DZIEŃ CZWARTY – JEZUS DODAJE BODŹCA NIEDBAŁEMU KAPŁANOWI

DZIEŃ CZWARTY

JEZUS DODAJE BODŹCA NIEDBAŁEMU KAPŁANOWI

I. Pokusa Kapłana

Współczuję z tobą, mój synu, wiedząc, że jesteś narażony na wiele niebezpieczeństw. Szatan pożądał, aby cię przesiać sitem pokusy, lecz ja modliłem się za ciebie. Nigdy nie będziesz kuszony ponad siły.
Mam w swym Kościele wiele dusz bohaterskich. Poświęcają się jako ofiary, aby zbawiać i uświęcać mych kapłanów.
Ile razy już wzięły na siebie pokusy, przeznaczone dla ciebie, a w których ty byłbyś uległ!
Jednakowoż nie będziesz wolny i ty od walki.
Nikt nie otrzyma wieńca, jeśliby się mężnie nie potykał.

Świat ściga cię swą nienawiścią, gdyż jesteś mym Kapłanem. Jak ptasznik chwyta ptaka w swe sieci, tak i on stara się usidlić cię w matnię swych fałszywych zasad.
Zasady świata sprzeciwiają się mej Ewangelji.
Światowcy szydzą z prostoty sprawiedliwego i z żywości jego Wiary, ośmieszają praktyki pobożne i surowość życia kapłańskiego.
Duch świata to przykłady oziębłości, życia wygodnego, chciwości i lekkomyślności, jakie ci dają, może, bracia w kapłaństwie, zdolniejsi i wpływowsi od ciebie.
Zgorszenie jest nieuniknione, lecz biada temu, kto je daje!
Czuwaj więc i módl się.

Twoja zepsuta natura jest twym najzaciętszym wrogiem.
Serce twe skłania się do złego od dzieciństwa; ciało twe to łańcuch, który cię przykuwa do ziemi, twa wola zdradziecka utrzymuje z wrogiem potajemne stosunki.
Pokusa toruje sobie drogę przez oczy, uszy, język, wyobraźnię, pamięć i rozum.
Cały świat oddaje się złemu. Wszystko tu na ziemi jest pożądliwością ciała, pożądliwością oczu i pychą żywota.
Wszędzie panoszy się bezwstydnie ponęta grzechowa.
Czuwaj więc i módl się.

Szatan ma pozwolenie na kuszenie ludzi.
Widząc, że mało ma czasu, krąży naokoło ciebie jak lew ryczący, szukając, jakby cię pożreć.
Żywi i żywić będzie do końca nadzieję, że ty, Kapłanie mój, upadniesz kiedyś w grzech ciężki, a z grzechu do piekła.
Porusza wszystkie sprężyny we dnie i w nocy, aby przemóc twoją cierpliwość, zniechęcić cię i wciągnąć cię potem w przepaść.
Zdobył w swem niecnem rzemiośle doświadczenie wiekowe, zna twe słabości, twe dawno grzechy, twe obecne błędy i posługuje się całą swą piekielną chytrością i wściekłością potępieńczą, aby zrobić wyłom w twej duszy kapłańskiej.
Zwycięstwo, odniesione nad mym kapłanem, jest dla niego triumfem, odniesionym nade mną.
Ojciec mój niebieski dopuścił, aby mię szatan kusił, lecz szatan nie ma nade mną mocy.
Cóż więc dziwnego, że zwrócił całą swą wściekłość przeciw tym, których zostawiłem na ziemi, zwłaszcza przeciw mym Kapłanom, mym sługom, prowadzącym nadal me Dzieło?
Szatan będzie cię kusił do chciwości, będzie cię nakłaniał, byś gromadzi! dobra ziemskie, zamieniał na chleb, o ileby było możliwe, kamienie leżące na drodze.
Pod pozorem zabezpieczenia sobie przyszłości i życia wedle stanu, staniesz się wkrótce, o ile nie będziesz się miał na baczności, twardy dla biednych, nieustępliwy w dochodzeniu swych praw.
Będziesz się wadził ze swojemi owieczkami, będziesz się może z niemi procesował i to przed sędziami ziemskimi i w końcu opęta cię zupełnie demon skąpstwa.
Swoi wierni zasmuceni i zgorszeni odwrócą się od ciebie, od mego Kościoła, od mych Sakramentów i nie wezwą cię w swej ostatniej godzinie na pomoc.

Będzie cię kusił szatan pychy. Będzie wmawiał w ciebie, że wyniesiony przez Kapłaństwo na szczyt świątyni, jesteś wyższy od ogółu śmiertelników, że zasługujesz na poważanie i szacunek. Powie ci, że wola twoja i twe kaprysy są prawem najwyższem i że nie powinieneś tolerować żadnego sprzeciwu.
I staniesz się wyniosły, nieprzystępny dla maluczkich i biednych, niecierpliwy i gniewliwy, twardy i pogardzający niższymi, wymagający wobec równych, zuchwały, krytykujący i buntujący się wobec swych przełożonych.
Ach, mój Kapłanie! nie kuś Pana Boga twego niemądremi uroszczeniami. Bóg postawił cię na czele twych wiernych. Nie wynoś się! Bądź pokorny i prosty, jakby jeden z nich.

Będzie cię kusił szatan rozkoszy. O, czuwajże nad sobą.
Twe pierwsze nieroztropności wciągną cię niespostrzeżnie w upadki cięższe; spoczątku zdołasz je troskliwie ukryć, a potom ku twej hańbie dojdą do publicznej wiadomości i stracisz w ten sposób dobre imię, a zarazem ściągniesz niesławę na mych Kapłanów i na mój Kościół.
A przykład twój zgubi dusze, a posługiwanie twe stanie się jałowe, a świętokradztwa twe ściągną me przekleństwo i twe serce kapłańskie zatnie się w złem i będziesz spadał z jednej przepaści w drugą. I może aż do starości, jak Salomon, hołdować będziesz swym namiętnościom, jak bóstwom szkaradnym i wystawisz im w swem sercu świątynię i złożysz im w ofierze na ołtarzu swą cześć kapłańską, swe zbawienie i zbawienie, dusz nieszczęsnych ofiar swej rozwiązłości.
Synu mój, będziesz się kłaniał Panu Bogu twemu i jemu samemu będziesz służył.
Sprawuj swe zbawienie z bojaźnią i drżeniem. Jeszcze teraz stoisz, lecz módl się i czuwaj, abyś nie upadł.
Podejmij walkę mężnie i z ufnością.
Czerniłbyś nie mógł uczynić, czego dokonało już tylu Kapłanów? Ramię moje nie zostało ukrócone, a źródło dobroci, które tryska z mego Boskiego Serca nie zatamowało się.

Podejmuj walkę codziennie, czerp siłę od rana we Mszy św. i Komunji i przeplataj modlitwami, cały dzień.
Anioł mój towarzyszy ci w twej niebezpiecznej drodze, a jeśli go wezwiesz na pomoc, obroni cię w chwili niebezpieczeństwa.
Dziewica Niepokalana osłania cię swym płaszczem macierzyńskim, a stopą swą dziewiczą ściera w tobie głowę wężową.
A ja, twój Brat ukochany, wziąłem cię za rękę w dniu twoich Święceń. Jeśli się będziesz do mnie modlił, przeprowadzę cię przez wszystkie niebezpieczeństwa.
Jeśli Bóg za tobą, kto będzie przeciw tobie?

II. Oziębłość Kapłana

Synu mój, jesteś wybranem naczyniem. Powierzyłem ci niezmierny kapitał łask, abyś był święty i nieskalany przede mną i abyś nosił godnie me imię przed Narodami.
Lecz łaska ta nie może być w tobie jałowa. Nie byłbyś doskonałym i godnym mnie, gdybyś nie zwalczał usilnie i ciągle swych złych skłonności.
Cóż mógłbym uczynić dla ciebie, winnico ukochana, założona mą ręką? Go za boleść dla mnie, jeśliby zamiast gron soczystych rodziła dzikie owoce?
Czyż nie mam prawa po tylu łaskach spodziewać się od ciebie miłości delikatnej i baczącej, aby mi zaoszczędzić przykrości?
Obchodziłem się z tobą, jak z przyjacielem. Objawiłem ci wszystkie me tajemnice. Przypuściłem cię do swego stołu i biorę na siebie wszystkie twe troski, prosząc cię nawzajem tylko o miłość twego serca.
Gzy zdajesz sobie sprawę, jak cierpię na widok Kapłana, który mi odmawia tej miłości synowskiej, obraża mię w małych rzeczach, nie prosząc mię nawet o przebaczenie, a unika tylko takich win, które- by mogły ściągnąć na niego karę wieczną?
O, znam ja dobrze słabość człowieka. Jest on źdźbłem trawy, które dziś żyje, a jutro usycha. Nie może ustrzec się całkowicie grzechu, a sprawiedliwy nawet upada siedem razy na dzień.
Ta słabość nie obraża mnie tak długo, dopóki serce grzeszne dźwiga się zaraz, poleca się mej Matce Najświętszej, podejmuje na nowo walkę z ufnością i pokorą.

Smuci mię jednak, gdy widzę, że jakaś dusza kapłańska zaniedbuje się stale i dobrowolnie, nie przejmując się takim nieporządkiem, nie starając się wyjść z tego stanu odrętwienia i nawet nie przeczuwając, że ta groźna śpiączka jest zapowiedzią śmierci duchowej.
Taki kapłan ani nie jest zimny przez grzech śmiertelny, ani nie jest gorący płomienną miłością; jest oziębły i napawa mię niesmakiem i muszę się przezwyciężać, aby go nie wyrzucić z ust moich.
Mówi i działa, jakby był bogaty i zasobny, a jest biedny, nędzny, ubogi, ślepy i nagi.

O Kapłanie oziębły, jesteś biednym paralitykiem, leżącym bezwładnie przy źródle łaski, a nie możesz się do niego zbliżyć!
Gdybyś chociaż pragnął mego przyjścia, mógłbym cię uzdrowić! Lecz dopuściłeś, ażeby choroba owładnęła wszystkiemi twemi członkami. Grzech już nie robi nawet na tobie żadnego wrażenia.
Rozum twój sparaliżowany słabo tylko dostrzega prawdy wieczne.
Wola twa zasnęła, nie wzrusza się wspomnieniem dobrodziejstw Bożych. Wszystkie twe władze wpadły w odrętwienie: nie mają zapału ani do modlitwy, ani do pracy, ani do walki.

Synu mój, oto teraz rozmawiasz sam na sam ze swym Jezusem, bez żadnego świadka. Nie wzbraniaj się, nie wzdrygaj się popatrzeć na swe rany i prosić o swe uzdrowienie.
Zstąp ze mną do głębi swej duszy, a odkryjesz w niej wiele win podgryzających powoli twe życie duchowne.
Patrz, jak często opuszczasz swe ćwiczenia duchowne, albo je zbywasz machinalnie; patrz, jak swe modlitwy odmawiasz bez uwagi i żarliwości.
Czy Mszy św. nie odprawiasz pośpiesznie, bez ducha nadprzyrodzonego, bez zbawiennego przejęcia się, bez przygotowania i dziękczynienia?
A twoje spowiedzi czy nie są zbyt oddalone jedna od drugiej? czy nie zbywasz ich? czy nie odprawiasz ich bez żalu za swe winy codzienne, bez silnego postanowienia powrotu do swej dawnej gorliwości?
A jakżesz rzadkie i krótkie są twe odwiedziny u mnie w tabernakulum! Nigdy, ukochany mój Kapłanie, nie odprawiasz swych nawiedzeń w ten sposób przyjacielski, bym mógł z tobą rozmówić się serdecznie.
O, jak mię to wszystko boli!

Nie lękaj się zbadać w mej obecności, w świetle łaski najgłębszych tajników swej duszy.
Czy nie dostrzegasz tam myśli błahych i światowych, nieroztropnych wyobrażeń, spojrzeń zbyt swobodnych, pragnień słabo zwalczanych?
Czy nie musisz opłakiwać tego, iż często szukasz swych wygód, swego punktu honoru, swych ziemskich interesów. Czy nie dostrzegasz w swem sercu skrytych niechęci, zazdrości, niesprawiedliwych podejrzeń, braku pokory, posłuszeństwa względem swych Przełożonych?
A w stosunkach z wiernymi, czy nie ulegasz pożałowania godnej niecierpliwości? Czy nie dopuszczasz się nietaktów, nieroztropności, drażliwości, które rażą twe otoczenie, zasmucają twych przyjaciół, dziwią obcych i gorszą wiernych?

Jakaż szkoda dla ciebie, że nikt ci nie ukazuje smutnego stanu twej duszy. Lecz któżby się odważył podnieść w obecności twojej twe błędy i nie musiałby się obawiać, że zrani twoją pychę i wywoła twe oburzenie.
Zachowujesz jeszcze pozory. W swem zewnętrznem zachowaniu jesteś jeszcze Kapłanem, przedstawicielem Boga.
Jednakowoż przypominam ci czasem zdanie mych Ksiąg Świętych. Ziemia, która często pije rosę mej Jaski, a wydaje tylko głogi i ciernie jest bliska przekleństwa.
A zresztą dochodzi cię jeszcze czasem echo skarg twych wiernych zgorszonych i twych Przełożonych zaniepokojonych.
A nieokreślone niepokoje co do twego losu i co do twej wieczności jeszcze się czasem podnoszą w twej duszy.
Na te ciche upomnienia nie zwracasz uwagi, nie stosujesz się do nich, obruszasz się na nie. I zanurzasz się powoli w błocie grzechowem, zatwardziały w długiem życiu, zatwardziały i w starości zatwardziały może kiedyś w godzinę śmierci.

Jeśliby to był twój obraz, mój biedny Synu, nie wzbraniaj się przyznać. Wróć do swego Zbawiciela teraz, gdy jeszcze możesz Go znaleźć!
Wspomnij, z jakich wyżyn upadłeś. Przypomnij sobie lata pierwszej gorliwości w Seminarjum, postanowienia powzięte w czasie swych Święceń, żarliwość swych pierwszych lat Kapłańskich.
Podejmij z zapałem i stanowczością walkę przeciw złym skłonnościom. Nie daruj sobie żadnej winy.
Bądź, wierny swym ćwiczeniom pobożnym i odprawiaj codziennie Mszę św. tak, jakbyś przystępował do Ołtarza po raz ostatni.
Ożyw swe nabożeństwo do niej Matki i poświęć jej każdy dzień swego życia kapłańskiego.
Mnie dozwól, bym sam tłoczył prasę. Nie zawiedź nadziei, jakie położyłem w tobie.

III. Spowiedź Kapłana

Znam słabość ludzką. Człowiek podobny jest do listka zeschłego, który strąca najmniejszy powiew pokus. Podobny jest do kwiatu polnego, który rośnie przez czas jakiś, a potem więdnie i umiera. Podobny jest do cienia znikomego, który nigdy nie zostaje w tym samym stanie.
Człowiek urodzony z niewiasty żyje czas krótki, a życie jego napełnione jest nędzą. Jakżesz mógłby być w oczach moich czysty, kiedy jest tylko prochem?
Ale ja nie gardzę dziełem rąk swoich. Jeśli grzesznik upokorzy się przede mną i uzna swą nędzę, przyjmę go, przytulę, jak przygarnia ojciec swe dziecię odnalezione.

W miłosierdziu swem przyciągnąłem cię ku sobie, przygotowałem ci kąpiel ze swej własnej Krwi.
Jeśli ustanowiłem Sakrament Pokuty, to uczyniłem to przedewszystkiem dla mych Kapłanów, aby mogli zawsze przystępować do Ołtarza czyści i nieskalani.
Lecz, Synu mój, ty, który uczysz innych, nie zaniechaj pouczyć najpierw siebie samego. Im wyżej wyniesiony jesteś w godności, tern cięższe twe obowiązki.
Przed spowiedzią zbadaj w mej obecności swe sumienie, odnośnie do swego urzędu duszpasterskiego.
Dobry pasterz obchodzi się ze swemi owieczkami ze słodyczą, cierpliwością i bezinteresownością rozdziela swym wiernym obficie pokarm zdrowej nauki, rozgrzesza niestrudzenie grzeszników szuka owiec zbłąkanych, odwiedza, pociesza i krzepi chorych.
Czy pracujesz gorliwie nad rozszerzeniem mego królestwa, nad ugruntowaniem go przedewszystkiem w głębi swej duszy?
Czy starasz, się sprawować godnie święte Tajemnice i przyciągać mych wiernych do Ołtarza, na którym dla nich mieszkam?

Brat, wspomagany przez brata, podobny jest do miasta obwarowanego. Tym bratem jest spowiednik, przed którym często a regularnie będziesz wyznawał swe winy.
Niechże będzie dla ciebie wiernym przyjacielem, któryby cię upominał i dźwigał. Jeśliś znalazł tego przyjaciela, nie porzucaj go, gdyż skarb znalazłeś.
Bądź szczery względem niego, odkrywaj przed nim tajniki swej duszy i swe najskrytsze słabości; inaczej byłby ślepcem, prowadzącym ślepego: nie mógłby cię powstrzymać od upadku w rów.
Zbliżaj się do trybunału mego miłosierdzia z pokorą i ufnością. Wzbudź w swej duszy żal doskonały za swe upadki dawne i teraźniejsze, rozważając bezmiar miłości mej ku tobie, srogość mąk, jakie podjąłem, aby odpokutować za twe winy i ogrom zniewagi, zadanej przez ciebie Bogu, Dobru najwyższemu.
Przyrzeknij na przyszłość wierność i oddal od siebie okazje do grzechu.
Nikt nie będzie mógł powiedzieć, że któryś z mych braci, choćby najbiedniejszy i najbardziej grzeszny, podniósł ku mnie ręce błagalne, a był odepchnięty.

Moje Boskie Serce jest nieskończenie dobre. Zapomina całkowicie o krzywdach mu zadanych, byle dusza żałowała i oskarżała się szczerze.
Nie poprzestaję na zakryciu grzechów swem miłosierdziem. Nie! Gładzę je, aby Sprawiedliwość Boża nie mogła ich już znaleźć.
Jak Wschód oddalony jest od Zachodu, tak wspomnienie grzechów zgładzonych przez żal prawdziwy dalekie jest od mej pamięci.
Kapłanie mój, czy wierzysz niezachwianie w mą dobroć? Dlaczego po upadku z wahaniem zbliżasz się do swego Odkupiciela?
Jestem Bogiem miłosierdzia. Zawrotna liczba grzechów ludzkich nie może wyczerpać nieskończoności mej dobroci.
Jak lód topnieje za dotknięciem słońca, tak winy twe bywają zgładzone za dotknięciem mego miłosierdzia?
Jedna tylko rzecz tamuje potok mego miłosierdzia i nie dozwala mu zalać duszy grzesznika, mianowicie jego upór w złem i w nieufności ku Mnie.
Przebaczyłem Samarytance, Zacheuszowi, Magdalenie, Piotrowi, chciałem nawet przebaczyć Judaszowi, ale on aż do końca odpychał mą miłość.
Wczytuj się w Ewangelję. Jeśli znajdziesz w niej choć jedno słowo twarde, skierowane choćby do jednego grzesznika szczerze skruszonego, przyjdź do mnie z wyrzutami.
Lecz nie! Przeszedłem ziemię czyniąc dobrze, uzdrawiając wszelką chorobę i wszelką niemoc, Nie zgniotłem trzciny nadłamanej, ani nie zgasiłem lnu kurzącego się jeszcze. Nie przyzywałem piorunów niebieskich na tych, co nie chcieli mię przyjąć.
Mówiłem tylko grzesznikom: Idźcie, a nie grzeszcie więcej, wiara wasza was zbawiła.

Otaczam miłością swą wszystkich grzeszników i nie odstrasza mię nigdy szkarada zniewag, jakie mi w twarz rzucają.
Stoję u drzwi ich mieszkania z pokorą, słodyczą i cierpliwością; narażam się na pośmiewisko przechodniów i czekam w nadziei, że mi kiedyś otworzą i przyjmą swego Zbawiciela.
A jeśli mię odpychać będą do końca, przyślę im przecież w ostatniej chwili swą Matkę. A ona stanie u ich wezgłowia, jak niegdyś u stóp szubienicy łotra pokutującego i będzie się starała jeszcze w tej chwili zmiękczyć twarde ich serca, a jeśli posłuchają, dam im wieczne rozkosze mego nieba.
Człowiek cielesny nie pojmuje tych rzeczy, nie umie zmierzyć wysokości, głębokości i szerokości mej Miłości. Ale ja umarłem za każdą duszę i podjąłem w chwili Męki mojej najokrutniejsze cierpienia za swych Kapłanów.
Jeśli me Serce jest dobre i cierpliwe dla wszystkich ludzi, to dla ciebie, mój synu, przepełnione jest miłosierdziem i tkliwą miłością.
Niechże przyjdą do mnie wszyscy, obciążeni brzemieniem swych grzechów, a ja im ulżę.

do odsłuchania na kanale KuBogu

ORĘDZIE JEZUSA DO SWEGO KAPŁANA (MYŚLI REKOLEKCYJNE)
wydawnictwo oo. Redemptorystów Tuchów
IMPRIMATUR Wilno, dnia 28 października 1935 L569/35

To Orędzie Jezusa do swego kapłana poświęca autor Gwidonowi de Fontgalland, zmarłemu w r. 1925 w dwunastym roku życia.
Ów chłopczyk marzył o tem, by zostać kapłanem, lecz Jezus mu rzekł: „Będziesz moim aniołem”.

=> ORĘDZIE JEZUSA DO SWEGO KAPŁANA