Dzień Dziewiąty – KAPŁAN POŚREDNIKIEM Z JEZUSEM

Dzień Dziewiąty
KAPŁAN POŚREDNIKIEM Z JEZUSEM

I. Kapłan jako kaznodzieja

Jako mię posłał mój Ojciec, tak ja posyłam mych kapłanów, aby głosili Ewangelję wszystkim narodom, ucząc je chować wszystko, co przykazałem.
Głoś więc moje słowo w czas i nie w czas, przekonywuj, zaklinaj, upominaj z wszelką cierpliwością i nauką.
Niech głos twój rozbrzmiewa ciągle jak odgłos trąby. Nie ustawaj przypominać memu ludowi jego zbrodni i niewierności.
Postanowiłem cię kaznodzieją, włożyłem słowa moje w usta twoje i poleciłem ci wyrywać i sadzić burzyć i budować.
Jeśli zaniedbasz powtarzać bezbożnikowi: Będziesz ukarany śmiercią, jeśli nie będziesz się starał tą groźbą odciągnąć go od grzechu, bezbożnik umrze w swej niegodziwości, ale upomnę się u ciebie o jego krew.

Oddałem życie, aby przekazać swej owczarni prawdziwych pasterzów. Niestety! Wcisnęły się za nimi wilki drapieżne.
Biada tym niegodnym pasterzom. Pasą samych siebie zamiast paść swe owieczki. Piją mleko swej trzody, odziewają się jej wełną, a nie prowadzą jej na tłusto pastwiska.
Biada im! Zamiast podtrzymywać słabych, uzdrawiać niemocnych, szukać owieczek zbłąkanych, zadawalają się wydawaniem surowych i ostrych nakazów.
W ten sposób owce me rozproszyły się i stały się łupem dzikich zwierząt.
Mój synu, jakież nieszczęście, jeśli te groźby zostały napisane dla ciebie!
Gzy wierny jesteś w głoszeniu mej nauki tym, których ci powierzyłem? Mają prawo usłyszeć z ust twoich słowa żywota wiecznego.
Nieznajomość religji, obojętność i bezbożność pokrywają olbrzymią część łanów mego Kościoła. Twym obowiązkiem wykorzeniać je, a siać w ich miejsce dobre ziarno.
Nie skarż się na bezpłodność swych wysiłków. Gzy dość dokładnie oczyściłeś rolę, czy dość należycie usunąłeś kąkol, dość głęboko poruszyłeś ziemię?
Gzy poświęcasz uwagę szczególną młodym roślinkom, dzieciom, które stanowią umiłowaną cząstkę mego ogrodu? Gzy tłumaczysz jasno, cierpliwie i wytrwale prawdy katechizmowe?
Gzy nie zaniedbujesz tych, którzy z konieczności nieświadomości, albo przez zapomnienie nie chodzą do kościoła i rosną dziko, jak chwasty pośród roli?
Jeśli zabraknie twej ojcowskiej troskliwości, te dusze nieśmiertelne przepadną dla mnie na zawsze.

Głoś moje słowo przy każdej sposobności. Nie czekaj, aż przyjdą pod ambonę, aby cię słuchać. Szukaj owieczek ociągających się. Staraj się pozyskać ojcowską przestrogą, dobrem słowem, pełnem miłości obchodzeniem się z niemi, albo świętą zapobiegliwością. Nie wzdrygaj się nigdy przed trudem, ani zniewagą, jeśli chodzi o zbawienie jednego z mych dzieci.
A czy niema w twej parafji jakiej owcy parszywej, publicznego grzesznika, żebraka wzgardzonego przez wszystkich, zaciekłego niedowiarka. O, jak te dusze są opuszczone. Powinieneś przeto zostawić 99 innych, a iść szukać tej biednej owieczki!
Ty jesteś zarządcą mego domu. Poleciłem ci, abyś dał w swym czasie wszystkim jego mieszkańcom tę miarę zboża, którą im wyznaczono.
Biada kapłanowi, gdyby go Pan zastał pewnego dnia, poniewierającego duszami sobie powierzone- mi, albo zawierającego przymierze z grzesznikami,, lub zastawiającego sidła na własne owieczki!

Moja nauka nie jest moją, lecz jest nauką Ojca, który mię posłał.
Strzeż się, byś nie osłaniał jej zbytnią mądrością ludzką, próżną wiedzą i literackiemi dociekaniami.
Nie przystoi psuć dobrego wina Ewangelji wodą swego rozumu.
Prawdziwy pasterz stara się wydobywać ze swego skarbca rzeczy stare i nowe. Przystosowuje stare prawdy do obecnych potrzeb swych słuchaczy, szuka pokornie prawdy w książkach, napisanych dla jego użytku, nie szczędzi ani trudu ani czasu, aby przygotować obrok duchowny dla swego ludu.
Mój synu, nie głoś siebie samego. Niech wierni słuchając cię, zapomną podziwiać twe zdolności, a niech myślą o tern, jak poprawić swe życie
Sam z siebie jesteś tylko miedzią brząkającą cymbałem brzmiącym. To ja daję duszom łaskę
zrozumienia twych słów i nawrócenia.
Miej się na baczności, byś katedry prawdy nie zamienił na trybunę, z którejbyś każdej niedzieli bronił swego honoru, albo łajał wiernych.
Byłoby to bezczeszczeniem mej świątyni i upadlaniem swego świętego posługiwania.

Kapłan jest mym heroldem. Obowiązkiem jego jest głosić mą dobroć i bezgraniczne miłosierdzie mej Matki niebieskiej, Ucieczki grzeszników. Powinien natchnąć me biedne dzieci, i tak już słabe i nieszczęśliwe, ufnością, a nie przygniatać ich nieustannemu skargami i gorzkiemi wyrzutami.
Trzeba umieć wystąpić stanowczo a łagodnie, nie zatruwając lekarstwa jadem własnej popędliwości.

Synu mój, bądź niezmordowanym siewcą dobrego słowa. Rzucaj wszędzie, we wszelkich okolicznościach, publicznie i w rozmowach prywatnych, ziarnko swej nauki.
Nie troszcz się o powodzenie swych trudów. Już ja się postaram, aby wzeszło w duszach odpowiednio przygotowane nasienie, rzucone przez ciebie.
Prosta uwaga, dobre słowo powiedziane jakby przypadkiem, wyda swój owoc, bo ty jesteś tylko pokornym i nic nie znaczącym siewcą! To ja, twój Jezus wszechmocny, daję wzrost.

II. Kapłan spowiednik

Oddałem ci klucze królestwa niebieskiego. Wejdą tam ci, którym otworzysz jego bramy.
Powierzyłem ci władzę przywracania duszom życia Bożego, pomnażania przybytków, w których mieszka Trójca Święta.
Masz moc odpuszczania ludziom grzechów, przebaczania im zbrodni najstraszniejszych, nie tylko raz, lecz zawsze, byle tylko żałowali i wyznali swe winy.
O! jakże cię ukochałem! A jakże powinieneś cenić to wzniosłe posługiwanie i jakże pilnie powinieneś mu się oddawać!

Niegdyś przychodził Anioł Pański w pewnych chwilach i poruszał wodę w owczej sadzawce. Z jakąż niecierpliwością oczekiwali chorzy tych odwiedzin!
Ale ty jesteś aniołem Nowego Przymierza. Tobie dano zanurzać każdej chwili chorych na duszy w tajemniczej kąpieli mej Boskiej Krwi i przywracać im zdrowie natychmiast.
Gzy nie za długo każesz czekać na te zbawienne odwiedziny kalekom duchowym, ślepcom, paralitykom, wszystkim dotkniętym jakąkolwiek niemocą?

Ty jesteś miłosiernym lekarzem. Okazuj penitentom uprzedzającą miłość, nade wszystko tym, co przychodzą bez przygotowania, są chwiejni, lub pozostają w zamieszaniu spowodowanem względami ludzkiemi.
To są biedni chorzy, którzy ze wstydu trzymają się zdala. Wyjdź na ich spotkanie, zbadaj delikatnie ich rany, przysposób ich, by je odkryli szczerze i przyjęli lekarstwo.
Szatan niemy stara się zamknąć usta tym, co przychodzą wyznać ci swe winy. Trzeba wygnać tego złego ducha, przyjmując wszystkich grzeszników po ojcowsku.
Zewnętrzne zachowanie się kapłana godne a łaskawe powie wszystkim: Pójdźcie do mnie, którzy cierpicie i jesteście udręczeni, a sprawię wam ulgę.

Synu mój, jesteś pasterzem dusz, ale nie łudź się. Wielu ginie, gdyż tają ze wstydu swe grzechy w świętym trybunale. Między twymi wiernymi, którzy ci się zdają szczerzy jak dzieci i czyści jak aniołowie, wielu tai przed tobą swe grzechy ciężkie. Lękają się, by nie stracili u ciebie dobrej opinji, a nie boja się stracie mojej łaski.
Jeśli troszczysz się o zbawienie swych owieczek przywołasz często do pomocy obcych kapłanów, powstrzymasz się czasem od słuchania spowiedzi swych wiernych, zwłaszcza młodzieży. W oznaczonym czasie sprawisz parafji misję św., która będzie cennem dla dusz dobrodziejstwem.
Jakie nieszczęście dla ludu, jeśli pasterz jogo z niedbalstwa, skąpstwa, albo zazdrości, odmawia swym wiernym lej łaski nad łaskami.

Okazywałem miłosierdzie biednym trędowatym, którzy się uciekali do mej dobroci. A jak ty się obchodzisz z trędowatymi na duszy, którzy otaczają twój konfesjonał? Gromisz ich może, podnosisz głos, by ich zawstydzić przed innymi. O, nie jesteś drugim Jezusem!
A biedni grzesznicy, którzy do ciebie powzięli zaufanie, widzą, jak gaśnie ten ostatni ognik i nie powrócą więcej, a tak stracę te dusze, któreby były uratowane odrobiną okazanego im serca, jednem życzliwem twojem słowem.
O jakże powinieneś być cierpliwy i współczujący!
Czyż tobie samemu nie odpuściłem całego twego długu? Czemuż zatem okazujesz się tak twardym i wymagającym dla innych?
Bądź dobry i miłosierny. Odmierzą ci kiedyś tą samą miarką, której ty użyłeś dla innych.
Gdyby nie moje cierpliwe zabiegi, Samarytanka, pędząca życie lekkie, byłaby zginęła. O ileż dusz lekkomyślnych i grzesznych posyłam ci mój synu, do konfesjonału, w którym czekasz na grzeszników, a który jest jakby studnią wody prawdziwej.
Jakież szczęście, jeśli tam znajdą męża bożego, który dobrocią prawdziwie ojcowską umie ich pociągnąć, a ostrożny i roztropny jest, aby sam nie doznał szkody, który natyle jest bystry, iż domyśla się niejednej rzeczy i umie dusze skłaniać do wyznania tajemnych, upokarzających grzechów.

Czy starasz się wyznaczyć chorym w swej troskliwości pasterskiej pierwsze miejsce? Powinieneś ich odwiedzać, pocieszać, umacniać i przygotować przez dobrą spowiedź na wielką chwilę przejścia do wieczności.
Zastąp mię, synu mój, w tym miłosiernym obowiązku i pocieszaj me dzieci w tej krainie wygnania, zwłaszcza w chwili śmierci.
Ulitowałem się nad biedną wdową z Naim, kiedy niesiono do grobu jej jedynaka.
Ulitowałem się nad Martą i Marją i płakałem u grobu Łazarza, gdyż kocham ludzi i odczuwam aż do głębi serca ich smutek i ich nieszczęście.
Nie wymawiaj się nigdy, kiedy cię wołają do łoża chorego.
Jakiż smutek i zawód, kiedy czekano na cię z niecierpliwością, a ty się ociągałeś!
A jakieżby to było nieszczęście, gdyby przez twe niedbalstwo, któryś z twych wiernych umarł bez spowiedzi.
Jakżebyś zniósł bolesny wyrzut: Mój Ojcze, gdybyś tu był, nasz drogi zmarły nie zeszedłby z tego świata bez Sakramentów?

Jakaż pociecha w domu chorego, gdy kapłan przybywa bez ociągania się! Jakież wzruszenie dla chorego, gdy widzi, jak dobry pasterz siada przy jego łóżku, nachyla się nad nim troskliwie, dowiaduje się pilnie o jego zdrowie i doda je mu odwagi życzliwem słowem!
Jakżesz prędko dowiaduje się cała parafja o tak dobrem i miłosiernem postępowaniu i jakżeż cieszą się wszyscy, że mają pasterza tak przystępnego i tak umiejącego się zniżyć!

Dobry kapłan nie uważa swego zadania za skończone, gdy udzielił ostatnich Sakramentów. Chorego trzeba podtrzymywać i pocieszać. Trzeba mu jeszcze będzie udzielić częściej rozgrzeszenia i Komunji świętej.
I moje serce też odczuwa potrzebę ściślejszego zjednoczenia się z nim, w miarę jak zbliża się śmierć, aby go oczyścić i umocnić przed straszną godziną przejścia do wieczności.
Wszelki trud, jaki poniesiesz, odwiedzając chorych, uświęcając umierających, pocieszając zasmucone rodziny, poczytam jakby była uczynione dla mnie samego i dla mej biednej Matki, umierającej ze smutku u stóp mego krzyża.

III. Kapłan dobrym Pasterzem

Jestem dobrym Pasterzem: dobry Pasterz daje swe życie za swe owce.
Ale najemnik, który nie jest pasterzem, i do którego owce nie należą, zanim jeszcze zobaczy wilka, już porzuca swe owce i ucieka, a wilk je porywa, i rozprasza trzodę.
Otóż, ja jestem dobrym pasterzem i znam swe owce, a owce mię znają.

Jakiż zaszczyt dla ciebie mój kapłanie, że cię wybrano, abyś był ze mną dobrym pasterzem!
I jakież szczęście wewnętrzne odczuwasz, gdy wierni twoi otaczają cię szacunkiem i przywiązaniem synowskiem, kiedy zwłaszcza dzieci, ubodzy i strapieni cisną się wokół ciebie.
Czy znasz po imieniu wszystkie swe owieczki? Czy szukasz ich po najciemniejszych kryjówkach?
Zstąpiłem z nieba, aby je wyszukiwać i zbawić. I ty ze swej strony nie wzdrygaj się ani przed trudem, ani przed znużeniem, ani przed innemi przykrościami.

Dobry pasterz czuwa troskliwie nad swą owczarnią. Jeśli jedna owieczka się zabłąka, zostawia 99 i szuka jej, a gdy ją znajdzie, wkłada ją na swe ramiona i odnosi do owczarni.
Czy budzi się w tobie duch poświęcenia, żarliwości i świętej zazdrości, gdy ktoś z twych wiernych znajdzie się na drodze do zguby, albo, gdy coś zagraża twej trzódce?
Albo może patrzysz obojętnem okiem na spustoszenia spowodowano wśród twych owieczek nadużyciami, zgorszeniami lub błędnemi naukami?

Dobry pasterz idzie na czele swej trzody. Dostarcza swym owieczkom pokarmu obfitego i różnorodnego. Poucza je z ambony, w konfesjonale, na katechizacji i w rozmowach prywatnych. Przystosowuje swą naukę i swe przemówienia do wieku i pojętności każdego.
Dobry pasterz przystępny jest dla wszystkich swych wiernych, ma dla każdego słowo pociechy, życzliwej zachęty, a jeśli zajdzie potrzeba, i ojcowskiego upomnienia.
Przechodzi wszędzie czyniąc dobrze, wspomaga wedle swej możności biednych i chorych.
Owieczki słuchają głosu jego. Idą za nim wszędzie, słuchają chciwie jego nauk i przyjmują ulegle jego wskazówki.
Głosu obcego człowieka nie znają i uciekają za jego nadejściem.
Czy niema w twej owczarni owiec opornych, nie chcących słuchać twego głosu? A może one już nie słyszą z ust twoich mowy prawdziwego pasterza ani łagodnego jego głosu, może już nie widzą w tobie świętości życia, ani uprzejmości w postępowaniu? Możeś je przeraził groźbami nieodpowiedniemu niecierpliwemi, albo gniewliwemi odruchami, nieusprawiedliwionemi wymaganiami?

Ten tylko jest prawdziwym pasterzem, kto wchodzi przez wrota, prowadzące do mej owczarni. Kto wchodzi inną drogą, złodziejem jest i zbójcą. Synu mój, wziąłem cię za rękę w dzień twych święceń. Uczyniłem cię swym kapłanem. Przedstawicielowi memu na ziemi poleciłem, aby ci otworzył wrota do mej owczarni.
Wszedłeś do niej z prawym zamiarem, mianowicie, aby paść moją trzodę i zbawić wszystkie me owieczki.
Czy nie zapomniałeś o tem wielkodusznem przedsięwzięciu? Czy niedostrzeżenie nie przybrałeś pewnych rysów fałszywego pasterza przez swe skąpstwo, pychę albo zgubne przykłady?

Dobry pasterz daje życie za swe owieczki. Gotów by był za mym przykładem żywić je sobą, poświęcić im całą swą istotę. Oddaje im wszystkie chwile swego istnienia, swój odpoczynek, czas, chwile wolne, wygody swe, materjalne korzyści, zdrowie, a nawet życie.
Ach, iluż takich bohaterskich kapłanów mam we wszystkich częściach świata! To prawdziwe przedmurza wiary, zawsze są na szańcach w ogniu nieprzyjacielskim. Są zawstydzeniem piekła, celem wściekłych napaści ze strony bezbożników.
Nie dziw się, mój synu, że twoi i moi wrogowie starają się zohydzić imię kapłana Chrystusowego i podać w podejrzenie niewinność jego życia. Nie przerażaj się oszczerstwami, jakie miotają, ani skandalami, jakie wymyślają, ani prześladowaniami, jakie przygotowują.
Nie lękaj się tych, którzy mogą zabić tylko ciało, a nie zdołają zaszkodzić twej duszy.
Ale czuwaj i módl się. Godzina księcia ciemności niedaleka. Zażarte wilki krążą całemi stadami koło mej owczarni.
Polecaj siebie i swą owczarnię Królowej Kapłanów. Ona jest postrachem szatanów; ona silna, jako zastęp, uszykowany do boju.

ORĘDZIE JEZUSA DO SWEGO KAPŁANA (MYŚLI REKOLEKCYJNE)
wydawnictwo oo. Redemptorystów Tuchów
IMPRIMATUR Wilno, dnia 28 października 1935 L569/35

To Orędzie Jezusa do swego kapłana poświęca autor Gwidonowi de Fontgalland, zmarłemu w r. 1925 w dwunastym roku życia.
Ów chłopczyk marzył o tem, by zostać kapłanem, lecz Jezus mu rzekł: „Będziesz moim aniołem”.

=> ORĘDZIE JEZUSA DO SWEGO KAPŁANA


Komentarze są zamknięte.