22 grudnia Żywot świętej Anastazji, Męczenniczki

(Żyła około roku Pańskiego 305)

Anastazja była córką znakomitego rzymianina Pretekstata, poganina, i matki chrześcijanki, która ją zaznajomiła z prawdami wiary świętej i wszczepiła w nią szczerą pobożność. Zanim dziewczę doszło do lat panieńskich, odumarła ją matka, ale Anastazja już była utwierdzona w miłości Boga, skromności, pokorze i miłosierdziu względem nieszczęśliwych. Cnoty te rozkwitły w niej w całej pełni pod kierownictwem świątobliwego kapłana Chryzogona, który był jej nauczycielem.

Ojciec zmusił ją, aby wbrew swej woli oddała rękę Publiuszowi, młodzieńcowi znakomitego rodu, ale poganinowi. Małżeństwo to było dla niej źródłem niewypowiedzianych goryczy i srogich udręczeń, gdyż Publiusz był człowiekiem pozbawionym serca, oddanym całkowicie zmysłowym uciechom. Łagodność, dobroć i pobożność żony nie tylko nie budowała go, ale była mu wprost wstrętna. Anastazja znosiła utrapienia i dokuczliwości z niemą cierpliwością, szukając pociechy w modlitwie i dobroczynności, do czego dużo sposobności dawało jej nakazane przez Dioklecjana prześladowanie chrześcijan. Anastazja rozporządzała wielkim majątkiem, więc przebrana w ubogie szaty chodziła potajemnie w towarzystwie jednego sługi do więzień, przekupywała dozorców i straże i krzepiła biednych więźniów nie tylko pokarmem i napojem, ale i duchowną pociechą i zachętą do wytrwałości.

Publiusz wiedział o tym, a chcąc jej dokuczyć, łajał ją za to i szydził z niej, a nawet jak mógł przeszkadzał jej w pełnieniu tych chrześcijańskich uczynków, Anastazja nie traciła zimnej krwi, zawsze była spokojna, łagodna i uprzejma i nigdy nie unosiła się niecierpliwością. Publiusz, nie mogąc pojąć jej szlachetności, kazał ją uwięzić w domu i traktować jak niewolnicę. Około tego czasu pojmano także Chryzogona i osadzono w ciemnym lochu. Któż opisze męki i cierpienia Anastazji, które jej sprawiało nie tyle okrutne postępowanie męża, ile niemożność niesienia pomocy chrześcijanom a szczególniej drogiemu swemu nauczycielowi Chryzogonowi! Bez ustanku błagała Niebiosa o wolność, aż wreszcie Bóg wysłuchał jej modlitwy.

Święta Anastazja

Publiusz udał się do Persji jako poseł cesarski. Przed odjazdem obostrzył jeszcze niewolę małżonki, ale w drodze umarł, zostawiając Anastazji ogromny majątek. Świątobliwa wdowa użyła go na ulżenie nędzy prześladowanych chrześcijan. Ponieważ Chryzogona wywieziono do Akwilei, gdzie nad wyznawcami Chrystusa w straszny sposób się znęcano, Anastazja przeniosła się do tego miasta, aby znaleźć obszerniejsze pole dla swej dobroczynnej działalności. Po rychłej śmierci Chryzogona udała się do Ilirii, aby nieść pomoc tamtejszym chrześcijanom, zaciekle prześladowanym przez namiestnika Florusa. Po niedługim czasie szpiedzy dowiedzieli się, że jest chrześcijanką i donieśli o tym Florusowi. Ten zapytał ją o pochodzenie i stosunki rodzinne, a dowiedziawszy się, że była żoną Publiusza, starał się ją namówić, aby porzuciła chrześcijaństwo; gdy zaś nic nie mógł wskórać, wydał ją w ręce cesarza. Dioklecjan, w którym chciwość górowała nad okrucieństwem i który miłował pieniądze więcej aniżeli bogów, zaczął ją badać, jak wielki jest jej majątek. Anastazja odpowiedziała: „Gdybym miała jeszcze cokolwiek grosza, nie wydałabym się z tym, lecz wspierałabym pokryjomu moich współwyznawców. Majątek mój wyczerpał się niestety; już nie mogę czynić dobrodziejstw i udzielać jałmużn, mam bowiem tylko jeszcze to liche życie, które gorąco pragnę złożyć Bogu w ofierze, aby mieć udział w doczesnych cierpieniach mych braci w Chrystusie, z którymi dotychczas dzieliłam swe mienie”. Dioklecjan nie mógł pojąć takiej szlachetności i bezinteresowności, odesłał zatem Anastazję Florusowi. Ten nie szczędził obietnic ani surowych pogróżek, aby ją nakłonić do wyrzeczenia się wiary, a w końcu dał jej trzy dni do namysłu. „Po co trzy dni? – zawołała Anastazja. – Postąp ze mną tak, jakby te trzy dni już minęły, gdyż postanowienie moje jest niezachwiane. Do waszych bogów czuję wstręt. Wielbię tylko Chrystusa Pana i gotowani za moją wiarę oddać życie”. Rozwścieczony tymi słowami Florus skazał ją na męki, a w końcu na śmierć na stosie. Wyrok wykonano dnia 25 grudnia roku 305.

Nauka moralna

Święta Anastazja słusznie może uchodzić za wzór chrześcijańskiej małżonki. W domu męża żyła skromnie i w zaciszu, stroniąc od marnego blichtru i złudnych rozkoszy tego świata; żyła tak, jak niewiasta, „która boi się Pana”. Bojaźń Boża jest nade wszystko potrzebna białogłowie, gdyż:

1) Niemałe są strapienia w małżeństwie. Pominąwszy różne zmartwienia, kłopoty gospodarskie, troskę o dzieci, nieprzyjemności i zatargi ze służbą, choroby, wypadki śmierci, widzimy, że małżeństwo jest rodzajem jarzma, poddaństwa i wyrzeczenia się osobistej wolności; jest ono oddaniem się osobie, której usposobienie, humor, skłonności są zmienne, której słabości, charakter i ułomności wtedy dopiero poznajemy, gdy już nie możemy cofnąć uroczyście danego słowa. Od poddaństwa tego nie podobna się uwolnić bez ciężkiego grzechu wobec Boga i wielkiego zgorszenia bliźnich. Cóż za nieopisana męka żyć wespół z osobą, której przywyknienia, zwyczaje, sposób myślenia są dla nas ustawicznym kamieniem obrazy; z osobą, od której tylko jedna śmierć może nas uwolnić? Zaiste, aby to znieść cierpliwie, potrzeba nadzwyczajnej cnoty i nadprzyrodzonej bojaźni Bożej.

2) Niemniejsze są i niebezpieczeństwa stanu małżeńskiego. Jeśli biedna żona w cierpieniach swych nie znajduje w mężu pociechy ni podpory, czyż jej nie będzie szukać poza domem, jeśli jej nie powstrzyma bojaźń Boża? Miłość i przywiązanie żony do męża nigdy nie powinny w jej sercu stłumić miłości Boga. Niechaj nigdy nie zapomina słów świętych: „Winniśmy więcej słuchać Boga niż ludzi”. Zachodzą okoliczności, kiedy żona powinna stawić opór, np. gdy mąż żąda, aby brała udział w jego namiętnościach i bezprawiach; w takich wypadkach nigdy jej nie wolno zapomnieć o swych religijnych obowiązkach. Od takich niebezpieczeństw ocalić ją może tylko bojaźń Boża, którą zaleca apostoł św. Paweł, mówiąc: „Tym, którzy się boją Boga, wszystko wiedzie się jak najlepiej”.

Modlitwa

Boże i Panie mój, spraw miłościwie, aby przykład Twych Świętych coraz więcej nas zachęcał do naśladowania. Na cóż by się nam bowiem zdało, gdybyśmy cnotę jedynie podziwiali, a nie starali się jej naśladować. Ażebyśmy więc zdołali wejść na tę drogę, racz nas, Boże, pokrzepić i utwierdzić łaską Twoją świętą. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa. Amen.

Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.


Komentarze są zamknięte.