Dzień pierwszy – Orędzia Jezusa do Swego kapłana

DZIEŃ PIERWSZY

KAPŁAN DRUGIM CHRYSTUSEM

I. Odwieczne wybranie kapłana

Synu mój, nie zostałeś powołany do życia przypadkowo. Nie przez przypadek otrzymałeś godność kapłaństwa.
Kiedy Ojciec mój przeznaczał mię na swego kapłana, przeznaczył i ciebie równocześnie na mojego sługę.
Od wieków wyznaczono ci postanowieniem niezmiennem miejsce przy mnie, zapisano twe imię na mej ręce, przeznaczono, abyś miał udział w mojej godności kapłańskiej.

Ojciec mój niebieski postanowił od wieków, że będę miał Matkę, która mię obdarzy naturą ludzką, dostarczy żertwy do mej ofiary krzyżowej.
Tym samym dekretem postanowił mój Ojciec, że będę miał kapłanów. Zadaniem ich powoływać mię do bytu sakramentalnego, dać mi możność ofiarowania się w dalszym ciągu swojemu Ojcu na ołtarzu.
Ach, ileż więzów łączy cię ze mną i z moją Matką. A początek tych więzów sięga wieczności; ukuto je licz twego pozwolenia i bez twojej zasługi.
Nic ty mię wybrałeś! Ja cię. wybrałem i ja cię uczyniłem kapłanem, abyś szedł i przynosił owoc.

Nikt nie przychodzi do mnie, jeśli go najpierw Ojciec mój nie przyciągnie. Nikt sam z siebie nie dostępuje godności kapłańskiej, tylko ten, kogo Bóg powoła, jak Aarona.
Wybrałem cię spośród tysięcy, mimo twą nicość, mimo twe grzechy i twe niewdzięczności. W przeddzień swej śmierci, kiedy ustanawiałem Sakrament Kapłaństwa wyróżniłem ciebie w szczególności; i ta myśl, że będziesz moim kapłanem, przyjacielem moim i współpracownikiem, dodawała mi odwagi w cierpieniu.
Kiedy po Ostatniej Wieczerzy modliłem się za swoich uczniów i tych, którzy na ich głos we mnie uwierzą, oko moje spoczęło z upodobaniem na tobie i modliłem się za ciebie i wyjednałem ci już naprzód siłę do godnego sprawowania twego wzniosłego urzędu.
Kiedy, konając na krzyżu, ujrzałem u stóp swoich wiernego ucznia, widziałem w nim ciebie i oddałem cię razem z nim swej Matce, aby czuwała nad tobą i nad twoją godnością kapłańską.
Kiedy po zmartwychwstaniu mojem rozsyłałem Apostołów, aby głosili ewangelję aż po krańce świata, wyznaczyłem już wówczas i tobie to miejsce, które później miałeś zająć w moim Kościele i przygotowałem ci dusze, które obecnie masz w swojej pieczy.
Synu mój, kochałem cię wówczas, gdy ty nic mogłeś mię jeszcze poznać. Z niecierpliwością oczekiwałem tej chwili, kiedyś się miał zjawić na ziemi i zająć przy mnie swe miejsce.
Z jak drobiazgową troskliwością wybierałem wówczas w mera sercu łaskę poświęcającą, która miała złączyć duszę twoją z moją i przygotować twe zupełne zjednoczenie ze mną w święceniach kapłańskich.

W twych latach dziecięcych, kiedy się jeszcze niczem nic wyróżniałeś od swych rówieśników, już troszczyli się o ciebie nieustannie moi święci aniołowie. Towarzyszyli ci z uszanowaniem, wiedząc, żeś moim wybrańcem. Czuwali pilnie, aby oddalać od ciebie niebezpieczeństwa, grożące ciału twemu i duszy. Przygotowywali cię stopniowo swemi tajemniczemi natchnieniami, byś zapragnął kapłaństwa. Wstawiali się za tobą, jeżeliś upadł, abym nie żałował, że cię wybrałem na swą służbę.
W dzień święceń twoich oddaliłem cię od reszty stworzeń i pociągnąłem cię do mego Serca. Posłałem ci mego Ducha Świętego. On przeniknął twą duszę nawskroś i wyrył na niej swe znamię boże, pieczęć mojego kapłaństwa.
W obliczu nieba i ziemi przypuściłem cię do udziału w mojej potędze, powierzyłem ci pełnię władzy nad moją osobą i nad owieczkami, odkupionemi ceną mej Krwi.
A to znamię wyciśnięte na Lobie jest niezniszczalne. Pan to poprzysiągł i nigdy słowa swego nic cofnie.
Jesteś kapłanem na wieki według obrządku Melchizedecha.

Synu mój, należysz, zatem do mnie. Wybrałem cię, abyś sprawował mą ofiarę, jesteś narzędziem mojego miłosierdzia dla grzesznego człowieka, jesteś moim kapłanem, drugim Chrystusem.
Obyś nie zawiódł nadziei, położonych w tobie, nie trwoń skarbów nagromadzonych w twej duszy i nic nadużywaj wszechmocy, jaką cię obdarzyłem.
Odtąd będziesz powtarzał ze mną we wszystkich okolicznościach: mam się zajmować sprawami Ojca mojego.

II. Kapłan pośrednikiem wraz z Jezusem

Jestem alfą i omegą, początkiem i końcem wszystkiego.
Byłem wczoraj, jestem dzisiaj i będę na wieki.
Jestem pierworodnym całego stworzenia, streszczeniem wszystkich dzieł Bożych. Jestem wszystkiem we wszystkiem.
Jestem Barankiem Bożym ofiarowanym od początku świata.
Na wszystkich miejscach i we wszystkich czasach składa się Ojcu mojemu ofiarę jedyną, ofiarę jego Syna wcielonego wśród ludzi.

Poruczyłem ci zadanie wspomagania mnie w mym urzędzie Arcykapłana ludzkości.
W tym celu powierzyłem ci władzę samego Stwórcy. Sprowadzasz mię na ołtarz. Dajesz mi byt sakramentalny i to codziennie zapomocą prostego słowa, wymówionego w mojem imieniu. Ukrywasz moje człowieczeństwo i Bóstwo moje pod postaciami odrobiny chleba i kropli wina.
Dałem ci prawo nauczania prawdy. Wręczyłem ci klucze umiejętności Bożej; otworzyłem ci księgę, zamkniętą na siedem pieczęci, które może przerwać jedynie sarn Baranek. Zwierzyłem ci wszystkie swe tajemnice z obowiązkiem głoszenia ich mojemu ludowi.
Ciebie jednego tylko tak uprzywilejowałem, że możesz mnie rodzić w duszach, przypuszczać człowieka do uczestnictwa w mojej naturze, zamieniać dusze w świątynie Ducha Świętego, w dzieci mojego Ojca niebieskiego, w dziedziców królestwa Bożego.
Dałem ci moc wskrzeszania dusz zmarłych przez grzech, przywracania im prawa do życia wiecznego i to tyle razy, ilekroć zapragniesz.
Czy pojmujesz, na jakie szczyty cię wyniosłem i do jakiego stopnia ja, Bóg twój, raczyłem się uzależnić od twojej pomocy?
Dopomagaj mi przeto. Bądź moim kapłanem, bądź pośrednikiem ze mną i przeze mnie między Bogiem a ludźmi.

Żal mi serdecznie rzeszy tych ludzi, których przyjąłem za braci. Widzę ich leżących wedle drogi, okrytych ranami grzechowemi… a niema, ktoby wlał w ich rany oliwy i wina.
Uczyniłem cię miłosiernym Samarytaninem, abyś leczył wszystkie ich choroby i koił wszystkie ich cierpienia.
Nie usuwaj się, mój Synu, nigdy od lego obowiązku miłosiernego.
Dusze, które odkupiłem Krwią swoją, rozproszyły się jak owce bez pasterza i narażone są na błędy i występki. Dałem ci do ręki swoją boską łaskę. Idź przed niemi, prowadź je na pastwiska obfite, broń je przed błędnemi naukami, przeciwstawiaj się mężnie zgorszeniom i oddalaj od mej trzody wilki drapieżne.
Jaka szkoda byłaby dla mnie i jakie nieszczęście dla ciebie, gdyby któraś z tych owieczek zginęła przez twe niedbalstwo!

Mimo, że pragnąłem tego gorąco, przecież nic mogę być obecnym w sposób widzialny na całej ziemi, aby pocieszać strapionych, pouczać nieumiejętnych, ulgę przynosić nieszczęśliwym i leczyć przeróżne niemoce nękające me dzieci.
Ale stworzyłem ciebie, mego kapłana, abyś, jako drugi Chrystus, był ze mną dobrym pasterzem, wiernym przyjacielem, ojcem syna marnotrawnego, miłosiernym lekarzem.
Dopomagaj mi przeto ze wszystkich swych sił i zastępuj mię wobec grzeszników i nieszczęśliwych. Staraj się o to, bym mógł za twojem pośrednictwem otworzyć swym dzieciom skarby miłości i miłosierdzia, ukryte w mem sercu.

Przed odejściem z tej ziemi ustanowiłem N. Sakrament. Ciężko mi bowiem było rozłączyć się ze swemi dziećmi i zostawić je sierotami.
Poruczyłem ci zadanie, byś mię codziennie sprowadzał na ołtarz, przygotowywał mi przytułek w tabernakulum.
Niestety, jakże jestem osamotniony i zapomniany w tern więzieniu, w którem zamknęła mię miłość. Ty przynajmniej odczuwaj przykrość, jaką mi sprawia to opuszczenie. Dlaczego nie przyprowadzasz do stóp moich tych, których tak ukochałem, a którzy mnie tak bardzo potrzebują?
Nie lękaj się. Jeżeli już dziś rozpoczniesz być pośrednikiem ze mną, zapomnę o twych dawnych niedbalstwach, naprawię zło, sprawione przez twą oziębłość.
Kochaj mię i proś moją Matkę o łaskę, żebyś odtąd mógł być moim prawdziwym kapłanem.

III. Kapłan ofiarą z Jezusem

Jestem Kapłanem i Ofiarą w jednej osobie. Ofiary Starego Zakonu miały wartość jedynie w odniesieniu do mojej przyszłej ofiary krzyżowej.
W Nowym Zakonie jestem Ofiarą, która się składa od krańca ziemi do krańca na wszystkich ołtarzach całego świata.
[ zostanę w Eucharystji św. jako Ofiara aż do skończenia wieków, ukryły pod nikłemi postaciami, uniżony przed swym Ojcem, unicestwiony przed jego nieskończonym majestatem.
Żyję w całym Kościele, ale prześladowany przez, wrogów’, wzgardzony przez największą część ludzi, często zdradzany przez własne dzieci.

Synu mój! Powołano cię wyrokiem odwiecznym, byś był moim kapłanem, tym samym wyrokiem wyznaczono, byś był ze mną ofiarą.
Matka moja, obdarzając mię naturą ludzką, dała mi możność stania się kapłanem i ofiarowania się memu Ojcu. Ale, gdy dawała przyzwolenie na moją ofiarę, serce jej przeszyto zostało mieczem boleści.
Ty również dajesz mi byt sakramentalny i ofiarujesz mię na ołtarzu, jak Ona złożyła mię w ofierze na Kalwarji. Ale jeśli jesteś drugim Chrystusem, nie, możesz mię ofiarować, nie, składając się w ofierze razem ze mną.
Na ołtarzu przyswajasz, sobie moje Ciało i moją Krew, ale jeśli chcesz godnie przyswoić sobie Ofiarę, musisz się sam w żertwę przemienić.

O, nie usuwaj się od tego niezrównanego zaszczytu, że możesz być ofiarą razem ze mną.
Niech cię nie przeraża rola ofiary, którą przyjmujesz, wraz ze mną na siebie.
Ziarnko pszeniczne nie mogłoby wzejść, ani wydać owocu, gdyby go się nie wrzuciło w ziemię, aby w niej zgniło.
Syn człowieczy nie mógł wejść do swej chwały, zanim się nie nacierpiał i nie umarł na krzyżu. Bez wylania krwi niema odkupienia.
Jesteś współodkupicielem; musisz umrzeć ze mną i być złożonym do grobu, aby móc następnie zmartwychwstać i zasiąść w chwale u mego boku.
Świat będzie się weselił, gdy ty będziesz cierpiał; bądź jednak cierpliwy; cierpienie minie a radość twa końca mieć nie będzie.
Błogosławiony, kto zrozumiał tajemnicę krzyża. Błogosławiony, kto się nie zgorszył na widok mych poniżeń. Błogosławiony, którego nie zdziwią próby, jakie zsyłam na swe najlepsze sługi.
Błogosławiony kapłan, który z radością przyjmuje wybraną cząstkę cierpienia przeznaczoną mu przeze mnie, albowiem męka moja jeszcze się nie skończyła.
Błogosławiony, kto trwa ze mną aż do Kalwarji, kto znosi urągania i prześladowania, aby mi zostać wiernym.

Synu mój! Bardziej mi się podoba twa cierpliwość, aniżeli twój gorączkowy pośpiech. Cierpienie twe wydaje więcej owoców aniżeli twa działalność. Twe zawody więcej mi dusz zyskują, aniżeli twe powodzenie.
Bądź ze mną ofiarą. Kiedy trzymasz mię w swych rękach przy ołtarzu, gdy podnosisz Hostję świętą, oddaj się ze mną naszemu Ojcu niebieskiemu, zdaj się na Niego, na wszystkie Jego zamiary teraźniejsze i przyszłe, tyczące się ciebie i twoich w czasie i wieczności.
Chcesz być prawdziwym mym uczniem? Weźmij krzyż mój, a pójdź, za mną.
Świat będzie cię nienawidził i będzie cię prześladował. Będzie spoglądał na ciebie z pogardą, gdyż, jesteś mym kapłanem, gdyż suknia twa głosi mu pokutę, gdyż cnota twa wyrzuca mu jego występki.
Na ziemi doznałem od przeważnej części ludzkości nieprzyjaźni, obojętności i niewdzięczności. Tak i ty nie zaznasz tutaj ani pokoju, ani odpoczynku. Nie może to być, aby się lepiej obchodzono z uczniem, aniżeli z Mistrzem.
Cierpiałem na ziemi z powodu osamotnienia serca, opuszczenia przez swoich, nawet najlepszych przyjaciół. I ty będziesz miał udział w tym krzyżu.
Przypomnij sobie wówczas, że jestem zawsze przy tobie.
Matka moja towarzyszyła mi aż na Kalwarję; i ciebie również nie opuści.
Uciski serca, wątpliwości dolegliwe cię ogarną na widok twych ciężkich obowiązków i twej nieudolności. Połączysz je z mym smutkiem w Ogrojcu, z uczuciem wstrętu i lęku, jaki mię wówczas przygniatał.
Słabości ciała będą twą udręką i będą podkopywać siły, którebyś chciał poświęcić na mą służbę.
Przypomnij sobie wówczas, że jesteś ze mną oliarą, że więcej zasług zdobywasz swem cierpieniem, aniżeli jakiemikolwiek czynnościami.
Przyjdzie wreszcie i śmierć i będziesz patrzał z przerażeniem na jej zbliżanie się, mając przed oczyma i mnogość swych niewierności i surowość sądu.
Jednocz się z mem konaniem na Krzyżu. Byłem opuszczony przez Ojca, aby ci wysłużyć łaskę przyjęcia kiedyś przez. Niego, mimo twej nędzy.

Odwagi, mój Synu. Dźwigaj dzielnie mój krzyż i chodź za mną. Nic dozwolę, abyś miał upaść pod jego ciężarem.
Próby, jakie mój Ojciec zamierza zesłać na ciebie, aby cię upodobnić do mnie, nie spadną naraz. Rozdzielę je na całe twe życie i będę je przeplatał pociechami i radościami serdecznemi.
Jarzmo moje jest słodkie, a brzemię moje lekkie Czyż nie jestem Mocnym w Izraelu? Czyż nie byłem siłą męczenników pośród okrutnych katuszy?

do odsłuchania na kanale KuBogu

ORĘDZIE JEZUSA DO SWEGO KAPŁANA (MYŚLI REKOLEKCYJNE)
wydawnictwo oo. Redemptorystów Tuchów
IMPRIMATUR Wilno, dnia 28 października 1935 L569/35

To Orędzie Jezusa do swego kapłana poświęca autor Gwidonowi de Fontgalland, zmarłemu w r. 1925 w dwunastym roku życia.
Ów chłopczyk marzył o tem, by zostać kapłanem, lecz Jezus mu rzekł: „Będziesz moim aniołem”.