5 maja Żywot świętej Moniki, Wdowy

(Żyła około roku Pańskiego 369)

Przedziwnym wzorem i wspaniałą pośredniczką u Boga dla niewiast i matek, które za mężów i dzieci ciężkich cierpień doznają, jest święta Monika. Rodem była z Tagasty w Afryce, a stara służebna, która już jej ojca na ręku nosiła, kierowała jej pierwszymi krokami. Piastunka ta była bardzo pobożna i wierna, przeto rodzice Moniki bardzo ją szanowali. Monika kochała całym sercem swoją wychowawczynię, a ta wpajała w nią cnotę panowania nad sobą i wprawiała ją do wstrzemięźliwości, nie pozwalając jej przy obiedzie pić wina, tak jak to robiły niektóre matki, przez co rozpieszczały dzieci i przyzwyczajały je do niewstrzemięźliwości.

Wyrósłszy na piękną, pełną rozumu dziewicę, oddała rękę Patrycjuszowi, który wówczas był jeszcze poganinem. Spodziewała się bez wątpienia szczęśliwego pożycia, ale nadzieje zawiodły ją, gdyż mąż mimo dobrych przymiotów serca był człowiekiem bardzo lekkomyślnym, a zarazem nadzwyczaj drażliwym. Pragnienie rozrywek i zabaw wciągnęło go w grono rozrzutników i rozpustników, pod wpływem których łamał ślub wierności małżeńskiej, a gdy wracał do domu, całe znużenie i gniew wylewał na głowę małżonki. Nieszczęśliwa kobieta znosiła to w milczeniu, tłumiąc łzy i modląc się, a dopiero gdy burza mijała, łagodnymi słowami doprowadzała męża do skruchy i pojednania. Tym niezwyczajnym panowaniem nad sobą, pokorną skromnością, szlachetną powagą, rozumnym zarządem domu, modlitwą i miłosiernymi uczynkami zyskała Monika powszechny szacunek i uznanie swych wysokich cnót, dzięki czemu i Patrycjusz po pewnym czasie uznał swe błędy, zaniechał życia hulaszczego i przyjął wiarę chrześcijańską, w której też bardzo przykładnie umarł.

Monika liczyła wówczas lat 38 i była matką dwóch synów i jednej córki. Najwięcej troski sprawiał jej syn Augustyn, mający lat 17, chłopiec pełen zdolności, ale usposobienia krnąbrnego i łatwo ulegającego namiętnościom. Był wychowany w wierze chrześcijańskiej, ale chrztu jeszcze nie przyjął, co w znacznej części było skutkiem wpływu, jaki nań wywierał ojciec, dopóki był poganinem. Świątobliwa matka gorzko nad tym bolała, ale czekały ją jeszcze sroższe cierpienia, bo Augustyn, wstąpiwszy do szkoły wyższej w Kartaginie, wpadł tam w towarzystwo rozpustników i przyłączył się do wyznawców brudnej sekty manichejczyków. Nieszczęśliwa matka dni i noce trawiła na modlitwie, błagając Boga za swym dzieckiem, ale nieprędko doczekała się pocieszenia.

Kiedy Augustyn ukończył nauki, Monika z odrazy, jaką czuła do manichejczyków, nie pozwoliła mu zamieszkać w domu rodzinnym i zwróciła się z prośbą do biskupa, aby wpłynął na niego. „Godzina łaski jeszcze nie nadeszła – odpowiedział jej biskup – ale ty ufaj w Bogu i módl się, albowiem nie podobna, aby dziecko, za które matka tyle łez wylała, na zawsze przepadło!” Była to jedyna pociecha, jakiej Monika doznała w tym czasie, bo dumny i zarozumiały Augustyn, któremu cierpienia i nadzieje kochającej matki stały się wstrętnymi, tak jak wstrętne jest światło słoneczne dla człowieka chorego na oczy, powrócił do Kartaginy jako nauczyciel krasomówstwa, a potem postanowił przenieść się do Rzymu. Stroskana matka oświadczyła mu stanowczo, że wszędzie za nim pośpieszy. Gdy przybyli nad morze, Augustyn skłamał, że statek dopiero na drugi dzień odbije od lądu, i w nocy sam cichaczem odpłynął, kiedy matka była na modlitwie. Kłamstwa tego szczerze później żałował w pięknej modlitwie: „Okłamałem tak dobrą matkę, kiedy za mnie łzy lała i modliła się! A czegóż żądała? Oto, abyś Ty, Boże, nie pozwolił mi odjeżdżać; ale Ty, Panie, patrząc w przyszłość, nie wysłuchałeś jej próśb. Jej krzyk boleści wzniósł się ku Tobie, gdy nazajutrz zobaczyła statek, który mnie unosił na pełnym morzu, statek, który mnie wiódł do zbawienia”. Monika, dowiedziawszy się później, że Augustyn z Rzymu udał się do Mediolanu i tam poznał się z świętym Ambrożym, udała się także w tę uciążliwą podróż. Jakże się uradowało stroskane serce matczyne, gdy znalazła syna zmienionego i usłyszała, że zerwał zupełnie z manichejczykami! Z nową otuchą błagała Stwórcę, aby dokonał dzieła zupełnej przemiany usposobienia Augustyna. Udała się również do świętego Ambrożego, aby u niego szukać pociechy, i znalazła ją. Jeszcze dwa lata przeżyła w wielkiej trosce i zaniepokojeniu, aż do świąt Wielkanocnych roku 387, w którym to czasie Augustyn przyjął chrzest święty, jak sam powiadał w wodzie, którą jego matka z ócz przez tak długi czas wylała.

Osiągnąwszy to, do czego tak długo dążyła, skłoniła Monika syna do powrotu do Afryki. Towarzyszył jej w tej podróży również drugi syn Nawigiusz i liczne grono przyjaciół.

Święta Monika

Gdy w Ostii pod Rzymem czekali na statek, Monika podczas jednej z rozmów o znikomości tego świata i wiecznej szczęśliwości niebieskiej, rzekła do Augustyna: „Nic na świecie już mnie nie raduje i nie wiem, czemu jeszcze tutaj żyję, kiedy wszystko się spełniło, do czego wzdychałam tak długo i czego pragnęłam. Jedynym celem życia mego było, mój synu, widzieć ciebie chrześcijaninem. I otóż Bóg spełnił to życzenie moje, gdyż widzę cię Jego sługą, pogardzającym znikomościami tego świata. Cóż jeszcze tutaj po mnie? Jestem zbyt szczęśliwa, by żyć dalej na tym świecie. Siałam wśród łez, ale sprzątam żniwo z prawdziwym uszczęśliwieniem”.

Święci Monika i Augustyn

Po tych słowach wzięła syna w objęcia i czule go uściskała. W kilka dni później zakończyła żywot doczesny na rękach wdzięcznego Augustyna, w 56 roku swego życia. Papież Marcin V kazał jej święte ciało przenieść uroczyście z Ostii do Rzymu w roku 1430, gdzie odtąd wielkiej czci doznaje w kościele świętego Augustyna.

Nauka moralna

Nie zamykaj tej księgi, Czytelniku, ani nie śpiesz się, aby rozpamiętywać życie innego bogobojnego Świętego, zanim nie spojrzysz głęboko w serce matki i nie rozważysz boleści, jakiej ta święta matka doznała za życia, albowiem i ciebie urodziła matka wśród boleści, i ty wymawiasz z nabożną ufnością słodkie słowa: „Matko nasza, Kościele święty”. Boleść matki jest bez wątpienia największa i najwięcej ma w sobie goryczy w cierpieniach tu na ziemi, może dlatego, że i miłość matki jest największa, najsłodsza i najzacniejsza, tak dalece, że jej siły i troskliwości słowa wypowiedzieć nie zdołają.

Matka przy całej swej godności jako matka skazana jest na największe cierpienia na ziemi, Wszelkie boleści dotykające dzieci odbijają się najdotkliwej w sercu matki; ona największe na świecie przechodzi męczarnie; a ile łez i umartwień kosztuje ją wychowanie dzieci! Czy syn lub córka mają choćby przeczucie tych trosk i utrapień, jakich doznawała matka przez pierwsze dwa lata po ich urodzeniu? A jeżeli potem ta czuła matka widzi dziecko, które dopiero co rozkwitało, podcięte chorobą i słabością i umierające, lub ulegające skłonnościom grzesznym – to wtedy przejmuje ją boleść nad wszystkie boleści, wtedy woła, jak wołała Najświętsza Matka u stóp umierającego Syna: „Którzy idziecie przez drogę, obaczciei przypatrzcie się, czy jest boleść, jako boleść moja” (Treny Jerem. 1,12).

Pomyśl Czytelniku o własnej matce.

Boleść matki jest najgodniejsza, chwyta każdego za serce i zniewala go do podziwu, albowiem jest to boleść matki. Matka jest tym, co może być najgodniejszego, najwspanialszego, najmilszego na ziemi; w słabości swej ma ona przywileje godne największego uznania, a najściślej łączy się ona ze Stwórcą, kiedy ulubieńca Jego, stworzenie Jego najmilsze nosi pod sercem swoim, owo stworzenie, które później Jego także ma miłować i wyznawać. Boleść matki jest tak pełna godności, że Pan Bóg prawie z zazdrością na nią spogląda i kilkakrotnie wyznaje, „że jeszcze miłosierniejszym jest, niźli matka”. Posłuchaj tylko wylania serca Jego i słów z ust Jego pochodzących: „Więcej, niźli matka mieć będę miłosierdzia ku tobie”.

Nie znajdziesz też pewnie matki, która by boleści swe zamienić chciała na skarby ziemskie i koronę królewską. Kocha też bardzo ten bolesny klejnot godności swej, dlatego Bóg odzywa się tak dobitnie, tak rozczulająco do serca dziecka: „Synu, czcij ojca twego, Janie zapominaj o boleściach matki twojej! Słuchaj, synu, tego głosu Mojego i zachowaj go, jako skałę niewzruszoną w sercu swoim: czcij matkę przez wszystkie dni żywota twego, albowiem pamiętać winieneś, że dużo wycierpiała za ciebie w żywocie swoim”.

Modlitwa

Boże, Pocieszycielu zasmuconych i Zbawco w Tobie nadzieję pokładających, któryś błogosławionej Moniki łzy pobożne o nawrócenie syna jej Augustyna miłościwie wysłuchać raczył, daj nam za pośrednictwem ich obojga grzechy nasze opłakać i miłosierdzia łaski Twojej dostąpić. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, który żyje i króluje na wieki wieków. Amen.

Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.


One Response to 5 maja Żywot świętej Moniki, Wdowy

  1. Pingback:Żywot świętej Moniki | Biały, bardzo biały