13 kwietnia Żywot świętego Marcina I, papieża i Męczennika

(żył około roku Pańskiego 650)

Szczera pobożność i głęboka nauka były orężem, za pomocą którego św. Marcin, Toskańczyk rodem, zyskał nieśmiertelną, sławę w wielkim boju za chwałę Bożą i Kościół katolicki. Będąc jeszcze młodym kapłanem, zażywał takiego szacunku w Rzymie i u Teodora, papieża, że ten wyprawił go jako posła do Konstantynopola, ażeby wystąpił przeciw kacerstwu monoteletów, którzy głosili błędną naukę, że Chrystus ma tylko jedną wolę, tj. Boską, a tym samym przeczyli, że stał się człowiekiem. Naukę tę przyjęło było już kilku biskupów i arcybiskupów, a dwóch cesarzy, Herakliusz i Konstans II, nadużywało swej władzy, aby bronić tego kłamstwa.

Marcin, obrany papieżem w lipcu roku 649, zwołał natychmiast sobór do Rzymu, na którym wraz z 105 biskupami potępił ten błąd, a uporczywych jego obrońców i ich przywódcę, patriarchę konstantynopolskiego, Pawła, ekskomunikował. W odpowiedzi na to cesarz Konstans II posłał do Rzymu Olimpiusza jako namiestnika i kazał mu unieważnić uchwały soboru. Olimpiusz usiłował nasamprzód powaśnić z sobą uczestników soboru, a gdy mu się to nie udało, chciał pojmać papieża. Ponieważ lud stanął po stronie Ojca świętego i nie pozwolił na to ohydne bezprawie, Olimpiusz powziął szatański zamiar, postanowił bowiem przyjąć z rąk Marcina w kościele Matki Boskiej Komunię świętą, i polecił swemu słudze, aby przebił mieczem namiestnika Bożego w chwili, gdy mu ją będzie podawał. Plan ten spełzł na niczym, bo ów sługa zaniewidział. Przerażony niespodzianym cudem Olimpiusz zwierzył się papieżowi z zamierzonej zbrodni, zeznał, że wina za nią spada na cesarza i pojednał się z Marcinem. Papież nie uląkł się cesarza i nadal mężnie sprawował swój urząd. Sława jego cnót rozbrzmiewała po całym świecie katolickim, tym większym jednak gniewem ku niemu pałał Konstans II i jego dworzanie, i przemyśliwali, jakby zgładzić namiestnika Bożego. Oczerniwszy Marcina, że sprzysiągł się z Olimpiuszem na życie cesarza, i że posyłał Saracenom broń i pieniądze, aby czynili najazdy na ziemie cesarskie, Konstans II wyprawił do Włoch namiestnika konstantynopolskiego Kaliopasa z oddziałem wojska i poleceniem, aby uwięził papieża i przywiózł go do Konstantynopola. Chory podówczas Marcin przyjął z szacunkiem Kaliopasa, łoże swe kazał jednak przenieść do bazyliki lateraneńskiej, aby skorzystać z poręczonego ustawami prawa bezpieczeństwa osobistego (nie było wolno bowiem imać choćby największego złoczyńcy, który się schronił do kościoła, dopóki pozostawał w obrębie murów świątyni). Mimo to następnej nocy Kaliopas wtargnął przemocą do kościoła i odczytał pismo cesarskie, orzekające, że wybór Marcina był nieważny i że należy wybrać innego papieża. Duchowieństwo zaprotestowało przeciw gwałtowi i chciało bronić Marcina, on jednak zabronił oporu i pozwolił się okuć w kajdany, po czym zaprowadzono go na okręt.

Święty Marcin, papież

Święty Marcin, papież

Kapitan okrętu otrzymał rozkaz, aby przewlekał podróż, źle żywił papieża i starał się złamać jego opór złym obchodzeniem. Podróż trwała półtora roku; nigdzie nie było wolno Marcinowi wysiąść na ląd, a jego mieszkaniem była wąska i pełna zaduchu kajuta. Odwiedzało go wprawdzie duchowieństwo i świeccy i przynosili mu pod dostatkiem żywności, ale tę zjadała załoga okrętowa, wyszydzając pobożnych dobroczyńców i chorego papieża. Gdy okręt przybył do Konstantynopola, wyrzucono czcigodnego starca na brzeg, na igraszkę i poniewierkę rozbestwionego motłochu, w który wmówiono, że Marcin jest zbrodniarzem stanu, skazanym na śmierć. Potem wrzucono go do ciemnicy, gdzie przeleżał dni dziewięćdziesiąt trzy. Sam w jednym z swych listów tak o tym pisał: „Nie dają mi wody do mycia; drżę z zimna i osłabłem do szczętu; nadto krwawa biegunka nie daje mi spokoju i nie mogę ustać na nogach, a każdy pokarm jest mi wstrętny. Spodziewam się, że Bóg wszechmocny wkrótce oswobodzi mnie od tych mąk. Oby tylko raczył w mych prześladowcach wzbudzić żal serdeczny!”

Ażeby swemu okrucieństwu dać pozór sprawiedliwości, ustanowił cesarz trybunał, złożony z samych dworaków. Ponieważ papież nie mógł się utrzymać na nogach, chwyciło go pod ramiona dwóch żołdaków, ażeby stojąc – tego bowiem zażądał przewodniczący trybunału – wysłuchał aktu oskarżenia. Ojciec święty bronił się tak jasno i dobitnie, że świadkowie zamilkli, ale śmierć jego była już z góry postanowiona. Rozpoczęło się tedy straszne i ohydne widowisko: zdjęto z namiestnika Chrystusowego stułę i odzież aż do koszuli, którą podarto w drobne kawałki, potem zakuto jego szyję w obręcz żelazną, nogi okuto w ciężkie kajdany i powleczono go przez ulice miasta do więzienia. Ponieważ to okrutne znęcanie się nad bezbronnym starcem obudziło w pospólstwie współczucie i oburzenie, przeto odłożono wykonanie wyroku śmierci na później. Z ust Męczennika słychać było tylko słowa: „Dzięki i chwała Bogu w Trójcy jedynemu”.

Jeszcze dwanaście tygodni musiał przebyć w więzieniu, po czym cesarz kazał go wygnać na Krym, gdzie wywożono największych zbrodniarzy. Tam dokonał Święty życia pełnego udręczeń dnia 16 września roku 655. Przy grobie jego odzyskało zdrowie bardzo wielu chorych. Po śmierci cesarza przeniesiono jego zwłoki do Konstantynopola, a następnie do Rzymu.

Konstans II nadal srożył się przeciw katolikom i splamił się krwią własnego brata, który był diakonem, w chwili, gdy mu udzielał Komunii świętej. Dręczony wyrzutami sumienia widział ustawicznie zabitego w sutannie kapłańskiej, podającego mu kielich pełen krwi i mówiącego: „Pij, bracie!” Nie mogąc znaleźć spokoju, ruszył na Rzym, złupił go, po czym udał się na Sycylię, gdzie dopuszczał się niesłychanych zdzierstw i bezprawi, aż wreszcie został zamordowany w łaźni przez sługę.

Nauka moralna

Jednym z dowodów Boskości katolickiego Kościoła jest jego swobóda.

Swoboda ta jest mu koniecznie potrzebna, Jezus Chrystus bowiem, dzierżący wszelką władzę na ziemi i w Niebie, ustanowił w dobroci i mądrości swojej Kościół powszechny dla wszystkich ludzi, jako powszechną instytucję zbawienia i powołał do niego wszystkie narody, aby jedną wiarą, jedną nadzieją, i jedną miłością wielbiły Boga. Nikt nie ma ani tyle rozumu ani upoważnienia, aby mógł rządzić tym, co ustanowił Jezus Chrystus, oprócz tych, do których rzeczono, że mają klucze Królestwa niebieskiego i cokolwiek zwiążą na ziemi, będzie związane i w Niebie, a cokolwiek rozwiążą na ziemi, będzie rozwiązane i w Niebie. Ich. rzeczą jest zarządzać, ustanawiać i czuwać nad wszystkim, co się odnosi do wiary, i bronić tego nie orężem, ale mieczem słowa Bożego, bronić cierpieniem, ofiarą, a nawet życiem swoim. Jest to zadaniem i obowiązkiem naszego Kościoła, który jak dom zbudowany na skale opiera się wszelkim burzom i nawałnościom, – który jak wojsko uszykowane ma za wodza najwyższą głowę na ziemi i najwyższego niewidzialnego i niepokalanego hetmana w Niebie, Jezusa Chrystusa, niewidzialną głowę Kościoła powszechnego, do którego wszyscy mogą i mają przystąpić i trwać w nim, jeśli zbawienie wieczne nie jest im obojętne.

Modlitwa

Boże, który nas doroczną uroczystością św. Marcina, Męczennika Twojego i papieża rozweselasz, spraw miłościwie, abyśmy, obchodząc pamiątkę jego przejścia do Nieba, jego pośrednictwem się cieszyli. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, który króluje w Niebie i na ziemi. Amen.

Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.