12 kwietnia Żywot świętego Makariusza, patriarchy antiocheńskiego

(Żył około roku Pańskiego 1000)

Makariusz, z rodu Ormianin, jaśniał tylu cnotami chrześcijańskimi i tak wielką nauką, że wyniesiono go na godność patriarchy antiocheńskiego. Na tym wysokim urzędzie nie odmienił się w pokorze, owszem, dążył do coraz dalszego postępu, ćwicząc się gorliwie w świątobliwości. Z pokorą też służył wszystkim, uniżając się każdemu w sercu. Miał w sobie ludzkość, połączoną z powagą, twarz zawsze między ludźmi wesołą i we wszystkich postępkach rzadką uczciwość. Świeckimi rzeczami umiał mądrze gardzić i nauczył się przestawać na tym, czym sam był, a czego utracić nie mógł, bo kto sam sobie wystarcza, ma wszystko. Pokarmów używał prostych, służących potrzebie a nie rozkoszy. Występkami i grzechami ludzkimi brzydził się, ale ani się o nie ciekawie nie pytał, ani też nazbyt surowo nie karcił, a pokutującym łatwo odpuszczał. Nie był porywczy do gniewu, a prędki do miłosierdzia. W nieszczęściu dzielny i wytrwały, w szczęściu pokorny i ostrożny. Przez całe życie starał się wszystkim dobrze czynić, nikomu nie szkodzić, od krzywdy bronić. W domu swym utrzymywał wielu ubogich, ale z pokory serca nigdy żadnej zasługi przed Bogiem mieć nie chciał i taił swoje cnoty tak gorliwie, jak to drudzy czynią z grzechami; Bóg nie zapomniał jednak o swym słudze i jego skryte uczynki miały szeroki rozgłos. Dowiedziawszy się o tym zląkł się mąż święty, wiedząc że sława łatwo wbija ludzi w pychę. Dlatego więcej odsuwał się od świata, dworu żadnego nie trzymał i wszystkie dochody rozdawał ubogim i nędzarzom.

Myśląc o doskonalszym jeszcze żywocie, zdał swe prawa do patriarchatu Eleuteriuszowi, a zachował tylko święcenie biskupie, czego oczywiście złożyć nie mógł, bo urząd pasterski powierza się osobie, a czy ta osoba godnie stanowi swemu odpowie, to już od niej zależy. Wyzuwszy się więc z wszystkich ziemskich dóbr i dochodów, opuścił stolicę patriarchatu, aby żyć ubogim wraz z ubogimi. Miał jeszcze rodziców, przyjaciół i dostatki, mimo to, wziąwszy z sobą czterech duchownych, Jana, Piotra, Dawida i Konstantyna, udał się do ziemi świętej, aby opowiadać prawdę Ewangelii żydom i niewiernym. Niestety, żydzi zamiast się nawrócić i uznać słowo Boże, pojmali Świętego i tak go ubiczowali, że ciało od kości odpadało. Bili go i dręczyli, żądając, aby odwołał to co powiedział. Ale w rzeczach Boskich dla żadnego Świętego nie ma wahania. Makariusz z cudowną cierpliwością zniósł męki, przeto żydzi, gdy nie chciał uczynić zadość ich woli, wtrącili go do więzienia i tam, rozpiąwszy go na podłodze, ukrzyżowali! Lecz, o cudo! gwoździe nie chciały młotowi być posłuszne i skrwawione wyskakiwały. Pijani złością rzucili mu na piersi rozpalony kamień i zostawili pod strażą, mniemając, że wnet skona.

Tym czasem Święty weselił się z mąk dla Chrystusa podjętych. Bóg też chciał przez cud otworzyć żydom oczy, uleczył bowiem jego rany, więzienie napełnił światłością i otworzywszy zapory, pozwolił Świętemu jawnie opuścić ciemnicę. Strażnicy, ujrzawszy nad ciemnicą światłość niebieską i cudowne uleczenie, cud ten publicznie zeznali, po czym wraz z żydami, którzy ukrzyżowali Świętego, poprosili o chrzest. Setki ludu padały do nóg Świętego, prosząc o wskazanie drogi zbawienia. Święty nie omieszkał sprzątnąć żniw i zwieźć je do gumien Pańskich, chrzcił bowiem wszystkich i uczył prawd wiary.

Wkrótce licznie gromadził się lud około niego, żądając odeń na przemian nauki, pomocy lub chrztu, a sława jego rozchodziła się mimo jego woli coraz dalej. Stało się też, że za pomocą Bożą uzdrowił w Jerozolimie pewnego głuchego od urodzenia. Gdy ów głuchy zaczął wysławiać to uzdrowienie Święty zląkł się o swą pokorę; pomny nadto, że sława przeszkadza do doskonałości, pożegnał biskupa jerozolimskiego, któremu było na imię Jan, i postanowił udać się do zachodniej Europy, gdzie, jak słyszał, panowało wielkie zepsucie.

Chcąc się tam dostać, musiał przeprawić się przez morze. Czekało go tutaj nowe utrapienie, i to od własnych rodziców, którzy najęli drabów w celu powstrzymania Makariusza z żądaniem, aby wrócił na stolicę patriarszą; w przeciwnym razie mieli go gwałtem przywieźć. Stało się jednak inaczej. Kiedy bowiem łotrzy zamierzali się targnąć na Świętego, nagle pousychały im ręce. Przerażeni tym cudem, błagali go o przebaczenie, prosząc o przywrócenie zdrowia, co się też i stało.

W długiej pielgrzymce zaszedł Święty aż do Bawarii, gdzie przeżył cały rok, a wszyscy, którym słowo Boże opowiadał, otrzymali ducha ewangelicznego i zostali ochrzczeni. Przez jakiś czas mieszkał święty Makariusz w domu niejakiego Adalberta, którego małżonka była złożona ciężką niemocą. Litując się nad chorą i widząc tak w niej jak i w jej mężu szczerą wiarę, umoczył Makariusz swój krzyż w wodzie, której kilka kropli wyleczyło potem niemocną. Uradowany Adalbertus chciał mu ofiarować znaczną sumę, której Święty oczywiście nie przyjął. Sława, jaką zdobył przez ten cud, zmusiła go do nowej wędrówki. Uciekając przed próżnym rozgłosem, a szukając jedynie chwały Bożej, udał się w okolicę, gdzie panowała straszna nienawiść między ludźmi, i krzyżem świętym wnet jedność przywrócił, tak że słusznie możnaby go nazwać apostołem swej okolicy.

Wyczerpany podróżami i niewczasami przyszedł wreszcie do Gandawy i udał się do klasztoru świętego Bawona, gdzie go przyjęto z wielką miłością. Szczęśliwe to miasto, że w nim zamieszkać postanowił człowiek, którego ormiańska ziemia i patriarsza stolica antiocheńska i inne krainy zatrzymać nie mogły! Mieszkając w Gandawie, obchodził Makariusz kościoły, odprawiając w każdym wraz z towarzyszami ofiarę Mszy świętej i prosząc Pana Boga za lud. Chociaż nie rozumiał tamtejszego języka, jednakże przez swe święte modlitwy i ofiary był wielce pożyteczny. Cokolwiek mu dawano, wszystko obracał na ubogich i wielu chorych uwalniał od ciężkiej niemocy.

Gdy chciał się udać z powrotem do Armenii, zachorował na nogę i miał dziwne widzenie, w którym został uleczony przez św. Bawona. Wyzdrowiawszy, zamierzał wykonać dawniejsze przedsięwzięcie, ale Pan Bóg inaczej zarządził. Nawiedziła wówczas Gandawę jakaś groźna zaraza, wskutek czego duchowieństwo postanowiło procesje, litanie i post przez trzy dni. Pan Bóg wysłuchał ich, ale w zamian utracili Makariusza. Zachorowawszy, oświadczył, że już nikt prócz niego na tę zaraźliwą chorobę nie umrze. Przepowiednia ta spełniła się. Umarł święty Makariusz trzeciego dnia owego postu, gdy odprawiono procesję, po czym zaraza wygasła. Stało się to w roku Pańskim 1012.

Grób jego zasłynął wkrótce licznymi cudami, którymi Bóg wszechmogący uwielbił swego Świętego.

Nauka moralna

Jak piękny przykład daje nam pokora świętego Makariusza! Dla tej cnoty opuścił zaszczytne stanowisko, jakie zajmował na stolicy biskupiej, obawiając się, żeby sława, jaką się cieszył wśród ludzi, nie zaszkodziła jego duszy. Opuścił świat z jego uciechami, krewnych i przyjaciół, i udał się do Ziemi świętej, ażeby nawracać żydów do wiary naszej i w cnocie pokory dalej się doskonalić; a chociaż za opowiadanie Ewangelii został pojmany przez zawziętych żydów, ubiczowany, a nawet na podłodze rozpięty i przybity do niej, jednakowoż w wierze świętej się nie zachwiał, za co go Bóg z ran cudownie uleczył i z więzienia uwolnił, wskutek czego nawróciło się wielu żydów. Pomny słów Zbawiciela: „I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”, nie tylko odpuścił dręczycielom krzywdy, które mu wyrządzono, ale nawet modlił się za nich. Święty Makariusz daje nam swoim nader świątobliwym życiem najlepszy przykład. Czy nie możemy go naśladować? Owszem, bądźmy stali w wierze, pokorni, miłujmy Boga nade wszystko, a bliźniego naszego jak siebie samego. Jeżeli to najprzedniejsze przykazanie zawsze w pamięci mieć będziemy, zdobędziemy na pewno, jak święty Makariusz, Królestwo niebieskie. „Błogosławieni cisi i pokornego serca, albowiem oni posiędą Królestwo niebieskie”.

Modlitwa

Ojcze niebieski, któryś przez świątobliwe życie św. Makariusza dał nam przykład, jak i my żyć powinniśmy, udziel nam łaski, abyśmy w prawdziwej pokorze tu na ziemi postępując, po śmierci dostali się do Królestwa niebieskiego. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa. Amen.

Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.