21 maja Żywot świętego Pachomiusza, pustelnika

(Żył około roku Pańskiego 340)

Święty Pachomiusz, drugi zakonodawca pustelników egipskich po świętym Antonim opacie, przyszedł na świat w Kenobosku, małym miasteczku w Egipcie, roku Pańskiego 291, z rodziców pogańskich. Młodość spędził bardzo poczciwie i nieposzlakowanych był obyczajów.

Mając lat dwadzieścia, został wraz z inną młodzieżą zaciągnięty do wojska. Podczas pewnej wyprawy stał kwaterą w Tebach u jakiejś chrześcijańskiej rodziny. Pobożni ci ludzie obchodzili się z nim tak dobrze, jak gdyby był ich krewnym. Pełen podziwu dla ich dobroci zapragnął Pachomiusz sam zostać chrześcijaninem, rzekł tedy do Pana Boga: „Stwórco Nieba i ziemi! daj mi poznanie prawdziwej religii, a służyć Ci będę do śmierci jak mi to wskażesz”.

Gdy go zwolniono z wojska, wrócił do swego ojczystego miasta i przyjął chrzest święty, po czym udał się do opata Palemona, mieszkającego na puszczy i słynącego z wielkiej ostrości życia, prosząc aby go przyjął pod swoje przewodnictwo duchowne. Ten z początku robił mu trudności, mówiąc, że wątpi, aby podołał tak ciężkiej pokucie, jakiej oddają się pustelnicy pod jego zarządem, ale w końcu przyjął go.

Święty spędził pod jego przewodnictwem lat kilka i nie tylko podołał ostremu, pracowitemu i tylko bogomyślności oddanemu życiu, lecz wszystkich w tym przewyższał, odznaczając się przy tym najgłębszą pokorą, ślepym posłuszeństwem, miłością braci i wszelkimi innymi cnotami najdoskonalszego zakonnika i pustelnika.

Miał też wielkie zdolności, które podniesione łaską Bożą i kierowane Duchem świętym, dawały mu głębokie poznanie Pisma świętego, które ciągle czytał i pobożnie rozważał. Opat i wszyscy bracia zgodnie uważali Pachomiusza za najświątobliwszego i najuczeńszego pomiędzy sobą i udawali się do jego rady w wszystkich ważnych rzeczach tyczących się sumienia i rozumienia głębszych tajemnic wiary. Zdarzyło się pewnego razu, że wysłany przez przełożonego daleko w głąb puszczy, zaszedł w tę jej część, którą nazywano Tabeną, a która jest półwyspem, prawie wokoło wodą otoczonym. Tam jednego dnia odmawiając pod drzewem psalmy, usłyszał głos z Nieba: „Tu masz obrać sobie mieszkanie i klasztor założyć, w którym zgromadzi się wielu pustelników pod twoim przewodnictwem. Nadasz im regułę, jaką ci sam ukażę”. W tej samej chwili ujrzał anioła trzymającego w ręku tablicę miedzianą, na której wypisane były ustawy, jakie miał nadać braciom.

Święty, chociaż czuł dobrze, że to było widzenie Boskie, nie śmiał jednak dowierzać sobie, wrócił więc do klasztoru i zdał z tego sprawę Palemonowi, jako swemu przełożonemu. Ten poznając w tym wolę Bożą, kazał mu niezwłocznie zająć się ułożeniem ustaw, a potem udać się na puszczę tabeńską i tam czekać, co mu Bóg dalej wskaże. Uczynił to sługa Boży, a pierwszym jego towarzyszem na tej puszczy był brat rodzony Jan. Potem przybyło mu więcej uczniów, a wkrótce ich liczba tak się powiększyła, że ciągle musiał zakładać nowe osady pustelnicze, z których każdy miał odrębnego przełożonego, lecz wszystkie razem jemu podlegały. Przyszło wreszcie do tego, że jeszcze za jego życia według reguły przez niego ułożonej żyło siedem tysięcy pustelników, a w klasztorze gdzie on sam przebywał, tysiąc czterysta.

Święty Pachomiusz

Święty Pachomiusz

Zakonnicy ci, tak jak wszyscy pustelnicy, wiedli życie odosobnione, mieszkali w oddzielnych chatkach, trudnili się pracą ręczną, z której się utrzymywali i wspierali ubogich. Tylko na śpiewanie psalmów schodzili się razem. Dla odprawiania nabożeństwa sprowadzał Pachomiusz kapłanów z okolicy, gdyż bardzo był przeciwny temu, aby bracia przyjmowali święcenia, już to dla pokory, już aby tym wyłączniej własną duszą zajęci, oddawali się tylko bogomyślności i pokucie. Ostrzegał też niekiedy braci, mówiąc: „Zakonnik dwóch rzeczy unikać powinien: niewiast i biskupów. Niewiast, bo przestawanie z nimi naraża cnotę czystości; biskupów, bo oni najlepszych zakonników skłaniają, do święceń kapłańskich”. Z cnót zakonnych najwyżej cenił posłuszeństwo i na nim całą doskonałość zakonną zakładał. Było zwyczajem w jego klasztorach, że każdy z zakonników wyplatał co dzień jedną rogożę i wieczorem przynosił ją do przełożonego. Zdarzyło się, że jeden z braci przyniósł któregoś dnia dwie rogoże. Święty, upatrując w tym próżność, rzekł do niego: „Nie dla Boga, lecz dla szatana pracowałeś, bracie”, po czym za pokutę kazał mu uklęknąć wobec zgromadzonych braci i tak do nich przemówić: „Proszę braci najmilszych, aby się modlili za mną do Pana, żeby mi odpuścił grzech mój, że wolałem zrobić dwie rogoże bez posłuszeństwa, niż tylko jedną z nakazu, za którą byłbym otrzymał nagrodę w Niebie”.

W innym znowu klasztorze brat, któremu zlecono sprzedawanie robót wykonywanych przez zakonników, przyniósł pewnego razu sumę trzy razy większą niż mu kazano, tłumacząc się, że musiał sprzedawać drożej, gdyż przełożony tak niską naznaczył cenę, że ludzie posądzali go, że to rzeczy kradzione. Pachomiusz rzeki mu na to: „Widać, że żyje jeszcze w tobie mądrość świecka! Idź teraz i oddaj nabywcom to, coś więcej nad oznaczoną przeze mnie cenę przyniósł, i pamiętaj, że prawdziwie roztropnym jest tylko ten zakonnik, który ślepo spełnia wolę swego przełożonego”.

Mimo to gdy widział jaką duszę słabą, do wysokiego stopnia względność swoją posuwał. Jeden z przełożonych klasztoru pod jego głównym zarządem będących, przyszedł do niego i zapytał co ma robić z bratem, który koniecznie pragnął zostać kapłanem a nie bardzo był tego godny, nie mówiąc już o tym, że sprzeciwiało się to regule ułożonej przez Pachomiusza. Kończąc przydał: „Miarkuję zaś, że gdy mu tego odmówię, brat ten powróci w świat i kto wie co się stanie z jego duszą”. „Pozwól mu przyjąć święcenia kapłańskie – powiedział Pachomiusz – zdaje mi się, że przez to wybawimy jego duszę od szatana”. Jakoż brat ten, zostawszy księdzem, został świętym zakonnikiem. Spotkawszy później Pachomiusza, upadł mu do nóg, mówiąc: „Ojcze, przez łaskawość swoją wyratowałeś moją duszę, bo aczkolwiek czuję teraz, że domagałem się święceń z poduszczenia ducha pychy, gdybyś mi ich jednak nie pozwolił był przyjąć, byłbym doszedł do najsmutniejszych ostateczności”.

Tak wyrozumiałym będąc dla drugich, dla siebie był Pachomiusz bardzo surowy. Mimo że obowiązki przełożonego kilku tysięcy zakonników zajmowały mu bardzo dużo czasu, był pierwszy w pełnieniu wszystkich wspólnych obowiązków i nawet w ręcznej pracy nie dał się wyprzedzić najmłodszemu z zakonników, a gdy go bracia prosili, aby sobie w tym folgował, odpowiedział: „Jarzma, którem wziął, nie złożę. Chrystus Pan nas połączył, abyśmy wspólnie pracowali na życie doczesne i wieczne”. Nikt też nie dorównywał mu w postach i innych umartwieniach ciała, których nie zmniejszał nawet gdy zapadał na zdrowiu. Raz, kiedy był chory, brat, który go doglądał, widząc, że drży od zimna, przykrył go ubogą kołdrą, on jednak odsunął ją i rzekł: „Zdejm to ze mnie, bracie kochany, niech leżę pod rogoża, tak jak sypiają inni bracia”. Nie chciał także używać innych pokarmów jak te, które dawano zdrowym braciom, a w przyjmowaniu ich ściśle trzymał się czasu przepisanego przez regułę.

Miał rodzinę, która go bardzo miłowała, a z którą gdy został pustelnikiem żadnych już nie utrzymywał stosunków. Po długim czasie, kiedy już był założył swój klasztor, siostra jego, którą najbardziej kochał, przybyła do furty klasztornej, prosząc o chwilę rozmowy. Sługa Boży nie wyszedł do niej i taką jej przez jednego z braci posłał odpowiedź: „Dość ci na wiadomości, że żyję. Nie mniej mi za złe, że wyrzekłszy się dla Pana Boga wszystkiego co mi najdroższe było na świecie, i z tobą na tej ziemi już widzieć się nie będę. Lecz jeśliś po to przyszła, aby naśladować mój sposób życia, dopomogę ci do wybudowania niedaleko stąd klasztoru, w którym uczyć cię będę służby Bożej i życia Bogu miłego”. Siostra jego poszła za tą radą i przybrawszy sobie wiele towarzyszek, osiadła na puszczy, dzięki czemu Pachomiusz był również założycielem klasztoru żeńskiego.

Raczył także Pan Bóg obdarzyć tego wielkiego sługę swojego łaską czynienia cudów. Z najodleglejszych okolic przynoszono do niego ciężko chorych, a chociaż z pokory zawsze powtarzał, że jest wielkim grzesznikiem i nie godzien takiego zaufania, kładł na nich ręce, modlił się, i wszystkich uleczał. Nawet samo dotknięcie szat jego wielu uzdrowiło.

Nie doszedł był jeszcze starości, gdy nadeszła ostatnia jego godzina. Zwoławszy braci, upomniał ich, aby ustawy przez niego nadane jak najwierniej zachowali, heretyków pilnie się strzegli, a najbardziej zalecał im posłuszeństwo przełożonym i miłość wzajemną. Potem, wyznaczywszy na opata jednego z najdawniejszych uczniów swoich, Petroniusza, zasnął w Panu dnia 9 maja roku Pańskiego 348, mając lat pięćdziesiąt siedem.

Nauka moralna

Posłuszeństwo jest to cnota, która w nas sprawia, że stajemy się uległymi Panu Bogu i tym wszystkim, którzy Go zastępują. Jest to cnota dla wszystkich bez wyjątku, dla każdego stanu i powołania, gdyż każdy powinien być posłusznym. Cnota ta zawiera w sobie wszystkie inne cnoty. Święty Grzegorz mówi: „Posłuszeństwo tak zaszczepia cnoty w duszy, zachowuje je i udoskonala, jak ogrodnik zaszczepia i pielęgnuje drzewka w ogrodzie”. Ustąpią cnoty a ich miejsca odziedziczą grzechy, jeżeli nie będzie posłuszeństwa dla zwierzchności. Z wszystkich ofiar, jakie Bogu czynić możemy, najmilsza jest ofiara posłuszeństwa, ponieważ oddajemy Panu Bogu to, co najwięcej cenimy, to jest wolność naszą.

Św. Pachomiusz, chcąc zakonników swoich mieć doskonałymi, polecał im szczególnie cnotę posłuszeństwa i jej najbardziej w nich pilnował, za nic ceniąc wszelkie ich czyny same w sobie chwalebne, ale z innych pobudek niż z woli przełożonego dokonane.

Posłuszeństwo osób zakonnych na tym polega, że zakonnik powinien być posłuszny, poddając nie tylko swą wolę, ale i rozum pod rozkazy przełożonego, nie rozsądzając, nie rozbierając, czy to, co mu rozkazują, jest dobre lub złe, aby tylko nie było przeciwne prawu Bożemu; powinien być cichym, cierpliwym i nie obraźliwym. Naucz się wysokiej mądrości ewangelicznej, która według apostoła na tym się zasadza, aby być poczytanym u świata za głupiego. Będziesz mądrym według Boga, jeżeli nie będziesz roztrząsał ani się zastanawiał nad tym, co ci rozkazują, ale będziesz słuchał z dziecinną prostotą i rządził się światłem wiary, uważając za rzecz świętą, pożyteczną, mądrą tylko to, co prawo Boskie i wola przełożonego rozkazuje. Posłuszny nie roztrząsa rozkazów przełożonych, bo cała jego rozkosz czynić to, co mu każą. Bądź przekonany, że wszystko, co przełożony rozkazuje, jest pożyteczne i potrzebne. Bądź przekonany, że obowiązkiem twoim jest być posłusznym i spełniać wolę przełożonego, według słów Mojżesza: „Słuchaj, Izraelu! a nie mów i słowa”. Jest to znak duszy niedoskonałej i serca bez cnót, roztrząsać wolę przełożonego i zastanawiać się nad tym, co rozkazuje, i chcieć wiedzieć, dlaczego tak rozkazuje, nie ufać rozkazowi, wymagać wyjaśnienia powodu rozkazu i wypełniać z ochotą tylko te rozkazy, które nam się podobają i są po naszej myśli i woli. Powinnością wynikającą ze sprawiedliwości, jest, aby człowiek swój rozum poddał woli Bożej i temu, kto Go zastępuje. Aby swój rozum poddać, trzeba czynić, co nie przypada do smaku. Jezus Chrystus mówi, że czyni, co Mu Ojciec każe; a ty sądzisz według własnego rozumu i czynisz, co ci do smaku przypada. Nie jestże to świętokradztwem ujmować cząstkę z całopalenia? Zakonnik jest człowiekiem, który się całkowicie Bogu poświęca, a ty sobie zatrzymujesz najlepszą cząstkę tej ofiary, to jest rozum. Bój się odrzucenia Saulowego, który zbyt polegał na swoim zdaniu. Bój się kary Ananiasza i Safiry, którzy zatrzymali sobie cząstkę z ofiary.

Modlitwa

Przez zasługi i pośrednictwo świętego Pachomiusza, zakonodawcy i wielkiego sługi Twojego, prosimy Cię, Panie, daj nam we wszystkim wolę Twoją poznać i zawsze wiernie ją spełniać. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, który z Bogiem Ojcem i z Duchem świętym żyje i króluje w Niebie i na ziemi po wszystkie wieki wieków. Amen.

Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.


Komentarze są zamknięte.