Jezus, Pociechą Kapłana

II. Jezus, Pociechą Kapłana

Synu mój, nikt tak jak ja, nie współczuje z cierpieniami wewnętrznemi, które cię czasem przygniatają.
Ileż razy serce twe odczuwa boleśnie to osamotnienie, które jest spowodowane kapłańskim twoim charakterem. Oddzielony jesteś od ludzi i przez swe powołanie i przez swą wzniosłą godność. Trzymasz się zdała od rozrywek i zabaw, dozwolonym świeckim — tego bowiem wymaga i wzgląd na twe stanowisko i obowiązek, a choćbyś się nawet chciał bawić ze światem, świat nie zgodziłby się na twoją obecność.
W tych chwilach smutku przypominaj sobie, że ja jestem twym Przyjacielem, twym Towarzyszem w pielgrzymce, Bratem, Powiernikiem twych radości i smutków .
Przyjdź odwiedzić mię w mym przybytku. I ja tam pędzę życie w samotności i odosobnieniu, zapomniany i opuszczony przez ludzi. Ty będziesz mą pociechą, a ja twoją.

Przyszedłem do swoich, a swoi mię nie przyjęli. Ta niewdzięczność ludzka, moi bracia, była dla mnie ustawicznym krzyżem.
Tak samo i tobą, mój synu, owłada czasami smutek, gdy widzisz, że prace twe nie cieszą się wiel kiem powodzeniem. Twe owieczki nie przejmują się wysiłkami twej gorliwości i cierpisz, widząc, że niektóre wikłają się w ciernie grzechu i błędu.
Ty im niosłeś szczerą miłość swego kapłańskiego serca, a one odpłacają ci się niewdzięcznością, niekiedy wrogą postawą i oszczerstwem.
Nie szukaj u stworzeń zapłaty za swą gorliwość. Człowiek nie może ci nic dać, bo sam nic nie posiada poza wadami swemi i grzechami.
Lecz trwaj blisko swego Jezusa, a znajdziesz u mnie miłość serdeczną i szczerą wdzięczność, należną za twe poświęcenie.
Ja ci oddam za me biedne dzieci ziemskie to, czego one dać ci nie mogą, albowiem jestem ich Odkupicielem i twoim jedynem źródłem wszelkiej pociechy.

Błędy twe i uchybienia częste są nierzadko dla ciebie przyczyną smutku i zniechęcenia. Czujesz się niegodnym roli mojego zastępcy i nie czujesz w sobie dość siły do pełnienia cnót, jakich wierni oczekują od mego zastępcy na ziemi.
Proś mię ustawicznie o przebaczenie i upokarzaj się w mej obecności, ale poprostu i z całą ufnością, gdyż jestem samą Dobrocią i mam zrozumienie dla nieskończonej słabości wszelkiej istoty stworzonej.
Chociaż jestem Bogiem przedwiecznym, jaśniejącym chwałą i światłością, odziałem się dobrowolnie w łachmany swego Człowieczeństwa, aby móc przebiegać ziemię w pogoni za duszami, które chcą. kochać Miłość nieskończoną.
I idę dalej przez świat, ale ukryty w swych kapłanach. Ich wygląd zewnętrzny, a czasem niestety i ich cnota wewnętrzna są dla mnie tylko nędznemi łachmanami.
Lecz jeśli kapłani moi są pokorni i zdają sobie sprawę ze swej niemocy, czynią z nich cudowne narzędzia do nawracania ludu i zbawienia grzeszników.

Codzienne troski o byt materjalny i o zdrowie pozbawiają cię cząstki szczęścia, do którego masz prawo tu na ziemi.
Gdybyś mi zwierzał z dnia na dzień swe niepokoje i swe ponure przewidzenia, ileżbym pociechy mógł wlać w twoje serce!
Szczerze mię zajmują wszystkie twe sprawy, nawet te, które tak uważasz za ściśle i wyłącznie osobiste. Gdybyś się zdał całkowicie na mnie i gdybyś mię prosił, ażebym cię uwolnił od wszelkich, twych kłopotów, wywiązałbym się z tego przyjacielskiego obowiązku szczęśliwie i żyłbyś w me| obecności z duszą spokojną i sercem kochającem.
Nie kłopoć się nigdy o swe zdrowie. Staraj się o nie tak, jak to nakazuje zdrowy rozum, a resztę zdaj na mnie, swego Boskiego Przyjaciela.
Jestem lekarzem dusz i ciał. Jeśli będę potrzebował twych prac, dam ci także i siłę i długie życie. Lecz, jeśli ześlę na ciebie chorobę, wiedz, że to dla mej chwały i dla twego uświęcenia.

Myśl o śmierci i o okolicznościach, jakie jej będą towarzyszyły, napełnią cię czasem niepokojem i trwogą. Na myśl o tajemniczym sądzie, który ma nastąpić po śmierci, ogarnia cię przerażenie, a może i uczucie nieufności. Zycie twe zdaje ci się zmarnowane, a może i grzeszne i lękasz się tej chwili, w której twe oczy spotkają się po raz pierwszy z mem Boskiem wejrzeniem.
O, jakżebym chciał odjąć ci wszelką bojaźń zbyteczną i przysposobić twe serce do doskonałej ufności!
Czyż, mimo swych przejściowych słabości, które już zgładziłem, nie starałeś mi się przypodobać i działać dla sprawy mojej? Czyż nie naraziłeś się dla mnie na wiele zniewag i niewdzięczności?
Nie lękaj się śmierci. Śmierć będzie dla ciebie końcem wielu trudów, niepokojów, prześladowań, niebezpieczeństw i pokus.

Pomogę ci, o mój ukochany Kapłanie, przygotować się na śmierć spokojną.
Przyzwyczajaj się do zdawania się ze wszystkiem na moje Serce. Przyjmuj tak cierpienia jak i radości, tak doświadczenia jak i pociechy, tak ogołocenia jak i obfitość !
Zachowuj swe sumienie czyste i obmywaj się z win swoich i zaniedbań z dnia na dzień aktami żalu i miłości.
Staraj się w miarę słabej możności swojej żyć pracować i cierpieć dla mnie. A przede
wszystkiem powtarzaj mi często, że chcesz mię kochać i należeć do mnie całkowicie.
W ostatnich chwilach twoich i moja Matka i ja będziemy stali przy twem łożu boleści, aby cię pocieszać wspomagać i zabrać ze sobą, gdyż naszą jesteś własnością.

ORĘDZIE JEZUSA DO SWEGO KAPŁANA (MYŚLI REKOLEKCYJNE)
wydawnictwo oo. Redemptorystów Tuchów
IMPRIMATUR Wilno, dnia 28 października 1935 L569/35

To Orędzie Jezusa do swego kapłana poświęca autor Gwidonowi de Fontgalland, zmarłemu w r. 1925 w dwunastym roku życia.
Ów chłopczyk marzył o tem, by zostać kapłanem, lecz Jezus mu rzekł: „Będziesz moim aniołem”.

=> ORĘDZIE JEZUSA DO SWEGO KAPŁANA


Komentarze są zamknięte.