Grzech śmiertelny Kapłana

I. Grzech śmiertelny Kapłana

Mam w swym Kościele wielu Kapłanów całkowicie oddanych mej miłości, zupełnie poświęcających się mej sprawie, którzy wraz ze mną stali się w pełnem znaczeniu ofiarą dla zbawienia dusz.
Rozproszeni po całym świecie, nieznani po największej części na ziemi, wzgardzeni i prześladowani, wiodą ci synowie wierni ciche, ale bohaterskie życie gotowi iść za mną aż na Kalwarję, aż na śmierć!
Znam ich wszystkich po imieniu. Są tu mą strażą honorową; będą w niebie mą koroną chwały.

Niestety! Czemuż tak się dzieje, że wśród mych Kapłanów spotyka się czasem synów niewierzących, którzy zbliżają się do mego Ołtarza z duszą czarną i zbrukaną?
Jakżesz bolesna jest dla mnie ta korona cierniowa, którą mnie wiją me własne dzieci, uprzywilejowani mego Serca!
A choćby na całym świecie był tylko jeden Kapłan grzesznik, to czyż bezecność ta nie byłaby aż nadto wystarczająca, aby wprawić w zdumienie niebo i ziemię, by przerazić szatanów w piekle!
Gdyż skarga moja doszła do nieba i wzruszyła ich serce!
Zaprawdę, zaprawdę mówię im: jeśli wrócą do mnie z pokornym żalem, zgładzę wszystkie ich nieprawości, a choćby ich dusza była czerwona jak szkarłat z powodu nadmiaru ich grzechów, wybielę ją jak śnieg.

O biedny Kapłanie zbłąkany, synu mych boleści, do ciebie się zwracam w szczególności. Nie gardź wołaniem swojego Ojca.
Jestem twym Bogiem, twórcą całego twego jestestwa. Dlaczego mi odpowiadasz, że mię nie znasz, żeś nie ode mnie nie otrzymał?
Jestem twym Bogiem, Zachowawcą twego jestestwa. Trzymam cię zawieszonego na nitce nad przepaścią. Mógłbym cię w jednej chwili strącić w przepaść piekielną… a ty obracasz czas, jaki ci dałem na upamiętanie na obsypywanie mię obelgami i policzkowanie!
Jestem twym Bogiem i źródłem twego życia i twej działalności. Ja wprawiam w ruch twe władze i zmysły, a ty nadużywasz wszystkich mych dobrodziejstw, aby mię obrazić, znieważać i wydzierać mi dusze!
Na Chrzcie św. obsypałem cię niezmierzonemu bogactwami, a ty trwonisz me dobra, aby zaspokoić niecną namiętność, odrzucasz mą hojność i wolisz zostawać w swej nędzy i nagości.
Uczyniłem cię swym bratem, przybranem dzieckiem Bożem, umiłowanym synem swej Matki, świątynią Trójcy św., dziedzicem nieba.
A ty wypędzasz haniebnie Boga ze swej duszy wyrzekasz się mnie, swego Zbawiciela, zapierasz się swej Matki, czynisz się dobrowolnie niewolnikiem szatana swego i mego wroga i gotujesz sobie w ten sposób świadomie męki piekielne.

Biedny mój synu! Tak wielce cię umiłowałem. Dlaczegóż więc mówisz bezczelnie: W czem pokazałeś mi miłość?
Wybrałem cię od wieków w tym samym czasie, w którym wybrałem swą Matkę, Królowę wszechświata, abyś mi dopomógł prowadzić nadal swe dzieło na ziemi. Wywyższyłem cię ponad Aniołów, czyniąc cię swym sługą, powiernikiem swej władzy pośrednikiem między Bogiem, a ludźmi, zbawcą dusz. A ty z taką perfidją, którejby się powstydził nawet sam szatan, przyjąłeś wszystkie me dary, a potem je zwróciłeś przeciwko mnie, aby niweczyć me Dzieło i wydzierać mi dusze!
Ośmielasz się codziennie mówić mi w oczy: „Nie będę ci służył, lecz zawrę przymierze z twym wrogiem i wydam mu dusze, odkupione twą Krwią”.
Gdybyś jeszcze grzeszył przez nieświadomość albo słabość. Ale przecież jesteś Kapłanem: wargi twe strzegą wiedzy. Grzeszysz świadomie w pełni światła ze złośliwością wyrafinowaną.
Grzeszysz mimo pacierzy, które odmawiasz codziennie, mimo Sakramentów, których udzielasz i które sam przyjmujesz, mimo wyrzutów sumienia i przestróg mej łaski.

Wychowałem cię i wykarmiłem jak syna, umiłowanego czule, przypuściłem cię do zażyłości z sobą, do swego stołu. Oddałem ci w spuściźnie wszystkie swe dobra i wszystkie swe władze, a ty mną wzgardziłeś!
Wzgardziłeś mem Wcieleniem, mą Męką, mą Eucharystją, podeptałeś me przykłady, nauki, obietnice i groźby.
I wystawiasz na próbę mą cierpliwość nawet z Świętem świętych, nawet przed mem Tabernakulum, nawet przy Ołtarzu, na którym się składam w ofierze twemi rękami.
O Kapłanie! Każdego poranku wyciągasz swe ręce świętokradzkie, aby się dotknąć brudnemi palcami Baranka bez zmazy. Gdy nie zdajesz sobie sprawy, że moja czystość nieskończona wzdryga się ze wstrętu za twoim dotknięciem?
Rozkazujesz mi codziennie, na mocy władzy, jaką ci powierzyłem, abym zstąpił w twe ręce i równocześnie grzechem swym godzisz we mnie, zabijasz niewinnego Abla na oczach mych aniołów przerażonych i mej biednej Matki zapłakanej.
O, jakżesz jesteś grzeszny i niewdzięczny i nieszczęśliwy!
Rozwiązujesz dusze, a zakuwasz w kajdany swoją.
Otwierasz niebo innym, a zamykasz sobie.
Dajesz życic wieczne, a sam się zabijasz.
I gdy mię tak zdradzasz, trwasz nadal przy mym boku, zażywasz mych dobrodziejstw, odbierasz cześć, jaką się otacza mych Kapłanów.
I choć się mnie zapierasz, zostajesz nadal mym sługą, spełniasz obowiązki należące do niego, zasiadasz do mego stołu bez rumieńca, a może bez wyrzutów.
Codziennie przy Ołtarzu całujesz mię zdradziecko, odprawiając Mszę św. sprzedajesz mię za nędzną zapłatę, wydajesz krew Sprawiedliwego; zawierasz układ z mym wrogiem szatanem, że mu zostawisz dusze, które ci powierzyłem.
O biedny Kapłanie! O ileż lepiej byłoby dla ciebie, gdybyś się był nie narodził!

Lecz Synu mój, niechże zmięknie twe serce, póki jeszcze czas. Dopuść by wyrzuty przeniknęły twą duszę.
Kiedy konałem w Ogrodzie Oliwnym, widziałem cię, widziałem i twe grzechy tajemne i twe świętokradztwa i zasmuciłem się niemi aż do śmieci.
Kiedy rozdzierano me Ciało podczas biczowania, kiedy koronowano mą Głowę cierniem, kiedy mi pluto w twarz, widziałem cię, mój Kapłanie, jak zbliżasz się, aby mię uderzyć, obrzucić mię szyderstwami i rzucić mi w twarz obrzydliwe grzechy.
A na krzyżu, okryty krwią i ranami, konając z bólu i wzgardy, wodziłem jeszcze za tobą swym wzrokiem, spodziewając się do końca, że cię przyprowadzę do swych stóp.

Ach, powróć, synu marnotrawny, powróć do domu ojcowskiego! Proś o przebaczenie swego strapionego Ojca i wrócić do dawnej swej gorliwości.
Jeszcze jestem twym Zbawicielem, Dobrym Pasterzem gotowym wziąć na swe ramiona biedną zbłąkaną owieczkę.
Powróć, mój synu! Zawstydzisz piekło, ucieszysz Aniołów i Świętych, osuszysz łzy swej zbolałej Matki, zajmiesz na nowo swe miejsce od tak dawna opróżnione w mem Boskiem Sercu.

ORĘDZIE JEZUSA DO SWEGO KAPŁANA (MYŚLI REKOLEKCYJNE)
wydawnictwo oo. Redemptorystów Tuchów
IMPRIMATUR Wilno, dnia 28 października 1935 L569/35

To Orędzie Jezusa do swego kapłana poświęca autor Gwidonowi de Fontgalland, zmarłemu w r. 1925 w dwunastym roku życia.
Ów chłopczyk marzył o tem, by zostać kapłanem, lecz Jezus mu rzekł: „Będziesz moim aniołem”.

=> ORĘDZIE JEZUSA DO SWEGO KAPŁANA


Komentarze są zamknięte.