12 stycznia Żywot świętego Arkadiusza, Męczennika

(żył około roku Pańskiego 250)

W Cezarei Mauretańskiej, w jednym z większych miast tego kraju, żył za panowania cesarza Dioklecjana pewien chrześcijanin imieniem Arkadiusz, człowiek niezmiernie bogaty, a przy tym wielce pobożny i miłosierny dla ubogich. Kiedy wszczęło się prześladowanie, starosta tamtejszy, chcąc się przypodobać cesarzowi, kazał sporządzić spis wszystkich mieszkańców i wyznaczył dzień, w którym mieli się zebrać i złożyć ofiarę bożkom. Arkadiusz, aczkolwiek nie lękał się śmierci męczeńskiej, mimo to ukrył się, aby tym lepiej przysposobić się na śmierć, a zawiadowcą domu swego ustanowił na ten czas jednego z swych powinowatych. Gdy minął dzień wyznaczony na pokłon bożkom, a spis wykazał, że Arkadiusz uchylił się od tego, starosta kazał go uwięzić i stawić przed sobą. Wobec tego, że Arkadiusza w domu nie zastano, a zawiadowca nie wiedział gdzie przebywa, rozgniewany starosta jego kazał wrzucić do więzienia i trzymać go tam dotąd, dopóki nie wyjawi, gdzie schronił się Arkadiusz. Na wieść o tym Arkadiusz natychmiast opuścił miejsce schronienia i stawił się przed starostą. „Jestem gotów – rzekł – ponieść wszelkie męki, ale puść wolno niewinnie uwięzionego”. „Obu was uwolnię – odrzekł starosta z udaną przychylnością – jeśli się bogom pokłonicie”. „Oddać cześć bogom! – zawołał z oburzeniem święty Męczennik. – Domagasz się tego, bo nie wiesz, że chrześcijanin żyje tylko Chrystusem i w Chrystusie, a jeśli za Niego umiera, śmierć jest dla niego najpożądańszym zyskiem”. Starosta, chcąc go przerazić, kazał przynieść narzędzia katowskie, ale zawiódł się, gdyż, Arkadiusz natychmiast chciał się oddać oprawcom. „Niech więc umiera, kiedy śmierci pragnie! – zawołał z wściekłością – lecz zadajcie mu śmierć powolną; męczcie go tak, aby chciał jak najprędzej umrzeć, a niech na to jak najdłużej czeka. Niech patrzy na swoje ciało porąbane i posieczone, jak na drzewo, któremu poobcinano wszystkie gałęzie. Zobaczymy, jak go wtedy wspomoże Bóg jego!” Rozkazał tedy katom, by mu odcinali członek po członku. „Zacznijcie – mówił – od palców u rąk, odcinając staw po stawie. Tak samo poobcinajcie mu po kawałku nogi, a róbcie to wszystko jak najwolniej, aby tyle razy przeżył mękę śmiertelną ile ma stawów. Wtedy pozna, jak karzą bogowie tych, którzy nimi i cesarzem gardzą!”

Święty Arkadiusz

Arkadiusz wysłuchał owego straszliwego wyroku z oczyma w niebo wzniesionymi, po czym sam się rozebrał i oddał się oprawcom z podziwu godnym spokojem. Leżąc we krwi, modlił się donośnym głosem: „Panie i boże mój i Od Ciebie otrzymałem te członki, Tobie też je ofiaruję! Ty mi je znowu oddasz w dzień Sądu Ostatecznego! Błogosławioneście, dostępując takiej chluby. Kocham was odtąd tym więcej, gdyż odcięte, teraz prawdziwie do Boga należycie. Na krótki czas musimy się rozłączyć, abyście mi były w nieśmiertelności wrócone, iżbym mógł wyjść naprzeciw Króla wiecznej wspaniałości”.

Pomiędzy wielu tysiącami zgromadzonych nie było nikogo, kto by się nie był zalał łzami. Nawet sami oprawcy płakali z litości, współczucia i wzruszenia. Zebrawszy ostatnie siły, rzekł do nich Arkadiusz: „Wy, którzy jesteście świadkami tego niezwykłego widowiska, poznajcież, jak lekkie jest wszystko temu, który wiecznej korony oczekuje! Wierzcie mi umierającemu, że wasze bałwany nie są bogami i nic wam pomóc nie mogą. Wyrzeczcie się ich haniebnej służby! Jeden tylko jest Bóg, ten który mnie w tym opłakanym stanie, w jakim mnie widzicie, wspiera i pokrzepia. Cierpieć dla Niego jest słodką radością, umrzeć dla Niego jest prawdziwym życiem”.

Po tych słowach dusza jego uleciała w Niebo po wieczną zapłatę, dnia 12 stycznia 250 roku.

Nauka moralna

Wielki i cudowny jest Pan w Świętych swoich, bo gdyby On nie udzielił im siły i pomocy, jakim sposobem w takich wypadkach mogliby zwyciężać? Zgroza nas przejmuje, gdy rozważamy męczarnie, jakie wycierpiał św. Arkadiusz. Pamiętajmy jednak, że miłość Boga jest silniejsza niż groza śmierci. Miłością taką rozpalony, mógł zawołać Święty: „Dla Boga cierpieć jest rozkoszą, dla Boga umierać to żyć!” Miłość nie tylko dodała mu mocy do zniesienia męczarni, ale osładzała jego cierpienia i zamieniła je w rozkosz. Kto Boga z całego serca kocha, ten zawsze jest gotów wszystko podjąć, wszystko cierpieć, aby Mu dać dowód swej wierności. A im kto więcej ofiar z miłości dla Niego ponosi, tym więcej doznaje owej niebieskiej pomocy, która mu ułatwia walkę i nagradza go przedsmakiem wiecznej szczęśliwości, jakiej dzieci tego świata napróżno szukają w swych uciechach. Starajmy się więc kochać Boga z całego serca, a wtedy i my doświadczymy prawdziwości słów, które św. Arkadiusz wyrzekł do pogan patrzących na jego mękę, że Bóg, który nas w wszystkich walkach i utrapieniach pociesza i wspiera, sprawia, iż wszelka zgroza niczym nie jest dla tego, który pomni na nieśmiertelność duszy i oczekuje korony niebieskiej. „Dobry Pan i wzmacniający w dzień utrapienia, a zna mających nadzieję w Nim” (Nahum 1,7).

Modlitwa

Panie! któryś wielkiego Męczennika Twojego, św. Arkadiusza, okrutnie katowanego, łaską swoją wspierając przedziwną cierpliwością i mężną wytrwałością obdarzył, daj nam przez jego zasługi łaskę cierpliwego znoszenia wszelkich dolegliwości, jakimi spodoba Ci się próbować nas i oczyszczać. Który żyjesz i królujesz z Bogiem Ojcem i Duchem świętym teraz i zawsze i na wieki wieków. Amen.

Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.