9 października Żywot Świętego Ludwika Bertranda, dominikanina

(Zył około roku Pańskiego 1580)

Ludwik urodził się dnia 1 stycznia roku 1526, jako syn pisarza miejskiego Jana Ludwika Bertranda w mieście Walencji, położonym w Hiszpanii. Już jako małe dziecię oddawał gorącą cześć Panu Jezusowi, utajonemu w Przenajświętszym Sakramencie. Nie mając jeszcze lat pięciu, modlił się często przez większą część nocy, póki go sen nie zmorzył. Kładł się na twardej ławie albo na gołej podłodze. Wstrzemięźliwy w pokarmach, skromny w odzieniu, czujny stróż czystości, mimo bardzo żywego usposobienia był tak powściągliwy w słowie, że nigdy się nie unosił gniewem lub niecierpliwością. Widząc w domu gniew ojca, matki, lub kogo z rodzeństwa, albo brał książkę i czytał odpowiednie miejsca, albo dopóty ich błagał, póki nie osiągnął celu swej prośby.

Wcześnie poczuł w sobie powołanie do zakonu świętego Dominika, lecz długo trwało, zanim ojciec na to pozwolił. Z ochotą wstąpił Ludwik w ślady swego krewnego, świętego Wincentego, i przysposabiał się do zawodu duchownego pilnością w naukach, gorliwością w modlitwie, punktualnością w posłuszeństwie i surowością w umartwianiu ciała. W modlitwie wpadał często w zachwycenie, a nie wiedząc, gdzie jest, w Niebie czy na ziemi, pytał przeora o. Jana Mikona, co to znaczy. Przełożony odpowiedział: „Podziękuj Bogu, bo tą łaską nie wszyscy mogą się poszczycić”. Gdy otrzymał święcenia kapłańskie, zwierzchność klasztorna mianowała go magistrem nowicjuszów. Gdy mu umarł ojciec, przez osiem lat oddawał się jak najsurowszej pokucie, aby wyzwolić jego duszę z czyśćca, a gdy w Walencji wybuchła zaraza, on najgorliwiej niósł pomoc chorym, wspierając ich i sposobiąc na drogę wieczności.

W roku 1562 wybrał się do Ameryki na opowiadanie dzikim ludom prawdy Ewangelii świętej. Bóg natchnął go przy tej sposobności darem języków, tak że dzicy każde jego słowo dokładnie rozumieli. Tysiące Karaibów przyjęły chrzest, straszne jednakowoż były cierpienia i walki, jakie musiał staczać z piekłem. Nieraz umierał prawie z głodu, nieraz strzały dzikich widział w swą pierś wymierzone, nieraz miotano na niego najbezecniejsze potwarze. Najwięcej przeszkód doznawał od urzędników hiszpańskich, którzy chciwością i zdzierstwem srodze dawali się we znaki biednym Indianom. Nogi jego ciągle pokryte były jątrzącymi się ranami z powodu złych dróg, ale wszystko znosił cierpliwie, wpatrując się w krzyż. Urzędników królewskich upominał surowo, aby przestali gnębić lud. Po siedmiu latach odwołany został do Europy, gdzie mu powierzono urząd przeora i kaznodziei. Chociaż zawsze marzył o męczeńskiej koronie w Ameryce, posłusznie wrócił i gorliwie pracował na nowym urzędzie. Chcąc sobie uprosić błogosławieństwo Boże, podwoił dzieła pokuty, posty i modlitwy. Gromił surowo nieprawości i zgorszenia, nie cofając się przed pogróżkami i gniewem nawet najpotężniejszych ludzi.

Święty Ludwik Bertrand

W ostatnich dwóch latach życia trapiły go rozmaite dolegliwości i choroby. Wśród tych cierpień twarz jego pozostała pogodną, a usta powtarzały słowa świętego Augustyna: „Tu mnie, Panie, siecz, tu trap, byłeś przepuścił w wieczności”. Mimo słabości nie opuszczał Mszy świętej. Gdy go sługa prosił, aby się ochraniał i modlitwy w łóżku odmawiał, odpowiedział z uśmiechem: „Nie bój się, bracie, święty Sakrament jeszcze nikogo nie uśmiercił”.

W godzinę śmierci kazał sobie odczytać Ewangelię świętego Jana i przepisane przez Kościół modlitwy za umierających, a gdy odmawiano słowa: „Wolna od więzów ciała niech dusza jego wejdzie do chwały niebieskiej”, wyzionął ducha dnia 9 października roku Pańskiego 1580. Świadkowie jego zgonu widzieli blask oświecający całą celę. Papież Paweł V zaliczył go roku Pańskiego 1608 do Błogosławionych, a papież Klemens X roku Pańskiego 1671 w poczet Świętych.

Nauka moralna

W skład gorliwości chrześcijańskiej wchodzą dwa czynniki czyli siły, tj. miłość Boga i wstręt przed obrazą Jego. Gorliwość jest obowiązkiem każdego katolika, i to z dwóch szczególnie powodów:

1) Jesteśmy dziećmi Adama. Chrzest święty oczyścił nas z grzechu i uwolnił nas od wszelkiej winy i kary do tego stopnia, że kto zaraz po chrzcie umiera, staje się natychmiast uczestnikiem szczęścia wiekuistego. Mimo to nie jesteśmy wolni od niektórych skutków i następstw grzechu pierworodnego, jak np. pociąg do zmysłowości, podleganie rozmaitym cierpieniom i chorobom, i konieczność śmierci. Te trzy ułomności zrównoważył Zbawiciel trzema cnotami Boskimi: wiarą, nadzieją i miłością, ułatwieniem przystępu do sakramentów świętych i potęgą modlitwy. Wspomniane powyżej dozgonne następstwa grzechu pierworodnego nakładają na nas obowiązek zwalczania pociągu do zmysłowości za pomocą łask Boskich, znoszenia trudów i mozołów powołania naszego na większą cześć i chwałę Bogo i chętnego poniesienia ofiary życia, jakiej nam dał przykład sam Pan Jezus. Zdrożności i zbrodnie, jakie się dzieją na świecie, winny nam być bodźcem do zwiększenia gorliwości w unikaniu grzechu i wyrzeczeniu się szatana i wszelkich spraw jego.

2) Jesteśmy dziećmi Boga. Chrzest św. udzielił nam łaski uświęcającej, wycisnął na nas piętno dzieci Boskich i uprawnił nas do spadkobierstwa po Jezusie Chrystusie. W zamian za to wielkie dobrodziejstwo ciąży na nas obowiązek, abyśmy się starali poznać trój-jednego Boga z Jego objawień i z trzydziestotrzyletniego żywota Pana Jezusa na ziemi, i umiłować Trójcę świętą z całej duszy i wszystkich sił naszych. Prawda, że i najdłuższe życie nie starczy na to, aby dokładnie poznać 12 artykułów wiary, 7 sakramentów świętych i przykazania Boże, ale przekonanie to winno nam przynajmniej służyć za przestrogę i naukę, jak bardzo, mianując się dziećmi Boga, zobowiązani jesteśmy do chrześcijańskiej gorliwości. Nie omieszkajmy przeto wejrzeć w głąb duszy naszej, czy posiadamy potrzebny zapas tej gorliwości, jeśli pragniemy z św. Ludwikiem wejść do chwały wiekuistej.

Modlitwa

Boże Wszechmocny, racz łaskawie sprawić za przyczyną sługi Twego, Ludwika świętego, abyśmy nigdy nie ostygli w gorliwości, do jakiej nas obowiązuje wiara święta i aby każda myśl, każde słowo, każdy czyn, całe życie nasze miało na oku cześć i chwałę Twoją. Amen.

Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.


Komentarze są zamknięte.