12 lutego Żywot świętej Eulalii, Męczenniczki

(żyła około roku Pańskiego 300)

Święta Eulalia niezaprzeczenie należy do liczby tych Świętych, w których życiu niekażdy szczegół za przykład godny naśladowania wszystkim posłużyć może. Jak się mianowicie niżej przekonamy, święta ta, powodowana szczególnym natchnieniem Ducha św., sama wydała się w ręce katów, czego nikomu bez zuchwalstwa czynić się nie godzi, wyjąwszy osoby wyraźnie i niewątpliwie przez Boga natchnione. Każdy chrześcijanin, wsparty łaską Boską, której Bóg żadnemu na tę próbę wystawionemu nie odmawia, winien być gotowym raczej śmierć ponieść, aniżeli się wyrzec Chrystusa; samemu jednakowoż bez konieczności na to się narażać, byłoby zuchwałą zarozumiałością, mogącą łatwo ściągnąć karę, przez odjęcie wytrwałości, w takim wypadku właśnie potrzebnej. Niezmiernie też rzadki wyjątek stanowią dusze, które natchnione do tego przez Boga, odważają się na krok dla drugich tak niebezpieczny.

Z tej właśnie liczby była nasza Święta. Przyszła na świat w połowie trzeciego wieku, w mieście Barcelonie w Hiszpanii, z rodziców należących do szlachty i gorliwych chrześcijan. Wychowana w wielkiej pobożności, słysząc o palmach męczeńskich, jakie za jej czasów wielu mężnych wyznawców zdobywało, sama poczęła o tym marzyć jak o największym szczęściu, jakie ją mogło spotkać na ziemi, i modliła się gorąco, błagając Pana Boga aby ją do tej najwyższej łaski usposobić raczył.

Święta Eulalia

Święta Eulalia

Miała lat czternaście, gdy do Barcelony przybył jako wielkorządca głośny już wtedy prześladowca chrześcijan, imieniem Dacjan. Działo się to za panowania cesarzów Dioklecjana i Maksymiana; przez nich też został wysłany Dacjan, aby wytępił wiarę na całym Zachodzie, nikogo nie szczędząc, byle dopiął zamierzonego celu. Jakoż gdy się pojawił w Barcelonie rozpoczęło się natychmiast jedno z najokrutniejszych prześladowań wiernych; więził ich gromadami i mordował, zadając poprzednio męczarnie z najzawziętszym okrucieństwem obmyślane. Chrześcijanie w największym przerażeniu kryli się gdzie mogli. Zamożniejsi uchodzili z miasta. Uczynił to także ojciec św. Eulalii, udając się wraz z córką do majętności, jaką posiadał w górach o kilka mil od Barcelony. Szczególnie obawiał się o córkę, gdyż tyran najzacieklej prześladował osoby słynące z wielkiej pobożności. Poza tym lękał się, że jej urodziwa powierzchowność może ją na jeszcze większe niż śmierć narazić niebezpieczeństwo, gdyby się dostała w ręce pogan.

Ostrożności ojcowskie nie miały jednak pozbawić Eulalii korony męczeńskiej, której od dawna pragnęła. Pewnego dnia, na wieść, że Dacjan z jeszcze większą niż dotąd wściekłością katuje chrześcijan, którzy wpadli w jego ręce, Eulalia opuściła potajemnie dom rodzicielski i udała się do Barcelony, kierując się prosto na plac, gdzie odprawiano sądy. Stanąwszy przed Dacjanem rzekła: „Jak śmiesz, Dacjanie, barbarzyńsko rozlewać krew chrześcijan i zmuszać wyznawców Jezusa Chrystusa do oddawania czci fałszywym bogom? Jeden tylko jest Bóg prawdziwy, którego cesarze Dioklecjan i Maksymian, równie jak ty sam i wszyscy ludzie czcić są obowiązani. Będąc człowiekiem stworzonym przez tego Boga, jak śmiesz obrażać swego Stwórcę wszechmocnego!” Dacjan, zdumiony tymi słowy, zawołał: „Ktoś ty jest, która ważysz się tak ubliżające wyrazy miotać przeciwko majestatowi cesarzów i uwłaczać uszanowaniu należnemu jego urzędnikom?” – „Nazywam się Eulalia – odrzekła Święta – i jestem służebnicą Jezusa Chrystusa, któremu należy się cześć Boska”.

Wtedy Dacjan kazał Eulalię okrutnie ubiczować, a potem wtrącić do więzienia. Gdy ją srodze katowano, jaśniejąc najwyższą radością wołała do katów: „Nie czuję wcale mąk, które mi zadajecie, gdyż Bóg mój jest ze mną”. Sędzia, zdziwiony jej, siłą, a ogarnięty dzikim pragnieniem zemsty, kazał ją rozciągnąć na rusztowaniu i szarpać żelaznymi hakami, po czym przykładano jej do boków płonące pochodnie i tarzano ją w palącym się wapnie. Gdy z tych wszystkich katuszy wyszła silna i niezachwiana zarówno na ciele jak na duszy, Dacjan kazał jej lać na głowę wrzący olej, a w nozdrza roztopiony ołów, zmieszany z gorczycą i octem. Pan Bóg chciał opamiętać okrutników cudem, albowiem od ognia, którym męczono Eulalię, zajęło się odzienie katów i wszyscy w mgnieniu oka zostali zamienieni w popiół.

Ale napróżno. Zatwardziałości i barbarzyństwa Dacjana nic zmienić nie mogło. Nie posiadając się z gniewu, postanowił do tych męczarni przydać jeszcze najokrutniejszą dla świętej dziewicy zniewagę i w tym celu rozkazał, by ją odarto z odzienia i oprowadzono po ulicach miasta. Lecz i tu Pan Jezus nie odstąpił tej nieustraszonej sługi swojej i nowym cudem raczył oszczędzić jej skromność. Oto zaczął padać śnieg, tak gęsty, że w jednej chwili okrył całe ciało Świętej grubą, a białą jak jej dusza szatą. Poruszyło to wielu pogan, tak że zaczęli już w tym wszystkim poznawać moc i rękę prawdziwego Boga, wszakże Dacjan i na to okazał się ślepym, skazał bowiem Eulalię na ukrzyżowanie. Pełną radości, że będzie umierać śmiercią podobną jak Zbawiciel, rozpięto ją na krzyżu, a gdy długo skonać nie mogła, dobito ją uderzeniem topora w głowę. W chwili gdy Pan Jezus zabierał jej duszę do siebie, widziano ją w kształcie gołębicy unoszącą się do Nieba.

Nauka moralna

Śnieg, cudownie ciało świętej Eulalii pokrywający, jest obrazem tej świetnej białości, jaką w oczach Boga jaśnieje każda dusza, przyozdobiona cnotą świętej czystości. Jak wielce Pan Bóg umiłował tę Świętą dziewicę, ratując w ten sposób jej skromność dziewiczą, dowodzi właśnie ów cud widoczny, którym postanowił ją od wszelkiej skazy wolną zachować. Umiłujmy więc tę cnotę nad cnotami z całego serca; za łaską Pańską i opieką Matki Przeczystej, chrońmy ją od najmniejszej skazy i strzeżmy jej jak najstaranniej, a sami zasłużymy sobie na podobne korony, z jakimi stanęła święta Eulalia w Niebie.

Modlitwa

Boże, czystości duszy Dawco i Miłośniku, tą świętą cnotą dusze nasze racz obdarzać, i od wszelkiego grożącego jej niebezpieczeństwa miłościwie nas zawsze wybawiaj. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, który króluje w Niebie i na ziemi, po wszystkie wieki wieków. Amen.

Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.