18 listopada Żywot świętego Jozafata Kuncewicza, metropolity ruskiego

(żył około roku Pańskiego 1623)

Święty Jozafat, ze chrztu Jan, urodził się w roku 1580 we Włodzimierzu Wołyńskim. Wykształcenie odebrał skromne, gdyż ukończył tylko szkołę miejscową, po czym oddany został na praktykę do kupca Jacka Popowicza w Wilnie, ale niedługo u niego zabawił, gdyż świat nie miał dla niego żadnego uroku. W roku 1604 wstąpił do klasztoru bazylianów w Wilnie, a wyświęcony na kapłana, oddał się całą duszą pracy nad pozyskiwaniem dusz dla nieba.

Święty Jozafat Kuncewicz

Żywot wiódł ostry i pełny umartwień. Długie godziny, dniem i nocą, spędzał na modlitwie, jadał zwykle raz dziennie, wyrzekł się zupełnie mięsa, a podczas postów powstrzymywał się nawet od ryb i nabiału, poprzestając na samym chlebie i wodzie. Sypiał mało, na twardym łożu lub wprost na podłodze, zamiast bielizny używał włosiennicy, a jakby jej szorstkość za małą się mu wydawała, biodra ściskał ostrym drucianym łańcuchem. W nocy, zimą i latem, wybiegał z obnażoną głową, boso, na samotny cmentarz poza klasztornym kościołem św. Trójcy i siekł swe ciało dyscypliną. Nie zaniedbywał tej praktyki nawet w największe mrozy, a klęczał czasem tak długo, że kolana przymarzały mu do głazów.

Czas wolny od modlitwy, ćwiczeń pokutnych i zajęć obracał na naukę, posługi w klasztorze i uczynki miłosierdzia, o ile bowiem był surowy dla siebie, o tyle pełny dobroci dla innych. Dzień, w którym nie wsparł żadnego biedaka, uważał za stracony; prócz tego pocieszał nieszczęśliwych, odwiedzał chorych po szpitalach i opatrywał ich, nie wzdrygając się nawet przed najwstrętniejszymi ranami i chorobami.

Te cnoty i zasługi, tudzież jego wykształcenie zwróciły na Jozafata uwagę zwierzchności kościelnej i sprawiły, że powołano go na stolicę arcybiskupią w Połocku. Pokorny bazylianin wypraszał się jak mógł, ale w końcu z posłuszeństwa uległ rozkazowi. Zastał w swej diecezji smutne stosunki. Zaprowadzenie różnych ulepszeń wymagało niezmiernej pracy i usilnych starań, ale świątobliwy arcypasterz od niczego się nie uchylał. Pracował w konfesjonale, zwiedzał parafie i czynił co mógł, aby wykorzenić rozplenione chwasty. Ściągnęło to nań prześladowanie ze strony zatwardziałych w błędach diecezjan, a w końcu śmierć męczeńską.

W roku 1623 pojechał św. Jozafat do Witebska, aby w tamtejszej katedrze odprawić nabożeństwo. Nie uląkł się niebezpieczeństwa, chociaż mu radzono, aby się nie narażał na wybuch nienawiści ludności Witebska. Podburzony motłoch istotnie rzucił się na niego i okrutnie go zamordował. Konając, prosił Boga, aby przebaczył zabójcom, którzy w zaślepieniu nienawiści nie wiedzą, co czynią. Nawet nad martwym ciałem świętego Męczennika okrutnie się pastwiono, gdyż mordercy włóczyli je po bruku, a w końcu wrzucili je, skrwawione i strasznie pokaleczone, w rzekę Dźwinę. Po pięciu dniach dopiero wydobyli pobożni ludzie święte zwłoki i przenieśli je uroczyście do Połocka. Tułały się one potem podczas wojen po różnych miejscach, po czym spoczęły w Białej Podlaskiej, aż wreszcie podczas wojny światowej przewieziono je do Wiednia.

W roku 1643 papież Urban VIII zaliczył Jozafata do Błogosławionych, a papież Pius IX w roku 1867 do Świętych.

Nauka moralna

Ponieważ żywot świętego Jozafata Kuncewicza był nader ostry i pełen umartwień, zatem w miejsce nauki moralnej przytaczamy krótką rozprawę o tej cnocie.

Cóż to jest umartwienie?

Jest to śmierć zadana miłości własnej – śmierć odejmująca życiu miękkość, oddzielająca duszę od zmysłów, rozłączająca ją od przyjemności ciała, dająca jej życie duchowne. Jest to ofiara miłości; – dusza jest tu kapłanem, ciało ofiarą, serce ołtarzem, umartwienie mieczem, miłość ogniem. Umartwienie jest to męczeństwo bez kata, nie tak okrutne jak bywa za wiarę, lecz dłuższe, przykrzejsze i bardziej dobrowolne. Czymże jeszcze jest umartwienie? Jest ono dokonaniem ofiary Chrystusowej, dopełnieniem tego, czego niedostaje Jego Męce – według słów świętego Pawła: „I dopełniam to, czego braknie utrapieniom Chrystusowym, w ciele moim za ciało Jego, którym jest Kościół” (Kolos. 1,24). Umartwienie czyni ciała nasze członkami Jezusa Chrystusa, ożywia nas Boskim duchem Jego, czyni nas uczestnikami męki Jego, skarbi nam łaski i wynosi nas na stopień chwały Jego. Ach! czemuż tak mało się umartwiamy? Bo nie kochamy Chrystusa; bo nie jesteśmy jednymi z członków Jego; bo nie ożywiamy się duchem Jego; bo prowadzimy życie zmysłowe i cielesne, bo mamy w nienawiści krzyż, bo jesteśmy niewolnikami ciała swego, a nie smakujemy w rozkoszach ducha; jesteśmy ludźmi zwierzęcymi, ziemskimi i nieprzyjaznymi Bogu. Spraw przeto miłościwy Boże, iżbyśmy umarli śmiercią sprawiedliwych, aby potem móc żyć życiem sprawiedliwych; niech będziemy ofiarą miłości, aby potem umrzeć śmiercią, miłości.

Modlitwa

Wszechmogący, wieczny Boże, który przyozdobiwszy błogosławionego Jozafata palmą męczeńską, nowego do Ciebie przyczyńcę Kościołowi katolickiemu udzieliłeś: spraw, prosimy Cię, niech przez zasługi i pomoc jego od wszelkich nieszczęść wyzwoleni, gorliwie odtąd Imieniu Twemu służymy. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, który z Bogiem Ojcem wraz z Duchem świętym żyje i króluje w Niebie i na ziemi, teraz i zawsze i na wieki wieków. Amen.

Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.


Komentarze są zamknięte.