15 czerwca Żywot świętego Landelina, opata

(Żył około roku Pańskiego 680)

Landelin urodził się w mieście francuskim Cambrai. Rodzice powierzyli jego wychowanie biskupowi Autbertowi, pragnąc, aby chłopiec wyrósł na człowieka pobożnego i dzielnego. Z początku szło wszystko dobrze, chłopczyk był posłuszny biskupowi, uczył się pilnie i żył pobożnie, a nauczyciel jego był z niego zadowolony. Wyrósłszy, okazywał skłonność do stanu duchownego. Czcigodny pasterz utwierdzał go w tym zamiarze, natomiast towarzysze Landelina wszelkimi sposobami starali się odwieść go od niego. Kusili go przeto, przedstawiając mu, że majątek, jakiego może się spodziewać po śmierci rodziców, pozwoli mu żyć dostatnio i dojść do najwyższych dostojeństw, wodzili go na różne zabawy, podniecali jego namiętności, odciągali go od nauk i modlitwy, i doprowadzili w końcu do tego, że stosunki z pobożnym biskupem zaczęły mu się przykrzyć. Aby nie oglądać oblicza swego wychowawcy i nie słuchać jego wymówek i poważnych napomnień, uszedł potajemnie z miejsca rodzinnego, nie powiedziawszy o tym ani słowa rodzicom.

Niebawem znalazł wesołych towarzyszy z którymi bawił się w nocy i we dnie, póki nie stracił wszystkiego, co z sobą zabrał. Zamiast jednakże powrócić do rodziców i swego nauczyciela, wałęsał się po kraju i dostał się pomiędzy szajkę rozbójników, którzy go z radością przyjęli do swego grona. Tym czasem biskup, nie wiedząc, gdzie się podział jego wychowanek, mocno się tym trapił. Pragnąc przygarnąć do siebie lekkomyślnego młodzieńca, a nie wiedząc gdzie go szukać, począł błagać Boga o ratunek dla nieszczęsnego grzesznika. Noc i dzień trwał na modlitwie, poddając się surowej pokucie. Bóg miłosierny, widząc łzy biskupa i nędzę zepsutego młodzieńca, ulitował się nad nimi i przywiódł Landelina do upamiętania.

Pewnego razu zakradli się rabusie, do których przystał Landelin, do jakiegoś domu. Jeden z rzezimieszków przystawił drabinę do okna, które chcieli wyłamać, ale gdy się dostał na ostatni szczebel, spadł i stracił życie. Rabusie, przestraszeni tym wypadkiem, rozprószyli się na wszystkie strony. Landelin uszedł do lasu, gdzie był zupełnie bezpieczny, ale nie mógł się otrząsnąć z przerażenia, jakim go napełniła okropna śmierć towarzysza. Gdy zasnął, ukazał mu się piękny młodzian i pokazał mu czeluście piekielne, gdzie pomiędzy potępionymi ujrzał rabusia, który spadł z drabiny, męczonego przez szatanów. „Czy chcesz – rzekł młodzian do Landelina – towarzyszyć temu opryszkowi? Landelinie, ten sam los i ciebie czeka, jeśli dalej pójdziesz tą drogą i nie upamiętasz się!” Po tych słowach młodzian zniknął, a Landelin, ocknąwszy się ze snu, zadrżał z przestrachu.

Natychmiast padł na kolana, podziękował Bogu za miłosierdzie, że go raczył skłonić do opuszczenia grzesznej drogi, przyrzekł uroczyście poprawę i błagał gorąco o przebaczenie grzechów. Z brzaskiem dnia puścił się w drogę i jak marnotrawny syn wrócił do swego nauczyciela, czcigodnego biskupa Autberta.

Biskup, zobaczywszy straconego ucznia, nie posiadał się z radości; uściskał go serdecznie, wszystko mu wybaczył i przyjął w swój dom. Za jego radą poddał się Landelin jak najsurowszej pokucie, a porzuciwszy z obrzydzeniem bezbożny żywot, starał się dobrymi czynami powetować dawniejsze przewinienia i zbrodnie. Między innymi po trzykroć odbył pielgrzymkę do Rzymu, aby u następcy świętego Piotra błagać o przebaczenie grzechów. Gdy się biskup przekonał, jak szczerze pragnie Landelin zostać pobożnym sługą Boga, wyświęcił go na kapłana i powierzył mu urząd kaznodziejski. Landelin, sam na sobie doświadczywszy, jak nieszczęśliwy jest grzesznik, jak miłosierny Pan Bóg i jak słodkie szczere nawrócenie, mówił z ambony do zatwardziałych grzeszników z takim przejęciem i namaszczeniem, że żaden nie mógł się oprzeć jego wymowie.

Aby zadośćuczynić skrusze swych słuchaczów i siebie samego tym więcej udoskonalić, udał się Landelin za przyzwoleniem i zgodą biskupa w pustkowie zwane Laubach. Tam z towarzyszami pobudował kilkanaście chatek i w całkowitym odosobnieniu od świata począł z nimi wieść życie samotnicze na wzór dawnych pustelników. Wkrótce poczęła wzrastać liczba pokutników, trzeba przeto było pozakładać więcej klasztorów, w których bracia wiedli żywot świątobliwy. Zatrudnieniem ich była uprawa roli i modlitwa. Trzebili lasy, osuszali bagna, wykopywali głazy i orali ziemię. Wśród pustelni wystawili małą kapliczkę na cześć Matki Bożej, gdzie się schodzili na nabożeństwo. Landelin został ich opatem i przyświecał im jak najlepszym przykładem.

W sędziwym wieku opuścił Landelin klasztor i poszedł dalej na pustynię, aby się oddać jeszcze większej pokucie. Niedługo później zapadł ciężko na zdrowiu. Odgadł święty pustelnik, że zgon jego już niedaleki i przez jednego z zakonników, który go czasem odwiedzał, kazał zwołać braci klasztornych. Zachęcając ich do wytrwałości, przyjął św. Sakramenta i zgasł jak najspokojniej w roku 686. Przy grobie jego stało się wiele cudów.

Nauka moralna

Bóg nie chce śmierci grzesznika, lecz pragnie jego nawrócenia. Dlatego używa rozlicznych sposobów, aby go przywieść do upamiętania i ocalić od zguby. To nawiedza go chorobą, to spuszcza nań groźne niebezpieczeństwa, to przywodzi go do ubóstwa, to zsyła nań różne utrapienia i cierpienia, to przez usta kapłana stara się poruszyć jego sumienie, albo też przez dobry przykład ludzi pobożnych lub przez dobrą książkę usiłuje go ocucić z długoletniego uśpienia. Nieograniczone i niezgłębione jest miłosierdzie Boże, słusznie przeto mówi psalmista święty: „Chwalcie Pana, dobry bowiem jest, a wiecznotrwałe Jego miłosierdzie”. Zastanów się przeto i upamiętaj, grzeszniku! Pomnij na to, że Bóg woła często, woła długo, ale nie zawsze. Zawczasu się przeto zastanów i upamiętaj, bo nikt nie jest pewien, kiedy go Bóg do siebie powoła. Przyjdzie śmierć nagle i niespodzianie, a wtedy już nie będzie czasu do skruchy, żalu i poprawy.

Modlitwa

Boże i Panie mój, spraw miłościwie, abyśmy serdecznie żałując za grzechy nasze, podobnie jak święty Landelin dostąpili przebaczenia, a tym samym zyskali Królestwo niebieskie. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, który króluje w Niebie i na ziemi, po wszystkie wieki wieków. Amen.

Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.


Komentarze są zamknięte.