1 kwietnia Żywot świętego Hugona, biskupa

(Żył około roku Pańskiego 1130)

Święty Hugon pochodził z zacnej i wielce pobożnej rodziny. Ojciec jego, Odilon, wstąpił w późniejszych latach do klasztoru kartuzów, a umierając jako stuletni starzec miał tę pociechę, że Najświętszy Sakrament przyjął z rąk swego syna. Kiedy matka św. Hugona była nim brzemienną, widziała pewnego razu we śnie, jakoby urodziła pięknego chłopczyka, po czym przyszli Święci i ofiarowali go Bogu. Pomiędzy Świętymi, objawionymi jej we śnie, był także Piotr św. Widzenie to wielce wpłynęło na późniejsze losy Hugona, albowiem rodzice uważali to zjawisko za objawienie z Nieba i byli przekonani, że pacholę jest powołane do wielkich rzeczy. Gdy chłopiec doszedł odpowiedniego wieku, oddali go rodzice do szkół. Widzenie ziściło się, albowiem Hugon będąc na soborze w Awinionie został wybrany na biskupstwo w Gracjanopolu czyli Grenoble we Francji. Miał wtedy zaledwie dwadzieścia siedem lat, toteż wymawiał się od przyjęcia tej wysokiej i wielce odpowiedzialnej godności, ale z posłuszeństwa dla starszych biskupów i posła papieskiego przyjął ją w końcu. Zanim otrzymał święcenia biskupie, opadła go ciężka pokusa w postaci zwątpienia i dręczyła go tak strasznie, że ze zmartwienia ciężko zachorował. Przez długi czas uważał to za karę że w tak młodym wieku przyjął biskupstwo, toteż chcąc przeprosić Pana Boga postanowił złożyć swój urząd. Mimo to wahał się, aż wreszcie pewnego razu zwierzył się ze swych utrapień jednemu braciszkowi, który mu doradził, aby się udał po radę do papieża, którym wówczas był Grzegorz VIII. Papież, wysłuchawszy Hugona, wręcz mu powiedział, że są to nagabywania i chytrości szatańskie, radził mu więc aby nie rozpaczał, lecz przeciwnie z pokorą i uległością przyjął to dopuszczenie Boże jako krzyż i umartwienie, iżby zyskać zasługę przed Bogiem.

Hugon, pocieszony tymi słowy, przyjął święcenia biskupie i wrócił do swej diecezji, pokusa jednak opuściła go dopiero na łożu śmiertelnym. Diecezja jego była przez poprzednich biskupów wielce zaniedbana; nie było karności kościelnej, księża jawnie wstępowali w związki małżeńskie i trudnili się lichwą i handlem. Zgorszenie, jakie dawali, odbiło się oczywiście na ludności świeckiej, toteż Hugon musiał walczyć z podwójnym złem. Olbrzymia to była praca i frasunek niemały, ale Pan Bóg błogosławił mu, bo już po dwóch latach zapanował porządek w kościołach. Widząc jaki taki ład, opuścił Hugon diecezję i wstąpił do klasztoru kluniackiego, aby się tam wyćwiczyć w pokorze i cnotach kapłańskich. Chciał tam już pozostać na całe życie, ale papież zmusił go do powrotu na biskupstwo. Przejęty świętością klasztornego zacisza, pełnił teraz swe obowiązki jeszcze gorliwiej, stosując się do słów apostoła świętego Pawła, to jest chorował z chorymi i ubolewał nad grzechem i upadkiem swych owieczek, a weselił się, gdy Kościołowi dobrze się działo i gdy widział ludzi postępujących w cnotach i miłości Bożej.

W trzy lata po powrocie Hugona z celi klasztornej przybył do niego święty Brunon, założyciel zakonu Kartuzów, wraz z siedmiu towarzyszami, szukając miejsca na założenie pustelni. Ponieważ święty Hugon miał pewnego razu widzenie we śnie, że mu Pan Bóg zgotował mieszkanie na puszczy, do którego zaprowadziło go siedem gwiazd, udał się przeto z świętym Brunonem na puszczę i tam wspólnie wyszukali stosowne miejsce na pierwszy klasztor kartuzów. Hugon chciał na stałe pozostać w klasztorze, ale gdy św. Brunon udzielił mu po jakimś czasie rady, aby wrócił na stolicę biskupią, gdyż tam jest potrzebniejszy, usłuchał go, wrócił do Gracjanopola i zajął się swoją diecezją jeszcze gorliwiej niż poprzednio.

Zeszło mu na tej pracy czterdzieści lat. Pan dopuścił na niego dwa krzyże, bo chorobę ciała i wyżej wspomnianą pokusę, mimo to jednak Hugon nie ustawał w gorliwym wypełnianiu swych obowiązków. Najmilszą pociechą była mu modlitwa. Kiedy słuchał spowiedzi, nieraz rzewnymi łzami płakał nad grzesznikiem. Niewiast nie lubił słuchać spowiedzi, a jeśli musiał, to czynił to wobec licznych świadków. Tego samego zwyczaju przestrzegał w rozmowie z niewiastami, i tylko ze starszymi paniami chętnie rozmawiał, unikał natomiast płochych, wystrojonych dam tego świata. Szczególnie nienawidził obmowy i plotkarstwa, sam nikomu nowin nie opowiadał, ani też nikogo o nie pytał. Był wielkim jałmużnikiem, ale wspierał tylko ubogich, a nie swych przyjaciół. Pewnego razu, gdy sam ze służbą cierpiał niedostatek, sprzedał złoty kielich i pieniądze rozdzielił pomiędzy ubóstwo, a kiedy czeladź zaczęła szemrać, rzekł: „Bądźmy ubodzy z ubogimi, którzy nie zawsze mają to, czego chcą”.

Święty Hugon

Święty Hugon

Będąc niepospolitym kaznodzieją, sam często miewał kazania, choć ciągły ból głowy wielce mu w tym przeszkadzał. Nie dbał o to, czy uczeni będą go uważali za uczonego, czy też nie; było mu to obojętne, chciał bowiem, aby go wszyscy rozumieli. Sam zawsze do swoich kazań się stosował i przodował wszystkim, tak duchownym jak świeckim, świątobliwością, modlitwą i umartwieniem.

Kiedy się już bardzo zestarzał, prosił papieża Honoriusza, aby go zwolnił z biskupstwa, na próżno jednak, gdyż papież rzekł: „Tyś w swym niezdrowiu pożyteczniejszy aniżeli zdrowi młodzi”.

Po śmierci papieża Honoriusza obrano na jego miejsce naraz dwu papieży: jednego – a mianowicie Piotra Leona – z ramienia cesarza, drugiego – Innocentego – prawnie. Hugon był wielkim przyjacielem Piotra Leona, ale gdy ten trwał w zarozumiałości, pojechał na synod do Anicjum i tam radził, aby Leona wyklęto, bo w Kościele nie będzie spokoju, dopóki będzie trwało rozdwojenie. Prócz tego radził, aby wyklęto i cesarza Henryka za uwięzienie papieża Paschalisa i zgorszenie, dane przez mieszanie się do rzeczy kościelnych. Rady Hugona zostały spełnione, wskutek czego Innocenty otrzymał swą godność, cesarz natomiast stracił cesarstwo i wszystko, co posiadał. Tak więc chorowity biskup udowodnił, że w sprawach Kościoła świętego nie wiąże go ani przyjaźń, ani strach przed cesarzem.

Gdy w późnej starości śmiertelnie zachorował, ukazał mu się anioł i odjął od niego pokusę, ale pozostawił mu zdwojone cierpienia cielesne. Mimo to Hugon nie narzekał, nie szemrał i na łożu boleści był prawdziwym wzorem pokory. Nigdy się o nic nie gniewał, a posługi przyjmował tylko od zakonników. Gdy go o co strofowano, bił się w piersi i prosił o odpuszczenie winy. Chciał nawet, aby go biczowano, że jednak nikt nie śmiał targnąć się na starca, odmawiał przeto psalmy, modlitwy, litanie i co noc 300 pacierzy. W ogóle przez cały czas choroby niczym innym się nie zajmował, jak tylko rzeczami Boskimi.

Pewnego razu odwiedził go hrabia Gwidon. Święty biskup zgromił go na przywitanie, że zbyt wielkie nakłada na ubogich podatki. Jak się o tym dowiedział, nie wiadomo, dość, że hrabia obiecał poprawę. Często także widziano biskupa płaczącego na pokucie. Gdy go za to gromiono, mówiąc, że przecież nikogo nie zabił, ani nie krzywoprzysiągł, biskup odpowiadał: „Cóż z tego? Gdyby nie miłosierdzie Boskie, to złe żądze i próżność już dawno mogłyby nas potępić”.

Umarł licząc lat około osiemdziesiąt, w roku 1132, a w poczet Świętych został zaliczony przez papieża Innocentego II.

Nauka moralna

W życiu świętego Hugona spotykamy jedyne w swoim rodzaju objawienie, to jest, że niemal do samego zgonu trapiła go pokusa bluźniercza względem Boga, Matki Boskiej i rzeczy Boskich, jak nauka o Sakramentach świętych i Świętych Pańskich. Gdy Hugon udał się do papieża po radę, co ma czynić, dowiedział się, że to chytrości i pokusy szatańskie, którym nie trzeba dawać ucha, lecz niezachwianie z nimi walczyć. Przykra to walka, bo szatan dokłada wszelkich starań, aby człowieka skusić, a chociaż i nie skusi, jak np. świętego Hugona, to jednak rozrywa serce i duszę, trapi wnętrzności i ciało, przyprowadza człowieka do rozpaczy, przez co ciało jego więdnie, a siły się wyczerpują.

Pokus mamy trzy rodzaje, to jest:

1) od Boga,

2) od szatana,

3) od samych siebie.

Bóg wprawdzie wprost nie kusi nas do złego, gdyż jako Najświętsza Istota, nie mógłby tego czynić; sprawia to jednak w ten sposób, że zabiera nam drogie osoby, lub pozbawia nas majątku, chociaż jesteśmy pobożni. Tu pokusa już mniej więcej wychodzi z człowieka samego. Nie szemrzemy przeciw Bogu, jeśli spotka nas co złego z własnej winy, jeśli sami jesteśmy przyczyną naszego nieszczęścia, ale jeśli w tajemniczy sposób Bóg w wyrokach swoich postanowił zabrać matce dziecię, to matka, nie znając wyroków Boga, narzeka i nie da się pocieszyć. To jest pokusa od Boga, bo Bóg chce od nas bezwarunkowej uległości, czy zsyła dobre, czy też złe. My naszym ludzkim, tępym rozumem nigdy nie zbadamy, dlaczego Bóg uczynił tak, a nie inaczej Bóg najlepiej wie, co czyni, i Jego wyroki są odwieczne.

Bóg nieraz zsyła na nas pokusy straszliwe, jak na przykład podczas morowego powietrza, kiedy człowiek ani dnia, ani godziny nie wie, kiedy go boleści ogarną i dusza stanie nieprzygotowana przed tronem Najwyższego. My to nazywamy karą Bożą, ale jest to raczej pokusa. Świat wśród zdrowia i szczęśliwości zwykle nie pamięta o Bogu, – dopóki Bóg sam się nie przypomni.

Bóg dozwala szatanowi kusić człowieka, ale dodaje człowiekowi Anioła Stróża, który by go strzegł od pokus. Z jednej strony odzywają się podszepty szatana, z drugiej natchnienie anioła. Ta walka pomiędzy dobrym a złym nie jest grzechem, chyba, że się człowiek odda w moc szatanowi. Ale jeśli zwycięsko wyjdzie z pokusy, jeśli zawstydzony szatan musi odejść, to Bóg nam tę walkę za zasługę poczyta. Żadna pokusa nie jest grzechem, dopóki się jej dobrowolnie nie poddajemy, dopóki się nią chętnie nie bawimy.

Ale łatwiej zwalczyć pokusy szatańskie, aniżeli pokusy wychodzące od człowieka samego. Złe skłonności i namiętności, wrzące w sercu człowieka, wylewają się na zewnątrz i okazują się w grzechu. Szukamy często umyślnie pokus, już to przebywając w złych towarzystwach, już to w rozmowach szpetnych i bluźnierczych. Kto takich sposobności nie unika, ten sam sobie jest szatanem, a szatan nic więcej nie potrzebuje robić, jak stać na uboczu z radości zacierać pazury, aby razem z nim całe piekło weseliło się z potępienia jednej duszy. Zaiste, trudno jest człowiekowi walczyć ze złymi nałogami i namiętnościami. Przy pokusie szatana prędzej usłucha głosu Anioła Stróża, aniżeli przy pokusie, na którą sam się wystawił. Dlatego też Święci Pańscy szukali samotnej, głuchej, bezludnej puszczy, gdyż sposobności do grzechu, jak np. pijatyk, tańców i swawoli na puszczy nie ma. Święci ci chcieli być doskonałymi i stali się takimi, ale do tego potrzebna im była pomoc Boża i silna wola. Nachodziły ich wprawdzie niekiedy pokusy, lecz oni chwalebnie je zwalczali, prosząc Boga: „Od myśli nieuczciwych i głupich a nikczemnych, strzeż mnie Panie!”

W ogóle pamiętajmy, że musimy bronić duszy naszej, by się do niej nie dostał nieprzyjaciel. Doskonałym środkiem obronnym przeciw pokusom jest ciągła, gorliwa praca, jako też stała pamięć o Bogu. Kto pamięta o Bogu, lęka się Go obrazić. Upomina nas też Chrystus: „Czuwajcie i módlcie się, abyście nie weszli w pokuszenie” (Mat. 26,41). Szatan to wąż pełzający po ziemi, nie może więc dosięgnąć tego, kto wznosi się ku niebu. Również ćwiczenie się w panowaniu nad sobą (poskramianie ciekawości, łakomstwa itd.) dopomaga skutecznie do przezwyciężania pokus. Żołnierz każdy ćwiczy się w robieniu bronią; tak i my powinniśmy przygotowywać się do odpierania pokus. Ćwiczenie się w panowaniu nad sobą samym wyrabia w nas siłę woli, konieczną w walce z szatanem. Łatwo ulega pokusom szatańskim, kto zbytnio przywiązany jest do dóbr ziemskich. Człowiek taki podobny jest do podróżnego, który obładowany zbytnio nie może ujść przed zbójcami.

Modlitwa

Wszechmogący Boże, Stwórco nasz i Panie, któryś nam dał przykład w świętym Hugonie, spraw miłościwie, abyśmy za jego przyczyną równie jak on mężnie zwalczali szatańskie podszepty, a chętnie słuchali dobrych natchnień Anioła Stróża. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, który króluje w Niebie i na ziemi. Amen.

Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.