3 stycznia Żywot świętej Genowefy, Dziewicy

(żyła około roku Pańskiego 512)

Jak patronem stolicy Hiszpanii obrano zwykłego oracza, św. Izydora, tak losy stolicy Francji powierzono prostej wiejskiej dziewczynie, św. Genowefie. Przyszła ona na świat roku 421 we wsi Nanterre i była córką zamożnych wieśniaków. Matka jej, wielka czcicielka Maryi Panny, umiała wybornie wpoić w córeczkę zapał do modlitwy i pożytecznej pracy.

Genowefa liczyła siedem lat, kiedy święci biskupi German i Lupus w przejeździe do Anglii zanocowali w Nanterre. Lud wszystek cisnął się gromadnie, aby uzyskać błogosławieństwo świętych mężów. German ujrzał znajdującą się w tłumie Genowefę, a natchniony Duchem świętym, kazał dziewczątku bliżej przystąpić i rzekł do rodziców: „Szczęśliwi jesteście, że takie dziecię macie. Wychowajcie je starannie, gdyż Bóg będzie miał z niego chwałę, a ludzie zbudowanie”. Pobłogosławiwszy ją, dał małej Genowefce miedziany medalik i kazał jej nosić go zawsze na szyi, zakazując zarazem noszenia naszyjników i pierścieni. „Noś to na pamiątkę, żeś Bogu poświęcona”. Genowefa, uważając się odtąd za oblubienicę Chrystusa, zdwoiła gorliwość w modlitwie. Gdy miała lat piętnaście, odumarli ją rodzice, udała się tedy do Paryża i zamieszkała u matki chrzestnej, zacnej i bogobojnej matrony. Po złożeniu ślubów wiecznego dziewictwa otrzymała z rąk biskupa paryskiego suknię zakonną i wiodła odtąd nadzwyczaj ostry żywot. Aż do 50 roku życia jadała tylko dwa razy na tydzień, i to zaledwie kawałek jęczmiennego chleba i nieco fasoli, a piła tylko czystą wodę. Po 50 roku na rozkaz biskupa zaczęła używać również nieco ryb i mleka. Z soboty na niedzielę całą noc czuwała, aby się godnie do Komunii św. przysposobić. Od uroczystości Trzech Króli aż do Wielkiego Czwartku całkiem się odosobniała, przepędzając czas na modlitwie i pokucie za zelżywości wyrządzone Bogu w czasie zapustnym, dla uproszenia Boga o zachowanie niewinności młodzieńców i dziewic i na wybłaganie u Niego łaski, aby wszyscy katolicy w czasie Wielkanocnym godnie się wyspowiadali i Komunię świętą przyjęli. Pobożność jej była tak wielka, że ilekroć wzniosła oczy ku Niebu, zawsze zalewała się gorącymi łzami. Często również wpadała w zachwycenie. Przenikała wtedy tajemnice sumień ludzkich i nakłaniała grzeszników niepokonaną wymową do pokuty i poprawy życia.

Jak wszystkich Świętych, tak i ją nie minęły prześladowania. Oszczercze języki nazwały ją obłudnicą, oszustką i czarownicą; przypisywano jej także rozmaite inne występki, a wzburzony motłoch groził jej nawet śmiercią. Genowefa wszystko znosiła z cierpliwością i wylewając łzy modliła się za swych zaślepionych nieprzyjaciół, a swoje losy składała w ręce Boga, który ją też uwielbił dwoma wspaniałymi cudami. W roku 451 wtargnął do Francji Atylla król Hunów, nazywany biczem Bożym. Niszcząc wszystko ogniem i mieczem zwrócił on swój pochód na Paryż. Przerażeni mieszkańcy chcieli opuścić miasto i wydać je na łup barbarzyńskiej dziczy, lecz oparła się temu Genowefa niby owa Judyta w Starym Zakonie, przepowiadając, że jeśli będą się modlić i pościć, nieprzyjaciel nie zbliży się do miasta; w każdym zaś razie zniszczy i splądruje okolicę, do której zamierzają się schronić. Niewiasty zaraz zgromadziły się około niej i rozpoczęły post i modlitwę, natomiast mężczyźni zaczęli się burzyć i grozić jej śmiercią, twierdząc, że chce ich zdradzić i wydać pod miecz barbarzyńców. Byliby też może popełnili morderstwo, gdyby nie był przybył archidiakon z kościoła św. Germana, któremu udało się uspokoić motłoch.

Tymczasem Attyla zmienił nagle kierunek pochodu i udał się tam, dokąd chcieli uciekać Paryżanie, a zrównawszy całą okolicę z ziemią, ludność w pień wyciął i ruszył dalej, nie tknąwszy stolicy. Ten niespodziewany obrót rzeczy tak wpłynął na umysły Paryżan, że odtąd widzieli w Genowefie Duchem Pańskim natchnioną prorokinię i zbawczynię tysięcy ludzi.

Święta Genowefa

Po niejakim czasie Klodoweusz, król Franków, obiegł Paryż, wskutek czego powstał straszliwy głód, od którego ludzie padali jak muchy. Genowefa, przejęta głęboką litością, przebiegała całą Francję, od wsi do wsi, od miasta do miasta, zbierając jałmużny, i w krótkim czasie przysłała do Paryża jedenaście żywnością napełnionych okrętów; prócz tego wyjednała u Klodoweusza życie i wolność dla wielkiej liczby jeńców. Odtąd cześć dla wysokich cnót Genowefy i szczególnych łask, którymi jaśniała, stała się powszechną i niczym już zachwianą być nie mogła. Królowie i książęta wielce ją poważali, a biskupi i kapłani polecali się jej modlitwom. Gdziekolwiek przybyła, całe wsi i miasta wychodziły naprzeciw niej. Nie opuściła też żadnej sposobności, aby nie występować przeciw złym obyczajom i uciskaniu biednych, przy czym nadmienić wypada, iż napomnienia jej nie były bez skutku.

Przeżywszy lat osiemdziesiąt dziewięć, zasnęła w Panu 3 stycznia roku 512 i pochowana została w grobowcu pierwszego króla francuskiego Klodoweusza. Grób jej zajaśniał wkrótce cudownym światłem, wskutek czego zbudowano nad nim wspaniały kościół. I cały Paryż miał jeszcze doznać cudu swej patronki. W roku 1130 wybuchło morowe powietrze, które zwano „świętym ogniem”, ponieważ chorzy czuli we wnętrznościach palenie, jakby od ognia. W przerażeniu uciekli się Paryżanie do swej patronki, wzięli jej święte kości i w procesji oprowadzili je po mieście. Gdy procesja wróciła do kościoła, a relikwie święte stanęły w progu, nagle wszyscy chorzy ozdrowieli, z wyjątkiem trzech, którzy niezawodnie mało mieli ufności.

Za czasów tak zwanej wielkiej rewolucji francuskiej zbezczeszczono kościół świętej Genowefy. Cesarz Napoleon III odrestaurował go i oddał katolikom; dziś jest to jedna z najpiękniejszych świątyń w tym wielkim mieście.

Nauka moralna

Skoro serce czyje zapłonie miłością ku Bogu, wtenczas czuje też silny pociąg nakłaniania i innych do życia cnotliwego, aby i ci stali się uczestnikami owoców bogobojnego życia. Tak czyniła święta Genowefa, tak też nam czynić wypada. Jeśli skłonności tej nie odczuwamy, jest to najlepszym dowodem, że za mało miłujemy Boga i za mało mamy umiłowania cnoty. Nic też dziwnego, że nie możemy w bliźnim wzbudzić uczucia miłości, której sami nie posiadamy. Jakże bowiem moglibyśmy nakłonić kogo do pobożności, jeśli mu dajemy gorszący przykład oziębłości i złych nałogów? Ogień tylko zapala, a nie lód lub zimne żelazo. Starajmy się więc przede wszystkim, aby nasze własne serca rozpaliły się ogniem miłości Boga, i abyśmy zawsze postępowali drogami cnoty, a wtenczas będziemy mogli słowem i przykładem także w bliźnich naszych rozbudzić płomień, który ogrzewa nasze serca. „W szczęściu sprawiedliwych będzie się radowało miasto – mówi Pismo św., – a ustami niezbożnych wywróci się” (Przyp. 11, 10-11).

Modlitwa

Panie, racz nam dać za przyczyną świętej Genowefy, abyśmy za jej przykładem postępując w miłości Boga, tym samym stali się zdolnymi do naprowadzenia bliźnich naszych na drogę cnoty i pobożności. Udziel nam też wszystkim łaski Twojej, abyśmy się stali uczestnikami szczęśliwości, którą przyobiecałeś naśladowcom wybranych swoich. Amen.

Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.