11 marca Żywot świętego Fidelisa, Męczennika

(żył około roku Pańskiego 1660)

Pobożnym małżonkom, Janowi Rayowi i Genowefie Rosenberger w Sigmaringen, w Szwabii, po pięciu starszych dzieciach dal Pan Bóg w roku 1577 synka, który na chrzcie św. otrzymał imię Marka. Chłopczyk ten przewyższał rodzeństwo nie tylko zdolnościami umysłu, ale również cnotami i dziecięcą miłością ku Matce Boskiej. Jeśli małego Marka nigdzie widać nie było, rodzice wiedzieli, że go zastaną klęczącego pod Bożą Męką, albo przed obrazem Matki Boskiej. W szkole w Sigmaringen był pierwszym w pilności, nauce i obyczajach i takim pozostał w wyższym zakładzie naukowym we Fryburgu. Za pomocą modlitwy, częstego przyjmowania Sakramentów świętych, ćwiczeń pokutnych i wstrzemięźliwości zachował nieskalaną niewinność serca. Ujrzawszy pewnego razu pijaka, tarzającego się w błocie na drodze, powziął silne postanowienie nie tknąć się nigdy gorących napojów i dotrzymał tego postanowienia do końca życia.

Ukończywszy akademię obrał sobie zawód prawnika, przy czym zażywał sławy najcnotliwszego i najmoralniejszego młodzieńca. W jakiś czas później, uproszony przez księcia, udał się z trzema młodzieńcami ze znakomitych rodzin w podróż naukową po Niemczech, Francji, Hiszpanii i Włoszech. Zanim przyjął ten obowiązek, skłonił młodzieńców, iż razem z nim przystąpili do Stołu Pańskiego i polecili się w opiekę Bogu i Pannie Najświętszej. W czasie podróży niestrudzenie wpajał swym towarzyszom szlachetne zasady i wzbogacał ich umysł we wszelkie umiejętności. Uczył ich dziejów kraju, przez który podróżowali, objaśniał ustawy krajowe, pouczał o dziełach sztuki i wprowadzał do uniwersytetów, w których na prośbę ich władz często sam miewał wykłady, wzbudzając podziw swą głęboką uczonością. Przede wszystkim jednak wprowadzał swych wychowanków do szpitali i zakładów dobroczynnych i tłumaczył im błogosławieństwa religii chrześcijańskiej, jako też dawał przykład pobożności i pracowitości. Codziennie wstawał o godzinie 4 rano, dzień w dzień chodził na Mszę świętą, odmawiał różaniec i modlitwy do Matki Boskiej, pościł co sobotę o chlebie i wodzie i we wszystkie święta Matki Boskiej przystępował do Sakramentów świętych.

Po sześciu latach takiej przykładnej podróży oddał owych młodzieńców rodzicom, a sam objął urząd adwokata w Ensisheim w Alzacji. Wkrótce zyskał wielką sławę, albowiem kierując się nieposzlakowaną prawością nie przyjmował spraw złych, bronił zaś z całą siłą i dobrym skutkiem spraw uczciwych, wykrywając wszelkie oszustwa. Koledzy pytali go nieraz: „Dlaczego tak się śpieszysz z kończeniem procesów? Jeśli ludzie chcą się procesować, niech za to płacą. Obrońcy też żyć muszą. Im dłużej wlecze się proces, tym zdaje się być więcej zawikłany, tym większa też sława i zwycięstwo wygrywającego”. Sumienny Marek gardził takimi wybiegami, sprawował urząd swój bezinteresownie, dlatego jedni z nienawiści, a drudzy przez szacunek nazywali go „adwokatem ubogich”.

Zdarzyło się, że mimo najlepszej woli nie mógł zapobiec kilku niesprawiedliwościom; zrzekł się przeto świetnego stanowiska i wstąpił do klasztoru kapucynów we Fryburgu w roku 1612. Po nowicjacie otrzymał imię zakonne Fidelis. „Bądź wiernym (fidelis) aż do śmierci, a ja dam ci koronę żywota” – przemówił do niego kaznodzieja, i Fidelis obrał sobie te święte słowa za prawidło życia, pozostając wiernym Bogu, zakonowi, ślubom, wiernym w małym i w wielkim, jako też wiernym w śmierci męczeńskiej.

Po dopełnieniu wszystkich warunków zakonnych pracował Fidelis nad zbawieniem dusz w Konstancji, w Frauenfeldzie i w Altdorfie w kantonie Uri w Szwajcarii.

Kazania jego wzbudzały podziw i niejednego grzesznika nawróciły. Że wielu zatwardziałych grzeszników obrzucało go przekleństwami, tym większy to dowód, że jego kazania pełne były Ducha Bożego. Jakiś pan śmiał zadrwić sobie z niego, mówiąc: „Jeżeli, mój ojcze, chcesz jadać tłuste potrawy, radzę ci, abyś był pobłażliwszym w kazaniach”. Fidelis odpowiedział mu z uśmiechem: „Mój panie, mnie na tym mało zależy, czy będę jadł tłuste, czy chude potrawy, ale tobie powinno wiele na tym zależeć, bym się nie starał o potrawy dla siebie, lecz o zbawienie duszy twojej”. W Feldkirch w Vorarlbergu cieszył się wielkim poważaniem. Udawano się doń po zdrową radę, po pociechę, lub zachętę; w każdej potrzebie proszono go o pomoc, a ubogi kapucyn chętnie wszystkich obdzielał z swego bogatego skarbu niewyczerpanej miłości.

Święty Fidelis

Święty Fidelis

Kiedy w Feldkirch wybuchnęła pomiędzy wojskiem zaraźliwa choroba, Fidelis, nie dbając o swoje bezpieczeństwo, odwiedzał chorych po kilka razy dziennie, obmywał im wrzody, owijał rany, podawał pożywienie i lekarstwa, za co wszyscy czcili go jak Świętego.

Dla siebie samego był surowym i twardym. Zawsze zajęty pracą, pościł jak najściślej, biczował się nieraz aż do krwi, noce trawił na modlitwie, a kiedy mu chciano ulżyć w czymkolwiek, mówił z pokorą: „Zbyt długo żyłem po światowemu, za późno wstąpiłem do zakonu i w służbę Bożą, dlatego jeszcze dużo mam do zrobienia”. Prosił Boga o zesłanie mu cierpień i o wielką łaskę, aby na cześć Stwórcy mógł ponieść śmierć męczeńską.

Bóg wysłuchał go. W tej części kantonu Graubünden, która należała do Austrii, wrzały zatargi religijne między katolikami a kalwinami, które w końcu doprowadziły do krwawych zamieszek. Arcyksiążę Leopold austriacki uśmierzył bunt siłą oręża, ale jednocześnie prosił biskupa z Chur, aby przysłał misjonarzy, którzy by, opowiadając prawdziwą naukę chrześcijańską, pojednali zażartych przeciwników i postarali się o stałą zgodę. Postanowiono wysiać kilku kapłanów i Fidelisowi dano nad nimi zwierzchnictwo. Z wielką radością przyjął Fidelis rozkaz, będąc pewien, że spełni się jego najgorętsze życzenie, aby mógł oddać krew i życie za wiarę świętą.

Prowadząc ośmiu kapłanów zakonnych udał się do Prättingau. Wielu kalwinów, przekonanych siłą jego kazań, powróciło na łono Kościoła, ale inni zagorzali heretycy powzięli za to ku niemu straszną nienawiść i zaczęli podburzać lud, okłamując go i rzucając najokropniejsze potwarze na misjonarzy. Fidelis dowiedział się o tych niegodziwościach i o tym, że go chcą zamordować, ale to bynajmniej go nie zatrwożyło ani nie zasmuciło.

Dnia 24 kwietnia roku 1662 głosił Fidelis kazanie w Sevis, gdy wtem z straszliwym krzykiem wpadł do kościoła tłum ludzi, uzbrojony w strzelby, włócznie, maczugi i kije sękate. Wnet świsnęła Fidelisowi kula nad głową, zszedł przeto z kazalnicy i przed ołtarzem ofiarował swe życie Bogu, po czym spokojnym krokiem wyszedł z kościoła. Wypadło za nim kilku zbójców i otoczywszy go zaczęli nalegać, aby się wyrzekł zabobonów papieskich. Fidelis odrzekł z dobrocią: „Bracia kochani, przybyłem tu, by wam opowiadać prawdziwą wiarę i gotów jestem umrzeć za nią!” Wtedy wśród przekleństw i złorzeczeń ciął go jeden z uzbrojonych mieczem w głowę, po czym rzucili się nań inni i dobili go. Jeden z kalwinów, słysząc świętego Męczennika modlącego się za prześladowców, zawołał: „Zaiste ta wiara musi być prawdziwa, kiedy uczy w taki sposób umierać!” i został katolikiem.

Papież Benedykt XIII roku 1729 ogłosił Fidelisa Błogosławionym, a papież Benedykt XIV Świętym w roku 1746.

Nauka moralna

Święty Fidelis przekonawszy się, że bez popełnienia grzechu nie może wykonywać urzędu adwokackiego, zaraz się go wyrzekł. Nic go nie powstrzymało od obawy przed popełnieniem grzechu; ani dochody, ani znaczenie, ani zaszczyty, którymi go obsypywano, ani praca, jakiej się musiał poddać, obierając inny stan; i dobrze uczynił, za to bowiem cieszy się teraz szczęśliwością niebieską.

Jak Pan Bóg nienawidzi grzechu śmiertelnego, poznajemy to w ukaraniu zbuntowanych aniołów. Wyrzuceni z Nieba, zostali na wieki pogrzebani w bezdennym piekle za jeden grzech śmiertelny. Kara ta jakże jasno wykazuje, kto jest Bóg, a co jest grzech, który Boga obraża. Ach, jakaż to ślepota grzesznika, że grzech tak łatwo popełnia i rozkosz w nim znajduje!

Grzech znieważa wszystkie doskonałości Boskie: znieważa bowiem najwyższy majestat, przed którym drżą serafini, – powstaje przeciw dobroci, którą kochają Święci w Niebie, – wypowiada służbę, uwalnia się z poddaństwa, nie uznaje panowania Boga, któremu posłuszne są nawet stworzenia nierozumne, – łask Boskich używa na wzgardę. Obala porządek, gdyż to, co Bóg uczynił dla zbawienia człowieka, grzech zamieni mu na wieczną zgubę. Na koniec, grzech znieważa wszechmocność Boską, bo człowiek nie wstydzi się grzeszyć wobec patrzącego nań Boga. Nieszczęśliwy grzeszniku, czy pamiętasz o tym, gdy się na grzech odważasz? i mniemasz, że się wymówisz przed Bogiem, że grzesząc, nie wiedziałeś, iż tak wielką krzywdę Mu wyrządzasz? Postanów sobie przeto nie dopuszczać się nigdy grzechu śmiertelnego, jeżeli już nie z miłości ku Panu Bogu, to przynajmniej dla uniknienia mąk piekielnych. „Biada nam, żeśmy zgrzeszyli” (Treny 5,16).

Modlitwa

Boże! który świętemu Fidelisowi dałeś sposobność poznać w podróży więcej sposobności do dobrego, niźli pokusy do złego, broń nas także od wszelkich niebezpieczeństw ciała i duszy, abyśmy nieskalanymi przebyli życie doczesne i dostali się szczęśliwie do żywota wiecznego. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, który z Bogiem Ojcem i z Duchem świętym żyje i króluje w Niebie i na ziemi, teraz i po wszystkie wieki wieków. Amen.

Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.