19 grudnia Żywot świętego Tymoteusza i Maury, Męczenników

(żyli około roku Pańskiego 304)

Święty Tymoteusz przyszedł na świat w Perapie, niewielkim miasteczku w Tebaidzie. Biskup miejscowy, widząc w min od lat najmłodszych wzorową pobożność, skłonił go do przyjęcia niższych święceń. Ponieważ według praw Kościoła, ci którzy mają tylko niższe święcenia, mogą się żenić, więc Tymoteusz pojął w małżeństwo młodą chrześcijankę imieniem Maura, zacną dziewicę, lecz ozięble służącą Panu Bogu.

W trzy tygodnie po ich ślubie wszczęło się w Tebaidzie prześladowanie wiernych. Przybyły do Perapy wielkorządca cesarski Arian kazał wyszukiwać wyznawców Chrystusowych i jako jeden z pierwszych został uwięziony Tymoteusz. Wielkorządca, wezwawszy go przed siebie, spytał jakiego jest wyznania i z jakiego pochodzi stanu. „Jestem chrześcijaninem – odpowiedział Tymoteusz – i pełnię przy kościele tutejszym urząd lektora, który mi wyznacza czytanie ksiąg świętych przed ludem”. – „Czy znasz – zapytał znowu Arian – wyroki cesarskie, wymierzające kary na tych, którzy nie oddają czci naszym bożkom?” – „Znam je – odpowiedział Święty – i wiem, że kto by tego uczynić nie chciał, ulegnie śmierci i ciężkim mękom, ale gotów jestem na wszystko, byle Boga mojego nie odstąpić”. – „A czy widzisz – zawołał wielkorządca – narzędzia męczeńskie, które się tu znajdują? Gdy cię wezmą na tortury, zapewne przestaniesz tak zuchwale odpowiadać!” – „Widzę te barbarzyńskie narzędzia — odpowiedział Tymoteusz – ale czy ty widzisz aniołów Boga wszechmogącego, którzy mnie otaczają, aby mi wśród męczarni dodać męstwa?” Za tę odpowiedź kazał mu tyran włożyć w uszy żelazne, do czerwoności rozpalone pręty, wskutek czego oczy zaszły mu krwią i zaniewidział, ale mimo strasznego bólu głośno dziękował Bogu za łaskę męczeństwa i odmawiał psalmy. Wielkorządca kazał go teraz powiesić za nogi, z kamieniem u szyi i z kneblem w ustach, aby nie mógł mówić, a gdy i przez tak barbarzyńską katuszę nie wymógł na nim oddania czci bożkom, posłał po jego żonę, przekonany, że za jej pośrednictwem łatwiej go do tego przywiedzie. Maura, która była słabej jeszcze wiary, a namiętnie kochała męża, usłuchała namowy wielkorządcy i udawszy się do więzienia, rzuciła się Tymoteuszowi do nóg, prosząc go i zaklinając na miłość, jaką miał dla niej, aby dla uratowania życia pozornie oddał cześć bożkom. Tymoteusz odsunął się od niej, a gdy mimo to nie przestała nalegać, rzekł do niej z wielką powagą, chociaż bardzo rozrzewniony: „Mauro, czy słyszę słowa chrześcijanki czy poganki? Cóż się z tobą stało? Gdzie się podziała wiara święta, w której cię wychowano? Zamiast żebyś mnie zachęcała do zniesienia dla Chrystusa cierpień chwilowych, po których czeka mnie wieczne szczęście, ty ośmielasz się namawiać mnie, abym za cenę krótkiego życia skazał się na wieczne męki? Czyż na to mnie miłujesz, abyś mnie zgubiła, i na to stałaś się moją małżonką, aby mnie kusić? Jesteś chrześcijanką tak jak ja chrześcijaninem, bądź więc podobnie wierna Chrystusowi!”

Pod wpływem tych słów i łaski Bożej w sercu Maury zaszła głęboka zmiana. „Przebacz mi – zawołała – mężu najdroższy, przebacz mi moją bezbożność, nikczemność i małoduszność! Już nie tylko nie nakłaniam cię, abyś wielkorządcy słuchał dla uwolnienia się od mąk, które cię jeszcze czekają, lecz owszem proszę cię i błagam, nie odstępuj Chrystusa, chociażby cię w kawałki poszarpano. Oświadczam ci zarazem, iż sama za najszczęśliwszą bym się poczytała, gdybym mogła odpokutować mój upadek śmiercią za wiarę, i wraz z tobą pozyskać koronę męczeńską. Co więc mam czynić, aby tego dostąpić?” – „Droga Mauro! – odpowiedział jej na to uradowany Tymoteusz – pociecha, jaką mi sprawiasz tym co mówisz, zatarła w mojej pamięci wszystko, co wycierpiałem. Dziękujmy Bogu za łaskę, którą nas obdarza, i trwajmy stale w Jego wyznaniu. Nie ma czasu do stracenia. Idź do wielkorządcy i oświadcz mu, że nie tylko nie chcesz mnie przywodzić do oddania czci bożkom, lecz sama jesteś gotowa ponieść największe męki dla Chrystusa”. To przeraziło Maurę: „Nie śmiem żywić nadziei – rzekła do męża – abym się na to zdobyła. Może lepiej zaczekać, aż mnie powołają?”, lecz Tymoteusz przypomniał jej, że nie na siebie samą ale na łaskę Chrystusa liczyć powinna, pomodlił się z nią, pobłogosławił ją, a Maura, poszedłszy do wielkorządcy, wręcz mu oświadczyła, że żałuje tego, co za jego radą uczyniła, ponieważ także jest chrześcijanką i gotowa ponieść śmierć i męki za wiarę.

Zdziwiony tym Arian przypisywał według zwyczaju pogan tę nagłą zmianę w Maurze czarnoksięskiej sztuce Tymoteusza, a chcąc ją od śmierci zachować, rzekł do niej: „Widać, że mąż twój jest czarnoksiężnikiem. Posłuchaj więc mojej rady i pozostaw go w jego szalonym uporze; jego już nic nie opamięta, musi śmierć ponieść, ciebie natomiast, jeśli oddasz cześć naszym bogom, wydam za mąż za jednego z wodzów wojsk cesarskich, z którym będziesz żyła szczęśliwie i będziesz jedną z pierwszych pań tego kraju”. Maura odpowiedziała mu na to z oburzeniem, że jeśli jej męża zamordują, to nie będzie miała innego oblubieńca jak Chrystusa, w którego Królestwie niebieskim ma nadzieję niedługo połączyć się ze swoim ukochanym Tymoteuszem. Arian wpadł w wściekłość i kazał jej odciąć palce, ale Maura dziękowała Bogu, żywiąc nadzieję, że przez tę mękę odpokutuje lekkomyślność, jakiej się dopuszczała, gdy rąk używała do przystrajania swojego ciała. Następnie kazał ją Arian wrzucić w kocioł wrzącej wody, lecz Święta, jakby najmniejszego nie czuła bólu, prosiła Pana Boga, aby ten ukrop obmył jej duszę z wszelkich skaz grzechu, i wyszła z kotła żywa i zdrowa. Wielkorządca, uderzony tym cudem, chciał świętą Maurę po tej katuszy odprawić do domu, lecz inni urzędnicy ostrzegli go, że tym sposobem złamałby swój obowiązek i rozzuchwaliłby chrześcijan. Zaniepokojony Arian, chcąc się oczyścić w ich oczach, kazał lać na świętą Męczenniczkę wrzącą siarkę ze smołą. Barbarzyństwo to zgrozą przejęło nawet pogan, lecz Maura szydziła z tej katuszy, jakby jej wcale nie czuła. Wtedy Arian wydał wyrok, aby oboje świętych małżonków rozpięto na krzyżu i pozostawiono na nim aż skonają, chyba żeby zgodzili się na oddanie czci bożkom.

Rozpięci na krzyżach, wisieli na nich przez kilka dni, a w ciągu tej strasznej męki razem się modlili i dodawali sobie siły. Na koniec poleciwszy się Panu Bogu, prawie w jednej chwili oddali w Jego ręce ducha. Ponieśli śmierć męczeńską dnia 18 grudnia około roku Pańskiego 304. W późniejszych czasach zbudowano w Konstantynopolu na przedmieściu Pera wspaniały kościół pod ich wezwaniem, z czego wnosić można, że tam ich ciała zostały przeniesione.

Nauka moralna

Czy namawiając męża do porzucenia oporu, nie dopuściła się Maura ciężkiego grzechu? Jej chęci były wprawdzie dobre, gdyż pragnęła ocalić Tymoteusza, ale pozory często mylą. Ten, kto drugiego namawia do grzechu, albo mu daje dobrowolnie i umyślnie do niego sposobność, dopuszcza się zgorszenia. Dopuściła się go Maura, boć przecież jako chrześcijanka powinna była wiedzieć, że nie godzi się jej zabijać męża na duszy, by go ocalić cieleśnie; powinna była wiedzieć, że większa miłość należy się Bogu niż mężowi.

Święci Tymoteusz i Maura

1) Zgorszenie jest wielkim grzechem. Poświadcza to sam Pan Jezus u świętego Marka, mówiąc: „Biada zgorszycielowi! Kto jednego z tych małych, co we Mnie uwierzyli, zgorszy, temu lepiej by było przywiązać kamień młyński do szyi i wrzucić go w morze”. Gorszyciela nazywa Pan Jezus wprost szatanem. Przebaczył Piotrowi, gdy Go się wyparł, ale uniósł się gniewem przeciw niemu, gdy Go Piotr chciał odwieść od pójścia na mękę do Jerozolimy. Słusznie złajał go gromkimi słowy: „Odstąp ode Mnie, szatanie, gorszysz Mnie!” Jeśli Pan Jezus nazywa szatanem ulubionego Piotra, który z miłości i przywiązania pragnął Go uchronić od śmierci krzyżowej, jakże nazwać takiego, który umyślnie do złego namawia? Każdy gorszyciel, każdy podżegacz do złego, jest rzeczywiście wrogiem i przeciwnikiem Boga, gdyż stara się przyprawić o wiekuistą zgubę dusze, którym Bóg przelewem swej krwi przenajświętszej chciał zapewnić wieczne szczęście i zbawienie. Często jest on nawet gorszy od szatana, bo swą złość stara się okryć płaszczykiem cnoty i uczciwości.

2) Iluż mamy gorszycieli i jak częste jest zgorszenie! Iluż mamy takich, którzy plugawymi i bezwstydnymi słowy, bluźnierstwami i bezbożnością starają się szerzyć zgorszenie? Okazują oni swoje moralne zepsucie ubiorem, szerzą książki polecające rozpustę i wszeteczeństwo, wieszają po ścianach obrazy wywołujące rumieniec wstydu na licach i otwierają swe domy pijakom, szulerom, bezbożnikom i szydercom z wiary i religii. Zgorszenie sieją przełożeni, którzy zamykają oczy na nadużycia podwładnych, zgorszenie sieją rodzice ślepi na wady i zdrożności dzieci, nauczyciele zbyt pobłażający uczniom. Jak mało mamy naśladowców Tymoteusza, a jak wielu naśladowców Maury, która przynajmniej swym dalszym postępowaniem i męczeńską śmiercią powetowała wyrządzone zło!

Modlitwa

Boże, któryś świętych Tymoteusza i Maurę, Męczenników Twoich, wzajemnym przykładem wytrwałości w wierze świętej utwierdzić raczył, spraw łaskawie, prosimy, abyśmy jedni drugich i słowem i przykładem do cnoty zachęcając, za ich pośrednictwem wszyscy razem w Niebie chwalili Cię na wieki. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa. Amen.

Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.


Komentarze są zamknięte.