23 czerwca Żywot świętej Marianny Egniskiej, dziewicy

(Żyła około roku Pańskiego 1200)

Święta Marianna, nazwana Egniską, od miasta Egni, w którym długo przebywała, urodziła się w miasteczku Niwella, położonym w Belgii w biskupstwie leodyjskim, roku Pańskiego 1177, z rodziców w wielkie dostatki opływających. Od najmłodszych lat darzył ją Pan Bóg szczególnymi łaskami, zapowiadającymi wysoką świątobliwość, do jakiej z czasem dojść miała. Już wtedy Pan Jezus, który chciał, aby w Nim jednym całe swoje szczęście znajdowała, oderwał jej serce od rzeczy stworzonych. Marianna wzgardziła wszystkim, w czym młode dziewice zwykle największe mają upodobanie, to jest płochymi rozrywkami, uciechami światowymi i strojami. Rodzice dawali jej przepyszne suknie, klejnoty, drogie perły, ona jednak starała się jak najrzadziej ich używać, a zato miała wielkie upodobanie w samotności, na którą często się udając, modliła się gorąco i rozpamiętywała wieczne prawdy. O północy nawet wstawała i ujmując sobie spoczynku trwała na modlitwie; ubogim okazywała wielkie miłosierdzie, a dla zakonnic taką czcią była przejęta, że gdy je spotkała, całowała ich ślady na ziemi.

Gdy skończyła lat czternaście, wydali ją rodzice za mąż, ona jednak wkrótce skłoniła małżonka, iż oboje czystość Panu Bogu dozgonną obiecali i wzgardziwszy dobrami doczesnymi wszystko co mieli rozdali ubogim.

Zwykłym pożywieniem Marianny był chleb czarny i twardy, rzadko jarzyna i owoce. Przez trzy lata tylko raz na dzień spożywała kawałek chleba i piła wodę. Czasem dni jedenaście, od Wniebowstąpienia aż do Świątek, nie jadła nic, a mimo to była tak zdrowa i pełna sił, że mogła jak zwykle pracować. Snu bardzo mało używała; sypiała tylko na gołej słomie, a często spędzała noce w kościele na modlitwie. Szaty nosiła bardzo skromne, a pod nimi włosiennicę.

W milczeniu tak się kochała, iż pewnego razu od świętego Krzyża aż do Wielkiejnocy ani słowa do ludzi nie przemówiła.

Niektórych chorych na ciele cudownie leczyła, nawet ułomnych uzdrawiała, kładąc rękę na ich ciało.

Kazań i Pisma św. z wielką nabożnością słuchała, a po kazaniu chciała nogi całować kaznodziejom. W cierpieniu była tak wytrwała, że gdy pewnego razu przez dni czterdzieści chorobą była złożona, a pytano jej, czy jej to nie przykro, odpowiedziała: „Byłabym rada, aby się te dni dopiero teraz zaczęły!” Więcej się martwiła smutkiem drugich, niż własną chorobą. Pan Bóg obdarzył ją takim rozsądkiem, iż nawet kapłani udawali się do niej po radę. Jeden z nich zapytywał, czy ma przyjąć drugą parafię, przynoszącą znaczny dochód. Marianna zganiła go za to, nazywając to łakomstwem, które ani jemu nie wyjdzie na korzyść, ani jego parafianom, których, mając ich więcej, byłby zniewolonym zaniedbywać. Kapłan ów poszedł za jego radą.

Gdy pewnego razu katolicy gotowali się na wyprawę przeciw heretykom Albigensom, ona chciała z nimi wyruszyć, a gdy się jej zapytano, co by tam robiła jako niewiasta, odpowiedziała: „Nic innego, jak tylko bym im pokazała, jak Boga czcić należy”.

Pan Bóg udzielił jej łaski, iż przeczuła, kiedy nastąpi koniec jej życia i to na kilka lat przedtem. Za pozwoleniem spowiednika obrała sobie wtedy na mieszkanie miejscowość zwaną Egni, odległą o dwie mile. Tam postanowiła odtąd mieszkać i oczekiwać śmierci i tam życzyła sobie być pochowaną w kościele świętego Mikołaja. Przepowiedziała i to, że Pan Bóg złoży ją długą niemocą, ale zamiast obawy czuła radość, usłyszała bowiem głos Jezusa: „Pójdź, wybrana Moja, najmilsza Moja, gołębico Moja, ukoronowana będziesz!” Odtąd często miewała zachwycenia w duchu i radości przyszłej chwały.

Stało się jak przewidziała, albowiem przez rok złożona była ciężką chorobą. Przez cały ten czas w poniedziałki nic nie jadła, gdyż wiedziała że umrze w poniedziałek, a od narodzenia św. Jana Chrzciciela pościła niemal zupełnie, bo jadła tylko jedenaście razy i to miernie. Gdy przepowiedziany czas zgonu był już bliski, z radości całe trzy dni i trzy noce wielkim i pięknym głosem śpiewała i chwaliła Pana Boga, objawiając tajemnice niebieskie nigdy niesłyszane i przez wielu ludzi niezrozumiane. Potem kazała sobie łoże przed ołtarzem w kościele przygotować i zawoławszy kapłanów i braci zakonnych rzekła: „Śpiewanie minęło dla radości, która ma przyjść. Nadchodzi już płacz dla niemocy i śmierci”, po czym spokojnie i wesoło z piękną twarzą w dzień św. Jana Chrzciciela oddała ducha Panu Bogu. Ludzie, patrząc na nią, wydziwić się nie mogli jej twarzy jaśniejącej spokojem. Wielu dotknąwszy z wiarą jej zwłok, zdrowie odzyskało. Zakończyła żywot mając lat trzydzieści sześć, w roku 1213.

Nauka moralna

Święta Marianna często była trapiona pokusami. Nie wiedząc, co czynić przeciw nim, do rozpaczy przychodziła, mniemając, że grzechem się splamiła, a były to myśli sprośne, nieprzystojne, o jakich Pismo święte mówi: „Od myśli nieuczciwych i głupich a nikczemnych, strzeż mnie, Panie!”

Pokusą tą jest czart, który wiedzie człowieka i pociąga ku sobie, aby go odwieść od dobrej drogi. Zwykle Pan Bóg nie dopuszcza pokusy na tych, którzy w grzechu śmiertelnym pozostają, albo za niego nie żałują, ale na tych, którzy pokutę zaczynają albo ku doskonałym cnotom i uczynkom dla zbawienia swego i miłości Bożej postępują.

Gdyby na kogo z dopuszczenia Bożego pokusa przypadła, niech nie sądzi, że te myśli szkaradne z niego wypływają. One są właśnie przez czarta wzbudzone i on je na myśl przywodzi, aby nimi człowieka zgubić.

Pokusy tej niechaj sobie nikt za grzech nie bierze, ale za osobliwsze nawiedzenie i doświadczenie Boże. Im więcej kto za grzech to mieć będzie, tym więcej nieprzyjaciela rozraduje.

Człowiek winien prosić Pana Boga, aby od niego pokusę oddalał, a jeśli Pan Bóg nie raczy tego uczynić, to pokusę tę winien znosić cierpliwie, a grzechami się brzydzić. Czytamy w żywocie świętej Katarzyny z Sieny, że mając długi czas sprośne, niemoralne myśli i widząc szatanów wabiących ją ku sobie, których potem Jezus od niej oddalił, zawołała: „Gdzieżeś był przez ten czas, Oblubieńcze mój miły?” „W sercu twym byłem” – odpowiedział Chrystus. Na co ona odrzekła: „A wszakże serce moje pełne było sprośności! Jakże Ty mogłeś w nim mieszkać, miłośniku czystości?” A Chrystus rzekł: „W tym, iżeś się owymi myślami brzydziła i żałość z nich wielką mając, miejsce dla Mnie zostawiłaś”.

Tak i my się tym cieszmy, gdyby to na nas przyszło, iż nie ustając w miłości ku Panu Bogu, gdy nas trapią pokusy, nie tylko nie utracimy łaski Boga, ale jej sobie jeszcze więcej przyczynić zdołamy.

Modlitwa

Boże, któryś świętą Mariannę łaskami przedziwnej ostrości i wysokiej bogomyślności hojnie wzbogacił, spraw miłościwie, abyśmy za jej wstawieniem się i przykładem zmysły i ciało umartwiając, ducha naszego do niebieskich rzeczy zamiłowania coraz więcej sposobili. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, który z Bogiem i Duchem świętym żyje i króluje w Niebie i na ziemi, po wszystkie wieki wieków. Amen.

Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.


Komentarze są zamknięte.