serca wszystkich łagodnością i hojnością jałmużny. Gdy bowiem w roku 367 i 368 zapanował srogi głód, Bazyli porozdzielał chętnym sercem pomiędzy głodnych bliźnich cały majątek odziedziczony po matce i wszystkie własne dochody.

    Po śmierci Euzebiusza powołano Bazylego na urząd arcybiskupa Cezarei. W pałacu arcybiskupim żył jak najuboższy zakonnik, a znaczne dochody obracał na kształcenie kapłanów, budowę szkół i olbrzymiego, w całym ówczesnym świecie sławnego szpitala dla ubogich, chorych i sierot, bez względu na religię; w szpitalu tym znajdowały się również szkoły i warsztaty. W dni powszednie miewał kazania rano i wieczorem, zawsze wobec licznych słuchaczów; ludowi udzielał sakramentu Komunii co środę, piątek, sobotę, niedzielę i w dni uroczyste św. Męczenników. Utrzymywał bliskie stosunki z papieżem Damazym, z wielkim Doktorem Kościoła Atanazym i z wszystkimi wybitniejszymi książętami Kościoła, walcząc wspólnie z nimi przeciwko kacerstwu. Świetną swą wymową i nauką nawrócił wielu błądzących do prawdziwej wiary.

    Wszystkie te uczynki ściągnęły na Bazylego nienawiść cesarza Walensa, heretyka arianina, który postanowił albo pozyskać go dla siebie, albo też zgubić. Ułożył więc plan, który chciał wykonać w podróży do Syrii. Najpierw posłał w tym celu do Bazylego prefekta Modesta. Modestus nakłaniał Bazylego do łagodności względem arianów, a gdy ten opierał się namowom, zagroził mu gniewem cesarza. Bazyli odpowiedział ze spokojem: „Gniewu cesarza nie obawiam się, albowiem pojąć nie mogę, czym by mnie mógł dotknąć; jeżeli mnie pozbawi biskupich dochodów, to tych nie mam dla siebie; moją wyłączną własnością jest tylko kilka książek i kawał razowego chleba, wreszcie kilka szmat dla mego niegodnego ciała, na co się cesarz pewnie nie złakomi. Jeżeli mnie zechce wypędzić, toć cały świat jest dla mnie miejscem wygnania, bo tylko Niebo uważam za przyszłą moją ojczyznę. Tortur się nie obawiam, albowiem ciało me jest tak wątłe i słabe, iż pierwsze już ciosy śmierć mi zadadzą. Jeśli mnie zechce zabić to i owszem, bo tym sposobem prędzej dostanę się do Boga, któremu jedynie chcę służyć; powiedz zatem cesarzowi, że się go nie obawiam”. Modest zdziwiony odparł: „Tak odważnie jeszcze nikt do mnie nie przemawiał”. Rzekł na to Bazyli: „W takim razie widocznie nie miałeś jeszcze do czynienia z biskupem katolickim”.

    Cesarz Walens przybył potem sam do Cezarei, lecz spokój i wzniosła powaga arcybiskupa tak mu zaimponowały, że porzucił złe zamiary, z jakimi przyjechał. Arianie atoli podszczuwali go bez ustanku kłamstwem i oszczerstwem, dopóki nie uległ i skazał Bazylego na wygnanie. W chwili kiedy podpisywał wyrok, zachorował mu śmiertelnie syn. Cesarzowa twierdziła, że to kara Boska za wyrok przeciw Bazylemu, kazał więc przywołać biskupa do łoża syna. Bazyli rzekł: „Syn twój żyć będzie, jeśli go dasz ochrzcić w religii katolickiej”. Walens święcie przyrzekł tego dopełnić i jego syn zaraz wyzdrowiał, gdy jednak potem przyrzeczenia nie dotrzymał i syna dał ochrzcić biskupowi heretykowi, nowochrzczeniec umarł. Arianie, korzystając ze smutku cesarza, wmawiali weń, iż jedynym winowajcą śmierci jego syna jest Bazyli. Cesarz dał się obałamucić i wydał wyrok powtórny, skazujący Bazylego na wygnanie. Kiedy jednak miał ów wyrok podpisać, złamały mu się w ręku trzy pióra; zażądał czwartego, gdy wtem ręka strasznie mu drżeć poczęła. Poznał, iż w tej sprawie działa wyższa potęga, tedy pełen przestrachu przedarł pismo i pozostawił biskupa w spokoju. Bazyli, wycieńczony postami, pracą i cierpieniami, żył już niedługo. Umarł dnia 1 stycznia 379 roku, licząc zaledwie lat 50. Trumnę jego otaczało ze sto tysięcy ludzi wszelkich wyznań i narodowości, chrześcijan, żydów, pogan, a wszyscy wołali w wielkim żalu: „Ojciec nasz nie żyje!”

    Cały świat chrześcijański w uznaniu jego zasług i czynów dał mu przydomek „Wielkiego”, a Kościół święty uczcił go za jego pisma nazwą „Doktora Kościoła świętego”.

    Nauka moralna

    Aby pokazać, jak święty Bazyli przemawiał do ludu, przytaczamy kilka ustępów nauk jego. I tak w jednej z nich zwrócił się do rodziców, zbijając twierdzenie, że należy oszczędzać i zbierać majątek dla dzieci. Mówił jak następuje:

    „Sądzicie zatem, że majątek dzieciom potrzebny – jest to jednak tylko pozorem waszej chciwości, nie czyńcie przeto niewinnych dzieci odpowiedzialnymi za wasze łakomstwo. Czyż to Ewangelia święta nie głosi: „Chcesz być doskonałym, idź, sprzedaj co masz, i daj ubogim” (Mat. 19,21). Ojcze lub matko, kiedyście Stwórcę błagali, aby was dziećmi obdarzył, czy nie przyrzekaliście jednocześnie, że pełnić będziecie wszystkie przykazania Boże? Czy mówiliście wtedy: „Daj nam Boże dzieci, abyśmy wykraczali przeciwko przykazaniom Twoim, a nie dostali się do Nieba?

    A któż to zaręczy za syna, że zebrane przez rodziców skarby utrzyma? Gdyż dla wielu jest majątek drogą do moralnego upadku.

    Strzeż się, abyś twymi starannie zbieranymi skarbami nie dał powodu do grzechu, gdyż miałbyś potem winę podwójną. Staraj się przeto nasamprzód ukształcić serce i duszę twego dziecka, a nie dopuszczaj się chciwości i łakomstwa w gromadzeniu majątku. Wiedz, że niejeden syn ubogich rodziców stał się bogatym przez wzorowe wychowanie i staranną naukę, o którą starali się rodzice. Umiał on potem użyć tych nabytych wiadomości i zebrał majątek w sposób godziwy”.

    Do bezdzietnych przemawiał: „Jaki powód uniewinnienia chciwości będą mieli ci, których Pan Bóg potomstwem nie obdarzył? Mówią oni: nie sprzedam tego co mam, ani nie rozdam ubogim, bo sam tego majątku potrzebuję do życia. Więc to nie Pan Bóg jest twoim nauczycielem, tylko ty sam sobie prawa nadajesz i mówisz, że mędrszym jesteś od prawodawcy. Mówisz jednak przy tym: przed śmiercią zrobię testament i zapiszę wszystko ubogim. Chcesz zatem ludzi miłować, gdy już pomiędzy nimi nie będziesz; więc dopiero wtenczas, gdy cię na marach zobaczą, mają mówić, że kochałeś bliźniego? Powiedz mi, za co właściwie żądasz nagrody, czy za czas po śmierci twojej? Za życia twego widok ubogich był ci nieznośnym dla skąpstwa twego; cóż czynić możesz po śmierci? Nikt interesów nie robi, gdy targ się ukończył, tak samo też nie uzyskasz sławy, przybywszy na plac boju po bitwie. Podzięka za testament należy się nie tobie, lecz śmierci, której uległeś. Albowiem, mając takie usposobienie, gdybyś był nieśmiertelnym, nie pamiętałbyś wcale o ubogich. Zatem majątkiem, którego już użyć nie możesz, chcesz przebłagać Boga za chciwość, której ulegałeś za życia! „Nie błądźcie: nie da się Bóg z siebie naśmiewać” (Gal. 6,7). Taki jest koniec wszelkiej chciwości”.

    Rozważmy sobie te głębokie słowa św. Bazylego i zastosujmy do nich życie nasze.

    Modlitwa

    Święty Bazyli, który tak odważnie pokonałeś pokusy zarozumiałości i tylko Bogu ofiarowałeś zdolności Twego umysłu, wyjednaj nam łaskę u Boga, abyśmy zdolni byli oprzeć się wszelkim pokusom tego świata i żyli tylko dla naszego zbawienia. Amen.

    Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.


  • Styczeń poświęcony Imieniowi Jezus

    Wysłany dnia: przez D.S.M.

    „A wszystkim, którzy go przyjęli, dał moc,
    aby się stali synami Bożymi” (Jan 1,12)

    Intencja na miesiąc styczeń

    Oddanie się Najsłodszemu Sercu Pana Jezusa

    Wiele wśród ludzi krąży domysłów, co nam przyniesie niedaleka przyszłość? Jedni zawsze i na wszystko lubią się czarno zapatrywać, wróżą gorsze od teraźniejszych czasy i zapowiadają zupełny przewrót i rozprzężenie wszystkich ludzkich stosunków, zaciekłą wojnę wszystkich przeciw wszystkim i bliski koniec świata; inni znów, którzy zwykli przedstawiać sobie przyszłość w różowych kolorach, spodziewają się wszystkiego, co najlepsze, – a więc zapanowania prawdy i sprawiedliwości, powszechnego pokoju, zgody, wzajemnej miłości wszystkich ku wszystkim i tym podobnych pięknych i bardzo pożądanych rzeczy. Co do nas, nie chcąc się bawić w żadne przewidywania i przepowiednie, nie chcąc ludzi ani darmo straszyć, ani darmo łudzić, wolimy przypomnieć wszystkim kilka prawd niezawodnych, które więcej znaczą i każdemu człowiekowi bez porównania więcej przyniosą pożytku niż wszelkie, choćby nawet najwnikliwsze dociekania przyszłości.

    Pierwszą z tych prawd wypowiedział z woli samego Pana Jezusa i z natchnienia Ducha św. święty Paweł apostoł: „Jeśli tylko w tym niniejszym żywocie w Chrystusie nadzieję mamy, jesteśmy nędzniejsi, niźli wszyscy ludzie”. Mówi to św. Paweł o chrześcijanach, ale dlaczego? Bo poganin, mający mętne pojęcie o bóstwie i o żywocie wiecznym, dla tego samego niewiele się rachuje z sumieniem, owszem wszelkimi sposobami zagłusza jego głos; więc też bez znaczniejszych zgryzot sumienia używa świata, póki służą lata. Nadto, Pan Bóg takim poganom częstokroć tę trochę dobrych uczynków (bez jakich i najgorszy człowiek nie bywa), wynagradza już w tym życiu powodzeniem doczesnym, bo wielu minie wieczna nagroda. Chrześcijanin zaś, który mało, albo tyle co nic dba o wieczne zbawienie, nie może się przecież pozbyć wiary w Boga sprawiedliwego, który za dobre nagradza, a za złe karze w tym, albo gorzej jeszcze w przyszłym życiu. Więc choć używa i nadużywa świata, czyni to jednak z ustawicznym niepokojem sumienia, który mu zatruwa jeśli nie każdą, to przynajmniej niejedną uciechę. A co ważniejsza, Pan Bóg dawszy nam przez chrzest nieoceniony dar wiary i prawo do Nieba, chce nam te dary zachować – i dlatego nawiedza nas różnymi krzyżami i krzyżykami, abyśmy nie zapomnieli, żeśmy uczniami i wyznawcami ukrzyżowanego Chrystusa. Dobrze też mówi nasze na wskroś chrześcijańskie i święte przysłowie, że kogo Bóg miłuje, tego chłoszcze. Zwykł zaś Pan Bóg karać nas na tym, w czym się kto najwięcej kocha. A nie czyni tak, aby kara była tym dotkliwsza, – nie, bo i wtenczas kiedy karze, nie przestaje być Ojcem miłościwym i miłosiernym, – ale dlatego, żebyśmy dla zbyt wielkiej miłości dóbr doczesnych nie lekceważyli i następnie nie utracili wiecznych. Może z tych kilku uwag już poznajesz, jak niemądrze jest dziwić się temu, że nieraz ludziom złym dobrze, a najpoczciwszym i prawdziwie pobożnym źle się wiedzie. Ty, jeśli chcesz być mądry po Bożemu, nie tęsknij za powodzeniem ziemskim i nie ciesz się nim, abyś na sądzie Bożym nie usłyszał strasznych słów: „Wspomnij, żeś odebrał dobra za żywota twego, a teraz męki cierpisz”. Gdy zaś przyjdą na ciebie boleści, smutki i różne krzywdy, trzymaj się mocno słów św. Jakuba apostoła: „Za wszelką radość poczytajcie, gdy w rozmaite doświadczenia wpadnięcie”.

    Drugą prawdę wypowiada Psalmista: „Lata nasze jako pajęczyna Będą poczytane; dni żywota naszego 70 lat, a jeśli u mocnych, 80 lat, a co nadto więcej, to trud i boleść”. Te lata, któreśmy przeżyli, każdemu z nas jakoś minęły i wraz z nimi minęło wszystko, cośmy dobrego lub złego przeżyli. Minie i ta reszta lat, – a może tylko dni, które ci Pan Bóg jeszcze żyć przeznaczył. Umrzesz i ty! I jak o tych, co pomarli lat temu sto, i o tym wszystkim, co ich trapiło albo cieszyło, dziś już i pamięć zaginęła, – tak też zapomną o tobie i tym wszystkim, co mija i minąć musi; ale pamiętaj na słowa Boskiego naszego Zbawiciela: „Cóż pomoże człowiekowi, jeśliby wszystek świat zyskał, a na duszy swej szkodę podjął?”

    Trzecia wreszcie prawda: „Boga się bój, a strzeż przykazania Jego; bo to jest wszelki człowiek”. Nieraz słychać między ludźmi o tym lub owym, że się „wykierował na człowieka”; a jeśli zapytać, co to znaczy, odpowiadają, że dorobił się majątku, albo dobił się stanowiska, znaczenia i rozgłosu itp. Tym czasem niejeden z tych szczęśliwców, jak ich ludzie nazywają, wcale nie jest podobny do człowieka. Bo jak np. rozpustnik według Pisma św. podobniejszy jest do rozhukanego zwierza, niż do człowieka rozumnego, tak też niejeden z tych, co zbogacili się nie pracą i oszczędnością, ale jakimś złym sposobem, wygląda więcej na wilka drapieżnego, niż na człowieka uczciwego; i niejeden, co się dochrapał znaczenia i rozgłosu, chodzi po świecie jak paw nadęty. Inny znów zamiast być człowiekiem, bądź co bądź na obraz i podobieństwo Boże stworzonym, woli być fałszywym jak kot, jadowitym jak wąż, przebiegłym jak lis, łasić się w oczy, a milczkiem kąsać jak pies, gdakać i przechwalać się jak kura, a na wiecach ryczeć jak lew albo osioł. Takich i innych im podobnych upomina Psalmista: „Nie bądźcie jako koń i muł, którzy rozumu nie mają”. Ty zaś bądź człowiekiem takim, jak Bóg przykazał. Potrzeba do tego niewiele, bo dwóch tylko rzeczy: najpierw, bój się Boga, – po wtóre, strzeż przykazań Jego, na wzór Świętych Pańskich, których bogobojne żywoty w niniejszym dziele są zawarte.

    Powyższe trzy prawdy pragnę aby każdemu służyły za gwiazdy przewodnie w tym nowym roku; bo jeśli szczerze ich trzymać się będziesz, to choć i w przyszłości prawdopodobnie niejedna jeszcze bieda tłuc i niejeden smutek, gryźć cię będzie, nie upadniesz na duchu, ale wiedzieć i rozumieć będziesz, że ostatecznie te biedy i smutki doczesne niewiele znaczą, – kiedyś miną, i co najważniejsza, przemienia się w radość i wesele wielkie – byle tylko za łaską Bożą dostać się do Nieba. Dostać się do Nieba! to grunt, tego jednego potrzeba; – a zdrowie i pomyślność, powodzenie w majątku i u ludzi, i inne tym podobne sprawy doczesne, to tylko fraszki, a raczej, jak mówi Pismo św., „marność nad marnościami, i utrapienie ducha”.

    Z tym wszystkim, łatwo było o tych trzech prawdach napisać, a tobie nietrudno też przyznać, że są słuszne i święte; a jednak… Cóż za „jednak?” Oto: a jednak trudniej dzień dobrze przeżyć, niż napisać księgę. Trudniej żyć i postępować według tych prawd, niż rozumem je pojąć i sercem odczuć. Póki człowiek ma jaki taki spokój, jeszcze pół biedy; ale niech mu co dogryzie do żywego, – niech w dodatku różne pokusy na niego uderzą, to jak trzcina wichrami miotana chwieje się na wszystkie strony i prawie od rozumu odchodzi. Czy nie ma na to rady? Owszem, jest, i to pewna i dobrze doświadczona: oddaj się szczerze i zupełnie Najsłodszemu Sercu Jezusowemu. Ma bowiem nabożeństwo do tego Najsłodszego Serca dziwną moc, że choć czasem powoli i stopniowo, przecież wcześniej czy później stanowczo przemienia serca ludzkie i czyni je na kształt Serca Jezusowego cichymi w przeciwnościach, pokornymi w powodzeniu i dzielnymi w cierpieniu.

    Najsłodsze Serce Pana Jezusa jest nam bezpieczną ucieczką w życiu i przy śmierci. Jemu tedy oddaj całego siebie wraz z sercem, duszą i ciałem swoim. – Kochasz swoje dzieci: w Imię Boże kochaj je serdecznie i uczciwie, wychowuj je w bo jaźni Pańskiej i zawczasu przyuczaj i zaprawiaj do chrześcijańskiego zaparcia się siebie, – ale jeszcze więcej oddawaj je Najsłodszemu Sercu, które serdeczniej i skuteczniej dba o nie, niż ty dbać potrafisz. Chodzi ci o mienie, – w Imię Boże staraj się o nie, módl się i pracuj, bądź oszczędny i oględny; ale więcej jeszcze oddawaj je Najsłodszemu Sercu. Ono doskonale nim zarządzi: jeśli raczy ci go przyczynić, to sprawi też, byś nie przykładając do niego serca, tym chętniej i hojniej ratował nim drugich; zechce ci majętności uszczuplić, to poda ci też do głowy, serca i ust one słowa Jobowe: „Pan dał, Pan odjął; jako się Panu upodobało, tak się stało; niech będzie Imię Pańskie błogosławione”. Krótko mówiąc, o cokolwiek dbasz: o zdrowie i życie, o przyjaciół i nieprzyjaciół, o dobre imię i wziętość u ludzi, o ojczyznę i ojcowiznę, – szczerze i zupełnie oddaj to i porucz Najsłodszemu Sercu Pana naszego, a nawzajem otrzymasz tu na ziemi pokój serca i sumienia, a w wieczności zbawienie duszy.

    Wreszcie staraj się bliższych i najbliższych twoich nakłonić do tego, aby i oni tak szczerze i zupełnie oddali się i poświęcili Najsłodszemu Sercu Jezusowemu. Często też oddawaj i polecaj wszystkich, którzy w jednym czasie z tobą żyć będą i pomrą, Najsłodszemu Sercu; bo im więcej ludzi będzie szczerze i zupełnie Sercu temu oddanych, tym obfitsze na nich, i przez nich na wszystkich spłynie błogosławieństwo Boże.

    Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.

    Jezusa słodkie wspomnienie,
    Daj sercu pocieszenie,
    Lecz nad miód i wszystko słodsza
    Jego obecność najdroższa.

    Nic śpiewać wdzięczniejszego,
    Nic słyszeć może milszego,
    Nic w myśl nie wchodzi lepszego,
    Jak Jezus, Syn Boga mego.

    Nadziejo pokutujących!
    Jezu, ucieczko proszących!
    Jakżeś dobry szukającym,
    A cóż Ciebie znajdującym?

    Jezu, serdeczna słodkości!
    Źródło żywe, dusz jasności!
    Przewyższasz wszystkie radości,
    Wszelkie żądze i słabości.

    Ani język to wymówić,
    Ni pismo może wysłowić,
    Ten powie, co mógł spróbować,
    Co jest Jezusa miłować.

    Jezu! Królu dziwnej chwaty
    I Zwycięzco okazały,
    Słodkości niewymówiona,
    Miłości nienasycona.

    Zostań, Jezu, mieszkaj z nami,
    Świeć nam serca promieniami,
    Oddaliwszy dusz ciemności,
    Nie oddalaj swej słodkości.

    Jezusowa miłość słodka,
    Wdzięczna, trwała a nie krótka,
    Jest wdzięczniejszą tysiąc razy,
    Niżli język czyj wyrazi.

    Męka jego pokazuje,
    Toż wylana krew wskazuje,
    Przez co nam Bóg odkupienie
    Swe podaje i zbawienie.

    Jezusa wszyscy poznajmy,
    Miłości jego żądajmy;
    Jezusa chciwie szukajmy,
    Szukając nie ustawajmy.

    Miłującego miłujmy,
    Miłość miłością wetujmy,
    Z tą miłością przestawajmy,
    Miłość z chęcią oddawajmy.

    Jezu! sprawco łaskawości,
    Nadziejo wszelkiej radości,
    Źródło łaski i pociechy,
    Przedziwnej serca uciechy.

    Jezu dobry, niech uczuję,
    Jak Twa miłość obfituje,
    Daj mi kiedyś w obfitości,
    Zażyć chwały Twej w radości.

    Zostań, Jezu! mieszkaj z nami,
    Świeć nam serca promieniami,
    Oddaliwszy dusz ciemności
    Nie oddalaj Swej słodkości.

    Jezu, nad słońce jaśniejszy,
    I nad balsam przyjemniejszy,
    Słodszy nad wszystkie słodkości,
    Milszy nad wszystkie miłości.

    Tyś mej duszy jest kochanie,
    Tyś miłości wykonanie,
    Tyś ma chwała, Tyś me mienie,
    O Jezu, światło, zbawienie.

    Z Tobą chcę być, gdzie Ty będziesz,
    Nigdy, Jezu! mnie nie zbędziesz,
    Kiedyś już wziął serce moje,
    Weź i mnie, ostatki moje.

    Jezu, Królu dziwnej chwały,
    Królu, zwycięstwem wspaniały,
    Jezu! wszech odpustów sprawco,
    I niebieskiej chwały dawco.

    Tyś źródło wszelkiej litości,
    Tyś jasność wiecznej światłości,
    Odpędź obłoki ciemności,
    Daj chwały duszy jasności.

    Jezus w pokoju króluje,
    Który nad wszystko celuje,
    Tego dusza moja żąda,
    Jego pokoju wygląda.

    Jezus do Ojców wrócony,
    Niebieskiej Panem korony,
    Mnie też serce odbieżało,
    Za Jezusem się udało.

    Idźmy za Nim wszyscy z chwałą,
    I z modlitwą doskonałą,
    Prosząc, by nas wziął do siebie,
    I dal nam żyć ze sobą w niebie.

    (Hymn ze szkoły św. Bernarda.)

    Na cześć Najświętszego Imienia Jezus obchodzi Kościół osobne święto. Najpierw zaprowadził je zakon franciszkański i święcił je w dniu 14 stycznia. Niebawem potworzyły się pod tym wezwaniem bractwa kościelne. Papież Inocenty XIII rozpowszechnił to święto na prośby cesarza Karola VI i przełożył na drugą niedzielę po Trzech Królach. W najnowszym czasie przesunięto tę uroczystość na niedzielę pomiędzy Nowym Rokiem a Trzema Królami. W pierwszych wiekach chrześcijaństwa obchodzono to święto razem z pamiątką obrzezania Pana Jezusa, bo ewangelia tego dnia wymienia Imię Jezus. W litanii do Najświętszego Serca Pana Jezusa wskazuje Kościół przedewszystkim na miłość i litość Zbawiciela, we czci Imienia Jezusowego zaś uwielbia Jego potęgę i chwałę. I w nabożeństwie ludowym objawia się głęboka ufność w Najświętsze Imię Jezus. Wystarczy wskazać na piękne pozdrowienie chrześcijańskie: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”.

    Podczas gdy inne święta Pańskie wspominają poszczególne zdarzenia z ziemskiego życia Chrystusa Pana, to w uroczystości Imienia Jezusa czcimy samego Zbawiciela i Jego dzieło odkupienia.

    Imię Odkupiciela od dawnych czasów było w Kościele przedmiotem najgorętszej czci, a świątynie nowe od dawna już wznoszono pod wezwaniem Najświętszego Imienia Boskiego Zbawiciela.

    Modlitwy mszy św. na ten dzień są wyjęte z trzech formularzy, a mianowicie z oktawy Bożego Narodzenia, dnia obrzezania i mszy św. Wotywnej na cześć Matki Boskiej. Ta różnorodność modlitw tłumaczy się dawnym zwyczajem, kiedy tego dnia odprawiano trzy msze św. według wspomnianych formularzy.

    Szczególnymi czcicielami Najświętszego Imienia Jezusowego byli śś. Bernardyn ze Sieny i Kapistran. W natchnionych kazaniach ukazują najchwalebniejsze Imię wśród korony promieni słonecznych. Ów blask przypomina słowa Dziejów Apostolskich, że tylko w Imię Jezusa możemy być zbawieni.

    Według uzasadnionego mniemania litanię do Najsłodszego Imienia Jezusowego ułożyli śś. Bernardyn ze Sieny i Jan Kapistran. Wymieniano też jako autora tej litanii św. Bernarda z Clairvaux, który swymi pismami i swym przykładem przyczynił się bardzo do rozszerzenia czci Najświętszego Imienia Jezusa. „Do mnie nie przemawia żadne pismo, żadna książka”, mówi ten święty doktor Kościoła, „w której na każdej stronie nie widnieje Imię Jezusa. To Imię jest oliwą, która świeci, podnosi i leczy”. – Gdyby św. Bernard był ułożył tę litanię, byłby w swych pismach na pewno o tym wspomniał. Wymienia tylko kilka wezwań, które znajdujemy także w litanii za zmarłych.

    Pierwsza część litanii o Najsłodszym Imieniu Jezus jest ułożona na wzór litanii do Najświętszej Marji Panny; zawiera uwielbienie Zbawiciela. Po wstępie, który brzmi tak samo jak w litanii do Wszystkich Świętych, wzywamy Jezusa jako Syna Bożego od wieków, następnie jako Syna Marji Panny; jako taki jest więc Bogiem i człowiekiem zarazem i w każdym z tych przymiotów należy Mu się osobne uwielbienie. Wezwaniem „Jezu, miłośniku nasz”, rozpoczyna się wyjaśnienie tego, co Zbawiciel uczynił i jeszcze czyni dla naszego odkupienia. Przepiękne są inwokacje, które mówią o stosunku Chrystusa Pana do swych aniołów i świętych: wysławiają Pana Jezusa jako „Wesele aniołów”, „Króla patriarchów”, „Mistrza apostołów”, „Nauczyciela ewangelistów”, „Męstwo męczenników”, „Światłość wyznawców”, „Czystość dziewic”, „Koronę wszystkich świętych”.

    Część druga i trzecia litanii wymienia nieszczęścia, których pragniemy przez wezwanie Imienia Jezus uniknąć i przytacza powody, dla których spodziewamy się wysłuchania. Zdaje się, że dla wyboru tych próśb była wzorem litania do Wszystkich Świętych.

    Rok Boży w liturgii i tradycji Kościoła świętego – Katowice 1931


  • 15 sierpnia Żywot świętego Tarsycjusza Męczennika

    Wysłany dnia: przez D.S.M.

    (Żyła około roku Pańskiego 303)

    Święty Tarsycjusz był akolitą Kościoła Rzymskiego. Jest to jedno ze święceń niższych, które daje prawo klerykom Kościoła Rzymsko-Katolickiego usługiwania do Mszy Świętej – a więc do zaszczytnej funkcji, którą obecnie pełnią ministranci.

    Nie znamy bliżej daty jego śmierci. Przypuszcza się, że św. Tarsycjusz poniósł śmierć męczeńską za panowania cesarza Decjusza (lata 249-251 po narodzeniu Chrystusa). Było to jedno z najkrwawszych prześladowań. Chrześcijanie chętnie ginęli za Chrystusa, ale ich największym pragnieniem było, by mogli na drogę do wieczności posilić się Chlebem Eucharystii. Zanoszono im przeto potajemnie Komunię św. do więzień. Gorliwością w obsługiwaniu świętych męczenników wyróżniał się św. Tarsycjusz.

    Dnia pewnego, kiedy jak zwykle niósł na sercu Wiatyk do więzienia, napotkał swoich rówieśników bawiących się na jednym z licznych placów rzymskich. Pogańscy chłopcy zaczęli wołać Tarsycjusza, by się do nich przyłączył. On zaczął uciekać przed nimi. Zaczęli go gonić. Kiedy zaś spostrzegli, że coś przyciska do piersi, chcieli zobaczyć co niesie i siłą mu to wydrzeć. Bohaterski chłopiec bronił swego skarbu. Wówczas zgraja przewróciła go na ziemię, zaczęli go kopać i bić, rzucać nań kamieniami. Dopiero przypadkowo przechodzący żołnierz, także chrześcijanin, miał chłopca uwolnić i bandę rozegnać. Zaniósł Tarsycjusza do domu, gdzie ten niebawem zmarł.


    św. Tarsycjusz

    Najświętszy Sakrament ze czcią odniesiono do kapłana katolickiego. Ciało Świętego zostało pogrzebane na cmentarzu św. Kaliksta obok szczątków papieża św. Stefana I, który w kilka lat po nim poniósł śmierć męczeńską (257 r.).

    Papież św. Damazy I męczeństwo św. Tarsycjusza opisał wierszem. W 1675 roku relikwie Świętego przeniesiono z Rzymu do Neapolu, gdzie spoczywają w bazylice św. Dominika w osobnej kaplicy. W tymże ołtarzu znajduje się krzyż, z którego Pan Jezus miał przemówić do św. Tomasza z Akwinu: „Dobrze o Mnie napisałeś, Tomaszu. Jaką nagrodę chcesz za to otrzymać?” Na to miał odpowiedzieć św. Tomasz: „Chcę tylko Ciebie, Panie, i nic więcej!”

    Trumienka z częścią relikwii św. Tarsycjusza jest także w salezjańskim kolegium w Rzymie przy Via Appia Antica. We Włoszech Święty nasz cieszy się czcią szczególną jako patron kółek eucharystycznych, czy tak zwanych „Kółek małego kleru”. Święty był także na początku naszego wieku patronem kandydatów do Włoskiej Młodzieży Akcji Katolickiej. W Polsce jest on znany przede wszystkim jako patron ministrantów. W 1939 roku architekt Rossi wystawił ku czci św. Tarsycjusza w Rzymie piękną świątynię. W słynnym na cały świat muzeum w Luwrze można podziwiać przepiękną rzeźbę, przedstawiającą świętego młodzieńca w chwili jego męczeńskiej śmierci, dzieło A. Falguiere. Jednak najszczególniejsze nabożeństwo do św. Tarsycjusza miał głośny kardynał angielski, Wiseman, który Świętemu poswięcił osobny utwór poetycki: „Fabiola”, napisany w 1855 roku.

    Modlitwa
    św. TarsycjuszŚwięty Tarsycjuszu, Patronie i wzorze nasz,
    Ty niosłeś Jezusa na sercu i w sercu jako największy swój skarb.
    Cześć i miłość Jezusa promieniowały z Twego oblicza
    i dla Niego oddałeś radośnie swe młode życie.
    I my zawsze chcemy nosić Jezusa w swym sercu, chcemy ze skupieniem,
    z czcią i miłością chodzić wokół Jego ołtarza.
    Chcemy nieść Jezusa do domu, do szkoły i wszędzie przez dobry przykład.
    Pomóż nam i spraw, abyśmy całym życiem tylko Jemu służyli
    i do Niego należeli teraz i na wieki. Amen.


  • 23 lutego. Żywot świętego Polikarpa, biskupa i Męczennika

    Wysłany dnia: przez D.S.M.

    (żył około roku Pańskiego 160)

    Kiedy i gdzie się święty Polikarp urodził, nie wiadomo. Ma on być owym uzdolnionym młodzieńcem, którego święty Jan, apostoł i ewangelista, oddał biskupowi w Smyrnie na wychowanie, a znalazłszy go później hersztem rozbójników, zabrał w swoją opiekę (zobacz 27 grudnia). Był przeto uczniem świętego Jana i z jego rąk otrzymał święcenia na biskupa smyrneńskiego. Żył w pierwszym wieku chrześcijaństwa, znał więc osobiście kilku uczniów Zbawiciela i utrzymywał z nimi bliskie stosunki. Jak mistrz jego, święty Jan, tak i on gromadził około siebie uczniów i wpajał w nich cnotę i pobożność. Między wielu innymi był jego uczniem święty Ireneusz.

    Na swym urzędzie z wielkim zapałem opierał się herezji, a wiernych umacniał w wierze. Panowały zaś herezje już od samego początku chrześcijaństwa, gdyż już święty Paweł wyraźnie ostrzega przed nimi Tytusa: „Heretyka po pierwszym i wtórym upomnieniu unikaj, wiedząc, że taki jest wywrócony i grzeszy, potępiony swym własnym sądem” (Tyt. 3,10-11). Polikarp tak brzydził się heretykami, że zabraniał ich nawet pozdrawiać. Mimo to jednak wielkie miał poszanowanie tak u innowierców jak i pogan.

    Kiedy prześladowanie za cesarza Marka Aureliusza dosięgło także Smyrny, chrześcijanie tamtejsi wraz z swym pasterzem byli na nie jak najzupełniej przygotowani. Polikarp liczył wonczas może przeszło 100 lat i pragnął gorąco iść pierwszy na męki, aby dać przykład swym owieczkom. Nie przyszło jednak do tego, albowiem wielu przed nim wzięto na męki, a wszyscy okazali stałość, z wyjątkiem jednego, imieniem Kwintus, który na widok dzikich bestii stracił serce i zaparł się Chrystusa. Widocznie dał się dobrowolnie ująć, nie zbadawszy się, czy potrafi wytrwać do końca.

    Stałość chrześcijan poganie słusznie przypisywali biskupowi Polikarpowi, wołali przeto na sędziego: „Szukaj Polikarpa!” Święty słyszał owo wołanie, mimo to jednak chodził od domu do domu, umacniając i ustalając wiernych. Chrześcijanie zaczęli nalegać na niego aby się schronił. Polikarp, pragnąc korony męczeńskiej, długo nie chciał tego uczynić, ale w końcu uległ powszechnemu życzeniu i ukrył się w pobliskiej wiosce, gdzie ustawicznie modlił się za całe chrześcijaństwo. Trzy dni przed śmiercią miał widzenie, jakoby mu się poduszka pod głową paliła. Ucieszony zawołał: „Najmilsi, mam być spalony za Chrystusa!” Zaniepokojeni chrześcijanie zmusili go aby zmienił kryjówkę, ale jego widzenie miało się mimo to ziścić, gdyż poganie wymogli przez męki na jakimś małym dziecięciu wyjawienie jego kryjówki. Biskup, usłyszawszy że przyszli siepacze, sam wyszedł naprzeciw nich, kazał ich suto ugościć, a dla siebie prosił o godzinę czasu, aby się mógł przygotować na drogę do wieczności na co żołnierze przystali. Ukląkłszy głośno zaczął się modlić, i to tak rzewnie, że nawet oprawcy byli wzruszeni i żałowali, że musie] ująć tego starca. Po blisko dwugodzinnej modlitwie wsadzono go na osła i powieziono do Smyrny. Kiedy wjechali do miasta, zastąpili mu drogę dwaj senatorowie, imieniem Herod i Nicetas, i wziąwszy go do pojazdu, zaczęli łagodnie namawiać, żeby choćby tylko pozornie odstąpił od wiary i powiedział: „Cesarzu, gotów jestem bogom ofiarować”. – a ujdzie śmierci, po czym będzie mógł robić, co mu się podoba. Gdy im Polikarp stanowczo odmówił, a nawet ich samych próbował nawrócić, poczęli go lżyć, a w końcu zrzucili z wozu tak gwałtownie, że starzec ciężko zranił sobie nogę. Gdy stanął na miejscu sądu, tłum pogański zaczął krzyczeć z radości, że go wreszcie pojmano, ale równocześnie dał się słyszeć jakiś inny głos, mówiący: „Bądź mężny, Polikarpie, i wielkim sercem konaj!” Mimo że ten głos wszyscy słyszeli, nikt nie wiedział skąd pochodził.

    Sędzia, ujęty wspaniałością postaci starca, począł go namawiać, aby uczynił zadość woli cesarskiej i pokłonił się bogom a wyrzekł się Chrystusa. Polikarp odpowiedział: „Służę mu już 86 lat, a nic mi złego nie uczynił, owszem dobrodziejstwami obsypywał, a ty chcesz, abym lżył i znieważał tego Pana i Boga mojego?” Sędzia surowiej powtórzył swój rozkaz, ale Polikarp odpowiedział łagodnie: „Udajesz, jakobyś mnie nie znał i nie wiedział, kim jestem. Jestem chrześcijaninem!” Wtedy kazał sędzia ogłosić, że Polikarp wyznał się chrześcijaninem. Tłum odpowiedział szalonym wrzaskiem i zaczął wołać, aby go rzucono dzikim zwierzętom na pożarcie, ponieważ jednak było już po igrzyskach, sędzia kazał go natychmiast spalić żywcem.

    Święty Polikarp

    Święty Polikarp

    Chciwe widoku męki pospólstwo, zwłaszcza żydowskie, zaczęło znosić drzewo i wnet był stos z wysokim palem gotowy. Oprawcy przygotowali tym czasem łańcuchy i gwoździe, aby skazanego przybić do pala, ale Polikarp rzekł: „Zaniechajcie tego, albowiem kto mi udzielił łaski, że za niego mogę śmierć ponieść, ten mi udzieli też łaski, że w ogniu sam stać będę”. Nie przybito go więc, lecz przywiązano. Gdy stos podpalono, płomienie za wolą Bożą rozbiegły się na boki i nie dotykając Świętego splotły się ponad jego głową, jak żagiel wiatrem wydęty, a zarazem rozeszła się wokoło prześliczna woń. Zdumienie ogarnęło wszystkich i głuchy szmer rozległ się między tłumem. Wtedy rozkazano jednemu z oprawców, aby przystąpił do Świętego i przebił go mieczem. Gdy to uczynił, z piersi Świętego trysnął strumień krwi i natychmiast zagasił płomienie. Stało się to 23 lutego roku 166. Chrześcijanie prosili urzędnika o wydanie drogich zwłok, ale żydzi wymogli na nim, że kazał je spalić. Wierni zebrali przeto pozostałe cząstki kości, które jako nieoszacowany skarb umieszczone zostały w kościele w Smyrnie.

    Nauka moralna

    Rozważmy piękne, pamięci godne słowa św. Polikarpa, które powiedział pogańskiemu sędziemu, gdy ów żądał od niego zaparcia się Chrystusa: „Służę Mu już 86 lat, a nic złego mi nie uczynił, owszem dobrodziejstwami obsypywał, a ty chcesz abym lżył i znieważał tego Pana i Boga mojego?” I nam od samego początku życia aż dotąd Chrystus nic złego nie uczynił, lecz obsypywał nas dobrodziejstwami i zlewał na nas łaski dla ciała i duszy. Każda godzina życia naszego jest dowodem Jego łaski, a nawet godzina utrapienia i cierpienia, gdyż i to czyni Bóg tylko z miłości do nas. Kogo Bóg kocha, na tego zsyła krzyżyki, a jeśli je zniesiemy w pokorze i uległości, to za to tym większa będzie nasza zapłata w Niebie. Ale co myśmy dla Boga uczynili? Czy możemy z dobrym, czystym sumieniem powiedzieć wraz z św. Polikarpem, żeśmy stale, przez całe życie wiernie Bogu służyli? Przeciwnie, obrażaliśmy Go nieraz i to nawet ciężkimi grzechami i często przestępowaliśmy Jego przykazania. Za Jego dobrodziejstwa odpłacaliśmy Mu czarną niewdzięcznością. Opłakujmy przeto niewdzięczność naszą, wierniej służąc Panu i Dobroczyńcy naszemu i odpłacając Mu miłością za miłość. „Wysławiajcie Pana, bo dobry jest, bo na wieki miłosierdzie Jego” (Psalm 106,1).

    Modlitwa

    Najmilszy Boże, Tyś mnie od wieków ukochał, wyświadczając mi co dziennie i co godzinę niezliczone dobrodziejstwa i okazując swą miłość, bo chcesz, abym był wiecznie szczęśliwy. Ja zaś niewdzięczny nie miłowałem Cię ani Ci nie służyłem. Przepuść w czym zbłądziłem, i przyjmij zaręczenie mojej wierności, że Ci odtąd chcę być uległym i takim pozostać aż do śmierci. Amen.

    św. Polikarp, biskup i Męczennik
    urodzony dla nieba 23.02.166 roku
    wspomnienie 23 lutego

    Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1937r.

    O świętym, który śpiewał na stosie

    Tekst Marcin Jakimowicz

    Na stos go! Szybciej! – krzyknął legionista. Środkiem stadionu między dwoma rosłymi żołnierzami szedł pochylony staruszek. Wokół kłębił się tłum. Płacz mieszał się z szyderstwem. Niektórzy przyszli, by zobaczyć krwawe widowisko, inni dotknąć szat człowieka, którego uważali za świętego. Na środku stał stos. Polikarp, biskup Smyrny, podszedł do niego, zrzucił szaty i rozwiązał przepaskę. Gdy schylił się, by zdjąć obuwie, żołnierze zaczęli układać wokół niego stos.

    Był uczniem Jana Ewangelisty. Właśnie oskarżono go o lekceważenie pogańskiego zwyczaju. Sam prokonsul Stacjusz Kodrados nakłaniał go przed chwilą do zaparcia się wiary. Mógł ocalić głowę. A jednak uśmiechnął się: „Osiemdziesiąt sześć lat służę Chrystusowi, nigdy nie wyrządził mi krzywdy, jakżebym mógł bluźnić memu Królowi i Zbawcy?”.

    Ktoś chwycił dłonie starca, by przybić je do drzewa. Polikarp odwrócił głowę: -Pozostawcie mnie tak. Ten, który mi daje siłę do zniesienia ognia, sprawi też, że nawet i bez waszych gwoździ wytrwam nieruchomo na stosie.

    Żołnierz wyrzucił gwoździe. Wykręcił jedynie do tyłu ręce biskupa i związał je mocnym sznurem. I wtedy Polikarp zaczął śpiewać. Tłum zamarł. Starzec wzniósł oczy ku niebu i wołał:

    „Ojcze błogosławionego i ukochanego Syna Twojego, Jezusa Chrystusa, wysławiam Cię, żeś mnie raczył w tym dniu i w tej godzinie zaliczyć w poczet Twoich męczenników i wraz z nimi dałeś mi udział w kielichu Twego Pomazańca! Wielbię Cię, błogosławię i chwalę przez ukochanego Syna Twego, Jezusa Chrystusa, przez którego niech Ci będzie chwała wraz z Nim i Duchem Świętym, teraz i przez przyszłe wieki. Amen”.

    Legionista sprawnym ruchem podpalił stos. Buchnął płomień. I wtedy stadion zdumiał się ponownie. Świadkowie opowiadali:

    * * *Gdy zabijano na arenie pierwszych świadków, Koloseum nie pękało w szwach. Pękało ze śmiechu.

    „Ujrzeliśmy wtedy rzecz niezwykłą. Albowiem ogień utworzył jak gdyby sklepienie, na wzór żagla wydętego wiatrem, i otoczył zewsząd postać męczennika; on sam zaś był nie jak palone ciało, lecz jak chleb, który się wypieka, lub jak złoto i srebro wytapiane w ogniu. I uczuliśmy również woń, jakby powiew kadzidła czy też cennych pachnideł. A bezbożni widząc, że ogień nie może strawić ciała, rozkazali katowi przebić go mieczem. Gdy to uczynił, wytrysnęło tyle krwi, że zagasł ogień i cały tłum zdumiał się, widząc tak wielką różnicę pomiędzy niewiernymi a wybranymi”.

    Polikarp zginął 1850 lat temu. Biskup, którego święty Ireneusz nazwał „mężnym atletą Chrystusa”, ze środka płomieni wysławiał Najwyższego. To nie były „rozmowy mistrza Polikarpa ze śmiercią”. To była rozmowa ze źródłem życia.

    Dziwny to Kościół. To, co jest jego największą słabością, okazuje się największą siłą. Gdy zabijano na arenie pierwszych świadków, Koloseum nie pękało w szwach. Pękało ze śmiechu. Słabi i głupi są ci chrześcijanie, skoro poddają się bez walki. Jakiż słaby musi być ich Bóg? To nie filmowy Maximus. To jakiś Minimus. Kto to widział przebaczać oprawcom? Kto to widział śpiewać na stosie?

    Tygodnik „Gość Niedzielny” Nr 8 – 19 lutego 2006r.


  • 7 lutego żywot świętego Ryszarda, króla

    Wysłany dnia: przez D.S.M.

    (żył około roku Pańskiego 722)

    Szczegóły jego życia tylko we fragmentach wyłaniają się z mroków wczesnego średniowiecza. Postać Ryszarda stanowi jakby cień kryjący się za postaciami jego świętych dzieci: Willibalda, Winebalda i Walburgi, i to przez ich zachowane hagiografie i życiorysy (eg. IX-wieczny Hodoeporicon przypisywany mniszce Hugebure z klasztoru w Heidenheim) dowiadujemy się o nim samym.
    Pobożna rodzina założona przez Ryszarda i jego żonę Wunę, krewną św. Bonifacego, żyła na przełomie VII i VIII w. w saksońskim Wessex, królestwie powstałym po upadku cesarstwa rzymskiego na terenach dzisiejszej Anglii. Późniejsza hagiografia przypisywała Ryszardowi tytuł królewski, choć historycznie jest to wątpliwe. Musiał być jednakże wysoko urodzonym szlachcicem.

    Święty Ryszard

    Święty Ryszard

    Ok. 720 r. Ryszard (nawet jego imię nie jest pewne – najwcześniejsze zapisy używające tego imienia pochodzą z IX w.), wraz z dwoma nastoletnimi synami, Willibaldem i Winebaldem, wyruszył – do rezygnacji nakłoniła go pokora – na pokutną pielgrzymkę do Rzymu i Ziemii Świętej. Spłynąć mieli rzeką Hamble i w pobliżu Southampton przekroczyli kanał La Manch. Następnie idąc w górę Sekwany dotarli do Rouen, gdzie przez pewien czas się zatrzymali.
    Stamtąd, odwiedzając po drodze sanktuaria, kościoły, groby świętych udali się pieszo w kierunku Italii.
    Podróże w tamtych czasach nie były łatwe i wędrówka przez Francję i północne Włochy musiały wyczerpać zdrowie niemłodego już, jak można mniemać, Ryszarda. Wyczerpany trudami w 722 r. zachorował i zmarł w Lucce w Toskanii.
    Tam też został pochowany, w bazylice San Frediano.

    Po śmierci ojca synowie kontynuowali pielgrzymkę jeszcze przez 5 lat. Mieli dotrzeć do grobu św. Jana Ewangelisty w Efezie, zwiedzić Egipt i Sycylię, na Cyprze nawiedzić kościół w Antadoros (Tartus), w którym przechowywano głowę św. Jana Chrzciciela. Później dotarli do Ziemi Świętej. W drodze powrotnej zatrzymali się na dwa lata w Konstantynopolu. Po powrocie wstąpili do opactwa benedyktynów na Monte Cassino. Już jako mnisi zostali wezwani przez swojego wuja, Bonifacego-Winfryda, do pomocy w misjach na terenie dzisiejszej Bawarii. Willibald został biskupem Eichstätt, natomiast Winebald pełnił funkcję opata podwójnego klasztoru w Heidenheim. Bracia wezwali do pomocy w pracy misyjnej swą siostrę Walburgę, która przez 26 lat przebywała w klasztorze w Wimborne. Przybyła ona z grupą 30 współsióstr, by zakładać żeńskie klasztory i nauczać dziewczęta. Została przeoryszą klasztoru w Bishofsheim nad rzeką Tauber. Później została przez brata przeniesiona do podwójnego klasztoru (tzn. mającego część dla mnichów i osobną dla mniszek, ale wspólne kierownictwo) w Heidenheim. Po śmierci swego brata, opata Winebalda, przejęła jego obowiązki i pełniła je aż do swojej śmierci.

    Po śmierci Willibalda w 1154 r. zamierzano przenieść relikwie Ryszarda do Eichstätt, ale mieszkańcy Lucci sprzeciwili się i tylko część prochów Świętego udało się uzyskać.
    Świadczy to o dość szybko rodzącym się kulcie Ryszarda. Przypisywano mu cudowne uzdrowienia. Jeszcze za życia w czasie swojej pielgrzymki, podczas postoju w gospodzie, miał uzdrowić napotkanego pielgrzyma, Później uzdrowienia za przyczyną Rzyszard miały mieć miejsce Jego grobu w Lucce, a także w miejscu złożenia części relikwii w Eichstätt.
    Jego związki z Eichstätt prawdopodobnie przyczyniły się do tego, iż nazywa się Go czasami (poza Ryszardem z Wessex i Ryszardem Pielgrzymem) Ryszardem ze Szwabii…

    http://www.swzygmunt.knc.pl/SAINTs/HTMs/0207stRICHARDpilgrim01.htm
    http://www.brewiarz.pl/czytelnia/swieci/02-07a.php3


  • św. Tomasz Moro (Morus) (1478-1534) patron polityków

    Wysłany dnia: przez D.S.M.

    Postać to niezmiernie ciekawa i barwna, rzadko wśród świętych spotykana. Człowiek swoich czasów: wielki humanista, a przy tym mistyk; kochający życie, ale stokroć więcej ceniący niebo; człowiek o złotym humorze nawet w obliczu śmierci. Jako dziecko ziemi znał smak i radość życia. Był człowiekiem w najpełniejszym tego słowa znaczeniu. Był przemiłym w towarzystwie, a równocześnie zawsze zjednoczony z Bogiem. Nawet w męczeństwie umiał ukryć heroizm, był przedziwnie naturalny.

    Św. Tomasz Moro urodził się 7 lutego 1478 roku w Londynie jako syn poważanego mieszczanina. Kiedy miał lat 12, umieszczono go na dworze kardynała Mortona, który sprawował równocześnie urząd królewskiego kanclerza. Z kolei zapisał się na studia na uniwersytecie w Oksfordzie. Jednak ojciec wolał mieć syna prawnika. To bowiem otwierało przed nim drogę do kariery urzędniczej. Dlatego szesnastoletni Tomasz został umieszczony w Inns of Law. Kiedy w 1499 roku Erazm z Rotterdamu nawiedził po raz pierwszy Anglię, zaprzyjaźnił się serdecznie z młodszym od siebie o 11 lat Tomaszem.

    Po ukończeniu studiów Tomasz został biegłym i wziętym adwokatem. Z kolei wybrano go posłem do parlamentu. Tutaj zaraz na początku naraził się królowi Henrykowi VIII tym, że przeforsował w parlamencie sprzeciw wobec wniosku króla postulującego nałożenie osobnego podatku na poddanych. Dla poznania świata wyjechał do Francji, gdzie zwiedził uniwersytety: w Paryżu i w Lowanium. Kiedy powrócił do Anglii, zrzekł się wszelkich stanowisk i wstąpił do kartuzów. Po czterech wszakże latach pobytu w klasztorze przekonał się, że nie jest to jego droga. Ożenił się z siedemnastoletnią Jane Colt i zamieszkał z nią w wiejskim domku w Bucklersbury pod Londynem. Były to najszczęśliwsze lata w jego życiu. Sielanka trwała zbyt krótko. Ukochana żona zmarła niebawem, zostawiając Tomaszowi czworo drobnych dzieci. Był przeto zmuszony ożenić się po raz drugi. Alicja Middleton była od niego o siedem lat starsza. Kobieta dobra, zapobiegliwa, ale zrzęda. Tomasz jednak dzięki swojemu spokojowi i poczuciu humoru umiał się jakoś do niej dostosować. Dzieci kochał bardzo, o czym świadczy choćby jeden z listów, pisany już z więzienia: „Pocałunków dałem wam wiele, a uderzeń mało. A jeśli was biłem, to ogonem pawia. Dziś, moje drogie, kocham was nieskończenie więcej niż tylko dlatego, że jesteście dziećmi, które zrodziłem”.

    W 1510 roku objął Tomasz urząd sędziego do spraw cywilnych. Jako specjalista został wysłany do Flandrii dla zawarcia traktatu pokojowego. W 1521 roku Moro pełen sławy ze swojej pracy i dzieł został przez króla nobilitowany, czyli podniesiony do godności szlacheckiej. Król upodobał sobie w zręcznym urzędniku i mianował go przewodniczącym sądu oraz tajnym radcą. Teraz zaczęły sypać się na Tomasza coraz to nowe wyróżnienia i godności: zarządcy uniwersytetu oksfordzkiego i łowczego królewskiego, wreszcie godność najwyższa w państwie, dla wielu niedościgłe marzenie – godność pierwsza po królu – kanclerza państwa.

    Ze szczytu jednak jakże łatwo stoczyć się w dół! Odczuł to na sobie Moro, jak krucha jest łaska królewska i jak bardzo kapryśna potrafi być fortuna. Kiedy Henryk VIII w roku 1531 ogłosił się najwyższym zwierzchnikiem Kościoła katolickiego w Anglii, Tomasz Moro na znak protestu zrzekł się też urzędu kanclerza. Pomimo nalegań, nie wziął też udziału ani w ślubie, ani też w koronacji kochanki króla, Anny Boley. Wreszcie nie podpisał aktu supremacji, ani też nie złożył królowi przysięgi jako głowie Kościoła w Anglii. Uznano to za zdradę stanu. Dnia 1 lipca 1535 roku nad aresztowanym odbył się sąd. Kiedy sędziowie zapytali w końcu Tomasza Moro, czy nie ma jeszcze coś do powiedzenia, ten odparł żartobliwie: „Nie mam, moi Panowie, nic więcej do powiedzenia, jak tylko przypomnieć, że chociaż do najżarliwszych wrogów św. Szczepana należał Szaweł, pilnujący szat kamienujących go oprawców, to jednak obaj są ze sobą w zgodzie w niebie. Mam nadzieję, że i my razem tam się zobaczymy”. Tego dnia sąd najwyższy skazał Tomasza na śmierć. Tomasz Moro przyjął wyrok ze spokojem, z uśmiechem; miał sumienie które mu śpiewało. Gdy doszedł do podium, na którym miano wykonać wyrok, powiedział do kata: „Proszę, pomóż mi wejść”. Potem dodał dowcipnie: „Postaram się zejść sam”. Gdy znalazł się na podium, uściskał kata i szepłął do niego „Odwagi przyjacielu, nie bój się. Raczej pamiętaj, że mam krótką szyję. Uważaj i uderz mocno. Chodzi o twój honor!”. Powiedziawszy to, położył głowę na pniu, ale po chwili uniósł ja trochę, aby lepiej ułożyć swą długą brodę. „Ona nie zdradziła – powiedział zartując – a więc nie musi być ścięta”. Egzekucję wykonano publicznie na jednym z pagórków, otaczających Londyn. Zanim Święty położył głowę pod topór kata, powiedział do otaczającego go w milczeniu tłumu: „Módlcie się, abym umarł wierny wierze katolickiej. Aby także król wierny tej wierze umarł”. Wreście kat mógł wykonąc swój smutny obowiązek. Egzekucja odbyła się 6 lipca 1535 roku. Podobnie jak św. Jana Fishera, tak i głowę św. Tomasza Moro wystawiono na widok publiczny, wbitą na pal na moście Tamizy. Sterczała tam miesiąc, aż ją potem wrzucono do morza. Jednak jego córka, Małgorzata, wydobyła ją i pochowała w krypcie kościoła Św. Dunstana w Canterbury. Ciało jednak zaginęło. Po prostu straż więzienna zakopała je w nieznanym miejscu. Z jego przedmiotów zachowały się pieczęć, taca, kapelusz, włosy i włosiennica. Można je oglądać w kolegium w Stonyhurst.

    Wieść o ohydnym mordzie, dokonanym na św. Tomaszu Moro, obiegła lotem błyskawicy cały cywilizowany świat, wywołując powszechne oburzenie. Aby jednak nie drażnić Kościoła anglikańskiego, proces kanoniczny św. Tomasza odbył się późno. Do chwały błogosławionych wyniósł go bowiem dopiero papież Leon XIII w roku 1886. Uroczystej kanonizacji dokonał papież Pius XI w 1935 roku.

    Św. Tomasz stanowi doskonały wzór do naśladowania dla świata urzędniczego. Był w pracy swojej zdecydowanie sumienny. Powiedziano o nim, że gdyby pewnego dnia stawił się przed nim własny ojciec i diabeł, przyznałby rację szatanowi, jeśliby na nią zasługiwał. Tak był bezstronny. Kiedy otrzymał nominację na sędziego, zastał całe sterty zakurzonych teczek z aktami, które od lat czekały na rozpatrzenie. Rychło je załatwił, aby sprawy szły odtąd na bieżąco, by ludzie długo nie czekali. Traktował wszystkich życzliwie. Przekupstwo czy kumoterstwo nie miały do niego przystępu. Nosił włosiennicę. Na modlitwę poświęcał dziennie po kilka godzin. Przy stole czytał Pismo święte i książki ascetyczne, co jest częstym zwyczajem w zakonach. Unikał pokut dawnych ascetów, wiedząc, że siły są mu potrzebne do wykonywania swoich codziennych obowiązków. Rekompensował ten brak szczególnych pokut cierpliwym znoszeniem codziennych kłopotów, rzetelnym wypełnianiem swoich obowiązków, zachowaniem przykazań Bożych i kościelnych. Nawet jako kanclerz państwa chętnie usługiwał do Mszy świętej i śpiewał w chórze kościelnym.

    Czarował jednak najwięcej poczuciem złotego humoru. Kiedy w czasie długich miesięcy pobytu w więzieniu wyrosła mu potężna broda i chciano mu ją ściąć przed egzekucją, Moro powiedział: „Broda jest zupełnie niewinna. Przecież urodziła się w więzieniu i nie mogła tam popełnić przestępstwa”.

    Święty zostawił szereg pism. Wśród nich największą zdobyła mu sławę Utopia, w której usiłował nakreślić projekt idealnego państwa i systemu społecznego. Cenny jest jego Dialog o pociesze w ciężkiej próbie. Zostawił także poematy łacińskie i piękne listy, pozwalające wejść w głąb jego duszy i rzucające też światło na wypadki publiczne.

    Ks. Wincenty Zaleski SDB


  • Modlitwa o dobry humor – Święty Tomasz Moro

    Wysłany dnia: przez D.S.M.

    Czy znam jego świadectwo życia w Bogu?

    Modlitwa o dobry humor
    Panie, obdarz mnie dobrym trawieniem,
    a również czymś, co mógłbym strawić.
    Daj mi zdrowie ciała i dobry humor,
    by móc je zachować.

    Daj mi, Panie, duszę prostą która potrafi
    uznać za skarb wszystko, co jest dobre
    i która nie zlęknie się widokiem zła,
    ale raczej znajdzie sposób, by doprowadzić
    wszystko na swoje miejsce.

    Panie, obdarz mnie dobrym trawieniem,
    a również czymś, co mógłbym strawić.
    Daj mi zdrowie ciało i dobry humor,
    by móc je zachować.

    Daj mi duszę, która nie zazna nudy,
    zrzędzenia, westchnień, lamentów i nie
    pozwól bym zbytnio martwił się zawalidrogą,
    która nazywa się «ja»
    Daj mi, Panie, poczucie humoru.
    Udziel mi łaski zrozumienia żartu,
    by odkryć w życiu trochę radości
    i by móc użyczyć jej innym. Amen

    Święty Tomasz Moro patron polityków