20 kwietnia Żywot błogosławionego Prandoty z Białaczowa, biskupa

(Żył około roku Pańskiego 1260)

Błogosławiony Prandota Odrowąż, syn Radosława Odrowąża z Białaczowa, a krewny świętych Jacka i Czesława, otrzymał staranne i bogobojne wychowanie, i wykształcony w filozofii i teologii poświęcił się stanowi duchownemu. Zostawszy kapłanem, nie tylko starał się o własną doskonałość, ale także pilnie pracował nad udoskonaleniem bliźnich, wskutek czego Wisław z Kościelca, biskup krakowski, uczynił go archidiakonem katedry krakowskiej. Archidiakon był w owych czasach prawą ręką biskupa w rządach diecezją, okiem, wypatrującym co trzeba naprawić lub zmienić. Na tym trudnym urzędzie zyskał Prandota miłość i szacunek wszystkich diecezjan, umiał bowiem pogodzić ścisłość i sumienność z umiarkowaniem i roztropnością. To było przyczyną, że po śmierci Wisława z Kościelca został jednogłośnie obrany biskupem. Wyświęcił go na ten urząd Pełka, arcybiskup gnieźnieński, w uroczystość świętego Urbana roku 1242.

Błogosławiony Jan Prandota

Błogosławiony Jan Prandota

Nowego biskupa czekało niezmiernie ciężkie zadanie. Było to w rok po pierwszym najeździe tatarskim, po którym w znacznej części południowej Małopolski zostały tylko popioły spalonych osad i trupy pomordowanych mieszkańców. Kościół dzielił smutny los kraju: świątynie i klasztory leżały w ruinach i zgliszczach, a duchowieństwo padło lub rozprószyło się, wskutek czego niedobitki ludności zostały zupełnie pozbawione obsługi duchowej. Aby doprowadzić diecezję do dawnego stanu, trzeba było całych lat wytężonej pracy, zwłaszcza że i majątek kościelny znacznie ucierpiał, ale Prandota, przejęty ogniem prawdziwego zapału dla sprawy Bożej, tym bardziej właśnie nie opuszczał rąk i z tym większą gorliwością spełniał obowiązki swego urzędu. Szczegółów jego odnowicielskiej pracy nie znamy, ale jej wyniki świadczą, że nie zaniedbał niczego, co mogło się przyczynić do podźwignięcia diecezji. Starał się przeto o wzmocnienie karności kościelnej wśród duchowieństwa, pomnożenie jego zastępów i ożywienie pobożności wśród wiernych, i pilnie zabiegał o odbudowę zniszczonych świątyń i klasztorów. Spośród tych fundacyj wymienić trzeba zwłaszcza klasztor i szpital kanoników św. Ducha w Krakowie. Szpital ten, zbudowany przez jego krewniaka i poprzednika na biskupstwie krakowskim, Iwona Odrowąża, na Prądniku pod Krakowem, padł zapewne ofiarą najazdu tatarskiego. Prandota, zasiadłszy na stolicy biskupiej, postanowił go odbudować, ale dla bezpieczeństwa przeniósł go do Krakowa; stało się to 6 kwietnia roku 1244. Oprócz tych znakomitych prac, mających na celu podniesienie diecezji krakowskiej, dokonał Prandota wielkiego dzieła obejmującego cały Kościół i naród polski, a mianowicie wystarał się w Rzymie o policzenie Stanisława Szczepanowskiego, biskupa krakowskiego i Męczennika, w poczet Świętych.

Po kilkunastu latach gorliwych wysiłków Prandoty diecezja krakowska zakwitła na nowo, ale świątobliwy pasterz niedługo cieszył się owocami swej pracy, gdyż pod koniec roku 1259 dotknął Małopolskę nowy napad tatarski. Rozmiary klęski były straszne, gdyż tym razem nikt nie próbował oprzeć się najeźdźcom, a ich zagony przebiegły kraj we wszystkich kierunkach, siejąc mord i zniszczenie. Gdy burza przeszła, Małopolska smutny przedstawiała widok: większa część kraju leżała w ruinach i zgliszczach, wśród których koczowały na pół szalone z trwogi niedobitki gęstej do niedawna ludności. Wkrótce potem pojawił się głód. Prandota pomny słów Zbawiciela: „Coście uczynili jednemu z tych maluczkich, mnieście uczynili” (Mat. 25,40), jakkolwiek sam teraz ubogi, gdyż majątek kościelny ucierpiał na równi z całym krajem, oddał nieszczęśliwym wszystko co mu pozostało. Za jego przykładem poszli wszyscy możniejsi, a przede wszystkim książę krakowski Bolesław Wstydliwy i jego świątobliwa małżonka błogosławiona Kinga, nie dając się nikomu przewyższyć w chrześcijańskiej miłości bliźniego. Gdy minął okres najgorszego zamętu, zabrał się Prandota po raz wtóry do ciężkiej pracy nad odbudową zniszczonej diecezji. Tym sposobem, krocząc drogą cnót chrześcijańskich i kapłańskich oraz nieustannej pracy dla dobra Kościoła i ojczyzny zbliżał się Prandota ku chwili, kiedy za wierne włodarstwo miał otrzymać wieczną nagrodę. Już za życia hojnie go Bóg obdarzył, dając mu łaskę widzeń, albowiem pisarze jego żywota opowiadają, że gdy modlił się po śmierci świętego Jacka, swego krewnego, widział św. Stanisława biskupa i aniołów niosących jego dusze do Nieba.

Bezustanne prace podejmowane dla chwały Bożej i zbawienia bliźnich, jako też posty, modlitwy, a nadto rozmyślanie o Zakonie Pańskim we dnie i w nocy wypełniły całe jego życie. Bóg, gotując mu snadź bogatszą zapłatę, doświadczył go pod koniec życia długą i ciężką chorobą. Znosił ją Prandota cierpliwie i ze zupełnym podaniem się woli Bożej, wołając z Psalmistą Pańskim: „Biednyż ja, bo mieszkanie moje przedłużyło się”. Pragnął bowiem być rozwiązanym z więzów tego ciała, aby żyć z Chrystusem. Nadeszła wreszcie chwila przezeń tak upragniona. Wysłuchawszy z gorącym nabożeństwem Mszy świętej w kościele katedralnym na Wawelu, ze łzami w oczach przyjął święte Sakramenta, a skończywszy wszystkie modlitwy kapłańskie, zaniesiony do domu oddał czystą duszę Stwórcy swemu 20 września roku 1266. Był Prandota jednym z najlepszych i najdzielniejszych pasterzy, jacy kiedykolwiek zasiadali na krakowskiej stolicy biskupiej, wielki rozumem i cnotami.

Święte jego zwłoki złożono najprzód w katedrze, w środku kaplicy świętych apostołów Piotra i Pawła, a gdy Pan Bóg przez jego przyczynę zdziałał wiele cudów, Erazm Kretkowski, archidiakon krakowski, uroczyście podniósł błogosławione szczątki z grobu i przełożył do nowej trumienki cynowej, którą ustawił pod południową ścianą kaplicy. Niestety, gdy niedługo później zaczęto burzyć kaplicę, aby zrobić miejsce pod budowę nowej, fundacji królewskiej rodziny Wazów, wyniesiono z niej wszystko wraz z trumienką Prandoty, wskutek czego jego cześć doznała przerwy. Po wybudowaniu kaplicy Wazów przeniesiono i umieszczono trumienkę z szczątkami Prandoty w murze nad wejściem, ale starań o kanonizację nie podejmowano, a z biegiem czasu zupełnie zaniechano czci wielkiego zmarłego.

Nauka moralna

Kąkol wzrosły na polu gospodarza, nieprzyjaciel, który go wsiał między ziarno, sen, podczas którego nieprzyjazny człowiek mógł wsiać to zielsko szkodliwe, wszystko to jest figurą skutków, które sprawia w duszach ludzkich szatan. Żeby zasadzki tego groźnego nieprzyjaciela zbawienia ludzkiego spełzły na niczym, trzeba aby przełożeni ustawicznie czuwali i nad sobą i nad trzodą, którą im Opatrzność Boska w straż oddała.

Przełożeni powinni czuwać nad sobą dlatego, że nad ich zgubą i upadkiem czart pilniej pracuje niż nad zgubą ich podwładnych, bo wie, że po porażce pasterza „rozproszą się owce trzody” (Mat. 26,31). Oto, co nam powinno otworzyć oczy i pobudzić nas do ustawicznego czuwania nad najmniejszymi poruszeniami naszego serca, żebyśmy nic takiego nie dopuścili, co by je mogło skazić i niewinność jego naruszyć.

Aby zaszczepić w sercu swoim miłość Boga i bliźniego, a z nią wszystkie cnoty, trzeba ustawicznie odcinać dzikie latorośle wyrastające z naszych namiętności, jak to mówi święty Augustyn : „Wyrzuć namiętność, zaszczep miłość”. Trzeba mieć zawsze w pamięci przytomność Boga i udawać się do Niego z prośbą o czujność, by szatan nie mógł między dobre ziarno łask Boskich zasiać kąkolu swoich poduszczeń. Pomyśl teraz, czy czuwałeś tak nad sobą? – Ale przełożeni muszą czuwać nie tylko nad sobą, lecz również z taką samą troskliwością nad duszami im powierzonymi. Oczy przełożonego powinny być ciągle otwarte na ich potrzeby. Bóg cię postanowił nad duszami twoich podwładnych, abyś ich strzegł od nieprzyjaciół, przestrzegał i bronił tak, żeby, gdy który z podwładnych twoich zostanie zwyciężony, nie tobie, lecz jemu wina przypisana być mogła. A jeśli która dusza z twojej winy zginie, wtenczas ty musisz się Bogu swoją duszą wypłacić.

Nigdy nie zapominaj pilnie wykonywać swoje obowiązki, pamiętaj zawsze, żeś stróżem dusz tobie powierzonych, żebyś kiedyś nie musiał zdać ciężkiego rachunku, jeśliby która dusza z twego lenistwa zginęła. Zastanów się nad swoim przeszłym życiem; podobno, kiedyś snem niedbalstwa zasypiał, przyszedł nieprzyjaciel duszny i nasiał kąkolu między twoją pszenicę. O! jak wiele przez twoje niedbalstwo wkradło się zgorszenia, obojętności, jak wiele świąt Pańskich zgwałcono, pijaństwa, złodziejstwa i innych szkaradnych występków popełniono. Powinieneś czuwać ciągle, bez ustanku. Święty Augustyn, mając kazanie o świętym Cyprianie, wspomina o jego pasterskiej czujności. „Rzecz podziwienia godna – mówi – iż święty Cyprian po odłożeniu dekretu na dzień następny widział lud zgromadzony wieczorem, który miał czekać do dnia następnego. Troszcząc się o młodzież tam zebraną, prosił, aby miano wielką baczność na skromne zachowanie się młodzieży”. A ty, czy jesteś tak czujny?

Następnie, przełożony obowiązany jest do miłości Boga i żarliwości, zwłaszcza w tym, co należy do jego władzy, gdyż na nim spoczywa odpowiedzialność jego podwładnych; atoli ta cnota, aby była doskonała, powinna posiadać trzy przymioty: to jest, aby pochodziła z miłości, aby się rządziła roztropnością, i aby była umiarkowana. Miłość jest początkiem prawdziwej żarliwości, bo fałszywa żarliwość pochodzi z fantazji albo też z wrodzonej gorączkowości lub tajemnej pychy. Taką żarliwość pochodzącą z miłości posiadał błogosławiony Prandota z Białaczowa. Żarliwość powinna się rządzić roztropnością, która polega na tym, aby rozpocząć od siebie, od własnego zbawienia. Wielki to błąd, chcieć innych uświątobliwiać, a siebie zaniedbać.

Staraj się więc o duchowne i doczesne dobro poddanych, bo tym właśnie różni się chrześcijanin od poganina. Widząc w swych poddanych bliźniego, czuwa nad nim i myśli o jego potrzebach doczesnych, jako też duchownych. Zły to pan i gospodarz, który obowiązku tego nie spełnia.

Modlitwa

Boże i Panie mój, racz łaskawie to sprawić, abyśmy za przykładem błogosławionego Prandoty starali się Tobie służyć, wiernie przykazania Twe wypełniając, a tym samym na zbawienie wieczne sobie zasłużyli. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, który króluje w Niebie i na ziemi, po wszystkie wieki wieków. Amen.

Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.