5 stycznia Żywot świętego Szymona Słupnika

(żył około roku Pańskiego 460)

Wielki ten Święty urodził się w miasteczku Sizon w Syrii, na pograniczu i Cylicji. Jego surowe uczynki pokutne śmiało można porównać z cierpieniami Męczenników.

Szymon w młodości pasał owce u ojca. Mając lat trzynaście, usłyszał w kościele na kazaniu słowa Ewangelii: „Błogosławieni, którzy płaczą, albowiem oni będą pocieszeni. Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądają” (Mat. 5, 5. 8). Pobożnego chłopca zastanowiły te słowa, a że ich nie zrozumiał, zapytał stojącego obok starca o ich znaczenie. Odpowiedziano mu, iż modlitwa, pokora, łzy i cierpliwość są najlepszymi środkami do uzyskania niebieskiej pociechy, a cnota najbardziej w samotności się krzewi. Usłyszawszy to Szymon, pobiegł do najbliższego klasztoru i padłszy opatowi do nóg, prosił o przyjęcie do zakonu. Opat przystał na to żądanie dopiero po długim a usilnym naleganiu. Pokora Szymona i pogarda dla świata były tak wielkie, że wkrótce prześcignął wszystkich zakonników. W klasztorze tym jadali zakonnicy tylko co trzeci dzień, Szymon jednak pomimo odradzania starszych jadał tylko co szósty dzień. Pewnego razu ujęty świętym zapałem urwał od studni kawał liny splecionej z liści palmowych i przewiązał się nią mocno powyżej bioder. Z czasem werznęła się lina w ciało, przez co potworzyły się rany i bardzo nieprzyjemną woń wydawać poczęły. Długo nie mogli zakonnicy dojść, skąd ta odrażająca woń pochodzi, aż wreszcie przekonali się, że to od Szymona. Gdy z rozkazu opata gwałtem go rozebrano i przekonano się o właściwej przyczynie, opat surowo go zgromił i polecił mu wyleczyć rany, a następnie wydalił z klasztoru, aby inni zakonnicy nie zechcieli go naśladować w podobnej surowości, a słabsi na ciele tym samym nie byli sobie sami przyczyną śmierci.

Szymon tułał się czas pewien po górach, aż wreszcie spuścił się do głębokiego parowu i począł trawić czas na modlitwie i pobożnych pieśniach. Tymczasem opat zaczął żałować swego postępku i kazał go odszukać. Długo za nim śledzono, aż wreszcie pasterze przebywający w okolicy powiedzieli zakonnikom, gdzie go mają szukać. Wydobyty z przepaści na powrozie, zamieszkał ponownie w klasztorze, lecz nie na długo. Znalazłszy bowiem na górze w pobliżu miasta Telanissa opustoszały samotny domek, udał się tam i przez trzy lata w nim przebywał.

Święty Szymon

Za przykładem Mojżesza i Eliasza nałożył na siebie zupełny czterdziestodniowy post i prosił swego spowiednika, imieniem Bassus, aby go kazał na czterdzieści dni zamurować. Bassus nie chciał tego uczynić, mówiąc: „Mordercą samemu sobie być, to nie żadna cnota, ale owszem grzech śmiertelny”. Zażądał tedy Szymon, aby mu dano dziesięć bochenków chleba i stosowną ilość wody, zaręczając, że jeśli zajdzie potrzeba, nie omieszka się posilić. Bassus przystał w końcu, dał mu chleb i wodę i kazał go zamurować, gdy jednak po dniach czterdziestu kazał mur rozebrać, znaleziono chleb i wodę nietknięte, a samego Szymona na pół nieżywego, bezwładnie leżącego na ziemi. Od tego czasu przez dwadzieścia osiem lat co roku tak pościł w Wielki Post, nie jedząc, nie pijąc przez czterdzieści dni i ustawicznie się modląc.

Po trzech latach zbudował sobie Szymon na wierzchołku jednej góry mandrę czyli domek pustelniczy, ale bez dachu. Aby z góry nie schodzić i myśli swych od Nieba nie odrywać, kazał się przykuć do skały za szyję i za prawą nogę dwadzieścia łokci długim łańcuchem. Mimo to gdy biskup antiocheński Melecjusz zganił to, mówiąc iż człowiek własną wolą, a nie łańcuchami wiązać się powinien, kazał się natychmiast rozkuć.

Sława jego surowego życia wnet rozeszła się daleko i ludzie tłumnie zaczęli się schodzić, jedni aby go widzieć, drudzy aby słuchać nauk jego, szukać u niego pociechy lub pomocy w chorobach i różnych innych potrzebach. Wielu z nich czuło się szczęśliwymi, gdy mogło się dotknąć kraju jego szaty, a ta szata niczym więcej nie była, jak zwyczajną zwierzęcą skórą. Byli nawet i tacy, którzy potajemnie skrawki tej szaty ucinali. Ponieważ te oznaki czci i uszanowania sprzeciwiały się jego pokorze, przeto postanowił wieść taki rodzaj życia, że możnaby go prawie poczytywać za niepodobny. Otóż kazał sobie zbudować kolumnę czyli słup kamienny, najpierw sześć, następnie dwadzieścia i dwa, a w końcu czterdzieści łokci wysoki. Na tym słupie, mającym tylko trzy stopy średnicy, tak że nie mógł na nim ani leżeć, ani siedzieć, przeżył lat trzydzieści siedem, wystawiony na wszelkie zmiany pogody. Noce, poranki i wieczory trawił na modlitwie, a za dnia miewał dwa kazania, uzdrawiał chorych, udzielał rad i odpowiadał na rozmaite pytania. Raz na tydzień przyjmował Komunię świętą i także tylko raz na tydzień posilał się warzoną soczewicą.

Ten niesłychany sposób życia przyciągał tłumy ludu, chrześcijan i pogan, dzięki czemu Szymon kazaniami swymi nawracał niezliczone mnóstwo niewiernych. Ludzie pobożni uważali go za Świętego, ponieważ czynił liczne cuda, natomiast ludzie światowi nazywali go zagorzalcem i dziwakiem, a nawet podejrzewali go, że właśnie tym dziwnym sposobem życia chce sobie zjednać sławę Świętego. Okoliczni biskupi i opaci postanowili go przeto wystawić na próbę. Wyprawili doń posłów, aby niezwłocznie zszedł z swego słupa i żył odtąd w klasztorze. Szymon, usłyszawszy rozkaz, natychmiast począł schodzić, posłowie jednak, widząc jego pokorę wobec zwierzchności duchownej, uznali czystość jego zamiarów i pozwolili mu pozostać na słupie.

Nie było też jego życie na słupie bez pożytku dla zbawienia ludzkości, bo tysiące pogan nawracało się wskutek cudów, jakich byli świadkami, a jego surowe życie wywierało wielki wpływ na oziębłych. Łańcuch, którym dawniej przykuwał się do skały, okaleczył mu nogę. Rana stale się jątrzyła, wskutek czego przez długie lata mógł stać tylko na jednej nodze, nie leczył się jednak, ani też nic z surowości żywota nie ujął. Głosił też jak zwykle kazania, godził swary i niesnaski, wykorzeniał błędy, a nawet królów i panów chrześcijańskich w niektórych rzeczach przestrzegał. Tak naprzykład kiedy potężny cesarz Teodozjusz wydarł w Antiochii chrześcijanom kościół i dał go żydom, Szymon napisał do niego groźny list, pod wpływem którego cesarz nie tylko cofnął swój dekret, ale nawet starostę, za którego poradą targnął się na własność chrześcijan, złożył z urzędu. Prócz tego prosił dobrowolnego męczennika, aby raczył się zań modlić i zechciał posłać mu swoje błogosławieństwo.

Cudami swymi i naukami Szymon wywierał wpływ wielki na lud. Trzykrotnie zupełnie zaniewidziawszy, wskutek modlitwy odzyskał wzrok z powrotem. Umarł po życiu prawdziwie męczeńskim dnia 2 września roku 459. Ciało jego niosło sześciu biskupów do Antiochii, a ludu zgromadziła się tak znaczna liczba, iż w celu utrzymania porządku musiano użyć sześć tysięcy sześciuset żołnierzy, gdyż wszystko, co żyło, pragnęło relikwii tego Świętego. Przy grobie jego działy się liczne cuda, wkrótce też zbudowano na jego cześć wspaniały kościół.

Na Wschodzie wielu jeszcze naśladowało sposób życia na słupie tak długie lata praktykowany przez świętego Szymona, natomiast Zachód jeden tylko taki wypadek może wymienić. Żył w ten sposób przez niejaki czas zakonnik Vulfilacus pod Trewirem, ale biskup tamtejszy ze względu na surowość klimatu kazał mu wrócić do klasztoru, czego zakonnik natychmiast usłuchał.

Nauka moralna

Lubo sposób życia i nadzwyczaj surowa pokuta tego Świętego nie mogą być przedmiotem naśladowania, mimo to rozważanie jego żywotu jest dla nas wielce zbawienne, albowiem wzywa nas ono do pokuty. Rozważanie życia Szymona bez zawstydzenia się swojej oziębłości, jest niepodobieństwem. Czyż nie mamy o wiele więcej powodu pokutować za grzechy nasze, aniżeli ów święty? Uderzmy się w piersi i wyznajmy, żeśmy do grzechu bardzo prędcy, lecz powolni do pokuty. Aczkolwiek Bóg nie wymaga od nas owych nadzwyczajnych uczynków pokutniczych, jakimi się niektórzy Święci odznaczali, to przynajmniej powinniśmy mieć silną wolę i zrobić choćby mały początek pokuty, połączony z poprawą życia. Niechaj nam tych kilka uwag posłuży, abyśmy w przyszłości ożywili gorliwość naszą w służbie Bożej. Bóg nie wymaga od nas nic nadzwyczajnego, powinniśmy więc przynajmniej przypadające na nas utrapienia cierpliwie znosić, a nakładając na siebie dobrowolnie mniejsze umartwienia, tym samym dobrą naszą wolę okazać. „Dręczcie się i żałujcie i płaczcie: śmiech wasz niech się obróci w żałość, a wesele w smutek” (Jak. 4,9).

Modlitwa

Boże, któryś świętego Szymona Słupnika do tak cudownej pokuty powołać raczył; daj nam za jego wstawieniem się wszelkie niegodziwe ciała i zmysłów podniety za łaską Twoją poskramiać. Przez Pana naszego, Jezusa Chrystusa, który z Bogiem Ojcem i Duchem świętym żyje i króluje w Niebie i na ziemi, po wszystkie wieki wieków. Amen.

Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.