29 marca Żywot św. Eustachego i jego rodziny, Męczenników

(Żyli około roku Pańskiego 120)

Jak cudownie Opatrzność Boska prowadzi ludzi do zbawienia, można się przekonać z żywotu świętego Eustachego i jego rodziny.

Za panowania cesarzy Wespazjana i Tytusa żył dzielny oficer imieniem Placyd, który w wojnie przeciw Dakom tak się odznaczył, że cesarz Trajan mianował go dowódcą jazdy. Pochodził ze znakomitej rodziny rzymskiej i miał za żonę zacną niewiastę imieniem Trajana, która mu powiła dwóch synów. Chociaż poganin, był człowiekiem sprawiedliwym i sumiennym, i ta sumienność wyjednała mu łaskę, że przyszedł do poznania prawdy, która jest w Jezusie Chrystusie.

Placyd był wielkim lubownikiem myślistwa; w czasie pokoju było ono jego najmilszym zatrudnieniem. Pewnego razu ujrzał pięknego jelenia i począł go ścigać. Po długiej gonitwie jeleń przystanął i zwrócił się do myśliwca. Placyd wymierzył już strzałę, ale wnet opuścił łuk, gdyż ujrzał coś świecącego między rogami. Przybliżywszy się, ujrzał, że jeleń ma na głowie krzyż. W tej samej chwili usłyszał głos: „Placydzie, czemu mnie ścigasz? Jam jest Chrystus, którym za twoje i całego świata zbawienie umarł na krzyżu. Widziałem twe jałmużny i dobre uczynki. Gdyś ty wyszedł na łowy, Ja myślałem ciebie samego ułowić”.

Placyd, usłyszawszy te słowa, padł na kolana i zawołał jak niegdyś święty Paweł: „Panie, co chcesz, abym czynił?” „Wróć do miasta – odpowiedział głos – idź do biskupa, daj się ochrzcić wraz z rodziną, a potem przybądź tu na to miejsce, abyś usłyszał, co masz czynić dla wzięcia prawdziwych skarbów”.

Opowiedziawszy żonie owo widzenie dowiedział się Placyd że i ona miała objawienie i słyszała głos: „Jutro z mężem i dziećmi przyjdziesz do Mnie!” Uznając w tym moc Bożą bez zwłoki wyszukali biskupa, a nauczywszy się najważniejszych artykułów wiary, otrzymali chrzest święty. Placyd otrzymał na chrzcie imię Eustachego, Trajana imię Teofisty, a synowie jeden imię Agapeta, drugi Teofista.

Zaledwie ranek zaświtał, pobiegł Eustachy do lasu, na miejsce gdzie usłyszał głos Pański, i uklęknąwszy zawołał: „Panie, udziel Twemu słudze rady, jak mu przyobiecałeś”. Na te słowa usłyszał znowu wyraźnie głos: „Błogosławiony jesteś, żeś się przez chrzest odrodził i szatana zwyciężył. Teraz masz być jak Mój sługa Job wystawiony na pokusy i utrapienia, abyś otrzymał koronę niebieską. Oderwij przeto serce od znikomości tego świata, abyś był bogatym w dobra wiekuiste. Nie bój się niczego, albowiem łaska Moja będzie z tobą, jak niegdyś z Jobem. Pozostawiam ci do woli, czy teraz, czy przy końcu życia chcesz cierpieć”. Na to rzekł Eustachy: „Panie, jeśli tak ma się stać, niech się stanie zaraz”, a otrzymawszy obietnicę, wrócił wesoły do domu, gotowy umrzeć dla Chrystusa. Już po kilku dniach dotknęła go ręka Pańska, bo wszyscy słudzy wymarli mu na morowe powietrze, złodzieje skradli majątek, a mieszkanie stało się pastwą płomieni. Zubożały Eustachy zabrał żonę i dzieci, wsiadł na okręt i popłynął do Egiptu. Kiedy miano wysiadać, a Eustachy nie miał czym zapłacić za przewóz, właściciel okrętu zabrał mu gwałtem małżonkę i odpłynął. Eustachy wielce strapiony, poszedł z synami w głąb kraju szukać żywności. Po jakimś czasie zagrodziła mu drogę rzeka, którą trzeba było przebyć w bród, ponieważ nigdzie nie było mostu. Nie mogąc synów przenieść naraz, wziął jednego i szczęśliwie przeniósł na drugą stronę. Wracając po drugiego, ujrzał, jak porwał go olbrzymi wilk i uniósł do lasu. Obejrzawszy się za pierwszym, ujrzał nadbiegającego lwa, który uniósł go w paszczy. Już chciał się z rozpaczy utopić, ale wnet przypomniał sobie, że Bóg żąda ofiary. Smutny poszedł dalej i dotarłszy po niejakim czasie do małej wioski, najął się za parobka.

Tym czasem cesarz Trajan był w wielkich kłopotach, bo nieprzyjaciele ze wszystkich stron niepokoili państwo rzymskie, a nie było zdolnego wodza. Przypomniał sobie w końcu Placyda, że jednak nikt nie wiedział, gdzie przebywa, rozesłał żołnierzy by go szukali i wyznaczy! wielką nagrodę temu, kto go znajdzie.

Zdarzyło się, że dwaj wysłańcy przybyli także do wioski, gdzie przebywał Eustachy. Przypadkiem spotkali go wracającego z pola, ale go nie poznali, on zaś, dowiedziawszy się, że jego szukają, wziął ich do siebie i ugościł. Gdy się na chwilę oddalił, rzekł jeden z żołnierzy: „Człowiek ten jest tak podobny do Placyda, że powiedziałbym, iż to on sam”. Na to rzecze drugi żołnierz: „Placyd miał bliznę na czole. Jeśli ten ma bliznę, to on”. Gdy Eustachy wrócił i żołnierze spostrzegli bliznę, z wielkiej radości zaczęli płakać i wyjawili mu, dlaczego go szukają. Eustachy bez zwłoki opuścił ukrycie, wrócił do ojczyzny, stanął na czele wojska i wygrywając bitwę po bitwie niebawem zupełnie pokonał nieprzyjaciół, z czego cesarz Trajan tak się ucieszył, że mu pozwolił wojsko w triumfie wprowadzić do Rzymu.

Na jednym z postojów spotkali się na wspólnej kwaterze dwaj setnicy, którzy podczas wojny odznaczyli się wielu bohaterskimi czynami. Gdy sobie opowiadali swe dawniejsze przygody, pokazało się, że są braćmi, Agapetem i Teotistem, których za młodu porwały dzikie zwierzęta. Rozmowie ich przysłuchiwała się pilnie służebna niewiasta, która usłyszawszy imiona braci, padła omdlała na ziemię. Bracia podnieśli ją, a gdy odzyskała przytomność, oznajmiła im, że jest ich matką. Wielka była radość z tego poznania, i tylko to ich smuciło, że nie wiedzieli nic o ojcu.

Teofista, znalazłszy synów, chciała z nimi pójść do Rzymu, do czego potrzebne było pozwolenie wodza. Gdy przemówiła do Eustachego, natychmiast ją poznał i z oczyma wzniesionymi w niebo zaczął dziękować Bogu. Jakże się radował, gdy mu Teofista powiedziała o odnalezieniu się synów! Przywołani, opowiedzieli ojcu, jak ich pasterze obronili od zwierząt, wychowali, a gdy wybierano zdatnych do wojska, ich także wybrano. Na wieść, że ukochany wódz odnalazł małżonkę i dzieci, zapanowała w wojsku wielka radość i z weselem ruszono dalej ku Rzymowi.

Święty Eustachy

Święty Eustachy

Tym czasem cesarz Trajan, który sprzyjał Eustachemu, umarł, a na tronie zasiadł Hadrian. Gdy Eustachy wkroczył na czele wojska do Rzymu, cesarz przyjął go z wielkimi honorami, ale wolą Bożą było, aby Eustachy był ukoronowany, i to koroną świetniejszą, aniżeli korony ziemskich cesarzy. Według zwyczaju rzymskiego wódz po zwycięstwie wchodził do świątyni Jowisza składać ofiary, podczas gdy jeńców strącano ze skały. Eustachy nie chciał tego uczynić i odpowiedział cesarzowi z nieustraszoną odwagą: „Ja wierzę w Chrystusa i Jemu tylko składam ofiary”. Rozgniewany cesarz zagroził mu, że go rzuci lwom na pożarcie, i nie pomnąc jak wielkie zasługi dla ojczyzny położył Eustachy, kazał go istotnie wraz z Teofistą, Agapetem i Teofistem zaprowadzić do amfiteatru, gdzie wypuszczono na nich głodne lwy. Dzikie zwierzęta okazały się łagodniejszymi od ludzi, pokładły się bowiem u stóp świętej rodziny, nie wyrządzając nikomu krzywdy. Zaślepiony cesarz, jeszcze bardziej rozdrażniony tym cudem, kazał rozpalić do czerwoności żelaznego wołu, zrobionego umyślnie dla męczenia chrześcijan, i spalić w nim świętych Wyznawców. Podczas kiedy rozpalano wołu, padł Eustachy z żoną i synami na kolana i w gorącej modlitwie polecił siebie i swoich Panu Bogu. Potem uściskali się i zostali wrzuceni w brzuch rozpalonego wołu, gdzie natychmiast wyzionęli dusze, roku 120. Po trzech dniach chciano wołu oczyścić z popiołu i spalonych kości, znaleziono jednak ciała nienaruszone, wskutek czego wielu pogan uwierzyło w Jezusa Chrystusa.

Chrześcijanie pogrzebali ciała z czcią wielką, a później zbudowano nad nimi piękny kościół.

Nauka moralna

Jak dzień następuje po nocy i ustawicznie zmienia się pogoda, tak i w życiu ludzkim szczęście splata się z nieszczęściem. Jakże my jako chrześcijanie mamy się wobec takich zmian w życiu zachować? Oto powinniśmy zawsze i wszystko, jak święty Eustachy, przyjmować od Boga; powinniśmy we wszystkich wypadkach wielbić Opatrzność Boską i pokładać w niej nadzieję. Nie powinniśmy w nieszczęściu tracić odwagi, ani w szczęściu stawać się dumnymi i zapominać o Bogu. Jest to wielka cnota, a że jej tak mało pomiędzy ludźmi, to pochodzi z braku żywej wiary w Opatrzność Boską, która wszystko najlepiej urządza. Nie zapominajmy, że szczęście i nieszczęście, życie i śmierć, majątek i nędza pochodzą od Boga. „Pan – mówi Pismo św. – czyni ubogim, czyni i bogatym; On poniża, On wywyższa”. Dlatego zawsze w nieszczęściu powinniśmy mówić z pobożnym Jobem: „Pan dał, Pan odjął, jako się Panu upodobało!” (Job 1,21).

Modlitwa

Boże, chętnie poddajemy i powierzamy się świętej Opatrzności Twojej. Czyń z nami według Twego Boskiego upodobania, i udziel nam łaski, abyśmy we wszystkich położeniach życia zawsze w wierze, nadziei i miłości ku Tobie wiernie wytrwali. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, który króluje w Niebie i na ziemi. Amen.

Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.