Sąd Kapłana zmarłego w niepokucie

III. Sąd Kapłana zmarłego w niepokucie

Jak matka, którąby skazano na to, aby własnoręcznie spuściła topór, mający ściąć głowę syna jej ukochanego, podobnie i ja widziałbym się zmuszonym kiedyś wydać wyrok śmierci wiecznej na ciebie mój Kapłanie, do ostatka odpychający me przebaczenie.
Postanowiono, że kiedyś umrzesz, a potem będzie twój sąd.
Trzeba się będzie stawić przed swym Stwórcą, Bogiem nieskończonego Majestatu, nie przyodzianego już w litość i miłosierdzie, lecz w prawdę i nieubłaganą sprawiedliwość.
Widok twego Sędziego zagniewanego pogrąży cię w niewypowiedzianą trwogę. Jego wejrzenie zagniewane wyda ci się twardsze niż tysiąc piekieł.
Zdasz przed Nim rachunek z całego swego życia, od pierwszej chwili używania rozumu aż do ostatniego aktu dobrowolnego wykonania w ostatniej chwili życia.

Sąd twój będzie sprawiedliwy. To Bóg, Sędzia najwyższy wyda wyrok, twe własne sumienie go potwierdzi.
Szatan się zjawi, aby cię oskarżać i upomnieć się o swą zdobycz. «Nie umarłem za niego – powie – a przecież mi służył: słuszna, by do mnie należał na wieki».
Będą tam i dusze, zgubione z twej winy, ażeby domagać się sprawiedliwej pomsty. Ten Kapłan nauczył nas złego, uwiódł nas swemi złemi przykładami, wykopał pod stopami naszemi piekło; słuszna, by upadł w nie razem z nami.
Będzie tam twój i anioł-stróż, którego upomnieniami gardziłeś. Odsłoni twe obrzydliwe grzechy, jakich się dopuściłeś w jego obecności i będzie się domagał na ciebie zasłużonej kary.
Staniesz przed trybunałem może bez możliwości tłumaczenia się czemkolwiek, bez przyjaciół, bez obrońców.
Moja Matka chciała cię zbawić, widziała się jednak bezsilną wobec tego uporu; a teraz zmuszona jest odwrócić od ciebie swe macierzyńskie oczy.
Przyjaciele ziemscy opuścili. Nie znają losu, jaki cię czeka, a nawet ich modły nie wydrą cię z rąk Sprawiedliwości Bożej.
I ja sam, który cię tak błagam, abyś mnie nie zdradzał będę wówczas zagniewany i nieubłagany.
Ach, ileż, niespodzianek będzie w wielkim dniu rozrachunków!
Nie będzie tajemnicy, któraby wówczas odsłonięta nie była. Wszystkie złe myśli, grzeszne zamiary, świętokradztwa, wszystkie bezeceństwa okażą się w ten wielki dzień.
Za swego życia uważałeś się za pierwszego co dogodności, prawości,cnoty. Na sądzie mym będziesz ostatni, w tyle za najniegodniejszymi z mego ludu.
Kamień na kamieniu nie zostanie z twego życia kapłańskiego, z tego budynku, któryś tak troskliwie wznosił swą pychą i obłudą. Zburzę go aż do podwalin na oczach świata i rozpruszę daleko jego szczątki.
Życie twe było niepłodne i złe. Zajmowałeś niepożytecznie ziemię, jak zeschłe drzewo. Wyrwę je, rzucę na dno piekła, aby się tam spaliło.
A wówczas usłyszysz straszliwy wyrok: Idź precz ode mnie przeklęły – idź w ogień wieczny!
A ziemia otworzy się pod twemi stopami i wpadniesz w przepaść ognistą.
Kapłanie potępiony! Wypędziłeś za życia Boga ze swego serca, a teraz Bóg cię odrzuca daleko od siebie.
Wołałeś żyć tu bez swego Odkupiciela: będziesz żył na wieki wygnany od niego, ścigany jego nieskończonym gniewem.
Odrzuciłeś niebo i szczęście, jakie ci ofiarował, będziesz jęczał na zawsze w przepaści, gdzie panuje nieszczęście, gdzie niema ani porządku, ani harmonji, ani miłości, ale gdzie wieczna okropność i nienawiść bez granic.
Nadużywałeś czasu, jaki ci Bóg ofiarował. Czasu więcej nie będzie.
Odepchnąłeś myśl o wieczności, a ona przylgnie do ciebie jak szala, obleje cię jak bezkresny i bezdenny ocean i będziesz w niej zanurzony, jak kamień w przepaści.
Serce twe stworzone było, aby kochać swego Boga, a na dnie piekła będziesz mógł tylko nienawidzieć.
Będziesz nienawidził Boga, który cię stworzył, będziesz go nienawidził nienawiścią nieugaszoną, a nienawiść ta będzie cię gryzła i dręczyła wiecznie.
Będziesz nienawidził swego Odkupiciela, który cię wybrał na Kapłana, będziesz nienawidził wszystkich jego dobrodziejstw, wszystkich mąk jakie poniósł dla ciebie.
Będziesz nienawidził mej Matki Niepokalanej i mych Świętych i swych krewnych i dawnych przyjaciół.
Przedewszystkiem będziesz nienawidził samego siebie i wszystkich potępieńców i wszystkich czartów piekielnych.
A potępieńcy i szatani odwzajemnią ci się równą nienawiścią, deptać cię będą, dręczyć cię będą i nasycać na tobie, mój Kapłanie, tę nienawiść, jaką pałają do mnie.
Twe znamię kapłańskie będzie twą hańbą i twą karą na wieki wieków. Uczyni cię nawet wśród potępieńców przedmiotem wzgardy i odrazy.

Kapłanie mój, dlaczego mię zmuszasz, abym cię przeklął? Czyż nie umarłem dla ciebie w morzu udręczeń, w oceanie boleści?
Wróć, synu mój, wróć do mego Serca. Choćbyś nawet zgrzeszył jak Kain i Judasz, jeszcze gotów jestem ofiarować ci przebaczenie, aby ci zaoszczędzić kaźni piekielnej.
Moja Matka niebieska wstawiła się za tobą, jeszcze wstrzymuje ramię mej Sprawiedliwości wyciągnięte, aby cię uderzyć. Przyrzeka mi w lwem imieniu szczere nawrócenie.
Ach! Nie lekceważ sobie jej Serca macierzyńskiego!

ORĘDZIE JEZUSA DO SWEGO KAPŁANA (MYŚLI REKOLEKCYJNE)
wydawnictwo oo. Redemptorystów Tuchów
IMPRIMATUR Wilno, dnia 28 października 1935 L569/35

To Orędzie Jezusa do swego kapłana poświęca autor Gwidonowi de Fontgalland, zmarłemu w r. 1925 w dwunastym roku życia.
Ów chłopczyk marzył o tem, by zostać kapłanem, lecz Jezus mu rzekł: „Będziesz moim aniołem”.

=> ORĘDZIE JEZUSA DO SWEGO KAPŁANA


Komentarze są zamknięte.