23 lipca Żywot świętego Franciszka Solana, Wyznawcy

(Żył około roku Pańskiego 1610)

Franciszek urodził się w diecezji Kordoba w Hiszpanii, roku Pańskiego 1549. Już jako dziecię odznaczał się skromnością, milczeniem i budującą łagodnością, darem uśmierzania gniewu i jednania zwaśnionych. Pewnego razu trafił na chwilę, kiedy dwaj Hiszpanie walczyli z sobą na zabój. Natychmiast ukląkł pomiędzy przeciwnikami, rozpostarł ramiona i błagał walczących tak gorąco i serdecznie o pojednanie, iż schowali miecze do pochew i podali sobie ręce do zgody.

Święty Franciszek Solanus

Święty Franciszek Solanus

Wychowanie i naukę pobierał u jezuitów, pragnąc jednakże naśladować skromność i ubóstwo Zbawiciela naszego, Chrystusa Pana, wstąpił do zakonu św. Franciszka z Asyżu. Niezadługo stał się pierwszym w skromności, posłuszeństwie, zaparciu się siebie samego i gorliwości w modlitwie; całe noce trawił na oddawaniu czci Najświętszemu Sakramentowi, a jeśli widział zakonnika przejętego równą czcią i miłością Boga, wzywał go jak najuprzejmiej do współzawodniczenia w nabożeństwie, mówiąc: „Bracie, przekonajmy się, kto z nas obu serdeczniej miłuje Jezusa, narzeczonego dusz naszych i kto Mu okaże w tym tygodniu więcej dowodów przywiązania!” Wyświęcony na kapłana, pełnił obowiązki kaznodziei i głosił słowo Boże słowami prostymi, jasno i zrozumiale, ale z takim przejęciem i namaszczeniem, że słuchacze, wzruszeni do żywego, schodzili z szerokiego gościńca grzechu, aby wstąpić na ciasną ścieżkę cnoty. Prawdę swoich nauk stwierdzał świątobliwością żywota. Gdy zaraza poczęła się szerzyć w Grenadzie, zabierając tysiące ofiar, nieulękły zakonnik obchodził domy smutku i rozpaczy, pielęgnował chorych i umierających z taką ofiarnością, że zdumieni mieszczanie sławili widoczną opiekę, jaką go otaczał Najwyższy.

W roku 1589 wybrał się do Peru w Południowej Ameryce, aby dzikim mieszkańcom tego kraju głosić prawdy Ewangelii św. Na pokładzie okrętu, który wiózł Franciszka, znajdowało się sześciuset murzynów. Gdy opodal brzegów peruwiańskich okręt uderzył o podwodną skałę i począł tonąć, kapitan statku schronił się wraz z oficerami i najprzedniejszymi pasażerami do łodzi ratunkowej. Chciał zabrać także i misjonarza Franciszka, ten jednakowoż podziękował mu następującymi słowy: „Panie, spełniłeś swą powinność. Teraz zaczyna się moja powinność, więc pozostaję”, po czym obrócił się do towarzyszy przejętych strachem śmiertelnym i rzekł: „Podnieście wzrok w Niebiosa; tam mieszka Ten, który nikogo w utrapieniu nie opuszcza. Tego błagajmy o pomoc, a On się nad nami ulituje!” Potem, ukląkłszy do wspólnej modlitwy, ochrzczonych zachęcał do skruchy i spowiedzi, a nieochrzczonych do wiary. Statek coraz głębiej się zanurzał, z godziny na godzinę niebezpieczeństwo stawało się coraz groźniejszym, tak że już wszyscy zwątpili o ocaleniu, on jeden tylko pokładał nadzieję w Bogu, i oto po trzech dniach zjawił się kapitan ze statkiem ratunkowym, który zabrał rozbitków na swój pokład. Z miasta Limy, stolicy Peru, udał się Franciszek w głąb kraju i przebiegał odwieczne lasy i puszcze celem nawracania Indian. Te rozbójnicze szczepy nienawidziły chrześcijaństwa, gdyż chciwość i srogość hiszpańskich przybyszów dotkliwie dały się im we znaki. Nieulękłemu misjonarzowi udzielił Bóg swej pomocy w dwojaki sposób, wyposażywszy go darem łatwiejszego wyuczenia się języka tych dzikich plemion, i zabezpieczywszy go od srogości drapieżnych zwierząt i jadu wężów. Podanie głosi, że ptaszęta siadały mu na ramionach i śpiewem głosiły razem z nim chwałę Bożą. Niezwykłe to zjawisko jednało mu zaufanie dzikich krajowców, którzy podziwiali jego serdeczną uprzejmość, słuchali z uwielbieniem nauk, przyjmowali chrzest i szli za nim jak wdzięczne dzieci za ukochanym ojcem.

Bujnie zakwitło życie chrześcijańskie pomiędzy dziewięciu tysiącami nowo nawróconych, gdy wtem rozkaz zakonnej zwierzchności powołał niestrudzonego misjonarza do Limy. Miasto to przypominało pod wielu względami pogrążoną w grzechach dawną Niniwę. Franciszek przebył drogę wynoszącą około 700 mil po większej części pieszo, a przybywszy do Limy, sposobił się modlitwą i dziełami pokuty do nowej działalności. Miewał kazania po rynkach, ulicach i placach publicznych, wzywając do skruchy. Wstąpił nawet do teatru z krucyfiksem w ręku i przemówił do zebranych z taką siłą, że widzowie wybuchnęli rzewnym płaczem i rozeszli się do domów. Wchodził do szulerni i domów gry hazardowej, gromiąc rozrzutników tak potężnie, że porzucali stoliki gry i z sercem skruszonym przystępowali do konfesjonałów. Wszyscy mieszkańcy Limy tak szczerze żałowali grzechów i dążyli do poprawy, że ustało wszelkie zgorszenie, toteż Bóg zlitował się nad nimi, ale w stokilkanaście lat potem, gdy Lima wróciła do dawnych grzechów, w roku 1742 nawiedziło ją straszliwe trzęsienie ziemi, podczas którego tysiące ludzi legły pod gruzami domów i innych budynków.

Liczne były cuda, jakie ten Święty czynił przy chorych i strapionych, ale największym cudem był on sam, zawsze czynny, zawsze jaśniejący pokorą i wesołością. W godzinach wolnych od pracy układał rymy na cześć Pana Jezusa i Jego Matki i śpiewał je z towarzyszeniem dwustrunnych skrzypiec tak pięknie, że zachwycał słuchaczy.

Wzorowa była jego miłość bliźniego; nigdy nie sądził źle o nikim, nawet wtedy, gdy jego samego oczerniano, podejrzewano i prześladowano. „Jakie życie, taka śmierć” – mówi przysłowie. Okazało się to przy śmierci świętego Franciszka. W bolesnej ostatniej chorobie zwykł był mawiać: „Panie Jezu, czy zasłużyłem na łaskę Twoją? Ciebie przybito do krzyża, mnie czynią posługi bracia zakonni; Ciebie obnażono, mnie kołdrami przykrywają; Ciebie smagano biczami i policzkowano, mnie pielęgnują i dobrze mi świadczą. Wielka zaiste miłość Twoja, za co niech Ci będzie wieczna chwała!” Skonał 14 lipca roku 1616. Papieże Klemens X (1675) i Benedykt XIII (1726) wynieśli go na ołtarze.

Nauka moralna

Nie daliśmy sami sobie początku; jesteśmy stworzeniami Bożymi. Jakież tedy jest nasze przeznaczenie jako stworzeń Bożych? Na to odpowiada jasno i wyraźnie katechizm, powiadając, że „stworzeni jesteśmy na to, aby poznać Boga, miłować Go, służyć Mu i osiągnąć wieczne zbawienie”. Do tego też dążył przez cały ciąg swego żywota św. Franciszek; takie jest i nasze przeznaczenie, tak tu na tej ziemi, jak i w Niebie.

1) Na ziemi. Jesteśmy stworzeniami Boga, dziełem Jego wszechmocy, mądrości i dobroci; jesteśmy stworzeni na Jego obraz i podobieństwo. Także inne istoty żywe i rzeczy martwe są Jego dziełem, ale nie są obdarzone ani rozumem, ani wolnością, ani nieśmiertelnością. Pomimo to wszystko głosi wielkość Boga: widnokrąg i zdobiące go słońce, księżyc, gwiazdy, dzień i noc, obłoki i wiatry, grzmoty i błyskawice, deszcz i rosa, ogień i woda, skwary i zimna, światło i ciemność, strumyki i rzeki, morza i ziemie, ryby i ptaki, zwierzęta swojskie i drapieżne. Tym więcej my powinniśmy Go chwalić i sławić. Jak bardzo przeto grzeszy ten, kto nadużywa wolności, rozumu i woli, przestępując przykazania Boga, poniżając swoją godność i pacząc swoje przeznaczenie! Dlaczegoż święty Franciszek Solanus modlił się, uczył, miewał kazania i szedł między dzikich? Dla większej chwały Boga. Naśladujmy go przeto.

2) W wieczności. Stworzeni jesteśmy na to, aby ostatecznie oglądać Boga i przez to dostąpić najwyższego szczęścia. Tego nas uczy wiara, to nam mówi serce i doświadczenie powszechne. Święty Augustyn wypowiada to w tych słowach: „Niezadowolone jest serce nasze, o Boże, póki nie spocznie w Tobie”. Wszystko ziemskie jest marnością; ale co Bóg zgotował tym, którzy Go miłują, jest tak Boskie, szczytne i wzniosłe, że „ani oko tego nie oglądało, ani ucho nie słyszało, ani serce nie przeczuło”. Pan Jezus mówi do tych, którzy na ziemi wielbią Imię Ojca Jego przedwiecznego: „Radujcie się i weselcie się, albowiem zapłata wasza obfita jest w Niebiesiech” (Mat. 5,12). Święty Chryzostom sili się to odgadnąć, pytając: „Cóż to za nagroda być może, którą sam Chrystus wielką zowie?”

Modlitwa

Panie Jezu, Zbawicielu mój najdroższy, który przebywając na ziemi, nie miałeś nic innego na oku, jak tylko uwielbienie Ojca Twego niebieskiego, racz mnie łaskawie wspomóc, abym tak, jak Twój sługa święty Franciszek, nigdy tego celu z oka nie spuszczał i tym sposobem kiedyś mógł się stać uczestnikiem zbawienia wiekuistego i radości niebieskich. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa. Amen.

Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.


Komentarze są zamknięte.