26 lutego Żywot świętego Aleksandra, biskupa i Męczennika

(Żył około roku Pańskiego 300)

Gdy w Komanie, w Azji Mniejszej, miano przystąpić do obioru nowego biskupa, udano się z prośbą do świętego Grzegorza cudotwórcy, biskupa w Nowej Cezarei, aby naznaczył odpowiedniego męża. Święty Grzegorz przybył osobiście do Komany, ale uczuł się niemile dotknięty, gdy usłyszał, że chcą mieć biskupem człowieka bogatego i wysokiego pochodzenia; przedstawili mu też kilku takich mężów, nie będąc sami z sobą zgodni, którego z nich obrać. Gdy im powiedział, że nie powinni zważać na zewnętrzne zalety, ale raczej wybrać męża zdolnego i cnotliwego, choćby był i niskiego pochodzenia, zawołał ktoś szyderczo: „Jeśli nie zważasz na znaczenie i chcesz biskupa z motłochu, to wybierz Aleksandra, węglarza”. Przytomni zaczęli się śmiać, ale św. Grzegorz uważał tę szyderczą uwagę za natchnienie z Nieba i kazał sobie przyprowadzić Aleksandra. Biedny węglarz odziany był w łachmany, a twarz i ręce miał brudne od węgla. Na ten widok znowu wszyscy parsknęli śmiechem, ale Grzegorz, który zaraz poznał, że w tym człowieku jest coś osobliwego, wziął go na stronę i począł wypytywać o przeszłe życie, zaklinając, by powiedział szczerą prawdę. Wtedy Aleksander wyznał, że pochodzi z wysokiego rodu, że wszystek swój majątek rozdał na ubogich, a sam z miłości dla Chrystusa oddał się tak niskiej pracy, która jednak daje mu wyżywienie. „Jestem jeszcze młody – mówił Aleksander – a jak mi mówią, wyglądam podobno bardzo pięknie w innym odzieniu. Ale właśnie moja młodość i moja uroda zdawały mi się niebezpiecznymi dla duszy i dlatego wyrzekłem się świata. Schroniwszy się w lasy, żyję jako węglarz”. Po tym wyjaśnieniu Grzegorz nabrał pewności, że ten, a nie kto inny przeznaczony jest od Boga na biskupa, zwłaszcza, że w rzekomym węglarzu odkrył podczas rozmowy wielkie zdolności umysłu. Zaraz kazał go oczyścić, ubrać przystojnie i wprowadzić na zgromadzenie. Nikt nie umiał wytłumaczyć sobie tej przemiany, ale jeszcze więcej się zdziwili, kiedy biskup opowiedział życie Aleksandra. Uznając w tym wyrok Boży, padli wszyscy na kolana dziękując za wskazówkę, poznali bowiem, że będą mieli biskupa danego od Boga. Jednogłośnie też obrano Aleksandra biskupem komańskim. Wahał się Aleksander przyjąć tak ważny obowiązek, ale uznawszy w tym palec Boży, poddał się woli Ojca wszystkowiedzącego i najmędrszego, po czym Grzegorz wyświęcił go na biskupa. Na wezwanie św. Grzegorza wygłosił nowo wyświęcony biskup przemowę do zgromadzonych, i znowu wszyscy się zdziwili, bo Aleksander okazał taką znajomość teologii i wymowy, a słowa jego płynęły z takim namaszczeniem, jakby nie od dzisiaj dopiero, ale oddawna już zasiadał na stolicy biskupiej.

Później również nikt wyboru nie żałował, bo Aleksander umiał godnie piastować swój święty urząd, a podczas prześladowania za panowania Decjusza spalony został na stosie.

Nauka moralna

Świat sądzi zwykle z pozorów, patrzy na pochodzenie, znaczenie, skarby i inne zewnętrzne zalety, Bóg jednak na to nie zważa, ocenia serce człowieka. Gdyby pochodzenie i bogactwo miało mieć takie znaczenie przed Bogiem jak przed światem, to Chrystus nie byłby obrał niskiego stanu, aby nas pouczyć, że na szali sprawiedliwości Bożej takie rzeczy nic nie ważą. Czyż apostołowie także nie pochodzili z biednego stanu rybackiego? Poganie gardzili ubogimi, jako przeklętymi przez ich bożków. Nie rozmawiali z nimi, nie dawali im jałmużny, a obok nędzarza umierającego z głodu na ulicy każdy przechodził obojętnie. Inna była i jest nauka Chrystusa – w ubogich mamy Jego samego widzieć, gdyż powiedział: „Zaprawdę, powiadam wam: Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci Moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mat. 25,40). Chrześcijanie pojęli naukę Chrystusa. W pierwszych wiekach gorącej wiary wielu bogatych porozdawało cały swój majątek między ubogich, tak jak to uczynił ów święty biskup Aleksander. Pierwsi chrześcijanie mawiali do pogan: „Wy nam wymawiacie, żeśmy ubodzy; ubóstwo zasługuje na chwałę. Zresztą podróżny bezpieczniejszy jest w drodze bez trzosa, aniżeli z nim. Gdybyśmy chcieli bogactw, dałby nam je Pan; ale my prosimy tylko o pomoc do cnotliwego życia. Bogacze są niewolnikami swych skarbów, myśmy wolni, ponieważ przy naszym ubóstwie żyjemy cnotliwie”. Nie zazdrośćmy więc nikomu pochodzenia, bogactw, stanu itd., ale i nie gardźmy tymi, którzy stoją od nas niżej. Pozory łudzą; częstokroć pod łachmanami bije najszlachetniejsze serce, podczas kiedy pod złocistymi szatami ukrywa się nieraz występek i zbrodnia. Starajmy się być ostrożnymi w sądzeniu bliźnich naszych, nie dajmy się omamić zewnętrznymi pozorami, lecz patrzmy na wewnętrzną wartość. Popieranie osób i stosunków z powodów, które by nie znalazły przed Bogiem usprawiedliwienia, a z drugiej strony niesprawiedliwe poniżanie innych bliźnich, sprzeciwia się nauce i przykazaniom Jezusa Chrystusa. Dlatego też apostoł Jakub tak pięknie nas napomina: „Bracia moi, bez względów na osobę, miejcie wiarę w chwałę Pana naszego Jezusa Chrystusa. Lecz jeżeli w osobach przebieracie, grzech czynicie, i sam Zakon potępia was jako przestępców” (Jak. 2,1. 9).

Modlitwa

Panie i Boże mój, Ty nie patrzysz na osobę, lecz sądzisz według odwiecznej Twojej sprawiedliwości i miłujesz tych, którzy są ubodzy w duchu i pokornego serca. Spraw przeto miłościwie, abyśmy życie nasze zawsze według nauki świętej Twojej Ewangelii urządzali i kieruj sercem naszym według zasad chrześcijańskiej wiary. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa. Amen.

Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.