10 września Żywot świętego Mikołaja z Tolentynu, Wyznawcy

(Żył około roku Pańskiego 1309)

Mikołaj, z przydomkiem z Tolentynu, ponieważ w tamtejszym klasztorze oo. augustinów większą część życia spędził i tam chwalebną śmiercią umarł, urodził się w roku 1246 w St. Angelo, miasteczku należącym do państwa kościelnego. Rodzice jego nie obfitowali wprawdzie w dobra doczesne, ale za to odznaczali się bogobojnością i cnotami chrześcijańskimi. Małżeństwo ich było długo bezdzietne, co ich niemało trapiło, więc przedsięwzięli pielgrzymkę do grobu świętego Mikołaja w Bari, ślubując, że dziecię, jakie im się narodzi, oddadzą w służbę Bożą. W Bari ukazał im się we śnie święty Mikołaj i przepowiedział im, że otrzymają syna, którego imię zasłynie kiedyś w szeregu świętych Pańskich.

Święty Mikołaj z Tolentynu

Przepowiednia ziściła się. Rodzice nadali dziecku na chrzcie świętym imię Mikołaja i ustawicznie mu przypominali, ażeby wstępował w ślady swego imiennika i patrona. Słowa poczciwych rodziców padały na urodzajną rolę, albowiem Mikołaj od młodych lat okazywał szczególny pociąg do modlitwy i pobożności. Od siódmego roku życia za wzorem swego świętego imiennika pościł trzy dni w tygodniu o chlebie i wodzie, a później dodał do nich czwarty na cześć Najświętszej Maryi Panny, aby mu wyjednała łaskę zachowania nieskalanej czystości. Ubogim okazywał niezwykły szacunek; często wiódł ich do domu ojca, wstawiał się za nimi i dzielił między nich potrawy, które sobie od ust odejmował, aby tym ściślejszym postem umartwić ciało. Nie brał udziału w igraszkach i zgiełkliwych zabawach innych dzieci, a za to lubił się zajmować czytaniem dzieł treści poważniejszej i religijnej, jako też uczęszczać na nabożeństwa.

Pomni, że przyrzekli oddać syna na służbę Bożą, nie szczędzili rodzice kosztów, aby synowi dać gruntowne wykształcenie. Mikołaj czynił tak świetne postępy, że jeszcze przed ukończeniem szkół wyższych ofiarowano mu kanonikat w Tolentynie, aby miał fundusze na dalszą naukę. Prebendę przyjął z wdzięcznością, ale wzrastający w nim pociąg do samotności przekonał go, że go Pan Bóg do czego innego przeznaczył. Przekonanie to tym więcej w nim się utwierdziło, gdy pewnego dnia usłyszał zakonnika augustianina, prawiącego kazanie z tekstu świętego Jana: „Nie miłujcie świata, ani tego, co światowe jest”. Po kazaniu pobiegł tedy do klasztoru oo. augustianów i na klęczkach prosił o przyjęcie.

Liczył lat dziewiętnaście, gdy przywdział habit, ale niezadługo przewyższył najstarszych zakonników w umartwieniu ciała i doszedł do wielkiej doskonałości w modlitwie, którą odmawiał na klęczkach przed Bogiem, utajonym w Najświętszym Sakramencie Ołtarza. Nikt go nie przewyższył w pokorze i usłużności; był posłuszny na każde skinienie, i wszyscy w klasztorze wiedzieli, że mu uczynią największą przyjemność, jeżeli mu każą wykonywać najniższe posługi i najtrudniejsze prace.

W roku 1279 wyświęcono go na kapłana i powierzono mu urząd kaznodziejski. Jego pobożność i gorliwość w odprawianiu Mszy świętej była tak niezwyczajna, że mnóstwo ludu przychodziło, aby go widzieć przy ołtarzu i łączyć się z nim w modlitwie. Codziennie miewał jedno, niekiedy kilka kazań, zachęcając grzeszników do skruchy, słabych do poprawy i wytrwałości, nabożnych do większej czci i miłości Boga. Liczba szczęśliwych, których gorącą modlitwą i pełną namaszczenia wymową przez lat trzydzieści pozyskał dla wiary i Chrystusa Pana, jednemu tylko Bogu wiadomą być może. Oprócz tego korzystał z każdej wolnej minuty, aby nieść ulgę zmarłym, którymi się przez całe życie gorąco zajmował, już to modłami, już to dziełami miłosierdzia.

Postępy, jakie czynił w dążeniu do doskonałości i błogie skutki jego działalności tak rozgniewały szatana, że dręczył go różnymi sposobami, aby go przestraszyć i znużyć. Wszystkie pokuszenia złego ducha były jednak nadaremne. Tę stałość i niezmienną wierność wynagrodzili Mikołajowi Matka Boska i Pan Jezus, pojawiając mu się po kilkakroć i darząc go pociechą i zachętą.

Wskutek ciągłego umartwienia ciała i niestrudzonej pracy wychudł aż do kości i zapadł w bolesne choroby, ale zamiłowanie cierpień w imię Jezusa tak go krzepiło, że nawet w chorobie nie chciał słyszeć o złagodzeniu surowości życia. Na sześć miesięcy przed śmiercią przepowiedział mu Pan Jezus jej godzinę. Z radością czekał na nią Mikołaj, a gdy nadeszła, prosił braci zakonnych o wybaczenie uraz i zgorszeń, jakich był mimowolną przyczyną, i przyjął z pokorą i nadzwyczajnym przejęciem Sakramenta święte, po czym twarz jego rozjaśniła się nadziemską radością. Gdy go bracia pytali o powód, odpowiedział: „O szczęście! Widzę Pana Jezusa w towarzystwie Matki Boskiej i naszego zakonodawcy świętego Augustyna. Oto przychodzą po mnie! W Tobie ufałem, Panie, w Twoje ręce oddaję ducha mego”. Umarł dnia 10 września roku 1308. Papież Eugeniusz IV zaliczył go do Świętych w roku 1446.

Nauka moralna

Nie każdemu dano naśladować to, co czynił święty Mikołaj z Tolentynu. Nie każdy może umartwiać ciało, miewać takie kazania jak on, ale każdemu łatwo naśladować go w miłości dusz, będących w czyśćcu. Co dusze biedne cierpieć muszą z powodu niedostatecznej na tym świecie pokuty, trudno wypowiedzieć, tak jak trudno opisać ich tęsknotę połączenia się z Bogiem. Same sobie niestety pomóc nie mogą, ani modlitwą, ani dobrymi czynami, my jednak możemy im wyświadczyć tę przysługę. Wszakże wierzymy w Świętych obcowanie, tj. wierzymy, że Święci w Niebie, dusze w czyśćcu i prawowierni chrześcijanie na ziemi są połączeni z sobą nierozerwalnym węzłem miłości. W imię tej wzajemnej miłości spodziewają się dusze zmarłych, że im pośpieszymy na pomoc i tęsknie wołają: „Zmiłujcie się nad nami, ratujcie nas!”

Czyż podobna zatykać uszy na takie wołanie? Może mamy w czyśćcu krewnych, przyjaciół, dobroczyńców, a nawet rodziców, którzy dla nas i za nas cierpieć muszą, którzy są naszymi współwiercami, braćmi w Chrystusie. Czyż będziemy nieczułymi na ich cierpienia? Możemy im pomóc, jeśli się za nich będziemy modlić, lub wspierać ubogich, jeśli dostąpimy odpustu i ofiarujemy go na ich korzyść, jeśli będziemy prosić o Msze święte za ich dusze. Msze bowiem za zmarłych są najskuteczniejszą pomocą dla ich dusz. Dusze za naszą przyczyną wyzwolone z mąk czyśćcowych będą nam wdzięczne i odpłacą nam sowicie za tę przysługę. Święta Katarzyna Bolońska otrzymała za przyczyną dusz czyśćcowych wiele łask niebieskich. Wyzwolone z mąk, stanąwszy przed tronem Najwyższego, uproszą Boga, aby nam dał to, co myśmy dla nich uczynili. Gdybyśmy – od czego Boże uchowaj – sami mieli się dostać do czyśćca, nie zaniechają one wstawiać się za nami do Boga, abyśmy i my najrychlej mogli oglądać Oblicze Jego. „Jaką bowiem miarą mierzysz bliźniemu, taką i tobie odmierzone będzie”. Jeśli zapominamy o duszach zmarłych, Bóg nam odmówi tego, czego im odmówiliśmy i na próżno wołać będziemy: „Zmiłuj się nad nami!”

Modlitwa

Panie Jezus Chryste, racz miłościwie wysłuchać prośby nasze, które zanosimy w uroczystość świętego Mikołaja, Wyznawcy Twojego, abyśmy na własnych nie opierając się wysiłkach, wsparci zostali przez tego, który za łaską Twoją wielkie przed Tobą położył zasługi. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa. Amen.

Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.


Komentarze są zamknięte.