18 grudnia Żywot świętego Wunibalda, opata

(Żył około roku Pańskiego 760)

W roku 722, po śmierci króla angielskiego Ryszarda w mieście Luce we Włoszech, synowie jego Wunibald i Wilibald puścili się w drogę do Rzymu, pomodlili się u grobu świętych apostołów, a potem rozstali się. Wilibald wybrał się do Jerozolimy do Grobu Chrystusa Pana, a Wunibald pozostał w Rzymie, gdyż już od dawna czuł w sobie niepowstrzymany pociąg do stanu duchownego. Przyjąwszy niższe święcenia postanowił wrócić do Anglii, gdzie pobożna matka i siostra Walburga powitały go z wielką radością. Mimo to niedługo między nimi zabawił; zatęskniwszy bowiem za Rzymem, postanowił wrócić do tego miasta Męczenników Pańskich, aby w murach klasztornych wieść życie zakonne. Towarzyszyło mu w tej podróży kilku znajomych i krewnych. Gdy już niejaki czas kosztował słodyczy samotności klasztornej, przybył niespodzianie do Rzymu wuj jego, Bonifacy, i wezwał go, aby mu towarzyszył do Niemiec i wziął udział w nawracaniu pogan. Posłuszny Wunibald udał się do Turyngii, a wyświęcony na księdza zawiadywał siedmiu nowo utworzonymi parafiami.

Już kilka lat pracował w winnicy Pańskiej, gdy go doszła wieść, że brat jego Wilibald został biskupem eichstadzkim. Przeniósłszy się do jego diecezji, zamieszkał w puszczy heidenheimskiej, pełnej dzikich zwierząt. Towarzyszyło mu tam kilku mężów zamiłowanych w samotności i gorliwych w szerzeniu światła Ewangelii. Ściąwszy kilkaset drzew, wystawili sobie kościół i chatki. Tak powstał klasztor, a nauki zakonników tak podziałały na okolicznych mieszkańców, że wyrzekli się bałwochwalczych przesądów. Pierwszym opatem klasztoru heidenheimskiego został Wunibald.

Po śmierci matki sprowadził św. Wunibald swą siostrę Walburgę do siebie. Święta dziewica przybyła w orszaku trzydziestu towarzyszek, po czym udała się do Wilibalda, który wtedy bawił w Turyngii. Przybywszy do niego, zwierzyła mu się, iż wraz z towarzyszkami pragnie poświęcić się służbie Bożej w klasztornym odosobnieniu. Wunibald wystawił jej klasztor, który wkrótce stał się błogosławieństwem dla całej okolicy, ale gdy Święty osiadł w Heidenheimie, Walburga przeniosła się za nim do tej miejscowości, aby i tam zbudować schronienie dla dziewic, które by chciały porzucić świat i oddać się wyłącznie służbie Bożej. Trzeba wiedzieć, że klasztory były wówczas jedynymi krzewicielami oświaty, szerzycielami wiary, przybytkami nauk i sztuk, a nadto przytułkami niewinności i cnoty. Stamtąd wychodzili głosiciele Ewangelii, a przykład i żywe słowo mnichów wydobywały biednych pogan z pęt bałwochwalstwa i błota niemoralności. Mnisi trzebili lasy, uprawiali rolę, pod ich gościnnym dachem znajdował wędrowiec przytułek i pożywienie, grzesznik pociechę i pojednanie z Bogiem. Bez klasztorów nie mógłby był ówczesny Kościół rozwinąć tak błogiej działalności, gdyż zakonnicy byli najdzielniejszymi jego pracownikami. Wunibald wraz z Walburga wyświadczał owym krajom przez zakładanie klasztorów niesłychane dobrodziejstwa. Nie odstraszały go od tej zbożnej pracy żadne niebezpieczeństwa. Jedna z zakonnic, która skreśliła jego żywot, pisze o nim: „Ani groźby złych, ani obłudne słowa pochlebców nie zdołały go sprowadzić z prostej drogi. Niezachwiany w wierze, śmiało wyrzucał niewiernym niedorzeczność bałwochwalstwa. Był wszystkim dla wszystkich, litościwym dla uciśnionych, miłosiernym dla ubogich, łagodnym dla posłusznych. Miłością zjednywał sobie serca, bo tylko ten, kto miłuje, znajdzie chętne ucho i chętne serce”.

Liczne podróże po Bawarii podkopały wreszcie zdrowie Wunibalda i przyprawiły go o wiele różnych chorób, które znosił z podziwu godną cierpliwością. Chociaż słaby, puścił się pod koniec roku 760 do Fuldy, aby się tam pokrzepić rozmową ze św. Bonifacym i jego bracią. Tam trzy tygodnie przeleżał na łożu w ciężkich cierpieniach, ale w końcu przyszedł do siebie na tyle, że mógł wrócić do domu. Przed śmiercią odwiedził go brat Wilibald i spędził z nim cały dzień na modlitwie i budujących rozmowach.

Nazajutrz zebrał Wunibald wszystkich braci zakonnych i upominając ich, wzniósł oczy ku Niebu, mówiąc: „W ręce Twoje, Panie, oddaję ducha mego”, po czym zasnął w Bogu dnia 18 grudnia 760 roku, licząc lat 60.

Nauka moralna

Wunibald, potomek rodu królewskiego, umarł jako biedny mnich. Wzgardziwszy bowiem znikomą ziemską koroną, zamienił ją na wiekuistą, mającą wartość nieprzemijającą.

Przypatrzmy się bliżej, czym jest świat, a wzgardzimy nim, bo nie warto zbytnio się do niego przywiązywać. Świat lekceważył i nienawidził Chrystusa, więc jakże można starać się o jego względy. Pan Jezus uczył słowem i przykładem, jak mamy unikać pochwał świata, gdy mówił: „Strzeżcie się, abyście dobrych uczynków waszych nie czynili dla pochwał ludzkich; niech nie wie lewa. ręka o jałmużnie, której udziela prawa. Jeżeli się modlimy, wnijdźmy do mieszkania i niech tylko sam Pan Bóg będzie świadkiem naszej modlitwy. Życie umartwione niech tak będzie ukryte, aby go ludzie z wycieńczonej twarzy nie poznawali”. Gdy spostrzegł w swych uczniach pewne zadowolenie, że ich ludzie uwielbiają z powodu cudów i kazań, zganił tę radość i powiedział, że w tym więcej potrzeba się bać niż cieszyć, i że taka próżność, która aniołów strąciła z Nieba, mogłaby i ich także wtrącić w to nieszczęście. „Świat poczytuje za wielkich tych, którzy drugimi rządzą; ale pomiędzy wami inaczej jest, bo większymi będą ci, którzy zajmują najniższe miejsca”. Wykazał Pan Jezus uczniom, że nie powinni pragnąć wielkości świata, ale chronić się przed nią. Pan Jezus uczył gardzić próżnością świata, gdy powiedział o sobie, że nie szuka własnej chwały, ale chwały Ojca niebieskiego. Jeżeli Jezus Chrystus chwałę swoją, jako człowiek, za nic poczytuje, to cóż mówić o chwale i wielkości wszystkich ludzi? Poniósł Zbawiciel śmierć sromotną wobec ludzi, – narodził się ubogi w stajence, Boskie swe cnoty i talenty przez lat trzydzieści krył w ubogim domku, a spełniając Boskie swe posłannictwo na świecie, przybrał sobie dwunastu prostych mężów, nie mających wziętości u ludzi, a nadto rzadko przebywał w wielkich miastach, częściej pośród prostactwa.

„Duch Pański nade mną, dlatego mię pomazał, abym opowiadał Ewangelię ubogim” (Łuk. 4,18). Gdy cuda czynił, nakazywał, aby nikomu o tym nie mówiono, a gdy Go ogłaszali królem, uciekał przed tą chwałą. Chrystus był godny wszelkiej chwały, gdyż ona duszy Jego zaszkodzić nie mogła, ale czynił to dla naszego przykładu, jak mamy gardzić tym wszystkim, co jest ze świata, a duszy naszej łatwo szkodzi.

Modlitwa

Boże, udziel nam za przyczyną świętego Wunibalda tej łaski, abyśmy czas tej naszej pielgrzymki ziemskiej świątobliwie spędzili i mogli się dostać do przybytku wiekuistego szczęścia, gdzie sławić będziemy Twą dobroć i miłosierdzie, po wszystkie wieki wieków. Amen.

Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.


Komentarze są zamknięte.