26 marca Żywot świętego Jana, pustelnika

(Żył około roku Pańskiego 450)

W Rzymie żył swego czasu pewien bogaty i znakomity pan, imieniem Eustropiusz, któremu żona Teodora powiła trzech synów. Dwaj starsi wstąpili do służby wojskowej, najmłodszy zaś Jan oddał się naukom. Zdarzyło się, że pewnego razu przybył do domu Eustropiusza mnich z zakonu acemetów, także w nocy śpiewających na chwałę Bożą. Mnich ten wiele opowiadał Janowi o swym klasztorze i o życiu, jakie tam prowadzą, co wznieciło w młodzieńcu chęć wstąpienia do tego klasztoru i służenia Bogu. Zakonnik ów, odbywający właśnie podróż do Jerozolimy, przyrzekł mu, że w drodze powrotnej zabierze go z sobą. Od tego czasu pragnienie miłości Boga coraz więcej wzrastało w sercu Jana. Poprosił rodziców o Ewangelię, a rodzice, sami pobożni, kazali mu Pismo święte spisać na pergaminie i oprawić w złoto i drogie kamienie. Dniem i nocą czytywał odtąd Jan ową świętą księgę i słowa jej brał do serca.

Tym czasem powrócił ów mnich z Ziemi i świętej, a Jan, obawiając się przeszkód ze i strony rodziców, uciekł z nim potajemnie nocą. Szczęśliwym trafem znaleźli okręt, który przewiózł ich do owego klasztoru. Z powodu zbyt młodego wieku Jana opat nie chciał go zrazu przyjąć, ale młodzieniec prosił tak gorąco, że w końcu ustąpił. Przez sześć lat spełniał Jan surowe przepisy reguły zakonnej z wielką gorliwością, później jednak ogarnęła go wielka tęsknota za rodzicami. Znał wprawdzie słowa Ewangelii: „Kto więcej kocha ojca i matkę aniżeli Mnie, nie jest Mnie godzien”, ale napróżno walczył przeciw pokusie. Z tęsknoty zachorował i już był bliski śmierci, aż wreszcie zwierzył się opatowi, który dał mu zezwolenie na opuszczenie klasztoru. Jan natychmiast jakby cudem ozdrowiał i opuścił klasztor, ale nie na to, aby powrócić do domu i prowadzić życie świeckie, lecz aby pójść za wzorem świętego Aleksego i żyć nieznany jako żebrak w pobliżu rodziców. Spotkawszy podczas podróży żebraka, zamienił z nim szaty i w tym żebraczym odzieniu stanął przy bramie domu rodzicielskiego. Noc już zapadła, przeto czas aż do rana spędził na modlitwie. Kiedy odźwierny otworzył rankiem bramę i chciał go odegnać, prosił usilnie, aby mu dał jakiś kącik w domu, ręcząc, że nikomu nie będzie zawadzał. Odźwierny miał dobre serce, ulitował się więc nad żebrakiem i wskazał mu miejsce, gdzie mógł się schronić.

Święty Jan, pustelnik

Święty Jan, pustelnik

Po kilku dniach matka Jana, wychodząc na przechadzkę, ujrzała go, nie poznała jednak jego wychudłej twarzy i kazała go wyrzucić. Słudzy chętnie zabrali się do tego i z śmiechem wypędzili go na ulicę. Ulitował się nad nim tylko odźwierny i zbudował mu obok rodzicielskiego domu drewnianą chatkę, w której Jan przeżył trzy lata na ustawicznej modlitwie i postach, a szyderstwa i naigrawania służby znosił w pokorze dla miłości Jezusa.

Jeden ze sług zlitował się wreszcie nad nim i opowiedział swemu panu jak wielką pobożnością jaśnieje nieznany przybłęda, że dzień cały przepędza w kościele, a żyje tylko o chlebie i wodzie. Eustropiusz rozczulił się i kazał Janowi dawać codziennie potrawy ze swego stołu, Jan jednak rozdawał je między ubogich. W ten sposób prowadził życie skryte, nędzne i wzgardzone, pełne jednak radości, gdyż Bóg udzielał mu wielu pociech wewnętrznych.

Nareszcie nadszedł czas jego rozstania się z tym światem. Bóg objawił mu godzinę śmierci, więc przygotował się na nią z całą troskliwością. Z największym nabożeństwem przyjął Sakramenta święte i posilony tym chlebem niebieskim kazał do siebie przywołać odźwiernego, podziękował mu serdecznie za opiekę, i prosił, aby go odwiedziła pani domu, ponieważ ma jej wyjawić ważną rzecz. Dumna pani nie chciała zrazu na to przystać, ale na prośbę męża poszła do umierającego. Jan podziękował jej za wszystkie dobrodziejstwa i prosił serdecznie, aby go pochowano na tym samym miejscu, gdzie umrze, i w tym samym odzieniu, które ma na sobie, a gdy Teodora, matka jego, przyrzekła, że to wypełni, wtedy wydobył ową książkę z Ewangeliami, którą w dzieciństwie otrzymał od rodziców, i podał jej z napomnieniem, aby dzieło to, jako największy skarb, mieli zawsze w poszanowaniu i zachowali jako puklerz przeciw nieprzyjaciołom ciała i duszy. Teodora, wziąwszy książkę, natychmiast poznała, że to ta sama, którą niegdyś dała synowi, biegnie więc czym prędzej do Eustropiusza, aby i mu ją pokazać. Eustropiusz również ją poznał, pobiegł przeto wraz z żoną do umierającego i zapytał, w jaki sposób dostała się do jego rąk. Jan odrzekł: „Nadszedł czas, aby wszystko wyznać. Dzieło to ja sam od was otrzymałem, widzicie bowiem przed sobą waszego syna Jana, sprawcę tylu gorzkich łez przez was wylanych. Gdy czytałem tę świętą książkę, napełniła mnie miłość do Jezusa, a zarazem taka obawa o zbawienie duszy, że postanowiłem odtąd tak surowe prowadzić życie”. Powiedziawszy to, zasnął lekko w Panu roku 450.

Nie podobna opisać zdumienia, a zarazem boleści strapionych rodziców, szczególnie matki, gdy sobie rozważyła jak szorstka była niekiedy dla mniemanego żebraka. Jedyną ich pociechą w tym utrapieniu była święta śmierć Jana. Stosownie do życzenia, jakie wyraził przed śmiercią, pogrzebali go na tym miejscu, gdzie umarł, a wkrótce zbudowali tam wspaniały kościół, po czym rozdali cały majątek ubogim i służyli Panu Bogu aż do śmierci.

Nauka moralna

Pan Bóg prowadzi swoich wyznawców rozlicznymi drogami do celu, czyli do świętości i zbawienia, niektórym jednak udziela nadzwyczajnych środków, aby ich uświęcić i ich przykładem zachęcić innych do większej gorliwości. Niewszyscy też mogą się zastosować do słów Jezusa Chrystusa: „Wszelki, który by opuścił dom, albo braci, albo siostry, albo ojca, albo matkę, albo żonę, albo syny, albo rolę dla Imienia Mego, tyle stokroć weźmie i żywot wieczny odzierży” (Mat. 19,29). Nie jest to żaden rozkaz, tylko rada, której udziela Jezus wszystkim, którzy chcą dojść do wyższej doskonałości. Za tą radą poszedł także święty Jan, do czego skłoniło go czytanie Pisma świętego, a Bóg dodał mu siły do tak nadzwyczajnego czynu, że w pobliżu rodziców żył nieznany jako żebrak. Bóg wprawdzie nie żąda od ciebie, chrześcijański Czytelniku, takiego żywota, gdyż nie miałbyś do tego dostatecznej woli ani siły, jednakże jeśli chcesz być zbawionym, powinieneś się starać oderwać od wszystkiego i być gotowym położyć nawet życie dla Jezusa Chrystusa; powinieneś sobie odmówić niebezpiecznych uciech i rozkoszy tego świata; powinieneś unikać wygodnego, miękkiego życia; powinieneś sam siebie się zaprzeć, to znaczy upokorzyć się i starać się pokonać siebie samego, swe pożądliwości i złe skłonności, żeby zaś tego łatwiej dopiąć, winieneś ustawicznie zwracać oczy na ukrzyżowanego Chrystusa Pana i na Świętych Pańskich, którzy za łaską Bożą opuścili dla Jezusa ojca i matkę, jak to uczynił święty Jan. Jeśli tak czynić będziesz, osiągniesz szczęśliwość wieczną, chociaż droga żywota twego nie będzie tak niezwykła. „Nie skarbcie sobie skarbów na ziemi, gdzie rdza i mól psuje, i gdzie złodzieje wykopują i kradną. Ale skarbcie sobie skarby w Niebie; gdzie ani rdza, ani mól nie psuje, i gdzie złodzieje nie wykopują, ani kradną” (Mat. 6,19-20).

Modlitwa

Najsłodszy Boski Zbawicielu, Panie Jezu Chryste, jak chętnie chciałbym iść za Tobą po Twojej drodze krzyżowej, alem ja nędzny i słaby, potrzebujący pomocy; udziel mi przeto łaski świętej Twojej, abym mógł to wykonać, do czego Ty mi zbawiennej chęci udzieliłeś. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, który króluje w Niebie i na ziemi. Amen.

Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.