24 października Żywot świętego Krzysztofa, Męczennika

(Żył około roku Pańskiego 250)

Krzysztof, rodem z Palestyny, wsławił się był w wielu bitwach. Chlubiąc się ze swej siły i sławy, chciał służyć tylko największemu władcy. Zbrojny pancerzem, tarczą i mieczem, chodził po różnych krajach, szukając monarchy, który by się nikogo nie lękał, na próżno jednak, bo wszyscy królowie i mocarze bali się jeśli nie ludzi, to złych duchów; dlatego oddał się w końcu na usługi szatanowi, księciu tego świata, spostrzegłszy atoli pewnego razu, że i ten uciekał przed stojącym nad drogą krzyżem, wypowiedział mu służbę, aby szukać króla, który ma krzyż w herbie.

Niezadługo przybył do pustelnika, który go nauczył wiary w Chrystusa. Uradowany zapytał: „Jakże mam służyć Panu i Zbawicielowi memu?” „Ćwicz się – rzecze pustelnik – w modlitwie, poście i rozmyślaniach”. „Postu – odpowiedział Krzysztof – ciało moje nie znosi, a do modlitwy i rozmyślania nie czuję w sobie pociągu”. Pustelnik dał mu następującą radę: „Kiedy tak, to spróbuj Chrystusowi służyć dziełami miłosierdzia. Widzisz tam rzekę bez mostu, którą ludzie w bród przebywają. Niejeden już przypłacił tę śmiałość życiem. Dlatego przenoś ich z jednego brzegu na drugi. Ich wdzięczność i błogosławieństwo Boże będzie twoją nagrodą”. Krzysztof zdjął rynsztunek rycerski i pełnił w pokorze poleconą mu przez pustelnika służbę we dnie i w nocy. Pewnego wieczora przybył nad rzekę żwawy chłopczyk o złocistych włosach i rumianej twarzyczce i prosił, aby go przeniósł przez wodę. Chętnie wziął go Krzysztof na barki i wszedł we wodę, ale za każdym krokiem wzbierała rzeka coraz wyżej, a chłopczyk stawał się coraz cięższym, tak że Krzysztof ledwie go zdołał udźwignąć; nareszcie oblany potem i strudzony stanął z nim na drugim brzegu. „Co za dziwo! – rzekł. – Wydało mi się, jakobym dźwigał cały świat!” Pacholę odpowiedziało: „Dźwigałeś więcej, niż świat cały, bo Tego, co stworzył Niebo i ziemię. Okazałeś miłosierdzie i znajdziesz miłosierdzie. Przebaczone ci są twe grzechy. Bądź Mym apostołem, a na dowód niech twoja żelazna laska zakwitnie”. Tak się też stało i odtąd zwano go Krzysztofem, tj. nosicielem Chrystusa.

Porzucił też natychmiast swoje dotychczasowe zajęcie i poszedł do Syrii, aby krzewie Ewangelię. Gdy pod miastem Samo błagał Boga o nawrócenie mieszkańców, spostrzegła go pewna białogłowa, która uląkłszy się jego wzrostu, zemdlała. Przyszedłszy do przytomności, wróciła do miasta i opowiedziała mieszczanom, co ją spotkało. Wszystek lud wyszedł przeto za bramę, aby ujrzeć niezwykłe widowisko, a Krzysztof przemówił do nich łagodnie, oświadczając, że zbawienia szukać należy w Panu Jezusie i jako dowód swego posłannictwa pokazał im żelazną laskę, z której wyrastały liście i kwiaty. Na widok tego cudu nawróciło się 18.000 ludzi.

Gdy cesarza Decjusza doszła wieść o tym wypadku, kazał przybysza okuć w ciężkie kajdany i zażądał, aby oddał cześć bogom rzymskim. Krzysztof tak zwycięsko bronił swej wiary, że 40 żołnierzy natychmiast przyjęło chrześcijaństwo i poniosło śmierć męczeńską. Decjusz kazał go wtrącić do strasznej ciemnicy i polecił dwom nierządnicom, Nicecie i Akwilinie, aby go namówiły do odstępstwa, ale obie nawróciły się do chrześcijaństwa, oddały się pokucie i potwierdziły swą wiarę śmiercią męczeńską. Uniesiony zemstą, kazał Decjusz osmagać Krzysztofa, wsadzić mu rozpalony hełm na głowę, natrzeć ciało jego olejem i wrzucić go w czeluście pieca, a gdy nie poniósł żadnej szkody, kazał go ściąć. Święto jego obchodzi Kościół wschodni dnia 9 maja, zachodni 25 lipca.

Święty Krzysztof

Henryk z Kempten założył w roku 1386 w Tyrolu bractwo św. Krzysztofa. Obowiązkiem członków tego bractwa było służyć podróżnym przechodzącym przez Arlberg w zimie za przewodników. Mieli oni na szczycie góry własne schronisko, a dom ich nosi dotychczas imię świętego Krzysztofa.

Nauka moralna

Święty Krzysztof oświadczył owemu pustelnikowi, że chcąc służyć Chrystusowi Panu, nie zdoła wiele pościć, modlić się i rozmyślać, gdyż nie czuje do tego dostatecznego pociągu, ale za to okazał się skłonnym do służenia bliźnim dziełami miłosierdzia. Jeżeli ktoś z nas znajduje się w podobnym położeniu, niech pamięta o uczynności chrześcijańskiej. Polega ona na tym, abyśmy dla miłości Boga gotowi byli wyświadczać bliźnim przysługi mające na celu prawdziwe ich dobro, chociażbyśmy prawnie nie byli do tego zobowiązani i chociażbyśmy mieli przy tym ponieść szkodę na mieniu i wygodach własnych. Nie braknie nam doprawdy sposobności do wyświadczania takich przysług nawet wtedy, gdy nie posiadamy ani majątku, ani talentu, ani znaczenia u ludzi. Nietrudno oszczędzić znajomemu przykrości czy pomóc mu w jakiejś sprawie; ileż to razy nadarza się sposobność przysłużyć się sąsiadowi wczesną przestrogą i uchronić go drobną pożyczką od większej straty! Nieraz można kogoś pocieszyć przyjaznym słowem, bezinteresowną pomocą lub napomnieniem; cóż łatwiejszego, jak wesprzeć, go w troskach i utrapieniu dobrą radą, szczerym ujęciem się za nim, pocieszyć go odwiedzinami albo miłosiernym datkiem! Samo przez się jest jasne, że godzi się to wszystko czynić tylko wtedy, kiedy chodzi o rzeczywiste, cielesne lub duchowe dobro bliźniego. Nie godzi się np. matce zaślepionej w synu starać się o to, aby go zasłonić od zasłużonej kary; nie godzi się służebnej być pośredniczką w noszeniu liścików miłosnych, aby zataić przed rodzicami miłość córki; nie godzi się chwytać się wszelkich sposobów, aby przyjacielowi zapewnić zyskowny interes lub korzystną posadę.

Rozważmyż teraz usłużność chrześcijańską. Ma ona wysoką wartość, mało co mniejszą od nabożeństwa. Wiara każe widzieć w każdym bliźnim dziecię Boże, szanować go, uznawać w nim brata lub siostrę. Jeśli przeto wyświadczamy bliźniemu przysługę, jeśli mu sprawiamy przyjemność, sprawiamy zarazem przyjemność i Bogu, który nam to stokrotnie wynagrodzi, darząc nas życiem wiekuistym. Chroniąc bliźniego od przykrości cielesnych lub zmartwienia, krzepiąc go na ciele lub duszy, czynimy niemal to samo, jakbyśmy to wyświadczali samemu Panu Jezusowi. Pięknym przykładem usłużności chrześcijańskiej jest święty Krzysztof, który bez względu na własną wygodę przenosił przez rzekę we dnie i w nocy podróżnych i wędrowców, nie pytając ich ani o wiek, ani stan. W nagrodę za tę uczynność zyskał wiekopomną sławę na ziemi i wiekuistą koronę w Niebie. Czy każdy z nas może się pochlubić taką gotowością do usług? Pan Jezus mówi: „Jednego ci braknie – tj. uczynności chrześcijańskiej – sprzedaj wszystko co masz i rozdaj między ubogich, a będziesz miał skarb w Niebie”. Oby te słowa były dla nas zachętą do starania się o ten skarb niebieski!

Modlitwa

Przez zasługi świętego Krzysztofa, sługi Twego, błagam Cię, wiekuisty Boże, abyś mnie zachować raczył od grzechu samolubstwa, a natomiast natchnął duchem ofiarności i poświęcenia. Wszakże sam powiedziałeś: „Kochaj bliźniego swego, jak siebie samego”. Niechaj nigdy o tym Twoim świętym przykazaniu nie zapomnę. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, który króluje w Niebie i na ziemi, po wszystkie wieki, wieków. Amen.

Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.


Komentarze są zamknięte.