Kult eucharystyczny

II. Kult eucharystyczny

Ustanowiłem Najświętszy Sakrament głównie, dla swego kapłana. Obcuję tam z nim jak przyjaciel ze swym przyjacielem.
Jeśli masz serce szlachetne i wdzięczne, będziesz mię tam odwiedzał często i rozmawiał ze mną w zażyłości.
W Eucharystji jestem osamotniony i odosobniony i pragnę znaleźć takie dusze, któreby mi dotrzymały towarzystwa.
To ty sam zamknąłeś mię w więzieniu eucharystycznem, w tym przybytku miłości. Nie zapominaj więc o mnie, odwiedzaj mię i pocieszaj.

Aby zostawać między ludźmi, muszę jakby w nieskończonność mnożyć cuda, ale czynię to chętnie, aby sprawić radość tym, którzy mię chcą kochać. Czynię to mimo obojętność i oziębłość chrześcijan, mimo wrogą postawę mych nieprzyjaciół i zdradę tylu wiernych.
O, jakąż przykrość sprawiasz mi, mój synu, kiedy rano, wszedłszy do kościoła, zaglądasz tu i tam, a nawet mię nie pozdrowisz, nie powiesz mi ani jednego słówka serdecznego, nie przeprosisz, mię za winy swoje i swoich owieczek.
Przechodząc zatem przed mem tabernakulum, myśl o wszystkich bezecnościach, jakich się dopuścili zeszłej nocy bezbożnicy na satanicznych zebraniach za pomocą mych świętych postaci.
O, jakżesz po takiej nocy, gdy oblicze moje pokryte jeszcze plwocinami i brudem, odczuwani potrzebę, abyś się zbliżył do mnie z serdecznem współczuciem i pocieszył sercem przyjacielskiem!

Przebywam w Tabernakulum, aby czynić dobrze wszystkim mym dzieciom, a w szczególności tobie, mój Kapłanie.
Jestem jakby krzewem winnym, uginającym się pod obfitością gron i zapraszającym przechodniów, aby je zrywali i zmniejszyli ciężar, który go przytłacza.
Czyż, serce twe, mój synu, nie odczuwa potrzeby pomocy w godzinach ciężkich, w dniach czarnych, kiedy wszystko idzie naopak, kiedy wszystko sprawia boleść i krzyżuje?
O, jakżesz chętnie w takich chwilach byłbym twą podporą, gdybyś raczył przyjść do mnie! Serce dzieci ludzkich spragnione jest przyjaźni szczerej i głębokiej. Otwórzże więc serce swe przede mną. Czyż nie jesteśmy braćmi i przyjaciółmi? Będziemy się pocieszać wzajemnie w naszych smutkach i naszych zawodach.
A po upadkach, powtarzających się może częściej, bardzo ci potrzeba pomocy mojej! Lecz serce moje jest wspaniałomyślne, więc wyrozumie twe nędze, jest tkliwe, więc współczuje z tobą w nieszczęściach, jest wreszcie dość potężne, aby zleczyć twe rany.
Mieszkam w Tabernakulum z posłuszeństwa dla mego Ojca. Polecił mi zostawać tam aż do końca czasów, abym wynagradzał swem unicestwieniem zniewagi zadane mu pychą śmiertelników.
Ale nie widzę prawie nikogo, ktoby mi dopomógł spełnić to moje zadanie.
Cóż mam uczynić, gdy zamiast hołdów wdzięczności i uwielbienia, nic innego nie mogę przedłożyć memu Ojcu Niebieskiemu od większości ludzi, jeno wzgardy i grubiańskie urągania?
Mam obowiązek w mem Tabernakulum ofiarować przebaczenie grzesznikom, lecz winowajcy odpychają to przebaczenie z cyniczną wzgardą.
Mam obowiązek przedstawić Bogu prośby ludu, lecz, jakżesz je zebrać, gdy kościoły me świecą pustkami, a Tabernakula me opuszczone?
Ojciec mój gorąco pragnie, abym powstrzymał uderzenia znieważonej Sprawiedliwości, opóźnił dzień nieuniknionej kary. A ludzie swemi wstrętnemi bluźnierstwami i okropnemi świętokradztwami wyzywają gniew jego i wciskają Mu niejako do rąk gromy sprawiedliwej pomsty.
Ty przynajmniej, mój kapłanie, zechciej zrozumieć me smutne położenie w Tabernakulum.
Połącz się w uwielbieniu z Aniołami, otaczającymi mój Ołtarz, składaj mi hołdy wraz ze Świętymi, bijącymi czołem przed mym Majestatem Boskim, w miłości i modlitwie jednocz, się z moją Przenajświętszą Matką i w czasie wszystkich swych odwiedzin przedstawiaj mi tę daninę chwały i wynagrodzenia, abym mógł ją przedłożyć memu Ojcu Niebieskiemu.

Uczta moja przygotowana, lecz zaproszeni nie raczyli przyjść i dom mój stoi próżny.
Idź więc, mój kapłanie, na drogi i rozstaje dróg i zapraszaj do mego Stołu ubogich, nieszczęśliwych chorych, aby się sala godowa zapełniła.
Zapraszaj przedewszystkiem najmniejszych, dzieci z sercem jeszcze niewinnem.
Dozwól im zbliżyć się do mnie w Komunji św. Mają pełne prawo do mego serca. Pragnę wstąpić do ich duszy jeszcze niewinnej i prostej. Chcę je żywić chlebem niebieskim, aby nie ustały w drodze, bo mają długą przed sobą podróż.
Nie wzbraniaj maluczkim przyjść do mnie, bo takich jest królestwo niebieskie.

ORĘDZIE JEZUSA DO SWEGO KAPŁANA (MYŚLI REKOLEKCYJNE)
wydawnictwo oo. Redemptorystów Tuchów
IMPRIMATUR Wilno, dnia 28 października 1935 L569/35

To Orędzie Jezusa do swego kapłana poświęca autor Gwidonowi de Fontgalland, zmarłemu w r. 1925 w dwunastym roku życia.
Ów chłopczyk marzył o tem, by zostać kapłanem, lecz Jezus mu rzekł: „Będziesz moim aniołem”.

=> ORĘDZIE JEZUSA DO SWEGO KAPŁANA


Komentarze są zamknięte.