22 kwietnia Żywot świętej Opportuny, siostry przełożonej

(Żyła około roku Pańskiego 770)

Święta Opportuna urodziła się w mieście Seez w Normandii i pochodziła z rodu królewskiego. Jeszcze będąc dzieckiem okazywała wielką żarliwość w modlitwie i szczególniejszą miłość ku Jezusowi i Maryi. Gdy dorosła, zajaśniała taką pięknością duszy i ciała, że wielu młodzieńców z najznakomitszych rodów ubiegało się o jej rękę, ale ona pragnęła tylko Jezusa. Pewnego dnia, usłyszawszy w kościele słowa Ewangelii świętej: „Idź i sprzedaj wszystko, co twego, rozdaj pomiędzy ubogich, a pójdź za Mną”, tak się nimi przejęła, że powróciwszy do domu, padła na kolana przed rodzicami i zaczęła błagać: „Zaklinam was w Imię Jezusa, którego słowa dopiero co słyszałam w kościele, nie mówcie mi nic więcej o ziemskim oblubieńcu, postanowiłam bowiem stanowczo ofiarować się tylko Jezusowi, memu Oblubieńcowi w Niebiesiech”. Rodzice pochwalili jej postanowienie i dziękowali Bogu, że im dał tak dobre dziecię.

Tym czasem młodzież czyniła usilne starania o jej osobę, ale Opportuna krótko im odpowiedziała: „Już znalazłam Tego, którego ukochałam, Jemu wierną pozostanę i nigdy Go nie opuszczę”. Rodzice pozwolili jej wstąpić do klasztoru benedyktynek w Montreuil. Kilka zakonnic widziało, jak Anioł Stróż towarzyszył jej gdy wstępowała w progi klasztorne, a brat jej Chrodegard, biskup Seezu, którego serdecznie kochała, pobłogosławił ją w czasie ślubów zakonnych.

W klasztorze ustawicznie pamiętała o przestrodze Pana: „Uczcie się ode Mnie, żem jest cichy i pokornego serca” (Mat. 11,29) i w tej szkole życia czyniła wielkie postępy, a przy tym bez ustanku trzymała na wodzy zachcenia ciała, nigdy nie jadła mięsa, nie piła wina, co środę i piątek wcale nie brała pożywienia do ust, a w niedzielę spożywała chleb jęczmienny i kawałek ryby. Gdy ją pytano, dlaczego tak ściśle pości, odpowiadała: „Adam i Ewa dla samej chęci używania utracili raj, przeto winniśmy się starać, aby przez posty doń powrócić”. Matkę Boską czciła dziecięcą miłością i przywiązaniem, we wszystkich pracach prosiła Ją o błogosławieństwo i wstawienie się do Boga, a we wszystkich zwątpieniach i zmartwieniach o radę.

Po śmierci przełożonej klasztoru jednomyślnie obrano jej następczynią Opportunę. Wzbraniała się przyjąć tę godność, ale prośby sióstr były silniejsze i skłoniły ją do wyrażenia zgody. Zostawszy przełożoną, podwoiła surowość swego życia, a starała się być kochającą matką dla swych podwładnych. Bacząc troskliwie, aby im na niczym nie zbywało, niemniej usilnie pracowała nad podnoszeniem ich serc do większej gorliwości w służbie Bożej. Chore siostry i sługi klasztorne otaczała troskliwą opieką, a ubogim i nieszczęśliwym spoza klasztoru okazywała wielką szczodrobliwość. Żaden wypadek nie zdołał zamącić jej łagodności, nigdy nie widziano jej wzburzonej, nigdy z jej ust nie usłyszano słowa przykrego.

Kielichem goryczy stała się dla niej smutna śmierć ukochanego jej brata Chrodegarda. Wyruszył on na pielgrzymkę do Rzymu i do Jerozolimy, a tym czasem zarząd biskupstwa powierzył bratu ciotecznemu Chrodobertowi, który niestety niecnie nadużył położonego w nim zaufania. Rozpuścił on pogłoskę, że biskup umarł w drodze, po czym przywłaszczył sobie godność biskupią. Kiedy Chrodegard powrócił po 7 latach niebytności i wstąpił do siostry Opportuny, udał Chrodobert radość z jego powrotu i zrzekł się władzy biskupiej, ale jednocześnie wysłał skrytobójcę, który go zamordował w pobliżu klasztoru. Opportuna rzewnie opłakiwała smutny zgon brata, ale Bóg pocieszył ją objawieniem, że zabity dostał się do Nieba, jako Męczennik dla sprawiedliwości. Kiedy ciało biskupa chciano przenieść do klasztoru, najsilniejsi mężczyźni nie mogli tego dokonać, natomiast Opportuna bez wysiłku wzięła ciało brata na barki i sama zaniosła je do kościoła; uważano to za cud oczywisty. Śmierć brata wywołała w Opportunie pragnienie dostania się do Nieba, toteż bez ustanku gorąco prosiła Jezusa, aby jej zesłał koniec żywota.

Bóg wysłuchał jej próśb, odznaczywszy ją jeszcze wielu cudami w uzdrawianiu chorych i cierpiących. Zapadłszy ciężko na zdrowiu przeczuła bliski zgon, zawołała tedy siostry klasztorne, padła im do nóg i prosiła o przebaczenie, po czym udzieliła im zbawiennych rad i zachęty. W ostatnich dniach życia doznawała objawień niebieskich, jakie miewała często za swego żywota. Pewnego dnia mieszkanie umierającej napełniła jasność i jakiś nieziemski zapach, po czym ukazały się jej święte Dziewice i Męczennice Cecylia i Łucja, którym obok Matki Boskiej szczególniejszą cześć oddawała, jako bohaterskim zachowawczyniom dziewiczej czystości. Konająca Opportuna zapytała, czego by Najświętsza Panna od niej żądała, i otrzymała odpowiedź: „Dziewicza Matka Boska oczekuje twego przybycia, abyś się na wieki połączyła z Chrystusem”. Po tym objawieniu przybył i czart. Na jego widok Opportuna zawołała: „Patrzcie, oto szatan, który mnie chce niepokoić! Módlcie się razem ze mną i dopomóżcie mi go stąd wypędzić”. Po gorącej modlitwie rzekła silnym głosem: „W Imieniu Jezusa Chrystusa rozkazuję ci szatanie, odstąp! Oblubienicy Jezusa nie pokonasz tak jak pokonałeś Ewę!” Szatan pokonany zniknął, a święta Dziewica, cierpliwie znosząc boleści, oczekiwała pociechy z Nieba. Podczas kiedy głęboko stroskane siostry na klęczkach odmawiały modlitwy, Opportuna nagle wydała okrzyk radości: „Patrzcie, najmilsza Maryja Panna zbliża się, aby mnie zabrać z sobą! Polecam się Jej opiece”. Wzniosła obie ręce, jakby tę postać niewidzialną chciała objąć do ucałowania – i jej dusza uleciała z ciała dnia 22 kwietnia 770 roku.

Pochowano ją obok brata, a grób jej zasłynął rozlicznymi cudami.

Nauka moralna

Niezawodnie spodobało ci się, Czytelniku, że święta Opportuna już przy wstąpieniu do klasztoru okazała jasny i stanowczy zamiar wyrobienia w sobie cnoty łagodności. Tkwi w tym wielka mądrość. Święta Opportuna od pierwszego dnia wiedziała, do czego dąży, znała cel, którego chciała dopiąć modlitwami, pokutą i całą działalnością życiową. Czy i ty takim samym ożywiony jesteś zamiarem? Czy wiesz dokładnie, jaką cnotę szczególniej chciałbyś sobie przyswoić? Jaka cnota jest przedmiotem modlitwy twojej, twych starań i zabiegów, twego rachunku sumienia? Czy może dotąd podobny jesteś do wybrednego smakosza, który pożąda wszelkich potraw, a w, żadnej nie smakując zapada w końcu na słabość żołądka? Tak się stanie z tobą, jeśli przewracać będziesz karty to tej, to owej księgi, raz zakosztujesz tej, raz drugiej cnoty, a w końcu wszystkie uznasz za nieodpowiednie dla siebie. Utrwal zatem w sobie pewną oznaczoną cnotę! Może i tobie, jak świętej Opportunie, spodoba się łagodność chrześcijańska?

1. Łagodność jest piękną cnotą. Święty Paweł nazywa łagodność ozdobą wybrańców Boga. Jest ona potęgą, bo przez nią nabiera dusza siły do znoszenia z cierpliwością wszelkich przeciwności, do dobrego obchodzenia się z osobami nieprzyjaźnie usposobionymi, do zachowania wesołego i pogodnego umysłu. Równa się ona gładkiej powierzchni wody, w której przegląda się spokojna cisza gwiaździstego nieba. Jakże miła i piękna jest łagodność Chrystusa, kiedy od Judasza nakłoniony obmywa mu nogi, lub pozwoli się całować temu nędznemu zdrajcy w Getsemane, a na hańbę, którą Mu Judasz wyrządził, nic więcej nie mówi, jak: „Przyjacielu, po coś przyszedł?” Jakże niezrównanie pięknie świeci łagodność w obliczu Jezusa, kiedy spogląda na Piotra w chwili, gdy ten po trzykroć się Go zaparł! A ten Piotr, jakże wymownymi słowy sławi później wobec chrześcijan Boską łagodność Jezusa: „Albowiem na to wezwani jesteście, skoro i Chrystus za nas ucierpiał, zostawiając wam przykład, abyście wstępowali w ślady Jego. A on grzechu nie uczynił, i zdrada nie znalazła się w ustach Jego. Gdy Mu. złorzeczono, nie złorzeczył: gdy cierpiał, nie odgrażał się pomstą, ale oddawał się temu, co sprawiedliwie sądzi” (1 Piotr 2,21-23). Cóż sądzisz, czy tej cnoty nie uważasz za stosowną dla siebie, piękną i pożądania godną?

2. Łagodność jest cnotą i tobie także potrzebną. Jasną jest rzeczą, że chrześcijanin bez cnoty łagodności nie zdoła wypełnić obowiązków ani względem Boga, ani wobec bliźnich. Albowiem czymże będzie bez łagodności, bez stałego panowania nad swymi uczuciami? Nie jest zdolnym zebrać myśli w modlitwie, ani uważnie rozważać prawdy Boskie, ani też łączyć wolę swoją z wolą Bożą; serce jego będzie pełne niepokoju, będzie miejscem, gdzie się gromadzą jego zmysły, jego uczucia, jego namiętności; może być wszystkim: obłudnym faryzeuszem, ambitnym uczonym w piśmie, zniewieściałym saduceuszem, ale nie uczniem Jezusa ani dzieckiem Ojca, który jest w Niebiesiech. Jeśli masz jeszcze jakie wątpliwości co do potrzeby łagodności, to wspomnij na naukę Jezusa: „Jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugiego. A temu, który chce z tobą prawem się rozpierać, a suknię twoją wziąć, oddaj i płaszcz… Miłujcie nieprzyjacioły wasze, dobrze czyńcie tym, którzy was mają w nienawiści, a módlcie się za prześladujących i potwarzających was. Abyście byli synami Ojca waszego, który jest w niebiesiech” (Mat. 5,39. 40. 44).

Modlitwa

Stwórco niebieski! Przez pośrednictwo św. Opportuny dodaj nam siły, abyśmy wzrastali w cnocie łagodności, nikomu nie narazili się niecierpliwością, ani szukaniem zwady, a skromnymi byli wobec bliźnich naszych. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa. Amen.

Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.