Czystość Kapłana

II. Czystość Kapłana

Kocham dusze czyste. Moją Matką była Niepokalana, moim Ojcem przybranym był sprawiedliwy i czysty Józef, mym uczniem ukochanym był Apostoł-dziewiczy.
I tak w ciągu wieków zawsze z upodobaniem otaczałem się zastępem czystych kapłanów. Nic zbrukanego nie może się zbliżyć do mego Ołtarza.
Jak piękne jest w mych oczach to pokolenie dusz czystych! One są dla mnie koroną chwały, ozdobą i przedmurzem mego Kościoła, zawstydzeniem i postrachem szatanów.
Powołałem cię, mój synu, do godności mego dworzanina, a w niebie miejsce Twe będzie w orszaku Baranka bez zmazy.
Ach, jakże cię ukochałem !
Czystość kapłańska jest perłą drogocenną, lecz nosisz ją w kruchem naczyniu.
Zostawiłem ci twą ludzką naturę z jej skłonnościami do złego, jej namiętnościami i jej cichą pobłażliwością dla grzechu. Lecz równocześnie użyczyłem ci cząstki Boskiej mojej mocy, udarowałem cię łaską stanu w chwili święceń i nie przestaję cię wspierać swemi natchnieniami.
Zostawiłem ci ciało śmiertelne z jego słabościami, niestałością, odruchami buntu, ale przygotowałem dla ciebie pokarm niebieski, Chleb aniołów, swe Ciało i swą Krew, aby zgasić w tobie ogień grzechu, pokrzepić twe siły i podtrzymywać twą odwagę.
Dozwalam szatanowi zastawiać na ciebie sidła, wydawać ci nieustanne walki, lecz równocześnie powierzyłem cię swej Matce, Tej, która starła głowę wężowi. Ona będzie walczyć za ciebie, jeśli wiernie będziesz wzywał Jej pomocy. Z Jej pomocą możesz być pewnym zwycięstwa.
Lecz wiedz, że trzeba czuwać i modlić się nawet w starości i aż do śmierci.
Podejmij odważnie walkę. Nikt nie jest kuszony ponad swe siły. Ale nikt wieńca nie otrzyma, jeśli się nie potykał należycie.

Kapłanie mój, bądź czysty! Uczestniczysz w macierzyństwie Panny nad pannami. Ona obdarzyła mnie istnieniem ludzkiem, a ty mi dajesz byt sakramentalny. O, jakżesz powinieneś za Jej przykładem być czystym i bez plamy.
Oddzielony zostałeś od reszty ludzi, abyś do mnie tylko należał. Twe myśli, dążenia, pragnienia, uczucia, działalność, wszystko do mnie należy.
Jak ja, tak i ty powinieneś być na usługach dusz. Masz być pośrednikiem między Bogiem i ludźmi, pouczać wiernych, upominać ich, podnosić ich i odpuszczać im grzechy.

Bądź czysty! Jakżebyś bez tej cnoty mógł ludziom spojrzeć w oczy, zasiąść bez rumieńca w trybunale Pokuty, słuchać bez wyrzutów sumienia zwierzeń grzeszników, pobudzić ich do delikatnych, a uciążliwych wyznań i natchnąć ich obrzydzeniem dla tego straszliwego raka nieczystości, jeśliby widzieli, że toczy on twoje własne serce?
Jakbyś mógł publicznie głosić czystość obyczajów, wysławiać piękność niewinności, powstawać przeciw zgorszeniom, jeślibyś nie mógł zapytać bez obawy sprzeciwu: Kto z was dowiedzie na mnie grzechu?
I jakżeż, twe serce byłoby podłe, gdybyś udawał cnotę, mając sumienie splugawione!

Kapłanie mój, z racji swego posługiwania stykasz się nieustannie z błotem grzechowem. Występek nieczysty mówi do ciebie, spogląda na ciebie, otacza cię, ociera się o ciebie, idzie wszędy za tobą.
I jakżesz ustrzeżesz się tej ohydy, jeśli nie będziesz czuwał, stale trzymał się mej Boskiej ręki?
Nie możesz się zadowolić czystością połowiczną. Ścieżka grzechowa jest śliska, jeśli tylko krokiem na nią stąpisz przez twe drobne nieroztropności, czy będziesz się mógł zatrzymać i nie upaść w przepaść?
Bądź pokorny i nie ufaj sobie. Widziałem, jak upadały filary mego Kościoła, a zdawały się tak niewzruszalne, jak Hieronim na pustyni.
Nie miej się za bardziej cnotliwego, mniej narażonego na niebezpieczeństwa, albo mniej wrażliwego na ataki złego, aniżeli inni. Jeśliś nie upadł dotąd, wiedz, że to ja zachowałem cię od pokus do grzechu, litując się nad twoją słabością. Gdybyś zuchwale polegał na sobie, musiałbym ci odjąć Swą pomoc i zostawić cię samego w duchownej swojej nędzy.
Bądź czysty w swych myślach, pragnieniach, wyobraźniach, spojrzeniach, słowach, uczynkach i ruchach.
Bądź poważny i powściągliwy w swych stosunkach, rozmowach i całem postępowaniu.
Bądź uprzejmy dla wszystkich, ale nie spoufalaj się z nikim. Nie żałuj nikomu swego serca, sił, zdolności, ale strzeż z zazdrością dziewiczości swego serca.
Czuwaj nad swemi zmysłami. Jedna iskierka, jedno nieroztropne spojrzenie może rozniecić ogień tlejący pod popiołem i zniweczyć cnotę najhardziej wypróbowaną.
Umartwiaj swe ciało i podbijaj je w niewolę z obawy, byś innym przepowiadając sam siebie nie zgubił.
Unikaj jak węża okazji do grzechu. Jeśliby dla jej uniknięcia należało poświęcić swe oko, albo swą rękę, nie wahaj się. Inaczej upadniesz, zginiesz.
Wyznawaj pokornie swe winy. Uciekaj się do swej Matki Panny przeczystej, a potem podejmij walkę stanowczo, a z ufnością.

ORĘDZIE JEZUSA DO SWEGO KAPŁANA (MYŚLI REKOLEKCYJNE)
wydawnictwo oo. Redemptorystów Tuchów
IMPRIMATUR Wilno, dnia 28 października 1935 L569/35

To Orędzie Jezusa do swego kapłana poświęca autor Gwidonowi de Fontgalland, zmarłemu w r. 1925 w dwunastym roku życia.
Ów chłopczyk marzył o tem, by zostać kapłanem, lecz Jezus mu rzekł: „Będziesz moim aniołem”.

=> Powołanie kapłańskie
=> Dzień pierwszy – Orędzia Jezusa do Swego kapłana
=> Dzień drugi – Orędzia Jezusa do Swego kapłana


Komentarze są zamknięte.